10.03.2022
Dramatyczny wybór – ile serca a ile rozumu w reakcji na to, co dzieje się w Ukrainie?
Dziś widać przede wszystkim odruchy serca, pomoc okazywaną uciekinierom na przejściach granicznych i we wszystkich miastach, do których docierają kobiety z dziećmi i osoby starsze, te, którym udało się wyjechać: pociągiem, samochodem czy pieszo. To, co pokazują media przez wszystkie te dni jest wspaniałe. Takiego poruszenia i wzmożenia moralnego nie pamiętam; a żyję już długo. Widzi to świat, widzą to Ukraińcy, mówią głośno jak bardzo są wdzięczni. To wspaniałe!
Warto jednak pamiętać, że to Polki i Polacy, społeczności lokalne, władze samorządowe organizują i prowadzą zbiórki, oferują mieszkanie i wszelką pomoc. Przez wiele dni, w których wszyscy mogli obserwować okrucieństwa wojny i bestialstwo napastników, od rana do nocy, stale, na wszystkich kanałach, władzy państwowej nie było, nie działo się nic poza wielkim szumem dyplomatycznych spotkań czy konferencji, w których udział był potrzebny premierowi i prezydentowi do pokazywania jak są ważni, jak świat się z nimi liczy. Premier i prezydent wygłaszali deklaracje będące w jawnej sprzeczności z tym, co robili i mówili przez wszystkie lata swoich rządów. Mając to w pamięci nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że traktują tragedię ludzi bombardowanych i zabijanych przez armię szaleńca bez sumienia jako okazję do podreperowania swojej słabej pozycji w międzynarodowej polityce. Wojna, jej skala i tragedie tak wielu ludzi przesłania wszystko, wszystkie inne sprawy są mniej ważne, trzeba odłożyć je na później.
Na później, ale nie na zawsze.
Gdyby miało się tak stać, że zapomnimy te wszystkie szalbierstwa naszych rządzących, zapomnimy te kłamstwa i jawne oszustwa i przekręty, bo teraz nie czas na rozliczanie, to sami wpędzimy się w to, co Ukrainie zgotował Putin. Teraz jest czas na serce, ale rozum musi być w pogotowiu i gdy przyjdzie czas (a przyjdzie szybciej niż można się tego spodziewać) i będziemy musieli wrócić do naszych niezałatwionych spraw, do wyjaśnienia wszystkich przestępstw tej władzy.
To, co oni narobili przez tych blisko siedem lat nie może zostać zapomniane.
Pisząc o odruchach serca, widocznych u tak wielu ludzi, widząc te wielkie grupy woluntariuszy na dworcach kolejowych, w obiektach miejskich, w których zlokalizowane zostały punkty pomocy dla uciekających od wojny jakoś nie mogę dopatrzeć się tych na ogół na czarno ubranych tak zwanych osób duchownych. Może źle patrzę i źle czytam doniesienia w sieci, ale nie ma tam Kościoła katolickiego z jego bogactwem, pałacami biskupów, dużymi domami księży proboszczów, salami katechetycznymi, które przecież łatwo zamienić na domy dla kobiet i dzieci. To, że kościelny Caritas jest obecny w akcji pomocowej – to mało, śmiesznie mało.
Czy jest tak jak piszę, czy czegoś nie wiem – może ktoś mnie oświeci.
Oby nie było tak, że skoro kościół w Polsce to Kościół katolicki, a nie prawosławie (jak jest to na Ukrainie) i to dlatego nie czuje potrzeby pokazania miłosierdzia bliźniemu swemu, jak głosi to ewangelia. Słaby jestem w te klocki, ale tego milczenia i braku działań wobec też chrześcijan, a w ogóle ludzi, nie rozumiem.
No to teraz rozum – jak to, co się dzieje ogarnąć rozumem?
To jest przede wszystkim pole działania władzy, państwa i jego instytucji. To rząd ma środki i narzędzia oddziaływania, których nie mają zwykli ludzie. Patrząc na to, co robi polski rząd musimy stwierdzić, że robi śmiesznie mało i spóźnia się ze wszystkim, nawet z tymi słusznymi rozwiązaniami, które ostatnio prezentuje. Rząd wiedział o planowanej inwazji trzy miesiące przed terminem wkroczenia armii rosyjskiej na Ukrainę. Wiedział, bo był poinformowany przez amerykańskie służby – i co?
Czy były jakieś działania?
Czy zostały przygotowane jakieś rozwiązania prawne, pozwalające na pomoc armii uciekinierów?
Czy nasze siły zbrojne poza zapowiedzią podwyższenia do 3% wydatków na uzbrojenie i podwyżek dla wojska zrobiły cokolwiek?
To, jak próbujemy przekazać Migi-29 Ukrainie, cały ten zamęt jak to zrobić jest tak samo profesjonalne, jak żądanie prezydenta Zełenskiego, aby zapewnić czyste niebo nad Ukrainą. Pewnie można byłoby to zrobić, ale wchodząc jako NATO w otwarty konflikt zbrojny z Putinem; a on tylko na to czeka. Mogę zrozumieć polską dziennikarkę, która kategorycznym tonem przesłuchiwała w swojej Kropce nad i kolejnych wojskowych tak, jakby to było zależne od ich woli, ale tylko jako osobę czującą sercem, nie myślącą.
W tej sytuacji nie ma miejsca dla serca, myśleć trzeba mózgiem.
Niebawem skończy się zresztą czas, w którym mamy dylemat: serce czy rozum. Zostanie tylko rozum. Z pewnością. Albo nic nie zostanie.
Ile rozumu ma polski rząd? I jak to zmierzyć?
To chyba dobre pytania, ale nie znam prostej odpowiedzi.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
