06.10.2021

Zdecydowana większość tekstów tutaj zamieszczanych dotyczy stanu i zmian zachodzących w „miękkiej” sferze życia społecznego i politycznego w Polsce „dobrej zmiany” wprowadzanej przez Jarosława Kaczyńskiego od 2015 roku. Przez miękką sferę rozumiem całość zmian w postawach, poglądach i systemach wartości, jakimi kierują się ludzie w swoim życiu, w swoich wyborach, którymi określają kształt sceny politycznej. Tak ta strona została ukształtowana przez Stefana Bratkowskiego i ojców założycieli wiele lat temu, bo w 2008 roku.
To już blisko 15 lat temu. To znacznie więcej niż limit czasu określającego czy mamy do czynienia z „firmą ptak” czy „krzak”. Studio opinii to już dobrze wrośnięty w glebę krzak; a może nawet młode drzewo na polskiej scenie.
To, czym się zajmuję w tej swojej pisaninie do SO to też „sfera miękka”. Mając tego pełną świadomość, postanowiłem raz zapuścić się w obszary gospodarki, finansów, inflacji, rosnącej drożyzny, zapowiedzi zawartych w Polskim Ładzie (może raczej Nieładzie), wojny z UE o te pieniądze „co nam się po prostu należą”, a bez których nie da się kupić społecznego poparcia, by wygrać kolejne wybory,
PiS wygrał wybory w 2015 roku prostą obietnicą dania ludziom pieniędzy, w gotówce, do kieszeni; wszystkim, którzy mają dzieci, niezależnie od ich sytuacji majątkowej. Takim, którym nie starczało do przysłowiowego pierwszego i takim, którym kwota 500+ nie była do niczego potrzebna. Miało to przynieść efekt demograficzny, miało się rodzić więcej dzieci. Tak się nie stało, ale psychologiczny efekt pozostał, PiS zrealizował swoją obietnicę wyborczą, co nie jest normą w polityce. Utrzymywał ją bez względu na różne okoliczności, różne sytuacje i afery.
Elektorat skwitował to słynnym, „może i kradną, ale się dzielą”.
Przez sześć lat, korzystając z dobrej koniunktury na rynkach, mając pieniądze wypracowane przez poprzedników, władza grała na najniższych instynktach, na budowaniu pewności, że nie będzie gorzej.
I to wystarczało.
Teraz jednak nadszedł czas próby. Mamy do czynienia z kumulacją zagrożeń zewnętrznych takich jak radykalny wzrost cen ropy i gazu i związany z tym wzrost cen energii skutkujący wzrostem cen wszystkiego.
Obserwujemy to już od pewnego czasu: ruszyła inflacja, rośnie nacisk na wzrost płac wielu grup pracowników, zwłaszcza sfery budżetowej, w której to państwo wyznacza pułapy płacowe. Przez Polskę przetacza się fala protestu i demonstracji – od pracowników opieki zdrowotnej, przez nauczycieli i pracowników służb administracji sądowej i innych urzędów państwowych. Ludzie domagają się rewaloryzacji, bo inflacja sięga już 6%, a będzie wyższa. Władza dała podwyżki i to znacząc… sobie i służbom mundurowym. Policji, wojsku. To tylko sygnał na kim władzy zależy, kto będzie gwarantem dalszego jej trwania, ale w żadnym stopniu nie uspokoi to pozostałych grup, a wręcz przeciwnie.
Zamiast poważnej debaty – jak wyjść z tego kryzysu – rząd serwuje tematy zastępcze. A to ta zła Unia łamie swoje prawa i nie daje Polsce należnych jej pieniędzy, a to ogłaszany jest stan wyjątkowy, by bronić Polskę przed obcymi, którzy zagrożą naszej cywilizacji opartej na chrześcijaństwie (podobno) i tradycyjnych polskich wartościach…
To zwykła socjotechnika, takie są reguły przykrywania problemów wywoływaniem nowych, nad którymi możemy zapanować.
To może być skuteczne; ale na krótko. Gdy nakręci się spirala inflacyjna, gdy zacznie się kryzys gospodarczy i wzrośnie bezrobocie, gdy zacznie się masowe wymieranie powodowane zapaścią opieki zdrowotnej, gdy nasili się presja na odchodzenie od paliw kopalnych ze względu na katastrofę klimatyczną, to skończy się czas kuglarzy politycznych i opowiadania o Polskim Ładzie. Nawet 10 miliardów złotych na „kurwizję” nie wystarczy, aby dalej ogłupiać swój twardy elektorat. Trzeba będzie się zmierzyć z rzeczywistością; taką, jaka ona jest – a nie taką, jaką opowiadamy.
Czy patrząc na ludzi będących obecnie u władzy, na poziom ich kwalifikacji, kompetencje i morale można myśleć, że oni sobie z tym poradzą?
W moim najgłębszym przekonaniu: oni sobie z tym nie poradzą. To prawie pewność, a nie przypuszczenie. Pewne jest również to, że jedynym sposobem na dalsze utrzymanie się tej ekipy u władzy będzie mnożenie konfliktów zastępczych i wzrost represyjnej funkcji państwa.
Oczywiście to tylko prognozy. Liczba zmiennych, jakie determinują sytuację polityczną i społeczną jest tak wielka, że tu nie ma nic na pewno.
Ale to słaba pociecha.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Zderzenie ze ścianą to dobra ocena sytuacji. Ściana ma przy tym co najmniej 3 wymiary – gospodarczy, społeczny i unijny (międzynarodowy).
Gospodarczy – wyznacza inflacja, która jest skutkiem wielu nakładających sie na siebie czynników – polityka rozdawnictwa pieniędzy przekupujących elektorat, niski poziom inwestycji, skutki pandemii, fatalna polityka NBP – co najmniej roczne opóźnienie w podnoszeniu stóp procentowych, wzrost cen surowców energetycznych (ropa, gaz), wzrost cen praw do emisji CO2, utrzymywanie nierentownego górnictwa i brak transformacji energetyki, celowe wstrzymanie w 2016 roku rozbudowy OZE, etc. Skutkiem inflacji jest drożyzna w sklepach i powszechnie płacony podatek inflacyjny przez wszystkich obywateli RP.
Społeczny – jest skutkiem między innymi inflacji, ale także rozdawnictwa populistycznego – kolejne grupy domagają sie podwyżek płac, a realizacja tych roszczeń tylko napędza inflację. Zresztą oszukiwanie nauczycieli czy lekarzy kończy się coraz większym deficytem rąk do pracy w tych zawodach.
Unijny – międzynarodowy – konflikt na tle praworządności z UE był przez 6 lat lekceważony przez PiS a skutki tego lekceważenia teraz zaczynają sie kumulować. UE coraz bardziej nie ma gdzie sie cofnąć, ponieważ skutki jej pobłażliwości przez 6 lat są w Polsce opłakane. Ani Komisja Europejska, ani Parlament Strasburgu, ani TSUE nie wycofają sie ze swoich decyzji stojących w istocie rzeczy na straży regulacji dobrowolnie przyjętych przez Polskę w traktacie akcesyjnym. Kolejne kary i czasowe bądź trwałe zamrażanie funduszy UE jest coraz częściej stosowaną formą wymuszania na rządzie pisowskim respektowania polskiego i unijnego porządku prawnego.
Konflikt z UE jest częścią szerszego procesu konfliktowania się z Izraelem, Francją, NIemcami a ostatnio z USA, To co pisowcom „spadło z nieba” czyli problem uchodzców wywołany przez Łukaszenke też z czasem przestanie działać na korzyść rządzących, bo niechęć uczynienia tego problemu międzynarodowym to błąd, którego koszty w miarę upływu czasu będą wzrastać.
*
Konkluzja artykułu : „oni sobie z tym nie poradzą.” jest oczywista. Mnie się zdaje, że oni nie chcą sobie z tym poradzić nawet gdyby potrafili. Spodziewam się ze strony tej władzy dużo większego skonfliktowania nas zarówno wewnątrzkrajowego jak i spotęgowania konfliiktów zewnętrznych. Zgadzam się z tezą, że „jedynym sposobem na dalsze utrzymanie się tej ekipy u władzy będzie mnożenie konfliktów zastępczych i wzrost represyjnej funkcji państwa.”
Czy ta recepta powszechnego awanturnictwa i tupania nózką przez Imperatora i podległych mu żołnierzy politycznych okaże się skuteczna zależy od wielu zmiennych – coraz bardziej lokujących sie po stronie niewiadomych.
Tak, to prawda, to są te trzy wymiary kryzysu jaki nam grozi. Sądzę jednak, że teraz jest czas kumulacji kłopotów gospodarczych. Wymiar unijny jest obecny od 2016 roku gdy Zbigniew Ziobro zaczął swoją reformę – deformę wymiaru sprawiedliwości.
Wymiar społeczny też był od początku tej władzy, wystarczy przypomnieć przejęcie Telewizji Polskiej i zmienienie jej w propagandową tubę partyjną. Skutki społeczne tego przejęcia widać w postaci pogłębiającej się polaryzacji i rosnącej nienawiści pomiędzy tymi dwoma narodami jakie żyją w Polsce
Ważną informacją jest i będzie coraz bardziej reakcja elektoratu PiS na rosnącą inflację, która zjada nie tylko efekty rozdawnictwa populistycznego, ale także nasze oszczędności. Pogorszenie dobrobytu i jakości życia widoczne jest w Polsce na każdym kroku.
https://www.youtube.com/redirect?event=video_description&q=t.co/B3gsIgqeWw#OxOKc6dKYn/YFkAd/
My tu o inflacji i drożyźnie a tu TK julii Przyłębskiej spełniając wolę prezesa wyprowadza nas z UE. To jest dramat, dla utrzymania kruchej większości prezes kłania się panu Zbyszkowi bez którego nie ma większości w sejmie.
Teraz jest czas na 200 tysięczną manifestację sprzeciwu, Donald Tusk wzywa lud na Plac Zamkowy, zobaczymy ilu przyjdzie. Plac Zamkowy to miejsce dla dwudziestu, trzydziestu tysięcy a powinno być 10 razy tyle.
https://www.youtube.com/redirect?q=t.co/DFvYT4M63w#N1C6dpGUs/F5Klp/
Ta demonstracja, jaka by nie była, będzie zaledwie punktem wyjścia do całej serii demonstracji i działań opozycji oraz społeczeństwa obywatelskiego aby tych szkodników odsunąć od władzy. Przed nami wiele pracy – przede wszystkim umysłowej i organizacyjnej.
Kompulsywnie dodam, że nieobecność oceny wpływu politycznej siły Kościoła R-K w analizach realności politycznej nieustannie mnie zadziwia. Tabu jest takie silne? Czy wtręcik L.Dorna w podcaście Magdaleny Rigamonti o wyborczych efektach polityki ambony (15-17%) jest do zaniedbania?
O wpływie kościoła. katolickiego kościoła w Polsce pisałem niedawno w tekście dotyczącym „miękkiej” sfery życia politycznego wskazując na to, że ten sojusz tronu i ołtarza nie jest oparty o wartości chrześcijańskie o interes jak najbardziej materialne.
Tutaj, w sferze twardych realiów ekonomicznych, kościół może, i pewnie będzie to robił, wspierać władzę gdy nastanie czas protestów. Tak myślę…
Mam na myśli wypieranie z dyskursu o naszym losie policzalnego, niszczącego demokrację, partyjnego wpływu wspomnianego. Nie ma badań, a przynajmniej nikt o nich nie wie (te pisowskie są tajne), ilu wyborców ta polityka ambony dostarcza wygranym. A przecież to kilka procent niejednokrotnie decyduje o zdobyciu władzy, nieszczęsna, na tę chwilę, ordynacja d’Hondta dokłada swoje. To jest mierzalne i chyba dlatego nie ma tych ustaleń, bo zagrażają nominalnemu ustrojowi.
Koszt takiego rzetelnego sondażu to pół miliona złotych. To drobiazg, po prostu nie ma takiej woli.
A gdy w publicznej przestrzeni, zapewne dla zabłyśnięcia „głębią” politycznej analizy, Trzeci Bliźniak chlapnie procentami, to nikt go nie usłyszy.
Porusza Pan bardzo ważny temat. Od dawna, a od sześciu lat, władza opiera się coraz bardziej o wyniki badań i sondaży i to one przesądzają o jej decyzjach. Jest mi wstyd, że to ludzie mojego zawodu, za pieniądze, pewnie duże, robią te badania. Jarosław Kaczyński, w pierwszych słowach po wygraniu ostatnich wyborów publicznie dziękował „naszym socjologom” Jeżeli to tak ma być to wolę aby już teraz taka jaka jest SI, jeszcze niedoskonała podejmowała decyzje polityczne a nie starszy, sfrustrowany pan, któremu życie się nie udało. Byłoby dla wszystkich, również dla niego, znacznie lepiej.
Kościół i wiernych kościoła badają różni badacze, na przyklad ksiądz Mariański, można się zapoznać, to są rzetelne badania.
Właśnie, ten brak dostępnych badań wyborczych skutków kościelnej partyjnej agitacji najbardziej mnie zadziwia. Jakże to ciekawy temat dla socjologów. Badają przeróżne aspekty zachowań wyborczych (wpływ pogody), a najważniejszego dla ich demokratyczności nie tkną.
Pytałem wielu naukowców, dziennikarzy, żaden o takich nie słyszał. Jedyna sugestia istnienia tajnych badań „partii” potwierdziła moją intuicję. Istnieją, a środowisko ich nie zna?
Zepchnięcie wielu istotnych tematów z publicznego dyskursu, uleglość, reaktywniość mediów wobec narracji jednoosobowej „partii”, niedobre skutki nam przyniosło.