Aneta Wybieralska: Formularz5 min czytania

()

18.05.2022

Obraz zawierający tekst, osoba, zewnętrzne, grupaOpis wygenerowany automatycznie

Fajny film wczoraj widziałam. Momentów nie było. I chyba dobrze, bo to była niemiecka produkcja nazwana kryminalną z 2012 roku. „Momenty”, to znaczy golizna, seks, fizyczne zbliżenie dwojga (optymalnie) ludzi, odwróciłyby tylko uwagę widza od poruszanych tam paru dość istotnych kwestii, jak również uniemożliwiały wymagające uważne śledzenie wątku kryminalnego.

Tytuł jest dość… ekumeniczny i mało efektowny, bo brzmi „Joachim Vernau: Opiekunka do dziecka” (Das Kindermädchen). Reżyserował nieżyjący już Carlo Rola.

Oto prawnik Joachim Vernau (Jan Josef Liefers grający głównego bohatera całego cyklu) od niedawna zasila kręgi berlińskiej śmietanki towarzyskiej. Już niedługo poślubić ma robiącą karierę polityczną kobietę z wpływowej rodziny (von) Zernikowów. W dodatku ojciec przyszłej panny młodej – Utz (Matthias Habich), zamierza dać mu pracę w swojej kancelarii. Vernau musi uważać, by w żaden sposób nie narazić się przyszłemu teściowi „von” i jego matce baronowej. Także „von”. Wkrótce pewne wydarzenia kładą się cieniem na życiu Joachima. U progu domu Zernikowów pojawia się bowiem starsza kobieta z formularzem napisanym w języku rosyjskim. Bardzo jej zależy, by Utz go podpisał. Vernau odsyła kobietę z kwitkiem, ale potem postanawia dowiedzieć się, co jest na formularzu. Zleca koleżance przetłumaczenie tekstu. Wkrótce z berlińskiego kanału zostają wyłowione zwłoki starej kobiety.

Mamy trupa, jak przystało na porządny film kryminalny. Będą też dzieła sztuki, pomówienia, fałszerstwo dokumentów. Dzieje się, jest akcja.

Film jak film. Czy rzeczywiście „fajny”? No… nie dosłownie. Powiedziałabym: nawet ciekawy. Niemiecki; nie amerykański, ale Niemcy miewają kino na naprawdę wysokim poziomie artystycznym. Lubimy ich kręcone w malowniczych górach seriale obyczajowe i kryminalne (sensacyjne), z przyjemnością oglądamy egzotykę w cyklach o podróżach, rzetelnie zrobione filmy biograficzne oraz wierne ekranizacje znanych arcydzieł literatury światowej.

Obraz jest taki naturalny, realistyczny, mało rozrywkowy. Niemieckie domy, berlińska ulica, zwyczajne codzienne życie. Ociupinę retrospekcji.

Pod płaszczykiem niemal standardowej akcji obyczajowo-kryminalnej film niesie jednak za sobą głębsze i ponadczasowe treści, o których wspomnę za moment.

Najpierw jednak spróbuję odpowiedzieć na nurtujące mnie pytanie, dlaczego dość popularna mainstreamowa stacja telewizyjna (Romance TV) dopiero teraz wrzuciła „Opiekunkę do dziecka”? Przecież film nakręcony został 10 lat temu. Czyżby ktoś chciał nam bardzo odważnie zwrócić uwagę na coś ważnego? Na przykład na ciągnącą się od czasów II. Wojny Światowej pokręconą, zarazem okrutną historię Niemiec, Polski, b. ZSRR?

I związane z tym skrywane skrzętnie rodzinne tajemnice, wpływające na obywatela tło ekonomiczno-polityczne, okrutne „zasady” każdej wojny?

A może to tylko ja – przeciętny polski telewidz – uległam nastrojowi chwili, z lampką wina w dłoni i w zaciszu prywatnej wersalki wtopiłam się w paranoiczne trendy spiskowych teorii dziejów, poddałam klimatowi właśnie toczącej się u wrót bratobójczej wojny?

Nadeszła refleksja. Już prawie odeszło od nas pokolenie naszych rodziców i dziadków, pamiętające nazizm w jego najgorszym wydaniu, holokaust, roboty przymusowe. Jednak żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają, którym koszmarne wspomnienia i traumy z dzieciństwa nie pozwalają spać, uwierają, nie dają normalnie żyć. I którzy czekają na ostateczne rozliczenie z przeszłością albo chociażby na wypowiedziane przez wielkich polityków zwykłe słowo „przepraszamy”. Ludzie – okrutnie doświadczeni przez los, którzy nie mogą pozbyć się nienawiści do tego narodu (lub narodów), który wyrządził przeogromną krzywdę im i ich najbliższym. Teraz zaś patrzą na celowe perfidne zakłamywanie historii, stawianie pomników zbrodniarzom i mordercom, na kształtowanie nastrojów nienawiści, hołubienie nowego wydania narodowego faszyzmu.

Z pozoru marginalnie potraktowane wątki nabierają zupełnie innego znaczenia w obecnej sytuacji społeczno-politycznej, w naszym polsko-kato-narodowym tu i teraz.

Ten film jest … inny.

W natłoku pstrokatych komedii romantycznych, odgrzewanych i na każde święta wyciąganych z lamusa filmów naszych i obcych, obejrzeć można obraz nieco bardziej ambitny oraz refleksyjny. Użyję modnego słowa: nieoczywisty, bynajmniej nie trendy.

Potem przydałoby się zastanowić nad sobą. Czy aby bezmyślnie nie ulegamy zbiorowym paranojom, nie jesteśmy zbyt bezwolni, równocześnie dajemy sobą manipulować? Z wygody, dla świętego spokoju?

Film powtórzony zostanie zapewne w kanale „Romance TV”. Trwa półtorej godziny. Chyba warto go obejrzeć.

Zaś ową wzmiankowaną wyżej ponadczasową treścią może być na przykład myśl Monteskiusza – wielkiego francuskiego myśliciela i filozofa epoki oświecenia (oświecenia!), która brzmi:

„Szczęśliwy jest naród, którego historia jest nudna”.

Niestety. Polacy nigdy nie będą chyba narodem szczęśliwym.

Aneta Wybieralska

Aneta Wybieralska

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.