07.03.2022
Zacznijmy niezupełnie poważnie, bo od „Wielkiej Księgi Imion”. W dziele tym napisano, że „Joanna jest osobą niezwykle energiczną. To natura wojowniczej rewolucjonistki. Ma zdolności organizatorskie i kierownicze. Do tego z łatwością zjednuje sobie ludzi. Zawsze stara się realizować swoje idee i często posiada dokładny plan na życie” … I tak dalej. Joanno, trudno spierać się z tak znanym opracowaniem naukowym, ale jak jest z Tobą? Zgadza się?
– Bo ja wiem… Takie dzieła mają przecież na celu głównie zrobienie przyjemności nabywcy. Co do mnie … Jestem wielką indywidualistką. Do tego bardzo upartą. Nie lubię płynąć z prądem. Ciekawiej jest płynąć pod prąd; a może nawet lepiej będzie, zamiast płynąć – zbudować tamę? Właśnie to ja. Próbuję budować tamy, mosty albo chociażby kładki. Z czego się da. Co do planu na życie, to kiedyś go miałam, nawet całkiem fajny. Ale posypał się. Z wiekiem, z doświadczeniem zawodowym i prywatnym.
Bodaj najsłynniejszą w historii była Joanna D’Arc. Masz coś z tej Joanny? Czy jesteś zupełnie inna?
Chyba niestety mam, i to całkiem sporo. Liczę tylko na to, że – inaczej niż ona – nie zginę na stosie i uda mi się dożyć sędziwego wieku. Świętą też raczej nie zostanę. W niebie mnie nie chcą: ateistów i antyklerykałów tam nie biorą, a w piekle chyba się mnie boją. Dlatego moja natura „wojowniczej rewolucjonistki” ujawnia się na ziemskim padole. Cały czas o coś walczę. Albo o kogoś. Może bardziej pasowałoby porównanie do Don Kichota? Chociaż to do Joanny D’Arc też mi się bardzo podoba.
Joanno, jesteś kobietą dość nietypową. Z czym (albo z kim) kojarzy Ci się Dzień Kobiet?
Z obowiązkowym goździkiem w męskiej ręce. Z wiecami, tak zwanymi masówkami w zakładach pracy. Były gratulacje, czasami dyplomy albo medale. Kojarzy mi się z hasłami o kobietach na traktorze i bełkotaniem o tym, co kobiety mogą osiągnąć. Co roku było to samo. Ale to pewno czysto subiektywne wspomnienie. Jak każde święto i ten 8 marca ma swoje dobre strony. Chciałabym jednak, żeby w otaczającym nas patriarchalnym świecie doceniano kobiety nie tylko tego dnia. Mam na myśli szacunek i troskę, łamanie stereotypów, partnerstwo.
To w takim razie jak chciałbyś spędzić ten dzień w roku 2022?
Pewnie w takiej małej paryskiej kawiarence z widokiem na wieżę Eiffla. Dobrze byłoby mieć vis a vis ukochaną osobę. Ale w chwili, gdy odpowiadam na to pytanie, rzeczywistość nie skłania do marzeń. U naszych wschodnich sąsiadów wybuchła straszliwa wojna. Jeszcze w „tłusty czwartek” wysłałam swoje zgłoszenie do Międzynarodowej Legii Obrony Terytorialnej Ukrainy i jest możliwe, iż tegoroczne międzynarodowe święto kobiet będę spędzać w okopach lub piwnicach Kijowa.
Szacunek. Podziwiam Cię.
Tak po prostu trzeba. Chcę pomóc tym ludziom i napadniętemu sąsiadowi. Nie mam warunków, by przyjąć uchodźców w domu, nie stać mnie, by wspomóc ich materialnie. Wybrałam walkę i wolontariat tam, na miejscu. I zakończmy ten temat.
Dobrze. Twoja ulubiona muzyka?
Przepadam za muzyką operową. Jak byłam mała, moja babcia prowadzała mnie do wrocławskiej opery lub operetki. Jestem jej za to bardzo wdzięczna. Zaszczepiła we mnie to zamiłowanie i zostało mi do dzisiaj. A najbardziej lubię pieśń Va, pensiero – chór niewolników w Nabucco Verdiego.
Ulubiona książka, autor?
Podliżę ci się trochę. Poza Twoimi powieściami, które przeczytałam wszystkie i jednym tchem, lubię też fantastykę. Tę klasyczną, szczególnie Lema. Jego „Bajki Robotów” to zdecydowanie mój numer 1. Lubię też dobre, kultowe sensacje na przykład Ludluma z jego tajemniczym Jasonem Burnem.
Miła jesteś. Dziękuję za komplement. Mogę wspomnieć o Tobie w kolejnej powieści?
Oczywiście, Anetko. Jeszcze o sobie w książkach nie czytałam. To może być fajne doznanie.
Znamy i podziwiamy wiele fascynujących nietuzinkowych kobiet. Jaki jest Twój autorytet kobiecy?
Jest rzeczywiście wiele fantastycznych kobiet. Wiele z nich maszerowało dwa lata temu w proteście wobec znanego orzeczenia Trybunału mgr Przyłębskiej. Wiele z nas protestowało przed Ambasadą Rosji tydzień temu. To moje koleżanki z nieformalnej grupy K*AP Family, które właśnie teraz zbierają koce dla uchodźców. Ale, prawdę mówiąc, nie mam takiego jednego idealnego wzoru. Bo każda kobieta jest inna i wyjątkowa. Każda. Bez wyjątku.
Twoja niezwykłość wiąże się między innymi z tym, że z absolutnym zaangażowaniem poświęciłaś się pewnej ciekawej pasji. Chyba w powszechnym mniemaniu zupełnie niekobiecej. Kiedy i jak się to zaczęło?

Masz na myśli pewnie to, że gram w piłkę nożną? No nie gram, stoję na bramce. Piłka nożna to też kobiecy sport. Dziewczyny grają naprawdę super. To, że jesteśmy niedocenianie i słabiej wynagradzane, to już inna sprawa. Ale świadomość, że ten sport nie już tylko męską domeną staje się coraz bardziej powszechna. Zapraszam wszystkie dziewczyny z Warszawy i okolic na treningi Kobiecej* Akademii Piłkarskiej (to właśnie ta wspomniana wyżej K*AP Family…). Gramy co czwartek i niedzielę o 20.00.
To świetne, co robisz. Sport ma być szczery i otwarty, ma otwierać horyzonty. Rywalizacja zaś powinna być zdrowa, wolna od nienawiści i przemocy Łącząca ludzi, nie dzieląca.
Właśnie tak. Z ust mi to wyjęłaś.

Wróćmy jeszcze na moment do spraw kultury. Wiem, że lubisz teatr, dobre kino, sztukę wizualną. Mogłabyś polecić coś, co szczególnie Cię poruszyło lub zachwyciło?

Zdecydowanie i całkowicie zauroczyłam się sztuką według scenariusza Maliny Prześlugi – „Kobieta i Życie”. Grają ją dwa różne teatry, we Wrocławiu i Warszawie. Choć jestem raczej tradycjonalistką, jeśli chodzi o sztukę, to akurat ten performerski i bardzo współczesny spektakl mnie zachwycił. Z filmoteki polecam „Matki równolegle” w reżyserii Pedro Almodóvara, ze świetną kreacją Penélope Cruz.
Jak stoisz z kasą? Podróże i hotele są przecież dość kosztowne. W jakim stopniu finansuje was klub?
Można powiedzieć, że żyję w dwóch rzeczywistościach: jedną jest warszawska Kobieca Akademia Piłkarska, która chyba tak naprawdę staje się coraz bardziej klubem przyjaciółek grających w piłkę. Ja jestem najstarsza, parę z tych dziewczyn jest młodszych od mojej córki. Gramy na typowo amatorskim poziomie i każda z nas cieszy się grą i tym, że możemy pobyć ze sobą. Tu gramy i trenujemy dzięki grantowi Femfund (w ramach programu „Aktywni obywatele”). i świetnej robocie robionej przez Suzi Anders. Gram jeszcze, (to znaczy stoję na bramce i wpuszczam gole), w profesjonalnym klubie piłkarskim. W nim rzeczywistość jest trochę inna. Tu skupiamy się główne na pracy i poprawianiu naszych umiejętności. Ja gram w drugim składzie i tu, poza występami ligowymi, musimy finansować się same. Niestety. W moim przypadku nie jest wesoło.
Ilu kibiców przychodzi na wasze mecze? Z kim gracie?
Różnie. W tym charytatywnie, czego przykładem jest ostatni turniej Etno-ligi, w którym grałyśmy wspólnie z uchodźcami. Kibiców nie mamy dużo, ale za to wiernych i wspaniałych. Bardzo zaangażowanych.
Kiedy odczuwasz najwięcej satysfakcji?
Jak każda prawdziwa i chyba normalna kobieta, lubię być chwalona. Satysfakcję odczuwam wtedy, gdy sama wiem, że uda mi się zrobić coś naprawdę ważnego. Na pewno po dobrym meczu czuję dumę. Z tym, że nie tylko z siebie, ale z całego zespołu. Satysfakcją jest dla mnie to, że mogę być częścią wspaniałej drużyny, przebywać wśród dobrych i inteligentnych osób, że jestem przez zespół akceptowalna. OK, przyznam się; kiedy obronię karnego, też czuje się świetnie.
Asiu, czy w związku z Twoim piłkarstwem spotkała Cię jakaś przykrość, krytyka, akt hejtu?
Na szczęście nie. Wręcz odwrotnie, słyszę wyrazy zdziwienia i trochę niedowierzanie, gdy mówię, że gram w piłkę nożną. Szczególnie, że mam już swoje lata… Ale hejtu nie było, i mam nadzieję, że nigdy nie będzie.
Zapytam nieco przewrotnie: czego najbardziej nie lubisz w kobietach?
Hm… Każda kobieta jest bytem oddzielnym. Ma w sobie i anioła, i diabła. Nie tylko u kobiet, ale u wszystkich, niezależnie od płci i poglądów, nienawidzę obłudy. Nie wspominając naturalnie o sytuacji, w której inna kobieta ma na tej samej imprezie taką sama kieckę. Wtedy trafia mnie szlag.
Podsumowując przesłanie Międzynarodowego Dnia Kobiet; czego życzyłabyś sobie i wszystkim polskim kobietom?
Ażeby nie bały się realizować swoich marzeń. By nigdy nie czuły się gorsze i zastraszane. By kochały i były kochane. By żyły w wolnym kraju, zarządzanym przez mądrych ludzi.
Joanno, dziękuję Ci za tę wspaniałą rozmowę. Powodzenia zatem. Spełniaj marzenia, a ja będę Ci w tym kibicować.
Rozmawiała
Aneta Wybieralska
Bohaterka tego tekstu, pani Joanna Radziwilowa, jest emerytowaną policjantką. Ma lat 53. Niegdyś (przed 1989 rokiem) pracowała w Biurze Paszportów MSW, potem przeszła do Policji. W związku z pierwszą pracą obcięto jej emeryturę. Bo „służyła ustrojowi totalitarnemu”. Tfu. (red.)
