01.07.2022

Nie sądzę, by istniał człowiek deklarujący przynależność do miłośników niekochania Ojczyzny. Kiedy zapytać byle skina, dewota czy innego rasistę kim jest, wszyscy ci ludzie zgodnym chórem oświadczą, że tylko ICH ugrupowanie właściwie rozumie słowo patriotyzm, zaś pozostałe grupy, to czuby. Tak więc mamy tyle odmian patriotyzmu, ile sekt.
Jedne będą mówiły o spolegliwości, koncyliacji i tolerancji, drugie o uczuciowych obertasach pod wezwaniem LGBT i legalnym wprowadzeniu marychy do szkół, a trzecie poczną bzdurzyć o religii bez Boga, oświacie bez oświaty, terapeutycznym celibacie dla gejów i wyprowadzaniu przeszłości z liberalnego krużganka.
Ale ja, niewysublimowany prostak nad prostaki, mam się za patriotę w starożytnym stylu i
spieszę donieść: jestem nietypowy, bo z wielbicielami np. faszyzmu, łączy mnie brak
powiązania; nie mam krzty szacunku dla troglodytów, którzy zabrali się za eksperymenty z
władzą i wiedzą, i przenigdy nie będę łazić na czworakach przed owymi szubrawcami. Co
powiedziawszy, oznajmiam, że jestem gotów ponieść karę za niewinność.
Do cna wyczerpany swoimi wizjami, zdezorientowany i przerażony, postanawiam rzucić
dotychczasowe sposoby na przetrwanie, spakować manatki i wypiąć się na politykę. Wyjechać
na prawicowe niedźwiedzie i nie mówiąc za dużo, wkładam do plecaka swoje zgrywne miny, łzy,
cierpienia, nostalgie i przyklejane wąsy. Ze szczoteczką do zębów udaję się w stronę dworca,
by najbliższym osobowym z przesiadką pojechać w cholerę.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
