17.04.2022

Teraz słowo „Rosjanin” jest synonimem zwyrodniałego mordercy i chętnie się przytacza drastyczne zdarzenia z przeszłości, żeby wykazać, że gwałt i przemoc to odwieczne i nieodłączne elementy rosyjskiej duszy. To niesłuszne oceny. Sądzę, że nie ma lepszych i gorszych narodów i na pewno zło nie jest przenoszone w genach ani „z mlekiem matki”. Wredna natura ludzka w odpowiednich warunkach ujawnia się, a w innych udaje się powstrzymać szaleństwo. Niestety, łatwo sprawić, żeby w ludziach przebudziło się draństwo, nawet w cywilizowanych krajach. Ale w trudnych warunkach czasem przejawia się dobro.
Opowiem o jednym zdarzeniu.
Kiedy wybuchła wojna, moi przyszli rodzice opuścili Warszawę i zgodnie z zaleceniem prezydenta Starzyńskiego podążyli na wschód. Dotarli do Lwowa, który wkrótce zajęła armia radziecka. Kiedy Niemcy napadły na ZSRR, jednym z ostatnich pociągów ewakuowali się do Kazachstanu. Tam się urodziłem, a pierwsze zdanie w mojej metryce, wypisane po rosyjsku i po kazachsku, brzmi: – Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!
Mógłbym opisać wiele przypadków wspaniałej postawy Rosjan (opowiadali mi rodzice), mimo że część ludzi, z którymi przebywali, to były osoby po obozach (mówili o sobie: my, priestupnyj mir – my, świat przestępczy).
W Związku Radzieckim była bieda, a w czasie wojny szczególnie. Każdy otrzymywał dzienną rację chleba, zdaje się, że było to pół bochenka. To była cenna rzecz.
Był to rok 1943 a może 1944. Jedna z młodych robotnic, Tania Pogoriełowa, była w mieście i widziała, jak prowadzono tam jeńców niemieckich. Przyglądał im się milczący tłum. Wszyscy wiedzieli o strasznych zbrodniach niemieckich. Jeńcy wyglądali na bardzo wynędzniałych. I wtedy Tania podeszła do nich i oddała im swój pajok – dzienną rację chleba.
To dla mnie jest rosyjska dusza, a nie zwyrodnienia wymuszone przez obrzydliwe stosunki.
* * *
Arkadiusz Szczurek członek Lotnej Brygady Opozycji, o „miesięcznicach”:
Jest to kompletnie paranoiczna uroczystość, na którą większość ludzi w Polsce w ogóle nie zwraca uwagi. A ja uważam, że się powinno, bo to jest widomy objaw szaleństwa przywódcy partii rządzącej, co jakoś wstydliwie się omija. Jak w tej bajce, gdy król szedł nagi, ale wszyscy udawali, że tak nie jest, tak tu wszyscy starają się nie zauważyć, że co miesiąc w centrum miasta, przy wyłączonym ruchu, w otoczeniu policji, z udziałem najważniejszych osób w państwie, odbywa się ta zwariowana uroczystość. Na co my właśnie staramy się zwrócić uwagę, ostatnio krzycząc, że śmierć Jezusa obchodzi się w Polsce jedynie raz w roku, a śmierć Lecha Kaczyńskiego co miesiąc. […] Media winię za to, że nie zwracają na to uwagi, że rządzi naszym krajem ktoś co najmniej zaburzony.
* * *
Mimo zapewnień, że „ani cal terytorium któregokolwiek państwa NATO…” nie jestem spokojny. Jak miałoby NATO zareagować w przypadku ostrzelania terytorium Polski rakietami? Ostrzela Rosję?
Zastanawiałem się też, co będzie, jeśli Putin użyje w Ukrainie taktycznej broni nuklearnej, na przykład we Lwowie. Nie widzę żadnej możliwości odwetowej reakcji NATO. W ostatnim Newsweeku poruszył ten temat historyk prof. Niall Ferguson:
Trzeba zakończyć tę wojnę tak szybko, jak się da. Aby uratować Ukrainę i uniknąć wielkich wstrząsów w Europie, które będą oznaczały koniec wszelkiej stabilności. Putin może uznać totalne zniszczenie Ukrainy za zwycięstwo. To dla niego całkowicie zadowalający rezultat. Obchodzi go tylko jedno: aby ten kraj nie stał się zorientowaną na Zachód demokracją. Chciał to osiągnąć, zabijając Zełenskiego. Nie udało się. Musi próbować inaczej. Może użyć taktycznej broni nuklearnej wobec Lwowa. 300 tysięcy ludzi zginie od razu. Kolejne 300 tysięcy dozna straszliwych obrażeń. To będzie koniec atomowego zawieszenia broni, które trwa od 1945 r. Jeśli broń nuklearna zostanie użyta w XXI wieku, może się to powtórzyć.
Nie mówię, że Putin na pewno to zrobi. Prawdopodobieństwo wynosi 5, może 10 proc. Ale jeśli poczuje się bardziej zagrożony, to prawdopodobieństwo wzrośnie. […]
Putin nie tylko zastrasza NATO. Udało mu się osiągnąć coś więcej: milczące przyznanie przez administrację Bidena, że raczej nie odpowie ona bronią jądrową, jeśli Rosja jej użyje.
* * *

* * *
Ponieważ Rosja napadła na Ukrainę i żołnierze dokonują tam morderstw, gwałtów, kradzieży i zniszczeń, więc PiS wyciągnął sprawę „zamachu smoleńskiego”, aby obciążyć nim Rosję. Z okazji dwunastej rocznicy katastrofy samolotu urządzono szopkę. Włączono w całym kraju syreny (nie robiono tego w poprzednich latach), opublikowano leżący od dawna w sejfie raport komisji Macierewicza (dlaczego nie opublikowano go wcześniej?), politycy PiS prześcigają się w uzasadnianiu tez raportu – wiadomo, ruscy są zdolni do wszystkiego, a Putin zamordował Lecha Kaczyńskiego, bo się go obawiał i chciał się zemścić za jego akcję w obronie Gruzji.
Czym się różnią te nachalne kłamstwa wrednej zmiany od kłamstw Kremla? Tylko tym, że nie ma jeszcze kar za ich zaprzeczanie. Podobnie jak rosyjskie, te kłamstwa nie liczą się z faktami, które przy odrobinie woli można sprawdzić. Niestety, podobnie jak w Rosji, duża część obywateli łyka te kłamstwa i nie pamięta niespełnionych obietnic rządzących, wierzy także w to, że to opozycja jest wszystkiemu winna.
Kilka lat temu Tomasz Jastrun trafnie zwrócił uwagę na fakt, który dezawuuje obłędną teorię „zamachu smoleńskiego”.
W tej całej niezwykłej sprawie ważną rolę gra pewne słowo, najczęściej wymawiane w Polsce, za to rzadko pisane. Piloci mieli czas, by je wykrzyczeć. Nie mieliby na to czasu, gdyby samolot rozerwała bomba.

* * *
Panie premierze Morawiecki, ile razy ściskał się pan z Orbanem, Salvinim i Le Pen? Co pan osiągnął? Czy już uzgodniliście rozwalenie Unii? Ze szkodnikami wspólnoty europejskiej i ze zwolennikami Putina nie ściska się ani ich nie popiera, trzeba ich zwalczać. Czy przyjaźniłby się pan z sympatykami Hitlera?
* * *
Kiedy rząd USA ogłosił sankcje wobec PRL za wprowadzenie stanu wojennego, rzecznik rządu Jerzy Urban zwrócił uwagę, że te sankcje uderzą w ludność, a nie we władze, bo „Rząd sam się wyżywi”. Podobnie, moim zdaniem, myśli PiS. Brak pieniędzy z Unii nie uderzy we władze i ich sojuszników, dalej będą znakomicie zarabiali i wyciągali pieniądze od państwa. A najważniejsze dla nich jest opanowanie wymiaru sprawiedliwości, nie zgodzą się więc na żadne ustępstwa. Kaczyński i Ziobro odgrywają rolę dobrego i złego policjanta. Obu im chodzi przecież o to samo – wzięcie wszystkiego za mordę. Kaczyński chce, żebyśmy uwierzyli, że on by poszedł na ustępstwa, ale zły policjant Ziobro mu nie pozwala, grożąc upadkiem koalicji, a przecież to byłoby złe dla Polski.
* * *
Piszący mają czasem dylemat: pisać prawdę, czy uprawiać politykę. Jestem zwolennikiem pierwszej opcji. Chciałbym znać prawdziwą sytuację, a nie ulegać nastrojom czy propagandzie, kiedy ze względu na szlachetny cel przemilcza się pewne fakty bądź wymyśla nieistniejące.
To jeden z ważniejszych dylematów Kościoła, kiedy zamiast trzymać się słów Jezusa („Niech słowo twoje będzie tak-tak, nie-nie, co więcej – to od Złego jest”) zajmuje się kryciem zła w Kościele, żeby nie zrazić maluczkich, bo jak by się dowiedzieli prawdy np. o pedofilii księży to by stracili zaufanie do instytucji. Kościół nie lubi prawdy, lubi też fabrykować pozytywy o sobie, jak politycy. Swego czasu „zlikwidowano” dziesiątki świętych – okazało się, że nigdy nie istnieli, a ich budujące żywoty i dokonania wymyślono w przeszłości dla chwały Kościoła.
Dylemat mają też redakcje gazet o dużym zasięgu. W Gazecie Wyborczej od lat pojawiał się co tydzień felieton Konstantego Geberta (pseudonim Dawid Warszawski). Z powodu ingerencji redakcji w jego tekst, autor rezygnuje z tej formy współpracy. Napisał:
W tym miejscu miał się, jak co tydzień, ukazać kolejny, 1061. już tekst z cyklu „Prognoza pogody”, poświęcony tym razem sprzecznościom politycznej retoryki prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Ale się nie ukaże: ukraiński batalion Azow, walczący bohatersko w obronie Mariupola, określiłem w nim mianem „neonazistowskiego”, co Redakcja uznała za niedopuszczalne. Ja z kolei nie zgodziłem się na zastąpienie tego terminu słowami „skrajnie prawicowy” itp., a za niedopuszczalną uznałem samą taką ingerencję. Skoro zaś w kwestiach zasadniczych nie możemy się dogadać, to trzeba się będzie rozstać.
Wojna uprościła komentarze. Zapewne zmieniła też sytuację na Ukrainie, gdzie nastąpiło zjednoczenie narodu wobec brutalnej agresji Rosji. Przed agresją pisano czasem o sytuacji na Ukrainie, o korupcji, panoszeniu się oligarchów, skrajnych ruchach politycznych, ogromnym wzbogacaniu się polityków itp. Wystarczy przypomnieć sprawę Sławomira Nowaka, oskarżanego o korupcję. Swego czasu polityk ten został szefem ukraińskiej Państwowej Agencji Dróg i przyjął ukraińskie obywatelstwo. Jak podano, Nowak zarabiał na nowym stanowisku 10-12 tysięcy hrywien miesięcznie, tj. 1,5–1,8 tys. zł.
Redakcja ma swoje obiekcje. Zważywszy bezmyślność i uleganie emocjom przez wielu czytelników, obawia się zapewne, że określenie jakiejś grupy Ukraińców jako neonazistowskiej zostanie odebrane jako napaść na Ukraińców. Jeżeli ludzie przestali kupować „musztardę ruską” i trzeba było słowo „ruska” zamienić na „ostra”, to świadczy o infantylizmie. Ale chciałoby się poznać rzeczywistość, a nie tylko laurki tworzone na potrzeby chwili. To nie zmieniłoby współczucia dla Ukraińców doświadczanych przez wojnę ani nie zmniejszyłoby chęci pomocy im.
* * *

PIRS
