Zbigniew Szczypiński: Śmierć i umieranie5 min czytania

()

27.07.2022

W tym coraz bardziej nieprzewidywalnym świecie jedna sprawa jest niezmienna – kto się urodził, ten umrze. W Polsce każdego roku, nawet gdy nie ma epidemii, umiera blisko pół miliona ludzi; i tak jest zawsze. Społeczeństwo polskie się starzeje, rośnie odsetek ludzi w wieku poprodukcyjnym. Rzutuje to na kondycję Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

.

Ale to formalny wymiar sprawy. Śmierć jest procesem biologicznym, który fascynował od zawsze, który w różnych kulturach wytworzył bardzo różne obrzędy i zwyczaje towarzyszące śmierci. Wiele wskazuje, że uświadomienie sobie fundamentalnej różnicy pomiędzy życiem a śmiercią leży u podstaw wszystkich religii, jakie ludzie wymyślili w całej swojej długiej już historii.

Chciałbym zająć się śmiercią i umieraniem w Polsce w 2022 roku. Każdego dnia w Polsce umiera grubo ponad tysiąc ludzi. Umieramy najczęściej w szpitalu lub innej placówce opieki zdrowotnej; śmierć w domu, w otoczeniu rodziny, jest wyjątkiem. Kiedyś było inaczej: ludzie umierali w domu, wśród swoich, w rodzinach wielopokoleniowych, w których żyły trzy, a nawet cztery pokolenia. Świat się jednak zmienił, zmieniło się wszystko i to jest oczywisty rezultat rozwoju, a nawet postępu cywilizacyjnego.

Photo by debowscyfoto on Pixabay

Śmierć to proces: od agonii do śmierci klinicznej i w końcu do śmierci biologicznej, która oznacza ustanie procesów mózgowych w pniu mózgu. Lekarz wydaje świadectwo zgonu, stosowny urząd akt zgonu, uruchamiają się różne urzędy i firmy ubezpieczeniowe, zgłaszają się firmy pogrzebowe.

Usługi pogrzebowe to całkiem spory rynek, działają na nim różne podmioty, a zwłaszcza nasz dominujący krk i jego funkcjonariusze. Ale zanim śmierć nastąpi ludzi dotyka proces umierania, czasem krótki i gwałtowny, a czasem długi i bolesny. Pół biedy, gdy proces ten dotyka osoby mającej rodzinę, najlepiej dzieci i wnuki, gorzej, gdy wkraczają weń osoby samotne, nieposiadające własnych dzieci z nieliczną rodziną rozsianą po kraju czy świecie.

Wtedy zaczyna się dramat.

Człowiek staje się coraz bardziej niesprawny, coraz gorzej widzi, coraz mniej słyszy i ma pogłębiające się problemy z poruszaniem. Najczęściej mieszka sam, otrzymuje jakąś tam emeryturę, ale nie ma szans na godne życie. Zostaje opieka społeczna, dochodząca na godzinę czy dwie pielęgniarka a w perspektywie dom dla starych ludzi, czy hospicjum.

W Polsce dramatycznie brakuje takich placówek. Na miejsce w takim domu czeka się latami, liczba oczekujących jest wielka a miejsc brak. Dlatego też zgodnie z logiką gospodarki rynkowej powstały liczne prywatne placówki opieki nad seniorami, którzy takiej opieki wymagają. Jest ich wiele, w każdym województwie po kilkadziesiąt. Oferują pobyt stały, wyżywienie, iluzoryczną opiekę lekarską i rehabilitacyjną. Ceny za miesiąc pobytu wahają się od kilku do nawet kilkunastu tysięcy złotych.

Proces umierania przebiega tu w warunkach kontrolowanych, pensjonariusze są nakarmieni, umyci i ubrani. Ci sprawniejsi czytają, oglądają telewizję, słuchają radia, a nawet uczestniczą w zajęciach rehabilitacyjnych. Oczywiście, jeżeli ich na to się stać i płacą wymagane sumy. Placówki te działają bowiem dla zysku; prywatny właściciel, co zrozumiałe, traktuje to, jak swój biznes i trudno oczekiwać od niego, by do swojego interesu dokładał.

Mam proste pytanie – czy przy stale rosnącej populacji ludzi w wieku poprodukcyjnym i pogłębiającym się procesie starzenia polskiego społeczeństwa nie powinno to być zadaniem państwa?

Państwa rozumianego jako wspólnota, a nie jako przedsiębiorstwo.

Proces godnego umierania jest tak samo ważny, jak proces bezpiecznego przychodzenia na świat. Klinikom ginekologicznym i oddziałom położniczym muszą towarzyszyć domy pogodnej starości. Opieka nad nowo narodzonymi jest ważna, robi to – w stopniu dalece zresztą niewystarczającym – państwo polskie niezależnie od tego, kto tym państwem rządzi. Prowadzone są różne niekiedy wspaniałe akcje, takie jak WOŚP Jurka Owsiaka; w Internecie aż gęsto od zbiórek na chore dziecko, na którego leczenie NFZ nie ma pieniędzy, bo państwo polskie dwa miliardy złotych każdego roku przeznacza na kurwizję Jacka Kurskiego.

Na tym tle tym ostrzej widać, jak bardzo nieobecny jest w debacie publicznej problem umierania ludzi starych i samotnych.

Jesteśmy na zakręcie: albo będzie tak, jak jest, a nawet gorzej (gdy PiS nie odda władzy, gdy wybory przegra) albo, po zmianie władzy, zaczniemy budować państwo jako wspólnotę wartości, a nie wielkie przedsiębiorstwo, w którym wszystko, nawet szpitale i domy spokojnej starości działa dla zysku.

Takie myślenie, które buduje taki model państwa jest bowiem moim zdaniem chore. Co może je zmienić?

Tylko chyba jakiś drastyczny przełom, wielka katastrofa dotykająca wszystkich, na przykład wojna podobna do tej, jaką mamy za wschodnią granicą…

Oby nie. Oby starczyło nam zbiorowej wyobraźni, aby wyciągnąć właściwe wnioski z tego, co już mamy i zmienić paradygmat określający co w życiu ludzi – ale i państw – jest ważne, a nawet najważniejsze.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

4 komentarze

  1. Marek 28.07.2022
  2. AnGor 31.07.2022
  3. Zbigniew Szczypiński 01.08.2022
  4. Arko 04.08.2022