Sławek: Propozycja ekonomicznego rozwiązania kryzysu migracyjnego

10.11.2021

Fot. Pixabay

Wiosną i latem 2021 roku rząd białoruski wywołał kryzys migracyjny na granicach państw członkowskich Unii Europejskiej (UE), będący elementem kryzysu migracyjnego w Europie. Polega on na masowym, zorganizowanym i odpłatnym przerzucie uchodźców oraz imigrantów ekonomicznych m.in.z IrakuAfganistanu, oraz innych krajów Bliskiego Wschodu, a także Afryki, przez granicę białorusko-litewską, białorusko-łotewską, oraz białorusko-polską.

Kryzys migracyjny

„Prezydent Alaksandr Łukaszenka oraz minister spraw zewnętrznych Uładzimir Makiej przyznali, że wspieranie transgranicznego przerzutu nielegalnych imigrantów jest odpowiedzią na unijne sankcje wobec Białorusi, spowodowane sfałszowanymi wyborami prezydenckimi w 2020 r. i represjonowaniem opozycjonistów. Przerzut ludzi przez granicę dokonuje się przy aktywnej pomocy białoruskich służb granicznych.” – por.: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kryzys_migracyjny_na_granicy_Bia%C5%82orusi_z_Uni%C4%85_Europejsk%C4%85_(2021)

Wszystkie trzy kraje UE graniczące z Białorusią – Litwa, Łotwa i Polska zareagowały podobnie. Wprowadziły w swoich strefach przygranicznych stany nadzwyczajne (wyjątkowe), przystąpiły do uszczelniania granic i aktywnej obrony przed przemycaniem imigrantów na swoje terytorium przez białoruskie służby specjalne i wyspecjalizowane grupy przemytnicze.

Ze wszystkich trzech krajów unijnych, dotkniętych kryzysem migracyjnym wywołanym przez władze białoruskie, Polska wydaje się mieć największy problem, z co najmniej kilku powodów.

Po pierwsze jest krajem bezpośrednio sąsiadującym z Niemcami, a więc z państwem będącym deklarowanym celem większości migrantów.

Po drugie jest krajem mającym największe kłopoty z praworządnością, co niestety pozbawia nasz kraj znacznej części międzynarodowej wiarygodności w reakcji na kryzys migracyjny.

Po trzecie wreszcie reakcja władz polskich na ten kryzys jest, łagodnie mówiąc, najmniej racjonalna z punktu widzenia polskiej i europejskiej opinii publicznej. Ta reakcja polega na niedopuszczeniu do granicy europejskich służb granicznych Frontex, niedopuszczeniu dziennikarzy polskich i zagranicznych, niedopuszczeniu organizacji niosących pomoc humanitarną, niezaproszeniu obserwatorów zewnętrznych np. obserwatorów zagranicznych z NATO, OBWE, ONZ, etc. Reasumując utrzymywanie tej reakcji jako sprawy wewnętrznej, z dala od kontekstu międzynarodowego i bezpośredniego informowania opinii publicznej, jest dla Polski najbardziej szkodliwe.

Kryzys humanitarny

Wiemy z mediów, że taka reakcja władz pisowskich podyktowana została względami politycznej (sondażowej) popularności ugrupowań rządzących. To, co początkowo mogło przynosić pewien efekt sondażowy pośród własnego elektoratu, jest z punktu widzenia interesów Polski nieracjonalne i głęboko szkodliwe. Przedłużanie kryzysu będzie coraz bardziej kosztowne nie tylko dla Polski, ale także dla popularności rządzących. Także dlatego, że skutki i odpowiedzialność za jego przedłużanie obarczać zaczynają ugrupowanie rządzące, a ściślej mówiąc PiS i osobiście Jarosława Kaczyńskiego, a w rezultacie Polskę. Początkowy wzrost poparcia straci swój kierunek w miarę okazywania się jak nieudolna i nieracjonalna jest cała operacja graniczna. Łamanie norm prawa międzynarodowego, konwencji praw człowieka, zwłaszcza przez uchwalenie niekonstytucyjnej ustawy zezwalającej na zawracanie imigrantów, którzy nielegalnie przekroczyli granicę, nazywanej popularnie w terminologii międzynarodowej „push-back”, to wszystko systematycznie obraca się przeciw władzom pisowskim, a mówiąc szerzej – przeciw Polsce. (Procedura “push-back” to nic innego jak odsyłanie migrantów za polską granicę przez Straż Graniczną). Te skutki ogniskują się w widocznym od początku i wciąż dynamicznie narastającym kryzysie humanitarnym.

Najbardziej spektakularnymi, choć smutnymi i przerażającymi objawami tego kryzysu są głód, wyziębienie, brak higieny, choroby, a wreszcie śmierć imigrantów. Szczególnie kiedy te zjawiska odnoszą się do dzieci i młodzieży, kobiet ciężarnych, oraz kobiet w ogóle. Informacje o kolejnych zwłokach znajdowanych w Polsce, zdjęcia głodujących, brudnych i płaczących dzieci, zrozpaczonych kobiet, informacje o hospitalizowanych imigrantach to tylko część informacji docierająca do opinii publicznej spoza kordonu blokady informacyjnej, jaką wprowadziły władze pisowskie w ramach stanu wyjątkowego. Blokada informacyjna uniemożliwia poznanie rzeczywistej skali i zasięgu kryzysu humanitarnego, co skazuje opinię publiczną na domysły i plotki. Natura domysłów i plotek powoduje, że opisane zjawisko społeczne kryzysu humanitarnego jest wyolbrzymiane lub niedoszacowane.

Propozycja ekonomicznego rozwiązania kryzysu imigracyjnego i humanitarnego

W mediach pojawiają się sugerowane przez ekspertów i polityków możliwe rozwiązania kryzysu. Najczęściej przywoływane są rozwiązania polityczne i dyplomatyczne. Nie zamierzam ich omawiać ani komentować, ponieważ są one powszechnie dostępne, a ponadto się na nich nie znam, a wobec tego nie potrafię nic powiedzieć o ich realności czy skuteczności. Mogę co najwyżej, słuchając ekspertów, domniemywać, że są zarówno realne, jak i w jakimś stopniu mogą być skuteczne.

Propozycja ekonomicznego rozwiązania kryzysu wynika z informacji o jego naturze. Jeżeli prawdą jest, że władze białoruskie wywołały ten kryzys głównie z przyczyn ekonomicznych, w reakcji na sankcje ekonomiczne ze strony Unii Europejskiej, to zastosowanie rozwiązania ekonomicznego może doprowadzić do osłabienia bądź likwidacji tych przyczyn. Z tego, co wiemy z informacji udzielanych przez samych imigrantów, operacja ich przerzucania na teren UE jest odpłatna na rzecz organizatorów białoruskich, więc już na samym imporcie i przerzucaniu imigrantów władze białoruskie zarabiają pieniądze.

Zarazem ta propozycja gdyby ją zastosować umożliwiłaby natychmiastowe rozwiązanie kryzysu humanitarnego.

Propozycja ekonomicznego rozwiązania kryzysu polega na przyjmowaniu wszystkich lub tylko wybranych imigrantów i umożliwieniu im złożenia wniosków o azyl polityczny. Imigranci do czasu pozyskania informacji i rozpatrzenia wniosku azylowego pozostawaliby pod opieką państwa polskiego w ośrodkach dla imigrantów. Po rozpatrzeniu wniosków azylowych ta część emigrantów, która nie spełniałaby kryteriów uzyskania azylu, byłaby deportowana (odsyłana) do krajów pochodzenia.

Jednocześnie wszystkie koszty przyjęcia każdego emigranta byłyby od początku skrupulatnie wyliczane i potwierdzane przez niezależne instytucje monitorujące cały proces. Mógłby to być Frontex, służby celne UE, wyspecjalizowane agendy OBWE, ONZ itp. W ramach rejestracji tych kosztów zapisywano by:

  • koszty przyjęcia imigranta,
  • koszty transportu,
  • koszty zakwaterowania w ośrodku dla imigrantów,
  • koszty wyżywienia i utrzymania,
  • koszty leczenia,
  • koszty deportacji (transportu lotniczego).

Te wszystkie koszty, potwierdzone przez upoważnione ww. instytucje międzynarodowe, byłyby sumowane i powiększane o koszty poniesione przez imigranta na rzecz władz Białorusi, czyli organizatora migracji.

Tak zestawione koszty byłyby podstawą roszczeń państwa polskiego wobec państwa białoruskiego i po ewentualnym potwierdzeniu sądowym stanowiłyby nakaz zapłaty (tytuł egzekucyjny z klauzulą wykonalności).

Następnie władze polskie dokonałyby oficjalnego, zgodnego z prawem międzynarodowym, wezwania władz białoruskich do zapłaty odpowiedniej kwoty pieniędzy w terminie np. 14. dni od momentu wezwania. Po upływie tego terminu, w przypadku nieuregulowania zapłaty przez władze białoruskie władze polskie zyskałyby prawo sprzedaży tej wierzytelności. Nabywcami mogłyby być firmy polskie lub unijne – importerzy towarów z Białorusi.

Atrakcyjność handlowa takich wierzytelności sprowadzałaby się do dyskonta związanego z różnicą między wartością faktycznie poniesionych w Polsce kosztów a wysokością całości roszczenia, czyli tej sumy którą imigranci zapłacili wstępnie organizatorom białoruskim. Dla przykładu:

  • Wartość całości roszczenia – USD 15.000,-
  • Koszty faktycznie poniesione przez Polskę – USD 10.000,-
  • Koszty imigranta – suma zapłacona białoruskim organizatorom migracji – USD 5.000,-

Nabywca wierzytelności uzyskiwałby prawo do potrącenia ze swoich zobowiązań na rzecz strony białoruskiej kwoty USD 15.000,- płacąc za nabywaną wierzytelność sumę z przedziału USD 15.000,- a USD 10.000,- zależnie od popytu na te wierzytelności. W ten sposób refundując stronie polskiej koszty faktycznie poniesione i zarabiając odpowiednią nadwyżkę o wartość niezapłaconego dyskonta. Mechanizm wzajemnego potrącania wierzytelności jest znany i szeroko rozpowszechniony we współczesnej gospodarce.

Oczywiście wartości opisanych wyżej wierzytelności mogłyby być dowolnie zestawiane, sumowane i nabywane pojedynczo bądź w pakietach, zależnie od potrzeb i oczekiwań nabywców. To już stanowi przedmiot rozwiązań szczegółowych.

W krótkim czasie okazałoby się, że władze Białorusi ponoszą dużo wyższe koszty całej operacji niż wpływy uzyskane od imigrantów na początku procesu. Operacja z punktu widzenia władz białoruskich stałaby się nonsensem ekonomicznym. Jeżeli prawdą jest, że operacja jest wspierana przez stronę trzecią, jak się sugeruje w mediach, to strona trzecia musiałaby zdecydować o jej celowości. Obawiam się, że także nie zechciałaby pokrywać niepotrzebnych kosztów.

Inną, hipotetyczną korzyścią ekonomicznego rozwiązania problemu byłaby jej nieopłacalność dla samych imigrantów. Jeżeli tylko niewielki odsetek imigrantów mógłby liczyć na azyl np. 0,5% aplikujących, oznaczałoby to, że 99,5% imigrantów jest deportowanych do krajów pochodzenia. To z kolei wpłynęłoby na popularność całego przedsięwzięcia. Po co ponosić wysokie koszty emigracji i ryzyko wielomiesięcznej poniewierki, kiedy i tak człowiek wraca deportowany do swojego kraju.

Warunki wprowadzenia ekonomicznego rozwiązania kryzysu imigracyjnego

Koniecznym warunkiem przeprowadzenia takiego lub podobnego rozwiązania jest umiędzynarodowienie kryzysu. Bez konieczności likwidowania stanu wyjątkowego należałoby natychmiast zaprosić na granicę polsko-białoruską:

  • agencję unijną Frontex do wsparcia polskich władz na granicy z Białorusią,
  • przedstawicieli innych, stosownych obserwatorów UE,
  • przedstawicieli OBWE, ONZ itp.
  • przedstawicieli NATO,
  • przedstawicieli organizacji humanitarnych i niezależnych obserwatorów,
  • dziennikarzy polskich i zagranicznych.

Drugim, a zarazem wystarczającym, warunkiem powodzenia jest uzgodnienie z UE współpracy w zastosowaniu takiego ekonomicznego rozwiązania kryzysu jako dostępnego dla wszystkich zainteresowanych stron – Polski, Litwy, Łotwy, ale także Niemiec, czy każdego innego kraju UE gdzie docierają nielegalni imigranci z Białorusi przez Polskę, czy republiki nadbałtyckie.

W ramach tego rozwiązania konieczne byłoby wsparcie przez instytucje unijne importerów z Białorusi, aby mogli legalnie i skutecznie regulować swoje zobowiązania płatnicze wierzytelnościami z tytułu imigracji. W grę mogłyby wchodzić gwarancje banków prywatnych, gwarancje Europejskiego Banku Centralnego czy inne instrumenty wsparcia. Sukces tego rozwiązania zależałby od tego, czy uda się ten instrument uczynić oficjalnym i popieranym mechanizmem działania Unii Europejskiej.

***

Niezależnie od przyjęcia takiego czy innego sposobu rozwiązywania problemu wydaje się, że zadaniem polskich władz jest jak najszybsze umiędzynarodowienie kryzysu migracyjnego, który przybrał postać poważnego kryzysu politycznego. Najbardziej bulwersującym aspektem tego stanu jest postępujący kryzys humanitarny.

Ochrona granicy polskiej jest obowiązkiem rządu polskiego, parlamentu, prezydenta. Jednocześnie obrona ta nie usprawiedliwia dotychczasowego sposobu postępowania z uchodźcami, potwierdzonego haniebnymi rozwiązaniami prawnymi typu push-back, czyli wypychania ludzi z powrotem na stronę białoruską. Obrazy chorujących i umierających ludzi, w tym osób starszych, kobiet i dzieci dyskwalifikują rozwiązania typu push-back i kompromitują władze polskie w oczach cywilizowanego świata. Takie rozwiązania są i będą coraz bardziej przeciwskuteczne.

Konsekwencje dalszego działania w izolacji i celowego osamotnienia pisowskich polityków będą coraz bardziej fatalne dla Polski, ale także dla władz pisowskich. To, że jakiś odsetek otumanionych wyborców PiS-u, podjudzany przez tępą propagandę TVP i prawicowych pseudo mediów, popiera średniowieczne metody ochrony granic, nie znaczy, że da się takie barbarzyństwo obronić w Polsce, a tym bardziej w relacjach międzynarodowych. Propozycje zaminowania granicy, podłączania prądu elektrycznego do ogrodzenia, czy jak niedawno jeden z czołowych funkcjonariuszy propagandy telewizyjnej proponował otwieranie ognia do uchodźców, albo dowolny inny sposób sugerowania konieczności mordowania ludzi, to są propozycje kompromitujące i niedopuszczalne.

Warto szukać rozwiązań skuteczniejszych a przede wszystkim przestać skazywać Polskę na samotność oraz izolację w skali międzynarodowej. Unia Europejska i NATO to nasze największe atuty w rozwiązywaniu wielu problemów. Bez współpracy międzynarodowej sami poniesiemy wyłącznie porażkę.

Sławek

Print Friendly, PDF & Email