01.12.2021

d pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.
Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.
31.12.2021
Dziś łagodnie: koniec roku i pora dobrych życzeń raczej niż ulewania żółci. Więc tylko dwie sprawy, raczej drobne.
Trochę mnie ubawiła niekonsekwencja prawicowych mediów w sprawie używania fajerwerków („fajerwerek”, jak chce coraz bardziej niepiśmienna „Fronda”). Otóż w Niemczech, a w szczególności w Berlinie, wprowadzono oficjalny zakaz strzelania. I z jednej strony prawica z upojeniem cytuje pogląd, że „w rzeczywistości lewicowo-mieszczańska elita chce zlikwidować dokuczliwy proletariacki zwyczaj”, co powinno się przecież prawaczkom podobać – z drugiej puszczają warknięcia, że jest to sprzeczne z prawicowo pojmowanym duchem wolności. No i argument o potrzebach zwierząt jest przecież absolutnie niekatolicki. Bo „czyń Ziemię sobie poddaną”.
A poza tym, jak Niemcy czegoś zakazują, to na pewno jest to antypolskie. Więc się towarzystwo zakałapućkało w sprawie tych „fajerwerek” do spodu; jak to oni.
Ciekawa jest także informacja o spotkaniu Kurski (ten od Kurwizji) – Sasin. Otóż panu Kurskiemu okropnie się nie podobają statystyki oglądalności, sporządzane przez dominującą na rynku i jedyną dysponującą wiarygodnym aparatem firmę Nielsen. Są niekorzystne dla TVP, więc z definicji muszą być nierzetelne – no i Kurski ma zamiar o to procesować się z Nielsenem. Pan Sasin i pan Kurski doszli więc do wniosku, że „ze względu na szacowaną wysoką wartość przedmiotu sporu, TVP S.A. reprezentowana musiałaby być przez Prokuratorię Generalną Rzeczypospolitej Polskiej”.
A jak się Sasin za coś weźmie, to już się weźmie. Skutki raczej gwarantowane. Już ostrzę zęby na ten proces przeciw statystyce, bo będzie śmiesznie.
No to wszystkiego dobrego na 2022. Dołączam stosowny rysunek. Może się komuś nie podoba, cooo? Może spodziewał się ten ktoś jakichś aniołków albo dziecinek?
To znajdzie tylko pacyfę, tęczowe kolorki i stałe stwierdzenie: Kaczyński to zły człowiek. Podobno szykuje w przyszłym roku rząd mniejszościowy i chce wycyckać pewne Zero; ale i tak nie zmienię o nim zdania. Choć niewątpliwie byłby to krok we właściwym i zabawnym kierunku.

30.12.2021
1. Szybkim krokiem zmierzamy w kierunku nieco zmodyfikowanego PRL (wyjaśnienie nieco niżej). Dziś przypomniano nam, jak biegaliśmy po ulicach, udekorowani przewieszonymi przez szyję wianuszkami „sralnego papieru”; nie wykluczone, że tu i ówdzie zobaczymy ten widok ponownie: papier toaletowy ma w nowym roku bardzo znacznie podrożeć, przed czym ostrzegają nas lojalnie producenci.
2. Na Twitterze dał głos pan Marian Banaś. – Podejrzenia dotyczące inwigilacji polityków i obywateli to jeden z najpoważniejszych kryzysów demokracji. NIK już po kontroli wykonania budżetu za 2019 rok sygnalizowała poważne wątpliwości w tej kwestii. Czas wrócić do tej sprawy! – zadeklarował. Prezes NIK nie jest bohaterem mojego romansu, ale szczerze mu życzę powodzenia w tym (i wszelkich innych) działaniu. Muszę stwierdzić, że jego powoływanie/ odwoływanie z funkcji to jeden z najpiękniejszych strzałów w stopę, jakie kiedykolwiek widziałem. Było jak w tym znanym powiedzeniu: żarło, żarło i nagle zdechło. Kto wie, czy po latach od tego właśnie nie będziemy zaczynali opisu początku jawnej degeneracji partii rządzącej…
3. Pan Gliński się nadął i powiedział, że nie będzie już dawał pieniędzy na krakowski Teatr Słowackiego. Nie będą mu jakieś baby odczytywać Mickiewicza, jak im się podoba. Mają czytać tak, jak sobie życzy Gliński, a on co najwyżej przyjmie interpretację, zgodną z odpowiednią wypowiedzią JaPa Dwójki. A w ogóle po cholerę jakiś Mickiewicz, skoro Wojtyła tez pisał sztuki teatralne i nawet je na klęczkach już wystawiano. I starczy tego dobrego. Baby do garów.
4. Nie sądziłem, że mijający tydzień będzie aż taki portugalski. Trener Sousa, redaktor Pereira…pozostaną na długo w naszej pamięci. Może nie najlepiej, ale będziemy długo pamiętali o tym portugalskim finale roku 2021 – powiedział Tusk. I… został natychmiast okrzyknięty przez prawicowych geniuszy rasistą i ksenofobem. Im – tym dziwnym paniom i panom ze szczujni – najwyraźniej nie chodzi o sens ani logikę, mają to w nosie. Gdyby Tusk (albo ktokolwiek, kogo nie lubią) powiedział, że 2×2 4, to też by dostał łomot. Dlatego, że się wywyższa nad prostym człowiekiem. Albo dlatego, że ujawnia tajemnice państwowe. Obojętne. Jak mawialiśmy na Studium Wojskowym „Tak czy owak, zawsze Nowak”. Też bez sensu, ale chociaż do rymu.
5. No to teraz o tej modyfikacji PRL. Polega ona na tym, że odjęto z tamtych lat wszelkie dobre strony, jakie dałoby się zauważyć, zaś do tezy o przodującej roli tzw. ludu, godnie reprezentowanego przez jego najlepszą emanację w postaci partii rządzącej, wzbogaconej tezą o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę szczytowania (sorry, dochodzenia do idealnego ustroju) dodano jeszcze kult maryjny jako państwowy. I dążenie do restytucji inkwizycji. Wyszło coś bardzo niestrawnego, czego wolę nie nazywać, bo mnie zaraz pozwą za obrażanie tego i owego oraz urażanie wszelkich możliwych uczuć.
No a Kaczyński – wiadomo, zły człowiek. Chyba się ostatnio jakoś zakałapućkał.
29.12.2021
PiS nie daje za wygraną. Po wecie Dudy coraz więcej parteigenossen powarkuje, że to bynajmniej nie koniec. Szykują wniosek 50 posłów, którzy mają zaproponować jakieś nowe rozwiązanie. Również znany tytan intelektu i pisowski autorytet medialny p. przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski wymulił się kwaśno: „Nie chciałbym komentować decyzji pana prezydenta. Natomiast z mojego punktu widzenia problem nie został rozwiązany […] problem prób obejścia ustawy albo nieprecyzyjnej ustawy, w każdym razie niedostosowania prawa” – mówił we wtorek Tak więc będzie z tym jeszcze pasztet, pamiętajcie i nie cieszcie się na zapas, że już spokój. Spokój to będzie w trumnie. Naszej lub ich, jakby powiedział Franz Maurer.
Tymczasem działają bojówki katotalibów. Czarnek ze swoją wybrał się do Wąwolnicy na pogrzeb zmarłego niedawno sędziwego… egzorcysty; podobno znanego. Jak poinformował „Dziennik Wschodni”, pojawili się tam także inni politycy związani z PiS: wojewoda lubelski Lech Sprawka i poseł Sylwester Tułajew, „Nie ma drugiego takiego miejsca, w którym bylibyśmy także świadkami aż tylu cudów, uzdrowień i oczyszczeń, jak właśnie w tym świętym miejscu” – mówił Czarnek. I odznaczył pośmiertnie egzorcystę Medalem Edukacji Narodowej. Też taki mam sprzed lat, ale dostałem go nie za egzorcyzmowanie; powiedziałbym, że wręcz przeciwnie i od innego na szczęście ministra oświaty (tak, zupełnie niesłusznego). Byłem też niegdyś przejazdem w Wąwolnicy, ale żadnych cudów nie widziałem ani nikt mnie nie chciał egzorcyzmować. I z moją pasażerką nie o oczyszczaniu wówczas myśleliśmy bynajmniej.
Inna bojówka, działająca pod kryptonimem Instytut Ordo Iuris, pozytywnie opiniuje wprowadzenie rodzinnego postępowania informacyjnego oraz innych przewidzianych korekt w zmienianym pilnie prawie rodzinnym. Parlamentarzyści – zdaniem tych krzyżowców – powinni jednak zadbać o podkreślenie obowiązkowego charakteru uczestnictwa w postępowaniu, którego rozpoczęcie jest w obecnym projekcie sformułowane w sposób niejasny i pozbawiony precyzji. Bo w gruncie rzeczy chodzi im o to, by sztuczkami prawnymi maksymalnie utrudnić rozwody. Krzyżowcy jeszcze się trochę boją kompromitacji przy próbie wprowadzenia całkowitej nierozerwalności małżeństwa, więc jadą na swoich ulubionych konikach kroczek po kroczku…
Znaczy, kolejna żaba będzie gotowana. Już jest w garnku.
Porządnie mnie dziś wkurzył inny tzw. minister, czyli p. Wąsik. Poinformował w rozmowie z Marcinem Wikło (nie kojarzę) w programie „Kwadrans Polityczny” (to pewno jakaś reżimowa szczujnia – nie wiem, bo nic takiego nie oglądam): „Będzie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez panią Janinę Ochojską. Nie pozwolimy na to, żeby takie porównania, które konstruuje w przestrzeni publicznej, były adresowane przeciwko Straży Granicznej”.
Ochojska zaatakowała mianowicie Straż Graniczną, zbulwersowana zdjęciem dzieci przedszkolnych w umundurowaniu Straży Granicznej. Oto ten atak: „Czego chcemy nauczyć dzieci? Posługiwania się pałką? Naśladowania tych ze @Straz_Graniczna, którzy dzieci, takie jak te, wywożą do lasu? Jak odseparować dzieci od takich „nauk” – napisała p. Ochojska.
I to jest przecież potworna zniewaga i przestępstwo – daje do zrozumienia ów Wąsik.
Tenże Wąsik dodał, że zachowanie Ochojskiej jest „niedopuszczalne”.
A ja sądzę, że niedopuszczalne jest ubieranie małolatów w jakiekolwiek mundury i dawanie im do ręki takich rekwizytów jak pałka. Myślę, że jednym z pierwszych pociągnięć przyszłej normalnej psychicznie (mam nadzieję) władzy będzie całkowity zakaz istnienia organizacji paramilitarnych i używania przez kogokolwiek poza służbami państwowymi strojów, mogących być kojarzone z umundurowaniem. Dość już tych rozmaitych „rycerzy”, „wojowników” i innej podobnej jednolicie oznakowanej swołoczy z pałami, mieczami i kastetami.
Kaczyński to zły człowiek; nie zapomnijmy.
28.12.2021
Pomalutku schodzi z pierwszych stron Duda i jego weto. Ciekawe byłoby zrobienie (ale mi się cholernie nie chce, bo to dzika dłubanina) analizy ilościowej komentarzy na temat tego faktu. Jest chyba tak: ze strony – nazwijmy zbiorczo – opozycyjnej dominuje rezerwa i podejrzewanie „ustawki”; część zaś komentatorów po prostu się cieszy z samej decyzji, w najlepszym wypadku tłumacząc ją chęcią obrony przez Dudę osobistej pozycji po zakończeniu kadencji. Brak z tej strony krytyki weta.
Z drugiej strony, prawicowo-konserwatywnej i nacjonalistycznej – żadnego zróżnicowania. Wszystkie opinie o wecie negatywne, uzasadnienia od wytykania Dudzie zemsty za przeczołganie przez prezesa przy okazji rzekomego „odwołania” Kurskiego – do zarzutu zdrady głównej. Dominuje krytyka z pozycji… antysemickich, co mnie nieustannie zadziwia.
Ciekawe, że nikt nie dostrzega w decyzji Dudy motywów homoseksualnych, byłoby tak samo bez sensu, ale chociaż śmiesznie. Tak jest tylko obrzydliwie.
No więc – Duda idzie do szafy. Będą teraz główkowali nad nowym podejściem – zapowiedział prof. Suski. Powodzenia. Tymczasem na pierwszy plan powraca „Pegasus”. Co było oczywiste – nie jeden on na świecie; naiwnością byłoby sądzić, że tylko Izraelczycy wpadli na taki pomysł. W końcu dobrych informatyków na świecie nie brakuje, więc nic dziwnego, że już padła nazwa „Predator”, a zapewne wkrótce poznamy cały wianuszek pięknych kryptonimów; to tylko kwestia czasu, jak znam życie.
Zwróciła moją uwagę informacja o dwojakiej naturze „Pegasusa”. Otóż system ten w całości jest podobno dostępny tylko dla Izraela i USA; wszyscy pozostali użytkownicy działają jakoby na zasadzie wykupienia usługi zdalnej. Konkretnie, identyfikator telefonu wysyła się do producenta programu, on dokonuje zdalnie wszystkich niezbędnych operacji i odsyła użytkownikowi czyste gołe wyniki. No i zapewne je archiwizuje… A co najmniej archiwizuje dane o samym zleceniu inwigilacji.
No i izraelska firma, która to robi, nie ma chyba żadnych powodów (poza finansowymi), by kochać pewien środkowoeuropejski reżim. Zapewne więc nie będzie miała oporów przed udostępnieniem tych danych ewentualnym następcom obecnie rządzących. A staną się one niezmiernie ciekawym materiałem dla przyszłego sądu. Jak twierdzą specjaliści – co najmniej dwaj ważni dziś panowie powinni się przygotować w związku z tym na dłuższy, niekoniecznie luksusowy urlop od życia na koszt państwa. Jeśli zaś okaże się, że decyzje o inwigilacji zostały „zalegalizowane” na podstawie oszukańczych informacji przekazywanych przez służby i prokuraturę sądowi, to do kicia pomaszeruje wiele pomniejszych służalczych łebków…
Chyba trzeba będzie powołać jakąś organizację humanitarną, żeby ich wesprzeć. Bardzo tylko proszę tych, którzy obecnie pomagają ofiarom reżimu, by w swoim ukochaniu bliźniego w tym przypadku nie przesadzili. Jedna paczka z papierosami i suchą kiełbasą na dwa miesiące wystarczy. Inaczej się łajzy zbieszą.
Byłbym zapomniał. Kaczyński to zły facet. Ale czy tylko zły?
27.12.2021
W minutę po oświadczeniu Dudy o zawetowaniu „Lex TVN” napisałem na Facebooku: Zachował się. Przyznaję, celowo nieco enigmatycznie; pora tę opinię rozwinąć.
Więc tak: najzupełniej mnie nie obchodzą motywacje Pierwszego Długopisu RP. Mogę się ich tylko domyślać, ale w gruncie rzeczy są mi doskonale obojętne; grunt, że stało się to, co się stało. Bo gdyby Duda tego weta nie zgłosił, to skompromitowałby się on sam (co mało ważne w świetle historii i jego dawnych zachowań), i skompromitowałby ostatecznie państwo, w którym żyję – a to już byłby dla mnie pewien dyskomfort. Ponadto nastąpiłoby wiele niemiłych zdarzeń międzynarodowych i gospodarczych, których ze wszech miar lepiej uniknąć.
Więc – dobrze się stało.
Czy to w jakiś sposób zmienia moją ocenę Dudy?
W żaden. Jak nie przyjąłbym od niego żadnej blaszki wczoraj, to tak samo nie zrobiłbym tego jutro – gdyby komuś z tej strony w ogóle przyszła do głowy myśl, by mnie wyróżniać. Myślę jednakże, że gdyby tego nie zrobił – byłby w liczącej się opinii publicznej skończony całkowicie i nieodwołalnie; a to przykra perspektywa w jego wieku. W końcu, po zakończeniu kadencji gdzieś trzeba będzie bywać i coś robić. Byłoby trudno.
Napisałem „w liczącej się opinii publicznej”, bo jest i ta inna: prostacka, ksenofobiczna, faszystowska. W ciągu godziny – jak ktoś policzył – na portalu Karnowskich pod informacją o wecie pojawiło się ponad 900 ziejących nienawiścią i – oczywiście! – idiotycznym antysemityzmem komentarzy. Słowo „zdrada” było odmieniane przez wszystkie przypadki.
Zadajmy sobie jednak pytanie – o czym świadczy ruch Dudy? Zestawiając to wydarzenie z opublikowanym kilkadziesiąt godzin temu wywiadem Kaczyńskiego dla Interii, można dojść do wniosku, że potwierdza on tezę o głębokim pęknięciu obozu Zjednoczonej Prawicy: pytany o stosunki z Pałacem prezes po prostu zionął chłodem. Delikatnie się też dystansował od Ziobry.
Wszystko to razem pokazuje dość dowodnie – moim zdaniem – że Zjednoczona Prawica weszła w schyłkowy okres swego istnienia; powiedzmy wyraźnie: gnije. Naturalnie, głównym sprawcą tego zamieszania jest sam Kaczyński.
A to ostatnie zdanie oznacza, że po raz pierwszy miałem sposobność napisać o tym złym człowieku coś pozytywnego. Nie sądzę jednak, by zdarzyły się niebawem podobne okazje.
A i ta jest taka „z lewej ręki”.
26.12.2021
Pomalutku kończy się okres świąteczny. Jeszcze tylko Sylwester i zaczniemy wracać do normalności.
Z ekranów telewizyjnych znikną paniusie w wymyślnych kreacjach, każących się głęboko zastanowić nad intelektem i gustem projektantów. W tle przestaną straszyć idiotyczne choinki i bombki, powyciągane z najbardziej zakurzonych zakamarków rekwizytorni. Umilkną w cholerę pienia nabożne. Wróci do normy – i tak nadmiernie wysoka – obecność na ekranach „osób duchownych”, wygłaszających nadęte banały i klepiące te same od lat zbitki słów bez znaczenia; doprawdy, oglądanie przeciętnie co drugi dzień sutanny – w dowolnym kolorze, łącznie z białym – może wszak doprowadzić do kompletnego braku łaknienia i w dodatku wpędzić niektórych w ciężki alkoholizm.
Powiem wam, że kompletnie nie rozumiem, dlaczego akurat te dwa punkty na orbicie Ziemi wokół Słońca (czyli dzień tzw. Bożego Narodzenia i przełom roku) umówiliśmy się tak wyróżniać. To znaczy, oczywiście rozumiem uwarunkowania historyczno-obyczajowe, tylko właśnie one wydają mi się kompletne absurdalne. Równie przecież dobrze, jeśli już koniecznie ktoś musi jeść określone jedzenie, składać sobie nieszczere życzenia i słuchać ględzenia wuja kombatanta – może to robić dowolnego innego dnia. Podobnie idioci, uwielbiający hukiem petard straszyć zwierzęta, mogą przecież zbierać za to słusznie należne bęcki i mandaty kiedy indziej…
Słowem, jak głosi znana pieśń – „tajemnice wiary twej niezbadane są”.
Trudno. Przed nami już blisko „back to normal”. Ale i ta normalność nie jest też jakaś taka specjalnie wymarzona. Przykład? Pierwszy z brzega.
Obserwuję sobie (z rzadka) telewizję, przerzucając kanały pilotem. Wspominam czas, kiedy gromadziliśmy się u sąsiadów, mających jedyny w okolicy telewizor marki „Wisła”, by z potoku zakłóceń maciupeńkiego obrazu i trzasku głośnika wyłuskać jakieś słowo czy sensowny obraz. Wydawało się to cudem techniki. I – jednak – niosło jakieś treści; czasami ważne.
Dziś mamy tych kanałów setki. Coraz więcej w niesamowitej wierności barw i rozdzielczości, pozwalającej policzyć wągry na nosie prezenterki; których nie ma – bo i kosmetologia oraz charakteryzacja dokonały też postępu. I ten doskonały technicznie przekaz na kolosalnym ekranie jest w sumie coraz mniej wartościowy, niesie coraz banalniejszą i wręcz głupią treść.
Może to jest tak, że ilość informacji, którą warto byłoby sobie przyswoić, jest mniej więcej stała, a trzeba ją podzielić na wciąż rosnącą liczbę potoków? A przecież mówimy tylko o telewizji; w ciągu tych ostatnich kilkudziesięciu lat powstały wszak inne media i inne kanały przekazu, żeby wymienić Internet…
Jeśli moja teza jest prawdziwa, to oznacza ona, że postęp techniczny, jakiego jesteśmy świadkami, musi doprowadzić w granicy do zerowej wartości informacyjnej każdego środka przekazu.
Już jest dość blisko; sformułujmy więc rzez matematycznie: dla dowolnie pomyślanej maleńkiej liczby epsilon istnieje taka liczba potoków informacji K, że przy dostatecznie dużym K wartość informacyjna każdego potoku jest mniejsza niż epsilon…
Nie rozumiecie tego tak do końca?
Bo, widzicie, z edukacją jest niestety podobnie jak z telewizją. Ona jest też jednym z potoków informacyjnych.
To by było na dziś tyle ohydnych miazmatów, którymi chciałem Państwa zaindoktrynować ateistycznie i z premedytacją niemoralnie…
A Kaczyński, jaki jest, każdy widzi.
25.12.2021
Drogie czytelniki!
W pierwszych słowach mojego kolejnego upustu starczej żółci dziękuję wam wszystkim razem i każdemu z osobna za rozmaite pochlebne określenia i życzenia pod moim adresem. Jeśli się sprawdzą, to mam szansę mędzić jeszcze waszym wnukom. Życzenia te radośnie odwzajemniam, sumując je w jednym: oby nagły szlag trafił tych, których wspólnie nie znosimy. To już większości z nas zapewni swobodny oddech i uczyni życie ładniejszym. Reszta mniej ważna.
W drugich słowach donoszę wam, że pomalutku oswajam się z datą urodzenia. Powiecie, że wolno to jakoś idzie – i macie rację. Sam nie wierzę dowodowi osobistemu, ale nie mam zamiaru zastanawiać się – co też z tego wynika. Jest, jak jest.
W trzecich słowach niniejszego popastwię się troszkę nad niejakim Jędraszewskim, jakimś ważnym urzędnikiem Tego, Co Wiecie. Otóż tenże Jędraszewski wymulił z siebie kolejną mądrotę. Zadumał się mianowicie nad tym, że najczęściej w tym roku wypowiadane życzenie brzmiało: „Zdrówka przede wszystkim, bo to najważniejsze”. Nie błogosławieństwa Bożego, nie… Łask Bożych? Nie, nie. „Zdrówka przede wszystkim” – ubolewał abepe.
Swoją drogą – język tych urzędników Wiadomo, Kogo – to pyszny temat badań dla jakiegoś lingwisty a pewno i socjologa. Ta napuszona poza, to traktowanie słuchacza z góry jak posłusznego poddanego, te ezopowe sformułowania… Najlepiej istotę rzeczy oddaje popularny – nie tylko, niestety, u nich – zwrot o „pasterzach i owieczkach”. Mówią o tych owieczkach delikatnie, bo naprawdę myślą o baranach przecież.
„Komisja Europejska coraz bardziej widocznie uzurpuje sobie władzę nie tylko polityczną, ale także kulturową wobec wszystkich swych członków” – powiada też nasz Mareczek. Jeszcze chwila i obłoży Unię klątwą. A wtedy cóż nam pozostanie? Chyba tylko kolejna krucjata, tych imprez dawno przecież nie było. Albo coś w rodzaju nocy św. Bartłomieja. Oj, porąbałoby się tych bezbożników, porąbało…
Obrzydliwi są tacy ludzie jak nasz Mareczek.
W czwartych słowach donoszę wam, drodzy starcy i kochana młodzieży płci wszystkich sześćdziesięciu czterech, że TVP Info całkowicie rozładowało aferę Pegasusgate. Otóż ujawniło (oni uwielbiają to słowo), kto stoi za tą podejrzaną kanadyjską instytucją naukową, która zdemaskowała używanie wiadomego oprogramowania przeciw opozycji. Sprawa jest jasna: dołożył do tego swoje brudne srebrniki niejaki żydowin Soros. Bo to on daje na tę organizację społeczną, która wspiera takie wredne badania. I już wszystko jasne. Bij Żyda, spasaj Rossiju.
A przy okazji niejacy pampersi i ich kolejne pokolenie z delikatnością kowala sugerują, że w końcu – o co biega? Jak się ma wroga, to się go podsłuchuje i niszczy, jest to zaprawdę słuszne i sprawiedliwe oraz zbawienne; Brejza, ta prokuratorka i oczywiście Giertych – to wrogowie państwa PiS, więc niech się nie dziwią. Raczej niech się cieszą, że im nieznani sprawcy nóg nie połamali, co nie?
I wreszcie w piątych słowach donoszę wam o ohydnym skandalu, jaki dziś nastąpił. Imaginujcie sobie, że imperialiści zachodni wyrzucili jakieś minimum 10 mld dolców w Kosmos. Nazywa się to James Webb (kto nie wie, a pewno mało kto wie: szef NASA w latach 1961-68, czyli za Kennedy’ego i Johnsona). Po to tylko, żeby coś w przestrzeni podglądać w podczerwieni i czymś tam jeszcze. Otóż daję wam słowo: żadnej Dziewicy nie zobaczą. Czy więc po to trzeba rozwijać elektroniczny latający dywan wielkości boiska piłkarskiego? Więc po kiego grzyba tak się niemoralnie bawić i uzurpować sobie moce Tego, Co Wiecie?
Co innego, gdyby odpalili tę kasę Rydzykowi. Prawda? A współtwórcy tego całkowicie zbędnego przedsięwzięcia naliczyliby sobie jakieś worki punktów czarnkowskich, które przecież należą się kolejnemu Przeglądowi Modlitewnemu.
Ech… A Kaczyński – wiadomo. Bezdyskusyjnie zły facet.
24.12.1936
Dziś nie będzie lania żółci. No, może troszkę, bo w tym śmiesznym kraiku w środkowej podobno Europie bez tego się już raczej nie da. Ale dość umiarkowanie.
Zacznę – wybaczcie – od spraw osobistych, bo to dziś dla mnie dzień dość ważny.
Cała afera zaczęła się gdzieś w marcu 1936 roku w Berlinie, gdzie pewien świeżo wypromowany doktor sinologii, specjalizujący się w badaniu tajemnic trybu warunkowego w klasycznym języku chińskim, od niedawna obywatel Polski i jeszcze nieprzyzwyczajony do tego, że na imię ma Jan, a już nie Johannes, bawił wraz z zupełnie nową (pierwszą zresztą) małżonką, działaczką i pracownicą Polskiego Związku Zachodniego. Bawili tam w celach dla mnie niejasnych; dla niego była to prawdopodobnie podróż niekoniecznie naukowa, bo od pewnego czasu pracował nie tylko na Uniwersytecie Warszawskim, ale i na tzw. kierunku niemieckim dla polskiego wywiadu; ale nie mam na ten temat żadnych bliższych danych. Zainteresowani nigdy nic na ten temat nie mówili, rzecz się wydała mocno pośrednio – też zresztą w zabawnych okolicznościach, o których może innym razem.
No i dwójka tych młodych ludzi udała się tam w Berlinie do jakiejś chińskiej bardzo wytwornej restauracji. Co jedli – historia milczy, ale młoda dama w jakiś czas potem marnie się jakoś poczuła. To samopoczucie utrzymywało się na tyle długo, że po powrocie do Warszawy – podejrzewając ciężkie zatrucie chińszczyzną właśnie – udała się do lekarza. Minęło wiele tygodni…
Na szczęście dla mnie zwlekała tak długo, bo diagnoza była jednoznaczna: bardzo zaawansowana ciąża.
Inne wybrnięcie z sytuacji nie wchodziło już w rachubę – i w pół roku później, akurat w cholerną Wigilię, przyszedł na świat niżej podpisany.
A miałem szczęście, bo gdyby prawda z tą ciążą wyszła na jaw wcześniej, to mama – jak mi później szczerze wyznała – nie planowała wówczas powiększania rodziny. Nie chcę dociekać, co konkretnie miała na myśli, ale znając ją dość dobrze – nie mam wątpliwości.
No i tak zaliczam dzisiaj 85. Rozłożywszy tę liczbę na czynniki pierwsze, zauważymy z łatwością, że jest to pięć siedemnastek. Nawet mi się to dosyć podoba, choć wolałbym na raz dwie, może trzy – pięć to jednak spory wysiłek; dobrze, że już czysto arytmetyczny.
Wysiłek – wysiłkiem, ale perspektywa pięciu osiemnastek jest jeszcze bardziej ponętna i oświadczam, że planuję ją zrealizować; wbrew statystyce. Czyli spore wiaderko żółci myślę wam jeszcze ulać.
Dzisiejszy upływ żółci dotyczy afery wcale nie śmiesznej, tylko w całym znaczeniu tego słowa kryminalnej. Pegasusgate rozwija się piorunująco. Ledwo zaczęliśmy się oswajać z myślą, że podsłuchiwano Giertycha i Brejzę – już dziś ujawnia przyczynę swojego odejścia z wojska gen. Gocuł. Jak się okazuje – szef sztabu generalnego (!) też był inwigilowany. Na początku 2016 roku, przed szczytem NATO w Warszawie; szczegóły w Onecie. Nie jest to prawdopodobnie Pegasus, tylko – sądząc po szczegółach – dyletancka partanina, tym razem Służby Kontrwywiadu Wojskowego; ale i ta akcja wpisuje się pięknie w większą całość.
Nie ma co więcej komentować. Jedyna możliwa konstatacja jest taka: tego państwa już nie ma. Jeśli mają z tym wszystkim coś wspólnego służby specjalne – to cała wierchuszka tego towarzystwa powinna jutro co najmniej podać się do dymisji; jeśli nie mają – to dokładnie tak samo, bo oznacza to, że te służby są beznadziejne. A Sejm powinien podjąć uchwałę o samorozwiązaniu i natychmiast ogłosić nowe wybory.
Oczywiście – nic takiego nie nastąpi. Będziemy gnili nadal. A smród rośnie, rośnie, rośnie….
23.12.2021
Co osiągnęli na razie ponurzy faceci i babiszony od „lex TVN”?
Mówicie, że nic, co dałoby się zmierzyć – poza niemierzalną wściekłością milionów ludzi w Polsce i ostatecznym zapewne zafajdaniem swojej opinii w cywilizowanym świecie?
A – to mylicie się; co nieco da się policzyć: kanał TVN24 od piątku ogląda średnio 348 tys. widzów, co przekłada się na 5,46 proc. udziału w rynku telewizyjnym. Stacja ma wyraźnie wyższe wyniki od TVP Info i Polsat News – wynika z raportu portalu Wirtualnemedia.pl. Kanał TVN24 od piątku ogląda średnio 348 tys. widzów, co przekłada się na 5,46 proc. udziału w rynku telewizyjnym. Księgowi zacierają łapki.
Co więcej: hitem TVN24 w okresie od 17 do 21 grudnia była… „Kawa na ławę”, którą w niedzielę o godz. 10.45 śledziło 907 tys. widzów, co przełożyło się na 10,32 proc. udziału (osobiście nie znoszę tego jazgotu). Było to specjalne wydanie magazynu, w którym gośćmi Konrada Piaseckiego nie byli politycy, a dziennikarze związani z TVN.
Może to coś powie kierownictwu stacji – i na stałe przestaną zapraszać „dobrozmianowych” kłamczuchów?
W sumie – nie wykluczone, że all that jazz wyjdzie nam na dobre, bo padną przy okazji pewne mity – jak ten, że widzowie „chcą słuchać obu stron konfliktu”. Wiem, że piszę herezje medialne, ale chyba się nie mylę…
A sytuacja zrobiła się jeszcze ciekawsza w kontekście połączenia Discovery z Warner Media. Nowopowstały gigant troszkę mnie wprawdzie zaniepokoił deklaracją, że zamierza dostarczać swoim widzom rozrywkę, nie wspominając słowem o informacji czy publicystyce – ale to może być moje uczulenie i przewrażliwienie.
Weźcie mnie i zatłuczcie, ale na sam dźwięk słowa „rozrywka” robi mi się tak jakoś…
Jeden pan mówił zresztą kiedyś, że najlepszą rozrywkę zapewnia celnie rzucony granat. Nieco to radykalne i zapewne wysoce niepoprawne politycznie, więc od tego zdania pryncypialnie się odcinając, zamieszczam je wyłącznie w celach dydaktycznych: tak absolutnie nie należy mówić.
Kolejna ciekawostka przyrodnicza. Roman Giertych, Jacek Dubois i Mikołaj Pietrzak złożyli wniosek do
