Bogdan Miś: Upusty żółci (listopad)70 min czytania

()

01.11.2021

0d pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.

Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.

.

30.11.2021

Rozdane nagrody Mediów Publicznych 2021. Na marginesie mam tylko jedną, dość smętną uwagę. Niespecjalnie odkrywcza, nieco irytuje jednak mnie od młodości: są ludzie, którym wszędzie i zawsze dobrze. Ponieważ dość długo żyję, więc znałem jeszcze takich, którym znakomicie pasowała II RP i pysznie się też potrafili umościć w PRL. Dziś na ogół powymierali, więc głównie widzę tych, których wręcz stworzyła PRL, a bez trudu i bez zastrzeżeń odnaleźli się w Pislandzie.

Nie oceniam ani jednych, ani drugich: tylko krowa nie zmienia poglądów, jak wiadomo; o ile je w ogóle ma. Ale coś mnie jednak uwiera. I tyle w tej sprawie, bez nazwisk.

Drugi temat dnia to typowy „gorący kartofel”: sprawa pana Mejzy. Postawiono mu takie zarzuty, że albo powinien ciężko odpokutować ten, co je upublicznił – albo pan Mejza powinien się przenieść (niekoniecznie z własnej woli) do niebytu, co najmniej politycznego.

A tu – nic. Ani jedno, ani drugie.

Coś to musi znaczyć; najpewniej znaczy to, że nie ma komu podjąć decyzji w tej sprawie. Wyraźnie ruszyła walka buldogów i to już nie tylko pod dywanem: pan Ziobro na przykład okazuje aktywność wręcz zastanawiającą, wypowiadając się ochoczo i ostro w sprawach, które do jego kompetencji jako ministra sprawiedliwości zgoła nie należą. Pan Błaszczak też przymierza przed kamerami coraz nowe stylizowane na militarne bluzy. Pan Sasin kosi w różnych ważnych instytucjach ludzi, wiązanych z panem Morawieckim…

Dziwne to wszystko do tego stopnia, że w transmisji z posiedzenia Sejmu najważniejszym kadrem jest obraz wiadomej ławeczki: jest, czy go nie ma? A plotek coraz więcej.

Ostatnia sprawa na dziś to tragedia narodowa związana z nieobdarowaniem Roberta Lewandowskiego jakimś złotym czy pozłacanym akcesorium piłkarskim. Nie będę się wdawał w polemiki – słuszne to i sprawiedliwe, czy nie – osobiście mam to bowiem w nosie. Pragnę jednakże przy okazji zwrócić uwagę, że p. Lewandowski wita publiczność bardzo wytwornym skinieniem głowy i smoking miał o wiele elegantszy, lepiej uszyty i w znacznie lepszym stylu niż obszyty cekinami kubrak pana Messiego. Z tego punktu widzenia trofeum należało się właśnie jemu.

I proszę mi nie zarzucać, że to ohydny klasizm z mojej strony. Przyznaję się, tak właśnie jest.

A pan Kaczyński – choć zły to człowiek, a może i właśnie dlatego – budzi moje coraz większe zainteresowanie swoją dematerializacją.

29.11.2021

Różne rzeczy ludzie sobie kupują. I różne rzeczy – z drugiej strony – sprzedają. Niektóre transakcje wydają się dziwne, niektóre pozostawiają wrażenie niedosytu. Czasem chodzi w obu przypadkach o te same.

Po tej – przyznają państwo, niezmiernie głębokiej – refleksji ekonomicznej przejdźmy do sedna sprawy.

Otóż niedawno w popularnym serwisie Allegro można było licytować prawo do wspólnego obiadu z panem Bąkiewiczem. Tak, tym od Marszu Niepodległości. Firma paypal zamknęła mu konto i uniemożliwiła w ten sposób dopływ gotówki – głównie chodziło o płatników spoza Polski – na cele organizacyjne. No i pojawił się deficyt, bo jeśli ktoś myśli, że taka impreza jak ów Marsz jest przedsięwzięciem spontanicznym i bezkosztowym, to jest w mylnym błędzie. Więc pan B. ofiarnie wystawił się na handel.

Aukcja Bąkiewicza już nie wróciła (niewykluczone, że to jakiś spisek żydowsko-masoński), pojawiły się jednak nowe.

Dość ciekawe są sumy, jakie na dziś wchodzą w rachubę. I tak za wycieczkę po Sejmie z posłem Robertem Winnickim trzeba obecnie wybulić minimum 3,5 tysia, obiad z Krzysztofem Bosakiem jest wart 2,7 tys. (tylko kto płaci i kto wybiera dania?), udział w programie pana Marcina Roli w telewizji internetowej wRealu.pl to ledwo 510 zł zaś oryginalny identyfikator z Marszu można mieć już za marne 197 złotych.

Z innych ciekawych ofert warto wymienić jakiś raport Ordo Iuris z dedykacją zarządu tej organizacji. Są licytowane również książki wspomnianego M. Roli i S. Michalkiewicza oraz koszulka ukochanej windsurferki prawicy, pani Zofii Klepackiej.

Nie wiem jak PT. Czytelników, ale mnie to wszystko razem dosyć bawi; pomysł na handlowanie swoją prawicowością nie jest jednak taki zupełnie głupi, choć momentami ryzykowny: pan Rola na przykład może mieć niespodziankę, jeśli puści na wizję na żywo w swoim programie kogoś pomysłowego…

Tylko pomysł to niekompletny.

Tak skonstruowane aukcje adresowane są wyraźnie tylko do zwolenników; a przecież rozszerzenie grona płacących byłoby z pewnością wskazane i znacznie zwiększyło wpływy. Gdyby w rachubę wchodził na przykład tydzień sprzątania cudzej chałupy przez któregoś z panów oferentów albo choćby odpłatne wystawienie publiczne odwłoku na kopa – oddźwięk byłby zapewne większy. I zabawa lepsza.

„U mnie zmywa w tym tygodniu po kolacji Bąkiewicz, a prasuje Michalkiewicz” mogłaby powiedzieć na przykład moja sympatia Ewka Błaszczyk, której chętnie bym się do takiej imprezy dołożył (dołożył, bo już widzę te tłumy chętnych do płacenia i sięgającą chmur oferowaną sumę, na którą jednego nie byłoby stać…).

O ile by coś takiego przez tydzień zdzierżyła, czego nie jestem pewien.

Ale ostatecznie moglibyśmy jeszcze się zrzucić na sprzątanie po takim tygodniu przez zarząd Ordo Iuris in corpore; tez by było dość chyba fajnie. „Czemu prezes nie wylał dotychczas z nocnika i nie oczyścił kibla?” – czyż nie byłoby samą radością powiedzieć coś takiego?

Za każdą sumę.

A Kaczyński, zły człowiek, schował się nam. Nie szkodzi, znajdzie się.

28.11.2021

Muszę dziś troszkę odpocząć od zwykłej bieżączki.

Dzieje się wokół tyle idiotyzmów, że za chwilę oszalejemy. Czasem myślę, że rządzący celowo zwiększyli gęstość tych wydarzeń w czasie, żebyśmy na kolejne nie zdążyli dostatecznie silnie zareagować: jeden kretyński występ na tydzień da się skomentować i objaśnić; z jednym dziennie sprawa jest już trudniejsza. Niebawem trzeba będzie zbudować specjalny serwis internetowy o charakterze newsowym (bzdury.pl?), ale nie będzie to proste: jeden człowiek czegoś takiego nie udźwignie za Chiny. Tyle tego.

Więc zróbmy przerwę.

Na lekturę oczywiście, która niekiedy potrafi jeszcze zapewnić jakiś spokój czy nawet rozrywkę – a zawsze wzbogaca.

Dość sporo ostatnio czytam dobrych rzeczy, ale w tym miejscu chciałbym skupić się na jednej. To Macieja Górnego „Polska bez cudów” z podtytułem „Historia dla dorosłych” (Agora 2021).

Jest jeden główny powód, dla którego ta książka przypadła mi do gustu: przepadam za historiami, opowiadającymi o tym, że „nic nie jest tak, jak się państwu zdaje”. Nic nie sprawia wszak większej radości, jak dowód, że opinia publiczna jest w tzw. mylnym błędzie.

Większość rodaków myśli tedy zapewne (a w każdym razie tak głosi oficjalna propaganda), że Polska powstała z zaborowego niebytu wskutek dwóch czynników: czynu zbrojnego Legionów Piłsudskiego i działań dyplomatycznych swoich reprezentantów (Dmowskiego i Paderewskiego) na konferencji w Paryżu. Tymczasem ów czyn zbrojny był – delikatnie mówiąc – mocno mikry, zaś poczynania Dmowskiego – antysemity i aroganta – raczej psuły nam opinię międzynarodową, niż sprzyjały „sprawie polskiej”.

Odzyskaliśmy więc niepodległość tylko dlatego, że tak było na rękę wielkim mocarstwom, które chciały mieć bufor w tym miejscu Europy; to wszystko.

Autor nie mówi tego wprost, ale z książki wynika, że równie dobrze zamiast wymienionych trzech panów mogliby sprawą zająć się Nowak. Malinowski i Kowalski – i rezultat byłby ten sam. No, może odegrała tu jakąś rolę popularność międzynarodowa Paderewskiego jako wielkiego artysty.

Drugi ważny mit, który obala Górny, dotyczy Bitwy Warszawskiej. Jakiś podejrzany facet uznał ją za jedną z najważniejszych bitew dziejów, a myśmy to ochoczo podchwycili. Tymczasem cała kampania polsko-bolszewicka nie miała z wojną wiele wspólnego: był to w istocie ciąg chaotycznych potyczek dwóch źle wyszkolonych i marnie uzbrojonych zespołów amatorów (celowo nie używam słowa „armii”, bo ono zakłada jakąś sensowną organizację), polegający na tym, że jedni zwiewali, a drudzy ich gonili, i tak na zmianę.

Ciągłych działań frontów czy w ogóle jakiejś sensownej strategii nie było po obu stronach: ot, naparzanka na średnią skalę. Raczej więc możemy mówić o rozruchach na pograniczu, niż regularnej wojnie – i w tym kontekście mówienie, że „Polska zatrzymała nawałę bolszewicką u wrót Europy” jest opowiadaniem bajek.

Znów: Górny nie mówi tego wyraźnie, ale wynika z jego narracji, że gdybyśmy nawet tę potyczkę pod Radzyminem przegrali i Tuchaczewski poszedł dalej (co wątpliwe) na zachód – to dostałby od jakiejś zawodowej armii dużo cięższe wciry, które zapewne oznaczałyby koniec bolszewizmu.

A narracja z okresu PRL, że Polska uzyskała niepodległość dzięki Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej i szlachetności niejakiego Lenina – jest taką samą brednią, jak „Cud nad Wisłą”.

Dobrze się czyta książkę Górnego, choć widać, że powstała na bazie kilku czy kilkunastu różnych artykułów autora i brakuje mi w niej pewnego ciągu logicznego, zwłaszcza pod koniec. Ale to w końcu nie jest dzieło naukowe, lecz dobrej marki publicystyka historyczna. Odzierająca – zgodnie z tytułem – nasze dzieje najnowsze z cudowności i propagandowego zakłamania „dzisiejszością”; co cieszy.

Co nie zmienia faktu, że Kaczyński to zły człowiek.

27.11.2021

Sprawa pierwsza: zmarł „strongman” Artur Walczak, który ponad miesiąc temu został ciężko znokautowany w trakcie „gali” o nazwie PunchDown. Walka w tej „gali” polega na tym, że stojący naprzeciw siebie zawodnicy (lub zawodniczki, bo są również walki kobiet!) policzkują się na zmianę, dopóki jeden nie legnie. No i Walczak legł po policzku przeciwnika – i już się nie obudził.

I właściwie mam tylko jedno pytanie: kiedy to gówno – bo takich walk nie można zaliczyć do sportu – zostanie w Polsce uznane za nielegalne?

W pogoni za zyskiem rozmaite podejrzane indywidua wymyślają coraz nowe „dyscypliny sportowe”; niektóre uzyskują nawet walor „olimpijskości”. Gra się przy tym cynicznie na najniższych instynktach – i nic. Telewizje transmitują, NARUT wali tłumnie i kupuje prawa do oglądania tego szajsu za ciężkie pieniądze – i tylko one się liczą. Nawet Kościół nie uważa za stosowne zabrać głosu, choć tu byłoby po temu miejsce jak znalazł.

Dziwny jest ten świat.

Sprawa druga, optymistyczna. Prawicowe media zawyły ze zgrozy. Od dawna wiadomo było, że „Rzeczpospolita” idzie na handel; wielu obawiało się w związku z tym, że powtórzymy scenariusz PolskaPresse i kolejne medium trafi w ręce kolektywu, konsekwentnie (i słusznie!) zwanego przez Jacka Pałasińskiego „szajką”.

A tu… Masz ci los: firma Pluralis BV mającą siedzibę w Amsterdamie podpisała przedwstępną umowę zakupu udziałów w wydawcy jednej z czołowych polskich gazet – informuje bnnbloomberg.ca. Kupi ona 40 proc. udziałów w należącej do Grzegorza Hajdarowicza spółce Gremi Media. W całej spółce!

A ta jest ważną w Polsce grupą medialną, wydawcą dzienników Rzeczpospolita, Parkiet i Sport, miesięcznika Uważam Rze Historia oraz serwisów internetowych rp.pl, tv.rp.pl, parkiet.com, sport.dziennik.com, historia.uwazamrze.pl. Gremi Media posiada też 78 proc. udziałów w notowanym na NewConnect eKiosku S.A., głównym dystrybutorze prasy i książek cyfrowych w Polsce, orasz 100 proc. w Kancelarie RP sp. z o. o.

Zaś Pluralis BV jest wspierana przez… fundusz George’a Sorosa…

No i znów te Żydy… – westchnęła oczywiście prawa strona naszej sceny politycznej.

Czytanie na prawicowych portalach komentarzy dotyczących tego przejęcia to czysta rozkosz. Troszkę zboczona, naturalnie.

Podobno kilka osób jest bliskich zawału. Wszystko to razem bowiem oznacza, że przejęcie tak dużej porcji udziałów może nieco zmienić polski rynek medialny – i to wcale nie po myśli szajki.

No i złemu człowiekowi Kaczyńskiemu przybędzie spora zmarszczka na czole. Będzie jeszcze ładniejszy.

26.11.2021

Dwie dzisiejsze wiadomości upowszechniam z przyjemnością.

Pierwsza – dotyczy faktu, że rząd Izraela zabronił sprzedaży Pegasusa, oprogramowania szpiegującego telefony, reżimom autokratycznym. Zakaz dotyczy m.in. Polski i Węgier. Ciekawe, czy program ten ma w swoim kodzie backdoora, który w tej sytuacji uniemożliwi działanie instalacjom już zakupionym – i czy rząd Izraela spowoduje jego użycie?

Mam nadzieję, że tak – i że te nielegalnie wydane miliony pójdą się bujać.

Bo że posiadana instalacja działa i to działa wbrew warunkom umowy (które podobno ograniczają użycie do działań antyterrorystycznych) i wbrew prawu, to wiemy od śledzonej pani prokurator, która złożyła stosowne doniesienie do prokuratury. A skąd pani prokurator wie, skoro Pegasus podobno działa bez śladów?

Ano stąd, że dla kogo bez śladów, dla tego bez śladów – a dla inżynierów z firmy Apple… nie. Okazuje się, że Apple doskonale wie, do czyjego iphone’a był „włam” – i właśnie teraz informuje masowo ofiary, że były inwigilowane. Zapewne firma ma też „niewidzialne” wtyczki w swoich urządzeniach, które wykrywają takie rzeczy.

A przy okazji Apple wytoczyło proces izraelskim twórcom Pegasusa o bezprawną ingerencję w cudze wyroby – i nie ma wątpliwości, że firma ta może się już pakować: z gigantem informatycznym nie wygra nigdy w życiu…

Swoją drogą, warto śledzić rozwój sytuacji – zarówno w Polsce, jak i na świecie; będzie ciekawie. Klasyczna walka tarczy z mieczem, poza wszystkim.

Cytuję z satysfakcją: jak twierdzi Apple, w przypadku inwigilacji twojego smartfonu otrzymasz zarówno e-mail, jak i iMessage dla wszystkich adresów i numerów powiązanych z twoim Apple ID. Jeśli potem odwiedzisz witrynę appleid.apple.com, zobaczysz też widoczny komunikat powiadomienie o zagrożeniu, informujący o tym, co się stało i kiedy.

Czyli niektóre tajne operacje chłopców pana Kamińskiego właśnie się … jakby to powiedzieć … sfajdały. Chude uszy jednak macie, chłopaki. Czy chcecie się założyć, że Google też ma taką wiedzę o korzystaniu ze swojego Androida?

I druga dobra wiadomość: wedle Kantara, 65 proc. spośród współobywateli liczących sobie ponad 15 lat źle ocenia w listopadzie kierunek biegu spraw w kraju (w miesiąc wzrost o 7 pkt proc.), 20 proc. dobrze (spadek o 2 pkt proc.). Trend jest więc wyraźny. Trzeźwiejemy jako społeczeństwo?

Ja wiem, ucieszyłem się z dwóch wiadomości, które są przecież wysoce nieprzyjemne dla władzy. I upowszechniam je. Więc działam „antypolsko”.

Albowiem – zdaniem niektórych wieści te są „antypaństwowe”: pierwsza szkodzi państwowym służbom i pokazuje, że straciliśmy kupę forsy bez sensu, druga z kolei mówi, że ludzie zaczynają coraz bardziej tego państwa nie lubić. Rzecz w tym, że państwo – jako instytucję – utożsamia z władzą tylko osobnik suskopodobny. Więc nie czuję się źle w związku z tym.

A Kaczyński jest złym człowiekiem. Tylko czegoś zniknął nam ze sceny, ale to mu nic nie da.

25.11.2021

Nie wiem czemu, ale po ostatnim wpisie w tym miejscu okazało się, że mam sporo znajomych „wiewiórek”, które częściowo wyjaśniły mi sytuację w „Wyborczej”. Może jednak nie tyle wyjaśniły, ile wręcz skomplikowały rysujący się obraz.

Jeśli jednak mają rację, sytuacja ta naprawdę mi się mocno nie podoba.

Otóż podobno część zespołu może być po stronie zarządu „Agory”, proponującego podobno silniejszą (podobno, bo o żadnych szacunkach i liczbach nie słyszę) „monetyzację” redakcji – a to dlatego, że przekazano jej argument, że dokonanie zmian może zaowocować powrotem na łamy gazety ogłoszeń spółek skarbu państwa. Wtedy ruszy strumień kasy i wszystkim pracownikom będzie lepiej.

I tu mi resztka włosów stanęła na głowie. Powrót ogłoszeń spółek skarbu państwa jest przecież możliwy tylko za zgodą – wiadomo kogo. Znaczyłoby to, że z udziałem zarządu „Agory” realizowana jest operacja „Obajtek-2”. Znaczyłoby to, że w zarządzie tym lub bardzo blisko – jest co najmniej jeden, ale bardzo wpływowy tzw. kret. Pisowski, żeby była jasność.

Niektóre wiewiórki radzą wczytać się też w dzisiejsze – mocne i godne – oświadczenie Kurskiego i Michnika, zwłaszcza w padające tam nazwiska. No i wiewiórki mówią, że warto sobie przypomnieć słynną aferę Rywina, bo jakoby da się to wszystko połączyć logicznie – i nie tylko – w jedną całość.

Zdaje się, że naszkicowałem scenariusz thrillera politycznego. Bardzo bym chciał, żeby wszystko powyższe było brednią. Słowo daję.

A tymczasem bryka jedzie dalej, nabierając rozpędu.

Dziś mgr Przyłębska zezwoliła prominentom nie ujawniać majątków rodzin, bo to jest – oczywiście – niekonstytucyjne. No i pan Morawiecki już nie musi nic ujawniać. Może, ale nie musi. Inni takoż. Bardzo umacnia to wszelkie więzi rodzinne, zwłaszcza żony zyskują na przydatności, bo coś można na nie przepisać. Więc – po bożemu. Na gacha ani gachinię się nie da.

A przedtem przystąpiono do uruchamiania spisu macic, które będą wedle rządowych pomysłów używane odtąd wyłącznie w celach reprodukcyjnych dla służby bogu i ojczyźnie. Na razie mamy rejestrować tylko ciąże, ale dokładniejszy obraz byłby przy zajęciu się miesiączkowaniem, więc może…

Warto wspomnieć też dzielną i bystrą panią kurator Nowak i jej subtelne odradzanie szkołom oglądania „Dziadów”. Ciekawe, kiedy uruchomią jakiś Indeks Ksiąg Zakazanych? Bo tradycja wprowadzania znanych dawnej cenzurze „zapisów na osobę” już odżyła, o czym pani Barbara Kurdej-Szatan boleśnie się przekonała – ku przestrodze dla innych kłapaczy japą.

Jakoś paskudna pogoda za oknem. I coś chyba śmierdzi. Jak przed wojną mówił poeta „Czuję jakiś zapach Rzeszki”… Jakieś moczary chyba też widać na horyzoncie…

I czy ja muszę pisać, że Kaczyński to zły człowiek?

24.11.2021

Jestem zdumiony niesłychanie słabym odzewem opinii na wydarzenia w Agorze, to jest na ostateczne wypowiedzenie przez zarząd korporacji wojny redakcji „Gazety Wyborczej”. Informacja w „Wirtualnych Mediach”, powtórzona przez TVP Info i skwitowana z wyraźną satysfakcją przez Ziemkiewicza – to właściwie wszystko, jeśli nie liczyć antysemickich bluzgów zachwytu komentatorów na portalu Karnowskich.

A tymczasem jest to fakt – moim zdaniem – o niezwykłym znaczeniu dla naszego rynku prasowego.

Agora w założeniu powstała właśnie z celem wydawania „Gazety Wyborczej”. Każde medium, a już z pewnością dziennik, musi bowiem mieć obsługę administracyjną i logistyczną – i po to powołano Agorę. Nie po to, by zarabiała pieniądze dla akcjonariuszy i na pensje zarządu, ale po to, by pewien luksus pracy mieli dziennikarze. Rychło jednak okazało się, że wybrany model biznesowy jest… jaki jest. Dokładnie różny od planowanego przez idealistów. Odwrócono cele i proporcje.

No i teraz korporacja poszła z redakcją na zwarcie. A to się nie może skończyć dobrze. „Biznesmeni” z akcjonariatu wyraźnie nie chcą zrozumieć, że robienie gazety różni się jednak czymś od produkcji gwoździ i handlu pietruszką. Tym na przykład, że odbiorca ich „produktu” nie kupuje po prostu zadrukowanego papieru, ale wytwór jakościowego dziennikarstwa – i 19-latka bez wykształcenia Bożenna Beatrycze Kupść, pracująca na zleceniu za 2400 przy opisywaniu nieudolną polszczyzną życia seksualnego celebrytek nie zastąpi zajmującego się poważną, wymagającą głębokiej wiedzy dziedziną dziennikarza z nazwiskiem, który sam w sobie jest instytucją.

Jeśli państwo od zarządzania mediami się uprą przy swoim – to po prostu „Gazeta” zostanie zabita.

Oni zostaną ze swoją sprzedażą kanapek w sieci kin; ewentualnie wymyślą jakąś rewelację erotyczno-towarzyską do sprzedaży w gronie kibiców „Legii”. A potem zdechną.

A ucieszy się wyłącznie prawica i wszelkiego rodzaju inna hołota.

Pomyśleć, że zupełnie inny model wydawniczy, zastosowany w wypadku „Polityki” – czyli powierzenie całości zarządzania dziennikarzom i niedopuszczenie do decydującego merytorycznie głosu ani „biznesów”, ani polityków (żeby nie wymienić żadnych „zasłużonych opozycjonistów”) – sprawdził się doskonale. I „Polityka” konsekwentnie w tym modelu rozbudowuje się w spory koncern medialny…

Może przejmie zespół „Wyborczej”, bo on się zbuntuje na bank, i zacznie wydawać również dziennik? To byłby numer!

A Kaczyński to zły człowiek, oczywiście.

23.11.2021

Kilka uwag o waszych idolach politycznych. Waszych – drodzy Czytelnicy – bo ja na stare lata przestałem się pozytywnie podniecać politykami. Moje doświadczenie życiowe podpowiada mi, że każdy może mieć cos za uszami – i każdy może palnąć jakąś głupotę. Rzecz w tym tylko, czy to za uszami jest bardzo dotkliwe i jak głupoty są groźne w skutkach społecznych.

Oznacza to po prostu, że moje zaufanie do absolutnie każdego polityka jest mocno ograniczone i może zostać łatwo zredukowane do zera; co nie znaczy, że nie istnieją tacy politycy, do których nie mam zaufania za grosz de la montagne, czyli z góry. Patrz końcowe zdanie tego tekstu.

Tymczasem naród (a już zwłaszcza NARUT – powinniście już te pojęcia rozróżniać…) najwyraźniej lubi – a może musi? – mieć wodza i idola. Który z założenia jest Wielki, Wspaniały, Mądry i Nieskazitelny, a wszelkie uwagi pod jego adresem są Zdradą oraz Zaprzaństwem. Choćby gołym okiem było widać, że facet kuleje na obie nogi – zwątpienie w jego sukces w biegu na 10 km jest niedopuszczalnym pluciem w samo serce wyznawców.

Uważam to podejście za idiotyczne i właściwie na tym moglibyśmy skończyć.

Nie rozumiem tylko, dlaczego tak wielu przywódców (ale przecież i szefów w zwykłych firmach) właśnie tego wymaga nawet od najbliższego otoczenia. Nie zdają sobie sprawy, że choć pochlebstwa bywają miłe, to rzeczowa krytyka jest im potrzebna jak powietrze. Bo bez niej każda kariera trwa znacznie krócej i kończy się na ogół przykro. Zachowują się więc jak ci antyszczepionkowi durnie, którzy twierdzą „ja sobie nic nie dałem wstrzyknąć i jakoś nie zachorowałem” – a potem zdychają uduszeni pod respiratorem.

Umówmy się więc: zwrócenie Wodzowi, Wodzusiowi czy nawet Wodzątku uwagi nie jest „laniem wody na młyn wroga” ani mądrzeniem się czy lansowaniem własnej osoby, czy osoby konkurenta Idola. Pogódźmy się z tym, że nie musi też być opluciem Ołtarza i Tronu.

Choć czasami bywa; zgódźmy się bowiem, że są takie Ołtarze i Trony, na które rzeczywiście warto splunąć. Ale to już zupełnie inna historia i pogadamy o niej przy innej okazji.

To jeszcze na marginesie tylko o nowej jednostce chorobowej, odkrytej przez pewnego kumpla. To IZPO, Infekcyjne Zidiocenie Polityczno-Obyczajowe, rozpowszechniane na ogół przez wzięcie do ręki legitymacji partyjnej. Uwielbienie Wodza jest jednym z objawów.

A Kaczyński, Wódz i Nieskończony Autorytet Zjednoczonej Prawicy jest immanentnie (przepraszam wszystkich niedokształconych, że tak ich trudnym słowem pogardliwie obrażam; to nieintencjonalne – znowu! – to wynik zbyt wielu zupełnie wszak zbędnych lektur…) złym człowiekiem. I jemu żadna krytyka, nawet ta najbardziej konstruktywna (sorry, znowu klasistowsko dyskryminuję proletariat intelektualny) nie pomoże.

CBDO.

22.11.2021

Dwie wypowiedzi, po przeczytaniu których majtki mi opadły samoczynnie. Hit sezonu to zarzut Janusza Kowalskiego (tego niedogolonego), że pewien zacny profesor medycyny chce go zarezać, bowiem gdy go słucha, to „nóż mu się w kieszeni otwiera”. I to ma być karalne, o czym rzeczony Kowalski informuje publicznie.

Pomyślałem sobie – tego się nie da skomentować. To jest wypowiedź tak beznadziejnie idiotyczna, że można tylko załamać ręce. Ale okazało się, że gdy zejdziemy na dno, zawsze można usłyszeć pukanie od spodu. No i stało się: pukającym został pan Krzysztof Wyszkowski, który stwierdził, że polskim skoczkom narciarskim się nie powiodło, bo ich zawody transmitował TVN.

Nie mogę się oprzeć i zacytuję fragment obszernego artykułu o tym intelektualiście z Wikipedii:

Ukończył w 1961 Szkołę Podstawową nr 15 w Olsztynie, następnie podjął naukę w II Liceum Ogólnokształcącym im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Olsztynie, którą przerwał po dwóch latach. Od 1963 pracował zawodowo m.in. jako robotnik w Miejskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Miejskiego w Olsztynie, później był operatorem spychacza, konwojentem, ajentem stacji benzynowej i pracownikiem Olsztyńskich Zakładów Samochodowych.

Koniec cytatu.

Absolutnie bez związku z obydwoma panami (bardzo proszę mnie nawet nie posądzać o takie skojarzenia) przyszła mi do głowy myśl taka, że niektórym ludziom powinno się – po wyleczeniu, jeśli się da – zabronić rozmnażania. Zbyt to ryzykowne.

A Kaczyński moim dzisiejszym bohaterom ufa. Zły to jest człowiek.

21.11.2021

Temat dnia to wczorajszy incydent z Donaldem Tuskiem.

Nazwijmy sprawy po imieniu: stała się rzecz w najwyższym stopniu niefortunna. Czy naprawdę należy inteligentnemu i obytemu politycznie człowiekowi tłumaczyć, że w jego sytuacji superostrożność jest obowiązkiem? Że nie może sobie pozwolić na niebaczny wyjazd wakacyjny w jakimś gorącym momencie ani w niejednoznacznym towarzystwie, co skończyło karierę innego opozycyjnego polityka – to chyba oczywiste. Ale nie ma prawa pozwolić sobie nie tylko na przekroczenie prędkości o 50 km/h, ale nawet nieprawidłowe przejście przez ulicę, nie mówiąc już o jakimś lubianym „harataniu w gałę” czy zjedzeniu za drogiego dania w restauracji.

Bo sępy siedzą na nim przez cały czas i najmniejsze potknięcie czy choćby jego pozór zostanie wykorzystane bez litości. A NARUT jest tępy, żądny krwi i spermy i powita to z zachwytem. Tych paru inteligentów, którzy skrzywią wargi i powiedzą „a co się znowu takiego stało?” nie ma większego znaczenia. Przykre, ale nie ma.

W ogóle powrót Tuska na scenę polityczną nie spełnił moich oczekiwań. Po kilku błyskotliwych politycznych bonmotach i liczonych na palcach jednej ręki udanych wystąpieniach publicznych – zniknął. Niestety, pokazał się fatalnie.

A tu – trzeba działać. I, proszę szanownego państwa, nie ma się co szczypać: próba zdominowania polityki przez jedno ugrupowanie jest bez sensu. Dziś już widać wyraźnie: Tusk nie ma najmniejszej szansy na jedynowładztwo w opozycji. Nie ma też szansy na objęcie w razie jej sukcesu wyborczego stanowiska premiera. Prezydenta, po zakończeniu (w taki lub inny sposób) kadencji Dudy – owszem; premiera – nie.

Co mu więc – i wraz z nim opozycji – pozostaje? Jedno tylko: utworzenie Antypisu, ugrupowania, którego jedynym punktem programu będzie odsunięcie obecnej władzy od koryta i zaraz po tym wypalenie populizmu, nacjonalizmu i zalążków faszyzmu ogniem i żelazem. A potem mogą sobie robić wybory i spierać się o rozwiązania programowe. Tu jeszcze inicjatywa Tuska jest bardzo pożądana.

Rzecz prosta, o stanięciu na czele tego Antypisu Tusk może przestać marzyć. Zresztą sądzę, że nikt nie powinien o tym marzyć: jedynym sensownym rozwiązaniem jest powołanie Dyrektoriatu równych przywódców, którzy będą mówili jednym głosem, stali obok siebie w każdej okazji i byli demonstracyjnie wobec siebie lojalni. Żadnej krytyki wzajemnej, żadnych kąśliwości, nic z tych rzeczy. Każda próba czegoś takiego powinna być natychmiast ucięta i skwitowana zapowiedzią powrotu do tematu natychmiast po unicestwieniu tego, co Jacek Pałasiński słusznie nazywa szajką.

Jestem absolutnie przekonany, że takie postępowanie da sukces. Innych nie należy w ogóle brać pod uwagę.

Że dla wielu prominentnych dzisiaj polityków może to oznaczać „przejście do cywila”, bo stołków rządowych nie starczy? A no, może. No i bardzo dobrze.

I znowu bym zapomniał, ale cały ten tekst jest w gruncie rzeczy właśnie o tym: Kaczyński to zły człowiek.

20.11.2021

Umiar jest ozdobą wieku dojrzałego – mawiał mój ukochany w dzieciństwie wuj, ten sam, który skłonił mnie do podjęcia studiów matematycznych ciągłym pytaniem gówniarza „czy już wiesz, co to jest sinus, kretynku?”. Tę jego lokucję (o umiarze, nie o sinusie) zastosuje dziś dwukrotnie, raz nieco samokrytycznie – drugi złośliwie.

Zacznijmy od samokrytyki.

Tak codziennie ulewam żółci w jednym kierunku, bez przerwy wybrzydzając na pisuar, że chyba trzeba właśnie odrobiny umiaru. Nie dlatego, żeby im dać odpocząć, ale dlatego, że oni są tak nudni, monotematyczni i beznadziejni pod każdym względem, że już mnie samego to brzydzi. Zresztą – który dureń uwierzy, że jest durniem, nawet gdy mu to będziemy powtarzać codziennie?

Zwłaszcza gdy nie słucha, bo na dodatek do innych walorów jest głuchą pipą.

Zatem – chwila przerwy.

To teraz przypadek drugi. Ogromnie się cieszę, że TVN nie dostał wyłączności na informowanie o hodowli drobiu, bo gdyby to się stało – bez przerwy dzień w dzień byśmy słuchali o jajach, dziobach, piórach i hodowli. Jajecznica i gdakanie byłoby na wszystkich kanałach.

Rozumiem zasady marketingu, gratuluję stacji wyłączności na transmitowanie skoków narciarskich, ale za chwilę zacznę wymiotować wiadomościami o konstrukcji skafandra, życiu osobistym zawodników, pogodzie na skoczni, przed skocznią i za skocznią, rolą gaci w treningu mistrza i tym podobnymi pierdołami, które mnie kompletnie nie obchodzą i nigdy nie będą obchodziły – nawet jeśli się mi całą dobę wmawia, że jest lub co najmniej powinno być odwrotnie.

Fajnie, dziewczyny i chłopaki, że złapaliście tę chałturę i dokopaliście prestiżowo kurwizji, ale mówienie o tym i demonstracyjne cieszenie się z tego faktu więcej niż 100 razy dziennie jest naprawdę naruszeniem zasady umiaru. I nie ma nic wspólnego z profesjonalizmem, także marketingowym, choćbyście zaprzęgli do roboty swoje najbardziej wypasione wirtualne studia, drony i co tam jeszcze.

Czekam tylko, jak w rozpędzie autoreklamowym pokażecie panią Kieli, tańczącą nago z Miszczakiem walca na specjalnie dla was zbudowanych w Singapurze nartach. A w tle będzie rapował Mata w otoczeniu zdymisjonowanych Wodzianek Kuby Wojewódzkiego.

A – przerwa nie dotyczy konstatacji, że Kaczyński jest wredny.

No i to tyle na dziś.

19.11.2021

Co silnie charakteryzuje obecną ekipę rządzącą – to chyba zupełny brak elementarnego wychowania. To znaczy tak: nożem i widelcem posługiwać się zapewne potrafią, niektórzy nawet, zdaje się, buty czyszczą i zęby myją, ale jak się to czasem odezwie albo wykoncypuje jakiś „chwyt dyplomatyczny”, to się słabo robi.

Weźmy jako przykład takiego Ziobrę i jego ostatni wyczyn z „aluzyjnym” ofiarowaniem ważnemu gościowi z Brukseli dwóch obrazków, przedstawiających zrujnowaną w czasie wojny Warszawę. Że niby my tu rąsia w rąsie, ale w ogóle to Bruksela jak jakiś Dirlewanger i my o tym wiemy…

Niedobrze się robi od czegoś takiego. To jakby umyślnie puścić głośnego bąka w obliczu królowej angielskiej. Po prostu tak niesłychany nietakt i arogancja, że człowiek z bardzo średnią kindersztubą spuści wzrok z zażenowaniem.

I jest cała seria takich arogantów i mistrzów nietaktu. Celuje w tym szczególnie pani Pawłowicz, ale to już jest raczej przypadek medyczny, więc ją zostawmy. Ale Terlecki, Kowalski, Błaszczak, Bortniczuk (a, prawdę mówiąc, dowolne indywiduum z tej – jak konsekwentnie słusznie pisze Jacek Pałasiński – szajki) też reprezentują swoją klasę prostactwa. Co gorsza, wydają się z kolejnych wychamień – swoich i kolegów – bardzo zadowoleni. Czytają je zapewne jako demonstrację siły i pogardę dla jakichś podejrzanych wykształciuchów czy innych elit.

Kiedyś, kiedyś – gdy byłem bardzo młody – obserwowałem podobne zjawisko, gdy „lud” doszedł do władzy, we wczesnym okresie PRL. Bycie parobasem było przez pewien czas w dobrym tonie, a nawet – udawane – odkrywało niekiedy jakąś rolę obronną, dla niektórych było niezłym kamuflażem. Szybko się to jednak skończyło i po kilku latach zaczął być dość modny „demokratyczny savoir-vivre”, lansowany przez nieoceniony „Przekrój”.

Dziś na takie rozwiązanie się nawet nie zanosi. Wręcz przeciwnie, do czynienia mamy ze swoistym wyścigiem bezczelności, arogancji i prostactwa. Niebawem pewno dojdziemy do tego, że w Sejmie jakiś pissman czy inny konfederata z braku argumentów werbalnych skopie na przykład jakąś zbyt dla niego mądrą posłankę opozycji – i będzie z siebie bardzo zadowolony, a jego kumple nam wytłumaczą, że po cholerę się babsko tak agresywnie wymądrzało i prowokowało?

Edek wlazł do salonu i rządzi, jeśli wiecie, kogo mam na myśli. A otworzył mu drzwi na oścież Jarosław K., ten charakteropatycznie zły człowiek z Wolski.

18.11.2021

Prawie wszyscy dziś o tym, a i temat nienowy. Powraca stale, w coraz większym jednak nasileniu. COVID.

Liczba stwierdzonych przypadków nowych zachorowań to dzisiaj 24 882. Zmarło 370 osób. W szpitalach mamy 15 713 pacjentów; tydzień temu było ich około 3000 mniej. Oznacza to, że sytuacja staje się znowu groźna – tym bardziej że rzeczywistość wyprzedza (in minus) urzędowe prognozy.

W tej sytuacji dwa zjawiska są nie do pojęcia.

Pierwsze – to rozmiar oporu społecznego przeciw szczepieniom. Co ci ludzie muszą mieć w głowach, żeby unikać głupiego zastrzyku? Dziś słyszę o pani, która dopiero pod respiratorem – czyli w sytuacji naprawdę krytycznej – przyznała się, że posiadany certyfikat szczepienia po prostu … kupiła. Nie mogę jej inaczej nazwać jak zwykłą kretynką.

Zwolennicy Konfederacji – w szczególności sympatycy mocno szurniętego w głowę Mikkego – majaczą coś, że jakoby są „wolnościowcami”. Ma to polegać na tym, że nie poddają się żadnym regułom życia społecznego, które im się nie podobają. Nakaz jeżdżenia w zapiętych pasach – a skądże, im to przeszkadza. Zakaz palenia w miejscach publicznych – nie do przyjęcia. Maseczka na twarzy – szkoda gadać. Są tak zdecydowani, że dziwne, że kupują bilety do kina albo pokornie podporządkowują się ruchowi prawostronnemu – przecież to też ogranicza ich wolność osobistą. Debile.

Poza tymi – pożal się boże – „politykami” są wśród antyszczepionkowców głównie zwolennicy „medycyny naturalnej” i wszelkiego typu teorii spiskowych; rozumiem, że menażeria ludzka jest bogata i w każdej zbiorowości ludzi upośledzonych w jakiś sposób umysłowo się znajdzie, ale skąd tego paskudztwa tyle?

Doprawdy – nie rozumiem. Oczywiście bredzenia „osób duchownych” o niemoralności stosowania szczepień, jakoby robionych bez troski o życie „nienarodzonych” mają tu swoje znaczenie i zapewne na wielu wpłynęły, ale chyba jednak nie w obserwowanej u nas skali. Jedyne zatem wytłumaczenie – to totalna klęska systemu edukacji.

Gdyby bałwanów było mniej, nie wystąpiłoby też drugie niepojęte zjawisko: robienie przez władze dobrej miny do złej gry i udawanie, że nic się nie dzieje. Już dawno powinny być wprowadzone ograniczenia dla niezaszczepionych i przywileje dla zaszczepionych; nie do wytłumaczenia jest choćby niewprowadzenie dotychczas nakazu szczepień dla służby zdrowia, nauczycieli, sprzedawców…

Ale władza się boi. Tak się składa, że ci antyszczepionkowcy – to jej wyborcy, więc jak ich wściekną niezbędne zakazy i nakazy, to gotowi nie zagłosować, jak trzeba. Więc odwlekają decyzję, ile mogą. W nadziei, że i tym razem się uda – bąkają coś o „ostrzejszej reakcji”, gdy dzienna liczba zachorowań osiągnie 35 000. Jak osiągnie, pewno będą mówili o 50 000. O ile jeszcze sami będą żyli.

Od dawna to już jest kryminał. Bo da się łatwo podciągnąć pod sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy wielkich rozmiarów. Kiedy (jeśli?) rozsądek wygra jednak wybory – nie zapomnijmy o tym. Nie okażmy łaski. Ten zarzut musi zostać postawiony przed sądem.

Nie ulega wątpliwości, że za tym wszystkim stoi walczący z „imposybilizmem” … tym razem przyrody – Kaczyński, bo to zły człowiek jest i losy innych ludzi nie są przez niego w ogóle brane pod uwagę; grunt, by się rzeczywistość polityczna rozwijała zgodnie z jego chorymi planami. Pozostali tylko trzęsą portkami o swoje posadki.

Ale chyba zaczynają się pomalutku wyłamywać. Jeśli już były skarbnik PiS się stawia … A jak to ruszy, to cały system zawali się w kilka dni.

Byle nie na nasze głowy.

17.11.2021

Dzisiejszej nocy nie zdzierżyłem. Przed północą zacząłem oglądać posiedzenie Sejmu, poświęcone „ustawie granicznej”. Miałem szczery zamiar obejrzeć do końca, ale nie dałem rady – odpadłem. Po jakiejś godzinie, w której trakcie czułem, jak mi w gardle narasta gula wściekłości.

Te posiedzenia są już kompletnie bez sensu. Przychodzi, kto chce, a chce niewielu; zdaje się, że tylko wtedy się na to decydują (w każdym razie prawica), kiedy im przykażą, że udział w głosowaniu jest konieczny. Już samo to złości mnie potwornie – wszak to ich praca! – i myślę sobie, że bycie posłem, to najfajniejsza chałtura, jaką można wymyślić: pensja – płacona przecież z moich podatków – niezła, obowiązków w sumie bardzo niewiele…

Głosować wedle kartki, którą się otrzyma od centrali i kilka razy zwymiotować na opozycje nienawiścią, nic więcej nie trzeba. Wystarczy zresztą bez najmniejszego związku z rzeczywistością czy tematem obrad powiedzieć coś złego lub obelżywego o Tusku albo lewicy, jakakolwiek pomysłowość lub dowcip nie są przy tym konieczne – a nawet chyba są na Nowogrodzkiej podejrzane. Czego chcieć więcej?

Średnio uzdolniona pijana dżdżownica jest przy czymś takim tytanem intelektu.

Posłowie opozycji są wyraźnie inteligentniejsi i ciekawsi, ale w istniejącej sytuacji ich wystąpienia też – prawdę mówiąc – sensu nie mają. W razie czego wprowadza się ograniczenie czasu pobytu na mównicy do 30 sekund i niech se brzdąkają.

Jest to jednak menażeria, ci posłowie prawicy. Buźki w większości nieskażone myśleniem, w ogóle oblicza pszenno-buraczane. Wystąpienia – pożal się ich Boże: niekompetencja wybija z tłustych cielsk każdym otworem. Oni nawet (ale to zdaje się, charakteryzuje nie tylko prawicę, niestety) nie potrafią najwyraźniej na przykład pojąć, że regulaminowe zadawanie pytań to nie jest czas na wzniosłe apele i deklaracje ideowe.

Jeśli uda się tego towarzycha jakoś pozbyć w toku wyborów, to dla oczyszczenia powietrza niezbędne będzie dożywotnie pozbawienie ich prawa do pełnienia jakichkolwiek funkcji publicznych i zatrudnienia w przedsiębiorstwie choćby częściowo państwowym. Jak prywatny przedsiębiorca będzie miał fanaberię, żeby sobie dla rozrywki zatrudnić błazna – proszę bardzo, jego pieniądze. Ale ze wspólnych utrzymywać taki chłam – nie ma mowy.

Tylko czy na ich miejsce nie przyjdą podobni? Może to rozwiązanie sejmowe w ogóle jest jakimś błędem systemowym? Może to kwestia jakości wyborców, nie wybieranych?

Aha, przypomniało mi się. Stały komunikat: Kaczyński to zły człowiek. To jemu zawdzięczamy w dużej mierze i taki sejm.

16.11.2021

Trzy sprawy, ale wkurw jeden. Dodam – spory.

Madame Manowska zwróciła się otóż do pani Julki o zbadanie zgodności z Konstytucją ustawy o dostępie do informacji publicznej. Dobrze, że nie tabliczki mnożenia, ale zostawmy to.

No i jeśli team Julki przychyli się do jej wniosku — nie dowiemy się już np., kto pełni funkcje publiczne, jakie ma wykształcenie oraz jaką premię dostał. Wniosek doprowadzi także do usunięcia z polskiego porządku prawnego kary za bezpodstawną odmowę udzielenia informacji publicznej.

Wniosek madame Manowskiej zostanie rozpatrzony już jutro.

O 11:00 pod budynkiem Trybunału Konstytucyjnego (aleja Jana Chrystiana Szucha 12A w Warszawie) odbędzie się zaś demonstracja organizowana przez Sieć Obywatelską Watchdog Polska. Jesteśmy zaproszeni. Żeby mnie kręgosłup nie bolał, to bym poszedł i wziął coś stosownego ze sobą. Nikomu naturalnie niczego nie sugeruję, bo jakże i skądże. Legalista jestem.

Katolicy, szczególnie ci zgrupowani wokół dziwnego organu pod tytułem „Fronda”, mają oryginalne pomysły. Niejaki Bodakowski, dość regularnie tam goszczący i udający zdaje się dziennikarza, zgłosił taki oto patent na pokonanie fali imigrantów, cytuję słowo w słowo, żeby nie było, że coś zmieniłem:

„… rozlać gnojowicę, wydać służbom gumowe kulki umoczone w świńskiej krwi bądź ogrodzenie graniczne przyozdobić świńskimi łbami. Pomysł ten opiera się na założeniu, że dla muzułmanów wieprzowina jest „haram” czyli tym, co zakazane. Tego rodzaju rozwiązanie mogłoby zatem podziałać odstraszająco na migrantów, którzy próbują siłowo sforsować polską granicę”.

Naprawdę.

Niby mógł zaproponować użycie strzelawki niejakiego Gatlinga (sprawdźcie sobie tę zabawkę, kto jej nie zna), bardzo wydajnej i efektownej, podobno niezmiernie skutecznej, gdy się ją poświęci, ale zbastował. Dobry człowiek.

A pani Witek nie zgodziła się na wniesienie pod obrady Sejmu projektu deklaracji, potępiającej antysemityzm w związku z haniebnymi wydarzeniami w Kaliszu. Bo po co ciągnąć tę żenującą aferę, prawda. Wicie, rozumicie.

Jakoś mi się to wszystko dość ładnie składa w jedną całostkę.

A Kaczyński jest złym człowiekiem.

15.11.2021

Najpierw dwa śliczne idiotyzmy ostatniego okresu.

Pierwszy: Narodowy Bank Polski planuje emisję w trybie przyspieszonym i nadzwyczajnym banknotu kolekcjonerskiego i monety kolekcjonerskiej „Obrona Polskiej Granicy Wschodniej” – poinformował w komunikacie bank centralny.

Nawiasem mówiąc, pomysł jest tak bzdurny, że aż … gwarantuje sukces. To naprawdę będzie okaz kolekcjonerski. Dla zbieraczy banknotów i dla zbieraczy objawów głupoty.

Drugi. „No walnął w drzewo. I co? Niech rzuci kamieniem każdy, kto w życiu nie uderzył w drzewo po pijaku” – wpis o tej treści pojawił się w sobotę na tweeterowym koncie prezydenta Olsztyna Piotra Grzymowicza. Skomentowano tak doniesienia o wypadku, w którym – według lokalnych mediów – uczestniczył nietrzeźwy syn Grzymowicza.

Nie wiadomo, czy doszło do włamania na profil prezydenta. Bzdura jest tej klasy, że to możliwe – ale na razie nikt nie zdementował.

No więc w razie czego – poproszę o ten kamyczek, może być powyżej pół kilograma. Chętnie przykopcę. Nigdy w życiu nie walnąłem w drzewo (ani w nic) po pijaku, więc teraz zgłaszam się na trzeźwo. I znam jeszcze parunastu takich, więc możemy zrobić ładny spektakl. W cywilizowanym świecie dawno nie było kamienowania, więc zainteresowanie mediów zagranicznych – gwarantowane. Olsztyn będzie miał publicity beznakładowe w sumie.

Ostatnia sprawa na dziś: rozważania o drogach kariery w Kaczylandzie. Otóż moim zdaniem są dwie.

Jedna, to należeć do lokalnej sitwy i trząść jakąś wiochą czy czymś takim; koniecznie trzeba mieć dostęp do rozdzielania kasy. No i teraz wystarczy czekać spokojnie: z dużym prawdopodobieństwem zgłosi się jakiś headhunter pismanów, bo takich tam trzeba jak powietrza. Jak się ma łeb na karku, to można nieźle awansować, najprawdopodobniej na posła albo senatora; no i posadę w jakiejś spółeczce skarbu państwa się weźmie też. Tylko trzeba pamiętać o udzielaniu się w jakiejś radzie parafialnej albo chociaż być Rycerzem Maryi czy czymś takim. No i dobrze być chamowatym w obejściu; bo taki, to „decyzyjny jest”, rozumicie.

Druga droga wymaga pewnych predyspozycji i jednak elementarnej umiejętności myślenia. Ale bez przesady. Jeśli jesteś młody i skończyłeś jakiekolwiek studia (najlepiej teologię, ale w sumie mogą być dowolne inne, włącznie z kosmetologią i perukarstwem teoretycznym – z tym że w tym drugim wypadku bez przesady z ocenami: lepsze od dostatecznych są podejrzane), to zapisujesz się do jakiejś młodzieżówki i czekasz na okazję, żeby zrobić skandal.

Nie za duży. Taki, który zainteresuje media – na przykład, w mediach społecznościowych zwymyślasz jakiegoś zasłużonego twórcę, profesora albo artystę. Jak się tym zainteresuje lokalna telewizja – wygrałeś. Od tej pory będą cię zapraszać stale.

Jedno jest ważne: musisz być „charakterystyczny”. Powiedzmy, mieć złamany nos, albo stale nosić damskie majtki w charakterze szaliczka, czy coś takiego; wiecie, o co mi chodzi. Ostatecznie może być krzywa morda.

Nie zapomnij tylko o ciągłym atakowaniu zdrajców Polski, lewaków, a w szczególności Tuska. Wchodząc do studia telewizyjnego, koniecznie się przeżegnaj, ale tak, żeby kamera uchwyciła.

Pół roku takiego działania i zrobią cię radnym. Drugie pół i jesteś wiceministrem. Nic się nie martw, że te posady na ogół są zajęte; jak będzie trzeba, powołamy nowe stanowisko albo podzielimy jakieś ministerstwo i będzie git.

14.11.2021

Dziś to już nie jest upust żółci, tylko siarczyste splunięcie bardzo brzydko pachnącą plwociną.

Otóż pewien osobnik, będący – horrendum! – doradcą prezydenta ośmielił się publicznie napisać o warszawskich powstankach, że są to „archeocelebrytki”, zaś prowadzący rozmowę z nimi jeden z najwybitniejszych naszych dziennikarzy, Piotr Kraśko, to – zdaniem owego smutnego jałopa — „kretyn”.

Po czymś takim facet powinien w ciągu paru minut wylecieć na zbity chamski pysk z roboty.

Nic takiego się oczywiście nie stało. Pan prezydent dostał szansę przyzwoitego zachowania; nie skorzystał.

Proszę mnie nie pytać o mój stosunek do głowy państwa, bo nie chcę kłamać, a nie mam zamiaru się narażać.

Rada dla młodszych: póki nie ma kłopotu z wyjazdami zagranicznymi – i macie szanse – korzystajcie. Przemyślcie to poważnie. Ten kraj na was nie zasługuje. Tu już chyba nic nie zdziałacie i do niczego nie dojdziecie; no, chyba że ktoś rozważa słynną „emigrację wewnętrzną” lub skurwienie się absolutne jako ewentualność.

Oczywiście zapomniałem dodać: za wszystkim z tyłu stoi zły człowiek: Kaczyński.

13.11.2021

Nadal myślę o przebiegu 11 listopada i o tym, co stało się w Kaliszu – bo to jest gigantyczny skandal, który się tak łatwo nie skończy. To nie były tam żadne obchody Święta Niepodległości, tylko najzwyczajniejszy przedpogromowy spęd czarnej faszystowskiej antysemickiej hołoty, plugawej bandy jełopów.

Nie jestem w stanie pojąć, czemu władze miasta i prokurator nie zamknęły tej demonstracji natychmiast. A jej organizatorzy powinni być z miejsca zatrzymani i w areszcie oczekiwać na rozprawę.

Pan prezydent Kalisza mówi dziś, że on był przeciw, ale bał się rozruchów i wybrał – a jakże – „mniejsze zło”. Bo by były rozruchy.

Ładnie ocenia swoich współobywateli, nie ma co. Wybrał większe: kompromitację swojego miasta i kraju na całym świecie.

Niezmywalną. Ale pewno nie stracił głosów…

Oczywiście, łatwiej i zapewne przyjemniej jest lać pałką kobiety niż wściekłych napakowanych chuliganów. Ci mogą oddać. Czy dlatego policja nie interweniowała sama z siebie, jeśli już władze miasta zachowały się jak Piłat?

Sprawa – zdaje się – jest na tyle głośna, że trzeba będzie jednak coś z tym zrobić. Pan Kamiński będzie mianowicie rozmawiał z prokuratorem krajowym; może nawet razem kawkę wypiją albo i służbowy koniaczek. Pewno po przesłuchaniu głównego organizatora tej imprezy, jakiegoś czwartorzędnego niewyżytego aktorzyny, którego nazwiska w żaden sposób nie zapamiętam, okaże się, że to był tylko performans albo eksperyment socjologiczny. I panu aktorzynie zrobi się niu, niu paluszkiem, żeby tak więcej nie postępował. Bo to brzydko.

A wszystko zaczęło się od tego, że Kaczyński to zły człowiek. Choćbyście mówili, że mam obsesję, będę przy tym obstawał.

Inna rzecz, że on krew z krwi i kość z kości…

12.11.2021

Kaczyński zaprosił do Warszawy wielu europejskich konserwatywnych przywódców, aby „rozmawiać o przyszłości Europy” i aktualnych trendach politycznych w Unii Europejskiej. Zaprosił m.in. przewodniczącą Braci Włochów Giorgię Meloni, przewodniczącego hiszpańskiego Vox Santiago Abascala, przewodniczącego Fideszu Viktora Orbana oraz przewodniczącego Ligi Matteo Salviniego.

Cóż z tego dla nas, ludu pracującego miast i wsi – wynika? Nic specjalnego, jak sądzę. Poza wiedzą, że człowiek najwyraźniej nie jest usatysfakcjonowany władzą absolutną w Polsce. Mało mu tego, chce przewodzić faszyzującym populistom całej Europy. A potem może i świata? Cóż, każdemu wolno marzyć. Dla większości paranoików niebo jest granicą…

Kłopot dodatkowy w tym, że tego typu marzenia mają zdaje się wszyscy zaproszeni do Warszawy fuehrerzy i kandydaci, więc poza zbiorowym puszczaniem bąkiewiczów i wydymaniem biustów niczego się nie spodziewam. Jest jednak – i to chyba nieprzesadnie daleko – ktoś, kto troszkę zebranych w pewnym momencie połechta, da im jakieś frukta do dyspozycji – i to on okaże się tym najważniejszym. Jeśli powiem, że jego nazwisko zaczyna się na literę P, to chyba się nie pomylę.

Dość jednak na dziś o polityce, bo zwymiotuję. I o Kaczyńskim – że złym człowiekiem jest – wspomnę już tylko marginalnie, za dużo o typie było powyżej. Chwatit.

Kilka słów o czymś, czego w zasadzie też bardzo nie lubię, tj. o cyrku, zwanym sportem zawodowym. A konkretnie o tenisie, który z tego nielubienia wyłączam, i o Idze Świątek, którą – wyjątkowo – cenię i lubię bynajmniej nie dlatego przy tym, że jest Polką – tylko dlatego, że jest młodą sympatyczną i zawziętą kobietą, która nieźle namieszała w tym światku profesjonalistów. Otóż ostatni mecz – i pierwszy wśród mistrzyń – zagrała fatalnie; co gorsza, przegrawszy, rozbeczała się jak dziecko. Po raz kolejny.

Domyślam się, że obecnym sporo zawdzięcza – ale w poważnej robocie sentymenty się wyłącza. No, chyba że jej specjalnie nie zależy na wielkiej karierze; oczywiście, ma takie prawo i jeśli powie sobie, że w końcu chodzi o zabawę – to pierwszy dam brawo. Ale chyba tak nie jest, bo inaczej skąd te emocje?

Więc – zimno i bez litości.

Znaczy to, że jest źle przygotowana psychicznie. To zaś znaczy z kolei, że nie bacząc na sympatie osobiste czy przyjaźnie powinna zmienić natychmiast trenera i psychologa.

Z koleżankami można pójść na zakupy ciuchów i na kawę, niekoniecznie trzeba je utrzymywać.

A, i stylistę bym zmienił (lub zatrudnił). W krótkich włosach trochę zakrywających wysokie czoło byłoby o wiele ciekawiej. No i te szlafroki, w których się pani czasem pokazuje, pełniące obowiązki wizytowej sukni – nie mają wdzięku.

Sorry, to wszystko z sympatii.

11.11.2021

Spokojnie jednym okiem oglądałem dzisiejsze wydarzenia. Refleksją napełniają raczej niezbyt wesołą: masowość tego marszu nie podlega dyskusji; a to oznacza, że sprawy poszły w bardzo złym kierunku.

I daleko zaszły, nie oszukujmy się. Nie wiem, czy sobie z tym rozsądni ludzie poradzą w jakimś sensownym czasie. Dodawszy te masy do urzędowego i kościółkowego wsparcia…

Czarno to widzę. Długi marsz nas czeka, nastawiony zresztą głównie na edukację; a to nie jest łatwa droga.

Ewentualnym prawnukom Czytelników życzę miłego pobytu tutaj; mam jednak nadzieję, że miejscem ich urodzin i życia będzie na wszelki wypadek cywilizowana część świata, jeśli jeszcze jakaś zostanie. Tu, nad Wisłą, wszystko wydaje się potwierdzać, że pomysł z państwami narodowymi był od samego początku chybiony. Żeby nie powiedzieć: groźnie kretyński.

Coś mi się zdaje, że jako Europa spieprzyliśmy dokumentnie początek ubiegłego wieku. Można było ten świat urządzić inaczej. Choć to możliwość czysto teoretyczna.

Starannie przyjrzałem się też szopie, odegranej na pl. Piłsudskiego. Nie umiem sobie odpowiedzieć na pytanie – czy ten człowiek wierzy rzeczywiście w to, że jego działania mają jakikolwiek sens i sprawczość, czy też jest jednak na tyle inteligentny, żeby wiedzieć, że tylko odgrywa napisaną dla niego rolę kukiełki, która ma znaczenie czysto propagandowe?

Skłonny jestem do wyboru pierwszej możliwości. A jakim jest fatalnym aktorem! Ta broda do przodu, ten fałszywie modulowany głos, te spojrzenia podczas przemowy – w prawo, w lewo i niewielka pauza… Ogromnie to wszystko – rzekłbym – powiatowe. Co najwyżej.

No i tak – ja wiem, że tzw. ludzie Kościoła mają, zdaje się, obowiązek „dawania świadectwa”, czyli podkreślania przy każdej okazji swojej religijności. Z upodobaniem czynią to zwłaszcza rozmaite celebrytki czy ekscelebrytki; w ich wypadku rozumiem, że są to działania ochronne dla własnej kariery. Ale w wypadku pana, o którym dziś piszę? Przecież on już kończy bieg zawodowo i publicznie; za niewiele miesięcy będzie tylko „byłym”, a to najgorsza rola, jaką sobie można wyobrazić w jego sytuacji.

A w to, że jest faktycznie głęboko religijny – jakoś nie jestem w stanie uwierzyć. Jak zresztą w żadne jego słowo, apel czy inną wypowiedź.

Natomiast autor, czy może tylko pomysłodawca tych patetycznych przedstawień – czyli Kaczyński – jest bardzo złym człowiekiem, a jego twórczość w interesującej nas – niestety – dziedzinie wypada nazwać polityczną pornografią. Dosyć marną w sumie. Tyle że trafioną w potrzeby rynku.

10.11.2021

Mało ciekawy dzień, pesymistyczny w sumie.

Rozegranie sprawy Marszu Narodowego mocno irytujące: znaleźli sposób, żeby ominąć sądy i niemal całe prawo. Co prawda, za cenę utraty twarzy – ale niewysoka to cena, biorąc pod uwagę, że u nas od dawna niczego podobnego do twarzy nie mają, a dla faszystów jest to kolejny sukces. „14” zrobiła słusznie, że się wycofała.

W ogóle zaczniemy chyba żyć oddzielnie.

Nakłada się na to komplikująca się sytuacja na granicy. Wczoraj na ten temat obradował sejm – i powiem wprost: wszyscy mówcy, których wysłuchałem, mnie rozczarowali. Silni, zwarci, gotowi i nie oddamy naszego rozporka…

Nie wykluczam, że ktoś powiedział coś sensownego – ale w końcu trudno siedzieć pół dnia i słuchać narodowo-patriotycznego zatroskanego bełkotu, żeby wyłonić jakąś ewentualną perełkę. Ale nie mam wątpliwości, że jeśli ktoś coś takiego dostrzegł i usłyszał – to poinformuje w komentarzu.

Na dodatek robi się dość ponura sytuacja z pandemią. Liczba zarażonych skoczyła dziś dość gwałtownie – a władza swoje: nie przewidujemy obostrzeń. Zaś na przykładzie stosunku do Marszu Niepodległości mamy jak na dłoni obraz oficjalnej hipokryzji: demonstracje kobiet stanowiły „znaczne niebezpieczeństwo” a tu „radosne patriotyczne święto polskich rodzin”. Czytaj: wasze zdrowie, kochani rodacy, mamy w tej… no, na d literę.

Wreszcie – ujawniono kolejne dokumenty z afery mailowej. Tu muszę przyznać, że zastosowana przez władze taktyka „nie będziemy niczego potwierdzali ani zaprzeczali, żeby nie robić wrogowi na rękę”, jest tak łamiąco idiotyczna, że aż … skuteczna.

Dziś obejrzałem dokumenty wojskowe, zawierające dane, za których ujawnienie przed laty autor przecieku miałby zagwarantowany dłuższy urlop od życia prywatnego w odpowiednim państwowym zakładzie: strukturę jednostek wojskowych i dane personalne oficerów, zajmujących kluczowe dla obronności stanowiska.

I … nic. Niewiarygodne.

Rozumiem, że kontrwywiad jest w całości zamknięty z powodu, że nieczynny albo oddany do zabawy harcerzom; to ostatnie, z uwagi na karierę druha Dworczyka i jego przyjaciół wydaje się nawet dość prawdopodobne.

Nie powiem, jak bym to wszystko nazwał. Nie dlatego, żebym był jakiś świętoszkowaty, ale nie mogę znaleźć w swoim słowniku niczego odpowiednio obraźliwego i oryginalnego. Niech więc każdy doda tu jakieś własne określenie.

Znałem przed laty uroczą zupełnie dziewczynę, która w momencie ciężkiego wkurzenia wyrzucała z siebie długą serię bardzo wymyślnych przekleństw. Robiła to z szybkością karabinu maszynowego, kończyła zaś ładnym dygiem i uśmiechem. Romka, żyjesz?

Ale jedno należy powiedzieć: Kaczyński to zły człowiek. Zastanawia mnie jego stan zdrowia: wczoraj z uwagi na słabość nie był w sejmie, by dziś dziarsko się udać na miesięcznicę. Ciekawe, ale niech się nad tym zastanawiają nasi domowi kremlinolodzy vel pisoznawcy.10 listopada. Miesięcznica, tfu.

9.11.2021

Dzisiaj państwo, w którym mieszkam, zrezygnowało ze mnie. Otwartym kodem, uznając marsz faszystów za „państwowy”, wypisało mnie z tej instytucji.

Oświadczam, że nie czuję w stosunku do niej już żadnych zobowiązań sentymentalnych.

Oczywiście, nie mam zamiaru rezygnować z należnych mi praw obywatelskich; oczywiście, że nadal będę przechodzić przez ulicę w miejscach wyznaczonych, płacić podatki itp. Ale na żadne sentymenty z mojej strony proszę już nie liczyć. Sympatia do polskiej państwowości jest u mnie ostatecznie zakończona. The end.

Game over.

Naturalnie wiem, że jest to deklaracja bez znaczenia, czysto symboliczna. Ale proszę mi nie pieprzyć od dziś o wierzbach płaczących, urokach schabowego, pałającej dzięcielinie i różnych takich. Wyłącznie splunę.

Może zechce mi się zmienić zdanie, kiedy państwo zmieni obecną władzę na coś choćby trochę bardziej cywilizowanego. Ale nie ręczę; ewentualne nowe władze będą się musiały usilnie starać, żebym je zaakceptował. O żadnym zaufaniu „z góry” nie ma mowy.

Wiele lat temu – powiem dokładniej, w okolicach Marca 1968 roku – gorzko żartowaliśmy w gronie przyjaciół, że polityczny powrót do wczesnego XIX wieku wcale nie byłby taki przykry; byleby trafić do zaboru austriackiego. Inny paskudnie niepatriotyczny bon mot z tamtego czasu brzmiał „rozwiązać to państwo, dopóki nie jest za późno”.

Obawiam się, że już nie ma mowy o żartach.

8.11.2021

Ponury dzień.

Tłumy uchodźców (nie lubię słowa „migrant”; kto uchodzi z własnego kraju, bez względu na powód tej decyzji, jest uchodźcą – i tyle) pędzone przez ludzi Łukaszenki zmierzają z Białorusi w kierunku granicy Polski.

Zupełnie nie wiem, co z tym należy robić. Pierwsza myśl – wpuścić, dokonać selekcji, kogo trzeba zawrócić, innym dać azyl – jest pociągająca, ale jawnie bez sensu: Łukaszenka podeśle następną porcję, potem kolejną. Tak problemu się nie rozwiąże.

Użycie siły w jakiejkolwiek formie – odpada. Nie do przyjęcia.

Wbrew buńczucznym oświadczeniom rzeczników, że „nasze siły są wystarczające” – sądzę, że byłoby rozsądne zwrócenie się o pomoc do Unii i do NATO. Co najmniej zdjęłoby to z Polski część odpowiedzialności za możliwy rozwój wydarzeń. A może i rozwiązałoby problem? Może przy odpowiedniej koordynacji poczynań międzynarodowych dałoby się w skali globu uziemić samoloty Łukaszenki i uniemożliwić mu kontynuowanie procederu? Może dałoby się doprowadzić do całkowitej blokady ekonomicznej i transportowej Białorusi? Wprawdzie Rosja ich zawsze wesprze i taka blokada nie byłaby w pełni skuteczna – ale zawsze kłopotliwa.

Nie wiem. Potwornie trudna sprawa.

Wiem jedno: w wąskim gronie pisowskich decydentów nie załatwią ani nie rozwiążą niczego. Najwyżej będą biadolić i wydawać łzawo-patriotyczne oświadczenia.

W kraju rozwija się sprawa Marszu Niepodległości, imprezy, której serdecznie nienawidzę. Dziś sąd apelacyjny odmówił żądaniu Ziobry i nie zarządził zakazu przeszkadzania Bąkiewiczowi do czasu ostatecznego orzeczenia Sądu Najwyższego; oznacza to kolejny krok w dobrą stronę, ale sprawy ostatecznie nie rozwiązuje. Zresztą Bąkiewicz musi spuścić swoje psy z łańcucha tak czy tak – bo inaczej straci twarz w oczach kumpli i będzie po nim. Pewno ostatecznie spróbuje zmienić nieco im trasę, ale to też będzie ustępstwo – w oczach faszystów rzecz niewybaczalna. Będę czekał.

Jeszcze 3 dni.

W dodatku dziś kolejny wyrok sądu europejskiego stwierdza bez ogródek, że Izba Dyscyplinarna nie istnieje. Pan Zbyszek cały purpurowy z wściekłości coś tam o tym wybełkotał i szybciutko zakończył konferencję prasową. Jak to on. Złe dni ma, to pewne.

Przy okazji uwaga techniczna do wszystkich organizatorów konferencji prasowych ze wszystkich stron: a nauczcież wy się, gołąbki, że pytanie dziennikarza jest tak samo ważne, jak odpowiedź indagowanego (a czasami dopiero wraz z pytaniem pojawia się tej odpowiedzi sens) – i zadbajcie o to, by porządny mikrofon krążył po sali z rąk do rąk, albo nakażcie pytającym podchodzić do niego. Stan obecny to czyste amatorstwo. To elementarne, Watsonie.

I niezmiennie: każdy dzień, każda godzina, minuta i sekunda potwierdzają: Kaczyński jest z gruntu złym człowiekiem.

7.11.2021

Pan Zybertowicz jednak otrzyma tytuł profesora „belwederskiego”.

Czemu otrzyma, skoro Centralna Komisja do spraw Stopni i Tytułów uznała, że się mu ten tytuł nie należy? A no bo po to mamy naszą Radę Doskonałości Naukowej, żeby decyzje, które są nam nie na rękę – prostowała.

W sumie banał.

A motywacja? Miażdżąca dla recenzentów z CKST: bo „ich recenzje nie powinny być przyjęte”.

W sumie jest to dość śmieszne. Tylko współczuję uczonym, którzy zjawią się wraz z Zybertowiczem w Pałacu Prezydenckim, by odebrać stosowne dokumenty i uścisnąć rękę Głowy Państwa. Niezręczna sytuacja będzie.

Ale życie naukowe w ogóle kwitnie. Obatel Ryszard Czarnecki otrzymał od jakiejś niespecjalnie znanej uczelni w Uzbekistanie tytuł doktora honoris causa. Stosowne zdjęcie w dziwnym nakryciu głowy i oryginalnym szaliczku zostało z triumfem przez prawicowe media powielone. Złośliwi coś mówią co prawda o niezbyt wysokiej cenie, jakie ta uczelnia bierze za rozmaite dyplomy, ale zostawmy niegodne pomówienia. Ciekawe tylko, czy nowy dr h.c. wziął zwrot za delegację na uroczystość odbioru dyplomu, rozliczając samolot, czy może samochód sąsiada?

Swoją drogą, można było sobie wybrać nieco bardziej prestiżową „destynację”, jak to teraz ukochały mówić nasz domowe półgłówki od reklam. Był czas, kiedy miesięcznie otrzymywałem z samych USA po kilka ofert nabycia bez zbędnych formalności i jakichś głupich egzaminów za całkiem niewygórowane pieniądze – raptem około 100 dolców – tytułu „prawdziwego” doktora, nie tam żadnego h.c. Zdarzały się i propozycje członkostwa w różnych akademiach nauk. Ponieważ z lenistwa nie reflektowałem, więc dali sobie spokój (że oferty przychodziły od nieistniejących placówek i dotyczyły nieistniejących specjalności naukowych – to inna sprawa; ale jakie były piękne nazwy!).

Nie śmiem przypuszczać, że świeżo upieczony h.c. brał pod uwagę, że wzięcie delegacji samochodowej przez Atlantyk – to jednak byłaby przesada.

Trend rozwoju polskiej nauki jest w sumie coraz wyraźniej widoczny. Odpowiednio przerobiliśmy tabele punktów, przyznawanych uczonym za publikacje w czasopismach naukowych, nieco tylko faworyzując te przykościółkowe, uznaliśmy za naukowe rozmaite wydawnictwa diecezjalne – i hop, już mamy potęgę naukową nad Wisłą. No – nie w fizyce, matematyce czy innej biologii, ale w teologii stosowanej; od czegoś jednak trzeba przecież zacząć? Następnie będzie relikwiologia ze szczególnym uwzględnieniem JaPy Dwójki, potem kosmetologia kościelna i medytacje katolickie.

Z pozostałymi nie będzie problemu, bo wszyscy matematycy będą zdradziecko siedzieć w jakimś Stanfordzie, fizycy na ten przykład w Dublinie, biochemików znajdziemy w RPA i będzie spokój.

Boję się tylko trochę, że zanim sytuacja się unormuję, to się wyrzygam.

A Kaczyński, który za tym wszystkim stoi (bo przecież nikt nie myśli, że taki – dajmy na to – Czarnek ośmiela się cokolwiek zrobić na własną rękę) jest bardzo złym człowiekiem.

6.11.2021

Internet rozgrzał się do białości.

Niejaki Terlecki, ten sam co haniebnie zlustrował własnego ojca, nazwał kobietę, która chciała mu powiedzieć, że nie zgadza się z jego partia i jej polityką – kretynką.

Niebo się zatrzęsło. Jakże to tak?

A przecież – czego się można spodziewać po tym indywiduum? Że porozmawia? Przecież to nie umie mówić jak człowiek. To jest wzdęte swoją wspaniałością wewnętrzną i głęboko w sobie zakochane. I tak dobrze, że nie wyjął z kieszeni kastetu i nie walnął baby po oczach; więc o co chodzi?

Poza tym facet idealnie wpisuje się w normę obyczajową swojej szajki; pamiętacie „spieprzaj, dziadu” i „zdradzieckie mordy”? Oni tak mają. I to nie jest kwestia genetyki, nie o pochodzenie z jakichś koszmarnych nizin społecznych tu chodzi, często przecież przeciwnie. To po prostu taki automat mentalny cynika: oni wiedzą, że chamstwo i prostactwo to jest to, czego chcą i oczekują ich wyborcy.

Więc lecą po całości. W ogóle bez namysłu. Bo to działa. Kierowca, zmieniając biegi, też się nad tym nie zastanawia.

Ale przecież oni nie są – przynajmniej nie wszyscy – zupełnymi kretynami. Muszą wiedzieć, że takie postępowanie wyrzuca ich poza margines, że się automatycznie wypisują ze zbioru ludzi przyzwoitych. Nie mówiąc o inteligencji jako warstwie. Zatem robią to celowo.

Rządzą dla menela i kibola i robią to metodami kibolskimi. Z premedytacją.

Z pewnością ten obyczaj proletariatu umysłowego i moralnego ludowi – przynajmniej temu nadwiślańskiemu – się podoba. Wyniki wyborów mówią, że takich jest „na ten moment” wielu.

Ja nimi gardzę. Bez względu na ich przewagę ilościową.

A poza tym głęboko wierzę, że większość z reguły nie ma racji.

Że to podważa zwyczajowe pojmowanie demokracji? Nic na to nie poradzę. „Tak myślę i inaczej nie mogę” – powiedział przed laty facet w sumie też dość niesympatyczny, ale niegłupi.

A Kaczyński jest złym człowiekiem i to on za tym wszystkim stoi. Miejmy nadzieję, że kiedyś usiądzie.

5.11.2021

Wiele lat temu wielki matematyk i genialny kpiarz, prof. Hugo Steinhaus powiedział, że matematyk – to taki człowiek, który potrafi zrobić wszystko, co umie ktokolwiek inny – tylko zrobi to lepiej i szybciej. Oczywiście, na „moim” wydziale – wówczas Matematyki, Fizyki i Chemii UW – wzbudziło to żywy entuzjazm i spotkało się z absolutnym zrozumieniem.

Minęło blisko siedemdziesiąt lat – i mogę się pokusić o kolejny dowód geniuszu Steinhausa. Faktycznie, matematyk potrafi lepiej od innych wszystko.

Wygłupić się także.

Otóż pan wicepremier Kowalczyk – imaginujcie sobie – podobnie jak ja ukończył studia matematyczne. Kariery naukowej wprawdzie wielkiej nie zrobił – w matematyce ograniczyła się ona do nauczania w Zespole Szkół Rolniczych w Gołądkowie, niewielkiej wsi w powiecie pułtuskim woj. Mazowieckiego – ale zawsze. Matematyk.

No i pan wicepremier z łagodnym uśmiechem na ustach (nie chcę nawet mówić, z jaką cechą intelektu ten uśmiech mi się kojarzy) wziął i wytłumaczył nam, że jak inflacja wynosi 6%, zaś zarobki wzrosną o 20%, to jesteśmy do przodu o 14%.

Przełóżmy to sobie na kompot, dla przykładu. Dajmy na to – z jabłek i gruszek. Jabłka teraz tanieją o 6%, gruszki drożeją o 20%. Efekt – kompot będzie droższy o 14%, prawda?

Każdy powie, że to bez sensu. Procenty dotyczą trzech różnych rzeczy i podobne ich sumowanie jest czystym absurdem. Ale – matematyk powiedział.

Okropnie musiał spaść na moim wydziale poziom nauczania akurat w tym roku 1980, kiedy to pan Kowalczyk robił dyplom. Coś się w Polsce chyba wtedy działo, więc może młodsi koledzy się trochę zagapili.

Skoro mowa o geniuszach i wręcz przeciwnie. Błysnął również intelektem pan Janusz Kowalski, który zapowiedział na rok 2027 referendum w sprawie wyjścia Polski z Unii Europejskiej, co ma być dotkliwym uderzeniem w gospodarkę … Niemiec.

Dość trudno to skomentować tak, żeby nie podpaść pod jakiś paragraf za obrazę. Spróbuję takiej metody: jeden z nas dwóch – mam na myśli pana Kowalskiego i mnie – jest bez wątpienia skończonym idiotą. Który – niech to ocenią czytelnicy tych słów; z góry oświadczam, że werdykt niepomyślny dla mnie przyjmę z pokorą i zrozumieniem.

I na koniec dzisiejszych rozważań informacja optymistyczna: moi kochani Czesi znów masowo ruszyli do punktów szczepień na koronawirusa. Spowodował to fakt, że bary i restauracje zaczęły sprawdzać u klientów przy wejściu certyfikaty COVID. Liczba chętnych do zaszczepienia się ponownie rośnie.

No i mamy gotowy pomysł dla Matołuszka, który tak się wraz ze swoim szefem boi wprowadzać w Polsce jakiekolwiek restrykcje – i w efekcie pandemia zaczyna u nas dawać skutki niemiłe, a pogłowie wyborców PiS i Konfederacji może się niebezpiecznie zmniejszyć.

Dodajmy do każdego szczepienia premię w postaci sety, może być z ogórkiem.

Oczywiście, kolejki zakłócą nieco ruch drogowy, ale to drobiazg. Elektorat zostanie uratowany.

A Kaczyński to bardzo zły człowiek. I nie tylko on.

4.11.2021

Dzisiaj – radość. Bardzo nieładna, bo z cudzego niepowodzenia; cóż, nikt z nas nie jest doskonały i państwa ulubiony komentator też nie wszystkim dobrze życzy. Trudno, taka wredota.

Cieszę się więc – jak to lubią mawiać czynniki oficjalne – na dwie okoliczności.

Jedna to ta, że Ojczyzna Nasza Przenajświętsza – a konkretnie jej władcy – dostała zdrowe manto od Kongresu USA. Padły nawet sugestie wywalenia Polski z NATO i zaprzestania finansowania pobytu w Polsce żołnierzy USA. Ostro było.

I jakoś prawicowi komentatorzy nabrali wody w usta. Zatkało ich. Ale kompletnie: nic nie było, nic się nie zdarzyło. Cisza w ichnich mediach. Pewno jeszcze nie ma instrukcji od nadprezesa – co z tym fantem zrobić.

Trudno tu będzie wykręcić kota ogonem. Jak się nie ustawisz – dupa z tyłu…

Bardzo dobrze.

Druga dobra wiadomość, to informacja, że adwokaci Giertych i Dubois skierowali do Trybunału Sprawiedliwości w Hadze akt oskarżenia przeciw Ziobrze i jego prawej ręce, Świeczkowskiemu zwanemu „Godzilla”. TS – wbrew mniemaniu laików – nie jest tylko od sądzenia zbrodni wojennych. Pod jego jurysdykcję podpadają także zbrodnie przeciw ludzkości; i skarżący uważają, że do tego rodzaju przestępstw należy na przykład lubiana w Polsce technika „aresztu wydobywczego”, kiedy to trzyma się delikwenta bez sądu tak długo, aż zmięknie i zezna to, czego śledczy sobie życzą. I parę innych działań nękających, w rodzaju wywożenia niemiłych władzy ludzi za miasto, żeby sobie pospacerowali te głupie 50 km…

Przyznam, że od dawna tego typu pomysł chodził mi po głowie, tylko – jako laik prawny – nie miałem pojęcia kto i jak może coś takiego naszej kochanej władzuchnie wyciąć. A także – czy to w ogóle jest możliwe. No i sprawa się wyjaśniła. Ku mojemu wielkiemu usatysfakcjonowaniu.

Powiecie: jeszcze nie wiadomo, czy i kiedy TS sprawę podejmie. Fakt, ale raczej podejmie – bo inaczej informacja o tym nie zostałaby przecież upubliczniona. A kiedy podejmie, to może obu panów wezwać przed swoje oblicze na przesłuchanie; jeśli odmówią, nakazać ich doprowadzenie siłą. Byłby widoczek… Rozmarzyłem się.

Powiecie – a kto by miał tej siły użyć, bo chyba nie ludzie pana Kamińskiego? Też się takiej akcji nie spodziewam, ale wówczas mamy powód do wystawienia europejskiego nakazu aresztowania; i proszę sobie z czymś takim na karku pojechać gdzieś na wyraj, na ten przykład do Włoch…

A zlekceważenie takiego nakazu to już bardzo poważna sprawa.

Może być przykro.

I, jak sądzę, parę osób trochę inteligentniejszych od słoika musztardy (wbrew pozorom, wśród sprawujących władzę takie się chyba zdarzają, choć tak w tej chwili nazwiskiem nie rzucę) zacznie troszkę myśleć. I się bać. Bo zabawa może zatoczyć szersze kręgi i nie skończyć się na dwóch typasach.

No to mam zrobiony dzień, jak to mówią.

A ten, no… wiecie, jak mu tam, Kaczyński to zły człowiek. Ciekawe – co on o tym wszystkim myśli. I jak widzi swoje miejsce.

3.11.2021

W sumie to cisza przed burzą.

Dziś nieomal uśpił mnie Glapiński, który – wielokrotnie się powtarzając – tłumaczył mi, że NBP jest najlepszym bankiem świata i że nikt lepiej od niego nie panuje nad sytuacją gospodarczą świata. Mówił i mówił, lał wodę i słodził; coś mi się wydaje, że przed kimś (przed kim, koteczku?) musiał się wytłumaczyć z tego zaliczenia go do trójki najgorszych szefów banków centralnych w Europie…

Więc wygłosił wykład pod tytułem „byczo jest, a ja jestem genialny”.

Przypominam sobie rozmowę sprzed wielu lat z pewnym naszym – dziś już nieżyjącym – wybitnym ekonomistą, kolegą Glapińskiego z uczelni. Kiedy stało się jasne, że przed tym ostatnim otwiera się jakaś kariera polityczna, pan profesor powiedział mi: zobaczysz, ten bubek zajdzie wysoko, bo bajerować potrafi jak rzadko kto i jest bezczelny. I to będzie katastrofa dla wielu; oby nie dla państwa.

Wykrakałeś, profesorze. No i teraz pozostaje nam zgadywać: inflacja w styczniu będzie 8% czy więcej?

A poza tym pozorny spokój. Jakieś niewielkie w sumie demonstracje w związku z aborcją, jakieś przygotowania do 11 listopada… Tego dnia będzie się działo, niewątpliwie. Bardzo mnie interesuje postawa policji: miasto zapowiada, że jedynym legalnym zgromadzeniem będzie to zorganizowane przez Wielką Czternastkę; zatem to ono powinno być ochraniane, a usiłujący je zakłócić powinni być siarczyście spałowani. Czy nacjonaliści i policja pójdą na tę konfrontację? Jak ją rozegrają?

Powracając do aborcji. Co zapowiada nadanie w Sejmie numeru projektowi kolejnej ustawy, która ma kompletnie ją w gruncie rzeczy zdelegalizować i penalizować gorzej niż zabójstwo? Czemu Kaczyński wyraźnie idzie na zwarcie właśnie teraz? Czyżby czuł, że jeśli nie doprowadzi do potężnych awantur ulicznych – to straci kontrolę nad sytuacją? I czemu sprawa konfliktu wobec Izby Dyscyplinarnej jest najwyraźniej odsuwana? Czyżby w rządzącej prawicy zakotłowało się w tych sprawach tak, że trzeba ujawnić konflikty w innym miejscu, mniej dla sojuszników kontrowersyjnym?

Wiadomo jedno: z całą pewnością nie liczy się tu dobro publiczne. Grają z nami w brudną grę. W którą wcale nie chcemy grać. Najlepiej by było, gdyby sami się naparzali po ryjach miedzy sobą.

Ale chyba się nie da. Może być zatem ciekawie.

Jednak – słowo daję – wolę dobrą książkę. Thrillerów na mieście nie znoszę.

I – cholera – ciągle zapominam, że Kaczyński jest bardzo złym człowiekiem. Wprawdzie nie nowina, ale powtarzać trzeba.

2.11.2021

Dużo żółci dzisiaj nie uleję. Nie dlatego, żeby nie było na co – bo weźmy chociaż sprawę tej kobiety zmarłej na sepsę wywołaną umierającą ciążą…

Ale nie. To nie jest powód do ulewania żółci ani do żadnych kpinek. Mamy do czynienia z sankcjonowanym zbrodniczym prawem zabójstwem, którego praprzyczyną jest fanatyzm ultrakatolików. W chwili, w której autorzy obowiązującego dziś okrutnego prawa chcą je jeszcze bardziej zaostrzyć – nie miejsce już na żadną dyskusję.

Nie wiem, czy po tym, co się stało i co zagraża jeszcze w ogóle wolno rozmawiać z nimi o czymkolwiek.

Mam cień nadziei, że ta idiotyczna śmierć młodej kobiety komuś jednak otworzy oczy. Choć ostatnie poczynania polskiego ludu jako całości nie napawają optymizmem.

Co powiedziawszy – wyjaśniam, dlaczego dziś tak krótko. Otóż mnóstwo czasu i energii zajęła mi trzecia porcja szczepionki. Miałem nadzieję, że to potrwa szybciutko – ale założenie przez organizatorów szczepień, że na osobę zajmą one po 5 minut i formalne ułożenie w ten sposób zapisów skończyło się tym, czym musiało: jedna pani się zagapiła i spóźniła, jeden pan przyszedł 30 minut przed wyznaczonym terminem i musiał wejść natychmiast, inna pani wparowała siła poza kolejką „bo ja miałam termin na wczoraj”…

Słowem, burdel się zrobił totalny. Że zaś nie jestem formalistą, więc zapamiętawszy panią, która wypełniała ankiety bezpośrednio przede mną – wszedłem po prostu po niej. Z czterdziestominutowym tylko opóźnieniem w stosunku do harmonogramu.

Ale ma to i dobrą stronę: była kolejka – a jak wychodziłem jeszcze dłuższa – więc ludzie się szczepią. I wszyscy mieli maseczki, nawet prawidłowo nałożone. A po drodze w autobusie zobaczyłem tylko dwóch młodych idiotów bez maseczek. Jednemu powiedziałem, że jego osobistą sprawą jest, jak zdechnie, bo będzie jednego bałwana mniej i szkoda społeczna żadna, tylko czemu naraża swoim skretynieniem tylu ludzi?

Coś zabulgotał.

Durniów nie znoszę prawie tak samo, jak tych… No, wiecie.

A Kaczyński – nie nowość! – to zły człowiek.

1.11.2021

Drodzy przyjaciele – inteligenci, półinteligenci i ćwierćinteligenci! Jak sądzicie, co dziś najbardziej interesuje rodaków?

[…]

Tu była chwila na zastanowienie.

Nie, nie wydarzenia na granicy z Białorusią. I nie bój o polskie sądy. Ani nawet pędząca coraz szybciej inflacja. Oczywiście – nie pandemia, przecież żadnych wirusów w ogóle nie ma. Nic z tych rzeczy.

Właśnie dotarł do mnie raport Google o trendach zainteresowania w Polsce w ostatnim okresie. Najczęściej zadawane przez Polaków pytanie dotyczyło … Gali U267, czyli turniejowi okrutnych i ordynarnych walk typu MMA, w których prawie wszystkie ciosy są dozwolone.

Otóż niejaki Jan Błachowicz przegrał w tym turniej w Abu Zabi z Brazylijczykiem Gloverem Teixeirą i stracił mistrzowski pas w wadze półciężkiej. Płacz był wielki. Narodowy koszmar. Nieszczęście narodowe.

Przyznam, że przed przeczytaniem tej wiadomości nie miałem zielonego pojęcia co to jest U267, ani kim jest pan Błachowicz. Teraz już wiem, ale chcę jak najszybciej zapomnieć.

Dowiaduję się też, że ogromnym zainteresowaniem w naszym ukochanym kraju (wielokrotnie przewyższającym zainteresowanie takim na ten przykład Konkursem Szopenowskim) cieszy się nowy rodzaj sportu, wymyślony podobno w Rosji i robiący teraz światową karierę; ten sport nazywa się z angielska „punchdown” i polega na tym, że dwie osoby stają naprzeciw siebie i na zmianę walą się w mordę uderzeniem, nazywanym przez pewne sfery „z liścia”. Ostatnio, ku zbiorowej ejakulacji, jeden z zawodników po otrzymanym ciosie nie wstał i zdaje się, że od paru tygodni jest w śpiączce, z marnymi widokami na odzyskanie przytomności. Co budzi żal wielki, ale i podziw dla nadzwyczaj utalentowanego zwycięzcy walki.

Oczywiście – zarówno gale MMA, jak i ten „punchdown” – to jest kolosalny biznes. Te walki są transmitowane w Internecie (a zdaje się, że i w jakichś szemranych kanałach telewizyjnych, zwanych bez sensu „sportowymi”) i za ich oglądanie trzeba bulić gotówką, i to sporą. Koszą tę gotówkę głównie organizatorzy, ale także zawodnicy. A trochę grosza wpada również panienkom, wdzięcznie i chętnie obnoszącym swoje pierwszo- i drugorzędne cechy płciowe w trakcie przerw między walkami.

Może się to państwu wydać pewną przesadą, ale na określenie jednego i drugiego procederu mam ten sam termin: to jest degeneracja. Upadek. Koszmar. Proszę wybrać odpowiednie słowo.

No to teraz powiem państwu, czym w kolejności NARUT się w ostatnim okresie interesował.

Na drugim miejscu po mordobiciu było pytanie o termin zmiany czasu, na trzecim – o zmarłego dopiero co Andrzeja Zaorskiego. A na czwartym znów coś pięknego: mecz Borussia Mönchengladbach – Bayern w piłkę kopaną.

Tacy jesteśmy.

Mam wątpliwości: czy o tej zbiorowości warto w ogóle myśleć? Walczyć o jakieś jej prawa? Czy da się tym ludziom cokolwiek wytłumaczyć bez użycia słów oficjalnie uznanych za niecenzuralne?

Tym wątpliwościom towarzyszy graniczące z pewnością przekonanie, że pan Kaczyński, negatywny bohater końcówek tych moich gryzmołów, jest z tego rozwoju sytuacji bardzo zadowolony. Taki NARUT jest przecież pięknie i łatwo sterowalny. A Kaczyński to zły człowiek, więc – co mu tam?

Bogdan Miś

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

20 komentarzy

  1. Magdalena Ostrowska 01.11.2021
  2. slawek 01.11.2021
    • Magdalena Ostrowska 02.11.2021
      • slawek 02.11.2021
        • Magdalena Ostrowska 02.11.2021
        • slawek 02.11.2021
        • Magdalena Ostrowska 03.11.2021
        • slawek 03.11.2021
  3. PIRS 03.11.2021
  4. Magdalena Ostrowska 04.11.2021
  5. slawek 05.11.2021
  6. Filip Nowakowski 08.11.2021
  7. PIRS 08.11.2021
  8. Andrzej Goryński 11.11.2021
    • Vera Raines 11.11.2021
  9. slawek 13.11.2021
  10. Adam Medyna 16.11.2021
    • slawek 17.11.2021
  11. slawek 19.11.2021
    • PIRS 20.11.2021