15.04.2022

Nie mam nic do powiedzenia na temat tej głębi czy wprost metafizyki, z jaką kojarzą się święta wielkanocne, najważniejsze w polskim kościele (podobno najważniejsze w całym chrześcijaństwie). Od zawsze były to dla mnie święta wiosenne, Wielkanoc przypada na czas, w którym kalendarzowa wiosna staje się wiosną prawdziwą. To piękna pora roku.
Święta, w każdej tradycji, to czas wyjątkowy. Ma być inaczej niż w czas nieświąteczny. To inaczej zawsze i wszędzie oznacza to samo: ma być więcej do zjedzenia, ma być więcej wolnego czasu na przyjemności i ma być więcej czasu na kontakt z bliskimi.
Z tych trzech wartości dwie są bezdyskusyjne – to więcej wolnego czasu na przyjemności i więcej kontaktu z bliskimi. Myślę jednak, że dla bardzo wielu ludzi najważniejszym wyróżnikiem świątecznego czasu jest obfitość i jakość tego, co w święta jest do zjedzenia. Obfitość jedzenia od tysiącleci oznaczała święto, czas wyjątkowy, w którym odpadał trud zdobywania pożywienia. Gdy horda upolowała mamuta, to święto trwało aż go zjadła. Upolowane duże zwierzę to było zawsze duże święto.
Ale to było bardzo, bardzo dawno temu…
W nowszych, ale też już minionych czasach, tych sprzed 60 – 70 lat, święta jako obfitość jedzenia, w tym lepszych rzeczy, takich, jakich nie było na co dzień, na przykład szynki czy bananów, były czymś naturalnym. Czas przedświąteczny to był czas „załatwiania” tych rarytasów, suto zastawiony stół świadczył o zaradności gospodarzy.
Ale to też było dawno, nawet bardzo dawno…
Czy nie czas na zmianę myślenia o świętach, tych, jakie mamy wpisane w kalendarz i tradycje ?
Czy nadal ma obowiązywać tradycja szaleństwa zakupów (nawet przy tegorocznej drożyźnie) i potwierdzania suto zastawionym stołem tego, że świętujemy tak jak należy?
Chciałbym zaproponować na te i wszystkie inne święta, aby wzbogacając dwie z tych trzech wyżej wymienionych wartości – więcej wolnego czasu i więcej kontaktu z bliskimi, przyjąć zasadę niedoboru w tym, co przygotowujemy na święta do zjedzenia.
Lepiej, żeby było czegoś za mało niż wszystkiego za dużo. Ilość wyrzucanej w Polsce żywności w normalnym nieświątecznym czasie jest przeraźliwie wielka. To są setki i tysiące ton produktów spożywczych, do których wyprodukowania zużywamy ogromne ilości wody oraz produkujemy tysiące ton dwutlenku węgla. (Zainteresowanych odsyłam do specjalistycznych portali, danych tam aż nadto).
Współczesny świat, ten nasz, z naszego kręgu cywilizacyjnego, choruje nie z niedożywienia, jak ma to miejsce w innych regionach, nasz świat choruje z otyłości. Nadwaga i otyłość, poczynając do dzieci po starców, jest przyczyną wielu chorób. Nadwaga to choroba cywilizacyjna.
Czy nadchodzące święta to nie jest dobry czas na taką refleksję?
Ja uważam, że bardzo dobry. Podaję swoją osobistą decyzję – po świętach mam ważyć o 1,5 kilograma mniej niż przed.
I tego wszystkim na święta życzę.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
