Bogdan Miś: Upusty żółci (wrzesień)

1.09.2021

Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.

Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.

30.09

W każdym normalnym kraju po opublikowaniu takiego dokumentu, jak dzisiejszy raport NIK o gospodarowaniu Funduszem Sprawiedliwości przez Ziobrę – głowy szefów resortu już by były w koszu. Raport jest – delikatnie bardzo mówiąc – gotowym aktem oskarżenia dla sądu.

Pisze dzisiejsza Rzepa, że zarzuty NIK są takie: 280 mln zł wydane nieprawidłowo, nietransparentnie dzielone dotacje, dla dziwnych podmiotów, a w tle „konflikty interesów i mechanizmy korupcjogenne”. Miliony dla fundacji na promocję instytucji małżeństwa, w tym kursy gdzie chętni dostawali namiary m.in. na urzędy stanu cywilnego. A także na projekty „naukowo badawcze”, które sprowadzały się m.in. do analizy memów internetowych i fantastyki Stephena Kinga, czy też na finansowanie dzieł o sądach gospodarczych na Bermudach, czy Rwandzie.

Czysty kryminał. Chyba mam za mały łeb, bo mi się w nim to nie mieści. A jeszcze będzie się musiało zmieścić i to, że ten raport zostanie bez wątpienia pominięty wyniosłym milczeniem, dosmaczonym kilkoma lekceważącymi dowcipasami.

Niektórzy mówią: to po co to robić? A po to, moi kochani, że jak się władza zmieni, to te dokumenty będą jak znalazł. Dla zwykłego sądu karnego, ale i dla Trybunału Specjalnego, który trzeba będzie powołać. Tym razem będzie no mercy; a wzory postępowania też są gotowe: warto sięgnąć do praktyki Niemiec z okresu powojennego rozliczania hitleryzmu.

Depisizacja – na wzór denazyfikacji – jest niezbędna. I powinna dotyczyć nie tylko PiS, ale wszystkich, którzy się umoczyli we współpracę z nimi – czy to instytucjonalną, czy indywidualną. Proporcjonalnie do wkładu w tworzenie „dobrej zmiany”.

A część dzisiejszych dostojników powinna się znaleźć także przed Trybunałem Międzynarodowym; to przede wszystkim ci, którzy odpowiadają za postępowanie z dziećmi uchodźców na granicy. Bo to jest już na mój rozum przestępstwo przeciw ludzkości. A dziś jest ciekawa rocznica.

***

Miałem dość długą przerwę w dostępie do Internetu, stąd tak późno ten tekst tutaj. Teraz patrzę z przerażeniem na posiedzenie Sejmu. Wyczyny większości rządzącej to zgroza.

29.09

Sytuacja na granicy wygląda marnie. Obawiam się, że wczorajszy cyrk z pokazywaniem jaki to z gruntu zdemoralizowany i niebezpieczny element pcha nam przez granicę Łukaszenka – jest tylko zapowiedzią jakiejś jeszcze większej obrzydliwości niż przedłużenie stanu wojennego na następne 2 miesiące.

Już właściwie dla zasady tylko wspomnę, że użyte w trakcie ministerialnej prezentacji niecenzuralne zdjęcia są w komplecie pobrane z Internetu; niczego w rodzaju profesjonalizmu nawet w fałszowaniu rzeczywistości po tych smutnych partaczach nie należy się spodziewać.

Powracając do obaw: coś mi się zdaje, że oni jednak prą do jakiegoś ostrzejszego konfliktu. Stąd te opowiastki spod ciemnej gwiazdki o oddawaniu „suchych strzałów” czy ciskaniu granatów ćwiczebnych. Nic tak nie buduje jedności narodu, jak mała wymiana ognia – sądzą zapewne. A ta jedność zaczyna im być coraz bardziej potrzebna…

Jedność ideowo–moralną chcą nam także zbudować innymi sposobami. W Sejmie trwa dyskusja w sprawie tzw. pakietu wolności akademickiej, zgłoszonego przez Czarnka. Prace nad projektem zostały zainicjowane w związku z cenzurą myśli i słowa występującą na uczelniach – powiedział dziś w Sejmie poseł PiS Kazimierz Moskal, prezentując stanowisko klubu. Darując sobie łatwe żarty z jego nazwiska akurat w tym kontekście – wyjaśnię tylko, że chodzi w gruncie rzeczy o to, by zapewnić swoim talibom swobodę głoszenia na uczelniach każdej bzdury religijnej lub po prostu antynaukowej. I dać pełną kontrolę Czarnkowi nad orzeczeniami akademickich kolegiów dyscyplinarnych, które w świetle ustawy tracą sens: ich orzeczenia minister ma móc dowolnie zmieniać.

Acha: nie udało się z lex TVN, to spróbujemy dobrać się do zadka tym flejtuchom z Internetu. Projekt ustawy o ochronie wolności słowa w internetowych serwisach społecznościowych filtrujących treści został niedawno wpisany do wykazu prac legislacyjnych, którymi w najbliższym czasie zajmie się Rada Ministrów. „Nowe przepisy mają zapewnić ochronę przed ograniczeniami w korzystaniu z konstytucyjnego prawa do swobodnego głoszenia własnych poglądów” – napisali autorzy projektu z Ministerstwa Sprawiedliwości. Oczywiście, chodzi o wolność ich słowa i zamknięcie ust wszystkim innym.

Jeszcze były wybory. Jeszcze nie sadzają – mówią obrońcy władzy.

Jak wam przyjdzie zetknąć się z takim argumentem, mówcie wprost: to już jest faszyzm. Nie hitlerowski, oczywiście; ale pamiętajmy, że faszystami byli także Mussolini, Franco, Salazar, ksiądz Tiso, Quisling… I każdy z tych faszyzmów miał swoje specjalności.

Naszą jest chyba trochę podobnie jak niegdyś w Hiszpanii silne podwiązanie pod Kościół. Ale to już faszyzm, bez wątpienia.

I stały refrenik: Kaczyński to zły człowiek.

28.09.

Wtorek. Wczoraj mistrzyni olimpijska z Aten 2004 Otylia Jędrzejczak została wybrana w Spale na prezesa Polskiego Związku Pływackiego. Europoseł Ryszard Czarnecki zrezygnował z kandydowania na stanowisko prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej, prezesem został znakomity niegdyś zawodnik, Sebastian Świderski.

Świat się kończy albo rewolucja za progiem: PiS dopuszcza do tego, by czymkolwiek zarządzali fachowcy. Co na to powiedzą wszyscy krewni–i–znajomi królika, zajmujący setki dyrektorskich i prezesowskich posad? Gdzie dojdziemy, jak protekcja przestanie działać?

Pan prezydent – pisałem już o tym – udzielił wywiadu koszmarnej telewizji FOX NEWS, co stację tę tak zaszokowało, że nie nadali go zrazu na żywo – a i teraz pokazali na antenie we fragmentach. Mniejsza o to, co pan prezydent mówił (czujnie na wszelki wypadek po polsku, bo jego „perfekcyjny angielski” mógłby się jednak okazać dla amerykańskich widzów trochę niezrozumiały); to były jego zwykłe enuncjacje. Ważniejsze jest tym razem – do kogo mówił. Mianowicie, jego rozmówcą był niejaki Carlson.

Jest to jegomość robiący karierę na graniu skrajną, najgłupszą jak się da prawicowością. Oto próba jego głębokim przemyśleń, pierwsza z brzegu, o… systemie metrycznym:

Prawie każdy kraj na Ziemi popadł w tyranię systemu metrycznego. Ludzi zmusza się do mierzenia wszystkiego w MILIMETRACH i KILOGRAMACH […] New World Order. Dokładnie tym jest system metryczny. Esperanto umarło, ale system metryczny przetrwał: ten dziwny, utopijny, niezrozumiały, dziwaczny system, któremu USA oparła się jako jedyny kraj.

No i z kimś takim sobie pogadaliśmy.

Błysnęła po raz kolejny panna Pawłowiczówna. Wypuściła z siebie kolejnego tweeta, tym razem o filmowcach. Mówiąc zwięźle, też jej się nie podobają. Cytat (oryginał; jej styl jest wszak niepowtarzalny):

DLACZEGO FILMOWCY i AKTORZY, w większości utrzymywani przez polskie instytucje, przez Polskę wykształceni, wykreowani, wielu na Polakach wzbogaceni, tak GRUNTOWNIE NIENAWIDZĄ Polski?

Bezpośrednią przyczyną tego głębokiego, pełnego żalu spostrzeżenia, była wypowiedź Agnieszki Holland na festiwalu filmowym w Gdyni. Otóż pani Agnieszka ośmieliła się tam powiedzieć coś takiego:

Nie godzę się na to, żeby obsadzać żołnierzy polskiej Straży Granicznej w rolach strażników muru berlińskiego z byłego NRD. Nie godzę się na to, by okoliczna ludność grała rolę donosicieli i żeby zanim podadzą chleb głodnemu, dzwonili na policję. To obciąża nas wszystkich strasznie jako wspólnotę.

No tak. Tego nie można darować. To rzeczywiście skrajny brak patriotyzmu. Oczywiście, tego rozumianego jako bezkrytyczne uwielbienie dla władzy.

Ciekawe: czy Pawłowiczówna ma na myśli każdą władzę, czy tylko tę jedną? Osobiście stawiam na drugą ewentualność. Ale żeby profesor prawa (choćby i uniwersytecki tylko) nie odróżniał ojczyzny od władzy? Chyba za to się nie zalicza ćwiczeń na pierwszym semestrze studiów?

27.09

Dwie sprawy wyznaczyły dziś agendę: opublikowanie przez ONET, Gazetę Wyborczą i Radio ZET raportu w sprawie nepotyzmu i kolesiostwa w państwie PiS i sytuacja na granicy z Białorusią, która była omawiana na posiedzeniu komisji sejmowej.

Raport robi wrażenie. Sporządzony z użyciem narzędzi informatycznych pokazuje siatki powiązań personalnych licznych działaczy gospodarczych i lokalnych polityków z kilkoma głównymi bossami PiS–u. Kolosalna dłubanina dziennikarska dała efekt: obrzydliwa pisowska ośmiornica stała się widoczna jak na dłoni.

I – pozwolę sobie być pesymistą – dziś nic dokładnie z tego nie wyniknie, a w niektórych obszarach życia społecznego raport może się okazać kontrproduktywny. Argument władzy będzie oczywisty: przecież każdy ma jakichś znajomych, którym ufa – nic więc dziwnego, że awansując, ciągnie tych ludzi za sobą. I ten argument do przeciętnego matoła trafi bez pudła. Trochę gorzej to wygląda, gdy ciągniętymi okazują się teść, szwagierka i dziecko kumpla z harcerstwa, ale naród jako całość się tym też nie oburzy: praktyka to przecież powszechna i doskonale znana. Niby dlaczego jakaś wredna komisja ma narzucać dostojnikowi współpracowników? Żeby mu pchali w szprychy?A wbrew szlachetnym intencjom autorów opracowania może się w dodatku okazać, że dla wielu jego publikacja będzie dowodem, że … opłaca się poprzeć PiS. Skoro dają tak dobre posady…

W sprawie sytuacji na granicy usiłowano nas przekonać, że Łukaszenka wpuszcza nam tu masowo terrorystów i zboczeńców, żeby zdestabilizować Polskę. Świadczyć o tym mają zdjęcia i inne dokumenty, znalezione m.in. w pamięciach telefonów zatrzymanych migrantów.

I pewno wielu ludzi w to uwierzy. Strasznie bowiem trudno przyjąć do wiadomości, że – bądź co bądź „nasi” – żołnierze robią coś nagannego; łatwiej uwierzyć Kamińskiemu. Po prostu łatwiej.

Nikomu jakoś – o ile wiem – nie zapala się w mózgu czerwone światełko, gdy słyszy, że ludzie Łukaszenki … mówią w tej sprawie mniej więcej to samo, co nasze MSW, tylko ze zmienionym zwrotem działania: to Polacy, pod pozorem cofania migrantów na Białoruś, w rzeczywistości pchają ponoć Łukaszence masowo islamskich terrorystów…

Mój prywatny stosunek do sprawy jest taki: nie wierzę w ani jedno słowo obu stron. Dobra, niech będzie, że z zasady i wrodzonej wredności.

Uwierzę słowom niezależnych od władz obu krajów profesjonalnych dziennikarzy, których jedni i drudzy nie chcą wpuścić; jedynym wytłumaczeniem tej decyzji jest chęć ukrycia prawdy.

A ponadto uważam, że Jarosław Kaczyński to bardzo zły człowiek.

26.09

Dzisiaj przerwa. Nie będę lał żółci, bo już mi od tego czerep żółknie, co jest nieestetyczne. Więc wręcz przeciwnie, dziś pochwalę; oczywiście, nic z polityki, bo to dziedzina nie do chwalenia.

Dwie rzeczy zatem: jedna lektura i jeden serial.

Lektura – to „Pewnego razu w Hollywood” Quentina Tarantino. Świeżo wyszła książka, jeszcze nie zdążyłem skończyć, ale już wiem: mam kawał całkiem ciekawej prozy, choć naprawdę to tylko (mocno) rozbudowany scenariusz znanego filmu. Bardzo zabawna lektura. Tarantino błyszczy niesamowitą erudycją filmową i sporą historyczno-obyczajową (odnoszę wrażenie, że widział i pamięta wszystkie filmy, jakie kiedykolwiek nakręcono) i zupełnie genialnie miesza nie tylko gatunki, ale także fikcję literacką z prawdą. Co daje w wyniku rzecz wielce smakowitą; tym bardziej że autor naprawdę umie pisać – a i tłumacz zna swój fach. Duża radość z czytania.

Serial – to pokazany przez Canal+ „Dr Death”, oparty na rzeczywistych wydarzeniach. Otóż był sobie chirurg – socjopata, spłodzony przez superreligijnego tatę i rozkochaną w synku matkę o niebywałych ambicjach; niestety, ludzi dość zamożnych. Niestety, bo stać ich było na spełnianie zachcianek byczka. Tak go ta mama wychowała, że chłopak uwierzył we własną całkowicie wszechstronną genialność; która to wiara była dokładnie sprzeczna ze stanem faktycznym. I dopóki chłopię nie potrafiło rozróżnić strony prawej od lewej, usiłując – zresztą wbrew predyspozycjom fizycznym, bo był za lekki – grać w futbol amerykański, to sprawa była tylko żałosna. Ale odrzucony przez sport – skończył studia medyczne. I to na prestiżowej uczelni…

Więc nie wypadało go wręcz nie zatrudnić. A on – partaczył wszystko, czego się dotknął. Wiele osób wysłał na tamten świat, wielokrotnie więcej uczynił kalekami. A usunięcie kogoś z zawodu lekarskiego jest – również w USA – bardzo trudne. I serial o tej właśnie trudnej walce środowiska o samooczyszczenie opowiada. Rzecz jest świetnie zagrana, aktorzy znakomici. A ja po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków wiem jedno: nikt nigdy mi nie będzie pchał żadnego żelastwa w okolice kręgosłupa. Makabra.

Acha: prawdziwy dr Death wyjdzie z mamra podobno najwcześniej w 2048 roku. Ponoć to zasługa głównie pani prokurator, która stoczyła nieziemską walkę ze środowiskiem; i dwóch bezkompromisowych lekarzy, którzy całą sprawę uruchomili.

Koniec przerwy. Jeszcze tylko spełnienie obietnicy. Informuję zatem, że Jarosław Kaczyński to bardzo zły człowiek.

25.09

Będzie cyrk, bez wątpliwości. Po rzygotliwym długaśnym wywiadzie AD dla TVN sądziłem, że nic podobnie szarpiącego nerwy przez jakiś czas nam nie grozi; myliłem się. Otóż pan prezydent tak się rozochocił, że udzielił – będąc w USA – wywiadu również osławionej telewizji Fox News. Tej od lansowania Trumpa, skrajnie prawicowej i populistycznej. Jest w tym jednak pewna tajemnica: wywiad ma być wyemitowany dopiero „w najbliższych dniach”. Co takiego ekscelencja raczył palnąć, że nawet złaknione krwi sepy z Fox dały na wstrzymanie? Może być naprawdę ciekawie…

Tymczasem nasze turbokatole dostały kolejny cios w sam splot słoneczny. Mianowicie, Sąd Rejonowy w Częstochowie umorzył w piątek sprawę młodego warszawiaka, który w czerwcu 2019 r. podczas Marszu Równości w Częstochowie niósł znany wizerunek z tęczową aureolą. Okazuje się, że nie ma zbrodni! Coś potwornego! Kasta! Kolejny akt agresji przeciw katolikom! Całe szczęście, że wyrok jest nieprawomocny, więc apelacja będzie do banku. A w razie czego, czuwa władza z rewizją nadzwyczajną. Że to kosztuje? Cóż, ten obrazek wart jest przecież każdych pieniędzy. Zwłaszcza z publicznej kasy.

Mała sensacyjka środowiskowa. „Tygodnik Powszechny” opublikował recenzję książki prof. Matczaka. „Jak wychować rapera. Bezradnik”. Recenzja jest zła i napisana językiem, który do mojego wyobrażenia o tym piśmie jakoś trochę nie pasuje. Cytacik: „W obronę prawa synalka do chlania, rzygania i rozbijania butelek prawnik-katolik angażuje Arendt i Fromma. „Głęboko pacyfistyczny” utwór raperka jest ohydnym, agresywnym bełkotem beztalencia”. Matczakowi nie pozwolono polemizować. W rewanżu profesor odmówił publikowania na łamach pisma.

Wszystko to razem stanowi dla mnie doskonałą okazję do powiedzenia, co myślę o „TP”. Miałem na to ochotę od dawna, ale wpojone przez mamusię nieboszczkę dobre maniery nie pozwalały mi szokować ludzi, których skądinąd lubię i szanuję. No ale teraz – jedziemy: od zawsze (podkreślam: od zawsze) uważałem „Tygodnik Powszechny” za śmiertelnie nudną fatalnie redagowaną piłę, z którą pod pachą wprawdzie wypadało pospacerować Krakowskim Przedmieściem, ale w której warto było czytać tylko felietony Kisiela.

Tak, tak: wiem, że Turowicz był genialnym redaktorem, a ja jestem obora duchowa i zionę miazmatami.

Teraz – sądząc po cytacie – odnowione pismo poszło na dodatek w kierunku – jakby to delikatnie określić – nieco tabloidowym. I składam sobie gratulacje: mnóstwo czasu oszczędziłem i oszczędzam…

Jedna ważna – choć dla wielu nienowa – informacja na koniec, którą będę powtarzał. Zapamiętajcie: Kaczyński to zły człowiek.

24.09

Znów mamy trupa na pograniczu, przy czym tym razem komunikat oficjalny jest dziwnie mętny: ani słowa o okolicznościach. Kolejne potwierdzenie, że dziennikarze w strefie stanu wyjątkowego są konieczni; nie mam jednak wątpliwości, że nie zostaną wpuszczeni. Nie mam też niestety wątpliwości, że dostatecznie wielu mieszkańców tego kraju „kocha swoją Straż Graniczną”, aby z tego powodu spokojnie siedzieć dalej w domu. Smutne to, ale co zrobić? Doprawdy, nie widzę wyjścia – a sytuacja tam na granicy robi się coraz gorsza: zimno.

Ogromna dyskusja toczy się nadal wokół imprezy u Mazurka. Wychodzi na to, że będzie z tego – jak niegdyś mówiono – huk wielki, szkody żadne. Dwóch polityków PO zostało zawieszonych w czynnościach; żadna inna partia (włącznie z PiS–em, dla którego przecież przejście koło przeciwnika politycznego powinno skutkować koniecznością natychmiastowego pójścia do spowiedzi…) nie dostrzegła nic zdrożnego w postępowaniu swoich przedstawicieli. I o ile nieobecność kaczystów na Sali sejmowej w trakcie wystąpienia Banasia jest standardowym u nich chamstwem, ale zrozumiałym – o tyle wyjście pozostałych, a zwłaszcza kłamliwe usprawiedliwienia tejże – są bardzo obciążające.

Nie wiem, jak szanowni Czytelnicy – ale ja będę pamiętał.

Bardzo pilnie śledzę wycofywanie się przez samorządy raczkiem z deklaracji „anty–LGBT”. Mogą sobie teraz pieprzyć, że im chodziło tylko o dobro polskiej rodziny i w ogóle nie mieli na myśli nic zdrożnego i teraz chętnie „doprecyzują”, żeby analfabeci z Brukseli wszystko wreszcie dokładnie zrozumieli – ale smród się już rozniósł po Europie. Jak dotychczas Łódzkie jako jedyne poszło w zaparte i swojej uchwały nie cofnęło, ale cofnie, cofnie. Nie ma wątpliwości. Kasa to wspaniały argument retoryczny. Dużo lepiej działa niż powoływanie się na jakąś przyzwoitość czy coś w tym rodzaju. Jest nawet chyba bardziej skuteczna niż danie po ryju.

Na marginesie: naszła mnie refleksja historiozoficzna. Otóż w poszukiwaniu siły napędowej rozwoju społeczeństw formułowano wiele różnych teorii. Jedną z nich na przykład głoszą marksiści, dla których tą siłą jest walka klas. Inną, który mi znacznie bardziej odpowiadała, jest położenie nacisku na zwykłe lenistwo: broniąc się przed głupią i ciężką robota, ludzie wymyślają rozmaite gadżety ułatwiające życie i w ten sposób napędzają rozwój sił wytwórczych… A nikt jakoś nie zwrócił uwagi na stałą, ponad ustrojową walkę intelektu z prostactwem i bezmyślnością, która towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Dotychczas wynik był dość optymistyczny – z trudem, bo z trudem, intelekt jednak per saldo zwyciężał. Mieliśmy lokalne cofki cywilizacyjne, nawet na skalę kontynentu, lecz w sumie wychodziliśmy na swoje.

Dziś, patrząc nie tylko na Polskę, wcale nie byłbym optymistą. Mam nawet za tym brakiem optymizmu poważny argument: ludzie z pewną ponad średnią inteligencją rozmnażają się — co oczywiste i słuszne — z daleko mniejszym entuzjazmem od tych drugich. I z pokolenia na pokolenie jest ich mniej (proszę uprzejmie o nieprzytaczanie przeczących temu statystyk, bo mam oczy i uszy), a jednocześnie są coraz bardziej przez resztę znienawidzeni. Dlatego czarno to wszystko widzę.

Jest jeszcze taka ewentualność, że jak Elon Musk uruchomi na dużą skalę wycieczki w Kosmos, to się wszyscy zbierzemy do kupy, a ostatni zgasi światło. I niech sobie kolejne Trumpy z Dudami pogryzą co chcą.

Tylko co będzie, jak wylądujemy na takim Marsie i zza skały wylezie taki mały ze skośnymi oczami i przywita nas w imieniu przewodniczącego Xi?

Wróć, już nie mały. Oni cholernie urośli w ostatnich dziesięcioleciach, jak zaczęli się przyzwoicie odżywiać…

23.09

Jest pewna taka ulga po burzliwym dniu wczorajszym, więc dzisiejsza porcja żółci może być nieco mniej gorzka.

Będzie o rzecznikach prasowych, których się wczoraj naoglądałem jakoś po pachy. Kiedyś, kiedyś uważaliśmy, że taka posada to coś idealnego na zakończenie kariery zawodowej dziennikarza, kiedy człowiek już swoje wie i jest twórczo wypalony, a przed emeryturą chciałby sobie dobrze zarobić, żeby nieco podnieść średnią. Przy okazji uważano, że podjęcie się roli rzecznika automatycznie pozbawia dziennikarza wiarygodności, bo rzecznik musi często manipulować i kłamać za pieniądze; czyli ciut się skurwić, powiedzmy prawdę. Więc po podjęciu się rzecznikowania nie było powrotu do dziennikarstwa.

Dziś to już przesądy. Jednego dnia jesteś rzecznikiem albo „ambasadorem marki”, drugiego szefem redakcji, trzeciego znów rzecznikujesz, czwartego robisz z siebie błazna w jakiejś idiotycznej reklamie gumki do majtek – i nikogo to w ogóle nie rusza.A zawód jest ohydny i szkodliwy dla zdrowia. Ale bywają różni rzecznicy.

Jak patrzę na przykład na panią rzecznik Krajowej Rady RTV i widzę, jak pytana o cokolwiek pociera dłoń o dłoń, ucieka oczkami w górę, ociera twarz z potu – to wiem, co czuje, usiłując wytłumaczyć niewytłumaczalne. Właściwie mi jej trochę żal, bo taki stres musi silnie wyniszczać organizm. Ale w końcu – nie musi, więc „chcącemu nie dzieje się krzywda”…

Całkowicie mi nie żal za to rzecznika rządu; ten nigdy niczego innego w życiu chyba nie robił, swoją posadę bardzo wyraźnie lubi i uważa, że jest ważny. Ma kompletnie blaszany, irytujący głos, którym bez większego zająknienia wygaduje swoje modlitwy ku czci władzy; zauważę przy okazji, że jego łgarstwa są przy tym jednak wiarygodniejsze od wypowiedzi jego szefa – który poza notorycznym i oczywistym mijaniem się z prawdą w dodatku mlaska, mniama, stęka i robi wrażenie, że potok słów wypuszczanych paszczą strasznie go męczy fizycznie.

Jeszcze jeden przykład: rzecznik Episkopatu. W ogóle nie wiem, kto to jest; ksiądz, ale nie kojarzę, dla mnie to persona bez właściwości…

Z drugiej strony rzecznik prasowy to bywa — choć ekstremalnie rzadko — osoba naprawdę ważna. Weźmy rzecznika prasowego prezydenta USA, z reguły otaczanego powszechnym szacunkiem. Nie mam pojęcia, od czego to zależy; w dużej mierze zapewne od osobowości delikwenta. Może też od wiarygodności i znaczenia reprezentowanej instytucji.

Wiem jedno: pomijając mój wiek i kondycję, to zajęcie zupełnie nie dla mnie. Może dlatego, że kompletnie nie umiem propagować czegoś, do czego nie byłbym chociaż w 75% przekonany; mało jest zaś takich rzeczy, jeśli pominąć twierdzenie Pitagorasa i kilka podobnych…

Acha: nie powiem wam, kogo uważam za rzecznika idealnego. Nie przesadnie lubię, jak się mnie kamienuje. A byłoby to raczej nie do uniknięcia.

22.09

Oczywiście tematem dnia jest odnowiona koncesja dla TVN24. Z jednej strony jest to niewątpliwe przyznanie się Kaczyńskiego do klęski bezradności wobec prawa, z drugiej tej decyzji towarzyszą jakieś durne powarkiwania Krajowej Rady, która w uchwale towarzyszącej zabełkotała się na śmierć. Jeśli ktoś miał cień wątpliwości, że to gremium jest całkowicie i totalnie niekompetentne, to ma ostateczny dowód. Nie chce mi się rozwijać tego tematu, bo niewątpliwie prawnicy rozjadą ten uchwalony bubel na płasko. Tylko za co płacimy ludziom o takiej mocy sprawczej, wiedzy, charakterze i kompetencjach?

Drugie ważne wydarzenie dziś, to posiedzenie Trybunału Julki. Znów odroczona decyzja w sprawie prymatu polskiego prawa nad unijnym „z powodu pojawienia się nowych okoliczności”. Jakich mianowicie? Czarny kot przebiegł drogę pani Julii, jak szła na siku? Babcia męża nogę skręciła? Czy może jednak ktoś zrozumiał, że jak się kładzie głowę na wsporniku gilotyny i jednocześnie majdruje przy wyłączniku, to można ją przez przypadek stracić?

Trzecie wydarzenie. Wczoraj wyraziłem zniesmaczenie urodzinową fetą u p. Mazurka (nie schodzi mi z klawiatury jakoś skrót „red.”, niespecjalnie cenię jego twórczość) i obecnością na niej różnych politycznych celebrytów. Dziś „swoich” postawił dość ostro do pionu Tusk. I może się tak zdarzyć, że Mazurek pobije ilościowo Boba Woodwarda i Carla Bernsteina: oni wprawdzie niegdyś „trafili i zatopili” ważnego polityka, ale tylko jednego – i ile się musieli wokół sprawy nalatać; a tu Mazurek porcją whisky i paroma kanapkami załatwił całe grono… No bo że parę osób nie ma już właściwie czego szukać w polityce, to w normalnym kraju byłoby oczywiste.

W tym jednak rzecz: w normalnym.

21.09

Najwyraźniej idą w zaparte. Krajowa Rada RiTV za Chiny Ludowe nie chce doprowadzić do końca sprawy koncesji dla TVN. Znów wykonuje jakieś sięganie prawą ręką do lewego ucha, stojąc przy tym na głowie, żeby tylko nie powiedzieć TAK ani NIE. Doprawdy, trzeba być skończonym idiotą, by nie zdawać sobie sprawy, że takie postępowanie prowadzi tylko do jednego: do procesu arbitrażowego i miliardowych kar. Tym bałwanom wydaje się, że ich nie zapłacą. Ręce opadają.

Z kolei geniusz Jaki, typowy reprezentant swojej partyjki, ogłosił wyliczenia jakichś dwóch innych geniuszy (jeszcze lepiej od niego utytułowanych naukowo i osadzonych w uważanej dotychczas przeze mnie za poważną uczelni – SGH) dowodzących, że Polska na przynależności do Unii Europejskiej … straciła jakieś setki miliardów euro. Poważni ekonomiści już tę dziwną enuncjację rozjechali ciężkim walcem wraz z autorami, ale NARUT niewątpliwie to kupi. O co zresztą wyłącznie chodzi w tej awanturze: dać pożywkę kretynowi i liczyć na to, że kretynami jest większość.

Słowo „naukowiec” – to tak przy okazji – dewaluuje się w Odrodzonej Rzeczpospolitej szybciej od upływu czasu.

Wtorkowy „Fakt” opublikował zdjęcia zrobione podczas urodzin dziennikarza RMF FM, Roberta Mazurka. Zjawili się na nich m.in. politycy PiS, PO oraz PSL — m.in. Dworczyk, Budka, Siemoniak, Kosiniak, Suski, Cymański, Szumowski.

W tym samym czasie w Sejmie – do prawie pustej sali – przemawiał prezes NIK Marian Banaś.

Obrzucamy się publicznie inwektywami – a prywatnie wspólnie chlamy wiskacza i klepiemy się po pleckach, tak? To właśnie są te „niecierpiące zwłoki sprawy państwowe”… jak nakryją – łżemy w żywe oczy. Że to nie my, że absolutnie nas tam nie było, bo my przecież wyłącznie o dobro państwa, Boga i ojczyznę… Nawet z kielichem w dłoni i pewno nawet w cudzym łóżku. I ta zgraja cwaniaczków uważa zapewne, że wszak należy się im chwila relaksu. I że co innego życie prywatne a co innego polityka.

Brzydzę się panami. Wszystkimi. Co do sztuki.

20.09

Trupy na granicy: potworny dramat. Nie ulega wątpliwości, że Łukaszenka zrobił sobie z uchodźców żywą broń zaczepną. Ale Polska spaskudziła obronę przed jego atakiem maksymalnie. To, co się dzieje na granicy – to dotychczas oceniając bez emocji – błąd na błędzie. Dopóki to było tylko dość komiczne, można było szydzić. Teraz sprawa jest śmiertelnie poważna i na dalsze błędy już pozwolić sobie nie można. Jakimś wyjściem jest szybkie całkowite przekazanie spraw w ręce Frontexu. Podobno taka jest propozycja Unii.

A tak na marginesie: Kościół nasz kochany, matka nasza serdeczna nabrał wody (święconej naturalnie) w usta? Kogo tym razem będziemy błogosławić lub przeciwnie – okładać anatemą?

No tak, nie zginęli chrześcijanie. Rozumiem.

Red. Krzysztof Skórzyński z TVN wbrew temu, co twierdził jeszcze w piątek, jednak doradzał Michałowi Dworczykowi. Dziś do sieci trafiły kolejne wiadomości, które miały wyciec z prywatnej skrzynki szefa Kancelarii Premiera, które to potwierdzają. Dziennikarz TVN został zawieszony – podaje portal branżowy Press.pl.

Dla mnie był z różnych względów od zawsze niewyraźny. Głównie oczywiście z pewnego politycznego rozkroku w zajmowanych stanowiskach; ale nie tylko.

Piąta kolumna?

Para prezydencka udaje się z wizytą do USA. Duda weźmie we wtorek udział w debacie generalnej 76. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Wygłosi pełną frazesów mowę, rzucając piorunujące spojrzenia i unosząc żuchwę na wzór Duce. Ciekawe, czy zaryzykuje mówienie po angielsku? Osobiście bym raczej odradzał.

Z kimś ma się tam też spotkać i rozmawiać. Może też kogoś ciekawego minie po drodze do sraczyka? Podobno na sesję ma wpaść panna Kardashian, to by było coś.

Acha: zgodnie z zapowiedziami pana premiera i pana Sasina – dogadaliśmy się ostatecznie z Czechami w sprawie Turoszowa.

Że co, że się nie dogadaliśmy? Jak nie, skoro sam premier tak twierdził? A w końcu, o co biega: jakieś pół melona euro dziennie… Rotszyldowi kurczę zdechło… mawiała w takich okazjach jedna z moich teściowych.

28 września poznamy wyrok w sprawie obalenia pomnika ks. Jankowskiego. Sędzia nie dopuściła zeznań świadków. Prawdę mówiąc, czarno to widzę. Chciałbym się mylić.

19.09

Podobno „de mortuis…” i tak dalej. Zatem powinienem się ograniczyć do suchej informacji, że dr Jerzy Targalski „odszedł do domu Pana”; ale nie, napiszę kilka słów.

Targalski to był jeden z tych najskrajniejszych oszołomów prawicowych. Wspólnie z Dorotą Kanią stworzył rejestry „Resortowych dzieci”, w których „zdemaskował” mnóstwo osób, mających jakieś powiązania rodzinne z minionym ustrojem. Wystarczała mu przynależność tatusia do PZPR, już nie mówiąc o figurowaniu na osławionej liście Wildsteina.

Żeby było ciekawiej, autorzy tego dzieła czerpali łatwo i obficie z archiwów dawnych służb specjalnych, do których dostęp ewidentnie im udostępniono celowo. A żeby było jeszcze ciekawiej, sam Targalski był niegdyś dość aktywnym działaczem partyjnym i młodzieżowym; zupełnie nie w “Solidarności”…

Zostawszy po transformacji i pierwszym objęciu władzy przez kaczorstwo jakimś szefem w radiu czyścił je tak intensywnie ze „złogów komunistycznych”, że nawet oni musieli się go pozbyć. Słowem: ponura postać, oszołom do tego stopnia, że został odsunięty nawet teraz nieco na bok; zostawiono mu jakieś chałturki dydaktyczne i pisanie bloga…

A był podobno z wykształcenia orientalistą. Sądzę, że dla wszystkich (łącznie z nim) byłoby lepiej, gdyby skupił się np. na badaniu użycia trybu warunkowego w klasycznym języku mandaryńskim; wybrał inaczej.

Pani Manowska, którą wyznaczono do zarządzania Sądem Najwyższym, skierowała wczoraj apel o podjęcie działań mających uregulować funkcjonowanie systemu odpowiedzialności sędziów w Polsce do prezydenta, premiera i marszałków obu izb. W apelu tym coś tam bąknęła o ekstremistach „z obu stron” i konieczności uzgodnienia stanowisk w kwestii wymaganej przez TSUE reorganizacji polskiego sądownictwa, co spowodowało ostrą reakcję starszego Wildsteina. On mianowicie działania Manowskiej nazywa „kapitulacją”. Należy ewidentnie do tego gatunku, który uznaje za prawdziwe tylko jedno spojrzenie: własnego szefa. Każde odstępstwo od Myśli Prezesa jest ohydną zdradą.

Kiedyś taka „pryncypialność” (bardzo to było modne słowo przed laty) była w pewnych kręgach bardzo mile widziana. „Pryncypialny towarzysz” mówiono z uznaniem o największych i najbardziej cynicznych głąbach, skłonnych wykonać najobrzydliwsze życzenia jedynie słusznej władzy. Cóż: wektor zmienił zwrot, ale działanie jest identyczne.

Na zakończenie: dziś były tzw. prezydenckie dożynki i mowa Dudy o wsi i rolnictwie. On jednak jest wspaniałym retorem: na tle przepięknie umajonych pań w ludowych strojach chyba ze 20 minut z wielką pasją żywo gestykulując i robiąc srogie miny, wygłaszał niepowiązane logicznie zdania bez treści i sensu. To naprawdę wielka sztuka.

Ale NARUT najwidoczniej to kocha.

18.09

Zacznę dziś od tego: zastrzegam, że nie jestem symetrystą. Wręcz przeciwnie, uważam PiS za samo zło i wszystko, co będzie z tym ugrupowaniem konkurowało – za lepsze. Ale nie znaczy to, że mam zamiar udawać, że coś mi się podoba – gdy się nie podoba. A w dzisiejszej konwencji Platformy w Płońsku było kilka elementów, które mi ostro zazgrzytały.

Łatwo się domyślić – co. Kilka (bo nie jeden przecież) zupełnie zbędnych, a w każdym razie – wysoce nieumiejętnych ukłonów w kierunku Kościoła. Może nawet i zaakceptowałbym jakieś ciepłe słowa w stosunku do ludzi wierzących – rozumiejąc wymogi gry politycznej – ale tylko wtedy, gdyby towarzyszyło im głośne i jednoznaczne potępienie kościelnych „błędów i wypaczeń”.

Była okazja: ujawnienie afery u dominikanów czy haniebne i głupie teksty Jędraszewskiego. Mile bym widział również ustosunkowanie się do działalności Rydzyka…

A tu – przepraszam – rzewne pieprzenie o znaku krzyża nad bochenkiem chleba.

I – łagodne, bo łagodne – paternalistyczne zwracanie uwagi Nitrasowi… Który przecież niczego nie chciał katolikom amputować prócz przywilejów; a tu nawet swoi robią z niego rzeźnika…

Nie. Na Francję–elegancję już nie czas, panowie i panie.

Sama konwencja i jej organizacja w Płońsku była niezła. Ale takie spędy – choć potrzebne – dziś już nie wystarczają, opatrzyły się. Myślę, że na każde wydarzenie gospodarcze czy polityczne, które do tego się nadaje, powinna następować natychmiastowa reakcja, co najmniej w postaci konferencji prasowej. Myślę, że co drugi dzień powinno wydarzać się w kraju coś, o czym będzie pisała cała prasa, a co będzie rządzącym niemiłe. Myślę, że cała Polska powinna co tydzień być pełna agresywnych bilbordów…

Co ja będę zresztą strzępił jęzor. Jak nie umiecie – a nie umiecie wyraźnie – to odżałujcie ten milionik euro na międzynarodowej klasy fachowca od takiej roboty; opłaci się.

Inna sprawa, ale niezbyt odległa tematycznie: obserwuję z zaciekawieniem rozwój sytuacji na polu walki o wycofanie kretyńskich uchwał anty–LGBT sejmików wojewódzkich i innych gremiów. Ziobro już wybełkotał swój sprzeciw; rząd oficjalnie prosi, aby „przeanalizowano sprawę” – zatem podział stał się widoczny, i dobrze. Osobiści obstawiam, że się cofną – w końcu, chodzi o pieniądze. A to jest dla nich wartość najbardziej chrześcijańska przecież…

Od razu trzeba łobuza walić po kieszeni. W każdej sprawie. Tylko tak rozumie.

17.09

Część terenu Westerplatte, z pomnikiem Obrońców Wybrzeża, wraca w posiadanie miasta. Taką decyzję podjął Naczelny Sąd Administracyjny.

Działka w 2019 roku została przejęta specustawą przez państwo. Po wejściu w życie decyzji rozpoczęto tam budowę plenerowej wystawy. Od tamtej pory miasto nie mogło też organizować uroczystości związanych z rocznicą wybuchu II wojny światowej. Decyzja jest prawomocna.

Założę się jednak, że nie skończy sprawy. Po pierwsze, Muzeum II Wojny („odbite” przez PiS) ma prawo organizować tam wystawę; co prawda, już zakwestionowane przez sąd wojewódzki, ale co to dla PiS… Po drugie – wszak to policzek w samo serce (że co – że nie można wymierzyć policzka w serce? E tam. Nie w Polokatolo) Błaszczaka i naszych turbopatriotów. Więc będzie się działo. Już widzę te tytuły „Kasta kontratakuje”, „Opcja niemiecka górą”…

Złośliwie zapytam: a co z pl. Piłsudskiego w stolicy?

Wczoraj warszawskie kino „Wisłą” jakoś raptownie się w całości zepsuło i uniemożliwiło antysemitom zorganizowanie konwentyklu z pokazem filmu niejakiego Sumlińskiego o Jedwabnem. Przedtem zrobił się niewielki szum, zorganizowano małą demonstrację protestacyjną i ktoś w zarządzie kina się przestraszył. Bo nie zmądrzał: gdyby tak było, to by nie łgał o awarii, tylko oświadczył, że dla rasistów i nacków sali nie ma i nie będzie, bo wietrzenie po nich za dużo kosztuje. Znaleźli jednak miejsce w Domu Dziennikarza na Foksal, administrowanym przez SDP. A sam film ma być umieszczony na YouTube; ciekawe, ile czasu będzie dostępny?

A pomyśleć, że przed wielu, wielu laty mieć legitymację SDP było zaszczytem…

Protest medyków trwa. Coraz więcej porządnych ludzi przychodzi do Białego Miasteczka, żeby ich wesprzeć. Ciekawe – dlaczego żadna organizacja polityczna ani społeczna nie poparła go oficjalnie (i kasą!)? Czyżby obawiano się skuteczności pisowskiej propagandy, która już wyraźnie gra piosenkę „we łbach im się poprzewracało, po kilkanaście tysięcy miesięcznie chcą zarabiać, gdy uczciwy człowiek…” i tak dalej? Tak mało szanownemu państwu trzeba, żeby szanownemu państwu zaczęły drżeć portki, że „mogą nie zagłosować”?

Nie powiem, co o tym myślę. Chciałbym nadal mieć opinię tylko umiarkowanego chama.

16.09

Nieodpowiedzialny szaleniec Braun zapowiada ministrowi zdrowia, że będzie wisiał. W Sejmie dzika awantura – i bardzo dobrze: może wreszcie państwo posłowie zrozumieją, że muszą sobie wyznaczyć jakieś granice chamstwa i idiotyzmu, których przekroczenie będzie karane – nie kwadransem wykluczenia z obrad, ale potężną karą finansową (te typy taki argument rozumieją najlepiej) lub nawet utratą mandatu.

Ale jestem sceptyczny: nie zrobią tego. Bo wiedzą, że znaczna część wyborców tego właśnie po nich oczekuje: brutalności i nienawiści do innych. Ten lud nadwiślański tak ma po prostu.

Krajowa Rada Radia i Telewizji po raz kolejny dowodzi swej całkowitej zbędności: nie podejmuje żadnej decyzji w sprawie koncesji dla TVN. I tym typasom wydaje się, że w ten sposób uprawiają jakąś politykę, zapewne globalną. Wystarczy zresztą przejrzeć spis nazwisk członków tego organu: prawicowa banda niezdolnych nierobów. Naprawdę nie widzę nawet cienia powodów, by im płacić choćby złotówkę z moich podatków; nikt mnie nie przekona, że mają w ogóle cokolwiek do roboty po tym, jak częstotliwości nadawcze zostały rozdzielone. A pensje mają niezłe; podobno też lubią, jak się ich tytułuje ministrami…

Kolejny wyciek – coraz bardziej kompromitujących – maili z konta druha Dworczyka. Oj, sprawności internauty to on raczej sobie nie może przyczepić do mundurka harcerskiego… Tym razem ujawniono odgórne ustawianie na ważnej funkcji w Sądzie Najwyższym „oddanego towarzysza”. Ale co tam! Mówimy, że to „ruska wojna hybrydowa” i lecimy z tym koksem dalej…

Ktoś z komentujących wydarzenia w Internecie załkał, że mniej drastyczne wycieki informacji zza kulis władzy powodowały niegdyś w cywilizowanym świecie upadki rządów; doprawdy dostrzega łaskawca jeszcze jakieś ślady cywilizacji nad Wisłą?

Coraz więcej się dowiadujemy o Ziębie, tym ukochanym duchownym części Salonu. Ujawnia się dość przerażający konterfekt zdemoralizowanego, zadufanego w sobie despoty i pijaka. A jeszcze niedawno słyszałem „nasz Maciej jest inny”. Jakoś to kupowałem w tym samym stopniu, jak pobłażliwe mówienie o prałacie Jankowskim i jego wyczynach „Heniowi czasem odbija, trzeba rozumieć ludzkie słabostki”.

I – wiecie co? – wcale nie mam satysfakcji, że miałem rację.

Jeszcze jest kilka wielkości grubszego kalibru, z których prędzej czy później zejdzie powietrze jak z przekłutego balonika, zobaczycie. I zostanie przenajświętszy smród.

15.09

Trochę się działo – i to takich rzeczy, które podnoszą ciśnienie obserwatorowi. Więc:

Marian Banaś w środę w Sejmie referował kontrolę NIK w sprawie tzw. wyborów kopertowych. Gdy pojawił się na mównicy, reprezentanci PiS opuścili salę. Dając tym samym dowód – nazwijmy rzecz po imieniu – brutalnego chamstwa i lekceważenia wszelkich zasad parlamentaryzmu. Ich buta staje się coraz trudniejsza do zniesienia; jest odwrotnie proporcjonalna do ich poziomu intelektualnego.

Ogłoszono raport komisji Terlikowskiego w sprawie pewnego dominikanina, który okazał się zwykłym przestępcą. Raport jest uczciwy, reakcja dominikanów właściwa: nie kręcili, przyznali co trzeba, pewno zapłacą ofiarom odszkodowania. Smutne jest to, że waśnie oni (zasłużenie) dostaną po uszach – a krętacze, jak zawsze w Kościele, w większości wyjdą na swoje.

Cała ta sytuacja mówi jedno: nie istnieją żadni „postępowi katolicy”.

Część „intelektualnej wierzącej Warszawki” latała do dominikanów, bo tam były „inteligentne kazania”; przejdzie im? I czy wyciągną jakieś wnioski z tego, że kochany przez nich „przewodnik duchowy” Maciej Zięba okazał się kryjącym sekciarski bandytyzm zimnym sukinsynem?

W Sejmie konferencja pani Witek. Mało kto mnie tak irytuje samym swoim istnieniem w sferze publicznej (a co dopiero na takim stanowisku), jak to to. Kłamie w żywe oczy, kręci, jest obrzydliwie arogancka. Ośmiela się oceniać zadawane jej przez dziennikarzy pytania… Wiele lat była nauczycielką; jakie to szczęście, że koło jej szkół nawet nie przechodziłem! Współczuję wychowankom; musieli mieć ciężkie życie.

I na koniec dowcip. Przez autorów pewno niezamierzony, ale bardzo śmieszny, więc nie będę komentował.

Otóż:

Kierownictwo PiS powołało pełnomocnika partii do spraw sportu. Został nim europoseł Ryszard Czarnecki — poinformowała w środę rzeczniczka PiS Anita Czerwińska po posiedzeniu prezydium Komitetu Politycznego partii.

Sport wymaga fachowca. No to dostał.

14.09

Rozpacz i oburzenie katolopolo. Dramatyczny tytuł: „Lewy tęczowy? Deklaracja kapitana polskiej reprezentacji”.

Chodzi o to, że Robert Lewandowski, zapytany, czy podobnie, jak kapitanowie reprezentacji Niemiec czy Anglii, założyłby na rękę tęczową opaskę, powiedział „Z tym nie miałbym problemu”. Zgroza.

Ta wypowiedź, wspierająca ideologię LGBT, musi szokować wszystkich, którzy pamiętają kapitana naszej kadry z akcji: „Nie wstydzę się Jezusa” – pisze komentator katolopolo. I ubolewa dalej: Spore kontrowersje w futbolowym środowisku wzbudziło również samo pytanie, zadane przez Stefana Szczepłka z „Rzeczpospolitej”.

Bo jakże to tak: pytać i ryzykować niesłuszną odpowiedź? To z pewnością nie po katolicku. Tak katolicki dziennikarz nie powinien. Absolutnie. A już jak mu się wypsnie, to biegutkiem do spowiedzi. Setę i na kolana.

Że to nie tak? A skąd taki antychryst jak ja ma wiedzieć?

*

Profesor Suski (że perukarz, nie profesor? A co to ma za znaczenie? Jedno i drugie na p, więc o co biega?), jaki jest, taki jest – ale konsekwencji odmówić mu nie można. Ciągnie swoją arię nadal.

„Teraz żądają od nas, że Polska ma upaść na kolana, stać się jakimś landem i zrezygnować ze swojej suwerenności. Temu trzeba się przeciwstawić. A to, że użyłem mocnych słów to dlatego, żeby te słowa dotarły do Brukseli i żeby zrozumiano, że chcemy być traktowani jak inne państwa w UE – powiedział w rozmowie z RMF FM.

Już widzę ten komplet doradców pani Ursuli, wpatrzonych w oblicze Suskiego i mówiących szefowej – tak nie można, panu Suskiemu się nie będzie podobało…

*

Europarlament przyjął we wtorek rezolucję domagającą się, by małżeństwa jednopłciowe i związki partnerskie były uznawane w całej Unii Europejskiej. Przeciwko tym postulatom głosowali wszyscy eurodeputowani PiS. Od głosu wstrzymali się: Magdalena Adamowicz, Jerzy Buzek, Jarosław Duda, Tomasz Frankowski, Andrzej Halicki, Ewa Kopacz, Janusz Lewandowski, Elżbieta Łukacijewska, Jan Olbrycht i Radosław Sikorski. Reprezentanci SLD i Wiosny — poparli rezolucję. Reprezentanci PSL nie wzięli udziału w głosowaniu.

Nie komentuję. Spluwam.

*

Na czwartek zaplanowano posiedzenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, na którym odbędzie się dyskusja nad koncesją dla TVN24 – poinformowała we wtorek PAP rzecznik prasowy KRRiT Teresa Brykczyńska. Przyznała, że nie wie, czy w tej sprawie odbędzie się głosowanie. I to jest najciekawsze. Znaczy: rubelka wziąć i cnotę zachować? Jak oni to zrobią?

*

„Publikujemy najnowszy ranking poparcia polityków. Tym razem jest on znacznie korzystniejszy dla polityków obozu rządzącego” – informuje stanpolityki.pl o sondażu wykonanym przez IBSP. Pierwsze miejsce w zestawieniu zajmuje prezydent RP Andrzej Duda z wynikiem 33,06 proc. Drugie miejsce z rezultatem 31,63 proc. ma Rafał Trzaskowski z PO, a trzecie premier Mateusz Morawiecki (28,92 proc.).

Chyba nie będę już nawet usiłował zrozumieć ludu, szczególnie polskiego. Mać jego podwodna i dziandzia jego glań.

To chyba Witkacy powiedział proroczo.

13.09

Taki sobie przegląd wydarzeń zwykłego wrześniowego dnia.

Najważniejszy jest dzisiaj strajk służby zdrowia. Z tej okazji przypomnę incydent sprzed niemal tygodnia: otóż TVP Info transmitowała wystąpienie ministra Niedzielskiego na konferencji w Karpaczu na temat m.in. kryzysu w ochronie zdrowia. Nagle transmisja została przerwana i pojawiła się plansza PILNE!, po czym widzowie zobaczyli… prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego przemawiającego… na mszy podczas pogrzebu ks. prałata Zdzisława Sochackiego. Trudno o dobitniejszy obraz hierarchii ważności spraw w NUK (Naszym Ukochanym Kraju).

Mało w sumie ważne, ale silnie korelujące z poprzednim: Sasin podobno zdecydował o wycofaniu znaczka pocztowego z okazji kolejnego Konkursu Chopinowskiego, a na jego miejsce wyemituje znaczek z okazji… 30. rocznicy powstania Radia Maryja.

Jeszcze jeden incydent, idealnie pasujący do znanego powiedzenia „co wolno wojewodzie”. Otóż zdaniem wiceministra funduszy Waldemara Budy, Marek Suski to doświadczony polityk, w związku z czym mógł sobie pozwolić na słowa o „brukselskim okupancie”…

Innymi słowy – jesteś ważniakiem, masz prawo pieprzyć bez sensu.

„Gazeta Wyborcza” opisuje sprawę ciekawego konfliktu interesów. Narodowy Instytut Wolności przyznał mianowicie niemal milion złotych fundacji, której wiceprezesem jest niejaki Piotr Wasilewski. No i pan Wasilewski jest jednocześnie członkiem Rady NIW. Żeby było ciekawiej, ta fundacja, to „Służba Niepodległej”, która ma formować młodych liderów nowej Polski.

Takie będą Rzeczypospolite…

Oczywiście zainteresowani nabrali w tej sprawie wody w usta. Co dowodzi, że z tą cholerną prasą trzeba rzeczywiście coś zrobić, bo oni nic tylko kije w narodowe szprychy…

Ładnie – powiedziałbym, że wręcz modelowo dla Kaczylandu – się rozwija sprawa działań „podkomisji” Macierewicza, która podobno zakończyła prace nad swoim sławnym na cały świat raportem już 10 sierpnia, ale treść dokumentu nie została ujawniona. Ale część członków Zespołu Lotniczo-Nawigacyjnego stworzyła własne zdania odrębne: „Skala nieprawidłowości i zaniedbań w pracach Podkomisji powoduje, iż jej ustalenia nie powinny być traktowane jako oficjalne stanowisko Państwa Polskiego”, powiadają. Jednak nie wiadomo, czy można ich traktować do końca serio, bo Macierewicz ich ciupasem wywalił. Swoją drogą fajnie: nie wiemy, o co biega, nie wiemy, kto jest za i kto przeciw, w dodatku nie wiadomo kiedy cokolwiek będzie wiadomo…

Jedno, co wiadomo na pewno, to fakt, że rzeczona podkomisja miała niezły budżet.

Jeśli to nie wystarcza, by uznać, że żyjemy w domu wariatów, to zmieniam nazwisko na Mojżesz Winnetou Piłsudski, oraz zmieniam płeć na „nieistotną”. I ogłaszam się dziedzicznym królem Angoli. Proszę do mnie się zwracać „wasza wspaniałość”.

12.09

Jeden z najważniejszych dni w historii Polski — beatyfikacja Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego, duchowego przywódcy Narodu Polskiego, który przeprowadził Polskę przez „morze czerwone” komunizmu — napisał na Twitterze Czarnek (dosłownie tak, nic nie zmieniłem). Jak pieprznąć, to z grubej rury.

Co tu dużo gadać: ręce i piersi opadają. Udał się nam ten fuehrer od edukacji nadzwyczajnie.

Piękna sprawa także z Obatelem. Przypomnę, że w 2018 roku w rozmowie z portalem Niezależna.pl odnosił się on do reportażu z udziałem Róży Thun, jaki wyemitowała niemiecka telewizja Arte. – Podczas II Wojny Światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein – był łaskaw wtedy skomentować. Pani Thun pozwała go oczywiście za te słowa do sądu. W pierwszej instancji Rychu przegrał: sąd nakazał przeprosiny i zapłatę 20 tys. na cele społeczne. Czarnecki się odwołał i we wrześniu 2020 roku zapadł wyrok przed sądem apelacyjnym. Sędzia oddalił apelację i podtrzymał wyrok pierwszej instancji. Orzekł, że Czarnecki musi zamieścić oświadczenie na stronie Niezależna.pl (ma wisieć tam siedem dni), a także na swoim blogu. Dodatkowo ma też wpłacić po 15 tys. na dwie organizacje dobroczynne. No i przeprosiny są, ale… niewidoczne. Obatel nie byłby sobą, gdyby nie zacwaniaczył: przeprosiny umieszczono w ramce, która po wejściu na portal błyskawicznie przewija się do góry…

Można oczywiście powiedzieć, że to dziecinne błazeństwo, jak dawanie słowa honoru ze skrzyżowanymi palcami, co jakoby dane słowo unieważnia. Moim zdaniem to obrzydliwa próba oszustwa. Bardzo niskiej klasy, żenująca.

I to coś nadal jest w polityce! Niepojęte. Podobno nawet ktoś mu dwa tygodnie temu podał rękę.

Mamy też dość zabawną dla mnie awanturę w świecie mody, Otóż model spodni (raczej nie przeznaczony dla masowego odbiorcy, bo z ceną 1190 dolarów) Trompe-L’oeil Sweatpants, który wypuścił na rynek dom mody Balenciaga, to połączenie spodni dresowych z bokserkami. Majtki są wszyte w górną część spodni i częściowo wystają. No i rzecz w tym, że w latach 90. tak nosili się ciemnoskórzy hip-hopowcy w Stanach Zjednoczonych. A to – zdaniem skrajnych antyrasistów – czego dopuściła się firma, to „przywłaszczenie kulturowe”: jako reprezentant kultury dominującej firma „przejęła element tożsamości innej grupy”.

Przepraszam, ale jest rodzaj postępowości, która budzi we mnie mocne rozbawienie. Rasizm tkwiący w symulowanych gaciach… Niebawem zaczną mówić, że „przywłaszczenia kulturowego” dopuścił się, grając jazz… Komeda na ten przykład. A przed nim pewien Fryderyk okradł lud polski z folkloru mazurkami.

Czego to ludzie z nędzy nie wymyślą – mawiała moja babcia w takich okazjach…

11.09

1. Trwa strajk służby zdrowia. Już pisałem – popieram ten strajk w całości. Dziś zatem tylko uwaga marginesowa o panu Niedzielskim, ministrze zdrowia. Otóż jest to w naszym kraju jeden z eksperymentów personalnych: na czele resortu postawiono nie fachowca w danej dziedzinie, ale specjalistę od zarządzania. No i ja pamiętam z dość dawnych czasów faceta, który twierdził, że produkcja programu telewizyjnego pod względem zarządzania nie różni się specjalnie od produkcji gwoździ; jednogłośnie uznano wtedy, że to idiota i amator (inna sprawa, że specjalnie głośno tego nie mówiono: gość był dość silny politycznie). Ten mówi mniej więcej to samo…

Wiem, że część ludzi jest zdania, że nad specjalistami muszą mieć kontrolę politycy lub zawodowi menadżerowie; nie zgadzam się z żadną z tych opinii. Nie wierzę w zarządzanie „w ogóle”. A już politycy – ludzie na ogół bez żadnych kwalifikacji a jedynie słusznie ustawieni – to już jako zarządzający katastrofa. Słabo mi się robi, gdy widzę na przykład Błaszczaka lub Macierewicza, jak odbierają honory wojskowe i usiłują udawać, że umieją obsłużyć najprostszy sprzęt…

Służbą zdrowia powinien zarządzać lekarz lub absolwent zarządzania – ale po uczelni medycznej. Wojsko to zajęcie dla zawodowych wojskowych. Wywiad i kontrwywiad – dla zawodowych wyszkolonych w tym fachu oficerów. Sprawiedliwość – dla prawnika. I wszystko zarządzane przez ludzi, którzy w danej specjalności mają z dziesięć lat nieskazitelnej kariery… Że grozi to powstaniem zamkniętych enklaw zawodowych, „kast” jak lubią to nazywać kaczyści? Może i grozi. Ale alternatywą jest wzdęte amatorstwo; nie mam wątpliwości.

2. Rozstrzygnięty został głośny w pewnych kręgach spór o but Nergala (kto nie wie: to muzyk z zespołu Behemoth, specjalizujący się w najcięższej muzyce rockowej typu metal), ściślej zaś o fotografię jego buta na obrazku, przedstawiającym Matkę Boską. Otóż onże artysta zamieścił tę fotkę w swoich mediach społecznościowych. No i oskarżono go o obrazę uczuć religijnych, czyli bluźnierstwo. W akcie oskarżenia można było przeczytać, że działanie Nergala „ma wybitnie znieważający charakter”. „Nie będzie miał tym samym w niniejszej sprawie miejsca kontratyp działalności artystycznej” – napisano.

No i dupa. Sąd nawet nie powołał świadków, łka prawica (bo i po co miał powoływać: obrazek był, każdy mógł zobaczyć, nikt temu nie przeczył). Sprawa została gładko oddalona, nawet nie wysłuchano prokuratora. „Oskarżony był przekonany, że miejsce, w którym dokonał wpisu, jest dostępne dla osób, które godzą się na zamieszczanie kontrowersyjnych, antyreligijnych treści, oraz że pozostałe, chcąc uniknąć kontaktu z takimi treściami, na profil ten nie wejdą”. Innymi słowy: widziały gały, co brały. Jak zaglądasz w „takie” miejsca, to nie spodziewaj się tam wizerunków aniołków; dokładnie tak samo, jak wchodząc na Pornhub, nie powinieneś się spodziewać fotek modlących się żarliwie zakonnic…

3. Alleluja! Starlink (czyli Internet via satelity Elona Muska) w programie beta w końcu jest dostępny w Polsce. Jak wynika z informacji udostępnionych przez SpaceX, użytkownicy w większości lokalizacji mogą spodziewać się, że „prędkość transmisji danych będzie się wahać od 50 Mb/s do 150 Mb/s, a opóźnienie od 20 ms do 40 ms w miarę ulepszania systemu Starlink. Będą też krótkie okresy braku łączności”.

Usługa – jak widać, jakością niepowalająca – nie jest przy tym tania. Za sam sprzęt niezbędny do korzystania z Internetu (specjalną antenę, router Wi-Fi, zasilacz, kable i statyw montażowy) należy zapłacić 2269 złotych. Za wysyłkę i obsługę 276 złotych, a za samą usługę – 449 złotych miesięcznie. Jak państwo sądzą: znajdzie się jeden chętny?4. Ryszard Czarnecki – czy muszę pisać, kto to? – najprawdopodobniej będzie jednym z kandydatów na prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Zapowiada, że jeżeli zostanie wybrany na to stanowisko, zrezygnuje z polityki. Jeśli to prawda, to może warto zapomnieć o polskiej siatkówce? Ale nie przywiązywałbym przesadnej wagi do słów tego pana. Jednej z modelowo najobrzydliwszych postaci współczesnej Polski, jak mi się wydaje.

10.09

Czarnek znowu wydalił z siebie – znane już zresztą – mentalne ekskrementy: uwolnimy uczelnie od terroru politycznej poprawności, powiedział w trakcie Forum Ekonomicznego w Karpaczu. – Nikt nie chce organizować debat poświęconych np. tematyce ruchów pro life – kontynuował swe gorzkie żale. Nie było na nie miejsca, rektor nie wyrażał zgody na to, żeby ją zorganizować, bo co by powiedzieli inni – mówił. Uwolnimy uczelnie z tego terroru poprawności politycznej – zapowiedział minister edukacji. Poinformował także, że wprowadzony zostanie zakaz wszczynania postępowań przeciwko pracownikom akademickim w związku z prezentowanym przez nich światopoglądem.Krótko mówiąc: autonomia nauki ma polegać na tym, że będą spełniane życzenia Czarnka z jego mokrych snów. Natychmiast albo jeszcze prędzej. Po zrealizowaniu tego marzenia najbliższy ośrodek wolnej myśli znajdzie się zapewne we Frankfurcie nad Menem. A aule uniwersyteckie przerobimy na kaplice.

Błysnęliśmy w sporcie. W coś tam graliśmy z Anglikami i ci przed rozgrywką wykonali rytualny już gest solidarności z prześladowanymi rasowo: uklękli. Polacy, naturalnie, nie: co nas obchodzi jakiś rasizm? Publika zawyła, zabuczała i wygwizdała… drużynę przeciwnika, naturalnie. Nie powiem, że mi wstyd za lud polski, bo od dawna nie czuję z nim żadnej wspólnoty duchowej ani intelektualnej. To inny gatunek zwierzęcia ode mnie.

Acha: prezydent tego dziwacznego kraju nie spotka się z kanclerz Angelą Merkel. Ta przyjedzie z wizytą pożegnalną, ale nie znalazł, łaskawca, czasu. Ale to tylko zbieg okoliczności i niezgodność kalendarza, Andrzej Duda będzie tego dniach w Katowicach – powiedział szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch. Podkreślił, że sprawa jest w nieuzasadniony sposób podgrzewana. Więc bez podgrzewania czegokolwiek: nie nazwę tego dokonania dyplomatycznego; co zaś sobie myślę, to inna sprawa. W tej samej poetyce jest utrzymany komunikat, że obecnie „nie zbiegamy o spotkanie z prezydentem Bidenem”. Myślę o tym mniej więcej tak samo. Kiedyś to będą zapewne casusy w jakiejś szkole dla dyplomatów; niekoniecznie pozytywne.

Ciekawostka: w restauracji „Plan B” w miejscowości Münster (Westfalia) w Niemczech drzwi do toalet oznaczone są wizerunkami Jezusa (męska) i Matki Boskiej (damska), co spowodowało gwałtowny wytrysk katolickiego oburzenia. Jak bowiem wiadomo, nawet szeregowi święci nie mają potrzeb fizjologicznych ani służącej ich zaspokajaniu aparatury. A co dopiero… „Nas, Polaków tutaj mieszkających oburza ta sytuacja” – pisze jakaś pani do polskiego turbokatolickiego portalu, który podnosi srogie larum. A nie łaska – szanowna pani – po prostu tam nie bywać, jeśli się pani wystrój lokalu nie podoba?

Na zakończenie deklaracja osobista: rozpoczynam kibicowanie tym dwóm ślicznym młódkom, które zawalczą w damskim finale US Open. Zwłaszcza Rumuno–Chince z paszportem brytyjskim. Jest przepiękna, wiotka, delikatna i ma cudowny, pełen radości uśmiech, kiedy jej coś wyjdzie. A jak nie wyjdzie, to wzrusza ramionkami i – lecimy dalej. A kopa ma tak strasznego, że muskularne babofony, z którymi dotychczas grała – niemal wylatywały z kortu, odbierając jej serwy. Sam wdzięk.

Żeby była jasność: Idze Świątek też kibicuję, ale teraz jest u mnie na trzecim miejscu w drabince sympatii. Bo to, że to rodaczka, akurat mi wisi paczką kitu u sufitu w charakterze frędzla.

9.09

Dość dokładnie wysłuchałem transmisji z obrad Senatu nad ustawą, zwana popularnie „lex anty–TVN”. Wiele słusznych słów padło i trochę kłamliwych nonsensów także, bo jednak nie wszyscy senatorowie obozu rządzącego demonstracyjnie olali posiedzenie. I tak się zacząłem zastanawiać: czy w ogóle jest sens robić takie imprezy? Wiadomo przecież, jak będą głosować jedni i drudzy; można sobie było darować gadanie, szkoda czasu.

Ale jednak – nie. Nie szkoda czasu, bo jest to okazja, by widzowie usłyszeli z małego ekranu inne zdanie niż to, które zaserwuje im kurwizja. I żeby zobaczyli, że ci bez argumentów – uciekają od dyskusji w ogóle. Swoją drogą nie jest to żaden sprytny unik ani wyraz lekceważenia przeciwnika, tylko czyste tchórzostwo i przyznanie się do własnej niesprawności intelektualnej, że się tak elegancko wyrażę o tępych pachołkach satrapy.

Druga ważna sprawa, to coraz bliższy strajk służby zdrowia. Popieram ten strajk w całej rozciągłości. W cywilizowanym kraju, za jaki chcemy uchodzić, salowa w szpitalu powinna zarabiać średnia krajową, ludzie zaś z wyższymi kwalifikacjami – proporcjonalnie wielokrotnie więcej (zwracam uwagę: nie o wiele więcej, tylko właśnie wielokrotnie). Nie mam nic przeciw temu, by profesora medycyny stać było na kupno co roku nowego wypasionego lexusa bez uszczerbku dla codziennego budżetu. Znam paru wartych tego i więcej.

Bardzo podobnie zresztą powinny się kształtować zarobki w sferze edukacji i nauki.

Nie muszą natomiast zarabiać tyle, ile zarabiają, „gwiazdy” telewizji czy – jeszcze gorzej – reklamy, których nazwiska – z małymi wyjątkami – znają tylko partyjni spece od PR i ewentualnie piszczące nastolatki. Nie ma też jakiegoś specjalnego powodu, by kupować jakieś drogie żelastwo marki Abrams.

À propos: Kuba Wojewódzki poinformował o raptownym zakończeniu swej działalności w TVN i konieczności przejścia do mediów streamingowych. Wiewiórki informują, że w swej elokwencji posunął się zbyt daleko w szuraniu po podłodze innymi celebrytami. Jak znam życie, nie jest jednak wykluczone, że to kolejny greps reklamowy. Podobno informacja ta spowodowała panikę wśród dealerów luksusowych samochodów.

8.09

Pojawił się z tym swoim sztucznym krzywym uśmieszkiem, na stale przylepionym do twarzy. Coś tam mówił. Zdaje się, że teraz mają się nam nie podobać ludzie zamożni, bo bogactwo jest niesprawiedliwe; chyba jednak ta dość generalna dyrektywa ma nie dotyczyć tych, co majątek poprzepisywali na żony, bo inaczej…

Może jestem niesprawiedliwy albo w jakiś sposób uczulony (nie wykluczam, że obie możliwości wchodzą w grę jednocześnie), ale gdy słucham kogokolwiek z nich, to myślę sobie, że jeśli nawet stwierdzą, że dwa i dwa to cztery – to moje odczucie będzie takie: znów łże, gamoń jeden. I mam przeświadczenie graniczące z pewnością, że w 90% przypadków się nie pomylę.

Coraz bliżej beatyfikacji Wyszyńskiego, zwanego „Prymasem Tysiąclecia”. Ma swoją ulicę w Warszawie, tak właśnie nazwaną. Bardzo roztropnie i czujnie. Jak się już na 100% okaże, że Wyszyński nie był tak nieskazitelny, jak o nim panegirycy dudnią – nie trzeba będzie nazwy zmieniać, bo przecież któryś z prymasów był najlepszy, nie da się ukryć: w dowolnie uporządkowanym zbiorze skończonym jest zawsze jakiś element maksymalny, jak uczy matematyka…

Ale cyrk będzie niewątpliwy. Zastanawiam się – który z dostojników państwowych załka się tym razem w patetycznym uniesieniu? Ale mniejsza z tym – to mnie akurat obchodzi dużo mniej niż zeszłoroczne śniegi. Któryś się załka, to pewne. Osobiście stawiam na Dudusia: tak pięknie wszak wykonuje te swoje trzy stałe gesty i tak sugestywnie ciska brodą po słuchaczach i przytakuje sobie samemu…

A pan Jarosław nie ma zamiaru odchodzić z rządu – zakomunikował pan Terlecki. W sumie nie wiem – czy to dla nas dobrze, czy źle. Bo decyzje będzie podejmował w obu wypadkach i tak, a odpowiedzialność za ich konsekwencje łatwiej jednak przypisać, gdy istnieją przesłanki formalne; wchodzące w sposób oczywisty w rachubę sprawstwo kierownicze trudniej chyba udowodnić w wypadku osoby formalnie za nic nieodpowiedzialnej… W końcu — jedna sekretarka mniej, jedna więcej — kakaja raznica?

7.09

Będą kary finansowe – i to bez wątpienia spore – bo sprawa Polski trafiła wreszcie do TSUE, który niewątpliwie za polskie łamanie praworządności zastosuje znaną zasadę „ile mam, tyle dam” i przysoli z grubej rury, aż zadudni. Oczywiście – po stronie władzy jazgot, że to „bezprawne wywieranie nacisku” i tak dalej. Łaskawi państwo Szydło i Kaleta, bo oni puścili rządowe bąki w Internecie jako pierwsi, jakoś łatwo zapomnieli, że jak ktoś się zapisuje do jakiegoś klubu czy towarzystwa – to zobowiązuje się tym samym do przestrzegania statutów.

Pewno, że te sumy, które stracimy przez tych cymbałów, bardzo by się przydały. Ale ich brak będziemy zawdzięczać tym gamoniom właśnie, nie komu innemu; i trzeba to powtarzać głośno i dobitnie. Nawet bez nadziei, że polski kołtun zrozumie. Bo taki mamy obowiązek; my, ludzie jakoś tam myślący.

Upadł w Sejmie sprzeciw wobec stanu wyjątkowego; nie dało rady go przeprowadzić. Spodziewałem się tego, ale jednak nie w takim wymiarze. Mam wiele serdecznego obrzydzenia zwłaszcza do tych bęcwałów, którzy „dyplomatycznie” nie wzięli udziału w głosowaniu. Chłopcy i dziewczęta: czy wy naprawdę sądzicie, że jak schowacie głowę w piasek, to nie dostaniecie w odpowiedniej chwili siarczystego kopa w wypięty zadek? Dostaniecie, zapewniam. I ani wiadoma przenajświętsza panienka, ani Karol Marks nic wam tu nie pomogą, daję słowo.

Kochana policja dolnośląska znów kogoś zakatrupiła w trakcie interwencji. To już zdaje się czwarty nieboszczyk. Do ilu jeszcze trzeba będzie policzyć, zanim odpowiednia komenda wojewódzka zostanie rozwiązana i odesłana do cywila bez praw emerytalnych? Tak tylko pytam, bo przecież wiem, że właściwa liczba, to chyba co najmniej googol (jak tumanie nie wiesz, co to za liczba, to se wygugluj; albo jednak nie, powiem ci: to jedynka ze stu zerami). Ten mały, co nimi wszystkimi rządzi, nie da im na wszelki wypadek zrobić krzywdy, bo przecież kiedyś mogą mu złożyć wizytę służbową.

Swoją drogą – ciekawe: byli kiedyś niezbyt daleko od nas tacy panowie o podobnym zajęciu: Henryk Jagoda i Mikołaj Jeżow. Podobnych też gabarytów. Czy to jest jakaś korelacja?

6.09

Senat obradował nad „lex TVN”. Projekt ustawy został recenzjami ekspertów i wypowiedziami senatorów po prostu zmasakrowany. Odrzucono go w całości (mam ochotę napisać: ze wstrętem i obrzydzeniem)

Na miejscu pana Suskiego każdy myślący człowiek – jeśli ma odrobinę honoru i do tej pory nie widział, co z niego zrobił swoim poleceniem naszczalnik – powinien palnąć sobie w łeb. Ale jestem spokojny, nic mu od niego nie zagraża.

Zresztą, gdyby nawet chciał, to nie trafi.

Z innej beki. Oczekujemy na wyniki głosowania i bardzo jesteśmy ciekawi – kto z naszych reprezentantów jak się zachowa w sprawie stanu wyjątkowego na granicy z Białorusią. Padł w Internecie pomysł, by nazwiska tych, którzy będą za decyzjami rządowymi – jakoś upamiętnić po wieczne czasy w postaci swego rodzaju tablicy (nie)honorowej; przez skromność nie poinformuję, kto to wymyślił. Teraz tę ideę rozwinę. Powinna powstać witryna internetowa o krótkim i zwięzłym tytule ONI (nawiązującym naturalnie do znanej książki wielkiej Teresy Torańskiej).

I tam należy publikować nazwiska tych, którzy się w ogóle jakoś „zasłużą” naszemu społeczeństwu. Tak naturalnie, by nie naruszyć przepisów o RODO; nazwisko, imię. Zwięzły opis zasługi; rzeczowo, bez inwektyw. Musiałby oczywiście powstać jakiś niewielki komitet nominacyjny, najlepiej spośród niepokornych sędziów – bo oni mają dostateczną wiedzę prawną, by siebie i innych nie narazić na represje i dadzą gwarancje, że nikomu nie stanie się niezasłużona krzywda w postaci napiętnowania. No i nie może być mowy o swobodzie komentowania czegoś takiego po opublikowaniu.

Sprawdziłem: adres oni.pl jest przez kogoś nabyty i wystawiony na sprzedaż; zatem nie warto się tym zajmować. Z łatwością wymyślimy przecież coś przemawiającego do wyobraźni, prawda? Tylko nie spieszmy się z ujawnianiem pomysłów, żeby nie ułatwiać życia cwaniaczkom – ani nikomu, kto chciałby i mógłby przeszkodzić.

Ciekaw jestem państwa reakcji.

5.09

Rzepa zrobiła sondaż, oceniający Czarnka i jego pomysły „reformowania” polskiej szkoły.

Oto wyniki: 57 proc. respondentów uznało, że zmienia się ona na gorsze, zdaniem 13,2 proc. ankietowanych minister Czarnek zmienia szkołę na lepsze, 16,6 proc. badanych uważa, że Czarnek nie zmienia szkoły ani na lepsze, ani na gorsze, 13,2 proc. nie ma zdania w tej sprawie. No i triumf: większość jest przeciw…

Moim zaś zdaniem są to wyniki przerażające. Sprawa jest dla mnie tak oczywista, że brak zdania czy niezauważenie, że w ogóle coś się ma zmieniać – to już dowód skretynienia. Nie mówię już o tych, którzy Czarnka popierają – bo to są zwykli talibowie; czyli oszaleli bandyci. Nie jestem pewien, czy o takim społeczeństwie jako całości warto w ogóle myśleć, a co dopiero – z szacunkiem.

Przy okazji: dziś w TOK FM prof. Ł. Turski słusznie zwrócił uwagę, że „święte oburzenie” na jędrność czy dosadność wypowiedzi krytycznych wobec obozu rządzącego i jego zwolenników – że niby nie wypada, że obraża się ludzi itp. – to czysta hipokryzja. Uznajemy za normalne, że media rządowe – nie mówiąc już o komentatorach – traktują opozycję żyletką po oczach, natomiast wykrzywiamy się z niesmakiem, gdy chama nazywa się chamem a barbarzyńcę – barbarzyńcą. Popieram ten sąd z całą mocą i nie zamierzam się pieścić. Innymi słowy, o szacunku dla nacjonalistów, turbokatoli, zafiksowanych seksualnie idiotów w kiecach czy antyszczepionkowców proszę w tym miejscu zapomnieć, nie będzie go.

Przynajmniej do momentu, w którym staną się nieistotną mniejszością. Potem może okażę łaskę, jeszcze nie wiem. Ale łatwo o nią nie będzie.

Z pewnością jednak nie okażę łaski panu Skrzydlewskiemu, temu od „cnót niewieścich”. Będąc gościem Radia Maryja (gdzie zresztą podobno bywa stale) stwierdził na przykład, że 2021 rok przynosi nowe wyzwania, którym możemy sprostać „dzięki praktykowaniu cnót społecznych”. – Jest wśród nich szacunek. Cnota nazywana po łacinie „obserwancja” stanowi bezpośredni owoc pietyzmu i wyraża się w żywieniu czci i posłuszeństwa szczególnie dla tych, którzy są osobami sprawującymi władzę, którzy są dla nas jak ojciec – mówił. Ostrzegał przy tym przed „zniewoleniem, bylejakością, ideologią permisywizmu, ale także nihilizmu i relatywizmu”.

No więc – takiego wała jak Polska cała. To jest moja propozycja dla tego osobliwego stworu w spodniach i odpowiedź na jego postulaty. O żadnej czci i posłuszeństwie wobec władzy nie ma mowy. Zapomnij, człowieku, i daj se siana.

4.09.2021

1. – „Wprowadzenie stanu wyjątkowego pomoże w tym, że unikniemy ataku z tyłu, że tak się wyrażę. Unikniemy kryzysu, który mieliśmy. Przecież mogliśmy obserwować, jak to przedstawiciele organizacji pozarządowych, posłowie, politycy przyjeżdżali na granicę i atakowali Straż Graniczną, atakowali żołnierzy Wojska Polskiego, odsuwając ich od ich zadań, które wypełniają na granicy” – powiedział pan minister Błaszczak, potwierdzając tym samym mniemanie, że stan wyjątkowy wprowadzono na granicy z Białorusią głównie (jeśli nie: wyłącznie) po to, by odciąć kanały informacyjne.

„Niestety w naszym kraju mamy dziennikarzy, którzy są zaangażowani politycznie i może to skutkować tym, że zamiast koncentrować swoją uwagę na zagrożeniach płynących z zagranicy, musieliby funkcjonariusze SG czy też WP dzielić swoją uwagę, żeby odpierać ataki również ze strony polskiej” – dodał, żebyśmy już nie mieli cienia wątpliwości. Bo rzeczywiście: po cholerę nam dziennikarze zaangażowani politycznie, zwłaszcza nie po stronie władzy?

2. Nitras – przypominam – mówił o „odpiłowaniu przywilejów katolików”. Jasne, że kurskoidy zmieniły to natychmiast na „piłowanie katolików” i zachłysnęły się zgrozą. Ale nie tylko PPR (płatne pachołki reżimu) poszło tą drogą myślową. Słowa polityka PO skomentował także w TVP Info (30 sierpnia) abp. Marek Jędraszewski, metropolita krakowski.

„To sformułowanie o piłowaniu ludzi, nawet jeśli nie chodziłoby o fizyczne użycie piły, co przecież miało już nie raz miejsce w dziejach Kościoła, przypomina mi język, który znam z historii z lat 20. i 30., kiedy rodził się w Niemczech ruch hitlerowski: doszedł do władzy na początku 1933 roku i to, co głoszono, co mówiono, wprowadzano w czyn. Wtedy także próbowano »opiłowywać« Żydów jako tych, których trzeba pozbawić tzw. przywilejów”.

Według Jędraszewskiego polityk PO zapowiedział formy „nacisku administracyjnego, kulturowego lub jeszcze innej formy”, który „miałby prowadzić do tego, że ludzie, którzy przynależą do Kościoła z racji chrztu świętego, będą nakłaniani w taki czy inny sposób, żeby od swojej wiary odeszli”.

„To z kolei przypomina mi »najlepsze« czasy stalinowskie i gomułkowskie”.

O ile sobie coś z wczesnego dzieciństwa przypominam, to w tzw. przykazaniach bożych jest coś tam o kłamaniu. Chyba Jędraszewski powinien się szybko wyspowiadać.

3. W Warszawie pojawi się z wizytą pożegnalną Angela Merkel. Będzie rozmawiała – jak głosi komunikat „m.in.” z prezydentem i premierem. Naprawdę interesuje mnie tylko to „m.in”. Pozostałych wizyt pani kanclerz serdecznie współczuję. Nuda w towarzystwie kłamczuchów — może być cos gorszego?

4. Odbyła się świecka msza polowa p. Hołowni. Wygłosił długie kazanie, bardzo słuszne i prawe. Ma prezenter gadane – nie ma dwóch zdań. Natomiast zrobienie nadzwyczajnym gościem specjalnym tej imprezy… specjalnie napisanej aplikacji na smartfon czy komputer, to już mnie trochę rozbawiło. Ale dobra, niech działają. Z mojej bańki politycznej nikogo nie uwiodą, ale pisuarowi może trochę tych z większą liczbą szarych komórek uszczkną. Na zdrowie zatem.

3.09.2021

Dwie plotki – ale chyba prawdziwe – i jedno prawdziwe wariactwo.

Pierwsza plotka: szykują nam jednak podatek katastralny, ale bardzo szczególny. Władza się zaczęła irytować, że bogatsi ludzie lokują oszczędności w kupnie mieszkań, zamiast mieć eldorado w bankach płacących odsetki od lokat w wysokości 0% i postanowiła ugodzić tych cholernych spekulantów. Podatek katastralny ma dotyczyć 3 mieszkania w rodzinie. To znaczy tak, młody człowieku: wziąłeś kredyt na własne mieszkanie, drugie odziedziczyłeś po rodzicach, to jak jeszcze nie daj losie zejdą teściowie a tyś sobie niebacznie wybrał za żonę jedynaczkę i odziedziczysz następne – to tak zabulisz, że ci oczy na wierzch wyjdą. No i oczywiście ci, co kupowali mieszkania z myślą o ich wynajmie – już nie będą jeździli latem na Malediwy. Koniec z bonanzą. Nie będą u nas rosnąć jacyś nienamaszczeni przez kogo trzeba miliarderzy.

Druga plotka: potwierdza się przeciek, że „Rzeczpospolita” wraz z kilkoma innymi mediami, czyli firma Gremi Media – jest na sprzedaż, choć zarzekali się, że nie. Podobno wśród oferentów są Grupa WP i Cyfrowy Polsat. Zatem nie obajtkizacja, tylko soloryzacja następnego pakietu prasy przed nami. Tyż piknie, c’nie?

Rozstrzygnięcie procesu może nastąpić we wrześniu, głosi plotka.

A wariactwo? Co ja się będę pastwił, powiem krótko: komisja Macierewicza w nieznanym składzie 10 sierpnia po cichutku uchwaliła raport końcowy w sprawie wiadomej katastrofy. Ostateczna (podobno) wersja mówi o dwóch wybuchach, które zniszczyły samolot; ale jest chwilowo z nieznanych przyczyn ściśle tajna, ujawniona zaś zostanie „w stosownym czasie”. Pięć lat temu mielibyśmy to na czołówkach gazet. Dziś już rzecz wzbudza raczej tylko wzruszenie ramion i pytanie: ile ta zabawa kosztowała podatników?

2.09.2021

Gorący dzień: dzieje się.

Komisja Europejska wstrzymuje akceptację polskiego Krajowego Planu Odbudowy i w konsekwencji wypłaty z unijnego Funduszu Odbudowy m.in. ze względu na kwestionowanie przez rząd w Warszawie prymatu prawa UE i skierowanie tej sprawy do TK, przyznał komisarz UE ds. gospodarczych Paolo Gentiloni, cytowany przez Reutera. I wielu ludzi stanie przed dylematem: poprzeć to, czy się zmartwić? Wszak to dla nas jako społeczeństwa – źle…

Poprzeć, nie wahać się. Zrozumieć, że działania przeciwne rządowi Polski nie są – a w każdym razie nie zawsze są – działaniem antypolskim, tylko antyrządowym. To rząd jest sprawcą zła. To on jest antypolski – jasne?

Mimo tego poparcie mu wzrosło. Do 37% w jednym z ostatnich badań, co zupełnie niewątpliwie wiąże się z wydarzeniami na granicy. NARUT jest w większości przeciw obcym, nie da się tego zmienić z dnia na dzień ani z godziny na godzinę. Przeciw obcym w każdym rozumieniu: rasowym, narodowym, religijnym, upodobań seksualnych, obyczaju. Jest na to jedno i jedyne lekarstwo: edukacja. Wspierana w każdy sposób: najwyższymi jak się da zarobkami nauczycieli wszystkich szczebli, wymaganiem porządnego wykształcenia na porządnej uczelni jako warunku koniecznego średniej choćby kariery zawodowej, lansowaniem tego wykształcenia i inteligencji jako warstwy w mediach, tworzeniem mody i lansu na erudycję. Przy czym wszystkie treści nauczania na wszystkich szczeblach muszą być do bólu zracjonalizowane i wolne od wszelkich zabobonów. Oczywiście z amputowanym Czarnkiem i jego ferajną.To niestety zadanie na lata. Ale absolutnie trzeba je podjąć w pierwszej kolejności.

Dziś nam pan prezydent zafundował stan wyjątkowy. Nie komentuję; poczekajmy na Sejm. Myślę, że do sporej liczby ludzi trafi argument, że w ramach manewrów „Zapad” wiadome armie mogą planować „przypadkowe” przeniknięcie przez granicę swoich sił specjalnych; ale – na litość boską – dlaczego z tego powodu ma być nie wolno urządzać imprez artystycznych ani fotografować? Słuszniejszy byłby wszak alarm w pobliskich jednostkach…

Osobiście mam do rządowych – czytaj: pisowskich – propozycji, przemyśleń i decyzji stosunek taki: z góry przyjmuję, że chcą mnie ołgać albo kiwnąć. Sprawdza się w 99% wypadków. Mamy też niezły pasztet z tym zabitym w wyniku działań policji nadludzkim siłaczem, który podobno potrafił porwać na strzępy kajdanki zespolone. To znaczy pasztet ma szefostwo policji i pan Kamiński, który na wszelki wypadek nie pojawił się w Sejmie, gdzie omawiano sytuację. Znów: trzeba poczekać na wyniki dochodzenia, ale tu nie mam wątpliwości: prawda wyjdzie na jaw, bo dziennikarskie psy śledcze schwytały trop – i już nie puszczą, nie ma mowy. Na miejscu paru wysoko postawionych osób pakowałbym walizki.

A w ogóle policja wymaga silnego przewietrzenia; coś tam u nich bez wątpienia źle pachnie. Zwłaszcza na Dolnym Śląsku.

1.09.2021

Dwa ważne wydarzenia – choć jakże różne – jednego dnia. Rocznica wybuchu II wojny światowej i początek roku szkolnego.

Dla mnie zawsze ważniejsze było to drugie – bo powrót do szkoły po śmiertelnie nudnych z reguły wakacjach przynosił radość i upragnione zajęcie: rozpakowywanie nowych podręczników, rozglądanie się po klasie za nowymi kolegami… To pierwsze wydarzenie w miarę upływu lat traciło na znaczeniu, pamiętałem je coraz gorzej. Jakieś niepowiązane z konkretną datą fakty: ciągłe ucieczki przed kolejnym bombardowaniem ze stającego co jakiś czas pociągu, który wywoził moją rodzinę z Warszawy; jakieś wojsko, jakaś mgła…

O wiele ważniejszy emocjonalnie był zawsze dla mnie koniec wojny. Czułem ulgę dorosłych. I ogromne własne rozczarowanie, że wkraczająca Armia Czerwona – to jednak nie Indianie; i w związku z tym nie poznam osobiście żadnego kuzyna Winnetou.

Dziś oba te wydarzenia – wojna i szkoła – znowu goszczą na pierwszych stronach dzienników. Pierwszy września. Znów jacyś panowie bredzą o konieczności uzyskania od Niemców rekompensaty za zdarzenia sprzed 80 lat, podsycają nienawiść między narodami – i budują sobie tym popularność wśród nierozumiejących świata prostaków. Znów wbici w denne garniaki dostojnicy przemawiają z napuszonymi minami do młodzieży, dając dowód, że kompletnie nie rozumieją jej potrzeb ani w ogóle stylu życia. Wydaje mi się, że ci z młodych, którzy mają sprawne mózgi, odczuwają chyba tego dnia mniejszą radość niż ja przed laty: za moich czasów nie było żadnego Czarnka i ci oficjalni mówcy zaczynający wtedy rok byli jakoś bez znaczenia; niczego nie psuli, żadnych cnót niewieścich nie wychwalali, byli po prostu nudni…

Czas chyba biegnie jednak po krzywej zbliżonej do zamkniętej. Historie wciąż się powtarzają i nigdy nikogo niczego nie uczą. W sumie to dość przygnębiające. Nienawiść, głupota, zabobon bez przerwy mają się doskonale.

Tylko kiedyś nie lały się z ekranów telewizyjnych i noszonych przez wszystkich w kieszeni takich śmiesznych wielofunkcyjnych pudełek.

Print Friendly, PDF & Email