24.04.2022

ECHA WYDARZEŃ: Była długa przerwa, a ech zebrało się tyle, że na kilka wpisów starczy. Tym więc razem o wszystkim lapidarnie, choć każdy z tematów zasługuje na obszerne rozwinięcie…
- Odeszła Erwina Ryś-Ferens. Wielka dama polskiego łyżwiarstwa szybkiego. Choć bez medalu olimpijskiego, a startowała w czterech igrzyskach. Bywała w czołówce, ale… nie na podium. „ Za to” medale mistrzostw świata, kontynentu, 83 tytuły mistrzyni Polski…
Jedna z legend rodzimego sportu, wulkan energii. „Po łyżwach” energicznie i uparcie szukała sobie miejsca – w polityce, w działalności blisko aren sportowych. Nawet swą ciężką i nieuleczalną dolegliwość starała się niwelować wielką aktywnością osobistą.
Otwarta, szczera, do bólu w ocenach; koleżeńska; barwna, odważna w głoszeniu sądów … Właściwie – „wielokolorowa”… Rzeczywiście – legenda i dużo z wzorca.
Znałem, podziwiałem; co znajduję wielu wpisach na fejsie – dzielę. Erwina – urodzona w styczniu 1955 – odeszła przedwcześnie, w kwietniu 2022. Rodem z Elbląga, gdzie biło jedno z najwspanialszych źródeł sportu na panczenach. - Czytam, że koledzy po koszykówce odwiedzili Andrzeja Pstrokońskiego. Też legenda sportu, kiedyś jeden z najlepszych na parkiecie – w wymiarze międzynarodowym; potem trener…
Żeby uratować życie – lekarze ucięli Mu nogę. A jeszcze – wydawałoby się – nie tak dawno, był wśród żegnających stadion Dziesięciolecia. Zachowałem fotkę, jak z loży VIP-ów – w geście jak wyskoku po trzy punkty pozdrawia wiwatującą publikę… A w ogóle ten skład zaproszonych wtedy do loży honorowej (z racji osobistych kontaktów z żegnanym obiektem) – też legendą. M.in. – Irena Szewińska, Ryszard Szurkowski, Stanisław Królak, Marian Więckowski, Bogdan Tuszyński… - Boks i kalendarz. Pisałem ten tekst w niedzielę. Dzień imienin Wojciechów… Profesorowi Wojtkowi Noszczykowi (sławny chirurg, wielki fan sportu), z którym znamy się od przedszkola przesłałem życzeniowe słowo sms – em.
Panu Wojtkowi Bartnikowi ślę sława uznania oraz życzenia wszelkiej pomyślności – przekazuję drogą wpisu.
Obejrzałem właśnie zapis walki z barcelońskich igrzysk, które dały naszemu boksowi ostatni medal. Brązowy, ale na swój sposób – jak złoty, bo potem już miejsca na podium nie było.
Vis a vis Kubańczyk, utytułowany oraz faworyzowany. I Pan Wojtek – nie tylko marzący o wygranej, lecz w ringu bardzo mądry oraz uparty. „Miał przegrać” – zwyciężył.
Obejrzałem obrazy raz jeszcze – technika, taktyka, wyszkolenie; współpraca głowy, rąk i nóg tańczących… Świetne wrażenie i… Gdzie dzisiejszym naszym bokserom zawodowym do sportowej klasy z tamtych lat! Kto obejrzy filmowe wspomnienie i zderzy tamtą myśl z dzisiejszymi pokazami made in Poland, pojmie, w czym różnice…
O ringu – dalej. Były zawodowe gry o mistrzostwo świata. I zobaczyłem dwa ciężkie nokauty. Jeden – w wykonaniu Ukraińca (w walce z czarnoskórym mistrzem z Kanady) spowodował konieczność szpitalnej interwencji. Cóż, boks to nie zabawa, ani tylko „szlachetna sztuka samoobrony” – jak drzewiej mawiano… Ale chodzi mi o pewne granice. Waleczny w ringu, ale potem pokonany przez nokaut ma w metryce ponad 40 lat… Ja pamiętam czasy, gdy polskie regulaminy dla tzw. boksu amatorskiego określały punkt mety na lat 30… Żeby ryzyka, i tak dużego jeszcze nie powiększać…
- Siatkówkę mamy wielką i wciąż obiecującą. Z tym że powrót współorganizacji mistrzostw świata panów do Polski (odebranie praw Rosji) znów daje szansę wsparcia „własnych ścian”, co rywali może denerwować, a nawet wprowadzać coś na kształt znudzenia… Ale nie o tym chciałem pisać. Raczej o personaliach.
Reprezentacje mają nowych szkoleniowców, a ci mają swoje wizje. Z tych (plus z osobistych decyzjach niektórych zasłużonych asów z gry na poziomie reprezentacji) wynikają propozycje kadrowe. Dyskutowane teraz, a czasem i kontestowane, ale… wizja daje takie prawo. A przecież np. w naszym światku męskiej siatkówki zaplecze jest takie, że podobno można wystawić więcej niż jedną doskonałą reprezentację…
- Panna Iga Świątek gra i wygrywa. Nie oszczędza rywalek, siebie; emanuje pasją, a nas karmi najlepszymi emocjami. No i nie omija kortów „kraju pochodzenia”, co też mi przypada do gustu…
- Coś z tzw. kroniki towarzyskiej. Na FB pokazała się fotka – pekaolowskiego attaché prasowego z uśmiechniętym panem dzierżącym bukiet. Ten pan to Bolesław Kapitan, jeden z trzech dawnych, a po dziś żwawych, prezesów PKOl…
Informacja głosi, że BK napisał, wydał i promuje książkę o swoich wizjach, doświadczeniach i dokonaniach.
Nie byłem – bo nikt nie „zgrzeszył zaproszeniem, ani nawet informacją”, książki tam nie kupiłem , więc nie czytałem, ale gdy ją dopadnę – recenzja murowana. Już mam wygrzebane z pamięci kilka smacznych obrazków oraz anegdot; pewnie zresztą Autor też o tym napomyka… A czas był dla sportu ciekawy, z dokonaniami na miarę historycznych – z Montrealem i Czarnobylem, więc… A że do tego z trójki wspomnianych prezesów polskiej odnogi olimpizmu zdecydował się złapać za pióro… Dla porządku przypominam: prezesami byli jeszcze – Aleksander Kwaśniewski i Andrzej Szalewicz…
Przy okazji – pozdrawiam Eksprezesów serdecznie!

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
