15.04.2022
Najazd Rosji na Ukrainę trwa już niemal dwa miesiące i podstawowe pytanie dotyczy tego, jak długo jeszcze potrwa ta skandaliczna wojna i jakie będzie jej zakończenie. Pomocne w odpowiedzi może być rozważenie przynajmniej kilku pomocniczych kwestii o kluczowym jednak znaczeniu dla ewentualnej prognozy.
Pierwsze pytanie trzeba odnieść do stopnia determinacji Rosji w osiągnięciu celu, który do końca (publicznie) nie jest zdefiniowany i mieści się w szerokiej amplitudzie, począwszy od aneksji wschodniej i południowej Ukrainy, od Donbasu po Krym, po podbój całej Ukrainy, a nawet inkorporację częściowo już zajętych Mołdawii i Gruzji, może też Kazachstanu, czyli odbudowę Związku Radzieckiego. Według nieodosobnionych komentarzy, na celowniku Kremla mogą być później republiki bałtyckie i Polska. Ale to już inny dylemat, w grę bowiem wchodziłoby testowanie efektywności artykułu piątego Traktatu Waszyngtońskiego i ewentualnej konfrontacji zbrojnej z NATO.
Tymczasem naglącym pytaniem jest to, czy uda się ocalić ukraińską państwowość i zatrzymać rosyjską machinę wojenną, zanim dokona się akt całkowitego zniszczenia napadniętego kraju. Liczyć się będzie opór Ukrainy i pomoc Zachodu. W pierwszej kwestii nie ma wątpliwości: determinacja i bohaterstwo Ukraińców budzi uznanie na całym świecie. W drugiej wartościowa jest zgoda na okazywanie Ukrainie pomocy finansowej i wojskowej, aczkolwiek są tu pewne rozbieżności i uzasadnione trudności. Punktem granicznym jest wykluczenie bezpośrednie konfrontacji NATO z Rosją, co skutkuje odmową zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą i prośbie o dostarczenie jej samolotów, a także niechętną reakcją na polską propozycję wysłania tam misji pokojowej NATO, która siłą rzeczy, bez zgody Rosji i braku autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ, nie uniknęłaby zbrojnych starć z rosyjską armią. Ponadto, widoczna jest powściągliwość Niemiec (chociaż ostatnio wystąpiły oznaki zmiany podejścia) co do zakresu pomocy wojskowej i odmowa Orbana transferu broni dla Ukrainy przez terytorium Węgier.
Brak możliwości członkostwa w NATO rodzi pytanie o przyszłe gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy, dla której, co jest oczywiste, priorytetem jest jak najszybsze zakończenie wojny (ale nie kapitulacja) i zawarcie pokoju z odpowiednim prawno-międzynarodowym zabezpieczeniem. Postulatem prezydenta Zełenskiego, który powtarza, że utracone terytoria można odzyskać, ale nie można przywrócić ludzkiego życia, jest zakończenie wojny przez zawarcie pokojowego porozumienia wraz z gwarancjami bezpieczeństwa ujętymi w umowie międzynarodowej podpisanej przez stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz grupę wybranych państw, w tym Turcję, Izrael i Polskę. Te gwarancje musiałyby się różnić od ogólnikowych zobowiązań poszanowania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy zawartych w porozumieniach budapeszteńskim i mińskim zapisaniem obligatoryjnych konkretnych kroków, w tym wojskowych ze strony państw gwarantów w przypadku podobnej do obecnej agresji w przyszłości. Analogia takiej konstrukcji z art.5 paktu NATO oraz pożądana, ale tylko życzeniowa obecność Rosji i Chin wśród gwarantów, niestety podważają realność tego projektu.
Wśród zachodnich sojuszników nie ma też jednolitej oceny rosyjskiej agresji. Niesprowokowana napaść na Ukrainę i zbrodnie popełniane przez rosyjską armię oceniane są przez niektóre państwa, zwłaszcza USA i Polskę jako ludobójstwo, inne, np. Francja, nie wspominając Węgier, unikają takiej kwalifikacji, co jest istotne dla określenia odpowiedzialności i ewentualnego postawienia Putina i jego wojskowych przed międzynarodowymi trybunałami, zbrodnia ludobójstwa nie ulega bowiem przedawnieniu.
Nie ma też jasności co do skuteczności sankcji. Te dotychczasowe, ewidentnie nie działają, jeśli przyjąć, że ich deklarowanym celem było zmuszenie Rosji do przerwania wojny. Rozmowy o ich zaostrzeniu i wprowadzeniu embarga na import rosyjskich surowców energetycznych: ropy, gazu i węgla natrafiają na trudne do ominięcia rafy, zważywszy stopień uzależnienia Europy od tych dostaw.
Wszystko to nie nastraja optymistycznie i nie wróży szybkiego uwolnienia się od koszmaru rosyjskiej napastniczej wojny. A w Polsce, obok budujących wspólnotę postaw solidarności z uchodźcami i walczącą Ukrainą, niestety, znowu daje o sobie znać zamach smoleński i ożywają dawne, konfrontujące społeczeństwo traumy i upiory.

