Aneta Wybieralska: Piękno szaleństwa6 min czytania

06.06.2022


To, co robię, nie musi mieć sensu dla nikogo poza mną. Na tym polega piękno szaleństwa.

— Rachel Hawthorne — Blask księżyca

Ba!

Super! Pełna zgoda.

Jednak … Fajnie mówić, fajnie żyć z taką pieśnią na ustach w Amerykach i Wielkich Brytaniach. Fajnie jest pisać, co się myśli, mieć poklask, fanów i popleczników. Fajnie jest robić coś, co pozornie nie bardzo ma sens, a nabiera go dopiero z biegiem lat, z biegiem dni. Tylko dla robiącego albo dla odbiorców produktu. Fajnie jest zostać jeszcze za to nagrodzonym oraz godziwie wynagradzanym. Albowiem tam, w tych pani Amerykach i Angliach znalazł się ktoś szalony, komu Pani szaleństwo się podoba oraz, co najpiękniejsze, udziela. Mało tego, Ktoś potrafi je docenić, czyniąc to publicznie oraz szczerze. Bez cenzury, bez skrępowania, z błyskiem w oku i z rozwianym włosem.

Spieszę wyłuszczać, co mi łuszczy wątrobę, zwłaszcza na temat tego sensu.

Szanowna Pani Rachelo!

Jest tak:

Jest Pani poczytną pisarką. (W sensie, że artystką). U nas też jest Pani znana, ponieważ na język polski przetłumaczono kilka Pani powieści. Tworzy Pani sztukę – literaturę, słowo, pełną gębą uczestniczy w tworzeniu kultury, czym niewątpliwie wpisuje się Pani w poczet współczesnych celebrytów. Pani książki znajdują się na listach bestselerów. Gratuluję szczerze. Otrzymuje Pani nagrody poczytnych, uznanych za najlepsze w swojej dziedzinie, amerykańskich pism (gazet, dzienników) doceniających inność, wielkość, świeże – performerskie, nowatorskie, spojrzenie na rzecz. Na sens i na bezsens także.

Ale ja żyję tu i teraz. Jestem (mniej więcej) w Pani wieku, tej samej płci i podobnych poglądów na świat i ludzi. Staram się być osobą otwartą, wrażliwą. I piszę powieści obyczajowe.

Niefajnie żyć z tym w Polsce. Ze swoimi pasjami, z marzeniami, z otwartością. Będąc na dodatek doświadczoną i wykształconą kobietą u schyłku kariery zawodowej. Taką, która teoretycznie osiągnęła wiek emerytalny, praktycznie natomiast musi dorabiać, by móc egzystować względnie normalnie.

W ogóle niefajnie jest żyć w Polsce. To nie jest kraj dla ludzi starych i chorych, dla artystów, dla ludzi homoseksualnych, mających czelność żyć w wolnych związkach i po swojemu.

Tu i teraz bardzo niefajnie być szalonym, łamać stereotypy, burzyć mury, wychodzić ku światu z otwartymi ramionami. Indywidualnie chłonąć kulturę i sztukę. Mówić o tym otwarcie i o tym pisać. Niefajnie jest myśleć niestandardowo, inaczej niż mainstream. Mieć poglądy sprzyjające rozwojowi umysłu, wiedzy, multikulturowemu współistnieniu z Europejczykami i innymi obywatelami świata. Niefajne przyznawać się do inności, wyrażać sprzeciw i bunt.

Pozwoli Pani, że podzielę się pewną refleksją, dotyczącą cytowanej myśli? Uwarunkowana jest ona nie tylko moim doświadczeniem życiowym oraz zawodowym, ale także pobranymi naukami oraz tradycjami rodzinnymi.

Piękno szaleństwa rozumiem nieco inaczej. Chyba. Może szerzej, może węziej, ograniczając się wówczas do mojej woli i mojego umysłu. (Nie jest wykluczone, że rozumiem tak samo, jak Pani, jednak ów pogląd determinuje tutaj w Polsce coraz bardziej zaprzałe katolicko tradycyjne otoczenie polityczno społeczne). Na przykład rozumiem jako piękno wolności. Modne jest stwierdzenie: nieskrępowana wolność w wyrażaniu siebie. Każda wolność jest bowiem stanem ludzkiego umysłu. Docenia się ją wtedy, gdy się ją straci. Ja tracę ją codziennie od kilku lat, i mam tego bolesną świadomość. Z takimi poglądami ma się w tym kraju jedynie pod górkę.

Bardzo dużo energii poświecić trzeba na ustawiczną walkę ze stereotypami i okrzepłą, ortodoksyjną tradycją … religijną. Trzeba kołatać w nieprzyjazne, zamykane przed nosem drzwi, raniąc się przy tym, cierpiąc niczym młody Werter. Przekonywać upartych nieprzekonanych, u nas, funkcyjnych zajmujących się teraz każdą z dziedzin życia społecznego, w tym nauką, kulturą i sztuką.

Niefajnie jest widzieć, (słyszeć i czuć), troglodytów (nie)kształconych w narodowych szkołach. Niefajnie jest włączyć rodzimą telewizję, gdzie pogardza się myślącymi inaczej, a publiczne pieniądze wydaje się na kupowanie wyborców, reklamę tandety albo wciskanie naiwniakom obłudnego fałszu.

Bardzo niefajnie jest mieć poczucie zagrożenia: socjalnego, ekonomicznego, zdrowotnego. W kraju leżącym w środku Europy na wizytę u lekarza specjalisty czeka się nawet kilka lat. Chorym na raka odmawia się leczenia, umierającym dzieciom odmawia się drogich leków. Gdzie w imię narodowej dumy i tradycji chrześcijańskiej każe się kobietom rodzic kalekie dzieci, a pod sercem nosić martwe płody. Gdzie pogardza się starością, gdzie tworzy się przepisy niezgodne z jakimikolwiek normami prawnymi, a porządnym ludziom zamyka się usta moralnością złodziei i szubrawców. Gdzie tłamsi się indywidualność, zabija poczucie wolności.

Niefajnie jest szukać grosza na marketing i reklamę swoich produktów wiedząc, że tylko on potrafi przekonać i otworzyć te cholerne zaryglowane drzwi.

Nie stać mnie na szukanie sensu. Bo możliwość swobodnych niczym nieskrępowanych poszukiwań to także wolność. Nie mogę mieć otwartego umysłu, ponieważ muszę koncentrować się na przeżyciu od pierwszego do pierwszego. Zabrania mi się krzyczeć…

Jestem szalona. Zawsze byłam. W tym sensie, że mam pomysły, mam marzenia, pasje, chciejstwa i wielu przyjaciół, którzy mnie rozumieją, nie oceniając, nie krytykując. Ci ludzie wiedzą, że gdy być przestanę, mogą mnie dobić.

Moje szaleństwo objawiało się także w lubieniu ludzi. Kiedyś tak było. Teraz nie wiem, ponieważ zaczęłam się tych ludzi bać. Konkretnie, boję się ich literalizmu, ograniczeń kulturowych, religii, zaszufladkowanego, ciasnego (nie)myślenia. Moje szaleństwo zeszło do podziemia. Przestaję być szalona zawsze wtedy, gdy ktoś chce mnie indoktrynować, narzucać mi swoją wolę, zakazy, nakazy. Gdy widzę nędzę seniorów, krzywdę sadystycznie traktowanych kobiet i dzieci, galopującą inflację, pasek z kwotą mojej ograbionej emerytury.

Proszę mi powiedzieć, Szanowna Pani Rachelo, jakim sposobem mam dopatrzyć się piękna szaleństwa w pustych księgarniach, w zakazach wystawiania sztuk teatralnych, w kupczeniu dobrami kultury?

Zazdroszczę Pani, Pani Rachelo. Tego, że może Pani być nieskrywanie, nieograniczenie szalona, a w tym swoim szaleństwie dostrzega Pani samo piękno, samo dobro. Ja natomiast zaczynam w każdym moim szaleństwie dostrzegać brzydotę, a w moim doświadczeniu i starości – zło. A chyba nie o to Pani chodzi.

Gdzie Pani teraz jest? Wpraszam się na trochę. Pokaże mi Pani, jak być optymistką, jak robić coś, co się kocha i nie zaznać przykrości w wyrażaniu siebie. Pragnę być tak wolna, jak Pani. Proszę mnie tego nauczyć.

Powodzenia, pozdrawiam.

Aneta Wybieralska

Aneta Wybieralska

Print Friendly, PDF & Email
 

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo