Zdanie odrębne na święta
18.12.2021

Podstawową ideą kaczyzmu (skoro jest peronizm[1]…) miała być moralna odnowa zdeprawowanej klasy politycznej, a potem całego społeczeństwa. Wsparta została programem socjalnym 500+, który miał dowartościować najmniej zarabiających po to, by wstali z kolan i poczuli się suwerenem. Te dwa składniki pozytywnego programu zostały wkomponowane w negatywny kontekst propagandowy, prezentowany w partyjnych mediach, szyderczo przemianowanych na narodowe.
Miały one wzmocnić zarządzanie państwem przez konflikt[2]; szczucie (czyli „podburzanie kogoś przeciw komuś”), nieustanne poszukiwanie wroga publicznego oraz mobilizacja wobec niego powszechnej nienawiści – oto zasadnicze instrumentarium władzy. Rządzącym udało się zniszczyć albo podporządkować sobie urzędy państwowe oraz zmarginalizować niezależne instytucje i ruchy społeczne. Większości z nich przypisano złe intencje wobec państwa, włącznie ze zdradą narodową.
Skutki takich rządów to: obniżona do minimum wrażliwość społeczna, apatia i znieczulica, wzrost agresji, brutalności… Katastrofę powiększają zgony kowidowe i około pandemiczne; 500, 600 zmarłych dziennie to pięć, sześć rozbitych tupolewów, ale władza nie ogłasza żałoby narodowej. Przeciwnie, zachowuje się bezdusznie, a nawet beztrosko, kiedy ustami ministra zaleca „dbać o zdrowie”[3]. Postępujący marazm[4] sprawia, że pogrążamy się w nadrealności, która przypomina świat baśni braci Grimm – tyle w nim cynizmu, niegodziwości i okrucieństwa. Jako plemię słowiańskie[5] jesteśmy, ogólnie rzecz biorąc, obojętni na otaczający nas świat. Łatwo nam się przenieść z ponurej, niemieckiej aury – w błogą, polską, atmosferę nadchodzących świąt, które nad „ukochanym krajem” rozwiną śnieżnobiały całun „nocnej ciszy”. Taki magiczny zabieg doradza „Gazeta Polska”.
Wigilijna wieczerza z pustym miejscem przy stole[6], opłatek, świeca, gwiazdka, choinka i kolędy odsuną na bok troski ludu oraz bezeceństwa władzy, która w ten „błogosławiony, świąteczny czas” z pewnością przekroczy kolejną, czerwoną linię. A my będziemy się temu przyglądać ze zdziwieniem w oczach, tudzież z szeroko, coraz szerzej otwartymi ustami…
*
Aby czymś nietypowym wypełnić nasze polskie świętowanie, pozwólmy sobie na chwilę namysłu. Otóż rządy ‘dobrej zmiany’ – wbrew ideowemu zadęciu i moralnemu napuszeniu nie mają dogmatu; nie towarzyszy im żaden zbiór idei ani zasad. Cierpią też na brak antenatów ideowo-politycznych i nawet, kiedy się odwołują do bliskich im postaci – Dmowskiego czy Piłsudskiego, wychodzi im karykatura – jak maciejówka na głowie „emerytowanego zbawcy narodu”…
Jedną z osób, z której władza na gwałt usiłuje zrobić ideologa, jest zasłużony polski historyk i historiozof – Feliks Koneczny (1864-1949), twórca oryginalnej teorii cywilizacji. By go zawłaszczyć, rozpoczęto właśnie wielotomową edycję jego dzieł zebranych. Zajmuje się tym Wydawnictwo Miles[7], a osobą odpowiedzialną jest Kajetan Rajski, redaktor naczelny kwartalnika „Wyklęci” Sic!. Ukazały się już dwa tomy z obszernego dorobku, co dowodzi, że inicjatywa ma wsparcie ze strony państwa, czyli partii.
Pierwszy tom Dzieł zebranych Konecznego, obejmujący prace z lat 1887-1896, opatrzył wstępem minister edukacji i nauki P. Czarnek, który pisze:
Głębia myśli Feliksa Konecznego, niepospolita i wszechstronna erudycja, a przede wszystkim miłość prawdy i zdolność jej prezentacji i obrony sprawiają, że jest On szczególnie potrzebny dziś, w czasach, w których do mediów, edukacji i wychowania przenika relatywizm i agnostycyzm zabijający duchowe życie tak samych osób, jak i społeczeństw.
Słowa mocne, zawiłe, świadczące o tym, że cel edycji jest ideowo-polityczny, a Koneczny to oręż w walce o „duchowe życie” jednostek i społeczeństw, w Polsce i w Europie… A może w świecie?
Tom drugi to teksty z lat 1896-1898 oraz zbiór recenzji z teatrów krakowskich. Trzeci tom miał się ukazać z końcem listopada br., a kolejne cztery w roku przyszłym. Wydawnictwo zachęca do robienia przedpłat na poszczególne tomy, co będzie „gwarantować ich stałe otrzymywanie”. Odnosi się wrażenie, że wydanie będzie miało charakter pomnikowy i nic poza tym.
*
Sprawa jest o tyle ciekawa, że przed dwoma laty grono ludzi od dawna zajmujących się dorobkiem Konecznego podjęło się przygotowania pierwszej, krytycznej edycji najważniejszych jego dzieł. Miały być opracowane merytorycznie, źródłowo, z indeksami osobowymi i rzeczowymi oraz nazw geograficznych… Każdy tom ze wstępem krytycznym, dwoma rodzajami przypisów, tudzież tekstami źródłowymi, z unowocześnionym słownictwem – wszak dzieła powstały sto lat temu!
Pomysłodawcy uznali, że włączenie do obiegu czytelniczego takiego wydania dałoby szansę rzeczywistej recepcji poglądów Konecznego; szczególnie dotyczących badań porównawczych cywilizacji i kultur. Plan wydawniczy, rozłożony na trzy lata, obejmował dziewięć tomów najważniejszych prac. Wniosek o grant edytorsko-badawczy[8] skierowano do ówczesnego Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a stamtąd do recenzentów. Był procedowany przez kilkanaście miesięcy, a następnie… odrzucony! Trudno się dziwić, skoro równolegle ktoś ważny zadecydował o pospiesznym wznowieniu wspomnianych pism „jak lecą”, bez aparatu krytycznego, bez komentarzy, i w ośmiu tomach…
Trzeba pamiętać, że pogłębiona recepcja dorobku Konecznego jeszcze się nie dokonała. Utrudniały ją rozmaite przeszkody: dwie wojny, rewolucje, zmiany ustrojowe. A także staroświecki język i styl, niekonwencjonalna narracja, swoiste widzenie świata, polityczne sympatie i antypatie uczonego etc. Dzisiaj doszła do tego instrumentalizacja jego spuścizny oraz chęć uczynienia z niej monumentu, a nie źródła wiedzy o świecie, Europie czy Polsce…
Obawy nie są przesadzone; świadczy o tym wypowiedź doradcy ministra edukacji i nauki, skądinąd znawcy Konecznego: „Trzeba walczyć, odważnie iść do przodu, trzymając się naszej cywilizacji łacińskiej. Dlatego za Feliksem Konecznym musimy ciągle powtarzać w naszych rodzinach, wszelkich wspólnotach, że my, Polacy, zginiemy marnie, jeśli nie będziemy przodować duchowo. Polska nie wyplącze się, jeśli będzie opuszczać cywilizację łacińską, lecz jeśli będzie się jej ściśle trzymać, nie tylko się wyplącze, ale zajdzie daleko i wysoko”[9].
Doradca wie, że „cywilizcja łacińska” to wyrażenie puste, które dawno temu straciło desygnat to jest łacinę, czyli język sakralny chrześcijaństwa; że Koneczny nie nadaje się do czytania „w naszych rodzinach”, czy „wszelkich wspólnotach”; że „przodowanie duchowe” to nie czcza gadanina, tylko dawanie świadectwa wyznawanym wartościom, nie mówiąc o „wyplątywaniu się” z cywilizacji… Ta powoli przestaje być wiarygodna w Europie, choć w Polsce podsyca się ją intensywnym dmuchaniem, przechodzącym w zadęcie.
*
Ideologom kaczyzmu, ministrowi, jego doradcy oraz tym, którzy – ze wsparciem Kościoła – prowadzą Polskę w stronę rządów autorytarnych, trzeba przypomnieć dwa fragmenty z Konecznego. Oto pierwszy o totalnych zapędach władzy:
Mnożą się bowiem bez ustanku jej [administracji – JS] uprawnienia w imię totalizmu państwowego. Państwo ‘myśli’ o wszystkim […] myśli za obywatela; toteż gdyby administracja mogła, zakazałaby obywatelowi myśleć. Odkąd jednak ideałem administracji państwowej stało się, żeby ona sama zaspokajała wszelkie potrzeby całej ludności, zachodzi obawa, że poddani zmienią się w niedołęgów, a rządziciele będą posiadać coraz mniej rozumu[10].
Drugi fragment ukazuje skutki połączenia egoizmu narodowego z totalizmem państwowym:
Obłęd wszechmocy państwowej oparty jest na zastąpieniu moralności przez prawo ustawodawcze. Zamiast żeby prawo oparte było na etyce, zaczyna się coraz częściej etykę wywodzić z prawa. To będzie moralnem, co w prawie jest przepisane. […] Egoizm narodowy wiedzie łatwo do pewnego nadużycia, mianowicie służyć może za wymówkę przy zaniedbaniu etyki. A tymczasem mija powaga prawa, o słuszności przestaje się myśleć, a do krzywd, wyrastających z braku moralności w życiu publicznem, tak się już przyzwyczajono, iż coraz więcej osób przestaje je nawet odczuwać. Egoizm narodowy udzielił jakoby sankcji najwyższej wszystkiemu, co ktoś chce przedstawić, jakoby korzystne np. dla polskości. Pomysłów może być ilość nieograniczona i gdyby uznano wszędzie ‘patriotyczną dyspensę’, skończyłoby się to na wyrzuceniu w ogóle etyki z życia publicznego – a więc na tem samem, co wydaje z siebie państwo totalne. Tą czy tamtą drogą […] dochodzi się do bezetyczności tak w państwie, jak w społeczeństwie, a zatem wprowadza się upadek moralności w narodzie. Tak przy najlepszych nawet intencyach schodzi się na bezdroża”[11].
W ostatnich rozprawach i wypowiedziach o Konecznym, pisanych bądź wygłaszanych na polityczne zamówienie, próżno szukać cytowanych wyżej fragmentów. Wszak nie pomagają one w kreowaniu autora na ideologa rządów „dobrej zmiany”. Nie ułatwia tego fakt, że był on naocznym świadkiem tudzież ofiarą[12] dwu autorytarnych reżimów.
*
Jak widać, Feliks Koneczny nie nadaje się do wykorzystania w polityce, a w jego dorobku trudno znaleźć materiał na dogmat. Nie znaczy to, że ta władza nie ma swoich „prawd objawionych”. Kaczystowskie dogmaty to hipostazy, czyli pojęcia abstrakcyjne vel fikcje. Najczęściej układają się w zbitki pojęciowe typu: „prawo i sprawiedliwość”, „pedagogika wstydu”, „polski ład”, „wszystko, co najważniejsze”[13], etc. Wykładnię tej ostatniej można sprowadzić do dwu pojęć esencjalnych, czyli takich, które mają rzetelną podstawę: władza i pieniądze; albo na odwrót… Pierwszeństwo nie ma tu znaczenia.
J S
PS.
W rocznicę 13 grudnia prezydent nasz „niezłomny” nazwał gen. Jaruzelskiego „tchórzem i zdrajcą”. Sam wtedy był dzieckiem i nie jest w stanie niczym uzasadnić takiej oceny jednego z poprzedników na sprawowanym urzędzie, chyba, że ją za kimś powtarza… Ale wtedy jest człowiekiem bezmyślnym i bez wyobraźni, co szkodzi narodowi i państwu.
Odwołania:
- Peronizm nazywany jest niekiedy justycjalizmem (od >Iustitia – rzymska bogini sprawiedliwości bez opaski na oczach, za to z włócznią albo mieczem w jednej dłoni i wagą szalkową – w drugiej). Prawo i sprawiedliwość to polska odmiana justycjalizmu, którego pozostałymi składnikami są nacjonalizm (uznanie narodu za najwyższą wartość) oraz kapitalizm – najlepiej państwowy, jak w Chinach. ^
- Por. interesującą w tym zakresie książkę R. Krasowskiego, pt. Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt, Warszawa 2016.^
- Znacznie bardziej przekonujący jest aforyzm A. Fredry: „Szanuj zdrowie należycie, bo jak umrzesz, stracisz życie”. ^
- Taka kwalifikacja marazmu jest zamierzona. ^
- „Sławianie, my lubim sielanki” – mówi IV, czyli podrzędny literat w Mickiewiczowskich Dziadach.^
- kiedy po białostockich lasach błąkają się uciekinierzy przed wojną… ^
- Po polsku – żołnierz.^
- W ramach konkursu Dziedzictwo Narodowe (sic!).^
- Tak mówił dr. hab. P. Skrzydlewski na falach Radia Maryja dnia 23 października 2020 r. o godz. 14:36. ^
- Op. cit., s. 49. ^
- Pisownia oryginalna. ^
- Podczas II wojny światowej Koneczny stracił dwu synów. Jednego Niemcy ścięli toporem za to, że pomagał Ślązakom w procesach sądowych. Drugi syn zginął podczas powstania warszawskiego. Po wojnie kwaterunek przejął zarząd domem autora na krakowskim Salwatorze. ^
- Tak się składa, że jest to tytuł miesięcznika, który od roku 2017 „opowiada Polskę światu” słowami elit PiS. ^
