30.06.2022
.

(fot. Wikimedia Commons)
30 czerwca przypada dokładnie setna rocznica urodzin jednego z najbardziej tajemniczych twórców XX wieku. I dotyczy to nie tylko polskiej kultury. O ile wiem, nie będzie hucznie obchodzona w czasach IV RP, która upodobała sobie twórców o mocnym nacjonalistyczno–katolickim profilu. Ten twórca był zaś równie daleko od nacjonalizmu, jak i katolicyzmu. Był też otwartym homoseksualistą, co w polskiej zakłamanej rzeczywistości należało do wyjątków.
Twórczością Mirona Białoszewskiego zaciekawił mnie swoimi wykładami Jan Błoński w UJ. Mówił o nim jako zjawisku nie tylko językowym, choć wirtuozeria i kreatywność językowa artysty była najważniejsza. Błoński w sposób wyjątkowy czytał prozę Białoszewskiego z początku lat siedemdziesiątych Donosy rzeczywistości i Szumy, zlepy, ciągi. Podobnie Błoński mówił i pisał o Marcelu Prouście. Po tych wykładach i po lekturze esejów Błońskiego zaczynałem patrzeć inaczej na świat, który zaczynał się mienić znaczeniami, których wcześniej nawet nie podejrzewałem.
Podobne wrażenie wywoływał bezpośredni kontakt z tekstami Białoszewskiego jak chociażby z Pamiętnikiem z powstania warszawskiego, najbardziej bodaj znanym tekście autobiograficznym. Pojawił się dopiero w roku 1970 i do dzisiaj pozostaje najważniejszym świadectwem tego absurdalnego powstania, wywołanego przez głupotę wojskowych. Białoszewski nie uległ zbiorowej histerii patriotycznego wzmożenia i chłodno rejestrował codzienną tragedię ludności cywilnej.
Zainteresowanych plotkami najbardziej intryguje Tajny dziennik, przygotowany do druku dwadzieścia lat po śmierci pisarza przez jego przyjaciela Tadeusza Sobolewskiego. Zresztą z pisarzem przyjaźniła się również żona Sobolewskiego, Anna. Poza tym najdłużej związana z nim była matka Anny Jadwiga Stańczakowa (1919–1966), która była często pierwszą słuchaczką i krytyczną wierszy Białoszewskiego. Sama zresztą też pisała wiersze a jej krytykiem był właśnie Białoszewski.
Może najlepszym wprowadzeniem w istotę twórczości i życia Mirona Białoszewskiego jest wspomniany wstęp Sobolewskiego zatytułowany znamiennie „Człowiek Miron”. Pozwolę sobie przywołać obszerny fragment:
Miron opowiada o przygodzie swojego życia trochę jak przybysz, który został ‘wstawiony w ten świat’. Jawa, sen i wspomnienia – wszystko to, przywołane z niesamowitą wyrazistością, splątane w jeden węzeł tworzy rodzaj wielowątkowej powieści o sobie samym. Zapis, rozpoczęty w 1975 roku, prowadzony niemal do końca, początkowo improwizowany przy magnetofonie, ma pewną szczególną cechę pisarstwa Białoszewskiego: naoczność. Ten dziennik d z i e j e się przed nami. […] Ale dlaczego pisał ‘Tajny dziennik’? Przecież cała późna twórczość autora ‘Pamiętnika z powstania warszawskiego’ jest już dziennikiem. […] W ‘Tajnym dzienniku’ Miron może się wreszcie ludziom przyglądać bez skrupułów. Stara się nikogo nie sądzić, choć zdarza mu się przytaczać plotki. Głównie jednak patrzy i słucha. I jak to on, potrafi zgodzić nawet z tymi, co go atakują. […] Za Mironowym leceniem do ludzi kryje się wielka samotność. ‘Dla nikogo nie jestem osobą pierwszą’ – notuje w stanie wojennym. Poza imperatywem pisania jest odczucie pustki. Poza euforią – wyobcowanie. […] Pisarstwo Mirona, jego dziennik, to przyglądanie się sobie z zewnątrz i walka o siebie, o uznanie tego, kim się jest. […] Mając piętnaście, szesnaście lat po raz pierwszy zdał sobie sprawę ze swojego homoseksualizmu. Pisze w dzienniku o tym, jak rozpoznawał samego siebie. […] Gdyby mieszkał w Paryżu czy Nowym Jorku, nikt by nie pytał, z kim śpi, o której wstaje i jak się ubiera. On tymczasem żył w peerelowskiej Warszawie.
Szkoda, że Białoszewski nie doczekał upadku PRL. Jego komentarz do III RP byłby zapewne podobny do tego, jaki pozostawił inny wielki świadek XX wieku i wybitny poeta Tadeusz Różewicz. A jego przygody z cenzurą PRL–u każą przypuszczać, że podobne miałby z dzisiejszymi przyzwoitkami kultury, którym przewodzi minister Gliński.
źródła obrazu
- image-240: Wikimedia Commons

