01.04.2022

Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.
Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.
Dzisiaj mamy poziom niebezpieczeństwa wojny (DEFCON-1 to katastrofa!):

Informacja pochodzi z Defcon Level Warning System: https://www.defconlevel.com/share-defcon-level.php
30.04.2022
Czym się Polska jara?
Nawiasem mówiąc, gdy dorośli ludzie – jak ja na przykład – używają słowa „jara”, to mam ochotę ich wychłostać. Ale wyjaśnię: tu jest ono zastosowane na wabia. Ponieważ z pewną dozą prawdopodobieństwa podejrzewam, że większość Czytelników myśli podobnie, więc po prostu uruchomiłem mechanizm, polegający na automatycznym zaciekawieniu na zasadzie „sprawdzę, czy stary zidiociał do końca”.
A tu ja was mam.
Powiadacie, że to rozumowanie dość zawiłe i wcale niekoniecznie zasadne?
Też tak myślę, ale poczytajcie rozważania specjalistów od reklamy. Tam dopiero są zawijasy i fikołki logiczne! Dziś poczytałem porcję rozważań o wyjątkowo tandetnym i prymitywnym realizacyjnie spocie reklamowym pewnego sklepu internetowego, w którym pod idiotyczną piosenkę dziecięcą podłożono jeszcze bardziej idiotyczne słowa, których w dodatku nie da się zrozumieć. Ta cegła powtarzana jest w ciągu dnia wielokrotnie – i wbrew intencjom bardzo zadowolonych z siebie autorów nie pozostaje w pamięci, nie niesie swoim bełkotem żadnej informacji ani nie wytwarza żadnego skojarzenia. A chrzanienie o budowaniu „świadomości marki” i rozważania o celowości użycia „barw firmowych” są – najmocniej przepraszam – zwykłym zawracaniem głowy.
Dlaczego poświęciłem temu g*nku tyle uwagi w miejscu, w którym zazwyczaj upuszczam żółci na tematy polityczne? Bo ten spot i ta kampania kojarzy mi się nieodparcie z osiągnięciami pisowskich „speców” od promocji swoich kasodawców.
Weźmy choćby jako przykład pierwszy z brzegu pomysł z polskimi billboardami, mającymi uzmysłowić Europie, że ma co nieco do zrobienia w związku z sytuacją na Ukrainie. Mają one być wysłane podobno w świat, zdobiąc specjalne samochody.
No i to jest dokładnie takie samo wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Tylko w wypadku spotu sklepu robi to właściciel prywatny, który za swoje pieniądze ma pełne prawo się wygłupiać i rozdawać je komu zechce; w wypadku propagandy państwowej chodzi o nasze wspólne złotówki i podejrzenie, że po prostu nie ma innego sposobu, by legalnie trafiły do kieszeni „swoich ludzi”. Drugą ewentualnością jest to, że zamawiający uczył się u panów Sasina i Suskiego, co też by dużo tłumaczyło.
No ale nie mogę państwa tak po pijarowsku kiwać. Muszę napisać w końcu czym się publika polska jara naprawdę.
Otóż wedle mojego rozeznania w mediach jedna sprawa rozgrzewa wszystkich do białości. W Internecie jest to z pewnością temat bardzo grzany, a i w prasie drukowanej budzi ogromne zainteresowanie. Chodzi o to, czy pani Kasia Cichopek (daję słowo: musiałem sprawdzać jak się to pisze i kto to jest) zdradziła męża i z kim. Dziś dowiedziałem się, że ów zdradzant z kolei utrudniał swojej żonie robienie doktoratu, ona zaś nie miała czasu, by skutecznie walczyć o podział majątku…
Wszyscy oni w komplecie to są tak zwani celebryci oraz influencerzy. Cokolwiek te słowa znaczą.
Nie wiem, jak państwo się do tego odnoszą. Dla mnie to wszystko razem – to „budowanie marki”, propaganda billboardowa i budowanie napięcia publiki wokół narządów rodnych znanych z nieznanych powodów osób – otóż wszystko to razem jest po prostu tragicznie śmieszne. Z naciskiem na tragiczne.
Ale złemu na K. to chyba nie przeszkadza. A może nawet jakoś pomaga? Może te wszystkie skandale i pseudoteoretyczne rozważania o niczym zamulają w jego interesie rzeczywistość?
Aha: jeden z moich przyjaciół, dobrze się znający na Rosji, powiedział, że wcale by go nie zaskoczyło, gdyby na majowej paradzie w Moskwie Putin oficjalnie ogłosił, że zaczyna III wojnę światową.
Ale to przecież mało ważne wobec faktu, że pewna pani wystąpiła publicznie w sukni tak skrojonej, że ujawniła kolor jej „intymnej bielizny”, jak to nazywają rozmaite „Pudelki”. No i wobec faktu, że w niestarannie realizowanym programie poważnej telewizji można było usłyszeć wyraźnie jakąś kurwamacię.
Śmiejmy się. W końcu rzeczywiście nie wiadomo, czy świat przetrwa jeszcze trzy tygodnie.
29.04.2022
Pierwsza sprawa to oczywiście dzisiejsze posiedzenie Komisji Sprawiedliwości w Sejmie. Jak się jej przewodniczący, szeroko znany ze swej sprawności w zawiłych uzasadnieniach decyzji obozu rządzącego Marek Ast (proszę wybaczyć, że piszę o tym panu dość enigmatycznie, ale napisanie otwartym tekstem mogłoby mieć niemiłe skutki – a przecież i tak wszyscy wiemy kto jest kim, prawda?) zorientował, że za chwilę będzie można wysłuchać zeznań skruszonych uczestników tzw. afery hejterskiej – wpadł w autentyczny popłoch i po kilku chaotycznych decyzjach ratunkowych zamknął posiedzenie. Przed niczym to nikogo nie uchroniło, bo opozycja zorganizowała własne posiedzenie; i zupa się wylała.
Nie podejmuję się streścić przebiegu tego przesłuchania; trwało długo i było niezmiernie treściwe. Powiedzmy tyle tylko, że obejrzeliśmy spektakl jak inscenizację któregoś z thrillerów prawniczych Johna Grishama. Mamy więc do czynienia z nieformalną (a być może nawet instytucjonalną) grupą przestępczą, działającą w ministerstwie sprawiedliwości, dokonującą haniebnych „ustawek” karier sędziowskich i łamiących przeciwników środkami niegodziwymi. Nie udało się (na razie…) dowieść kierowniczej roli Ziobry w tym przedsięwzięciu, ale jest ona wysoce prawdopodobna.
I – który to już raz? – trzeba postawić pytanie: czy po ujawnieniu tej kolejnej niesłychanej afery opinia publiczna zareaguje jak w normalnym cywilizowanym świecie, czy znowu wszystko pójdzie pod dywan a podłe indywidua nadal będą grzać tłuste tyłki na rządowych fotelach?
Na razie w badaniu IBRIS dla Onetu: mają 34,7%. Niepojęte.
Zauważenie, że prawicowe media internetowe niemal w ogóle nie spostrzegły, że stało się coś godnego uwagi, jest banałem; jeśli coś napisali, to tylko o „zasadnej decyzji” Asta. Po co upowszechniać skandale, prawda? Zwłaszcza jeśli mogą zaszkodzić naszym…
Druga sprawa przemknęła przez media jakoś chyłkiem, po cichutku. Trochę nie rozumiem, bo rzecz ważna i poważna; a trochę rozumiem, bo dotyczy sfery nauki, więc spraw, które wymienione wyżej ok. 35% populacji uważa za podejrzane, kolejne zaś 60% niestety za nieistotne. Otóż pisuary zafundowały nam prawdziwy przewrót kopernikański w postaci powołania do życia Akademii Kopernikańskiej, czyli korporacji uczonych, która ma się różnić od Polskiej Akademii Nauk tym głównie, że będzie w całości powołana i zarządzana przez Czarnka & Co.
Sejm głosami większości sprawę załatwił i teraz te profesory dotychczasowe będą mogły pocałować pana ministra tam, gdzie znana anegdotka zaleca całować pana majstra. Że w tym nowym zgromadzeniu zasiądą licznie prawdziwi humaniści i głęboko oddani swej wierze katolicy, którzy zostaną sowicie wynagrodzeni – wątpliwości chyba nie ma nikt.
Rekomenduję przeczytanie co na ten temat pisze w swoim blogu prof. Michał Leszczyński.
Kroczek po kroczku i maszerujemy dziarsko w kierunku średniowiecza. Z niecierpliwością oczekuję na ustawę, regulującą zasady spławiania czarownic.
Zły człowiek o nazwisku na K. ma jeszcze podobno – niestety – sporo pomysłów.
28.04.2022
Nie miałem cienia wątpliwości, że spór z kontrolerami ruchu powietrznego skończy się tak, jak się skończył: z lekka zakamuflowaną klęską „strony rządowej”, a właściwie pana Horały i spółki. Nie mogli oczywiście poddać się bezwarunkowo, bo by stracili twarz (jak bym miał taką twarz, to bym na niej siadał … powiedział niegdyś pewien telewizyjny prominent kandydatce na prezenterkę…), więc wprowadzili „pokój terminowy”. No i dobra, najważniejsze, że nie zamknęli nieba nad Polską. Byłby to wprawdzie kretynizm ostateczny, ale po tej władzy można się spodziewać absolutnie wszystkiego.
Na marginesie: spora część publiki uważa, że żądania finansowe kontrolerów są jednak przesadne. Proponuję, żeby spojrzeli na nie nie wyłącznie z perspektywy emeryta z wypłatą 3000 miesięcznie, ale wzięli również pod uwagę, że byle chłystek, pełniący funkcję rzecznika prasowego większej korporacji (także państwowej) zarabia kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. A prezes byle banku – miliony. I proszę się zastanowić: czy tak strasznie trudno znaleźć osobę, która będzie szefowała bankowi? Przykład niejakiego Morawieckiego pokazuje, że jest takich na pęczki. A dobrych kontrolerów jest kilkuset. I od prezesa banku zależą głównie posady jego kumpli, od kontrolerów zaś – życie dziesiątek tysięcy ludzi. Więc – znaj proporcję, mocium panie.
Co zaś mnie bawiąc irytuje, to reakcja „komentariatu”: lekarstwem na kłopoty lotnictwa ma być … zatrudnianie jako kontrolerów wyłącznie „prawdziwych Polaków”, a nie jakichś „chazarskich pomioteł”. Gdyby buk istniał, to by takich kretynów wypalił ogniem i żelazem.
Tak sobie na marginesie myślę, że jedną z najpaskudniejszych rzeczy, jaką odziedziczyliśmy po minionym ustroju, była ta chęć równania do najgorszego. Wszędzie ona siedzi; w układaniu programu telewizyjnego na przykład – także: pod gust debila, który lubi sobie czknąć przed ekranem po walnięciu piwska. Równość w dół. Zawiść. „Te same żołądki”. Coś obrzydliwego. Tylko mózgi inne, jego mać. A mózgi jednak ważniejsze.
Ale może to nie skutek indoktrynacji, tylko wredny polski ludowy charakter?
Druga sprawa, która budzi dziś moją autentyczną wściekłość, to pozbawienie immunitetu poselskiego Joanny Scheuring-Wielgus i Sławomira Nitrasa. Za uchyleniem immunitetu pani Joannie opowiedziało się 231 posłów, 214 było przeciw a dwóch się wstrzymało od głosu. Wniosek w tej sprawie skierował do Sejmu w grudniu 2018 roku Komendant Główny Policji, co oczywiście nie ma najmniejszego znaczenia. A poszło o wywieszenie przez parlamentarzystkę dziecięcych bucików i plakatu z hasłem „Baby Shoes Remember. Stop pedofilii” na bramie wejściowej do bazyliki katedralnej św. Jana Chrzciciela w Toruniu.
I jeżeli to nie jest dowód, że żyjemy w ohydnym katotalibanie, to nie wiem, co nim jest.
Z kolei za uchyleniem immunitetu Nitrasowi głosowało 231 posłów, 217 było przeciw a jeden się wstrzymał. W tym przypadku chodzi o sprawę byłego działacza Kukiz’15 Marka Palarczyka. Nitras oskarżył go w 2017 roku o chodzenie po Sejmie w koszulce z rasistowskimi napisami. Wydawałoby się: nic prostszego do sprawdzenia, zwyczajna pierdoła. Ale nie. Byle palant to przecież panisko.
A teraz wiadomość, która mnie naprawdę poruszyła: kilka dni temu pojawił się WordPress 6.0 Beta i oczekuje się, że wersja ostateczna zostanie wydana 24 maja. Będzie to zatem drugie duże wydanie w 2022 roku i będzie zawierać wiele nowych funkcji i ulepszeń – powiada producent. Przejrzałem: bez przesady. Będzie wyraźnie lepszy, ale nie przełomowo.
W każdym razie złego człowieka z nazwiskiem na literę K. to ostatnie w najmniejszym stopniu nie dotyczy. Niestety. O ileż świat byłby piękniejszy, gdyby on paskudził tylko witryny internetowe…
27.04.2022
No więc odcięli nam gaz.
Kłopotliwa sytuacja: jeszcze kilka dni temu mówiliśmy, że sami zrobimy to już, już, jak tylko będziemy gotowi – a tu bęc, i to oni nas odcięli. Jak reagujemy? Po pierwsze, mówimy „nic to” (jeśli tak, to na co czekaliśmy do tej pory?), po drugie z właściwym sobie wdziękiem wykręcamy kota ogonem. Pani Beata Mazurek napisała mianowicie „Historyczny dzień. Polska niezależna od rosyjskiego gazu. Koniec z szantażem Moskwy. Tak się dba o interesy Polski. Na rządy PO-PSL spuśćmy kurtynę milczenia”.
Jak myślicie: czy ona jest tak straszliwą idiotką, czy też tak bezczelną kłamczuchą, uważającą za idiotów nas?
Osobiście nie wykluczam, że obie te opcje są prawdziwe. Ale to nie tylko ona. Nasza ulubiona pełna proteza, Anna Zalewska:
„Wielkie gratulacje dla Morawieckiego za odważną decyzję ws rezygnacji z gazu z Rosji. Wstaliśmy z kolan ws gazu, teraz pora na kolejny krok i ostateczną rezygnację z ropy. Nawet dzisiaj! Tusk miał guzik „nie da się”. Zjednoczona prawica ma guzik „wszystko mogę”.
O jobże jego mać podwodną, to jest zaraźliwe!
Aha, i to: Michał Dworczyk, szef KPRM, powiada:
„To oczywiście jest złamanie umowy, która zobowiązuje Rosję do dostarczania tego surowca. Polska w tej sytuacji będzie dochodziła swoich praw; Rosja będzie musiała ponieść konsekwencje swoich bezprawnych działań”.
Czyli jest dobrze, bo jest źle i odwrotnie. Logika dość oryginalna, ale cóż? Mózgi mają, jakie mają. Nienaprawialne. Tylko te 30% poparcia…
Z innej beczki. Dość szczególnej urody i obyczaju pani Pawłowiczówna zestawiła tryumfalnie swoją fotkę z troszkę tylko pobrzydzoną fotką żony Macrona i triumfalnie oznajmiła, że jest jedynie o rok starsza. W domyśle: popatrzcie, jak się trzymam i jestem gładziutka, a ten zbok zadaje się z babciami.
Dawno nie oglądałem czegoś podobnie obrzydliwego. Rozumiem, że można uważać, że 64-letnia kobieta powinna już spokojnie pełznąć w stronę grobu; prawo pani Pawłowiczówny tak myśleć, ale w takim razie namawiam do bycia konsekwentną i zamknięcia głupiej japy. Jako minimum.
A pan Macron może mieć upodobania, jakie mu się podobają; jego żona też. Czy to tak trudno zaakceptować?
A poza tym: może on lubi wykształcone inteligentki z dobrych rodzin a ona ma powodzenie u młodszych? W takiej sytuacji rzeczywiście Pawłowiczówna może mieć pewne kompleksy, ale nie ciągnijmy tego tematu.
W ogóle nie ciągnijmy tematu mózgu i inteligencji w kontekście PiS-u. A zły człowiek na K. siedział sobie dziś w ławach sejmowych rozchichotany i klaskał pulchnymi paluszkami głoszącemu swoje brednie Morawieckiemu. Któremu pół sali wykonało po jego gazowaniu standing ovation. Nie wiadomo: śmiać się, czy płakać?
26.04.2022
Czy ktoś kiedyś napisze traktat o odwracaniu kota ogonem?
Zjawisko stało się u nas tak powszechne (w co 99% wkładu ma obecna władza), że zaczyna chyba dojrzewać do opracowania naukowego. Mógłby to być fajny temat na jakąś pracę doktorską, co komu trzeba podpowiadam. Ostatni przykład to mikroaferka z niejakim Kleczkiem; to taki łobuziak od Kurskiego, który lata bez przerwy za Tuskiem z mikrofonem i usiłuje mu zadawać „kłopotliwe” – a w gruncie rzeczy agresywne i chamskie – pytania. Jak mu się ostatnio od Tuska dostało werbalną fangę w nos (niespecjalnie zresztą złośliwą, trzeba chyba panu Donaldowi coś wymyślić, bo typ Kleczek zasługuje, żeby go zetrzeć raz na zawsze), zareagował pisząc: „Ani ze mnie agent, ani agresywny typ jak mówi @donaldtusk. Biegam tylko kiedy Pan ucieka przed trudnymi pytaniami. Maratończyka zresztą trudno dogonić”.
Próba odszczeknięcia – przyznajcie – ani inteligentna, ani dowcipna. Ale w prawicowych mediach wzbudziła zachwyt: zasłużyła na odrębny artykulik z tytułem „Cięta riposta dziennikarza”.
No i co z takimi robić? Doprawdy – nie wiem. Tak czy owak – Zenon Nowak, mówiliśmy kiedyś o pewnym dość tępawym prominencie z lat minionych.
Swoją drogą, dziwne ludzie mają sposoby zarabiania pieniędzy. Nigdy nie sądziłem, że tak opłacalne może być obrzucanie kogoś gównem.
Wróciły na tapet (tak, tak, kochani niedouczeni: właśnie na tapet, czyli stół, przy którym niegdyś odbywały się obrady, nie „na tapetę”!) sprawy gangu hejterów z Ministerstwa Sprawiedliwości i afery z przejażdżką rządową kolumną „naszej kochanej pani premier” i wypadkiem. Już im się wydawało, że przycichło – a tu: dupa goła.
Zamieszani w aferę hejterska zaczęli gadać, prawdę też powiedział jakiś były ochroniarz Szydłowej – i zupa się znowu wylewa. Mówiąc krótko: wychodzi na to, że absolutnie wszystko złe i wredne, co usłyszeliśmy o kaczorstwie – to tylko mała część prawdy. Oni są gorsi i głupsi niż się wydaje najzagorzalszym przeciwnikom tej bandy. Jak usłyszymy, że któryś z nich zarżnął babcię – nie pytajmy, czy to prawda, tylko od razu na wszelki wypadek żądajmy ekshumacji drugiej.
Smutna historia z tymi wypadkami w kopalniach. Nie mam na ten temat dostatecznej wiedzy, ale coś mi tu kiepsko pachnie. Nie wygląda raczej niestety na to, żeby to było zdarzenie czysto losowe. Już sam fakt, że nie było na stanowisku (bo w ogóle stanowisko było nieobsadzone) upoważnionego do koordynowania akcji dyrektora kopalni, każe się bardzo dokładnie przyjrzeć biegowi wydarzeń.
Na marginesie: niepokoi mnie wysyp „fachowców od zarządzania”, takiego „zarządzania w ogóle”. Nie wierzę w to, że ktoś świetnie radzący sobie z – powiedzmy – hodowlą pomidorów, równie dobrze może być szefem fabryki obrabiarek tylko z powodu posiadania jakiegoś MBA (że już nie wspomnę o znacznie ważniejszej kwalifikacji w postaci jakiegoś biskupa lub ważnego pisuara w rodzinie…). Jestem zawziętym zwolennikiem awansu pionowego w ramach jednej organizacji czy korporacji. Ale zdaje się, że jestem w tym mniemaniu mocno odosobniony; w każdym razie ogromne zainteresowanie kandydatów na studia zagraniczne właśnie tą „teorią i praktyką abstrakcyjnego zarządzania” mojej opinii przeczy.
I właśnie to mnie niepokoi. Oraz oczywiście zły człowiek na K.
25.04.2022
Wracam dziś do wczorajszego zwycięstwa Macrona we Francji i Goloba w Słowenii. Mimo robienia dobrej miny do złej gry kwas w obozie kaczorstwa jest widoczny. Premier i prezydent tym razem szybciuteńko pospieszyli z gratulacjami, żeby nie powtarzać idiotycznego zachowania wobec Bidena, ale nic to im nie pomoże: stosunki z Francją spaprali jak tylko mogli, w Słowenii postawili zaś na kolejnego przegrywa. Krótko mówiąc, poziom profesjonalny polskiej dyplomacji jest żałosny; następna dziedzina życia opanowana przez czyste amatorstwo. Lud rządzi.
Przerzucam prawicową prasę. W obu wyżej wspomnianych sprawach dominuje mniej lub bardziej wyraźne oskarżenie zwycięzców o „elitarność” i z trudem ukrywane zdumienie, że populizm nie jest niezawodną receptą na wygrywanie wyborów. Swoją drogą, gdyby mi ktoś tak z pół wieku temu mówił, że „elitarność” będzie kiedykolwiek czymś złym, to bym się pukał w głowę; i to mocno. A przecież już wówczas odpowiedniki Zenka Martyniuka miewały się – przynajmniej finansowo – nieźle, zaś niejakiego Albina Siwaka nazywano politykiem i posyłano w ambasadory…
W sprawach polityki krajowej zwraca uwagę ciekawy wywiad Terleckiego dla portalu „wPolityce”. Wynika z niego, że pan marszałek – a zapewne i jego możni przyjaciele – mają kompletnie dość Ziobry & Co. Pomysł zaniechania płacenia składki członkowskiej w Unii, zgłoszony ostatnio przez Solidarną Polskę nie spotkał się z miłym przyjęciem; wręcz przeciwnie, został wyraźnie skrytykowany. We wspomnianym wywiadzie Terlecki nie wyklucza nawet przyspieszonych wyborów, gdyby Zjednoczona Prawica stała się niesterowna; najbardziej go uwiera zdaje się to, że konieczne w takim wypadku samorozwiązanie Sejmu wymagałoby jakiejś współpracy z opozycją, czyli z szatanem Tuskiem…
W każdym razie towarzystwo się żre aż miło. Solidarna Polska zgłasza wciąż nowe inicjatywy, najwyraźniej usiłując wyminąć PiS z prawej. Tylko tam cholernie mało miejsca, a i Konfederacja się tam pcha wszelkimi siłami. W sumie obrazek maluje się dość żałosny.
Do tego dochodzi pięknie rozwijająca się awantura z kontrolerami ruchu powietrznego. Tzw. strona rządowa najwyraźniej nie chce pojąć, że publicznie robi z siebie idiotów, jawnie łżąc i słowotokami biurokratycznej nowomowy usiłując zaciemnić obraz. Usiłują udawać, że nie rozróżniają parafowania jakiegoś punktu umowy od jego wspólnego podpisania, kręcą, że im chodzi o interes pasażera, kłamią w żywe oczy, że zarobki polskich kontrolerów są „znacznie wyższe” od europejskich (są istotnie wyższe dla pewnej wąskiej grupy najlepszych: mianowicie o … 1 euro za godzinę).
A jedyne możliwe rozwiązania jest takie: wywalić na zbitą buzię pana Horałę i tę dziwną osobę płci żeńskiej, którą tam ostatnio wpuszczono – i we wszystkim ustąpić kontrolerom. Ale to znaczy przyznać się do totalnej porażki, którą Kurskiemu będzie niezmiernie trudno przekuć w sukces…
Swoją drogą: jeden z ekspertów powiedział o p. Horale, że świetnie by się sprawdził jedynie przy koszeniu łąki w Baranowie; pod warunkiem, że pracowałby pod kierunkiem jakiegoś ogrodnika…
W każdym razie specjaliści od odwracania kota ogonem są przez rząd poszukiwani teraz jak rzadko. Umiejętności samego Pinokia są najwyraźniej zbyt małe. I złemu człowiekowi na literę K. też konceptu nie starcza, choć czacha mu się chyba rozgrzewa do białości…
24.04.2022
Zacznę dziś od stosunkowo łatwej zagadki statystyczno-medialnej. Proszę szybko odpowiedzieć na pytanie: co (lub kto) jest najczęściej poruszanym tematem nieocenionych „Wiadomości” TVP?
Jeśli ktoś myśli, że wojna w Ukrainie albo – co w wypadku tej stacji byłoby dość logiczne – sprawy Kościoła, jest w błędzie. Również nie Unia Europejska ani sukcesy polskich twórców nauki i kultury. Nie będę przedłużał tej wyliczanki, bo założę się, że większość Czytelników zgadła.
Tematem Nr 1 Kurwizji w jej sztandarowym programie jest Donald Tusk.
I mimo że ta zagadka jest dosyć łatwa, to muszę przyznać, że rzut oka na dane liczbowe robi wrażenie. Otóż w 88 zbadanych wydaniach „Wiadomości” Tusk był tematem … 606 razy. Co daje blisko 7 razy na jedno wydanie. Bez względu na sympatie polityczne może to chyba doprowadzić człowieka do wymiotów.
W trosce zatem o dobrostan widowni TVP pragnę zaproponować, by w jakimś eksponowanym miejscu ekranu umieścić na stale po prostu wielki napis „Tusk jest winien każdego zła” – i przestać sobie zawracać głowę wymyślaniem nowych podejść do sprawy.
Druga wiadomość, która mnie dziś zafrapowała, dotyczy niesnasek w Konfederacji. Jak wiadomo, Artur Dziambor, którego lansowano tu i ówdzie jako jedynego inteligenta w tej dziwacznej organizacji, wystąpił z niej ostatnio kontestując proputinowskie wynurzenia Mikkego, co wspomnianą tezę mocno uprawdopodobniło. No i mówiąc o wojnie w Ukrainie, ówże Dziambor wypalił w jakiejś radiostacji, że „nie powinniśmy się w tę wojnę mieszać”, ponieważ „to nie jest nasza wojna”.
No i bądź tu mądry i pisz wiersze.
Chyba po prostu mikkizm jest jednak zaraźliwy. Zastanowią się państwo nad szczepionką?
Jeszcze jedna smakowita historia. PiS od lat usilnie stara się doprowadzić do budowy pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej … w Świdnicy. Jednak mieszkańcy nie podzielają tego pomysłu. W głosowaniu, które miało ostatecznie rozstrzygnąć, jaki pomnik stanie na skwerze Lecha Kaczyńskiego, za pomnikiem księcia Bolka II zagłosowało 947 osób. Pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej chciało tylko 127 osób.
To, że w ogóle się znaleźli zwolennicy upamiętnienia katastrofy jest już samo w sobie dosyć zabawne, ale to nie koniec anegdoty. Otóż obecny na obradach wiceminister klimatu i środowiska (z PiS) Ireneusz Zyska tak się zaperzył z oburzania, że głosujących za księciem nazwał „pożytecznymi idiotami” argumentując, że pomnik jest potrzebny „szczególnie teraz, kiedy zostały ustalone przyczyny katastrofy lotniczej w Smoleńsku, wskazujące na to, że nie był to wypadek”. Oczywiście – wywołało to dość gwałtowną reakcję sali, wrzawę, awanturę i w ogóle skandal.
A przecież wystarczyło przyznać dostojnikowi rację. Niewątpliwie, na sali był co najmniej jeden idiota, nieważne czy pożyteczny. Raczej nie. Ale chyba nie był to radny z tej zruganej przez pana ministra większości…
23.04.2022
Dziś zupełnie inaczej.
Zacznę od cytatu w cytacie. Prof. Andrzej de Lazari w niezwykle interesującym eseju „Kto ty jesteś: Ruski, Rosjanin czy mieszkaniec Putinlandu?” w dzisiejszej „GW” przytacza słowa Putina:
Podstawą amerykańskiej samoświadomości jest idea indywidualistyczna. Podstawą rosyjskiej – kolektywistyczna. […] Nasza świadomość […] podpowiada inne zadania. Coś duchowego. Coś związanego z Bogiem. Proszę zrozumieć, mamy różne filozofie życia i dlatego niełatwo nam z Amerykanami zrozumieć się nawzajem.
I w innym miejscu
Praktyka pokazała, że nowa idea narodowa nie narodzi się i nie rozwinie według praw rynku. Ani państwo, ani społeczeństwo nie zorganizowało się samo, na nic również zdało się cudze doświadczenie”. Naród nie zaakceptował obcych wpływów, ponieważ „dążenie do samostanowienia, do duchowej, ideologicznej suwerenności jest nieodłączną częścią naszego charakteru narodowego.
Konieczne jest odwołanie się do historii,
… połączenie doświadczenia narodowego z ideą”. Kraje euroatlantyckie odeszły od swych korzeni, „w tym od wartości chrześcijańskich, będących podstawą zachodniej cywilizacji. Negowane są zasady moralne i tradycyjna tożsamość: narodowa, kulturowa, religijna, a nawet płciowa. Prowadzi się politykę stawiającą na jednym poziomie wielodzietną rodzinę i jednopłciowy związek partnerski, wiarę w Boga i wiarę w szatana.
Są ludzie – ku mojemu zadziwieniu sporo ich jest na tzw. lewicy, zwłaszcza wśród starszych jej i mniej oczytanych przedstawicieli – którzy uważają, że Putin to w dość prostej linii dziedzic ZSRR. Że dawna WKP(b) czy KPZR to protoplastki dzisiejszej „Jedynej Rosji”; w związku z tym ci państwo mają do Putina pewną słabość, będącą w gruncie rzeczy słabością do własnej młodości. Dla prawicy jest to z kolei utożsamienie bardzo wygodne, bo jej narracja polityczna jest w dużej mierze oparta na głoszeniu nienawiści do „lewactwa” i „komuchów”. No i tym uzasadnia swój werbalny antyputinizm.
Proponuję wczytać się w podane wyżej cytaty raz jeszcze, a potem wziąć do ręki dość kuriozalną książkę „Komunista obnażony”, której autorem jest niejaki Willard Cleon Skousen (wyd. Zysk i Ska). Autor jest byłym pracownikiem FBI, blisko związanym z osławionym Edgarem Hooverem – co już powinno sporo powiedzieć świadomemu czytelnikowi. Książka – która osiągnęła w USA jakieś zawrotne nakłady – jest w założeniu czymś w rodzaju podręcznika wykrywania i eliminacji komunistów. Którzy zgodnie z poglądami autora tkwią wszędzie – a najwięcej ich wśród ludzi nauki, kultury, w mediach itp.
Głównym wyznacznikiem komunizmu jest zaś wedle autora przede wszystkim ateizm, dalej zaś negowanie „klasycznej rodziny”, równość rasowa, różne LGBT i takie tam. A najgorszym błędem w historii USA było zlikwidowanie osławionej komisji do badania działalności amerykańskiej. No i wybór Obamy na prezydenta.
No i jak się państwo wczytają w to dzieło (ja przeczytałem w całości, silnie hamując odruch wymiotny), to zobaczą państwo, że ów komuch przebrzydły jest niemal dokładnie kimś takim, jakiego – jako swojego i swojego kraju wroga – opisuje nie tylko Trump, ale właśnie i Putin. Innymi słowy, zarówno ów Skousen (co z miejsca dość oczywiste), jak i Putin ze swoimi teoriami, to skrajna, reakcyjna, czarnosecinna, zbratana z Kościołem prawica. Właśnie prawica. Sterylnie czysta i jawnie faszyzująca
Warto przeczytać tę bardzo niedobrze napisaną i płytką książkę autorstwa niezbyt rozgarniętego eksgliny, przeznaczoną dla ubogich duchem i umysłem drobnomieszczan. Mimo że irytuje prymitywizmem od pierwszej strony. Wbrew autorowi można z niej wyczytać sporo ciekawostek.
Warto więc poczytać. Odnajdą tam państwo mnóstwo idei nie tylko Putina czy Trumpa. Także paru znacznie nam geograficznie bliższych polityków; tak się składa, że wszyscy się zmieszczą w naszym obozie rządzącym i wśród jego sojuszników. Włącznie oczywiście z naszym stałym antybohaterem, tym niedużego formatu gościem o nazwisku na literę K.
22.04.2022
1. Kto myślał, że będzie inaczej – wykazuje skrajną naiwność. Nuncjatura Apostolska w Warszawie poinformowała otóż dziś, że „analiza dokumentacji zebranej przez kard. Angelo Bagnasco, a dotyczącej działań kard. Stanisława Dziwisza podczas pełnienia przez niego funkcji arcybiskupa metropolity krakowskiego (2005-2016) pozwoliła ocenić te działania kard. Stanisława Dziwisza jako prawidłowe”.
Nawet mi się nie chce tego komentować. Ta instytucja jest dla mnie od góry do dołu tak obrzydliwa, że szkoda słów. I proszę mi
