07.12.2021

Spora część krajów niepodległych od dawna, nie uległo głupawkowym presjom i nadal cieszy się niesterowalnym rozsądkiem. Lecz są takie, gdzie na hektar cymbałów przypada duży Diogenes z małą beczką.
*
Na Nowogrodzkiej, Łysej Górze, w dolnych pułapach polityki, pod hasłem albośmy to jacy tacy, odbył się w naszym kotle spęd ciemnych mocy. I na tych to przestrzeniach rozgrywają się rejtany w orbanowskim lub lepenowskim stylu.
Widły dzierżył gospodarz zgromadzenia, Główny Prezes przechodniej siły narodu występującej pod pseudonimem PiS. Na jego zaproszenie zwalił się do naszego rezerwatu istny bukiet oszołomów. Była to zimowa majówka nawiedzonych duchów, krasomówczy jubel poświęcony chóralnemu wyrażaniu troski o przyszłość faszyzmu.
Zgromadzenie to miało podreperować wizerunek porąbanego rządu. Sprawić, by społeczeństwo odwróciło wzrok, słuch i niuch od spraw śmierdzących, a zajęło się pociesznym oburzeniem. Czyli przestało się frasować inflacją, drożyzną, marszami, w obronie sądów, aborcją, szczepionkami, umieraniem z powodu wirusa i umieraniem na granicy, a skupiło na wychodzeniu z unii, i serdecznych rozmowach z faszystami.
*
Latoś obrodziło nam zmorami. Lecz nie tylko „latoś”, bo proceder rozrostu idiotyzmów kwitnie od lat. Pociecha w tym, że nie tylko u nas zalęgło się populistyczne robactwo. Okazuje się, że „gen sprzeciwu” rozlazł się po wielu krajach, a przypisywane Polakom warcholstwo i sobiepaństwo, opanowało niezły kawałek świata. Jednakowoż nierównomiernie, bo jedne narody (np. nasz) przymuliło na mnóstwo lat, a inne (np. USA) nie dały się zgwałcić w całości.
Tu nastąpi dygresja: w odróżnieniu od naszego, warchoł zagraniczny jest podatny na perswazję. Z trudem, ale częściej, niż rzadziej udaje się go przekonać. Podczas gdy krajowy nie nadaje się do wysłuchiwania argumentów popartych niespiskową wiedzą. W sytuacjach podbramkowych, na przykład wtedy, gdy nie może zaprzeczyć faktom dotykającym go bezpośrednio, udaje głuchego, niewidomego, niezorientowanego, w czym rzecz.
*
Przyczyna naszego problemu tkwi w jakości demokracji. Oraz w jej trwaniu dłuższym niż pół wiorsty na piechtę. My, którzy tylko marzyliśmy o niej i nigdy jej nie mieliśmy, a to, co mieliśmy, nazwać by można substytutem lub parodią demokracji, nie powinniśmy zabierać się za pouczanie tych, co żyli w demokracji wcześniej, nim poznaliśmy słowo „widelec”. Jeżeli to robimy, popełniamy grzech pychy i zapisujemy się do ugrupowania gamoni skazanych na dogorywanie na obrzeżach Historii.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
