Janusz J. Tomidajewicz: Political fiction wspólnej listy opozycji6 min czytania

()

20.05.2022

Wyniki ostatniego sondażu przeprowadzonego dla OKO.pres przez IPSOS wywołały konsternację i zamieszanie na opozycji. Przypomnijmy, że w sondażu tym (inaczej niż zwykle) zdano pytanie o poparcie dla jedynie trzech hipotetycznych list wyborczych: Zjednoczonej Prawicy (czytaj PiS), koalicji opozycji (obejmującej KO, Polskę 2050, Lewicę, PSL i Porozumienie Gowina) oraz Konfederacji. I chyba po raz pierwszy w badaniach opinii publicznej okazało się, że koalicja opozycji może zdecydowanie wygrać z PiS uzyskując ponad 50% poparcia, przy ok. 30% dla PiS i 8% dla Konfederacji.

Przyjmując, że wyniki te dobrze odzwierciedlają nastroje wyborców, stanowi to silny argument za tym, by partie opozycyjne jednak się między sobą porozumiały i utworzyły wspólny front przed kolejnymi wyborami. Inne sondaże na razie tej tendencji nie potwierdzają. Jeśli jednak okaże się ona trwała, wielu będzie musiało zrewidować swoje poglądy na najlepszą taktykę wyborczą. Przyznam, że także ja nie byłem dotąd przekonany, że jedna lista opozycji może być wyborczo korzystniejsza od dwu lub trzech silnych i względnie spójnych wewnętrznie bloków wyborczych.

Pierwsze reakcje głównych sił opozycyjnych na te wyniki są wprawdzie zróżnicowane, ale tym samym zgodne z tym, czego można się było po partiach opozycyjnych w takiej sytuacji spodziewać.

Zdecydowanie sceptycznie w imieniu Koalicji Polskiej i PSL odniósł się do nich W. Kosiniak-Kamysz. Podkreślił on wątpliwości metodyczne oraz jednorazowość badania i ostatecznie stanowczo podtrzymał opinię, że próby budowy jednej listy mogą przynieść więcej szkód niż korzyści. Sceptycznie do pomysłu jednej listy odnosi się także Polska 2050, zaś Lewica zajęła stanowisko umiarkowane, podkreślając z jednej strony zdolność do samodzielnego startu i z drugiej gotowość do rozmów o budowie wspólnej listy.

Najbardziej entuzjastycznie do wyników tych odniósł się oczywiście D. Tusk, podkreślając, że potwierdzają one cały czas lansowaną przez niego tezę o konieczności wystawienia w kolejnych wyborach jednej listy, łączącej całą opozycję anty-PiS.

Reakcje te pokazują, że niezależnie od tego, w jakim stopniu wyniki sondażu IPSOS są wiarygodne i odzwierciedlają rzeczywiste nastroje społeczne, główny problem z budową wspólnej listy będzie polegał na znalezieniu takiego konsensusu między opozycyjnymi partiami i ruchami społecznymi, który przez nie wszystkie zostanie uznany za akceptowalny i nienaruszający podstawowych interesów ich i ich elektoratów. Mając świadomość tych trudności, w imieniu zamawiającego sondaż OKO.press, P. Pacewicz pisze o nim: Chodziło o zbadanie potencjału politycznego jednej listy, obecnie – tu pełna zgoda – political fiction.

W tej sytuacji najbardziej niepokojący z punktu widzenia możliwości budowy wspólnej listy paradoksalnie wydaje mi się nie zdecydowany sprzeciw PSL, czy sceptycyzm Lewicy i Polski 2050, lecz nieskrywany entuzjazm D. Tuska i KO.

Na czym bowiem polegają trudności z budową jednej, wspólnej listy opozycji? Na uwzględnieniu przy jej budowie interesów i koncepcji wszystkich uczestniczących w opozycyjnej koalicji sił i ruchów politycznych oraz stojących za nimi elektoratów. Tymczasem D, Tusk i KO zdają się zupełnie tego problemu nie dostrzegać. Entuzjastycznie wzywają: stwórzmy wspólną listę pod hasłem odsunięcia PiS od władzy! Nie rozmawiajmy o tym, co nas różni, jaki program każdy z uczestników sojuszu chce realizować, nie podkreślajmy naszych odrębności. Będzie na to czas po wygranych wyborach.

Takie postawienie sprawy dla słabszych uczestników zjednoczonej opozycji oznacza propozycję ukrycia lub utraty własnej tożsamości politycznej i zgodę na całkowite zdominowanie przez w tej chwili najsilniejszą na opozycji KO. Gdyby chodziło tylko o uzyskanie mandatów dla kilku (kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu działaczy) to, pod warunkiem skutecznej walki o jej skład, jedna lista mogłaby być najkorzystniejszym rozwiązaniem. Jak się zdaje takie właśnie motywy działania innych partii opozycyjnych zakłada D. Tusk.

Tymczasem niezależnie od interesów aparatów partyjnych każda z partii opozycyjnych stara się jednak odwoływać do interesów i uzyskać poparcie odrębnych grup społecznych. Jeśli więc chce nadal istnieć, to nie może sobie pozwolić na ich całkowite zlekceważenie. To zaś wymaga, by każda z sil tworzących opozycję mogła w kampanii wyborczej podkreślić swoją odrębną tożsamość i własne propozycje programowe oraz by mogła walczyć o ich poparcie. Dlatego zgoda słabszych partnerów na budowę jednej opozycyjnej listy wyborczej uzależniona jest od tego, czy we wzajemnych stosunkach tworzących ją partii i ruchów politycznych zostaną zachowane zasady równorzędnego partnerstwa zarówno przy tworzeniu programu wyborczego, jak i w samej konstrukcji list wyborczych.

Na razie jednak ani D. Tusk, ani KO jako całość, nie wykazuje chęci do stworzenia takiego porozumienia, które traktowałoby partnersko pozostałe partie i ruchy opozycyjne. Wyraźnym tego przejawem był sceptycyzm wobec zgłoszonej przez Polskę 2050 propozycji konferencji programowej i wręcz demonstracyjna niechęć do współpracy z Lewicą, a także brak jakichkolwiek kontaktów z innymi partiami w sprawie ustalenia zasad konstrukcji przyszłych list wyborczych.

O ile kiedyś przy budowie wspólnej listy do Parlamentu Europejskiego G. Schetyna mówił o konieczności posunięcia się na listach, by uwzględnić interesy koalicjantów, o tyle dziś takich deklaracji, nie mówiąc o chęci partnerskiego ułożenia stosunków z innymi partiami opozycyjnymi, trudno szukać w wypowiedziach czołowych działaczy KO. Niestety nie wróży to dobrze możliwościom wspólnego wystąpienia opozycji w przyszłych wyborach i chyba (jak pisał P. Pacewicz) pozostanie to tylko political fiction.

Aby niemożliwe stało się możliwe inicjatywa będzie musiała należeć do najsilniejszej na opozycji PO.

To ona musi zapewnić i przekonać pozostałych partnerów, że jej zamiarem nie jest wchłonięcie innych partii i ruchów politycznych, lecz współpraca z nimi na zasadach równości, zarówno przy formułowaniu wspólnego programu, jak i przy tworzeniu przyszłych list wyborczych. W tej ostatnie kwestii nie mogę nie powrócić do zgłaszanej przeze mnie przy innej okazji propozycji alfabetycznej lub losowanej kolejności kandydatów na listach. Sądzę, że tylko taka zasada konstrukcji wspólnej listy (przy zaznaczeniu partyjnej afiliacji kandydatów) dawałaby względnie równe szanse wyboru wszystkim uczestnikom sojuszu wyborczego.

Oczywiście przyjęcie takiej zasady konstrukcji list wyborczych ze względu na jej nowość i zwiększone wymagania wobec wyborców wymaga odpowiednio wczesnej decyzji i związanej z tym akcji promocyjnej. Dlatego nie można z nią czekać do ostatniej chwili.

Decyzje należało by podejmować już dziś i tego oczekiwałbym głównie od Tuska i PO.

.

Janusz J. Tomidajewicz

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.