01.02.2022

Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.
Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.
.
Dzisiaj mamy poziom niebezpieczeństwa wojny:
Taken from Defcon Level Warning System: https://www.defconlevel.com/share-defcon-level.php
28.02.2022
Coraz głośniej brzmi milczenie episkopatu. Specjalnie to nie dziwi: moskiewska cerkiew poparła agresję Putina, a przecież mamy z nią duchowy związek: to oni bronią wiary i duchowości, to oni nienawidzą zachodniej demoralizacji i zgnilizny; jak my.
Cóż, róbta tak dalej. I nie dziwta się konsekwencjom. Coraz więcej ludzi będzie czuło do was i waszej firmy to, co ja: obrzydzenie.
Coraz głośniej brzmi także milczenie wielu odpowiedzialnych polityków prawicy; mam wymieniać?
A niektórzy już się wręcz nie hamują: Braun i Mikke powiedzieli co myślą. Bracia Kremlowscy (och, przepraszam: Karnowscy) wydrukowali w swojej gazetce … wywiad z ambasadorem Rosji. Tak, tak: przecież należy dać głos drugiej stronie „w imię prawdy”. I za nic nie skomentować. Potem można przecież powiedzieć, że czytelnik sami widzi, że ekscelencja uprawia propagandę…
Myśleliśmy (w każdym razie niektórzy z nas), że inter arma … i tak dalej. Guzik prawda. – Czy zezwala Pan na kolejne ataki na Polskę w takim momencie? – pyta agresywnie i kompletnie idiotycznie Tuska w poniedziałkowym tweecie straszna baba Szydłowa. Chodzi o projekt rezolucji parlamentarnej wzywającej Komisję Europejską do sankcji przeciwko Polsce za łamanie praworządności.
Myśleli, że wojna w Ukrainie będzie dla nich „politycznym złotem”. Nadal na to barany liczą. Niedoczekanie. Więc nienawistny bluzg ruszy za chwilę z całą mocą. A jak ktoś odpowie – to on zostanie oskarżony o agresję. Głupki uwierzą. Dotychczas głupków starczało.
Pojawiają się także opinie zupełnie obłąkane. Widzimy na ekranach telewizorów … agresję amerykańską oraz skutki spisku syjonistycznego. Nadchodzi Nowy Porządek Światowy (swoją drogą: może by się przydał?). Proponuje ktoś, żeby celem uniknięcia wojny na większą skalę – skłonić Ukrainę do demilitaryzacji i deklaracji neutralności. Z najwyższym zdumieniem to czytam: ten ktoś zabiera głos na forum … lewicy. Czy następną propozycją będzie, byśmy się grzecznie i bez hałasu ustawili w kolejce do łagru?
Ludzie: opanujcie się. Ameryka popełniła w swej historii masę błędów. Ale to nie powód, by drzemiące w psychice fobie kierować na wyłączną nienawiść do USA; znam kilka krajów dużo nam bliższych i też z odpowiednim bagażem za uszami.
Stawiam tezę, że ten antyamerykanizm jest brudnawą popłuczyną po epoce „władzy proletariatu miast i wsi”; rozumiałbym go ewentualnie u ludzi z mojego pokolenia, poddawanych przez dziesięciolecia praniu mózgu. Ale teraz najsilniej go widzę u zwykłego gówniarstwa.
U którego rozumiem ostatecznie nacjonalizmy i ciągoty totalitarne, bo ich teraz tak właśnie różne Brauny, Czarnki i Rydzyki indoktrynują. Tego antyamerykanizmu – nie pojmuję.
On jest jednak też jakiś popieprzony: bo wielu z jego wyznawców kocha … Trumpa.
Zaprawdę: idioci wszystkich krajów, łączcie się. I – najlepiej – wypieprzajcie na Księżyc. Na tę jego drugą stronę.
Chciałbym na koniec napisać coś nowego o złym człowieku, panu K. Ale okropnie mi to utrudnia. Jego po prostu nie ma. Co knuje ten strateg od siedmiu boleści i ósmego nieszczęścia? Jaki nowy spisek wykryje, jaki zmontuje?
27.02.2022
No więc podobno mamy DEFCON-3. Marnie. Poziom alarmu bojowego DEFCON-2 w siłach zbrojnych (i to niecałych) USA był ogłoszony w historii tylko raz: w czasie tzw. kryzysu kubańskiego w październiku 1962 roku. Oznacza on, że armia ma być gotowa do rozmieszczenia i działania w mniej niż sześć godzin. Wyżej jest już tylko DEFCON-1, który ogłasza się, gdy wojna nuklearna jest nieunikniona lub już się zaczęła. DEFCON-3 oznacza, że lotnictwo USA ma być gotowe do mobilizacji w 15 minut. Oczywiście to odpowiedź na postawienie przez Putina rosyjskich sił jądrowych w stan gotowości.
Z tym alarmem to jednak trzeba ostrożnie: jego poziom można sprawdzić na witrynie defconlevcel.com, ale to nadal jest nieoficjalne, bo DEFCONU publicznie się nie ogłasza. Ale…
Mamy już DEFCON-2.
Mają się rozpocząć rozmowy agresora z napadniętym. Nie spodziewam się, żeby Putin odstąpił od żądania bezwarunkowej kapitulacji, które zostanie naturalnie zimno odrzucone. Tymczasem Rosjanie mają wyraźne kłopoty z morale armii, a przewidywany blitzkrieg okazał się ułudą. Ukraińcy bronią się nadzwyczaj dzielnie, co chyba Putina maksymalnie zaskoczyło: on chyba naprawdę spodziewał się, że zostanie przyjęty jako wybawiciel od „nazizmu”. A podobno Rosja ma taki wspaniały wywiad?Na marginesie: oskarżanie o nazizm narodu, który wybrał człowieka tego akurat pochodzenia na prezydenta – to piętrowy idiotyzm. Oczywiście, propagandyści proputinowscy wyciągają w tym kontekście Ukraińcom SS-Galizien z okresu II Wojny; ale może to była po prostu odpowiedź zdesperowanych ludzi na zafundowany im przez ZSRR hołodomor? Ale samodzierżawni dyktatorzy tak mają; oni widzą tylko swój wymyślony świat. To zresztą jest wystarczający powód, by nie pozwalać nikomu – choćby był geniuszem mądrości i dobroci – sprawowania władzy dłużej niż 10 lat. Potem chyba obłąkanie jest nieuniknione. U niektórych przychodzi to wcześniej, żeby nie wskazywać palcem.
Odnotuję jeszcze, że Prezydent Ukrainy (jeden z nielicznych, którego godność warta jest wielkiej litery) pomyślał zdaje się w sposób zbliżony do mojego: ogłosił nabór ochotników do oddziałów międzynarodowych. A francuska Legia Cudzoziemska urlopowała wszystkich swoich żołnierzy pochodzenia ukraińskiego i umożliwiła im wyjazd do kraju; raczej nie na wczasy.I tak odradza się nam Hiszpania 1936. NO PASARAN!
W zalewie tych ponurych wiadomości warto zwrócić uwagę na jeden pozytywny aspekt sytuacji: zdaje się, że będziemy mieli obok bardzo zaprzyjaźniony naród; i to dwustronnie.
I jeszcze jedno. Nie chcę się mądrzyć, ale przestrzegam przed wkładaniem Rosjan do jednego worka. Wielu z nich zachowuje się dziś nie tylko w porządku, ale wręcz niezwykle dzielnie. Pod władzą tego oszalałego bandyty naprawdę trzeba mieć odwagę cywilną graniczącą z desperacją, żeby demonstrować przeciw tej wojnie.
Cała nadzieja w gruncie rzeczy w tym właśnie. Rosjanie mają zresztą niezłą tradycję w postępowaniu z władcami i dyktatorami. Czasem jest ono lekko szokujące, ale nie bądźmy pięknoduchami…
A zły człowiek na literę K. najwyraźniej nie wie co robić. Ani co mówić. Więc nie mówi i nie robi nic.
26.02.2022
Po pierwsze: zapamiętajmy te słowa. Myślę, że mogą się stać dewizą europejskiej cywilizacji; a nie zdziwię się, jeśli przyjmą je za hasło bojowe oddziały ukraińskie. Sława Ukrainie!

Po drugie: oczywiście wojska państw NATO w żaden sposób nie mogą się zaangażować teraz w walki, jeśli nie mamy ochoty, by pół świata spłonęło w atomowym ogniu. Ale sięgnijmy do historii: pamiętacie Brygady Międzynarodowe w Hiszpanii?
No.
Po trzecie: Watykan jak zwykle. Demonstracyjnie niby neutralny. Opowiastki o „kryzysie na Ukrainie”, potrzebie „ochrony słusznych aspiracji wszystkich”. Jaki „kryzys”, gdy to napad? O czyich słusznych aspiracjach mówimy? Nazywanie agresji „operacją wojskową”. Eufemizmy i delikatność. Ą i ę.
A ktoś zdaje się mówił, że Franciszek jest inny od poprzedników. Naiwność ludzka nie ma granic.
To teraz miła niespodzianka.
Jedna z naszych ulubienic daje w długą. Cytuję (układ i pisownia oryginalne):
Na jakiś czas odchodzę z TT. Jestem bezsilna wobec pchania Polski do zguby przez UE. Trudno też mi znieść zdrady targowicy /ok.połowy Polaków/ bezkarnie i wyzywająco szkodzącej Polsce i Polakom. Nie widzę na razie sensu w pisaniu ciągle tego samego. Co miałam napisać – napisałam.
Kto to, ach kto to tak się rozełkał? Pawłowiczówna Krystyna osobą własną. Kto pierwszy uronił z tego powodu łzę wzruszenia? Łukasz Piebiak i Jarosław Dudzicz.
Moja babcia mawiała: i na naszej ulicy zaświeci słońce. Może jeszcze nie świeci, ale błysnęło.
Zły człowiek na K. powinien zacząć myśleć nad rysującą się sytuacją.
25.02.2022
Ciągle ta wojna.
Chciałoby się napisać „to już staje się nudne”, ale nie, tak powiedzieć nie wolno, bo na naszych oczach stary świat się przewraca i może nas ciężko przygnieść. Kiedyś, kiedyś podpisywano traktaty o poszanowaniu istniejących granic, o rozwiązywaniu sporów drogą pokojową… Wszystko to okazało się mniej warte niż papier, na który te szczytne słowa naniesiono. Wystarczyło paru obłąkańców i wspierających ich cyników.
Jest zaś źle. Niemcy, Węgry i Włochy jakby odtworzyły sojusz … z okresu II Wojny i w gruncie rzeczy uniemożliwiły prawdziwe sankcje wobec Rosji. Chiny z kolei miały jedyną w swoim rodzaju okazję na potępienie bandytów i wślizgnięcie się tym samym do cywilizowanego świata – nie skorzystały. Ustami paskudnej jak noc rzeczniczki (zapewne nie przypadkiem wybrano tak „po maoistowsku” wyglądającą damę…) powiedziały coś o „prawie suwerennego państwa do działania”; pewno mają w tyle głowy swoją ochotę na zrobienie z Tajwanem tego, co robią Rosjanie z Ukrainą.
Patrzę na przemawiającego Putina. Widzę opuchłego niezdrowego upudrowanego starszego pana; coś mi się wydaje, że pompują w niego sterydy – czyżby był chory? Nie chcę się domyślać, że być może postanowił zejść z tego świata w atomowym błysku, skoro i tak go jakaś cholera dopadnie; byłby to dowód zupełnego przecież szaleństwa.
Obudzili się i zaktywizowali ludzie bez serc i mózgów (nie chcę używać słów takich jak kretyni, idioci czy debile, bo one mają znaczenie medyczne), także w Polsce. Nagle przypomnieli sobie krzywdy sprzed dziesięcioleci; szkoda, że dość wybiórczo. Specjaliści zwracają uwagę, że niedawni aktywiści antyszczepionkowi przerzucili się teraz na narrację antyukraińską i hipernacjonalistyczną; niektórzy widzą w tym dowód na to, że mamy do czynienia w obu wypadkach z trollami, sterowanymi przez KGB. Nie sądzę; ci durnie po prostu tak mają. To ci sami wielbiciele rozmaitych Bosaków i Braunów. Bezmózgi. Ale nie wykluczam, że opłacane ze wschodu. Słowem, źle jest.
Raz jeszcze powtórzę: świat ma możliwość bezkrwawego uderzenia, nawet z uwzględnieniem własnych interesów gospodarczych. Eliminacja Rosji ze światowego życia naukowego, kulturalnego, sportowego byłaby dla „dumnych Wielkorusów” bardzo dotkliwa. Ale musiałaby być totalna: precz ze wszystkich organizacji międzynarodowych, zerwanie kontaktów i kontraktów, wyrzucenie stypendystów i odwołanie własnych, odwołanie rozmaitych „visiting professors”, usunięcie drużyn, zespołów i solistów ze wszystkich imprez i konkursów międzynarodowych. A, i to samo powinno spotkać Łukaszenkę; jemu się to należy od dawna a zostawienie go teraz w spokoju – to zostawienie otwartych drzwi bardzo niemiłym gościom…Czy to potrafimy?
Malutki test. Przekonamy się niebawem jak zostanie przywitany na korcie rosyjski tenisista Miedwiediew, jeśli go dopuszczą do kolejnego turnieju. Sądzę, że jeśli się od Putina publicznie nie odetnie, to meczu w zdrowiu nie dokończy. Nie powinien.
A co za złym człowiekiem na K.? Milczy.
24.02.2022
Wojna. Blisko, cholera.
Są tacy, którzy ośmielają się dziś głośno mówić, że to jedynie „starcie dwóch imperializmów” i nasza chata odległa, a sedno sprawy leży w walce o obalenie kapitalizmu. „Proletariusze” od siedmiu boleści. Głównie zresztą umysłowi. Myślałem, że to durne paskudztwo wymarło wraz z pokoleniem KPP; tamto pokolenie miało jednak parę przesłanek, by myśleć, jak myślało. To – żadnych.
Myliłem się widać, stare żyje nadal. A gdy mówię, że choć może i rzeczywiście jest to starcie dwóch imperializmów, to nie są one równowarte i że zdecydowanie wolę imperializm amerykański i cywilizację zachodnią od dzikiego barbarzyńskiego imperializmu najwyraźniej obłąkanego Putina – to mi mówią (autentyczne!), że jestem „libkiem wychowanym na TVN”.
Niech tak będzie, jeśli chcą. Pies z nimi tańcował.
A tymczasem – wojna.
Piszę to przed ogłoszeniem przez Bidena pakietu „atomowych” sankcji. No – ciekaw jestem, co to będzie. Moim zdaniem powinny być rzeczywiście drastyczne. Należy zerwać absolutnie wszelkie kontakty gospodarcze, naukowe i kulturalne z Rosją. Oraz – co bardzo ważne – sportowe. Do absolutnego minimum ograniczyć kontakty dyplomatyczne. Przebywającym za granicą Rosjanom dać wybór: prośba o azyl poparta publicznym potępieniem Putina – albo natychmiastowa deportacja. Będzie z tym trudno. Jeden przykład: sprowadzany przez Polską z Rosji węgiel. Bez niego nasza energetyka dostanie zadyszki; ale – trudno. Musimy z tym skończyć natychmiast.Ale pewno tego nie zrobimy.
Dziś dzień taki, że o tym, co będzie dalej – trudno coś mniemać albo i nie mniemać. Więc mogę tylko wyrazić słabą nadzieję, że nasi rządzący zrozumieją, że pozostawanie na pozycji „jedynie słusznych w całej wsi”, dla których każdy, choć odrobinkę inny – to wróg, to krańcowa głupota. Niektórzy z nich – czytam tu i ówdzie – powiadają, że te wydarzenia, to dla nich kolejne „złoto polityczne”.
Mylą się. To mnie akurat nie martwi, ale konsekwencje „trwania na szańcu” będą nie tylko dla nich przykre. Dla mnie i dla was też.
Zły człowiek K. Co zrobi? Ma pewną szansę. Nie sądzę, by umiał z niej skorzystać. Jak Putin nie chce dostrzec słonecznej strony ulicy.
23.02.2022
Wojna. Blisko, cholera.
Są tacy, którzy ośmielają się dziś głośno mówić, że to jedynie „starcie dwóch imperializmów” i nasza chata odległa, a sedno sprawy leży w walce o obalenie kapitalizmu. „Proletariusze” od siedmiu boleści. Głównie zresztą umysłowi.
Myślałem, że to durne paskudztwo wymarło wraz z pokoleniem KPP; tamto pokolenie miało jednak parę przesłanek, by myśleć, jak myślało. To – żadnych. Myliłem się widać, stare żyje nadal. A gdy mówię, że choć może i rzeczywiście jest to starcie dwóch imperializmów, to nie są one równowarte i że zdecydowanie wolę imperializm amerykański i cywilizację zachodnią od dzikiego barbarzyńskiego imperializmu najwyraźniej obłąkanego Putina – to mi mówią (autentyczne!), że jestem „libkiem wychowanym na TVN”.
Niech tak będzie, jeśli chcą. Pies z nimi tańcował.
A tymczasem – wojna.
Piszę to przed ogłoszeniem przez Bidena pakietu „atomowych” sankcji. No – ciekaw jestem, co to będzie. Moim zdaniem powinny być rzeczywiście drastyczne. Należy zerwać absolutnie wszelkie kontakty gospodarcze, naukowe i kulturalne z Rosją. Oraz – co bardzo ważne – sportowe. Do absolutnego minimum ograniczyć kontakty dyplomatyczne. Przebywającym za granicą Rosjanom dać wybór: prośba o azyl poparta publicznym potępieniem Putina – albo natychmiastowa deportacja.
Będzie z tym trudno. Jeden przykład: sprowadzany przez Polskę z Rosji węgiel. Bez niego nasza energetyka dostanie zadyszki; ale – trudno. Musimy z tym skończyć natychmiast.
Ale pewno tego nie zrobimy.
Dziś dzień taki, że o tym, co będzie dalej – trudno coś mniemać albo i nie mniemać. Więc mogę tylko wyrazić słabą nadzieję, że nasi rządzący zrozumieją, że pozostawanie na pozycji „jedynie słusznych w całej wsi”, dla których każdy, choć odrobinkę inny – to wróg, to krańcowa głupota. Niektórzy z nich – czytam tu i ówdzie – powiadają, że te wydarzenia, to dla nich kolejne „złoto polityczne”.
Mylą się.
To mnie akurat nie martwi, ale konsekwencje „trwania na szańcu” będą nie tylko dla nich przykre. Dla mnie i dla was też.
Zły człowiek K. Co zrobi? Ma pewną szansę. Nie sądzę, by umiał z niej skorzystać. Jak Putin nie chce dostrzec słonecznej strony ulicy.
22.02.2022
Rozumiem: dramat. Rozdarte serca. Z jednej strony jedność międzynarodowa wobec agresji Putina, sankcje, zbrojenia – z drugiej MECZ. Jak nie pojedziemy do Moskwy – walkower i koniec marzeń o sukcesach gdzieś tam, gdzieś tam. Jak pojedziemy, też sukcesu raczej nie będzie, ale będzie „po sportowemu”.
Czytam dziś, że międzynarodowe organizacje piłkarskie (a pewno i organizacje innych sportów podobnie) siedzą w kieszeni jakiegoś Gazpromu, tak się składa, że rosyjskiego. No cholera, szkoda tych milionów by było…
Mam wrażenie, że świat, w którym naprawdę żyjemy – i świat zawodowego sportu to są klasyczne światy równoległe. Niby widzą się nawzajem, ale w reakcje żadne nie wchodzą. Inna materia.
Coś mi tu potwornie zgrzyta. Ale chyba stary idiota jestem.
À propos tego drugiego świata, sportowego. Powiedzcie, proszę, czy ja widzę to, co widzę – czy mi się coś porobiło? Czytam od czasu do czasu (przepraszam, ale ja czytam wszystko, co jest pod ręką) teksty dziennikarzy sportowych i ćmi mi się w oczach. Nasycenie „poetycką” metaforą, jakieś wygibasy stylistyczne, jakieś skojarzenia księżycowe i wydzikłe porównania… Może to po prostu szalenie nowoczesne i dziś tak trzeba? A może wymarli już – a na pewno odeszli na emeryturę – Dobrowolscy? Mam na myśli Witolda Dobrowolskiego, niegdyś wielką gwiazdę sportowego dziennikarstwa, stawianego przez znawców na równi z Bohdanami: Tomaszewskim i Tuszyńskim.
W latach 60. mianowano go (na dość krótko, niestety) kierownikiem niewielkiej wtedy redakcji sportowej Telewizji. Pamiętam sensację, jaką wywołało w „firmie” jego przemówienie inauguracyjne do kolegów: panowie, od tej chwili przestajemy miotać głazy do ruczaju. Zaczynamy wrzucać kamyki do wody, jeśli rozumiecie, o co mi chodzi.
Jeszcze jedna anegdotka o Witku, osobista. W jednym z etapów pierwszego naprawdę wielkiego konkursu na dziennikarzy radiowych i telewizyjnych (startowałem jako jeden z ponad 2500 kandydatów) – trafiłem na Witka właśnie. Wtykali nam mikrofon w łapę i trzeba było sprawozdawać o tym, co widać wokół. Robiłem, co mogłem; jak skończyłem, Witek powiedział „gadane to pan masz jak cholera, ale świata wokół siebie to pan nie widzisz kompletnie”. Ale ku mojemu zdumieniu przeszedłem dalej.
Nie ma Witka. Znowu miotają głazy.
Ostatnie sprawa, choć nie najmniej ważna. Tusk dał głos i zaapelował. „Zaniechać tej wojny domowej. Mówię to do siebie i do Kaczyńskiego. Mówię do wszystkich uczestników wojny domowej”.
Moim zdaniem – to nie jest błąd, to jest wielbłąd.
Nie dość, że apel uważam za niesłuszny (bo dla mnie szajka jest większym zagrożeniem dla naszego cywilizowanego życia niż obecna sytuacja międzynarodowa), to jeszcze spodziewać się, że zostanie przyjęty choćby z cieniem życzliwości jest skrajną naiwnością. Krzywousty natychmiast kilkakrotnie opluł go od stóp do głów; i po co mu to było? Jeśli to było zagranie czysto propagandowe, jeśli Tusk przewidywał, że jego propozycja zostanie odrzucona i wtedy będzie mógł powiedzieć „a widzicie, jacy oni są” – to wykazał się na dodatek myśleniem życzeniowym.
Zaręczam, że ani jeden zwolennik złego człowieka nie zmienił z tego powodu swojego usytuowania politycznego. A paru ludzi z drugiej – naszej – strony ma ciężkiego zbrzyda na granicy zniechęcenia.
Jest taka mądra i piękna piosenka Wojtka Młynarskiego „Przedostatni walc”: trzeba wyczuć, kiedy w szatni płaszcz pozostał przedostatni… Że zły człowiek na K. literę jej sensu pewno nie akceptuje – nie jest dziwne. Ale Tusk?
21.02.2022
W związku z rozwojem sytuacji w Ukrainie narzuca mi się jedno pytanie: kto i do której stolicy przybędzie z triumfującym „Przywożę wam pokój”? Innymi słowy, kto wcieli się w rolę Neville’a Chamberlaina? Bo że szykuje się Monachium 2.0, to oczywiste.
Ale świat – a właściwie ludzie – to dziwny twór.
Bill Gates ostatnio mówił o pandemii. Ocenił, że nie uda się już osiągnąć celu Światowej Organizacji Zdrowia, jakim było zaszczepienie 70 proc. globalnej populacji do połowy 2022 roku. Ale jego zdaniem już dziś rządy powinny dokonywać inwestycji, które w przyszłości przyspieszą proces tworzenia szczepionek. „Koszt bycia przygotowanym na kolejną pandemię nie jest duży” – – stwierdził. Dodał, że jest niemal pewny, iż kolejna pandemia nieuchronnie nastąpi.
Czytam tę relację – i widzę rozsądną, choć dość oczywistą wypowiedź mądrego człowieka. Reakcja „ludu”? Atak furii i oszalała lawina wyzwisk. Wezwania do natychmiastowego zgładzenia Gatesa. Uznają, że już szykuje sobie nowe źródło zarobków i kontynuuje „zbrodniczą depopulację”.
Znowu pytanie – skąd ta reakcja i skąd te kretyńskie pomysły? Czy to wynika tylko z zawiści wobec multimiliardera i „zdrowej emocji klasowej”, czy są jakieś inne powody? Rozumiałbym jednego idiotę czy nawet stu; ale tu wydaje się tyle jest na kilometr kwadratowy…
Dziwny jest ten świat.
Z nieco innej beczki. Najczęściej powtarzanym błędem w polskim Internecie w roku 2021 było „napewno”, podobnie jak w roku 2020 – wynika z raportu, przygotowanego przez nadwyraz.com w związku z obchodzonym 21 lutego Międzynarodowym Dniem Języka Ojczystego. Kolejne najczęstsze błędy to: „dzień dzisiejszy”, „na prawdę”, „wogóle/wogule”, „narazie”, „po za tym/pozatym”, „na codzień/nacodzień”, „niewiem”, „conajmniej”, „wziąść”, „muj”, „na przeciwko/na przeciw”, „jusz”, „ktury”, „z przed/zprzed”.Nieźle. Lubię się i ja czepiać błędów i powoduję od czasu do czasu reakcję typu „odczep się stary zgredzie, nie będę się męczył i zastanawiał, i tak wiadomo, o co mi chodzi”, co przyjmuję z pokorą – głównie zresztą dlatego, że baranowi trudno poprzez Sieć przyp… Ale te błędy bolą i drażnią. Są bardziej kompromitujące, niż głośne puszczenie bąka na przyjęciu w Pałacu Buckingham.
À propos anegdotka, podobno prawdziwa. Dawno, dawno temu, gdy „młoda ludowa dyplomacja” dopiero raczkowała, wysłano do Londynu właśnie pewnego świeżo mianowanego dyplomatę. Miał złożyć królowi (wyjaśniam: Elżbieta II została królową wbrew pozorom nie w XVII wieku) listy uwierzytelniające; wytłumaczono mu, że po dokonaniu tej czynności nie wolno mu się odwrócić do monarchy tyłem, tylko powinien wykonawszy ukłon elegancko się cofnąć na swoje miejsce. No i biedaka zżarły nerwy. Wszystko wykonał jak trzeba, tylko się właśnie odwrócił. I oczywiście usiadł królowi na kolanach.
Miłego dnia – mimo wszystko. Ale na wszelki wypadek nie radzę siadać na kolanach panu K. Nawet bez premedytacji i przez pomyłkę. Może nie mieć poczucia humoru. To zły człowiek.
20.02.2022
Zaczniemy od drobiazgów i paru refleksji osobistych.
Więc tak: znana dziennikarka uderzyła się w klatkę z piersiami i dokonała coming outu jako mobberka. To znaczy – bardzo jej dziś przykro, że darła japę na personel wtedy, kiedy mogła, bo szefowała. Rozpętało to małą dyskusję; byli tacy, co też się przyznali, byli tacy, co takie zachowania usprawiedliwiali, „bo w gruncie rzeczy dobra kobita była”.
Zadziwia mnie to. Byłem w życiu kilka czy nawet kilkanaście razy szefem; nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek na kogoś podniósł głos, nie mówiąc o zwymyślaniu, szczególnie publicznym. Jakaś mała złośliwość może wchodziła w rachubę, ale awantura? Nigdy w życiu. Bo, moim zdaniem – i tu się zapewne wielu żachnie – szef nie jest od reprezentowania i realizowania interesu „firmy” ani jej właścicieli czy zarządców; w każdym razie nie na pierwszym planie. Przede wszystkim ma reprezentować swoich ludzi wobec przełożonego wyższego szczebla. Być jednym z nich, nie ekonomem.
Raz w życiu zrobiłem jednak w miejscu pracy rzeczywiście potworną awanturę. Głównej księgowej wydawcy, która nie zauważyła mojego wejścia (na jej zaproszenie) wraz z moją pracownicą (przyniosła potrzebne księgowej dokumenty) – byłem wtedy redaktorem naczelnym czegoś tam – i dobrą minutę nie poprosiła nas, byśmy usiedli, tylko machnęła ręką „proszę czekać, teraz nie mam czasu”. O, wtedy tak: ściany się trzęsły i wtarłem babsko w ziemię aż do (jej) ataku histerii. Bardzo niegrzecznie i bardzo głośno wytłumaczyłem, że ona ma posadę wyłącznie dlatego, że moja redakcja cokolwiek w ogóle raczy robić; nie odwrotnie. Podobno od tej pory jak wchodziłem do tego biura, to kilka osób brało leki nasercowe.
Kilka razy w życiu szefowie mnie dość brutalnie zbesztali. Ale udawało się im to absolutnie jednorazowo: w pięć minut później moja dymisja leżała na biurku. Może dlatego tyle razy zmieniałem pracę.
Ale ja prawdopodobnie jestem po prostu niemęski: również nigdy w życiu nikogo nie uderzyłem, nawet jako chłopak. Owszem, sam wziąłem dwa razy po ryju: raz dlatego, że byłem nieco inny od okolicznej młodzi i drugi – już w liceum – bo pewna panna wolała mnie od kogoś innego (warto zaś dodać, że nie miałem wówczas zielonego pojęcia o istocie relacji damsko-męskich); co się zresztą niezbyt opłaciło konkurentowi, bo nigdy więcej nie dostał ściągi z matmy, a był tuman.
To się troszkę kojarzy z drugą sprawą, którą dziś ku mojemu chichotowi żyje Facebook. Otóż znany lewak (podobno jakiś „bard”) dał po ryju znanemu i wrednemu prawakowi w walce typu MMA. Jeden z nich wyzwał „na pojedynek” drugiego; który – którego już nie pamiętam i, jak to się dziś elegancko mówi, fchuj mnie to nie obchodzi.
No i jedni się cieszą, bo głupol dostał za swoje, inni z uznaniem kiwają głowami, że ktoś się „zachował jak mężczyzna” – a jedna Elka Podleśna napisała otwartym tekstem, że jest zażenowana.
I ona ma rację, tylko nie dopowiedziała reszty; więc ja to zrobię: cała sprawa jest tak denna, tak niesmaczna i tak intelektualnie tandetna, że zęby bolą. A obaj panowie bez względu na ich poglądy są niewarci splunięcia w ich kierunku. Obaj. Niniejszym ich skreślam, nie istnieją.
No. Ulżyłem sobie. Rzadko co mnie tak autentycznie wpienia, jak takie duractwa i chamstwa. Owszem, jak patrzę na panią Kempę na przykład i słyszę jej użalania się nad sobą, że w europarlamencie „nie dojada” (a pójść osobą własną do bufetu i kupić sobie snickersa – nie łaska, damulko? Chyba z pensji starczy…) czy jak widzę zrytą piętnem wyrafinowanej nieustannej męki myślowej buźkę panów Kowalskiego, Ozdoby i tylu innych pisuarowych intelektualistów – to chętnie bym zdrucił ostanie jadło, jak mawiał mój znajomy cieć.
Ale te wyżej opisane przypadki budzą poza obrzydzeniem jeszcze wściekłość – tym właśnie, że tak wielu uważa to za normę lub coś do niej zbliżonego.
No i jeszcze mam specjalny stosunek do złego człowieka, pana K., który jest wartością samą w sobie i samą dla siebie. I któremu większość z opisywanych tu obrzydliwości i zwykłych głupot zawdzięczamy.I ciągle koło 30%.
Biez wodki nie razbierosz, malczik, mat’ twoja w rot’…
Mógłbym tak pociągnąć ze trzy minuty, ale znałem takiego (miał za sobą wczasy na Kołymie), który nie powtarzał się przez kwadrans. Jakże żałuję, że nie pamiętam tej poezji… W dzisiejszych okolicznościach przyrody byłoby jak znalazł.
19.02.2022
Narasta niepokój, związany z Ukrainą. Coraz mniej mi się ta sytuacja podoba. Na marginesie takie nasuwa się pytanie: czemu najwyraźniej największym poparciem społecznym cieszą się na świecie ewidentni psycho- i socjopaci? Patrzę wokół i normalnych jakoś stosunkowo mało widzę…
Przy okazji składania PIT – pisze oko.press – można odliczyć od dochodu darowiznę na … odbudowę Pałacu Saskiego. Próbują w ten sposób iść w ślady Gierka, zbierającego niegdyś na Zamek Królewski – tylko bez tamtego rozmachu. I bez sensu: komu zależy na tej dziwnej, monstrualnie drogiej budowli? Wstępnie oszacowano koszty na ok. 2,5 mld złotych, co z pewnością zostanie przekroczone… Wtedy, „za Gierka” grały sentymenty; dziś już ich nie ma, młodzi nawet nie kojarzą, o co chodzi. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki…
No chyba, że się jest jakimś Glińskim.
Ludzie poturbowani przez policję w głośnej demonstracji w obronie Margot (czy muszę przypominać) stają teraz przed sądami, które zaczynają … walić odszkodowaniami. Ostatnio jedna z dziewczyn dostała 15.000 zł. W ustnym uzasadnieniu sąd stwierdził, że policja tego dnia „zachowała się jak organizacja opresyjna”, a jej działania były „antyobywatelskie”. I tak z trudem wiele lat budowany prestiż ważnej instytucji państwowej idzie się bujać na drzewo. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości co do jakości władz umysłowych rządzących? A w szczególności szefów „służb”?
Zarząd województwa małopolskiego poinformował o rozpoczęciu procedury odwołania dyrektora krakowskiego teatru im. Słowackiego, Krzysztofa Głuchowskiego; wspominałem już o tym jako o ewentualności. Teraz to fakt i ma związek z wystawionymi przez ten teatr mickiewiczowskimi „Dziadami”, które nie spodobały się kuriozalnej na skalę kontynentalną pani kurator Nowak. Historia z roku 1968 powtarza się tak boleśnie idiotycznie, że można dostać nagłej cholery. Miejmy nadzieję, że ostatecznie pani kurator zakończy karierę (jakąkolwiek; nawet na bufetową w tym teatrze się jawnie nie nadaje) szybciej, niż jej odpowiednik sprzed lat, Zenon Kliszko. Choć trzeba przyznać, że za „tamtych” czasów opinią najbardziej nawet partyjnego kuratora mało kto się przejmował…
Ziobro dziś zagroziło „Odrzucamy szantaż unijnych instytucji „pieniądze za suwerenność”, zgłaszamy własny projekt ustawy o Sądzie Najwyższym, domagamy się odrzucenia nowej wersji polityki klimatycznej”. Ziobro nazwało to „czerwonymi liniami”, których przekroczenie przez rząd spowoduje rozpad Zjednoczonej Prawicy. Bardzo to obiecujące i może wiele ułatwić. Opozycja może zostać zmuszona do działania szybciej niż by chciała. Bo chęci złego człowieka K. stają się w tej sytuacji coraz mniej ważne. Ciekawe, czy wieczorami tupie już nóżkami ze złości?
18.02.2022
Dziś strzykam żółcią w drugą stronę. Proszę wybaczyć; muszę czasami potarmosić świętości, taki mam wredny charakter.
Zacznijmy od Agory i radia TOK.FM, które – jak donosiłem – wykasowało dr Sumińską razem z jej „Wierzę w zwierzę” i zwierzętami. Czyli jedną z najpopularniejszych audycji tego radia, ale bardzo „niereklamową” (godzina ciurkiem w kontakcie ze słuchaczami – i jak tu pchać reklamy?) i nieco kontrowersyjną. Dr Sumińska ma na sprawy zwierząt poglądy dość radykalne i niektóre z jej rad czy zaleceń – jak na przykład stale ponawiany apel o adopcję koniecznie wielu zwierząt jednocześnie – mogą wydawać się kłopotliwe a stosunek lekarki do hodowli z pewnością nie budzi zachwytu na przykład „Agrounii”. Dla mnie to zresztą walor tej audycji.
Nie splunę jednak w związku z tym w kierunku Agory.
Przeciwnie: proponuję konstruktywnie zostawić TOK.FM i Sumińską w spokoju, natomiast uruchomić nową radiostację, która z pewnością odniesie sukces w dziedzinie reklam, a i słuchalność będzie miała jak trzeba. Powinna się nazywać „Naga Prawda” lub – bardziej bezpośrednio – „Radio Orgazm”. Omawiano by tam życie seksualne celebrytów i różne sposoby robienia sobie i komuś dobrze. Audycje mogą być króciutkie – góra 3 minuty – więc przedzielane obficie reklamą (o ile wiem, rynek na środki wzmacniające potencję jest solidny). Żeby było kulturalnie, melodią przewodnią stacji proponuję zrobić „Je t’aime, moi non plus” Ginsburga w wiekopomnym wykonaniu Jane Birkin. Kasa popłynie strumieniem.
Druga świętość, którą zaraz lekko opaskudzę, to prof. Strzembosz.
Odpalił on list do „Gazety Wyborczej”, gdzie m.in. z głęboką troską pochylił się nad rodziną. Która – w jego rozumieniu – winna najlepiej składać się z mężczyzny i kobiety połączonych najprzenajświętszym sakramentem. I tak koło siedmiorga dzieci. Bo inaczej się rozpadną a Polska demograficznie wyłysieje.
Nie chce mi się pastwić nad szanowanym prawnikiem. Ale jeśli to nie jest najklasyczniejsze dziaderstwo, to nie wiem, co nim jest.
Powiem więc tylko tyle – i przepraszam, że dla wielu z nas będą to oczywistości: ludzie, panie profesorze, łączą się dziś w pary głównie dla przyjemności (o rany, seksualnej!) i dlatego, że tak łatwiej prowadzić gospodarstwo. I trwają w związku dopóty, dopóki jest im razem dobrze. A potem się często rozłączają, wchodząc w nowe związki; co bywa przykre, ale nie jest na ogół żadnym dramatem.
I tak, motywacja też bywa hedonistyczna lub merkantylna.
Być może, jakiś promil czyni tak z powodów – jakby to powiedzieć – transcendentalnych. Niektórzy z tych ludzi nie mają najmniejszej chęci rozpłodu, inni przeciwnie; jedni kochają swoje rodzicielstwo, inni się tym wręcz brzydzą – i nikt nie powinien się do tego wtrącać; to wyłącznie ich sprawa.
Przyjemność i wspólnota ekonomiczna nie mają zaś – wielce szanowny panie profesorze – kompletnie nic wspólnego z ich różnicą płci czy jej brakiem. Nic a nic. I nic tu także nie ma sprzecznego z Naturą, choćby 10 tysięcy walniętych w czachę proroków i ich ubranych w idiotyczne kapy urzędasów mówiło inaczej.
Na ogół coraz mniej parom budującym związek jest potrzebna jego legalizacja w postaci jakiegoś dokumentu czy obejrzenia magicznych ruchów osoby trzeciej lub składania jakichś przysiąg albo podpisywania papierów; jeśli na to idą, to głównie ze względu na rozmaite ułatwienia prawne.
I wreszcie – last but not least – proszę się nie martwić o „wynarodowienie” czy „depopulację” Polski. Zapewniam pana, wielce szanowny panie profesorze, że obszar między Bugiem a Odrą jest – mimo wszystko – dość atrakcyjnym miejscem na świecie i jeśli faktycznie liczba Woźniaków, Kowalskich i Nowaków tu z czasem zmaleje (a nawet jeśli przybędzie tu ludzi o nieco innym zabarwieniu skóry i wierzących w inne Mzimu) to ogólna liczebność zaludnienia tej okolicy nie zmaleje. I nic się takiego nie stanie. Może być nawet milej.
A pan K. ma pewno dość zbliżone poglądy; taki paradoks. Co nie zmienia faktu, że to on jest złym człowiekiem – a profesor Strzembosz tylko człowiekiem o diametralnie różnych ode mnie poglądach na te sprawy. On to nazywa konserwatyzmem. Ja – dziaderstwem.
Taka dialektyka. Bo ci lewacy (o sobie mówię, choć prawdziwi lewacy w tej chwili wyją ze zgrozy) zawsze kota ogonem panu prezesowi wykręcą.
17.02.2022
Dziś zacznijmy od czegoś najzupełniej niepolitycznego i w dodatku absolutnie niepowodującego upustu żółci. Przepraszam, bo w dodatku będzie o czymś, budzącym grozę u wielu: o matematyce. Otóż zajrzyjcie (zwłaszcza nauczyciele!) na witrynę Robocompass | A Robotic Geometry Box on 3D.
Robocompass | A Robotic Geometry Box on 3D
Using Visual Modeling Tools to Reach Students with Learning Disabilities (Building Dynamic Conception of Similarity) Casey Hord, University of Cincinnati Susan A. Gregson, University of Cincinnati Jennifer B.
Po prawej stronie u góry jest przycisk „How to” a w nim spis poleceń, jakie można na tej witrynie wykonać. Po lewej stronie u góry jest przycisk „Examples”, wyjaśniający rzecz bliżej. I to jest jedna z najlepszych pomocy naukowych do geometrii, jakie znam, bardzo podobna zresztą do słynnej Geogebry, tylko łatwiejsza w użyciu i bardziej poglądowa. Na okres pandemii i nauczania zdalnego – jak znalazł.
No to wracamy do plucia i szargania.
NARUT jest konsekwentny w upodobaniach, specjalnie jego prawa część. Mamy nowe badanie (IBRiS) popularności ugrupowań politycznych – no i oddanie głosu na PiS zadeklarowało 32,5 proc. wyborców. Pozwolą państwo, że w związku z odebranym przed laty dość starannym wychowaniem nie ocenię tej trwałości uczuć. Z zadowoleniem widzę jednak, że na Koalicję Obywatelską chciałoby zagłosować już 29,3 proc. ankietowanych. To ogromny wzrost w odniesieniu do badania ze stycznia, gdy poparcie dla tej formacji kształtowało się na poziomie 20,2 proc.
Znaczny spadek poparcia notuje za to Polska 2050, która obecnie może liczyć na 8,6 proc. głosów wyborców i tylko o włos wyprzedza Konfederację, na którą oddanie głosu deklaruje 8,4 proc. moich współobywateli. Próg wyborczy przekroczyłaby jeszcze Lewica z poparciem 5,6 proc. Pod progiem o włos byłoby PSL.
Badanie IBRiS przetestowało również wariant, w którym aspiracje polityczne wykazałaby Agrounia; dziś jeszcze jest to zupełna kanapa, co niespecjalnie mnie dziwi.
Na marginesie nasuwa się tu pytanie: czy NARUT tak kocha PiS, czy tak nie znosi całej reszty? Bo to nie to samo, prawda?
Wczoraj obejrzałem sobie i posłuchałem pana Morawieckiego, który z coraz mniejszym przekonaniem usiłuje wcielić się w rolę inteligenta; swoją drogą, potwierdzając tym samym pogląd, że formalne wykształcenie nie ma przesadnie wiele wspólnego z tym pojęciem. Oto cytat z jego wypowiedzi na granicy z Białorusią:
Łapię się za głowę, kiedy myślę, co by było, gdyby partia pana Tuska z partią pana Hołowni rządziły dziś i kierowały się swoimi racjami – ta granica byłaby jak szwajcarski ser. Przechodziłyby przez nią setki tysięcy migrantów. Stawiamy skuteczną zaporę, która będzie chronić.
Jak słyszę coś takiego, to nie tyle łapię się za głowę, ile mam ochotę yebnąć nią w ścianę.
Czy ten pan zacznie kiedykolwiek jakąkolwiek swoją wypowiedź nie od Tuska i opozycji? Za chwilę dowiemy się, że świat byłby się Nadprezesowi dużo lepiej udał, gdyby nie wiadome robótki Tuska pod postacią węża…
Znana wszystkim Babcia Kasia okazuje się jednak groźną bestią. Ostatnio oskarżono ją o wyrafinowaną zwierzęcą napaść seksualną na policjanta (bo co by mogło innego znaczyć „gryzienie, szarpania i kopanie”?) i stosowny akt oskarżenia – czy nawet kilka – skierowano do sądu. Czy tym baranom nic nie mówi odrzucenie przez sądy już chyba kilkunastu podobnych pomysłów? Panowie (a może i panie) skarżypyty: chyba doznaliście choroby, znanej jako NZP, czyli Nagłe Zatwardzenie Prawnicze. Wiecie, czym się kończy takie nadęcie? Podpowiem: smrodem.
No.
Ostatnia sprawa. Z początkiem lutego moje rarytne Radio Tok FM (Grupa Radiowa Agory) zmieniło termin i formułę nadawania audycji „Wierzę w zwierzę” dr Doroty Sumińskiej: z godzinnego sobotniego programu z udziałem słuchaczy przekształcono ją w dziesięciominutowy felieton, nadawany w poniedziałki wieczorem. – Po 25 latach amputowano mi program bez wyjaśnień, z dnia na dzień dostałam „propozycję nie do odrzucenia” – mówi dr Sumińska. Agora coś tam korpozabełkotała, zamiast powiedzieć prawdę: godzinny program bez wstawek reklamowych nie mieści się przecież w korpołebkach. A po dziesięciominutówce ausgerechnet zmieści się pięciominutowy bloczek reklam…
W tym kontekście może i Daniel Passent miał rację, że zdjął z ich anteny swoje rozmowy? Szkoda tylko, że tak radykalnie…
16.02.2022
Tzw. Trybunał Konstytucyjny (inaczej: Jadłodajnia kategorii III im. J. Przyłębskiej) był łaskaw się znaleźć. To znaczy wniosek Ziobry o uznanie zasady „pieniądze za praworządność” za sprzeczną z konstytucją RP został wysłuchany… po czym rozprawę bezterminowo odroczono. Piszę „znalazł się”, bo każda inna decyzja byłaby dla niego niebezpieczna: przyjęcie wniosku w sytuacji, gdy pół godziny wcześniej TSUE orzekł coś dokładnie przeciwnego, byłoby skandalem międzynarodowym i w gruncie rzeczy prowadziło do opuszczenia przez Polskę Unii; z kolei odrzucenie byłoby jawnym wypowiedzeniem wojny Ziobrze, co mogłoby się dla całej jadłodajni marnie skończyć. Więc „orzeczono jak w sentencji”.
Na marginesie mam tylko jedną uwagę. Ten pan, który reprezentował Ziobrę… Spuśćmy zasłonę miłosierdzia na ten mamlający bełkot. Czy oni nie mają kogoś, kto potrafiłby mówić? Już niekoniecznie dobrze po polsku, to wymaganie wyraźnie przekracza możliwości intelektualne całej paki, ale chociaż – głośno i wyraźnie?
Widać nie mają.
Ach, jeszcze jedno. Ziobro dał natychmiast głos, oczywiście w oburzeniu. I … nie omieszkał strzelić z biodra do Morawieckiego, który – godząc się kiedyś tam na mechanizm rozdzielania funduszy – „popełnił ogromny błąd”. Co z kolei zostało szybko skontrowane przez naszego stałego idola, pana K.; ten z kolei stwierdził o wypowiedzi Zbinia „jestem zawiedziony tym, że takie oświadczenia padają publicznie, bo to na pewno szkodzi naszej wspólnej sprawie”. Sam Morawiecki powiedział, że „Jedność to wielka wartość. Warto nie dawać się ponosić emocjom”. Czyli – uważaj chłopcze i nie kłap za bardzo japą, bo dostaniesz kopa w słabiznę.
Zatem naparzanka aż miło. Zaczynam rozumieć, jaki był sens płacenia niegdyś za oglądanie walk kogutów. To naprawdę bywa fascynujące widowisko. Ale czy nie byłoby łatwiej ich pojąć, gdyby używali mniej ezopowego języka?
A najlepiej, żeby wszyscy razem poszli w diabły. Tęsknię za nudą w polityce.
Acha: mieli wejść dziś o 2 w nocy do Ukrainy. I nie weszli. Wielu komentatorów spuściło parę z gwizdem. Są i tacy, którzy uważają, że jest to wspaniały wynik jedności Zachodu i że „znów ocalono Europę”. Naprawdę sądzili, że Putin nie wie, że atak 130 tys. najlepiej nawet wyszkolonych i wyposażonych żołnierzy na całe NATO byłby rodzajem wyrafinowanego samobójstwa?
Dobrze radzę zastanowić się, czemu to wszystko służyło. I czy Putin za cenę sporych ruchów wojsk (co oczywiście jest kłopotliwe i swoje kosztuje) jednak nie osiągnął jakiegoś celu dyplomatycznego? Ja dziś jeszcze nie znam odpowiedzi na to pytanie. Czytam i patrzę i na razie widzę tylko, że ktoś chce mnie kiwnąć. To jedno jest pewne.
Wyjaśniam: nie mam do tego niedużego (kolejny kurdupel!) pana cienia sympatii. To wredna postać i katastrofą w skali globu jest, że udało mu się stanąć na czele tak utalentowanego narodu i zrobić mu zbiorową kaszę z mózgu. Ale głupi to on nie jest.
Z tym że wytłumaczyć to zbiorowości, której około 30% kocha trwałą miłością złego człowieka pana K. – to trudne zadanie. Przy okazji: inny pan K. powiedział, że naród polski wyraźnie nie dorósł do zrozumienia jego, tj. kukizowych, idei. Może ma rację i to jest przyczyna?
15.02.2022
No więc podobno dzisiaj w nocy będziemy mieli jasność w sprawie konfliktu ukraińskiego. Jakoby zdaniem amerykańskiego wywiadu o 2.00 w nocy naszego czasu Rosjanie uderzą. Przyznam, że kompletnie nie wiem, co mam o tym myśleć.
Wiem jedno: byłby to ruch obłędny, który wprowadziłby świat w kolejną epokę lodowcową; nie umiem sobie wyobrazić celu takiego działania. Skądinąd jakiś amerykański ekspert zwraca uwagę, że rozpoznanie lotnicze nie stwierdziło w zgrupowaniach rosyjskich wojsk obecności cystern z paliwem, które jest oczywiście niezbędne w wielkich ilościach. W dodatku ni z gruchy, ni z pietruchy zakończono „ćwiczenia” w Białorusi i Rosjanie wracają ponoć do baz.
Mielibyśmy do czynienia z mistyfikacją stulecia?
Dziwne to. Ale obawiam się, że rozpatrywanie sytuacji w kategoriach sensu i logiki jest w dzisiejszym świecie coraz mniej uprawnione. Zwyciężają emocje i to w dodatku te negatywne. Wszędzie.
Ile jest sensu i logiki na przykład w prokuratorskim oskarżeniu Trzaskowskiego o wykorzystanie elektronicznego systemu komunikacji z rodzicami uczniów „Librus’ do przesłania listu, którego treść nie podoba się jakimś durniom? Nic, zero, nul. Jasne, że każdy uczciwy sąd takie oskarżenie wyśmieje. A jednak to właśnie zrobiono.
Skoro jesteśmy przy edukacji: od paru dni mamy na tapecie ikoniczną dla rządzących postać pani kurator Nowakowej. Jest jej pełno, bo udzieliła ostatnio kilku bardzo soczystych wypowiedzi; oczywiście, dziennikarze się na takie rzeczy rzucają. Dostaję jednak wysypki, gdy widzę to indywiduum i słyszę ten modulowany głos najgorszej nauczycielki w promieniu parseka. Już nie mówiąc o bredniach, które ta dama wygaduje.
Rozumiem, że ona nie widzi, że się ośmiesza; człowiek zazwyczaj jest wobec samego siebie bezkrytyczny. Ale ktoś to-to pcha i lansuje – i tego działania już pojąć nijak nie mogę. Bo to albo zupełny tępak, albo jakiś ukryty wróg kaczorstwa, który celowo chce je skompromitować do reszty.
Osobiście stawiam na to pierwsze.
Na zakończenie coś trochę pozytywnego. Mamy zmianę na pozycji lidera listy obdarzonych zaufaniem społecznym w Polsce. Całościowy wygląd tej listy jest nadal dość hm… egzotyczny, ale ostatni wynik daje do myślenia; a powinien dać do myślenia także (a może: przede wszystkim…) opozycji. Otóż prowadzenie w tym rankingu objął … Rafał Trzaskowski: 38,8 proc., o 2 pkt proc. więcej niż przed miesiącem. W poprzednim badaniu największym zaufaniem cieszył się Morawiecki, który w tym przepięknie zapikował o dwa miejsca (co zapewne także coś mówi o „Polskim Ładzie” i jego przyjęciu). Na drugim miejscu jest nadal Andrzej Duda.
A dalej: Donald Tusk (31,3 proc. zaufania, przeskoczył Hołownię!) Władysław Kosiniak-Kamysz (31,1) proc. (spadek o 1,8 pkt proc.), Szymon Hołownia (31 proc). Na kolejnych miejscach znaleźli się: Tomasz Grodzki z zaufaniem 28,4 proc. (wzrost o 0,6 pkt proc.) i wreszcie zły człowiek Kaczyński z wynikiem 26 proc. (spadek o 2,9 pkt).
Oczywiście, tzw. komentariat prawicy zawył unisono i jak zazwyczaj zrzucił wszystko na lewactwo i żydostwo.
Swoją drogą ogłoszę chyba dla nich konkurs na jakieś nowe epitety, bo te już mnie siarczyście nudzą. A sami nic nie wymyślą, bo ostatnio też modny „neomarksizm” jest tak jawnie idiotyczny, że pomału wychodzi z obiegu. Może im podsunąć neotrockizm?
Tu by pewno przyklasnęli także pogrobowcy Stowarzyszenia Patriotycznego „Grunwald”.
Naszego negatywnego bohatera tych notek, pana K., jakoś omawiający ankiety oszczędzają. Niby jest wysoko w rankingu braku zaufania (chyba tylko Ziobro go leje), ale specjalnie się tego nie podkreśla. Nie chcemy martwić babci?
14.02.2022
Trochę dobrze, trochę źle. Jak w życiu.
Trzech znanych sędziów: Piotr Gąciorek, Maciej Czajka i Dariusz Mazur – nie będzie ściganych za protesty w obronie wolnych sądów i krytykę zmian w sądownictwie autorstwa resortu Zbigniewa Ziobry. Chciał tego Ziobro; i – co najważniejsze – odmówili mu teoretycznie „jego” rzecznicy dyscyplinarni. To jawny bunt, który będzie miał reperkusje. Odnotowuję po stronie plusów.
Zanim podejmę kolejny temat – anegdota wprowadzająca. Mój przyjaciel sprzed lat był wybitnym reżyserem Teatru Polskiego Radia. Ale zanim został wybitny, był oczywiście debiutantem. I jako właśnie debiutant reżyserował słuchowisko z udziałem wielkiego Jerzego Leszczyńskiego. Kiedy zaczął tłumaczyć genialnemu aktorowi jego zadanie, Leszczyński strzyknął śliną przez zęby i powiedział „Już dobrze, dobrze. Rozumiem pańskie wskazówki, panie – tfu! – reżyserze”…
No więc pan – tfu! – doktor wszystkich nauk wojskowych Patryk Jaki w trakcie rozmowy z dziennikarzem Polsat News zaczął wyliczać historyczne osiągnięcia Polski na arenie międzynarodowej.
Przekonując, jak wiele Europa zawdzięcza Polsce, Patryk Jaki przywołał m.in…. unię polsko-lubelską.
Ale to nie koniec. Błędnie nazwany traktat uznał za podwalinę do powstania Unii Europejskiej. I tu genialnie znalazł się p. Marcin Jaroszewski, dyrektor XXX Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Śniadeckiego w Warszawie (astrofizyk zresztą). Wyraził on nadzieję, że do czasu zrobienia habilitacji dr Jaki zdąży nadrobić zaległości w edukacji. Zaproponował mu nawet podręczniki do nauki historii ze szkolnej biblioteki.
Najlepsza bowiem taktyka w rozmowie z pewnego typu – tfu! – intelektualistą nazywa się „w nos, w nos i po oczach”. Co proszę zapisać w kajeciku i wężykiem.
Podobno do samego najważniejszego nie dotarł pewien dokument. „Po co babcię denerwować”, jak śpiewał Wojtek Młynarski. A tym razem oszczędzono babci wiedzy o sile i zdolności obronnej wojska polskiego. Cytuję: z raportu pt. „Przygotowanie państwa polskiego do zwalczania zagrożeń militarnych”, którego autorem jest były wysoki urzędnik Ministerstwa Obrony Narodowej z czasów Antoniego Macierewicza wynika, że Polskie Siły Zbrojne nie są zdolne do przeprowadzenia „nawet niewielkiej operacji obronnej”.
Były wysoki urzędnik MON pisze w tym raporcie, że z trzynastu brygad operacyjnych wojska, jedynie jedna jest w stanie skompletować powyżej 90 proc. kadry. Kolejne dwie brygady niewiele ponad 70 proc., natomiast pozostałe średnio około 40 proc. Wyniki te są znacznie poza jakimikolwiek standardami NATO, co polskie wojsko czyni zupełnie niezdolnym do walki. Ale właściwie po co ta kadra, skoro podstawowym rodzajem sprzętu w naszych siłach zbrojnych jest ten pochodzący bezpośrednio z ZSRR? Chodzi o ponad 70 proc. czołgów, wozów bojowych piechoty i śmigłowców, ponad 80 proc. artylerii i nawet 90 proc. broni przeciwlotniczej. Autor dokumentu pisze, że „sprzęt jest już w znacznym stopniu zużyty i tylko sztucznie utrzymywany w ewidencji jednostek wojskowych”. Muzeum.
Tu kolejna anegdota. Gdzieś w drugiej połowie lat siedemdziesiątych ub. stulecia dla wyższej kadry dziennikarskiej zorganizowano obóz wojskowy, którego celem miało być pokazanie żurnalistom naszej sprawności bojowej. Ćwiczono pokazowo przeprawę brygady pancernej przez rzekę.
Po powrocie z tych ćwiczeń kumpel mi opowiadał szczegóły. – To było doprawdy imponujące – mówił. Czołgi szły jak burza, mosty pontonowe się rozwijały bezbłędnie, działa grzmiały, serie z kałachów pruły powietrze…
Kumpel – zupełnie zauroczony – powiedział do stojącego obok sierżanta, że ta sprawność go zachwyca. – E tam, panie redaktorze – odparł sierżant – to wszystko lipa i pic na wodę. Zaraz pan zobaczy jak z tego drugiego z lewej czołgu spadnie gąsienica i wyskoczy z niego taki mały rudy, który wszystko zreperuje. Panie redaktorze – kontynuował – my to od osiemnastu lat tu ćwiczymy i zrobimy to z zamkniętymi oczami. Tylko nie daj boże wojny w innym miejscu – zakończył.
Boję się, że nawet tego byśmy dziś nie zrobili.
A z fatalnych wiadomości: odszedł Daniel Passent.
Jeden z najwybitniejszych dziennikarzy całego XX wieku, godny następca w felietonistyce Słonimskiego i Kisiela. Człowiek o wszechstronnych talentach i wielkim rozumie. Po naszej transformacji rozmaite kundelki szarpały go za nogawki, że w stanie wojennym nie opowiedział się po „właściwej stronie”, podobnie jak inny gigant żurnalistyki, Krzysztof Teodor Toeplitz. Obaj wybrali postawę racjonalnego pozytywisty w odwiecznym sporze z romantyzmem. Moim zdaniem – mieli rację. Chyba to dziś widać dokładnie?
Chociaż pośrednie zaliczenie złego człowieka na literę K. do obozu romantyzmu, to chyba przesada z mojej strony. Inna rzecz, że w obozach bywają także ciury i czasami one – wyrżnąwszy rycerzy – stają na czele swojego pochodu ku klęsce. Ale to oczywiście żadna aluzja. Tak mi się napisało.
13.02.2022
Małopolski Urząd Marszałkowski kierowany przez Witolda Kozłowskiego (PiS) zainscenizował w rządowych mediach rzekomy przeciek, który jest facto presją na dyrektora Teatru im. Słowackiego, Krzysztofa Głuchowskiego. Wcześniej nie spodobał się partii rządzącej spektakl „Dziady” Mai Kleczewskiej, teraz zaś fakt, że w Teatrze im. Słowackiego odbędzie się koncert Marii Peszek. Głuchowskiemu jawnie zapowiadają więc – choć „nieoficjalnie” odwołanie: może ułatwi sprawę, obrazi się i sam zrezygnuje?
I oto mamy cały PiS jak na dłoni, wierną kopię zresztą mentalności Kaczyńskiego. Insynuacyjka, przeciek, próba zastraszenia. Jeszcze dobrze, że nie zarzucili obrazy uczuć religijnych, bo teatr wynajmował kiedyś salę Rydzykowi, a jego działania mają oczywistą moc uświęcającą. Po Rydzyku Maria Peszek? Weź sobie dyrektor strzel w ten bezbożny czerep. Co nie?
W miarę dobre wiadomości. W czwartek Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił wyrok sądu pierwszej instancji, dotyczący wypowiedzi Kai Godek, która osoby LGBT nazwała m.in. „zboczeńcami”. Sąd Apelacyjny nie zgodził się z argumentacją Przenajświętszej Kai, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych, bo powodowie nie dowiedli, że należą do społeczności LGBT. Z czym zgadzał się Sąd Okręgowy, żądając stosownych zaświadczeń od skarżących, że sprawa dotyczy ich osobiście i bezpośrednio.
– Nie potrzeba tu żadnej opinii seksuologa czy jakichś opinii i zaświadczeń. Wystarczą oświadczenia powodów i ewentualnie przesłuchanie ich w charakterze strony – głosi rozstrzygnięcie. Tak że oplucie kogoś, a potem mówienie, że nie w tę stronę plułam, to głupawe tłumaczenie, proszę Przenajświętszej.
Izba Dyscyplinarna – która działa nielegalnie i została uznana za nie-sąd zarówno przez Trybunał w Strasburgu, jak i unijny Trybunał Sprawiedliwości – miała się w środę znów zająć immunitetem sędziego Wróbla. Miała być to sprawa w drugiej instancji. ID miała rozpoznać zażalenie prokuratury oraz zainteresowanego na uzasadnienie. W pierwszej instancji Izba odmówiła zgody na ściganie sędziego.
Sprawa została zdjęta z wokandy kilkadziesiąt minut po upublicznieniu stanowiska ETPCz, zakazującego takiego działania. Podano, że … z powodów formalnych. Tyż piknie. Ja bym nawet przyjął do wiadomości, że wiadoma izba doznała łaski Ducha Świętego albo nawet, że skład orzekający nagle doznał ostrej biegunki; mi to wisi i powiewa paczką kitu u sufitu w charakterze frędzla, jak mawiały niegdyś małolaty. Grunt, że posłuchali i zamknęli japę.
Byłbym znowu zapomniał banału końcowego. Kaczyński to zły człowiek, the end.
12.02.2022
Różne takie.
Warszawska prokuratura okręgowa (czytaj: Ziobro) nie daje za wygraną. Wnosi apelację od umorzenia sprawy pisarza Żulczyka, który w mediach społecznościowych nazwał Dudę „debilem”. Już samo wniesienie tej sprawy było – bardzo łagodnie mówiąc – mocno kontrowersyjne. Apelacja ma sens tylko w jednym przypadku: jeśli Ziobro chce, by negatywne określenie przylepiło się do prezydenta na długo i było powtarzane z lubością wiele razy przez komentatorów. I pewno to jest właśnie ta motywacja: wszak Duda niedawno zgłosił chęć pomajdrowania przy sądownictwie, czyli wtargnął na teren obsikany przez innego zwierza…
Notabene, natychmiastowe niemal zgłoszenie przez PiS konkurencyjnego (i też nieruszającego istoty rzeczy) projektu zmian w sądach też trzeba czytać tak: teren prywatny, nie wchodzić. Bo będziemy gryźli…
A przepraszam. Przecież oni są silni, zwarci, gotowi. A przede wszystkim zjednoczeni. Prawda?
W Chinach na olimpiadzie mamy tymczasem skandal z rosyjską młodziutką rewelacyjną łyżwiarką. Okazało się, że była koksowana (czyli na dopingu). To naprawdę genialnie uzdolnione dziecko (choć wolałbym, żeby miała zdolności matematyczne lub literackie niż talent do wyginania ciała na lodzie, ale to kwestia różnych moich fobii). I już widzę, jak do tego doszło: ten talent dostrzegło paru tłustych starych pryków i zamiast pozwolić dziecku dorosnąć i za parę lat objąć królowanie w tej dziedzinie sportu – owi panowie (może zresztą był tam jakiś ohydny babsztyl) postanowili małą nafaszerować chemią, bo oni chcieli mieć jej medale tu, zaraz, natychmiast. A potem wypinać przerośnięte tłuszczem klaty na ordery…
Obrzydliwy jest ten sport podawany w sosie sukcesu „narodowego”. I obrzydliwi są ci siedmiopodbródkowi „działacze” i brodate „działaczki”, nachlani wódą i tuczący się na cudzym. A wewogóle to uprawianie wyczynowo sportu powinno być dla małolatów zakazane.
Najważniejsze na koniec. Coraz silniej pachnie – niestety – wojną, i to niekoniecznie lokalną. Sytuacja się mocno komplikuje, bo – jak się wydaje – świat nadepnął Putinowi na prestiż. Bardzo mu będzie trudno wycofać się z tak starannie przygotowanej agresji, ponieważ – jak większość tzw. przywódców politycznych świata ma on potwornie przerośnięte ego. Zagrał va banque – i chyba usłyszał „sprawdzam”. Kiedyś, kiedyś uczono mnie, że rola jednostek nic nie znaczy wobec prawidłowości procesów historycznych i „woli mas ludowych”. Była to oczywiście brednia. Ale dlaczego jednostki patologiczne mają wpływ o tyle większy niż jednostki światłe i umiejące rozumować bez uprzedzeń?
Nie tylko dla Rosji jest to pytanie ważne.
To cecha każdej dyktatury, tej z naszym złym człowiekiem na „K” także. Ale powtórzę: takie kreatury nie spadają z nieba. Ktoś im daje pierwszy impuls – i ponosi za to odpowiedzialność. Niestety, na ogół tylko historyczną – jeśli w ogóle jakiś badacz wydarzeń zechce się zastanawiać: skąd się taka paskuda wzięła i dlaczego w karierze wyprzedziła jednostki inteligentniejsze i wartościowsze. W tym przypadku nie wchodzi w rachubę doping farmaceutyczny.
11.02.2022
Mmm… Nnn… Jesteśmy doskonali… Mmm… Nnn… Nasi poprzednicy są bardzo źli, a Donald Tusk to zboczeniec i bandyta… Mmm… Nnn… TVN24 realizuje scenariusz moskiewski… Mmm… Nasi kochani seniorzy…
Przypomina wam to coś? Tak, to streszczenie dzisiejszego wystąpienia pana Morawieckiego.
Jeśli znajdziecie gdzieś nędznego aktora, który nienawidzi bachorów i każecie mu powiedzieć „kochane dzieci, jesteście najmilsze”, to będzie właśnie ta fałszywa cukierkowa intonacja, którą pan premier wyśpiewuje swoje mowy do ludu.
Glizda – to jest moje skojarzenie.
Wrzask – cenzura! TVN24 przerwał potok kłamstw państwa posłów, którzy na zaaranżowanej przez siebie konferencji prasowej łgali w żywe oczy o roli Unii Europejskiej w powstaniu inflacji. Dziennikarze natychmiast skontrowali tę szopę, co wywołało furię katoprawicy. Warto na marginesie tej sprawy powiedzieć jasno i wyraźnie: to nie jest żadna cenzura. Media, zwłaszcza prywatne, nie są własnością wszystkich chłystków Kosmosu. Nie mają najmniejszego obowiązku transmitowania każdej konferencji prasowej i każdego wydarzenia „jak leci”; a „wybrańcy ludu” ani inni (tfu!) politycy nie mają pod tym względem ani odrobinę większych praw od kogokolwiek innego.
Dotyczy to zresztą także Internetu: nie jest cenzurą banowanie, kasowanie komentarzy itp. Jest to natomiast egzekwowanie praw wydawcy i redaktora.
Wczoraj pisałem o głupkach, domagających się leczenia pandemii amantadyną. Dziś mamy oficjalną publikację: prof. Adam Barczyk przedstawił wyniki badań klinicznych stosowania tego specyfiku w leczeniu pacjentów chorych na Covid-19. Wyniki wskazują jednoznacznie: nie ma żadnych różnic w wypadku stosowania placebo (np. jedzenia landrynek) i użycia amantadyny.
– Zwróciłem się do prezesa Agencji Badań Medycznych o zaprzestanie rekrutacji pacjentów i zakończenie badania – poinformował prof. Barczyk. Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec podsumował: amantadyna nie jest zalecana w leczeniu COVID-19 nigdzie na świecie, a także ocenił, że poza nieskutecznością tej terapii, może ona wręcz nieść zagrożenia dla życia i zdrowia pacjenta.
Głupki oczywiście wiedzą lepiej. Poniżej wybór komentarzy z prawicowych mediów (swoją drogą – czemu zidiocenie jest tak powiązane z prawicowością?):
Głupek: Stado przekupionych świń nie potwierdziło. No cóż wieprze utuczone na trupach 250 tys., Polaków kłamią . Na pohybel zdrajcy
Inny głupek: Tak bezczelnego traktowania obywateli tego państwa to jeszcze nie było. Wstępna analiza wstępnej analizy i już jakiś Barczyk zwrócił się o zaprzestanie finasowania. To jest chamstwo.
Jeszcze inny głupek: Kłamcy! Dr Bodnar amantadyną wyleczył parę tysiący ludzi! To jest niezbity dowód na skuteczność Amant.! A oni zakazali amantad. To teraz szukają i wciskają kit aby obronić swoją decyzję Grabarze Polaków!
Dajmy spokój. Jeszcze chwila i walnę łbem w monitor.
I jeszcze jedna reakcja prawiczków na wydarzenia bieżące. Z okazji kolejnej wiadomej miesięcznicy (dobrze swoją drogą, że to nie tygodnica…) Lotna Brygada Opozycji przedarła się jakoś przez kordony żandarmerii i policji w przebraniu księży i zakonnic i zadała Kaczyńskiemu stałe pytania. W sumie pomysł zabawny. Ale dla „tamtych”, to był – tu użyty przez nich tytuł:
Obsceniczny występ Lotnej Brygady Opozycji w miesięcznicę katastrofy smoleńskiej! Obrażali prezesa PiS i drwili z katolików!
Zajrzyjmy do słownika. Obsceniczny to nieczysty w postępowaniu, nieobyczajny, zboczony, wszeteczny. Zaś ta drwina z katolików polegała zapewne na użyciu rekwizytów.
Pozwolę sobie przypomnieć w tym miejscu norwidowską koncepcję poezji: odpowiednie dać rzeczy słowo.
Oni dają to słowo, Zawsze mniej więcej to samo. Jak na poezję – dość nudne.
I zakończmy komentarz tradycyjnie: Kaczyński to zły człowiek. I bardzo szkodliwy. Nie tylko dla polityki; dla obyczaju i kultury także. Ileż on – i ten, który go niegdyś wylansował – narozrabiali…
10.02.2022
Gadaj z głupkiem…
Ministerstwo zdrowia poinformowało, że stosowany w leczeniu koronawirusa lek Lagevrio/Molnupiravir posiada już pozwolenie na dopuszczenie do obrotu w Polce i może być legalnie dystrybuowany na terenie naszego kraju. Głupek pyta: dlaczego, skoro przed nami dopuściła tylko Wielka Brytania i USA?
Czyli głupek chce poczekać na Bułgarię i Rumunię. Na wszelki wypadek.
Głupek pyta też – a co z amantydyną? Bo głupek nie przyjmuje do wiadomości, że poważni uczeni stwierdzili, że ten akurat specyfik nie leczy z covida… Albo nic na ten temat nie przeczytał.
Swoją drogą nie jestem w stanie logicznie połączyć opinii głupka z frondowskim turbokatolicyzmem. Ale faktem jest, że on stamtąd. Proponuję zatem temat dysertacji: „O wpływie mszy trydenckiej na przebieg obturacyjnej choroby płuc”. Też bez sensu, ale na doktorat z teologii pasuje jak złoto. No i jednak brzmi odrobinkę naukowo, przyznajmy.
Urąbali decyzję senatu w sprawie kontrrewolucji oświatowej Czarnka. Zrobili to obrzydliwie jak zazwyczaj. Stosowna uchwała miała być podejmowana w połowie lutego, na następnym posiedzeniu sejmu; ale jak tylko dostrzegli, że mają większość – błyskawicznie Witek zmieniła porządek dzienny, no i myk-myk. Po sprawie. Skorzystano z pana Mejzy (pewno jakaś nowa obietnica poleciała) i z pana Kukiza. Rzecz całą opisuje niezawodne oko.press.
No i otwiera się ciekawa sytuacja: wszystko teraz w prezydenckim długopisie.
Andrzej Duda ma zatem – zapewne ostatnią w życiu – szansę na odbudowanie choć trochę swojej reputacji. Jeśli z niej nie skorzysta – do końca życia będzie nikim, choć z jakąś tam pensją i samochodem. Jeśli skorzysta, to stworzy sobie jedynie okoliczność łagodzącą poprzednie dokonania. Ale to i tak dużo. Prawdopodobieństwo oceniam na 50%.
Ostatnia sprawa na dziś, niepolityczna. Bardzo cenię telewizję jako środek przekazu, sam spędziłem w niej ćwierć wieku, które to lata sobie w większości mile wspominam – i, niestety, dziś cierpię. Dwóch zjawisk w szczególności nie jestem w stanie zaakceptować: praktycznej eliminacji z programów publicystycznych ludzi dojrzałych i sposobu wypowiedzi dzisiejszych prezenterów i tzw. publicystów.
Amerykanie – umówmy się – potrafią robić telewizję. Czy przyszło im do głowy zwalniać np. Larry Kinga, czy Waltera Cronkite tylko dlatego, że przybyło im zmarszczek i skończyli 60 lat? Popatrzcie na CNN albo MSNBC: ilu tam siwych, łysych i pomarszczonych? Ile pań – w świetnym stylu – nieepatujących widza kształtem biustu czy oszałamiającym strojem?
Odpowiem: mnóstwo. Nie wyłącznie, ale mnóstwo.
A gdzie my mamy dziś jakiś odpowiednik Karola Małcużyńskiego, Edmunda Męclewskiego czy Bartosza Janiszewskiego? Owszem, potrafiłbym wskazać paru ludzi tej klasy. Może i lepszych.
Na emeryturze.
Wszystko wskazuje na to, że w dzisiejszej telewizji po prostu nie wypada mieć więcej niż 45 lat. A już nie daj bosz starzej wyglądać. Od 30-letnich „dyrektorów” z zerowym doświadczeniem za to aż się roi. Za moich czasów nadaliby się akurat na posłanie po papierosy.
I jeszcze sposób wypowiedzi. Czy oni muszą – zwłaszcza panie – tłuc tekst z szybkością karabinu maszynowego, zawodząc przy tym transakcentacjami (to straszne akcentowanie ostatniej sylaby…) i machając łapskami jak cepami? Bo ma się „w kadrze dziać”? Bo „widz nie umie skupić uwagi dłużej niż 8 sekund”? Bo czas jest potrzebny na reklamy?
Czasami odnoszę wrażenie, że szef wydania programu z założenia poważnego czy informacyjnego byłby najszczęśliwszy, gdyby prezenterka wywinęła orła, ukazując spodnią bieliznę. Jeśli by przy tym zaklęła, to oglądalność programu wystrzeliłaby wszak niebotycznym pikiem… Mężczyzna jest tu w gorszej sytuacji, bo to i nie ma takich atrakcji do pokazania i jak zaklnie, to się żaden „Pudelek” nie zapluje z udawanej zgrozy.
To nie jest profesjonalizm i „znajomość upodobań widowni”. To w najlepszym wypadku podlizywanie się matołowi w pogoni za „słupkami”; a tak naprawdę głęboka pogarda dla widza z IQ powyżej 80. I dla samych siebie, w gruncie rzeczy.
Założę się, że złemu człowiekowi Kaczyńskiemu to nie przeszkadza. On sam gardzi takimi ludźmi. Nie zauważa, że dotyczy to także jego.
9.02.2022
Wiele lat temu pewien nieżyjący już profesor ekonomii, zapytany przeze mnie o będącego wówczas u początku kariery zawodowej i politycznej, ale już dostrzegalnego doktora, powiedział: bezczelny, tupeciarz, niewiele umie, ale dużo i łatwo gada; niestety, daleko zajdzie.
Rozmawialiśmy o późniejszym prezesie NBP. Zgadnijcie, o którym. Dla ułatwienia: dziś gadał. I gadał. I gadał…
Przypomniał mi się stary kawał, jeszcze z czasów słusznie minionych. Otóż polska delegacja partyjno-rządowa odwiedza Chiny. Szef delegacji wygłasza długaśne przemówienie, tłumaczone co kilka zdań na chiński. Ku wielkiemu zdumieniu Polaków po każdej wypowiedzi działacza Chińczyk mówi zawsze tylko to samo jedno słowo: ping! Natomiast na zakończenie powiada: pong! I rozlegają się gromkie brawa. Jeden z członków delegacji pyta studiującego w Polsce znajomego Chińczyka o znaczenie tych dwóch słów, wielce się dziwując zwięzłości chińszczyzny. I dowiaduje się, że ping – znaczy pieprzy, zaś pong – przestał pieprzyć.
A inflacja leci.
Tymczasem zaczyna znowu narastać konflikt medialny z Discovery. Chodzi o kanał TVN7, zapewne zaś tak naprawdę o to, że ma on miejsce na multipleksie i jest bez kablówek, satelitów itp. łatwo dostępny w całej Polsce. Takie miejsce byłoby teoretycznie niezmiernie cenne dla obozu rządowego: osłabłby przecież przekaz opozycji…
To znaczy: tak się im zapewne wydaje. Udział w rynku tej stacji wyniósł w ubiegłym roku 3,61%. Jest to akurat tyle, że przynosi jakieś zyski z reklam – ale gdy chodzi o siłę oddziaływania politycznego to bez znaczenia; tym bardziej że profil kanału jest czysto (i, powiedzmy prawdę, dość głupio…) rozrywkowy. Jedyne oddziaływanie polityczne odmowy udzielenia koncesji i wstawienia na jej miejsce jakiejś Telewizji Republika 2 lub Trwam Bis będzie więc takie, że te 3,61% polskiej widowni się wścieknie. Prawicowy odbiorca się nie rzuci oglądać nowych księży na ekranie ani kolejnych wcieleń Pospieszalskiego. Daję na to słowo.
To gdy chodzi o widownię. Bo afera wokół TVN7 będzie miała ogromne reperkusje międzynarodowe. Tych kilka zupełnie przypadkowych i całkowicie niekompetentnych medialnie osób, tworzących Krajową Radę może narobić znowu sporego smrodu w stosunkach polsko-amerykańskich. I tu czegoś kompletnie nie rozumiem.
Bo albo ta cała afera jest wynikiem działania samej owej „rady” – takiego szczeniackiego „ma być po mojemu”, podkreślania własnego znaczenia – albo jest wynikiem podobnie gówniarskiego i bezsensownego uporu prezesa. Nie cenię – delikatnie mówiąc – ani ich, ani prezesa, ale jednak nie widzę w tym działaniu cienia sensu ani racjonalnego celu, co mnie (jeszcze) troszeczkę dziwi.
Czysty nonsens, korzyści żadnych.
Co ktoś chce przez to duractwo osiągnąć? Dać dowód głupoty? Taki samokrytyczny?
Chyba Kaczyński jest nie tylko złym człowiekiem. Jego cały umysł jawi mi się jakiś inny w działaniu. Może ja go po prostu nie jestem w stanie ogarnąć malutkim misim rozumkiem?
8.02.2022
Sejm uczcił pamięć osławionego „Łupaszki”. Na szczęście część opozycji potrafiła się zachować: Lewica nie wstała do uczczenia, a posłowie Platformy zaczęli opuszczać salę. Morawiecki nie skorzystał z okazji, by siedzieć cicho i wymulił się na Facebooku. Coś tam napisał o bohaterach narodowych; ale w końcu po składaniu kwiatów Brygadzie Świętokrzyskiej nic już nie powinno mnie dziwić z tego obszaru. A jednak dziwi.
Panu Bielanowi nie podoba się, że Polska zostanie jednak obciążona karami za sprawę Turowa za okres 20 września 2021 r. – 19 października 2021 r. i proponuje wystąpić z funduszu odbudowy. Słabowato, Ja bym przy okazji wypisał się z ONZ.
Zachwyca mnie intelekt byłych działaczy tzw. Niezależnego Związku Studentów. Zresztą marsz człowieka przez rozmaite kanapowe organizacje prawicy też jest imponujący. Nie to, żebym miał za złe: w końcu każdy musi szukać swego miejsca w życiu. W końcu znajdzie, ale czy mu się będzie podobało?
Jak nieoficjalnie ustaliła PAP, senator Jan Maria Jackowski ma zostać usunięty z klubu PiS. Z „ustaleń agencji” (biorę te ustalenia w cudzysłów, bo PAP to przecież takie samo dziennikarstwo, jak Kurwizja) wynika, że działania i wypowiedzi senatora Jackowskiego stały w rażącej sprzeczności ze stanowiskiem klubu. Rzeczywiście, parę razy mówił ostatnio do rzeczy. To się nie może podobać. I tym sposobem wzrośnie liczba senatorów niezależnych. Ale sam zainteresowany mówi, że nic mu o tym nie wiadomo…
Taka sytuacja.
À propos sądów: Europejski Trybunał Praw Człowieka podjął we wtorek decyzję bez precedensu — zdecydował, że polska Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie ma prawa zająć się sprawą sędziego Włodzimierza Wróbla z Izby Karnej SN. A już, już… W środę Izba miała decydować o uchyleniu sędziemu immunitetu na wniosek Prokuratury Krajowej. ETPCz wydał jednak zabezpieczenie, na mocy którego Izba nie ma prawa podjąć w sprawie prof. Wróbla żadnych czynności. No i znowu, że tak się wyrażę, dupa…
Ciekawe jak z tego wybrną? Żeby uniknąć totalnej kompromitacji, proponuję położyć całą Izbę na Covid. W końcu, kto sprawdzi?
Zły człowiek Kaczyński?
7.02.2022
Ciekawostka przyrodnicza. Sondażownia SW Research wykonała interesujące badanie dla „Rzeczpospolitej”. Wynik: Polacy nie mają wątpliwości, że liderem opozycji jest Donald Tusk; uzyskał 36,6 proc. głosów.
To było dla mnie dość oczywiste (wyjaśniam: nie dlatego, że Tuska wielbię, tylko obserwuję jego i innych aktywność publiczną), ale dalej jest dopiero ciekawie! Otóż: na drugim miejscu znajduje się Rafał Trzaskowski (9,6 proc. głosów) ankietowanych. Na trzecim (bez niespodzianki) Szymon Hołownia, (8,3 proc.). Czwarty jest Krzysztof Bosak (6,8 proc.), co mnie niepokoi.
Ale piąte miejsce – to prawdziwa bomba: Jarosław Gowin (2,4 proc). Wygląda na to, że ożył politycznie… Lubimy pielgrzymów do Canossy bez względu na kierunek, z którego przybywają?
Dalsze miejsca to Kosiniak (2,3), zaś Czarzasty i Biedroń uzyskali wynik śladowy: po 1,6 proc. Oznacza to chyba, że PRL nawet jako echo już niemal nikomu w sercu nie gra…
W sumie wyłaniający się z tego badania obraz zbiorowiska rodaków (nie używam słowa „naród”, bo mi się ono w ogóle nie podoba, o czym wielokrotnie mówiłem) nie jest dla mnie piękny, ale niespecjalnie zaskakuje. Czekałem na konferencję NIK-u i doczekałem się. Jak mawiał mój stary wuj „huk duży, szkody żadne”. Nic specjalnie ciekawego ani sensacyjnego się nie dowiedziałem; przeciek prasowy sprzed paru dni był bombą, ale zabrał Banasiowi w sumie całe show. Gdyby go nie było, dzisiejsze informacje odebrałyby nam oddech. A tak zostawiły wrażenie niedosytu.
Mam jednak nadzieje, że p. Banaś jest systematyczny i dokładny. I tak właśnie dokończy sprawę w odpowiednim dla siebie momencie.
Na zakończenie znów ma głos jedna z moich faworytek (przy okazji: proszę nie mylić „faworyty” z „faworytką”; to drugie nie jest mniejszą kopią tego pierwszego bynajmniej…) p. Pawłowiczówna. Otóż puściła ona serię wypowiedzi dość – z jej punktu widzenia – pesymistycznych w związku z jednak chyba nieuniknionymi zmianami systemu wymiaru sprawiedliwości. Ostatnia z tych wypowiedzi, dotycząca kadr, które mogłyby uratować „jej Polskę”, była taka:
Kim? Tymi pozostałymi jeszcze weteranami? Częścią harcerzy? Samo wojsko to chyba za mało, skoro nie ma wystarczającej przewagi ducha patriotyzmu u większości Polaków. Tak pewnie ma Polska zginąć. Nas nie będzie, nie będzie też Polski. Nas została garstka.
Dramatyczne. Mam nadzieję, że dobrze opisuje rzeczywistość.
Aha: w momencie pisania tych słów odbywało się nagłe posiedzenie Biura Politycznego… wróć! Chodzi o jakiś najprzegłówniejszy konwentykiel na Nowogrodzkiej; już nie pamiętam tych wszystkich nazw, wymyślanych wyłącznie po to, by się nie kojarzyło – ale i tak nic im to nie da. Podobno dowieźli koszyk na głowy, które polecą.
Prawnik Robespierre załatwia Dantona? Może. Ale powinien z historii pamiętać, jak się to skończyło dla niego samego.
Z ostatniej chwili: – Poleciała głowa ministra finansów. On ma jakieś nazwisko, ale nie obciążałem sobie pamięci nieistotnymi informacjami. Do czasu znalezienia następcy jego obowiązki będzie pełnił premier Mateusz Morawiecki – przekazała rzecznik PiS Anita Czerwińska.
No, geniusz, ten MM. A co słychać u tych chłopców, których nazwano wiceministrami i którzy podobno są autorami naszego wiekopomnego Świętego Spokoju, czy jak się tam ta ekonomiczna trumienka nazywa?
Byłbym zapomniał. Kaczyński to niezmiennie zły człowiek.
6.02.2022
Najmocniej przepraszam, ale chyba zaraz poszargam świętości i zdepczę uczucia dumy narodowej rodaków. Raz jeszcze kajam się de la montagne, czyli z góry. Tak mnie naszło.
Oświadczam otóż po pierwsze, że nic mnie nie obchodzi, że mój rodak (z czystego przypadku przecie) odebrał jakiś metalowy krążek w Chinach, bo daleko skoczył przy użyciu dwóch desek. Miło, że chłopak się cieszy; miło, że innym rodakom sprawia to przyjemność (choć logicznego uzasadnienia nie ma żadnego), ale trąbienie o tym na okrągło przez wszystkie media i pokazywanie skoków rzeczonego we wszystkich możliwych ujęciach jest po prostu śmiertelnie nudne.
Na marginesie: w tych skokach (i w wielu innych dyscyplinach sportowych) ogromną rolę odgrywa sprzęt: materiał, z którego coś tam jest zrobione, sposób szycia stroju, ostatnio nawet szerokość butów, co miało być tajną bronią „naszej” drużyny.
Tak dużą to rolę odgrywa i budzącą tak wielkie kontrowersje, że narzuca się propozycja: czy nie mogliby oni skakać na golasa? Trenerzy by nie podkradali sobie żadnych tajemnic, wielu widzów zyskałoby dodatkowy bodziec do oglądania – a dyscyplina stałaby się zapewne ogromnie reklamonośna… Co macherom od biznesu telewizyjnego zapewniłoby przecież dodatkowy orgazm.
A w ogóle: nie „mamy medal”. Medal ma ten, co go zdobył. Jakoś nie mówimy „odkryliśmy rad”, „skomponowaliśmy V Symfonię” czy napisaliśmy „Trylogię”. Pomyślmy o tym. Myślenie nie boli, powtarzam to stale i wciąż nie wszyscy wierzą.
No dobra, to teraz się pośmiejemy. Jest taka książka pod tytułem „Uwierzcie w koniec świata! Współczesne proroctwo o powtórnym przyjściu Chrystusa”. No i w tej książce jest wywiad ze znanym (podobno) duchownym, nieżyjącym zakonnikiem Joachimem Badenim. A w tym wywiadzie czytam z wypiekami na twarzy (nie streszczam, bo styl też urodziwy):
Kiedyś miałem takie widzenie i mam dość dużo takich widzeń, niestety: nagle pojawiła się przede mną ładna dziewczyna, wydekoltowana, ale nie za bardzo. Sprawiała wrażenie trochę skromnej, żadnych wyzywających zachowań. Jednak tym dekoltem trochę wabiła, atrakcyjna była. Nagle uśmiecha się do mnie i chce ze mną porozmawiać. Zastanowiłem się: kim ty naprawdę jesteś?… I zobaczyłem: Czarny diabeł pod spodem! Nie dałem się nabrać. Odmówiłem egzorcyzmy. Wszystko się rozpadło. To był diabeł, czarna postać, choć w pierwszej chwili wydawało się, że jest to sympatyczna dziewczyna. Żadne golizny, porno, nic z tych rzeczy. Zupełnie. Myślał, że mnie na to nabierze. Ciekaw jestem, co jeszcze będzie mnie kusiło…
Też bym to chętnie obejrzał, proszę księdza. Znaczy, te pokusy. Pamiętajcie jednak: ja jestem grzeszny zwyrodnialec, a wy, gdy najdzie was chętka na rozmowę z płcią przeciwną – od razu miotaczem wody święconej po oczach. Nie pomoże, to z glana.
Skoro już jesteśmy przy grzechu cielesności… Na zdjęciach, które Krystyna Pawłowicz zamieściła na Twitterze w sobotę późnym wieczorem widać, jak ćwiczy na bieżni i pozuje ze sztangami. „Rzeźba zdrowotna…” – napisała. Jak pisze „Wprost”, dodała „Jutro rzeźbię lewą łydkę”. Rany boss… gdzie jest mój „Mały egzorcysta”? Zgiń, przepadnij, siło nieczysta…
Ciekawe: czy na naszego stałego negatywnego bohatera, złego człowieka, pana K. – też działają egzorcyzmy? Będę wdzięczny za wszelkie informacje na ten temat.
5.02.2022
1. Z naprawdę ogromną ciekawością czekam na zapowiedzianą poniedziałkową konferencję prasową M. Banasia w sprawie ataku informatycznego na NIK. Sądzę, że większość rodaków nie uświadamia sobie dokładnie, co się właściwie stało. Otóż zaatakowano na skalę masową (7000 inwazji!) jedną z najważniejszych instytucji państwowych. We wszystkich organach państwa, odpowiedzialnych za kontrolę i bezpieczeństwo, migają czerwone światła i wyją alarmy. A przynajmniej powinny. Jeżeli zrobił to ten, kto może z tego mieć korzyść (a któż inny?), to mamy ujawniony – proszę państwa – bez przesady: zamach stanu.
I co? Posiedzimy sobie cichutko i pooglądamy Olimpiadę? No to jeszcze na drugą nóżkę, wuju?
2. Tytuł z „Frondy”: Tusk liderem 1000 esbeckich emerytów w badaniu IBRiS dla SE
I dalej […] IBRiS przeprowadził swoje badanie na zlecenie Super Expressu na próbie 1000 emerytów. Pozostaje pytanie, ilu z nich wywodziło się z tej grupy funkcjonariuszy systemu bezpieczeństwa PRL, których przywilejów emerytalnych tak zażarcie broniła w czasie pierwszej kadencji rządów PiS formacja polityczna Donalda Tuska.
Bo oczywiście tylko szkoleni w zbieraniu informacji i wybitnie inteligentni pracownicy komuszych służb specjalnych dostrzegli, że niedawno Tusk zaproponował, by dwukrotnie w ciągu roku waloryzować emerytury.
3. Pan Czarnek o oporach wobec swojej inicjatywy oświatowej: „Tego oporu nie ma w zakresie, który jest widoczny w mediach. Nikt nie ma wątpliwości związanych z ustawą w mniejszych miastach” – powiedział na antenie Telewizji Republika (jest takie coś podobno) „Wątpliwości są w miastach zarządzanych przez Platformę Obywatelską, gdzie ta ideologia lewacka, neo-marksistowska, ta rewolucja światopoglądowa, seksualna miała wchodzić po uczelniach również do szkół. Chcemy to powstrzymać” – mówił.
Pytanie za jedną pietruszkę: czym się różnią mieszkańcy większych miast od pozostałych? Czy można założyć, że np. poziomem wykształcenia? I pytanie za dwie pietruszki: jaki jest stosunek Czarnka do tej cholernej elity umysłowej, która ciągle mąci i wsadza w szprychy?
4. Zmarł poeta Rymkiewicz, ikona kultury pisowskiej; podobno ogromnie utalentowany (nie wypowiadam się w tej kwestii, bo dla mnie jednak wielka poezja kończy się na razie na Szymborskiej i Miłoszu, ale ja jestem niekumaty matematyk). Jeden więc tylko cytacik:
Otóż ten wielki białowieski żubr (znaczy: my, Polacy – przyp. mój) spał sobie słodko (lub spał dręczony okropnymi snami) gdzieś na polanie w głębi puszczy i sen jego, podobny śmierci, mógłby trwać jeszcze wiele lat – gdyby Jarosław Kaczyński nagle nie ugryzł go w dupę. Żubr, ugryziony przez pana premiera, podniósł głowę, potrząsnął rogami, ryknął i popędził. Dokąd, tego nikt nie wie.
Więc chyba już wiemy, panie martwy poeto. A oto wyjaśnienie:
5. Myśl mnie taka naszła, że gdybyśmy jakimś cudem cofnęli czas o pół wieku i dostarczyli ówczesnym ludziom nasze dzisiejsze gazety, to uznaliby oni ich treść za kiepską political fiction. Nawymyślali różnych smartfonów, autonomicznych samochodów – powiedzieli by – klonowanych zwierzaków i jakichś sieci informatycznych, a władzę w sporym kraju – podobno z czołówki cywilizacji – oddali kompletnym półgłówkom i nieudacznikom; nie, tego nawet debiutujący niezdolny autor szmatławych powieści by nie wymyślił.
Nasza rzeczywistość wymyka się wyobraźni. Nawet poety.
A Kaczyński… sami rozumiecie. Zły. Fatalny. Chciałbym wiedzieć, co knuje w związku z tym NIK-iem.
4.02.2022
Łgarstwo. Szalbierstwo. Łajdactwo. Kuplerstwo … Ileż pięknych starych słów odżyło dzisiaj? Kilka lat wystarczyło i pan Kaczyński cofnął nas o stulecia; gdyby tylko w języku!
To tytułem wstępu. Z nowszych słów wymieniłbym zaczerpniętą chyba ze słownika piłkarskiego „kiwkę”. Klasyczna kiwka, tylko zakończona potężnym klapnięciem na tyłek, to sprawa Turowa. Poczytajmy: „Czeski rząd pospiesznie i potajemnie zatwierdził umowę, ponieważ najwyraźniej nie ma czasu na przestrzeganie prawa”, przyznał lokalny działacz Milan Starec, którego wieś jest bezpośrednio dotknięta przez górnictwo w Turowie. Dodatkowo eksperci podkreślają, że umowa jest nielegalna, ponieważ nie odzwierciedla unijnego prawa ochrony środowiska.
Polska zgodziła się na wypłatę odszkodowań i na pokrycie wydatków związanych z budową nowej zapory podziemnej, która ma chronić czeskie wsie przed odpływami wody. Czeska Służba Geologiczna zauważyła jednak, że zapora nie będzie miała pozytywnego wpływu na poziom wód gruntowych. Nieskuteczność tego środka miała potwierdzić nawet spółka odpowiedzialna za kopalnię, PGE”.
Stare powiedzenie o ustroju realnego socjalizmu, który miał mieć mistrzostwo świata w rozwiązywaniu problemów, przez siebie stworzonych, pasuje tu jak ulał. Kupę forsy można było oszczędzić, gdyby się na początku tego sporu nie nadymać. No, ale za sukces warto zapłacić.
Tu mi się przypomina anegdotka. Rada Nadzorcza jakiegoś banku ma powołać nowego prezesa. Zastanawiają się nad kandydaturą – już prawie pewniaka. Tuż przed głosowaniem sędziwy prezes, który wydawał się spać, mówi „Eee, nie nadaje się”. Konfuzja. Sypią się pytania: malwersant? A skąd – mówi prezes – no takiego byśmy chyba w ogóle nie zgłosili… Hazardzista? Panowie – powiada prezes – ile on może przegrać rocznie – sto tysięcy, milion, dwa? Nasz bank stać na takie drobne. Dziwkarz? To samo: ile może kosztować związek z damą? Żarty. Dyskusja trwa bez rezultatu, wreszcie prezes powiada: Panowie, on klepie młode dziewczyny po tyłku.
Kolejna konfuzja i szok niezrozumienia. Prezes wyjaśnia: przeklepać, panowie, można absolutnie każde pieniądze.
No i mamy właśnie bankiera u steru, dla którego żadne straty nie są przeszkodą w jego czynnościach. Gdybyż to było klepanie panienek…
A tu chodzi o rządzenie państwem. Ale oni myślą wyraźnie, że łgarstwem można każdą klęskę zamienić w sukces. Wszystko jest kwestią umiejętnego doboru i uszeregowania słów.
À propos: 16 lutego Trybunał Konstytucyjny zajmie się przepisami unijnymi, które umożliwiły stworzenie mechanizmu wiążącego dostęp do środków UE z praworządnością. Wniosek w tej sprawie skierował Ziobro. Kwestię „zbada” pełen skład Trybunału Konstytucyjnego. Sprawozdawcą będzie Stanisław Piotrowicz.
Czy ktokolwiek ma wątpliwość, że znów odnotujemy sukces? Chyba że zły człowiek Kaczyński będzie miał jakiś moment olśnienia czy szaleństwa (co jest u niego czym – ustalić się nie da), to odwołają posiedzenie.
3.02.2022
1. Pan Kukiz jest trafiony i zatopiony. Zeznający dziś przed senacką komisją M. Kołodziejczyk (to niejednoznaczna postać, ale mówi zdumiewająco dobrym inteligenckim językiem, co robi – na mnie – dobre wrażenie i nastawia do człowieka pozytywnie) opowiedział o rockmanie kilka ciekawostek. Ważna i kłopotliwa zapewne dla Kukiza jest ta, że podzielił się on z Kołodziejczakiem wiadomościami z komisji ds. służb, której był członkiem. A to jest wiedza poufna… W dodatku wykorzystana w partykularnych celach politycznych. Na mój nos – duża sprawa i może się dla Kukiza skończyć sporymi nieprzyjemnościami. Pomijam tu fakt, że z zeznań Kołodziejczaka wyłonił się obraz osobnika o nienachalnej inteligencji, którym PiS (czytaj: Kaczyński) rozgrywał swoje brudne intrygi. Bez protestu z jego strony, bo coś tam trzeba w głowie mieć, żeby dostrzec, że jest się tylko kukiełką…
2. Pan prezydent z marsem na czole zawiadomił nas na specjalnej konferencji, że oto zreperował stosunki Polski z Unią i zreformował sądownictwo, składając stosowny projekt rozwiązań. Zastanawiam się: czy pan prezydent naprawdę wierzy w to, że tam w Brukseli siedzą sami analfabeci i tego projektu nie będą w stanie przeczytać, czy też – jak zwykle – usiłuje komuś zrobić wodę z mózgu? Otóż szanowny dostojniku, TSUE życzy sobie, żeby nielegalnie powołani sędziowie przestali być sędziami (wszyscy!), a nie by ich rozesłać po kątach różnych izb; to po pierwsze. Po drugie, chodzi nie o możliwość wznowienia nielegalnych postępowań, ale o ich unieważnienie. Po trzecie – idzie o to, by w ogóle usunięto możliwość postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego w związku z wydanym przez niego orzeczeniem: to ma być, panie P., święte i nietykalne, zrozumiano? Sędziego można ukarać za przestępstwo czy wykroczenie, ale nie za wydany wyrok! Dalej: nie chodzi o przemianowanie Izby Dyscyplinarnej, ale o jej likwidację. Do zera. Tak przynajmniej ja rozumiem sytuację, ale oczywiście jako laik prawny nie muszę mieć racji – więc poczekam, aż wypowie się na przykład prof. Zygadło.
3. Miał pan Święczkowski (ksywa „Godzilla”) zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego na miejsce, zwolnione przez sędziego Kieresa. Oficjalnie został mianowany kandydatem PiS (czyli Ziobry, bo to główny ogier z jego stajni). No i chyba dupa blada. Najbliższe posiedzenie sejmowej Komisji Sprawiedliwości, na którym miała zostać zaopiniowana jego kandydatura zaplanowane na 8 lutego – zostało odwołane. Sekretarz generalny Solidarnej Polski M. Kałużny, który jest członkiem Komisji Sprawiedliwości, stwierdził, że nie zna powodu odwołania i że o nim nie wiedział. Jedyna narzucająca się interpretacja jest taka, że Kaczyński zaczyna ludzi Ziobry ustawiać do pionu w związku z ich głosowaniem nad „lex konfident”; a to bardzo dobra wiadomość, bo oznacza, że naparzanka w tzw. Zjednoczonej tzw. Prawicy już się zaczęła. Obu zainteresowanym stronom życzę nokautującej siły ciosu.
4. Niniejszym otwieram galerię osobliwości (nie chciałem użyć innego słowa, bo co ja się będę narażał na procesy, ale nie ma przeszkód, by państwo słowo „osobliwość” rozumieli bardziej obelżywie). Pierwszym eksponatem będzie w niej niejaki pan Krzysztof Bosak. To ten od Weszpolaków, któremu się wydaje, że jest dorosły. To znaczy formalnie jest, ale mentalność ma rozczytanego w książkach o Indianach 10-latka. Otóż onże pan Bosak był łaskaw w Radiu Plus stwierdzić, że jego zdaniem „państwa z dużymi budżetami obronnymi zbyt mocno wzięły sobie do serca różne pacyfistyczne ideologie”. Pominę fakt, że zdanie to jest wewnętrznie sprzeczne – no bo jak można być pacyfistą z dużym budżetem obronnym? – ale ta zamierzona treść tej niezgrabnej wypowiedzi też wydaje mi się mocno dziwna. Co wszystko razem fatalnie świadczy o polskim szkolnictwie podstawowym i średnim.
A na zakończenie ciekawostka o nim z Wikipedii:
W latach 2001–2004 studiował architekturę na Politechnice Wrocławskiej. Odbył kurs dziennikarski w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. W latach 2004–2008 studiował zaocznie ekonomię w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Studiował również zaocznie filozofię na prywatnej uczelni. Żadnych z wymienionych studiów nie ukończył.
Polityka jednak w życiu cokolwiek przeszkadza.
5. A u Kaczyńskiego nic nowego. Nie zdobrzał. A naskolko ja rozbirajus’ w medicinie, to cholera musi nim dzisiaj ciskać po wszystkich kątach. Bo z tym Kukizem to jednak smrodzik jakiś wyszedł. A i prezio nie błysnął.
2.02.2022
Oczywiście, dziś wszyscy o dwóch sprawach: o wczorajszej klęsce Kaczyńskiego w sejmie i dzisiejszej decyzji Bidena wysłania 2000 nowych żołnierzy do krajów „frontowych”, głównie do Polski.
W pierwszej sprawie przyznaje się, że trochę zgłupiałem. Zacząłem nawet początkowo myśleć, że to jakaś nowa ustawka Kaczyńskiego – żeby a) uspokoić zwolenników szczepień, że jednak się coś robi i b) jednocześnie pokazać antyszczepionkowym „wolnościowcom”, że jednak nie. A przy okazji zwalić wszystko na opozycję, bo było jasne, że przeciwko kretyńskim pomysłom zagłosuje.
Jednak, po namyśle – nie, to zbyt sofisticated. Kaczyńskiemu po prostu odbiła kompletnie szajba. Uwierzył w swoją moc i inteligencję – no i jak to bywa z wiarą, okazała się ona bajeczką. Co teraz zrobi? Czytam, że planuje rozpirzyć … Ministerstwo Finansów, bo to ono jakoby spieprzyło osławiony „Polski Ład”. Znaczy, nowy front.
Na marginesie: chyba się już strasznie zestarzałem i nie nadążam intelektualnie: uświadamiam sobie otóż, że nie znam tak z połowy nazwisk ministrów tego rządu. Co oznacza albo moje zesklerotycznienie, albo to, że sprawują te urzędy jacyś „panowie Nikt”. Nieskromnie stawiam na to drugie, bo ten narząd pod czaszką jakoś mi jeszcze funkcjonuje. Z innymi nieco gorzej, jeśli to kogoś interesuje.
Przy okazji: pan Niedzielski ma jeszcze szansę osobistego hucznego podania się do dymisji. Byłaby działaniem naturalnym i trochę by mu w przyszłości być może pomogła. Ale do czegoś takiego trzeba mieć trochę charakteru; obawiam się, że w rządzie IV RP jest to towar mocno deficytowy.
Co do drugiej sprawy, czyli tych wojsk USA – to doradzam kolegom żurnalistom na emocje Validol. Nieszkodliwy, dość smaczny i uspokaja. Przyjaciele moi: toż te wojska to siła tak około batalionu zmechanizowanego! Jedna nieduża rakieta zostawiłaby z tego same podeszwy od – niewątpliwie szalenie nowoczesnych – butów. Inna by była mowa, gdyby się do Europu dyslokowała w całości 82 lub 101 dywizja, ale to?
Zatem: to czysta demonstracja. Jeszcze nie wojujemy. Choć niewątpliwie pan Błaszczak niebawem się nam pokaże w stylowej i kryjącej brzuszek kamizelce kuloodpornej. Sądzę, że wypchanej jednak gumą, bo normalna dla takiego dostojnika byłaby za ciężka.
Temat jednolitego działania opozycji zostawiam na zaś, bo mnie cholera zatłucze. Niektórzy politycy wygadują takie głupoty, że można – jak mawiała jedna moja urocza znajoma z czasów młodości – łeb sobie o kant sracza rozjebać. Naprawdę, jak wspomnę jej wygląd aniołka i ten język, którym się z niebywałą swobodą i niewinną minką posługiwała – to mi się japa w uśmiechu rozdziawia po dziesięcioleciach…
A o Kaczyńskim zmilczę. Sam mówi o sobie.
1.02.2022
Wiem, że nie należy opowiadać własnymi słowami rysunków, ale nie zachowałem kopii dzieła, o które chodzi; przepraszam więc. Obrazek przedstawia ring bokserski, na który szykuje się wejść zawodnik. W przeciwległym narożniku stoi jakiś włochaty olbrzym o milimetrowym czole. Zawodnik powiada: nie będę walczył, dopóki to nie udowodni, że umie mówić.
To à propos dzisiejszego posiedzenia komisji sejmowej, obradującej nad projektem Kaczyńskiego (ponoć osobiście jest autorem) w sprawie walki z pandemią. Obejrzenie tego widowiska znacznie podniosło mi ciśnienie, ale w końcu sam sobie jestem winien: nie musiałem. Określmy to jako kolejny triumf nadziei nad doświadczeniem. No ale na usprawiedliwienie mam to, że procedowanie nad najgłupszym projektem ustawy ever – to jednak jest ewenement, z gatunku must view.
Nie wnikając w szczegóły personalne, żeby nikogo – buk broń – nie urazić. Pominę też litościwie narzucające się komentarze dotyczące – jakby to określić – fizyczności niektórych uczestników tej osobliwej, a jednocześnie typowej dyskusji; tzw. bodyszaming jest ostatnio niemodny, choć palce świerzbią. Pal diabli, będę poprawny, choć coraz mniej lubię.
Ale jednego chyba muszę i mogę wymagać: aby reprezentujący nas (a więc i mnie, choć chyba by mi ręka uschła, gdybym miał na typa oddać głos) osobnik przed objęciem swojej godności udowodnił w praktyce, że umie czytać na głos ze zrozumieniem. Nie jest to chyba przesadne żądanie; ode mnie wymagała tego kochana pani Ziemniakowa, wychowawczyni, w klasie czwartej szkoły podstawowej. Był to rok 1946.
Co prawda, dwaj moi koledzy przez ten etap edukacji nie przeszli (w tamtych okropnych latach tak się zdarzało). Powtarzali klasę po klasie i w końcu gdzieś znikli. Nigdy nie sądziłem, że odnajdę ich kopie po tylu latach akurat w Sejmie. Co prawda poeta kiedyś dumnie zapowiadał, że „lud wejdzie do śródmieścia”, ale chyba o innym ludzie myślał.
A autor zarysu scenariusza dzisiejszego spektaklu, pan Kaczyński, jest nie tylko złym człowiekiem. Jest również…
Państwo sobie będzie łaskawe dopisać dowolnie.
Zresztą on sam coś dopisał dzisiejszym zachowaniem w Sejmie. Z tym że nowości tu nie było.

Bogdan Miś
Urodzony w roku 1936. Matematyk, dziennikarz. Członek Towarzystwa Dziennikarskiego,
Polskiego Towarzystwa Matematycznego, Polskiego Towarzystwa Informatycznego.
