30.01.2022
30 Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
1. D.O. pomyślał, że był niesprawiedliwy. Może nie tyle niesprawiedliwy, ile niekompletny, a to czasem jeszcze gorzej. Opisywał słoneczne, ciepłe obrazy z miejsce, „Onde a terra se acaba e o mar começa”, jak napisał o Cabo da Roca Kamoens.
A przecież, jeżdżąc po Włoszech, które przez trzy dekady były jego domem, wył z tęsknoty do polskich krajobrazów. Nie wie, czemu to przypisać; pewnie małe ojczyzny wdzierają się człowiekowi w DNA – cóż to za interesujące pole do badań dla genetyków! Bo przecież te Włochy są takie piękne! A we wspomnieniach jeszcze bardziej. We wspomnieniach znikają tony przydrożnych śmieci, brudne zarośla, asfalt na drogach i autostradach, który wygląda jak zbombardowany i nikt tego nie naprawia. Znika nawet późnoletnia zieleń, wypalona słońcem już tak mało zielona. Znikają betonowe potwory, mordujące swą szpetną przemocą doskonałość natury.

I nie masz tam lasów sosnowych ni brzozowych zagajników, bazaltowych skał nie przykrywają polodowcowe piachy ni iły. Nie masz horyzontu, wymazanego przez orografię. Strumieni i rzeczek, leniwie krojących pola, porośniętych wierzbami. Zamiast wierzb są drzewa oliwne, cyprysy zamiast tui, rzadkie pinie zamiast wysokopiennych sosen o pomarańczowych pniach.

Powietrze nie jest niebieskie; jest żółte, by spomarańczowieć i poczerwienieć wieczorem.
D.O. lubi spaghetti prawie tak mocno, jak kapustę kiszoną z grzybami.

Albowiem świat jest piękny dlatego, że jest różny. Póki sił, póki oddech, warto szukać tej różności, a potem chuchać i dmuchać, by trwała.

2. D.O. pamięta, jak 15 z górą lat temu, wylądowawszy w Szanghaju, poszedł za czymś tam potrzebnym do centrum handlowego. Nie tak je sobie wyobrażał. Spodziewał się, że zanurzy się w egzotyce, w orientalnych wzorach i kolorach, w kaskadzie przedmiotów, jakich nigdy wcześniej nie widział. A zastał wszystko dokładnie takie jak w warszawskiej Arkadii albo w „Mall of America” w Minneapolis.

A kiedy prawie 30 lat temu D.O. dojechał jednym susem samochodem z Rzymu do Augustowa, rozsiadł się w zielonej, szklanej kuli, wybudowanej w dawnym ośrodku wczasowym, przerobionym na hotel. Ostatnie promienie zachodzącego słońca odbijały się na czerwono w srebrnym jeziorze, przezierającym zza sosen, więc poczuł się błogo, poczuł się w Polsce, więc zapytał kelnera, jaką rybę mógłby zjeść na kolację. I usłyszał w odpowiedzi: „polecamy doskonałego łososia norweskiego”.
A w … sobie wsadź swojego łososia!
Dbajmy o tę różność, chuchajmy na nią i dmuchajmy, by trwała.
3. Teraz D.O. ma coś odwrotnego: jeździ po Polsce, by chłonąć jej krajobrazy, kolory i atmosfery i wyje z tęsknoty za Włochami. Ale i za Francją. I Za Hiszpanią. I Grecją i Portugalią. I Kanadą i Gwatemalą. I Singapurem i Syrią. Tęskni za rozmowami z Kenijczykami, Duńczykami, Turkami i Libańczykami, Hindusami i Wenezuelczykami.
Może to jakaś jednostka chorobowa, ta potrzeba różnorodności, potrzeba życiodajnych bodźców?
4. Podróże po dalekiej, głębokiej Ameryce upijają go także dlatego, że w tych bezkresach jest się samemu z ekumenosem, całym znanym światem. Dlatego, kiedy D.O. jeździ po Polsce, szuka bocznych dróżek: im mniej napotyka samochodów, tym jest szczęśliwszy. Wrzuca tempomat na 40, 50 km/h, opony cicho mruczą na asfalcie, a D.O. może się trochę rozglądać, a kiedy coś go zachwyci, to staje i się gapi.

Często gapi się na domy. Spełnił się slogan Gierka, ulubieńca szajki, o którym D.O. czytał, że był najwierniejszym agentem sowieckim od wczesnej młodości (stąd taka sympatia szajki): druga Polska została wybudowana.


Ale, jak to z ludźmi, tak i z domami bywa. Są więc domy kochane, ładnie ubrane i zadbane; one w zimne wieczory już z daleka swoimi żółtymi światłami z okien obiecują: chodź, a cię przytulę, gospodarzu.

Są też domy niekochane, smutne. Brzydko odziane, kostropate, przygarbione, nieogolone. Krzyczą do przejeżdżającego D.O.: popatrz na mnie, pomóż, daj lekarstwo; przecież nadal jestem domem, to tylko przejściowa choroba, mogę jeszcze żyć, utulić, dać schronienie, dać radość i poczucie bezpieczeństwa! Lecz D.O. przejeżdża mimo; też woli patrzeć na domy zdrowe i radosne i szybko odgania lekki wyrzut sumienia: „przecież wszystkim nie mogę pomóc”.

Są wreszcie ruiny domów, które były, a których już nie ma. Kościotrupy dawnych domów, porzuconych i sczezłych z braku miłości, złomki murów, którym zabrakło ukochanego człowieka, bo umarł bezpotomnie. Wokół nich stoją jeszcze zdziczałe drzewa, które ktoś kiedyś miłośnie sadził, by podzieliły się owocem, by dały cień, by zaszumiały kojąco, kiedy na duszy ciężko. Zombi drzew, domofagi, biorą gorliwie udział w upiornej uczcie.

D.O. na ich widok myśli o tych, który kiedyś ustawiali cegłę na cegle, belkę na belce, dla siebie, dla dzieci, dla wnuków, z miłością i sumiennością.

5. D.O. wykrakał. Zastanawiał się, kiedy szajka uzna GUS za instytucję antypaństwową i antypolską. I to się zbliża, bo herszt szajki, Żoliborski Świrek mówił zawsze, że „należy uczynić wszystko, żeby Polska była jak Turcja”. A w Turcji Świr Zbrodniczy zwolnił właśnie dyrektora tamtejszego GUS-u za publikację prawdziwych danych, dotyczących inflacji: 36,1% (https://tvn24.pl/…/turcja-szef-narodowego-urzedu…). Plan upodobnienia Polski do Turcji postępuje znakomicie. Wiesz, P.T. Czytelniku, że szajka ukradła ci w ubiegłym roku 8% twojego dorobku? I dzielnie zmierza do owych 36%, osiągniętych w kraju stawianym za przykład przez Świrka.
6. Wojna będzie. Reuter pisze, że Rosja w swoich bazach wokół Ukrainy gromadzi zapasy krwi (https://www.reuters.com/…/russian-buildup-ukraine…/).
„Rosja osiągnęła zdolność bojową do zaatakowania Ukrainy – mówi sekretarz Obrony USA Lloyd Austin (https://wyborcza.pl/7,75399,28052272,pentagon-rosja…).
Przemawiając u boku Lloyda Austina, szef połączonych sztabów armii USA generał Mark Millley, powiedział, że taki konflikt byłby „przerażający” dla obu stron. „Gdyby to rozpętano na Ukrainie, byłoby to znaczące, bardzo znaczące i spowodowałoby znaczną liczbę ofiar” – powiedział Millley. – „To by było straszne, to byłoby straszne”.
Kiedy rośnie łajdactwo, zbrodnia i niesprawiedliwość, rośnie również nienawiść do nich. Ta nienawiść wzbiera, gotuje się, ale zamknięta pod ciężką pokrywą aparatu represji i propagandy, nie znajduje upustu. Aż do momentu, kiedy ciśnienie robi się silniejsze niż ciężar pokrywy. I wtedy – bum. Rewolucja!
Jakże aktualnie brzmią powtarzane przez szajkowe media z biurokratyczną głupotą „reklamy”: „Pilnie potrzebna jest krew”! – krzyczy jedna. – „krwi nie da się wyprodukować ani kupić”!
Znaczy potrzebna jest twoja, Czytelniku.
„To już ostatnia prosta” – przekonuje od jakichś dwóch lat druga „reklama” – „zaszczep się”. Tak długiej ostatniej prostej to świat chyba nie widział.
7. „Porozmawiajmy, jak nazista z nazistą” – pomyślał i jak pomyślał nazista, tak zrobił. I porozmawiał z nazistami, takimi, jak on. Nazistami siedzącymi, jak i on zapewne, w kieszeni u Putina, nazistami, którzy zachłystują się, powtarzając, że Krym jest rosyjski, a Ukraina to kraj rządzony przez faszystów, który dybie na pokój miłującą Rosję, wielki kraj, będący naszym partnerem i przyjacielem.
8. Może, Czytelniku, przeczytasz to: https://trojmiasto.wyborcza.pl/…/7,35612,28049441,ataki…?
Może nie podniesie cię na duchu, lecz doda ci wiedzy o twoim narodzie i o twoim rządzie.
Julia z Kazachstanu jesienią 2021 r. otworzyła w Gdyni restaurację z kuchnią ormiańską Granat. Na początku przy ul. Świętojańskiej, z czasem w bok od głównej ulicy miasta, przy ul. Jana Kilińskiego.
W Granat włożyła wszystkie oszczędności. Zaczynała z trzema garnkami i 12 zestawami sztućców.
Julia z wykształcenia jest prawniczką. Do Polski przyjechała z mężem i trójką dzieci. Po przyjeździe do Polski dowiedziała się, że jej pradziadek był Polakiem. Wyjechał do Kazachstanu, założył tam rodzinę.
Wybite szyby w oknach, wulgarne naklejki, drzwi oblane farbą. Od początku stycznia młodzi mężczyźni niszczą restaurację pani Julii z kuchnią ormiańską Granat w Gdyni przy ul. Jana Kilińskiego.
9. „Kościół katolicki przyznał, że przywłaszczył sobie bezprawnie ponad tysiąc nieruchomości. Teraz odda je państwu i samorządom. Ale rząd i organizacje społeczne szacują, że takich nieruchomości jest znacznie więcej” (https://cincodias.elpais.com/…/1643039065_863052.html…; https://wyborcza.pl/7,75399,28050141,hiszpanski-kosciol…).

10. Wyjdź, wrzuć pieniążek do puszki WOŚP! Albo załatw to przez internet. Spraw, by Polacy mogli znowu mieć szacunek dla siebie.
A jeśli chcesz się, dowiedzieć, jakim człowiekiem jest Jurek Owsiak, obejrzyj rozmowę JP z nim na „Allegro ma non troppo”: https://www.youtube.com/watch?v=USfda5AOkKU&t=186s
Jacek Pałasiński
