12.04.2022

ECHA WYDARZEŃ: Michał Kwiatkowski, kiedyś kolarski mistrz świata, „zepsuł” mi pierwszą część wpisu. Ale – oby tak częściej; radość, bez cienia pretensji…
A właśnie miałem zamiar postawić w Echach pytanie:
W którym teraz miejscu światowego kolarstwa teraz nasze kolarstwo szosowe?
Długo, w czasach wyścigowo-pokojowych było wysoko, w tradycji po tej imprezie – też. Do medali i mistrzostw świata byliśmy przyzwyczajeni, zaś przewagi Michała Kwiatkowskiego, medal olimpijski Rafała Majki i w ogóle jego błyskotliwe jeżdżenie, jeszcze kilka nazwisk, i … Tłuste lata zbladły, przeminęły, nasze asy jakby zmieniły się w walety. Bo wprawdzie wciąż w cenie, ale nie takiej by dostawać rolę liderów w międzynarodowych grupach. A tam – Słowak Sagan, potem Słoweńcy, nasi jako pomocnicy nowego pokolenia przodowników… Wciąż ważni, ale z nogami spętanymi zadaniami zaplecza dla „żółtych koszulek”. Asekurować, gonić, brać nie siebie część ryzyka. Wedle podziału zadań, a być może wedle zapisów w umowach o pracę…
Kolarstwo, niezależnie od czasów miało podział na liderów i wspierających. Na mecie – solo, na trasach – drużyna. Rozsądek i logika. Ale, jeśli taki układ trwa długo, może przejść w przyzwyczajenie, bo osłabi osobistą ochotę przejęcia roli lidera.
Dywagacje bez pokrycia? Może – tak, może nie bez reszty. Jeśli przecież było błyszcząco, stało się blado – pytanie samo się pcha…
Pan Michał przekonywająco pokazał, że nie myśli o trwałej defensywie i roli pomocnika.
Wojował w wyścigu i wygrał. O kawałek gumy przedniego koła, ale wygrał. Jestem mu za to wdzięczny, choć ta próba nie ma wymowy firmowego wyścigu, ale w światku się liczy. I biorę ją za jaskółkę czegoś dobrego… No, za głos w polemice z tezą, że pięknie to już było…
Jeszcze słowo o kolarstwie.
Primo – nie jest to łatwy kawałek chleba. Kibicuję via Eurosport. Toż to serial, bez przerwy na reklamy. 5 – 7 godzin na siodełku; bruk, kostka, góry i zjazdy…
Chyba kiedyś i nas było więcej wyścigów, więc i dopływ młodych do elity. Kiedyś chyba mieliśmy w kraju dużo więcej wyścigów – szans pokazania się. Same tytuły gazetowe firmowały, promowały kilkanaście. Teraz mało sponsorów i ludzi z inicjatywą? A tam, na Zachodzie – takowych nie brakuje. Pana Michała np. ostatnio wypromowało piwo…
Dalej, w kolarskim nurcie. Biega po sieci fotka Czesława Langa, jakże wytwornie odzianego, bo … sprawa na miarę arbitra elegancji.
„Otrzymałem nagrodę Organizacji Narodów Zjednoczonych!
Ta nagroda to duma, zaszczyt, ale i potwierdzenie tego, że praca, którą wykonuję z moim zespołem i partnerami ma sens. Nagrodę ONZ przyznało za wybitne osiągnięcia kolarskie, biznesowo – sportowe i promocję kolarstwa na świecie poprzez organizację różnych wyścigów, przede wszystkim Tour de Pologne, którym kieruję od ponad ćwierć wieku…”
Szczere gratulacje. No i w pamięci powrót obrazu, jak na jednym z wyścigowo-pokojowych etapów pomagałem zebrać z szosy pechowo kontuzjowanych – Stasia Szozdę i Czesia Langa. Szozda musiał zamknąć karierę, Lang zdołał jeszcze zdobyć olimpijskie srebro, a potem oswoił zawodowe kolarstwo… Po dziś „ na siodełku”.
Na marginesie: odnotowuję, że nasz światek kolarski jest często wierny bicyklowi na zawsze. Warsztaty, salony, imprezy; próbowanie sił w medialnym komentowaniu kolarstwa ( np. Eurosport); ktoś nawet raz dojechał do posady ministra sportu. Kto? Mieczysław Nowicki, teraz szef organizacji olimpijczyków… Chętni do rozmów w mediach społecznościowych…
Cement dał odporność żelbetu, pasja nie zwiędła. Jestem pod urokiem tego nastroju…
Trzymamy koło!
Czytam, że odszedł dr Bogusław Ryba. Czuję się w obowiązku TU też Mu podziękować. Kiedyś przewiózł z Poznania do Warszawy wiedzę i doświadczenia w organizacji nowoczesnego – na owe czasy – sportu. Duch twórczości plus zalety gospodarnej Wielkopolski, dały Bogusławowi ważne funkcje w ruchu sportowym, a ślady Jego działalności znajduję w wielu medalach i tytułach. Godne uznania i zapamiętania…
Katowicki GKS mistrzem Polski w hokeju. Po z górą półwiekowej pauzie. Za to – w świetnym stylu. Trybuny podobno szalały, co jakby sygnalizowało, że ta piękna i w świecie uznawana za dochodową dziedzina – może i u nas wyjdzie z dołka.
„Gieksa” może, dlaczego mają nie móc inni? Zwłaszcza, że przykładów światowych, że kasa za hokejem ( nie długi) idzie niezła…
Jedno mi jeszcze wpadło w oko i ucho.
Primo – że i w tym sporcie bardzo polubiliśmy zasadę, że import jest (podobno) lepszy od sieci z małymi oczkami rzuconej w stronę młodych rodaków.
Secundo – hokej – sądząc po układach w czołówce – stał się sportem regionalnym. Południe, i już… A przecież sztuczny lód to z dawna nie luksus , czyli cud techniki, a kiedyś „bezhokejowie” było jakby geograficznie mniejsze…
Na koniec – dwa drobiazgi:
1. Proszę się nie gniewać, iż się nie wpiszę do pamiętnika zazdrośników. Że Panna Iga jeździ autem za… tu suma. Zarobiła na korcie, biznes zespołowy dobrze się kręci; z podatkami musi być ok., więc o co chodzi?
2. Nie będę komentował sum ani pomysłów klubowych związanych z Panem Robertem. Ploty zostawiam medialnemu maglowi. Dla mnie istotne, żeby dobrze grał, i gole strzelał… Nie – za ile, a przecież fortunę ma nie z prezentów…

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
