Zbigniew Szczypiński: Wizja zmiany na szczytach władzy

20.09.2021

demokracja
Photo by geralt on Pixabay

Kończą się igraszki, zaczynają się igrzyska. Zabawy Jarosława Kaczyńskiego z „ciemnym ludem” dobiegają końca. Do stale pierwszej pozycji na liście tych, którym Polacy najmniej ufają (tu prezes od lat jest na podium) doszły wyniki sondażu, z których wprost wynika, że nawet lud pisowski widzi potrzebę zmiany wodza.

Tak dalej się nie da.

Do otwartego konfliktu na linii premier – minister sprawiedliwości i prokurator generalny dochodzi konflikt interesów pomiędzy Solidarną Polską a całym Prawem i Sprawiedliwości dotyczący tego, jak daleko możemy posunąć się w konflikcie z Brukselą. Zbigniew Ziobro z czystej politycznej kalkulacji gra ostro, najostrzej jak sobie to można wyobrazić. Głoszone przez niego hasła o zagrożonej suwerenności, to czysta ściema i nawet magister Ziobro wie, że to nie jest prawda. Narracja „polityków” Solidarnej Polski – ani kroku wstecz, nie oddamy naszej suwerenności nawet za wszystkie pieniądze zapisane w unijnych planach odbudowy po covidzie ma tylko jeden cel – trafić do tej części elektoratu dotychczas obsługiwanego przez Konfederację. Tylko wtedy Solidarna Polska może liczyć na to, że znajdzie się w Parlamencie jako partia, inaczej czeka ją polityczny niebyt. To jest problem nawet dla takiego gracza jak Jarosław Kaczyński, bez Solidarnej Polski Prawo i Sprawiedliwość traci na teraz większość w Sejmie.

Tu nawet Paweł Kukiz nie wystarczy.

Jako pilny obserwator sceny politycznej muszę odnotować druzgocące dla spójności obozu władzy wnioski z wycieku mailowych skrzynek ministra Dworczyka. Jest jasne, że ten wysoki urzędnik wymieniał się poglądami i zamierzeniami z innymi ministrami i z premierem na prywatnej poczcie, bo tylko wtedy minister Kamiński i jego służby nie miały „z marszu” wglądu w treści tych maili. Tylko tak można zrozumieć niefrasobliwość ministrów i premiera wobec obowiązujących przepisów.

Co ten fakt mówi o ekipie rządzącej, co spaja tych ludzi, o co im chodzi przede wszystkim?

Odpowiedź jest prosta, to nie żadne wartości, nawet te, które głosi prezes jako wódz trzymający wszystkich i wszystko w żelaznym uścisku jako szef prawdziwego rządu, jaki funkcjonuje na Nowogrodzkiej. Ich trzyma tylko jedno – chęć utrzymania władzy dla zachowania swojej pozycji i korzyści z niej płynących. To taka życiowa konieczność i obawa, aby nie pójść w odstawkę i to gorszą niż to spotkało premier Szydło; jednego dnia bukiet kwiatów po odrzuceniu wotum nieufności i dymisja zaraz po tym. Premier Szydło, „nasza Beatka” wylądowała w Parlamencie Unii Europejskiej, gdzie za niezłe pieniądze kompromituje wizerunek Polski jeszcze bardziej niż wtedy, gdy była premierem w kraju.

Mariusz Kamiński i jego służby zbierają „haki” na wszystkich, nigdy nie wiadomo z kim będzie mu po drodze, a z kim nie.

Prawdziwe niebezpieczeństwo dla prezesa wszystkich prezesów powstanie wtedy, gdy Zbigniew Ziobro i Mariusz Kamiński zawrą sojusz. Służby i prokuratura to siła której nikt się nie oprze, nie wystarczy opór tej garstki niezależnych sędziów, zawsze znajdą się tacy, którzy dla kariery zrobią to, czego będzie chciał minister.

Ziobro i Kamiński to pierwsza para polityków, która może doprowadzić do wewnętrznego zamachu stanu w Zjednoczonej (pozornie) Prawicy.

Gdzie jeszcze prezes wszystkich prezesów może liczyć na zamach na swoją pozycję – a więc władzę?

Drugą taką parę tworzą Beata Szydło i Antoni Macierewicz. Moim zdaniem, w określonej sytuacji Beata Szydło i Antoni Macierewicz zechcą się odegrać za to, co prezes z nimi zrobił. Szydło jest w europarlamencie – ale Antoni gdzieś w ostatnim rzędzie ław poselskich. Antoniego Macierewicza nie ma od roku w polityce, to właśnie dlatego wymyśla coraz bardziej szalone wersje smoleńskiej katastrofy. W „prawdy” Macierewicza nie wierzy już nawet jego obóz polityczny, zostaje mu „ciemny lud”, ale to stanowczo za mało, aby wrócić do gry. Możliwości tej pary są niewielkie, ale w sytuacji kryzysu przywództwa każda szabla się liczy.

Jest jeszcze premier. Mateusz Morawiecki wie, że jego pozycja zależy całkowicie od Jarosława Kaczyńskiego. Jego jeden gest i będzie inny premier, jeszcze bardziej nijaki a przez to wygodniejszy dla wodza. To jest sytuacja nieznośna dla młodego jeszcze człowieka z taką przeszłością i ambicjami. Mateusz Morawiecki przystąpi do każdej spółki, która da mu większe poczucie pewności bycia tym kim jest – premierem rządu ważnego kraju europejskiego.

Pewnie są jeszcze inne źródła wewnętrznych sprzeczności i konfliktów. Jako całkowicie zewnętrzny obserwator mogę się ich tylko domyślać, ale to za mało, aby się tym dzielić.

Zostaje jeszcze centralna postać tego politycznego teatru, sam naczelnik i wódz, prezes wszystkich prezesów Jarosław Kaczyński.

To starszy już człowiek. Z naturalnych powodów nie może być tak aktywny, jak tego wymaga sytuacja. Jego wierni akolici – to za mało, aby odeprzeć zmasowane ataki wewnętrznych przeciwników, a nawet wrogów.

Sądzę, że Jarosława Kaczyńskiego obali wewnętrzny rokosz, a nie podzielona opozycja.

Tak najczęściej kończą się rządy satrapy. Rzadko dożywają na swoim stanowisku, najczęściej obalają ich „przyjaciele” z najbliższego otoczenia.

Czy to jest jakaś pociecha dla nas wszystkich niezgadzających się na rządy satrapy? Obawiam się, że nie, że rządy Brutusów mogą być jeszcze gorsze dla nas wszystkich.

Zawsze można się pocieszać, że to tylko takie gadanie, a nie prognoza wysokiego prawdopodobieństwa.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email