27.01.2022

ECHA WYDARZEŃ: Nie uczestniczę w biadoleniu, że Panna Iga z Raszyna została w Melbourne numerem „4”, a nie „2” lub nawet „1”!
Przegrała półfinał gładko – prawda – lecz klasę sportową oraz pasję walki potwierdziła.
Sława podtrzymana, popularność rozwinięta, dowody twardego stania na drodze rozwoju – są. I kasa, jak trzeba…
Prawda, jak obrazowo napisał jeden z internautów – „zderzyła się mucha z czołgiem”. Rywalka była tak wspaniale dysponowana, że spokojnie (??? – raczej w atomowym stylu) malowała obraz. Jak nasza gwiazdka w paru wcześniej wygrywanych meczach, gdy „nie dawała partnerkom oddychać”… Teraz – jej nie pozwolili, choć bardzo się starała…
Światek fachowców wykonuje analizę detali. I ma racje – trzeba mocniej serwować, jeszcze to i tamto poprawić. Słusznie, ale nie jestem za metodą „porównywanie: mecz do meczu”. Bo przeciwnik przecież inny. I jeszcze ta „dyspozycja dnia, chwili”, co przyniosła na kort Amerykanka…
Oczywiście – doświadczenie przydatne na jutro i pojutrze, ale bilans startu już znakomity…
Światek przedolimpijski. Czasem, co się źle zaczyna – miewa dobry finał… Ale lepiej, jeśli nie ma falstartu. A był. Na Okęciu.
„System” nie chciał wpuścić do samolotu części olimpijczyków. Informacje w komórkach nie świeciły się na zielono, a w ramach tworzenia barier dla pandemii gospodarze wymyślili nowy system sprawdzeń. Wedle niego taki Djokovic mógłby nawet mieć sto wiz, a nie wjechałby do Australii na turniej; „system” nie dałby wejść do samolotu…
Jak czytam opisy kolegów po fachu, którzy jadą opisywać igrzyska – każdy musiał zgłaszać kolejne – i to nie raz – wyniki testowania, a elektronika w Pekinie bilansowała to kolorem uprawnień…
Czytam, że niektóre reprezentacje sugerowały, by specjalnie na pekińską okoliczność każdy miał nową komórkę, wtedy uniknie się obawy, że w „trwale osobistej” zostanie ślad jakiegoś szpiega… Coś z „Pegasusa”…? PKOl coś tu przepuścił… Rutyna kontra czujność?
Na Okęciu okazało się podobno, że nie każdy olimpijczyk wykonywał polecenia. Liczna ekipa opiekunów (kapelan – zawsze aktywny w sieci, podał w fejsie skład, tzw. attaché prasowy temat ominął) zapomniała, że w ramach opiekuństwa powinno się też mieścić sprawdzanie, i… było, jak było.
Polecieli, w nerwach i z opóźnieniem, ale polecieli…
Mam nadzieję, że to ostatni knot organizacyjny… A w odległym tle – to, żałuję, że kiedy opisywałem różne zawody, nie pomyślałem nigdy, że fajnie byłoby pooglądać z pozycji „osoby towarzyszącej”. Wikt i opierunek zapewniony – portfel nienaruszony; garniturek na miarę, inne stroje, buty, nawet może gatki… Radosny udział w defiladzie. Kibicowanie. I bez tego stresu, jaki niesie świadomość „deadlinu”, ostatniej minucie, gdy można dostarczyć relację, z nadzieją, że zdąży na maszynę rotacyjną… Ech, te wspomnienia. Ale – miło było…
Przepraszam za odskok w przeszłość. Bez komórek, pieniędzy na telefony, Internetu z laptopami (dopiero przyszło z Seulem – 1988)…
Pandemia.
Sport też cierpi. Nie tylko w wymiarze olimpijskim (wyżej – plus problem z „ pozytywnym wciąż skoczkiem Żyłą – wg planu „B” może, jeśli wyzdrowieje, polecieć nawet samolotem „prezydenckim”), czy w związku z tenisem w Melbourne oraz postawą Djokovica (i skutkami polityczno-gospodarczymi. Także w … Kędzierzynie.
Najlepsza klubowa drużyna Europy w siatkówce tak się covidowo rozsypała, że przyszło odwołać mecz ligowy, a także międzynarodowy, z zespołem z Nowosybirska, który już zjechał do Koźla… Dogadali się, że nie ma walkoweru w europejskich rozgrywkach…
Na koniec – trzy zdania o piłce. Ściślej – o szkolnym teatrzyku z wyborem (i zatrudnieniem) selekcjonera dla reprezentacji Polski. Tej, której wciąż śni się miejsce w katarskich mistrzostwach świata, a droga wiedzie przez baraże.
Pierwsza przeszkoda – Rosja, w meczu wyjazdowym. Wkrótce, a szefa ani widu, ani słychu… Bez sensu, proszę PZPN – u. Na zasadzie czekania to… w ogóle można dać sobie spokój z przeogromnym przecież wydatkiem. Trenowanie przecież już i tak nie wchodzi w rachubę, a wybrać skład to może zarząd PZPN, prezes, albo kibice… W plebiscycie akurat jest czas takich zabaw… I milion zostanie w kasie…

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
