2012-12-06.
Ten tekst to moja glossa do dwóch znakomitych artykułów Sławka Popowskiego i Ernesta Skalskiego o rosyjskiej wódce. Chciałoby się powiedzieć: „i ja tam byłem, miód i wino – no, powiedzmy nie tylko – piłem…“ A nawet dotarłem do Uglicza, gdzie miał powstać jedyny chyba na świecie pomnik wódki. Co w swoim czasie opisałem.
Wódka muzealna
…. Prowincjonalny Uglicz znany jest z zabytkowych cerkwi i klasztorów. Także z tego, że właśnie tu, na rozkaz Borysa Godunowa, bestialsko zamordowany został carewicz Dymitr, syn Iwana Groźnego. Za ofiarę zamachu podawał się popierany przez Polaków Dymitr-Samozwaniec… ale to zupełnie inna historia. Kilka lat temu to miasto, odległe o prawie 400 kilometrów na północny wschód od Moskwy, zafundowało sobie jedyną w swoim rodzaju instytucję kulturalną.
Na pierwszym piętrze domu kultury, nad kinem, urządzona została „Biblioteka rosyjskiej wódki” – tak brzmi oficjalna nazwa muzeum, odwiedzanego – w porównaniu z innymi przybytkami tego typu w mieście – najliczniej ze wszystkich. Sala główna mieści tysiące eksponatów. Jest też… sala degustacji, w której można spróbować najlepszych współczesnych wódek rosyjskich. Znajdują się wśród nich trunki, które z racji zawartości różnych ingrediencji podobno nie szkodzą nawet ludziom z chorą wątrobą, inne z kolei nie powodują kaca…
Lista degustacyjna liczy ponad osiemset pozycji. Na miejscowych, którzy chcieliby po raz czterdziesty pierwszy „zwiedzić” muzeum, ma oko ochrona. Jak zapewnił mnie dyrektor Władymir Szabolin, to jedyne takie miejsce na świecie. Według niego duża liczba zwiedzających świadczy, że placówka pełni pożyteczną rolę.
– Mają swoje muzea różne wina, piwa, koniaki, whisky… I nikogo to nie dziwi. My nie jesteśmy gorsi. Nasz napój narodowy też doczekał się muzeum – dyrektor z nieskrywaną satysfakcją podkreśla, że to właśnie z Uglicza wywodzi się wielce zasłużony dla rosyjskiego gorzelnictwa ród Smirnowów.
Pomnik
Zanim jednak pojawił się trunek produkowany na skalę przemysłową, robiono go chałupniczym sposobem. Przypominają o tym liczące po dwieście i więcej lat aparaty do pędzenia samogonu z metalową wężownicą chłodzoną wodą w wydłubanym drewnianym korycie. Wiele jest w muzeum butelek o różnych, czasem bardzo wymyślnych formach. Na przykład z diabełkiem w środku albo w kształcie damskiego pantofla. Poza tym kieliszki, szklanki, beczki, etykiety, fotografie, wycinki z gazet, nawet pierwsza rosyjska maszyna z początków XIX wieku rozlewająca wódkę do butelek. Ale najciekawszą informacją dyrektor dzieli się przy pożegnaniu.
– Widzi pan ten plac po drugiej stronie ulicy? Tam zostanie odsłonięty pomnik rosyjskiej wódki. Jedyny na świecie, tak jak nasze muzeum.
Autorem pomnika ma być mieszkający w USA znany rosyjski rzeźbiarz Ernest Nieizwiestnyj. Napisał, że zamówienie złożone przez ojców miasta w „tak ważnym i tradycyjnie delikatnym dla duszy ciała przedmiocie” bardzo mu pochlebia. Artysta pracuje już nad szkicami, ale poza nim nikt jeszcze nie wie, jak będzie wyglądał ów monument. Dyrektor twierdzi, że będzie to właściwe zaakcentowanie miejsca wódki w rosyjskiej historii.
– Bo wódka dla Rosji to coś więcej niż wódka.
Wódka na wiadra
Tak na prawdę, wódki nie wynaleźli ani Rosjanie, ani Słowianie, którzy do XIV – XV wieku raczyli się miodem i piwem. Wykopaliska i źródła pisane wskazują, że na słowiańskie ziemie mocny trunek trafił z Zachodu, a na Rusi zaczęto go wyrabiać w klasztorach, początkowo jako lekarstwo. Długo też spożywano wódkę wyłącznie przy wyjątkowych okazjach. Potem Iwan Groźny zezwolił na funkcjonowanie przybytków o nazwie kabak, co można przetłumaczyć jako karczma, gdzie jednak nie zakąszano, a wyłącznie raczono się mocnymi trunkami. Przy czym wstęp do kabaków mieli tylko bojarzy i carscy urzędnicy.
Czymś bardzo powszechnym, spożywanym codziennie jak chleb, stała się wódka za czasów Piotra Wielkiego. Sam car słynął z opilstwa i z tego, że zmuszał do picia innych. Na łaskę carską i posłuchanie u tronu mógł liczyć ten, kto duszkiem potrafił opróżnić półtoralitrowy puchar i utrzymał się przy tym na nogach. Każdemu żołnierzowi zgodnie z regulaminem przysługiwały dziennie dwa kufle, czyli około półtora litra wódki, a marynarzowi nawet dwa litry. Wódkę sprzedawano wtedy w dwunastolitrowych wiadrach po bardzo niskich cenach. Był nawet czas, kiedy instytucje dobroczynne wydawały ją swoim podopiecznym bezpłatnie.
Katarzyna II zatroszczyła się wprawdzie o kulturę picia i utrwaliła obyczaj zakąszania, za to cała utytułowana szlachta otrzymała od niej prawo pędzenia wódki. Roczna objętość legalnego samogonu wynosiła dla każdego tysiąc wiader, czyli dwanaście tysięcy litrów!
Standard Mendelejewa
Z dziejami wódki związane są nie tylko ukazy carów, ale i dokonania wielkich uczonych. Tematem pracy doktorskiej Dymitra Mendelejewa, twórcy okresowego układu pierwiastków, była… formuła zawartości alkoholu w wódce, mierzonej wagowo, a nie objętościowo. Od tej pory za prawdziwie rosyjską wódkę uważany jest trunek o zawartości wagowej czterech części czystego alkoholu i sześciu części wody, czyli wódka 40-proc.
Akademik Mendelejew zapewne nie znał młodego Piotra Smirnowa, który pracował w Ugliczu jako posługacz w karczmie swojego wuja. Po jego śmierci w 1825 roku Piotr przeniósł się do Moskwy, do innego krewnego, właściciela gorzelni, który niedaleko Kremla miał też piwnicę win. Jakiś czas Piotr był tam subiektem, po czym otworzył własny interes i w połowie XIX stulecia produkował już 400 rodzajów napojów alkoholowych. Zaszczytny tytuł dostawcy dworu carskiego uzyskał w 1877 roku, a z akcyzy sprzedawanych przezeń spirytualiów utrzymywana była niemal połowa rosyjskiej armii.
Rozkwit przemysłu spirytusowego (a Piotr Smirnow nie był jedyny) wywoływany był także przez wielki popyt na alkohol. Na początku XX wieku Rosja stała się głównym producentem i dostawcą spirytusu w Europie. Wyparła przy tym z rynków producentów niemieckich i austro-węgierskich. Wszystko załamało się w 1914 roku. Po wybuchu wojny car Mikołaj II wprowadził „suchoj zakon”, czyli prohibicję. Potem, w 1924 roku bolszewicka władza ustanowiła monopol państwowy na wyrób i sprzedaż alkoholu. Monopol ten, najdłuższy w dziejach rosyjskiej wódki, przetrwał dłużej niż państwo robotników i chłopów, bo aż do 1992 roku…
Dusza w kieliszku
Mój moskiewski przyjaciel, Grigorij Pietrowicz jest socjologiem. Ma około pięćdziesiątki, dwa fakultety i nos w kolorze wyraźnie wskazującym na pewne zamiłowania. Pytam go czy Rosja może istnieć bez wódki? Grigorij marszczy brwi i uśmiecha się przewrotnie.
– Widzisz, wódka bez Rosji może istnieć, ale Rosja bez wódki na pewno nie. Bo jest ona częścią naszej kultury, naszych charakterów, składnikiem naszej codzienności. I nie można powiedzieć, że odgrywała i odgrywa w naszym życiu rolę wyłącznie szkodliwą. Kto wie, czy bez wódki wielcy nasi pisarze, malarze,kompozytorzy wydaliby na świat swoje arcydzieła?
I dodaje: czy wiesz, że statystyczny Rosjanin w wieku od 18 do 65 lat, raz na trzy, cztery dni wypija pół litra? To daje od ośmiu do dziesięciu butelek miesięcznie na głowę. Ja od dłuższego czasu nie wyrabiam już tej „normy”… Są oczywiście ludzie, którzy nie piją w ogóle albo bardzo mało. Jednak z badań wynika, że stanowią oni nie więcej niż około ośmiu, dziesięciu procent męskiej populacji. I wielkość ta od lat jest taka sama. Za to wśród kobiet spożycie wódki wzrasta, choć piją więcej również innych alkoholi…
Post scriptum
Z tego co wiem, pomnik wódki w Ugliczu do dziś nie powstał, choć podobno, Ernst Nieizwiestnyj ma już gotowy projekt i w każdej chwili gotów jest do jego realizacji. I trudno powiedzieć, czy to dobrze, czy źle.
Jan Różdżyński
W tekście wspomniano artykuły:

