25.11.2021
Pytanie „czy leci z nami pilot?” weszło na stałe do publicystyki do podkreślania skali zagrożenia, w jakiej znajdują się pasażerowie dużego samolotu lecącego w trudnych warunkach
Pilot jest dowódcą całej załogi i wszystkich znajdujących się na pokładzie maszyny, którą prowadzi. Podlegają mu wszyscy, nawet bardzo ważni pasażerowie – patrz prezydent Lech Kaczyński w pamiętnym rejsie do stolicy Gruzji w czasie konfliktu zbrojnego z Rosją. Ale … kapitan Protasiuk, który odmówił wykonania polecenia prezydenta, nazwany został tchórzem i popadł w niełaskę rządzących, mimo że to on miał racje. Funkcja pilota jest ważna, bo to jego decyzje przesądzają o życiu lub śmierci pasażerów.
Porównajmy sytuację lotu wielkiego samolotu pasażerskiego i jego pilota do sytuacji naszego kraju, tu i teraz, z rosnącymi zagrożeniami: czwartą falą koronawirusa, konfliktem granicznym i rosnącą inflacją, wojną wszystkich ze wszystkimi wewnątrz obozu władzy i jeszcze wielu innymi zagrożeniami.
To jest sytuacja, w której każdy pilot wyłącza autopilota i przejmuje stery. Mimo ogromnego postępu to nadal człowiek jest ważniejszy od automatycznych systemów i urządzeń. W samolocie autopilot włączany jest zawsze po osiągnięciu planowanego pułapu i wejściu na prawidłowy kurs. Wtedy pilot włącza urządzenie autopilota, utrzymującego określone parametry lotu – a sam może zająć się, czym chce, na przykład flirtem z pięknymi kobietami stanowiącymi część podległej mu załogi (to oczywiście taki żart tylko).
Katastrofa lotnicza to zawsze jest dramat, najczęściej giną wszyscy przebywający na pokładzie, w tym pilot. W przypadku współczesnych samolotów pasażerskich to bywa nawet kilkuset ludzi. O katastrofie tej skali piszą media na całym świecie, zewsząd płyną głosy współczucia. Obecnie, w Polsce, którą można potraktować symbolicznie jak wielki samolot pasażerski, umiera każdego dnia 400, a za chwilę będzie pewnie umierać jeszcze więcej ludzi.
I co? I nic.
Nie wiemy, czy leci z nami pilot, w jakim jest stanie jego zdrowie i podstawowe sprawności; nie wiemy, czy systemy sterowania i pozostałe urządzenia samolotu są sprawne. Nic nie wiemy.
Wiemy jedno, za chwilę będzie katastrofa, wielkie bum. A potem cisza.
Jako świadomi pasażerowie mamy małe możliwości reakcji. Można sobie wprawdzie wyobrazić bunt na pokładzie i przejęcie sterów przez kogoś, kto ma kwalifikacje pilota, bo już prowadził takie maszyny. Bunt na pokładzie samolotu jest niebezpieczny, czasem oznacza przyspieszenie katastrofy, a czasem tylko zmniejszenie skali skutków. Trudny wybór…
Dosyć tego ezopowego języka. Trzeba przejść do konkretów.
Pilot naszej maszyny nazywającej się Polska to Jarosław Kaczyński. Wiemy, jakie ma kwalifikacje do sterowania takim statkiem powietrznym – nie ma żadnych. Nie ma nawet prawa jazdy i nie umie prowadzić samochodu. Jego stan zdrowia jest pilnie strzeżoną tajemnicą. Możemy jednak wnioskować o aktualnej kondycji prezesa wszystkich prezesów po rzadkich, ale zdarzających się wystąpieniach w „jego mediach”. To, co mówi w rozmowie z życzliwymi mu redaktorami, nie pozostawia cienia wątpliwości – jego stan emocjonalny jest taki, że nie powinien on kierować nawet hulajnogą.
Podległa mu załoga, drugi pilot, nawigator i mechanik to ludzie też bez kwalifikacji wymaganych do pracy na tych stanowiskach. Do kompromitujących kwalifikacji załogi pokładowej dodać trzeba zły stan całej infrastruktury wyposażenia lotniska, nowoczesność systemów sprowadzania samolotu w trudnych warunkach meteo, wyposażenia straży i pozostałych służb ewakuacji na wypadek awaryjnego lądowania.
Jedyne co pozostaje, to prosić los/boga o to, aby samolot w końcu wylądował i żeby nastąpiła radykalna zmiana załogi, pilota i pozostałych członków załogi i żeby to pasażerowie decydowali o tym, którym samolotem i dokąd chcą lecieć.
Czy tak może się stać? Wierzę, że tak!

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
