Samobójstwo, zabójstwo, odlot9 min czytania

()

21.09.2021

Zdanie odrębne

Od lat rośnie liczba samobójstw wśród coraz młodszych Polaków, którzy sobie nie radzą z tym światem. Lekarze wiążą to ze zmianami cywilizacyjnymi, pandemią i kompletną zapaścią psychiatrii dziecięcej[1]. Premier (jeszcze w styczniu) zapowiedział, że rzuci na ten odcinek 220 mln. Swoim zwyczajem nie mógł się powstrzymać od komentarza: „Pamiętamy czasy, kiedy niewiele mówiło się o psychiatrii dziecięcej i o psychoterapeutach. Dzisiaj ta świadomość jest większa”. Czy wiele mówienie tudzież obiecanie pieniędzy zmieni sytuację?

Samobójstwo przez niektórych polskich „teologów” nadal traktowane jest jako grzech śmiertelny, choć inni, światlejsi biorą pod uwagę okoliczności tego aktu i są wyrozumiali dla desperatów. Kiedyś grzebano ich poza murami cmentarza; dziś mogą liczyć na tradycyjny, katolicki pochówek. Do niedawna rodzina takiego denata była piętnowana, teraz pomaga jej psycholog i wspierają bliźni.

Choć zmieniają się zachowania społeczne, na polu samobójstw mamy jednak światu coś do zaoferowania. Wszak mamy bogatą tradycją odbierania sobie życia, które nie jest aktem egoizmu (albo tchórzostwa), lecz czystego altruizmu, czyli „działania na korzyść innych”. Można o tym przeczytać w arcyciekawej, bogato udokumentowanej, nader pouczającej książce Stefana Chwina zatytułowanej Oddać życie za Polskę. Samobójstwo altruistyczne w kulturze polskiej XIX wieku (Gdańsk 2021).

Znany pisarz i poważny uczony na ponad sześciuset stronach odkrywa jedną ze species[2] „narodowego charakteru” albo „duszy polskiej”, „Chrystusa/ sumienia narodów”), „ofiary zaborów i okupacji” (ostatnio brukselskiej) czy „wyspy wolności” itd. Tą cechą jest samobójstwo dla dobra ukochanej Ojczyzny. Beatyfikowany niedawno kard. Wyszyński nazywał ją Matką, „która nas karmi swoją piersią, a którą my niekiedy mamy obowiązek karmić… własną krwią[3]. Wynika z tego, że my pijemy mleko Matki, a ona – od czasu do czasu – potrzebuje się napić krwi swoich dzieci. Nie zabija ich, ponieważ same składają krwawą ofiarę z życia, w ten sposób podtrzymując jej trwanie.

Nasza Matka przypomina królową pszczół, której cały ul dostarcza pokarmu; wszak to ona jest gwarantką trwania roju. Drobna różnica polega na tym, że dla królowej wystarczy pracować, a dla Ojczyzny-Polski trzeba od czasu do czasu złożyć się w ofierze… Pierwszą, w czasach prehistorycznych, czyli baśniowo-legendowych, złożyła niejaka Wanda, „co nie chciała Niemca”. Wolała zginąć w odmętach Wisły, wtedy jeszcze wielkiej rzeki. Sprawa jest o tyle dziwna, że wcześniej, stojąc na czele wojów, odniosła zwycięstwo w potyczce z niemieckim najeźdźcą, a ten miał ją nawet prosić o rękę… Odmówiwszy cudzoziemcowi, wolała zginąć w obronie plemiennego honoru oraz swego dziewictwa. W ochrzczonej Polsce samobójstwo pięknej poganki uznano za „najwyższej rangi czyn patriotyczny”[4] i uczczono kopcem nieopodal Nowej Huty, dokąd można dojechać tramwajem nr 10. Dziejowy vox populi[5] tudzież elity różnych epok zrechrystianizowały mityczną postać, a jej śmiertelny grzech zaprowadził samobójczynię prosto do nieba, czyniąc z niej – niejako przy okazji – sobowtóra tudzież rodzimy prawzór N. Marii Panny.

Potem wszystko potoczyło się jak z płatka; ma się rozumieć – w kwestii samobójstw. Stefan Chwin pisze o tym w sposób spokojny, wyważony i chłodny intelektualnie, choć nie przeszkadza czytelnikowi w uruchamianiu rozmaitych emocji. Jako przykład takiej dialektyki (warsztatowej) może posłużyć historia porucznika Ordona, który, wysadziwszy się na reducie pod Warszawą we wrześniu roku 1831, żył jeszcze pół wieku na emigracji. I – co ciekawe – spotkał się z Mickiewiczem. „Jestem Ordon – mówił – któregoś Pan na tamten świat wyprawił”[6]. Poeta się roześmiał, po czym się uściskali…

Rzeczywiste samobójstwo – „strzałem z pistoletu, jako ciężko chory już starzec, w dodatku samotny i głuchy”[7], popełnił Ordon we Florencji, w maju 1887 roku. Jak przystało na „podwójnego” samobójcę-bohatera miał dwa pogrzeby – we Włoszech i we Lwowie. A reduta nr 54, na której miał się wysadzić, wyleciała w powietrze przypadkowo, z powodu nieostrożności żołnierza odpowiedzialnego za magazyn prochu strzeleckiego.

Ileż takich pięknych samobójstw było w naszych dziejach! O wielu z nich – znanych i nieznanych można sobie poczytać w książce Profesora, który trzyma w napięciu i nie pozwala wyjść z podziwu nad rodzimym sado-masochizmem. Ten niemal zawsze zyskiwał u nas rangę historyczną, patriotyczną, moralną, religijną a przede wszystkim polityczną. Dowodem i wyrazem tego są wzmożone kulty: cierpiętnictwa, narodowej (tzn. plemiennej) martyrologii, „żołnierzy wyklętych”, niewinności, anielskiej duszy, cnót niewieścich, czystych rąk, a nade wszystko prawa i sprawiedliwości… Na marginesie; podczas II wojny światowej kilkuset naszych młodzieńców zgłosiło się w charakterze polskich kamikadze, ale wróg zniszczył nam samoloty, zanim wzbiły się w powietrze.

Najnowsze altruistyczne samobójstwo podejmowane jest na naszych oczach w imię wolności indywidualnej; wszak jesteśmy jej „wyspą” w morzu deprawacji, moralnej zgnilizny i zniewolenia, czyli w Europie. Otóż prawie połowa „narodu” nie chce się szczepić przeciw covidowi, choć mamy już czwartą falę epidemii ze wzrastająca liczbą zachorowań i śmierci. Państwo w tej kwestii abdykowało, czego wyrazem wypowiedź człowieka, którego naród wybrał na prezydenta: „Jestem absolutnie przeciwnikiem obowiązkowego szczepienia. Spowoduje to niepokoje społeczne, uważam, że jest to kwestia odpowiedzialności ludzi i każdy tę odpowiedzialność powinien ponosić sam”. Jeśli pandemię traktować w kategoriach wojny, to „zwierzchnik sił zbrojnych” skapitulował, pozostawiając rodaków ich własnemu losowi. Wypowiedź „głowy państwa” brzmi jak zachęta do zbiorowego samobójstwa w imię wolności, czyli anarchii – wartości dla Polaków cenniejszej niż życie i kwalifikuje się jako czysto nihilistyczna.

Książka Stefana Chwina to nie tylko bestseller historyczno-literacki, ale też podręcznik akademicki, który należałoby wpisać do kanonu lektur studentów psychologii, socjologii i medycyny – zwłaszcza tych, którzy w toku studiów wybiorą psychiatrię – dziecięcą i dorosłych.

*

Lektura tego dzieła, przełomowego w kwestii narodowej samowiedzy, skłania do wprowadzenia jeszcze jednej kategorii, bez której trudno się rozeznać w „duszy polskiej”. Stosując zasadę per analogiam, proponuję zabójstwo altruistyczne. Pobudki są identyczne jak w przypadku samobójstwa, czyli jest to działanie na korzyść bliźniego. Różnica polega na tym, że nie zabijamy się sami, lecz pozwalamy to zrobić innym. Na przykład – pod Monte Cassino czy w powstaniu warszawskim, w którym pozbawieni wyobraźni wyżsi dowódcy tudzież rozgorączkowana młodzież posłali na śmierć 200 tysięcy cywilów po to, byśmy się mogli dzisiaj cieszyć Polską „dobrej zmiany”.

Ten auto barbarzyński czyn, niedający się usprawiedliwić w racjonalny sposób, też ma romantyczne korzenie. Wszak drugi wieszcz nakazywał w testamencie:

A kiedy trzeba – na śmierć idą po kolei
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!…[8]

Po latach sędziwy polonista prof. Stanisław Pigoń, oficer austriackiej artylerii w I wojnie światowej, powiedział swemu młodszemu koledze Kazimierzowi Wyce: „Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami”. Te brylanty, to najlepsi poeci pokolenia Kolumbów, którzy, choć nie popełnili altruistycznego samobójstwa, świadomie dali się zabić dla/za innych; co na jedno wychodzi. Znaleźli się pod przemożną presją narodowego ducha, a może samego Stwórcy, który najpierw daje życie, a potem je odbiera, albo pozwala to czynić innym per procura … W rezultacie Polacy – naród samobójczy albo zawsze gotowy na śmierć stracił w ostatniej wojnie 6 milionów obywateli, a kochający życie Czesi nieledwie 100 tysięcy!

*

Polityka, pedagogika, socjotechnika „podmiotowości” i „wstawania z kolan”, ba – wiara w Boga, zamiast wyrabiać w młodych ludziach umiłowanie życia, z maniakalną konsekwencją przygotowuje ich do śmierci. Dla tych celów powstają monumenty i obeliski budowane przez IPN ku czci samobójców tudzież ofiar zabójstw „dla sprawy”. Wakacyjne wędrówki co rusz dostarczają dowodów, że tak się dzieje w skali krajowej. Oto w podkarpackim Sanoku mieście, które wydało renesansowego biskupa Grzegorza[9], w pobliżu jednego z liceów nad potokiem stoi niewielki rektoralny kościółek. Tuż przy nim na banerach można zobaczyć galerię ponad 230 portretów o. Maksymiliana Kolbego. Jedne straszne, inne śmieszne – ponieważ wykonały je dzieci klas I – III, oraz V – VIII; nie wiadomo – na lekcjach religii, czy rysunku? Młodzież licealna podążająca tędy do – i ze szkoły na zawsze zapamięta konterfekt polskiego franciszkanina. Oddał on życie za współwięźnia obozu Auschwitz, choć uśmiercili go Niemcy. Dla dorastającej młodzieży codzienne obcowanie ze świętym to psychologiczna „ścieżka zdrowia” oraz kolejny przykład altruistycznego zabójstwa. Powinien się na nie przygotować każdy młody Polak/Polka, bo w ten sposób mogą przejść do polskiej historii. Ta, zarządzeniem ministra edukacji i nauki, przestaje być częścią dziejów powszechnych; będzie odrębna, niezależna i samodzielna jak historia jakiejś wyspy na Pacyfiku!

Samobójstwa i zabójstwa, altruistyczne i egoistyczne – to w ludzkim świecie przypadki skrajne, rozwiązania krańcowe, sytuacje bez wyjścia. Niektóre z nich podlegają heroizacji – najczęściej z przyczyn politycznych albo religijnych. Jednak mało który naród albo plemię, rozmyślnie wychowuje młode pokolenia do takich aktów. Dla nas tymczasem – „rzucić na stos” „swój życia los” – to rzecz naturalna. Co jakiś czas pojawia się szaleniec, który chciałby naród „dźwignąć, uszczęśliwić”, by „nim cały świat zadziwić”.

Szara, codzienna egzystencja jest mało atrakcyjna, trzeba więc przygotowywać młode pokolenia na ewentualne trwałe oderwanie polskiej duszy od ciała. Wszystko to dzieje się w XXI wieku, kiedy Słowacy skonstruowali prototyp latającego samochodu. Taki zmyślny wehikuł pozwala na jakiś czas oderwać się od ziemi, a potem bezpiecznie na nią wrócić.

J S

PS. Kilka dni temu w Białym Miasteczku pod siedzibą premiera 94-letni mężczyzna dokonał aktu samobójczego. Z listu pożegnalnego, do którego dotarła PAP, wynika, że „zrobił to w obronie Polski PiS”. Nie ma wątpliwości, że było to samobójstwo altruistyczne.

  1. „… w Polsce jest ok. 400 tys. dzieci potrzebujących opieki psychiatrycznej” – wypowiedź podczas strajku medyków. ^
  2. Łac. odmiana, gatunek – tu: cecha. ^
  3. Z motta, s. 6; podkreślenie Autora książki ^
  4. Op. cit., s. 71 ^
  5. Wyrażenia nie trzeba tłumaczyć; wystarczy, że używa go „naczelnik”. ^
  6. Op. cit., s. 238. ^
  7. ibidem, s.248. ^
  8. Do słów wieszcza nawiązuje tytuł znanej książki Aleksandra Kamińskiego o powstaniu warszawskim. ^
  9. Wedle biografa Kallimacha (Filip Buonaccorsi) umierał w towarzystwie kurtyzan bijących się o schedę po lwowskim biskupie. ^

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Obirek 22.09.2021
  2. lola lola12 25.09.2021
  3. asc 26.09.2021