WaszeR Londyński: Wejście ćwoka2 min czytania

()

16.03.2022

Obudził się był z kontemplacji-medytacji nad własną bezgraniczną wielkością i nieomylnością, swoim wizjonerstwem wykraczającym poza granice rozpędzonego Wszechświata. A że w głębokim dzieciństwie miewał odważne pomysły, co ujęte zostało w najsłynniejszym w historii horrorze o bliźniaczym gangu złodziejskim, czytał też niewątpliwie pasjonującą rzecz „O człowieku, który się kulom nie kłaniał” Broniewskiej, powstały dreszczyk emocji trwale zapisał się w dziwnych obszarach małoletniego mózgu.

Przykład z czasów prezydentury brata Lecha, ten z wyjazdu na front rosyjsko-gruziński w 2008 r., miał tu też niebagatelne znaczenie. Tak się zdobywa uznanie w oczach zniewieściałego świata. Tak trzymać! I może skończą się wreszcie te obrzydliwe żarty: a to, że przespał pod pierzyną jakiś dziejowy moment, a to, że siedzi w domu i portkami trzęsie. Że realizuje proputinowski kurs i w czasach realnego zagrożenia osłabia wszelkie sąsiedzkie i przyjacielskie więzi. Da oto teraz świadectwo szlachetnej odwagi dowożąc ogrom otuchy walczącym braciom. Pojedzie wszak jako najważniejsza persona ze strony polskiej, czyż nie? Przecież Pinokio to uzależniony pikuś na krótkiej smyczy. A ci dżentelmeni z Czech i Słowenii niech się uczą praktycznej dyplomacji od najlepszych.

Na szczęście, czy na nieszczęście, nie wpadł jednak na pomysł zorganizowania eszelonu i zapakowania do niego najważniejszych oficjeli ze swojego otoczenia, by grzmotnąć rangą wyprawy po oczach i umysłach niedowiarków, szyderców i rywali. Biurokratów europejskich zwłaszcza i natowskich strategów. Pewnie ktoś go powstrzymał, no bo co by było, gdyby to jakiś zabłąkany Iskander grzmotnął…

Byli więc. I, o dziwo, udało im się wrócić. Pomimo przedwczesnego wychlapania na cały świat tak ryzykownego zamierzenia. Pomimo lamentu komentujących to emerytowanych generałów. Wpadli na krótko propagandowym newsem na pierwsze strony żądnych sensacji agencji.

Na wojenne pogaduszki z dreszczykiem zabrali ze sobą kota w worku, wydawało im się, że rasowca. Już na miejscu wyszło, że tenże czworonóg się wysupłał i czmychnął gdzieś po drodze. Pozostało sflaczałe opakowanie. Chociaż nie całkiem puste, z zapachem wystraszonego sierściucha.

A strona ukraińska dyplomatycznie nie ukazała aż takiego zażenowania i rozczarowania pokazując dobrą tego monetę.

WaszeR Londyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.