Jerzy Łukaszewski: Jak to na wojence ładnie …

17.10.2021

Jak przystało na krainę absurdów, nasze społeczeństwo, przynajmniej po części, żyje ogłoszoną przez rządzących wojną. Rządzący wprawdzie zadbali, by nikt z obywateli jej nie widział i nie wiedział dokładnie, o co chodzi, ale nasi obywatele nie z takimi przeszkodami już w życiu walczyli, więc na temat owej wojny wypowiadają się chętnie i z zapałem włączając najwyższe obroty emocji niezależnie, po której stronie dysputy się umiejscawiają.

Z kim mamy wojnę? Tu zaczyna się problem – w zasadzie z Białorusią, która wypowiedziała nam wojnę hybrydową, ale przecież wiadomo, że Łukaszenka niczego nie przedsięweźmie bez zgody Kremla (takie przynajmniej panuje u nas przekonanie), więc i ta wojna jest właściwie z …

Pozwolę sobie pominąć aspekt humanitarny i nasz dość oryginalny stosunek do prawa międzynarodowego, dobrowolnie przecież ongiś przyjętego, ponieważ najwyższy czynnik (ok. 160 cm) już zdecydował, że po pierwsze to nieprawda, po drugie — to nie ma znaczenia, a po trzecie to nieprawda itd.

Oczywiście, wrogowie partii i narodu będą się czepiać szczegółów takich jak mianowanie rzecznikiem prasowym Straży Granicznej osoby, która jednym zdaniem potrafi zafajdać obraz tej formacji na długie, długie lata. Do takich osób na ważnych stanowiskach już zdążyliśmy się przyzwyczaić.

Dziś chodzi mi tylko o jedna drobną rzecz — opis przebiegu rzeczonej wojny. Zakaz obecności mediów na miejscu jest naszym oryginalnym wynalazkiem i to takim, za który Łukaszenka powinien nam długo i gorąco dziękować. Tym zakazem osiągnęliśmy tyle, że jedyną, w miarę pełną i jako tako udokumentowaną relacją z frontu jest przekaz … naszych przeciwników. Ich dziennikarze nie mają przeszkód w docieraniu na miejsce konfliktu i robią reportaże, które są później wykorzystywane także przez zachodnie media z braku innych materiałów. Brawo my!

Tym, co mnie najbardziej interesuje, a myślę, że nie tylko mnie, są środki podejmowane przez nasze państwo w celu zapewnienia mi bezpieczeństwa. Zakładam bowiem, że coś mi grozi, skoro osoby tak wiarygodne, jak premier Pinokio wciąż mnie o tym usiłują przekonać. Problem w tym, że nie widzę tych środków, a tym samym nie potrafię zorientować się ani w przebiegu toczonej wojny, ani w aktualnej sytuacji na froncie, co jak pokazuje historia – stwarza dodatkowe niebezpieczeństwo dla obywateli, wynikające z braku ich przygotowania na ewentualne zmiany.

To, co dociera do mnie z łaskawości naszego rządu – potrafi jedynie zdumiewać i każe manewrować czubkiem palca w okolicach czoła na wieść o kolejnych „środkach zaradczych”.

Prowadzimy wojnę, bo ktoś nam zagraża.

Ok, to można przyjąć. Ale … Skoro prowadzimy tę wojnę, to czy nie powinniśmy podejmować jakichś środków właściwych dla sytuacji wobec reżimu Łukaszenki? Nie wiem, nie znam się, tak tylko pytam.

Codziennie dowiaduję się o tym, co straż graniczna i inne służby podległe nieskazitelnemu ministrowi wyprawiają z uchodźcami starającymi się nielegalnie przedostać przez naszą granicę. Codziennie też słyszę, że jest to efekt podstępnych działań Łukaszenki wobec naszego wspaniałego narodu. Nie usłyszałem jednak jak dotąd o żadnych krokach podjętych wobec reżimu Łukaszenki w odwecie za barbarzyństwo, jakiego dopuszcza się codziennie wobec ludzi, marzących o lepszym życiu w lepszym świecie.

Mało tego — wszystko, co do mnie dociera, dowodzi, iż zwyczajnie ścigamy się ze wschodnim dyktatorem w okrucieństwie i nieludzkim traktowaniu drugiego człowieka, tudzież świadomym olewaniu prawa międzynarodowego. Łukaszenka wypowiedział nam wojnę, a my walczymy z ludźmi będącymi jego ofiarami zamiast z nim. Nie dziwne to?

Podobno (tak słyszałem) mamy ministra spraw zagranicznych. Chętnie usłyszę: jakież on środki podjął na arenie międzynarodowej, by skłonić białoruskiego satrapę do zmiany postępowania? Może się mylę, że pan minister chyba za to bierze pensję?

Wiem, że w sytuacji, w której nie mamy już w świecie żadnego sojusznika, trudno jest np. dogadać się z Rosją, by wpłynęła na Łukaszenkę, choć akurat byłoby czym ją do tego zachęcić. Nawet środki tak radykalne, jak kompletna blokada przejść granicznych z Białorusią zastosowana przez państwa dotknięte jej działaniami byłyby jakimś wyjściem. Czasowym, jak każdy „środek wojenny”, ale byłyby. Tymczasem nie ma żadnych.

Wciąż walczymy tylko z bezbronnymi ludźmi marznącymi w lesie.

Rzeczywiście — Jagiełło i Sobieski mogą być dumni ze swoich potomków. Przegłosowano (i to nie tylko głosami PiS) najbardziej kretyński pomysł, jaki mógł zrodzić się w chorej i niekompetentnej głowie — budowę muru na granicy!!!

1,5 mld wyrzucone w błoto – no chyba, ze tym błotem okażą się kieszenie zaprzyjaźnionych z partią rządzącą właścicieli firm specjalizujących się w budowie murów granicznych.

Wystarczy krótki spacer w okolicach granicy, szczególnie tam, gdzie płynie Bug, a przekonamy się, że taki mur jest bzdurą, praktycznie bez znaczenia. Jest natomiast z pewnością elementem nabijającym słupki poparcia dla rządzących, którzy „bronią naszej suwerenności”, na które to hasło wciąż dają się nabierać miliony rodaków (vide sondaże).

Powtarzam pytanie: co nasz rząd zrobił przeciwko Łukaszence, który wypowiedział nam wojnę (jak twierdzą)?

Nie pytam, jak bardzo splamiła swój honor Straż Graniczna, policja itp. służby. To widać gołym okiem. Pytam: co zrobił rząd wobec „agresora”? Dlaczego całą parą idzie w atakowanie Unii Europejskiej za głosy krytyczne pod naszym adresem w rzeczonej sprawie, dlaczego walczymy z rodzimymi mediami, zamiast przy ich pomocy pokazać prawdziwy obraz tego, co się na naszej granicy wyprawia, dlaczego odmawiamy udziału Frontexu w podejmowanych akcjach na granicy itd.?

Przeciw Łukaszence nie zrobiono niczego. Dlaczego?

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email