Jarosław Kapsa: Łże-konserwatyzm i Nowy Dekalog6 min czytania

()

04.02.2022

Greenfields

Stół jest stołem, gdy odgrywa rolę stołu; gdy się na nim siedzi, nie jest stołem, ale stołkiem. Rozmowa jest możliwa, gdy posługujemy się wspólnym językiem, jeśli każdy inaczej rozumie znaczenie słów, to mamy wieżę Babel. Dlatego, choć nie jestem sympatykiem określonych ideologii, burzy mi się w żołądku, gdy to rządzące „coś” określa siebie jako „konserwatyści”.

Owszem, konserwatyzm może być cechą nawet paprykarza szczecińskiego. Pana Gomułkę gorszył biust pani Jędrusik, pan Gierek nasyłał pałkarzy na LGBT; czy mam ich uważać za „konserwatystów”, jak tych, za przeproszeniem, Suskiego lub Czarnka…?

Bulwersująca, wpisana do Polskiego Ładu, ulga „pałacyk+”, opisana szczegółowo przez panią Jowittę Pustuł, broniona jest z pomocą odwołań do idei konserwatywnych i wzniosłych słów o ochronie dziedzictwa narodowego. Przypomnijmy: ulga pozwala odpisać od podatków wydatki na zakup zabytkowego pałacu lub dworu, w wysokości 500 zł/1 m kw., nie więcej niż 500 tys. zł; a także odliczyć połowę wydatków wydanych na odbudowę lub remont. Mam wkodowany sentyment do polskiego krajobrazu, boli mnie, prawie fizycznie, widok rozpadających się ruin ziemiańskich dworów. Jestem z plebsu, z tych od Szeli, więc nie jest to ból interesowny. Według danych Towarzystwa Ziemiańskiego w Polsce takich ziemiańskich pałacyków i dworków jest ok. 3 tys. (nie licząc własności poniemieckiej). Z tej liczby ok. 2 tys. jest niezagospodarowana, obraca się w ruinę. W 64 pałacach są muzea, w 500 gminne instytucje (domy kultury, szkoły, domy pomocy społecznej itd.). 350 zostało sprzedanych i stanowi własność prywatną. Zaledwie 90 obiektów wróciło do dawnych właścicieli i ich spadkobierców.

Siódme przykazanie, zgodnie z Katechizmem Kościoła Katolickiego, brzmi: „nie kradnij”. Nie ma tam dopisku: „chyba że w imię sprawiedliwości społecznej, w imię dobra narodu, w imię racji Kościoła itd.”. Nie kradnij, to nie kradnij. Większość z tych 3 tys. pałaców i dworków przejęta była z naruszeniem przepisów dekretu o reformie rolnej, a bezprawny zabór budynków i ich wyposażenia określa się krótko: to kradzież.

Do władz PRL nie można mieć pretensji; obowiązywała idea sprawiedliwości społecznej, zatem kradzież w imię idei była legitymizowana. Gdy powróciła normalność, istniała świadomość, że krzywdy trzeba naprawić i zrekompensować, przynajmniej częściowo, straty obrabowanych właścicieli. Polska była biedna, wszystkich, w większym lub mniejszym stopniu, obrabowało państwo sprawiedliwości ludowej. Dlatego ustawy reprywatyzacyjne „odpychane” były przez rządy i parlamenty; wiedziano, że trzeba rzecz załatwić, ale niech to zrobią inni. A ponieważ upadła postfeudalna gospodarka PGR-owska, kilka tysięcy dworów, pałaców, parków i innych obiektów dworskich stało się mieniem porzuconym, skazanym na zniszczenie. Dla stanu technicznego tych obiektów okres III Rzeczpospolitej przyniósł większe straty niż okupacja hitlerowska.

Znaczenie słów można zmienić. Wystarczy uporczywie powtarzać nowe przykazania. Kradzież przestaje być kradzieżą, staje się nacjonalizacją; porzucenie i niszczenie majątku – zachowaniem substancji „dziedzictwa narodowego”, sprzedaż zrabowanego mienia (paserstwo) – gospodarnością. Piętnowana jako kradzież i oszustwo, jest reprywatyzacja. Już samo to określenie uzyskało pejoratywne określenie, a los pana Michała Sobańskiego (pół roku w celi) ilustruje aktywność państwa.

Ministerstwo Rolnictwa za chlubę uważa, że z ponad 600 wniosków o zwrot zrabowanego mienia, udało się „udupić” blisko 90%. Wobec pozostałych mieliśmy do czynienia z „wolnoamerykanką”. Czartoryscy są bliscy ministrowi kultury, więc im się płaci 500 mln zł. za muzealia i nieruchomości. Deskurowie czy Dembińscy, nie są tak znani i lubiani, więc niech piszą skargi na Berdyczów, że nie mają szans na odzyskania pałaców w Złotym Potoku czy Sancygniowie. Do tego dodajmy klasykę narodowego socjalizmu: majątek zrabowany przez Hitlera obywatelom Polski żydowskiego pochodzenia musi pozostać w rękach „aryjskich” Polaków.

Birmańczyk, któremu żul na Żoliborzu ukradł samochód, ma prawo oczekiwać, że policja, po złapaniu sprawcy, zwróci mu zrabowany pojazd. Zdziwiłby się, gdyby usłyszał, że nie ma do tego podstaw, bo to, co ukradł Polak, w Polsce, musi w rękach polskich zostać. Śmieszny argument, ale stał on się przyczyną, zahamowania procesu reprywatyzacji, w tym przyjęciu – głosami także opozycji – zmian w kodeksie postępowania administracyjnego, blokujących możliwość występowania o zwrot kradzionego majątku. Ustawę tą wprowadzono w wyraźnie złej woli, bo część wniosków nie składano, wierząc w powtarzane obietnice o „uczciwej” reprywatyzacji. Łże-konserwatyzm ma zawsze mordę szulera, dziwi tylko, że blask miedzianych czół Słońca nie przebił.

Na tle tego typu oszustw reprywatyzacyjnych ocenić można ulgę „pałacyk+”. Ot taki gest, paser nagradza bonusem kupca ukradzionego mienia. Intencja ogólna słuszna. Jeśli się ma zabytkowy dworek, to „łapę” na własności trzyma konserwator zabytków. On ustala zasady remontu, w tym nawet jakość materiału użytego do odbudowy ścian wewnętrznych, kształt stolarki na drzwiach do toalety itd. W efekcie koszt odbudowy zrujnowanego obiektu zabytkowego bywa kilkakrotnie wyższy od budowy nowego pałacu. Państwo jest „biedne”, więc konserwator tylko wymaga, do rzadkich wyjątków należy udzielenie materialnej pomocy inwestorowi restaurującemu zabytek.

Teraz też to będzie rzadki wyjątek. Nie będzie mógł z pomocy ulgi „pałacyk +” korzystać dziedzic przedwojennego dworku odzyskujący zrabowany i zniszczony przez państwo dwór. Nie będzie mógł korzystać z ulgi właściciel, któremu w PRL udało się zachować „ojcowiznę”. Nie będzie mógł korzystać ktoś, z tych 350 prywatnych nabywców dworku w czasach przed Polskim Ładem. Z żadnej pomocy budżetu państwa nie będą korzystać gminy, które w 500 obiektach zabytkowych prowadzą działalność na rzecz lokalnej społeczności. Ulga jest kierowana tylko do tych, którzy dziś doszli do pieniędzy i pragną zyskać status nowej arystokracji.

Rewolucja tworzy nowe elity. Nowe elity chcą być jak stare. Baronowi Obajtkowi herbu Dystrybutor trzeba pomóc, by nie różnił się od Lubomirskich. Taki jest łże-konserwatyzm spod znaku modernistycznego Jakuba Szeli.

Jarosław Kapsa

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.