28.10.2021

W moim przeglądzie konsekwencji długiego pontyfikatu Jana Pawła II dla lokalnych Kościołów mam zamiar opisać również Kościół irlandzki. Nim to jednak zrobię chciałbym przedstawić swoisty case study czyli obrazoburczy gest popularnej piosenkarki irlandzkiej urodzonej w 1966 roku, Sinéad O’Connor. Pretekstem są wydane ostatnio przez wydawnictwo Agora w polskim tłumaczeniu, jej Wspomnienia. To lektura wielce pouczająca, miejscami wstrząsająca. Stanowi wgląd z jednej strony w patologiczną rodzinę, której przemocowa matka stworzyła swoim dzieciom piekło na ziemi, a z drugiej opis próby wyjścia z zaklętego kręgu tejże patologii.
Sinéad O’Connor jest znana przede wszystkim z jej piosenek, które cieszyły się ogromną popularnością, zapewniając jej dostatnie, a nawet luksusowe życie. A jednak piosenkarka wydała prywatną walkę show biznesowi i nie chciała się wpisać w rolę wyznaczoną jej przez świat celebrycki. Ostatecznie tę walkę wygrała, a jednym z elementów tej walki było podarcie zdjęcia swoistej gwiazdy popkultury jaką niewątpliwie w 1992 roku, kiedy publicznie zniszczyła jego zdjęcie, był polski papież. Wokół tego gestu narosło sporo mitów, dlatego chciałbym oddać głos właśnie jej – Sinéad O’Connor.
Był to gest przemyślany i zaplanowany, nosiła się z takim zamiarem od lat. A miał związek z przemocą seksualną wobec dzieci irlandzkich, której doświadczały ze strony kleru. Jak pisze, nikt się za nimi nie ujął, a najmniej Jan Paweł II, który w czasie wizyty w Irlandii w 1979 roku wołał: „Kocham was, dzieci Irlandii”. Otóż jego zachowanie wobec znanych powszechnie nadużyć, nie potwierdzało tych słów.
Pisze: „Zawsze miałam zamiar zniszczyć zdjęcie papieża, które należało do mojej matki. Reprezentowało kłamstwa, kłamstwa i przemoc. Ludzie, którzy posiadali takie rzeczy, byli diabłami, jak moja matka. Nie wiedziałam, kiedy i jak je zniszczę, ale byłam pewna, że taki moment nadejdzie” (s. 232). I taki moment nadszedł, gdy miała zaśpiewać w prestiżowym programie transmitowanym na żywo w Nowym Jorku „Saturday Night Live” (SNL). Jednym z najważniejszych motywów tego gestu, była lektura krótkich artykułów ukrytych na ostatnich stronach irlandzkich gazet dotyczących dzieci, „które krzywdzili księża, a których rodzice zgłaszali się na policję i do biskupów, lecz nikt im nie uwierzył” (s. 233). To właśnie te wiadomości zdecydowały, że Sinéad O’Connor podejmuje decyzję zniszczenia zdjęcia JP2 i to w świetle reflektorów. Po tym rozpętało się prawdziwe piekło, niemal wszyscy prześcigali się w słowach potępienia…
Co ciekawe artystka odwołuje się przy uzasadnieniu tego gestu na umowę, „która zawarła z Bogiem, na długo przed tym, jak podpisała umowę z branżą muzyczną” (s. 234). Jak wiadomo media rozpisywały się szeroko na temat tego gestu. Sinéad O’Connor głęboko to przeżyła, jednak, gdy zestawia własne cierpienia z cierpieniami dzieci, to zdaje sobie sprawę, że to, co zrobiła miało głęboki sens. Jak pisze: „Podarcie zdjęcia jest omawiane w serwisach informacyjnych. Dowiadujemy się, ze mam dożywotni zakaz wstępu do NBC telewizja, która transmituje SNL). Cierpię z tego powodu o wiele mniej niż irlandzkie dzieci podczas gwałtów” (s. 235).
Sinéad O’Connor wraca do tej sprawy w swoich wspomnieniach wielokrotnie, również w kontekście swojej kariery muzycznej. Powiada tak: „Mnóstwo ludzi mówi, że podarcie zdjęcia papieża przetrąciło moją karierę. Ja to odbieram inaczej […] podarcie zdjęcia naprowadziło mnie na właściwy kurs” (s. 237). W tym kontekście powołuje się znowu na umowę, tym razem z Duchem Świętym.
Do tej sprawy jeszcze wróciła w kontekście koncertu ku czci Boba Dylana; tym razem w Madison Square Garden, równie prestiżowym miejscu w Nowym Jorku. Odbył on się kilka dni później po „skandalu” z podartym zdjęciem., który został solidarnie potępiony przez wszystkich z branży muzycznej – w tym przez niezwykle popularnego i wpływowego Franka Sinatrę; o różnych prezenterach telewizyjnych nie wspominając. Doszło też do protestów ulicznych…
Jednym z powodów zaproszenie Sinéad O’Connor do Madison Square Garden było wspominanie przez nią wielokrotnie w licznych wywiadach wpływu Dylana na jej muzykę. Jednak podobnie jak w przypadku SNL spotkała się z buczeniem widowni. Liczyła na pomoc bohatera wieczoru Boba Dylana, jednak się jej nie doczekała.
To jest wspomnienie niezwykle dramatyczne, które w świetle publikowanych raportów na temat wykorzystywania dzieci przez pedofilów w sutannach w ostatnich latach nabiera nowego znaczenia. Oto opowieść Sinéad O’Connor: „Dzień po Madison Square Garden idę odwiedzić menadżera Boba Dylana w jego biurze. Opowiadam mu o tym, co się dzieje w Kościele w Irlandii, o gwałtach na dzieciach i ich tuszowaniu. Pytam czy razem z Dylanem pomogą mi to ujawniać. Uważa mnie za oszołomkę. Nie oferuje pomocy. Ani on, ani Dylan nie zabiorą głosu w mojej sprawie. Jestem sama. (Ciekawe, czy teraz wciąż mają mnie za wariatkę)”.
A no właśnie: ciekawe.
Dotyczy to oczywiście nie tylko ludzi z branży muzycznej, którym swoim radykalizmem Sinéad O’Connor popsuła zabawę. Ciekawe, co na to ludzie Kościoła, którzy tak bardzo oburzali się na obrazoburczy gest, a których nie stać było na elementarną refleksję na temat jego przyczyn.
Jak się wydaje, dzisiaj nadszedł czas by taką refleksję podjąć. Irlandczycy podjęli go przynajmniej dziesięć lat temu. W dużym stopniu stało się to dzięki ich wspaniałym polityczkom (prezydentki Mary Robinson 1990-1997 i Mary McAleese 1997-2011) i politykom (premier Leo Varadkar 2017-2020 i obecnie wicepremier). To dzięki ich odwadze społeczeństwo irlandzkie wyzwoliło się z wpływów hierarchii katolickiej. Pytanie, czy polskich polityków będzie stać na niezależność wobec tej instytucji — musimy na razie pozostawić otwarte.
Wspomnienia. Sinéad O’Connor
Wydawca: Wydawnictwo Agora
Kategoria: Biografie
Tłumacz: Katarzyna Mojkowska
Format: 155 x 235 mm


„Pytanie, czy polskich polityków będzie stać” ? NIE MA MOOOWY !!! Nawet maleńkiego tuska, ani nawet z tych innych, co niby więksi, ale też maluchy wobec DUPYBISKUPA .
Ale przypomniał mi się taki góralski dowcip z dzieciństwa : więc do wsiowej parafii na Podhalu przyjeżdża raptem z wizytą biskup. Samochodem. I zanim mieszkańcy nadbiegli poszedł już na plebanię, ale zostawił w samochodzie, na przednim siedzeniu swojego ulubieńca, dużego buldoga, w nabijanej ćwiekami obroży. Więc jeden patrzy przez szybę : ” Zeby nie ta psenajświętsa obroza, to bych powiedział : Pies a pies !!!
Taki gest jaki wykonała Sinéad O’Connor wymagał od niej olbrzymiej odwagi cywilnej. Tym bardziej, że sprawa pedofilii księzy w krk w tamtym czasie nie była znana szerzej. Na pewno nie była znana ani w ułamku tego co wiemy dzisiaj. Tylko tak można tłumaczyc zachowanie menedżerów i samego Boba Dylana.
Wielu ludzi do dzisiaj nie chce przyjąć tego do wiadomości, starając się wyprzeć to ze swoich głów a zwłaszcza sumień.
*
Iralndia, Francja, USA i wiele innych krajów rozwiązuje problemy narosłe na tym tle. Polska jest tutaj opóźniona, podobnie jak w wielu innych dziedzinach. Dodatkowo w Polsce celowo opóźnia to sam krk oraz formacja rządząca. To opóźnianie i ukrywanie spraw będzie coraz bardziej szkodziło i samemu krk i formacji rządzącej. Będzie też szybciej wyganiać ludzi z kościołów.
*
Musi upłynąc nieco czasu zanim polscy politycy będą mogli i musieli dokonać tego czego dokonali ich odpowiednicy np. w Irlandii. I nie jest to kwestia braku odwagi czy sumienia, a uwarunkowań. Dzisiaj jawne głoszenie takich poglądów domagających sie publicznego rozliczenia całego kleru i hirarchów krk po prostu błyskawicznie marginalizuje samego polityka, nie jest zatem miarą jego skuteczności ale braku roztropności. NIestety.
Człowiekowi żyje się spokojniej kiedy ma świat poukładany. To jest białe, to jest czarne, a tamto różowe. To odruch. Kiedy ktoś w najlepszej nawet wierze burzy porządek spotyka się z nerwową reakcją innych. Bronią przyjętego porządku nawet wbrew faktom, bo boją się co będzie kiedy „ich” porządek legnie w gruzach. Co go zastąpi?
Dokładnie tak jest, córka Jerzego Turowicza prof Magdalena Smoczyńska powiedziała właśnie że „siedzi na kupie gruzu”. Dla wierzących to jest wysiłek rekonstrukcji, pani Magdalena powiedziała że bywając w Izraelu właśnie na nowo sobie wszystko układa. Same słowa Jezusa z Nazaretu w wielu miejscach są dla krk dekonstrukcją
Tak się głosno zastanawiam, czy i w tym przypadku, czyli kościoła katolickiego, nie mamy do czynienia z regułą „ryba psuje się od głowy”?
Owszem, tak pewnie jest. Struktura krk to wielogłowa hydra, która psuje sie od wielu głów: papieża, kardynałów, biskupów, proboszczów, itd. Każdy z tych szczebli działa na zasadzie szlachcic na zagrodzie…
Dodatkowo sama kontrukcja instytucji, gdzie najohydniejsze zbrodnie robi się w imię boga oraz z nim na ustach, oraz sposoby selekcji katabasów oraz zasady celibatu powodują, że instytucja skazana jest na przestępstwa seksualne. NIe mówimy tu o zasadzie łamania celibatu, bo to tylko grzech w rozumieniu wewnątrz instytucjonalnym a w świetle prawa czyn neutralny. Mówimy o przestępstwach i zbrodniach pedofilli, czy przemocy seksualnej wobec młodzieży i dorosłych (gwałty).
*
To psucie sie od głowy może być działaniem pozornie niewinnym – nie każdy papież, kardynał, biskup, proboszcz musi być przestepcą. Wystarczy, że w dobrej wierze będzie tuszował, bądź tylko pomijał milczeniem swoją wiedzę o tych przestępstwach. Chciał dobrze… dla „swoich”, a ofiary są tylko owieczkami a wiec mniej lub wcale nie są „swoi”.
Miałem na myśli najwyższą głowę…
Ja pamiętam nie odległy czas, kiedy ważni dziennikarze GW obrażali się na takie gesty jak ten Sinnead Oconnor. Dziś na szczęście jest inaczej. Wreszcie wolno mówić krytycznie o Kościele w Polsce.
Przy okazji refleksja o niezliczonych zdjęciach Jana Pawła II. Niejedna supermodelka nie ma ich aż tyle. Na ten temat mogłaby powstać kulturoznawcza praca o celebrytyzacji i tabloidyzacji Wikariusza Jezusa Chrystusa – na co zezwolił i co zapoczątkował papież-Polak, pozując do zdjęć przy każdej okazji.
Szczególnie bulwersujące były dla mnie zdjęcia pokazujące JP II zatopionego w modlitwie… podczas której najwidoczniej towarzyszył mu nieodłączny „osobisty fotograf”. Żaden z nich nie pomyślał, jak to się ma do nauczania Jezusa z Mt (6,6): “Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu”? https://uploads.disquscdn.com/images/b5b9b71420f01c102bae9f95b37c98ca434600c2cf88f9d3f4b54a5b5a6efbbf.jpg
Sinéad O’Connor zasługuje na pomnik w Irlandii, choć pewnie jej na tym nie zależy. Jej głos się przebił i to jest mocniejsze od spiżu. Irlandczycy głosują nogami (akceptacja aborcji, rozwodów, małżeństw jednopłciowych), myślę, że duża w tym zasługa właśnie jej, piosenkarki Sinéad O’Connor.
…każdy rząd w Polsce, chce czy nie chce,
będzie się uginał pod naciskiem kleru,
dopóki ciemnota i bierność ogółu będzie
czyniła ten kler realną lub fikcyjną potęgą…
…Dopóki w Polsce będzie można wykrzykiwać wzniośle:
„bóg i religia”, tam gdzie w gruncie chodzi o władzę i pieniądze,
dopóty kasta wyodrębnionych z życia dzikusów
będzie regulatorem najdonioślejszych spraw społeczeństwa
z jego największą szkodą.
Są bakterie, które zabija się „światłem”.
Tadeusz Boy-Żeleński
(z książki „Nasi okupanci”)
A nieodżałowanego Tadeusza zabili niestety ogłupieni kretyńską ideologią barbarzyńcy, których niemało po wojnie uratowali przed sądem i karą katoliccy hierarchowie, pomagając im w ucieczce do krajów poł. Ameryki (ang. rat lines, Alois Hudal i paru innych piekłoszczyków). To też prawda, która do dzisiaj, zwłaszcza w Polsce, jest skrzętnie zamiatana pod dywan.
KK zawsze walczył z faszystami,
po tej samej stronie.
Tak jest do dzisiaj, zwłaszcza w Polsce.
Proszę mimo wszystko nie zapominać o historycznych uwarunkowaniach – kościół pchnął w objęcia faszystów paniczny strach przed komunizmem i ZSRR, który zagrażał jego żywotnym interesom, a nawet istnieniu. Pomoc też nie była do końca bezinteresowna – „rasa panów” miała zachomikowanych niemało funduszy (pieniądze, złoto, dzieła sztuki – najbardziej znany „kolekcjoner” to Göring, ale jemu to akurat nie pomogło) po kilkuletniej grabierzy w całej Europie. Oczywiście to niczego nie usprawiedliwia, ale sporo wyjaśnia.
KK przylgnął do faszystów na długo przed tym jak „komunizm” zaczął się rozprzestrzeniać w Europie. Zawsze świetnie wyczuwali gdzie są władza i pieniądze. Po WW II w takiej np. Polsce świetnie się zasymilowali w kraju rządzącym przez tzw. „komunę”. A to dzięki „przyjaźni” z sekretarzami partyjnymi różnych szczebli czy milicjantami, wspólnym polowaniom, suto zakrapianym imprezkom, często z „dziewczynkami”. Mieli wiele przywilejów o których zwykły człowiek mógł tylko pomarzyć.
A wszystko to pod jednym warunkiem, że nie będą PRZESZKADZAĆ.
Nawet te śmieszne represje wobec Wyszyńskiego to były tylko gesty, grożenie palcem.
Tak na prawdę to nic mu nie groziło. Wszystko to były tylko pokazówki.
„Jeśli chcesz, by dom był ci jako przystań cicha,
przenigdy doń nie wpuszczaj klechy ani mnicha”.
Czternastego października opublikował Pan Profesor krótki, acz znamienny artykuł wspomnieniowy o dwóch 100 letnich i wielce zasłużonych lekarkach.
Właśnie jedną z tych Pań odwiedzili prominentni uczestnicy życia publicznego: https://www.onet.pl/informacje/kai/para-prezydencka-odwiedzila-wande-poltawska/bk9bb3x,30bc1058
KIedy myślę o drodze życiowej tej lekarki, nachodzą mnie dwie refleksje.
Pierwsza z nich to bestialstwo hilterowców wobec więźniów, w tym przypadku młodych kobiet i skutkach jakie na ich życiu wywarły okropne doświadczenia młodości.
Druga refleksja dotyczy wychodzenia z traumy przerażających doznań obozowych. W wyniku tego odreagowania ukształtował się człowiek, którego heroizm i humanizm są pięknym świadectwem epoki. Zarazem ten humanizm prowadzi do tak normatywnego i bezkompromisowego religijnie stanowiska, które mimowolnie patronuje najbardziej nieludzkiej doktrynie religijnej. Nieludzkiej, bo skazującej miliony kobiet na przymusowy „heroizm”, cierpienia i śmierci, w imię naprawdę pięknej choć nieludzkiej idei.
*
Przypomina mi się cytat z wykładu jednego z wybitnych polityków XX wieku: „Polityk jest odpowiedzialny za skutki swoich działań, także za te których nie potrafi przewidzieć.” To stwierdzenie odnosi się także każdego z ludzi, których działania miały i mają wpływ na istotne warunki życia społecznego. Nie wystarczy sama prawda, dobro i piękno – trzeba także mieć świadomość czy te wartości nie zamieniają się w swoje przeciwieństwo w trakcie ortodoksyjnego wymusznia ich na innych. To, że coś nazywa się „pro life” nie oznacza wcale że działa zgodnie ze swoją nazwą oraz intencjami wyjściowymi. Każda idea, choćby najpiękniejsza, może być dla jej mimowolnych ofiar przekleństwem.
Czternastego października opublikował Pan Profesor krótki, acz znamienny artykuł wspomnieniowy o dwóch 100 letnich i wielce zasłużonych lekarkach.
Właśnie jedną z tych Pań odwiedzili promonentni uczestnicy życia publicznego: https://www.onet.pl/informacje/kai/para-prezydencka-odwiedzila-wande-poltawska/bk9bb3x,30bc1058
KIedy myślę o drodze życiowej tej lekarki, nachodzą mnie dwie refleksje.
Pierwsza z nich to bestialstwo hilterowców wobec więźniów, w tym przypadku młodych kobiet i skutkach jakie na ich życiu wywarły okropne doświadczenia młodości.
Druga refleksja dotyczy wychodzenia z traumy przerażających doznań obozowych. W wyniku tego odreagowania ukształtował się człowiek, którego heroizm i humanizm są pęknym świadectwem epoki. Zarazem ten humanizm prowadzi do tak normatywnego i bezkompromisowego religijnie stanowiska, które mimowolnie patronuje najbardziej nieludzkiej doktrynie religijnej. NIeludzkiej, bo skazującej miliony kobiet na przymusowy „heroizm”, cierpienia i śmierci, w imię naprawdę pięknej choć nieludzkiej idei.
*
Przypomina mi się cytat z wykładu jednego z wybitnych polityków XX wieku: „Polityk jest odpowiedzialny za skutki swoich działań, także za te których nie potrafi przewidzieć.” To stwierdzenie odnosi się także każdego z ludzi, których działania miały i mają wpływ na istotne warunki życia społecznego. Nie wystarczy sama prawda, dobro i piękno – trzeba także mieć świadomość czy te wartości nie zamieniają się w swoje przeciwieństwo w trakcie ortodoksyjnego wymusznia ich na innych. To, że coś nazywa się „pro life” nie oznacza wcale że działa zgodnie ze swoją nazwą oraz intencjami wyjściowymi. Każda idea, choćby najpiękniejsza, może być dla jej mimowolnych ofiar przekleństwem.
To nie mój tekst – ale uważam, że jest trafny i wart przeczytania.
>> Drodzy Katolicy.
Nie jestem świadkiem Jehowy, lewakiem, komuchem, ani też byłym pracownikiem UB,
czy też takowej osoby potomkiem. Nie identyfikuję się z żadną formacją
polityczną w kraju… a zatem proszę sobie darować wszelkie inwektywy i epitety. Przedstawione
poniżej fakty są obiektywne i choć mogą one wydać się szokujące dla fanów JP2,
to są one prawdziwe. Każdy może je samodzielnie zweryfikować, jeśli tylko
zechce. Zachęcam… myślenie nie boli <<
https://bert1801.blogspot.com/2014/04/jan-pawe-ii-niewygodne-fakty.html?zx=c104654e3d49bc73