14.02.2022

ECHA WYDARZEŃ: Zacznę inaczej niż w „echach” cyklu olimpijskiego. Od zdań o Danielu Passencie, jednym z firmowych znaków kroniki rodzimego dziennikarstwa. W tym sportowego, bo był namiętnym fanem i tej pasji.
Odszedł niespodzianie, wciąż w apogeum twórczości. Sportowi zostawił w pamięci także wiele świetnych felietonów oraz książki – o monachijskich Igrzyskach i o Fibaku.
Pamiętam Daniela jako głodnego wielkiego sportu, który zjechał do Monachium (1972), i nas – zapracowanych sprawozdawców zasypywał pytaniami o detale, podpowiedzi, a osobiście tak drążył temat, że powstała książka pasjonująca.
Pamiętam, jak zadzwonił, czy jadąc do Paryża w sprawie Wyścigu Pokoju (tego, który mógł się w rocznicę zburzenia Bastylii TAM zacząć, co niestety nie doszło do skutku) z prośbą bym rękopis zawiózł panu Fibakowi. Zawiozłem, autoryzowany przywiozłem do Warszawy…
Wspominam obie książki bo w ich lekturze znalazłem nie tylko mistrzostwo słowa, lecz też myśli, obrazy, wrażenia, które tak często umykają naszej uwadze, gdy „po prostu” relacjonujemy wydarzenie sportowe… Naukę z tej panapassentowej lektury odebrałem w pokorze… Umiał patrzeć i dobrze widział.
Ostatni raz widziałem Redaktora Daniela na jubileuszu 90-lecia red. Tadka Olszańskiego. Wspominał ze swadą, wydawał się w świetnej wciąż formie…
***
Igrzyska pekińskie mają z górki. Dla nas właściwie są blisko mety. Zostaniemy z jedynym – brązowym, jednym asem – Stochem (żal, że bez medalu, ale za to z podkreśloną sławą), kilkoma lokatami tzw. finałowymi, czyli blisko podium, kilkunastoma odległymi, ale komentowanymi (nie wiedzieć dlaczego), jako prawie dobre, albo i nie tylko „prawie”…
I zostajemy znów z wrażeniem, że w sportach zimowych stoimy w miejscu, albo nawet jest krok do tyłu.
Studia tabeli medalowej polecam jako szybki obowiązek – stosownemu ministerstwu, dostojnym kibicom, także PKOl-owi. Nie myślę już o porównaniach z czołówką tabeli, ale z zespołami krain podobnych geograficznie, demograficznie; z sąsiadami włącznie… I nie zganiajmy za dużo na pecha, pandemię, zły los. Było, jasne, i pechowcom współczuję, ale przecież inni nie przebywali pod kloszem…
Odbieram też inny rodzaj lekcji. Dziennikarskie zdawanie sprawy. Owe zapowiedzi, że ten i ów to nadzieja medalowa; że będzie dobrze, bo…
Ja też kocham dobrożyczeniowe myślenie, ale pod warunkiem, że wiedza i analizy zostają u podstaw wróżb…
Uznajmy – byli sympatyczni, świetnie ubrani… Nie jak kiedyś w Grenoble, gdzie wspaniałe kożuszki – wobec braku dewiz w dużej części zmieniły właścicieli, ale prezentowali się w olimpijskiej rewii mód na poziomie światowym… ale. Tych „ale” będzie kilka…
Co jeszcze powinno być w tym wpisie?
TO, że jest dyskusja o przyznaniu przez „zielony stolik” prawa startu solowego rosyjskiej 15-latce, która najpierw zachwyciła świat w próbie drużynowej (skoki z czterema obrotami), a potem dotknął ją zarzut dopingu. W lutym, z próby grudniowej… I … kłopot. Medal dla drużyny zdobyty, analiza olimpijska – ok., a tu…
Właściwie zawodniczka w ogóle nie powinna stawać do igrzysk, a stanęła, bo ci, którzy powinni reagować, z reakcją się spóźnili. Problem prawny, bo nie sprawa kary osobistej, jako że 15-latkę przed tym chroni kalendarz. Do tego chyba zbrakło prawa oprotestowania pierwszego znaku zapytania, badania próbki „B”, czyli… Nie został wykazany i ukarany człowiek, który „dał”…
Został „zielony stolik” i orzeczenie pozytywne dla młodocianej, a przez wielu kontestowane… W rozstrzyganiu nie uczestniczę. Za mało wiem, żeby grać „obiektywnie sprawiedliwego”…
Czyli – znów obejrzymy skoki z czterema obrotami, a system antydopingowy dostał fangę w czoło. Swoją drogą ciekawe – decyzję znamy, ale dobrze byłoby poznać szczegółowe jej motywy. Dla wiedzy o „prawdziwej prawdzie”, także jako nauka na przyszłość. Temat do Koleżanek, Kolegów – medialistów…
Dwa jeszcze nurty kibicowania – via TV i łamy:
1. Kwestia starań o obiektywizowanie ocen skakania na nartach. Pomiary wiatru – ok., ale te spory o detale ubioru. Kombinezon – może materiał nie regulaminowy, może „żagiel w kroku”, podeszwa nie taka… Do tego ocenianie, gdy jest donos, nie przed skokiem… I dochodzi do takiego teatru, że w konkursie męsko-damskim jest 5 dyskwalifikacji…
Coś z tym fantem czas zrobić, żeby świat skoków nie zwariował… A my – z nim.
2. Zadziwiła mnie lektura „hokejowa”:
Chińska ekipa składa się z… jedenastu rodowitych Kanadyjczyków, trzech Amerykanów, jednego Rosjanina i dziesięciu Chińczyków, z których kilku dorastało w Ameryce Północnej…
Taki sport, takie jego czasy… Normalne, bo świat też inny niż kiedyś, ale i zabawne… Nawiasem (nie oszczędzę klubowego futbolu) – nasza Legia inna? Właśnie wzięła manto od Warty. A Bayern bez pana Roberta – inny?

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
