JS: Myśli niesforne7 min czytania

()

Zdanie odrębne

24.02.2022

… czyli takie, które nie chodzą na psim rzemieniu (sfora), lecz samopas; bez opieki czy kontroli – w pojedynkę. Przychodzą, kiedy im się podoba i – odchodzą albo zostają, jak się je zapisze. Zapamiętywanie może rozsadzić głowę, więc lepiej się ich pozbyć, notując…

*

Bóg Jahwe, którego stworzył sobie „naród wybrany”, by się z nim potem zamienić miejscem, otoczył niewielkie plemię wszechstronną opieką. Wszczynał za niego wojny, ustanawiał pokój, a nawet żywił; raz mięsem (przepiórki), to znowu kaszą (manna). Najpierw pozwalał się malować jako dostojny starzec z brodą w otoczeniu chmur; potem symbolicznie – jako „oko w trójkąt wpisane i na świat patrzące”[1], zwane „okiem patrzności”. Polska „opatrzność” wywodzi się od łacińskiego „providentia”, czyli widzenie „przed”. „wcześniej”, „z daleka” (a więc i „z wysoka”) i znaczy: „przewidywanie”, „baczenie”, „troskliwość”. Jednym słowem, opatrzność to zarządzanie wszechświatem. „Doktryna boskiej opatrzności wskazuje na Boga, jako tego, który posiada pełną kontrolę nad wszystkimi rzeczami. Dotyczy to wszechświata jako całości świata materialnego” – informuje teolog z Internetu, powołując się na odpowiedni psalm.

W tej mało wyrafinowanej definicji najważniejsza jest pełna kontrola nad rzeczami i, ma się rozumieć, nad ludźmi; wszak bez ludzi rzeczy nie mają racji bytu. Z rozkazu takiego boga człowiek stał się panem świata; „czyńcie sobie Ziemię poddaną!” Na ten fragment Pisma często powoływał się polski minister, który zezwolił na nieograniczone wycinanie drzew – w puszczach, lasach i skąd kto chciał. Wprawdzie już nie żyje, ale drzewa tnie się nadal, bez opamiętania…

Wróćmy jednak do opatrzności… Niewielkie, zdolne plemię, które dzięki swemu bogu rozrosło się w naród wszechświatowy, postanowiło przejąć od niego czynność kontrolowania wszystkiego. Wymyśliło więc Latającego Konika, który widzi, słyszy, podpowiada człowiekowi, co ma robić, a nawet potrafi skłócić jednych z drugimi, bo wtedy łatwiej ludźmi rządzić.

Skoro opatrzność została zwolniona z patrzenia[2] (może to krok do jej detronizacji?), co będzie ze świątyniami, kultem, kapłanami, ludem bożym i w ogóle – z wiarą? Czyżby rację miał niemiecki filozof[3], który mówił, że to „człowiek stworzył Boga”, a nie na odwrót?

*

Logika dyktatorów nie zmienia się od początku świata. Oto szykujący się do władzy kandydat na małego satrapę ogłasza, że nieźle prosperujący kraj środkowo-europejski – ni stąd, ni zowąd – znalazł się „w ruinie”. Suflerzy podpowiadają: jest „w stanie likwidacji i eksterminacji”, popadł w „moralną degrengoladę”, „znieważany i upokarzany” musi „wstać z kolan”… Wystarczył rok, dwa takiej gadaniny, a lud/naród/suweren kupił kłamstwa, za które przyjdzie mu płacić przez długie lata. Czy dlatego, że są tanie, a prawda ciut droższa? Przecież kłamców też trzeba opłacić, opakować ich towar, zrobić kampanię reklamową, a nawet sprzedawać go na kredyt… Ci, co je kupili, nie chcą przyznać, że to kot w worku. Jak się go pozbyć, skoro przywykł do głaskania…

*

Właściciel największego państwa, które zajmuje 1/9 powierzchni globu i „graniczy, z kim chce”, obwieszcza światu, że został przyparty do muru. Spodziewa się ataku ze strony małego sąsiada, któremu niedawno urwał dwa kawałki ziemi i jeden półwysep. Ten sąsiad, kiedyś poddany imperatora, od niedawna próbuje żyć po swojemu. Ma dość „opieki” wielkiego brata, a właściwie wielkiej siostry, która „w całej swojej historii nikogo nie zaatakowała” i „jest ostatnia, by mówić o wojnie”.

Post imperialny świat wstrzymuje oddech, bo jak można? Kto to widział? Trzeba zrozumieć racje globalnej potęgi, a nie jej grozić. Ona tylko broni własnych obywateli, budujących pokój i dobrobyt. A że do tego potrzebne są odpowiednio szerokie przedpole, „dobre sąsiedztwo”, a najlepiej „braterstwo” – to inna sprawa! Potęga nie może tolerować sąsiedztwa „państw upadłych”[4] i „kolonii z marionetkowym reżimem”, gdzie dochodzi do „zamachu stanu”, „pogromów”, „przemocy” oraz prześladowań „trójjedynego narodu”. Jego jądro zawsze jest gotowe do walki „z faszystami” pobratymczych plemion. Samorzutnie formowane ochotnicze bataliony wyzwolą współbraci ze złudzeń, które pomieszały im w głowach. Muszą zrozumieć, że prawdziwą wolność można znaleźć tylko w objęciach Jednej Matki-Ojczyzny, a nie w zdeprawowanym świecie „zgniłego Zachodu”.

*

Polskę rozbierano (nie dosłownie!) trzykrotnie, po kawałku; zwykle pod jakimś pretekstem. W pierwszym rozbiorze (1772) była to próba porwania króla przez samych Polaków, co miało być dowodem na chaos i anarchię w Rzeczypospolitej, zagrażające sąsiadom. Do drugiego (1792) przyczyniła się część polskich elit, określana mianem Targowicy, których „dobrego imienia” broni obecny minister nauki i edukacji: „Bo oni coś jeszcze mieli na myśli, jakiś interes […] narodowy i polski”. Trzeci rozbiór (1794) dokonał się po tym, jak nasz sympatyczny król abdykował i oddał się w opiekę swojej przyjaciółki-carycy. Kęs Polski, jaki pochłaniała za każdym razem był coraz większy; pomagali jej w tym sami Polacy. Ukraińcy muszą się wystrzegać takich działań, bo – jak widać – spadkobierca imperatrisy idzie tą samą drogą. Muszą też pamiętać, że jest to dla niego „wyjście z twarzą”. Bez twarzy wychodzą tylko Polacy…  

*

W jednym z trzech rozbiorów Polski uczestniczyli tylko dwaj sąsiedzi. Po tym fakcie poeta-biskup napisał bajkę Jagnię i wilcy:

Za­wż­dy znaj­dzie przy­czy­nę, kto zdo­by­czy pra­gnie.
Dwóch wil­ków jed­no w le­sie na­dy­ba­li ja­gnię;
Już go mie­li ro­ze­rwać; rze­kło: „Ja­kim pra­wem?”
„Smacz­nyś, sła­by i w le­sie!” – Zje­dli niezabawem.

Z Ukrainą może być podobnie; oprócz wielkiego wilka ze Wschodu ma na nią chrapkę mały wilczek z południa, przyjaciel tamtego. Jego przodkowie liznęli nieco mocarstwowości, wspierając Habsburgów, za co w nagrodę kilkadziesiąt lat współtworzyli cesarstwo. Po pierwszej wojnie rozpadło się ono na kilkanaście mniejszych państw, ale mocarstwowa czkawka trapi ten niewielki kraj, odkąd na jego czele stanął sprytny oksfordczyk, który gra na dwie strony. Po naradzie w Brukseli natychmiast jedzie do swego przyjaciela w Moskwie (nasz premier zostaje z jego poputczikami[5] w Paryżu). I czeka, przyczajony na rozwój wypadków, mając chrapkę na Ruś Zakarpacką, Słowację, część Rumunii. W sojuszu z wielkim gotów zbudować duży środkowo-europejski organizm polityczny (z byłą Galicją i Lodomerią).

Polska, prędzej czy później i tak będzie podzielona; zresztą ma w tym praktykę – wewnętrzną i zewnętrzną. Jej polityczna głupota – dawniej i dziś wpisuje się w taki scenariusz.

*

Starzy ludzie mówili, że wojnę zapowiada sama natura. Teraz też tak się dzieje. Globalne ocieplenie powoduje zamęt klimatyczny; podnosi się poziom mórz, Europa środkowa pustynnieje, latem wybuchają gigantyczne pożary, w zimie pojawiają się tornada, nawałnice, burze z piorunami i ulewy. Od dwu lat szaleje zaraza, która zwykle pojawiała się po wojnie – teraz ją poprzedza… Natura niszczy sama siebie, a ludzie robią to samo; przecież to jej nieodrodne twory! Pojawili się przywódcy, którzy prą do wojny, siejąc – jak u nas – nienawiść i chaos… I argument najważniejszy – wojny nie było od 70 lat! Pokojowa utopia nie może trwać zbyt długo.

Polacy to wiedzą; nie raz modlili się o wojnę… Mamy nawet pieśń:

Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani,
Że za tobą idą, że za tobą idą
Chłopcy malowani?
Na wojence ładnie, kto Boga uprosi, 
Żołnierze strzelają, żołnierze strzelają, 
Pan Bóg kule nosi.

Jak widać, Stwórca też lubi wojnę.

J S 

  1. To Tetmajer!
  2. Jedna z doktryn filozoficznych mówi, że spojrzenie Boga podtrzymuje świat w istnieniu!
  3. Dla porządku: nazywał się Ludwig Feuerbach.
  4. Czy ktoś jeszcze pamięta „bękarta traktatu wersalskiego”?
  5. Poputczik – ten, któremu z kimś po drodze, towarzysz podróży.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.