Bogdan Miś: Upusty żółci (sierpień 2022)77 min czytania

01.08.2022

Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.

Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.

31 sierpnia

Dał głos Duda. Niejaki Rymanowski (ujawnię, że nie należę do fanów tego żurnalisty, który – ku mojemu zdumieniu – dostał ostatnio od „Agory” niezłą fuchę w Zetce) go wywiadował u siebie. No i usłyszał, że „jak widać środowiska sędziowskie po prostu chcą władzy. To są środowiska, które właściwie nie są nigdzie w demokratyczny sposób wyłonione”.

Bo ma być tak: ein volk, ein Reich, ein Fuehrer. Wyroki sądów mają być takie, jakich sobie życzy Wuc; i to jest prawdziwa demokracja, czyż nie?

Zdumiewa, że Duda, który jakimś cudem jest doktorem prawa, ma takie pojęcie o praworządności. A może wcale nie zdumiewa? Może gdyby miał inne, to by go Wuc nie nominował?

Nowa Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego uchyliła immunitet sędzi sądu rejonowego w sprawie dotyczącej spowodowania wypadku drogowego. Jest to pierwsza decyzja uchylająca immunitet sędziowski, która zapadła w powstałej w lipcu Izbie. I na pierwszy rzut oka – nie ma się czego uczepić: przewinienie oskarżonej sędzi bezdyskusyjne, orzeczenie prawidłowe.

Ale w gruncie rzeczy to jest tylko cwany test. W prowizorycznym składzie Izby zasiadają bowiem neosędziowie; tym samym jest ona w całości nielegalna (jako że jajeczko nie może być częściowo śmierdzące, prawda?). Jeśli więc zaakceptuje się ten werdykt, to tym samym uzna się legalność całej Izby. Miejmy pewność, że mądrzy i doświadczeni prawnicy dostrzegą pułapkę. Za chude mają chyba uszy te pisuary.

„Nie ze mną te numery, Brunner”.

Jeśli kiedyś ktoś zechce napisać podręcznik włazidupstwa i wazeliniarstwa, to przykładów w naszym życiu politycznym znajdzie od wielkiego groma. Jednym z fajniejszych patentów był do niedawna jakiś „laur”, tytuł „Człowieka roku” albo „Człowieka czegoś tam”. Wśród niesłychanie dziś licznych stosownych rekwizytów mamy też np. „Złotą kamerę” nieprzesadnie popularnej telewizji wPolsce.pl, jeszcze jednego organu braci Kremlowskich (swoją drogą, z taką liczbą organów to do cyrku albo jakiegoś muzeum osobliwości). No i ostatnio laureatką owej „Złotej kamery” została niejaka Marlena Maląg, podobno ministerka rodziny, pracy i polityki społecznej, która – cytuję inny organ owych braci – „nie kryła wzruszenia odbierając nagrodę”.

Bardzo fajnie. Proponuję jednak wydać jakiś urzędowy katalog tych rekwizytów, tytułów i osób wyróżnionych, bo zaraz nam się wszystko popieprzy i zupełnie nie będzie wiadomo na przykład, czy kolejnego Grand Kutasa nie dajemy komuś po raz siódmy…

A w ogóle może prościej przywrócić tytuły książęce, hrabiowskie itp.? W końcu byłoby to godne nawiązanie do dawnych tradycji. Niezłym pomysłem jest też chyba umundurowanie dostojników państwowych na wzór carski. Wszystko zmierza zresztą ku temu: admiralski mundur prezesa Wód Polskich jest tu doskonałym wzorcem.

A „ten” da wreszcie głos. W sobotę 3 września Kaczyński spotka się z mieszkańcami Nowego Targu – poinformowała w mediach społecznościowych posłanka PiS z okręgu nowosądeckiego Anna Paluch. No i osobiście tego nie skomentuję, udzielając głosu internautom, którzy w jednym ze wspomnianych organów braci napisali:

„Oby była transmisja live z tego objazdu (koniecznie na traktorach), bo coś czuję, że ten kabareton będzie lepszy od Neo-Nówki”.

Oraz „czy będą stroje ludowe i pytania z kartki ???”

30 sierpnia

No więc zdecydowanie idą w zaparte – tak w związku z tzw. podręcznikiem Roszkowskiego, jak i w sprawie Odry i zaistniałej katastrofy ekologicznej.

sprawie s(HiT)-u mamy ruch, którego celem jest zapewne chronienie nakładu przed przemiałem: ma być dostępny w placówkach pocztowych tuż obok rozmaitych książek kucharskich siostry Parazyty i wspomnień „żołnierzy niezłomnych” o bogobojnym rżnięciu komuchów. Złudna to nadzieja, jak sądzę: jeśli – w co nie wątpię – znakomita większość nauczycieli odmówi konsumowania tego nieświeżego jajeczka, to i Poczta Polska nie pomoże. Ogniste zachęty pana marszałka Terleckiego, aby ten śmieć kupować, spotkały się – nawet w forach dyskusyjnych prawicy, ku mojemu radosnemu zdumieniu – z reakcją typu „naćpał się dziad butaprenu, to mu się wszystko podoba”…

Gdy chodzi o Odrę, to coraz wyraźniej rysuje się w propagandzie linia „katastrofy naturalnej” (że niby Odra i jej ryby po prostu tak mają…) ale wzmacniana „winą Niemców”. Pani Moskwa (swoją drogą, mieć dziś takie nazwisko to pech…) pojechała nawet po bandzie i na wspólnej konferencji z ministrą niemiecką, która wskazała na rolę człowieka w spowodowaniu katastrofy na Odrze, ogłosiła, że dziś zbieramy żniwo złego uregulowania Odry w XIX wieku przez … Niemców właśnie. No faktycznie, wtedy tam Polaków zbyt wielu nie było, ale teza jest mimo to śmiała.

Ale mogło być inaczej. Patridioci wiedzą wszak wszystko. Jeden z nich wymulił z siebie taki tekst (zachowuję w oryginale, z autentyczną składnią i pisownią): „W RFN było duże śnięcie ryb w rzekach więc po cichu zebrali wywiezli do Polski by utylityzowac w Odrze. W ten sposób dotarła alga złota do Odry wraz z tymi rybami.Skad by tyło w Odrze tyle tys ton ryb”.

No i sprawa jasna. A myśmy się kiedyś śmieli z Waszczykowskiego i jego odkryć geograficznych!

Wspomnicie moje słowa: jeszcze się doczekamy Narodowej i Przenajświętszej Matematyki w szkołach. Pojawi się zapewne m.in. nowy sposób dowodzenia twierdzeń przez objawienie; nie mówiąc już o zadaniach tekstowych z arytmetyki, w których będziemy głównie liczyć skarpetki Jana Pawła dostępne jako relikwie.

Chociaż może przed wyborami już nie zdążą.

Mały zły nadal nabiera oddechu. Coraz bardziej jestem jednak pewien, że niebawem grzmotnie z obu rur. Stawiam na miesięcznicę.

29 sierpnia

Zacznę od dobrej wiadomości: ruszyło.

było tak: wszystko zaczęło mulić, jak głupie. Co chwila musiałem uruchamiać menadżer zadań i coś tam usuwać z pamięci. W końcu diabli mnie wzięli i postanowiłem przeinstalować system. To łatwe: wybiera się jedną z dostępnych opcji (ja wybrałem instalację pełną z usunięciem wszystkich plików) i wio; cała reszta powinna przez kilkadziesiąt minut zrobić się sama.

Tylko że niekoniecznie.

Pokazały się gładko wszystkie niezbędne ekrany i na końcu … mój stary panel logowania zażądał podania PIN, choć nie powinien – bo przecież komputer miał o mnie zapomnieć.

No i oczywiście zapomniał: po podaniu tych cyferek odparł, że mu się nie podobam. Innej możliwości działania nie podpowiedział.

No ale nie ze mną takie numery. Uruchomiłem tryb awaryjny (trzeba sobie przypomnieć, kiedy i jakie klawisze nacisnąć; na wszelki wypadek: na ekranie logowania wybrać opcję „uruchom ponownie”, trzymając wciśnięty shift…) i – zgodnie z instrukcją po ukazaniu się czterech możliwości trzeba wybrać jedną wskazaną. Fajnie, tak zrobiłem … i komputer wpadł w pętlę. Łaził w niej ponad godzinę, co mnie nieco znudziło.

Więc wlazłem w tryb awaryjny ponownie i tym razem – „na pałę” wybrałem zupełnie inną opcję niż zalecana. Pomyślałem – a co mi tam? W najgorszym razie będzie nadal kicha.

Ale tym razem … właśnie zaskoczyło, choć teoretycznie nie miało prawa. Mimo że dysk miał być zryty do zera – wszystkie parametry logowania odtworzyły się poprawnie (chociaż miało ich w ogóle już nie być…), doinstalowałem co trzeba, zrobiłem dzisiejszą porcję materiałów dla „Studia Opinii” i melduję się niniejszym w tym miejscu, czekając na burnyje apłodismenty.

I cokolwiek strzykając żółcią w kierunku siedziby firmy Microsoft.

Cóśkolwiek szanowne państwo ma w swoim softwarze pochrzanione. I podejrzewam, że wiem, co było za te głupoty odpowiedzialne: najpewniej jedna z wtyczek do przeglądarki Edge lub Chrome jest skopana. Jeszcze nie wiem, która – i prawdę mówiąc, nie wiem, czy mi się chce wiedzieć.

No i eodem modo nie miałem specjalnie czasu, by się wczytywać w informacje polityczne dogłębnie.

Rzut oka pobieżny przekonuje mnie jednak, że „oni” dziś jeszcze – wyjątkowo – nie palnęli jakiejś nadzwyczajnej głupoty; z pomniejszych rzeczy lekko mnie rozbawiła tylko mowa Krzywoustego do Macrona, w której z wielką zręcznością dyplomatyczną wspomniał o sankcjach, jakimi obłożono Rosję i Polskę. W związku z tym nie było jasne, w której sprawie jest za a w której przeciw – bo nie śmiem przypuszczać, że do obu kompletów kar ma stosunek identyczny; byłoby to cokolwiek schizofreniczne, nie sądzicie?

Na małego nadal czekam. Jego niepowtarzalny szarm i szyk budzi mnie nocną tęsknotą. Nie wiem tylko czemu sąsiedzi pytają, czy się dobrze czuję, bo podobno krzyczę po nocach…

28 sierpnia

Firma informuje, że dziś – a kto wie, czy nie przez kilka następnych dni – żółć będzie upuszczana głównie prywatnie i domowo z powodu awarii głównego komputera. Ten zastępczy laptop jest … no, jaki jest. Mówiąc krótko, szlag mnie trafi jak on będzie się tak grzebał – ale na starość (tak człowieka, jak maszyny) rady na razie nie ma.

To znaczy nauka nie ma, bo taki pan Morawiecki na ten przykład z pewnością i w tej kwestii wykazałby się fontanną optymizmu i zapewne powierzył rozwiązanie problemu panu Sasinowi albo komuś równie kompetentnemu. Za co serdecznie dziękuję, ale wolę sam. Choć nurkowanie pod biurkiem i manipulacje kablami i zasilaczami to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej.

Więc tylko jeszcze odnotuję dla porządku, że ten niewielki wzrostem ale ogromnie naładowany złością do całego świata i zachwytem nad własnym umysłem pan o nazwisku na literę K. nadal się nie ujawnia. Co zaczyna mnie mocno zastanawiać.

27 sierpnia

Zacznę od wyznania osobistej słabości: jestem strasznym mieszczuchem. Nie lubię wsi, nie rozumiem wiejskiej mentalności, nigdy na wsi nie mieszkałem. Nie, przepraszam: w roku 1954 spędziłem na wsi dwa tygodnie na studenckich brygadach żniwnych. Taki był obowiązek, więc – cierpiąc mocno – jakoś przetrwałem. Nawet się jako tako nauczyłem w tym naszym pegieerze jeździć konno. Co mi się zresztą ani nie spodobało, ani do niczego w życiu nie przydało; nigdy potem do konia nawet nie podszedłem.

Poza tym tematyka wiejska podobnie jak w ogóle gospodarcza, po prostu mnie nudzi. Trudno, nikt nie jest doskonały.

No i teraz będzie dwakroć o tym właśnie czego nie lubię.

Najpierw – kolejna katastrofa. I to poważna: wstrzymano w Polsce produkcję nawozów azotowych i, co gorsza, dwutlenku węgla. Nie będę wchodził w szczegóły; odsyłam do świetnego tekstu Joanny Solskiej w witrynie „Polityki”. W wielkim skrócie: choć decyzja ta z punktu widzenia producenta jest zapewne zasadna ekonomicznie, to oznacza w ciągu kilku dosłownie dni całkowite załamanie rynku żywnościowego i brak jedzenia. Ktoś ewidentnie nie ma pojęcia o takich sprawach jak łańcuchy dostaw w przemyśle spożywczym i technologia produkcji żywności.

Mnie wolno nie mieć o tym pojęcia.

Odpowiedzialnym za to członkom rządu – nie wolno.

A są to co najmniej trzy ważne osoby: Morawiecki, Sasin i Kowalczyk wraz z całym ministerstwem rolnictwa. Premier i dwaj wicepremierzy, którzy najwyraźniej budzą się z ręką w nocniku. I jeden z najważniejszych urzędów; kolejny, który się okazuje kadrowym śmietnikiem.

Polityka kadrowa kaczystów – w całej rozciągłości. „Nie korzystamy z ekspertów – powiedział podobno ichni niedorzecznik – bo nie chcą realizować naszego programu”. A u nich decyduje ślepe posłuszeństwo i lojalność; kwalifikacje to dobre dla tych cholernych jajogłowych. No i mamy pasztet.

To jest naprawdę śmiertelnie poważna sprawa. I jeśli nawet uda im się to na kogoś zwalić (oczywiście, okaże się, że 10 lat temu coś zachachmęcił Tusk z postkomunistami, tak przynajmniej rzecz opiszą „paskowi” od Kurskiego…), to wybrnąć z tej sytuacji będzie skrajnie trudno. Twarzy panowie w każdym razie już nie mają; inna rzecz – ileż razy można ją tracić?

Na dodatek mamy godny najwyższej pogardy incydent z wysokim urzędnikiem wspomnianego ministerium, który najwyraźniej nie rozumie – jak większość z nich – co mu wolno i wypada, a co nie. Otwartym tekstem: wolno mu się ożenić, nie wolno mu reklamować firmy, która działa w jego resorcie; choćby mu nawet bezpośrednio nie podlegała. I nie wolno mu przyjmować prezentów za półtorej dużej bańki nawet od brata bez zapłacenia podatku. Nie wypada natomiast urządzać weseliska godnego (finansowo, bo przecież nie prostackim nowobogackim wystrojem i przebiegiem) księcia Edynburga. Nawet jeśli ma na to wszystko legalną kasę.

Ciekawe: co o tym wszystkim nam powie (jeśli w ogóle coś powie) Kaczyński? Myślę, że nic dokładnie: musiałby bowiem posypać choć trochę łeb popiołem; a to przecież nie on. A poza tym tego się w żaden sposób nie da obronić. Stawiam więc na to, że znowu odpali nam jakiegoś wroga; tylko kogo tym razem (poza naturalnym zupełnie, prawda, Tuskiem)?

Kiedyś byłem świadkiem, jak pewien starszy pan, zniesmaczony maksymalnie potokiem bluzgów, wychodzących z ust jakiegoś menela powiedział „Przestań pan tak ciskać kurwami, bo za chwilę będziesz pan musiał użyć własnej mamusi”.

Właśnie.

https://www.polityka.pl/…/2179116,1,za-kilka-dni-moze…

26 sierpnia

Dziś wydarzenia „z życia sfer”. Tak chyba jeszcze przed wojną tytułowano kroniki towarzyskie poświęcone osobom tzw. wysoko urodzonym. Dziś zapewne trzeba by zakres takiej rubryki rozszerzyć o celebrytów i różnych „influencerów”, zaś stosownych kronik szukać w różnych „Pudelkach” i „Plejadach”.

Różnica między dawnymi a nowymi czasy jest jednak także taka, że wówczas tematem dla prasy było niewłaściwe dobranie muchy do smokinga przez jakiegoś barona, dziś zaś dama musi co najmniej pokazać niezbyt czystą intymną garderobę zaś dżentelmen … bo ja wiem, czy dżentelmeni jeszcze istnieją?

Więc Polska ma dziś dwa wydarzenia w „sferach”.

Jednym jest afera, wywołana przez pewnego prezentera telewizyjnego, który obiecał różnym swoim znanym znajomym, że powyciąga na światło dzienne ich rozmaite sekrety – a to z tej przyczyny, że ktoś uznał, że nie jest on Wielkim Aktorem (o ile dobrze rozumiem powód). No i zainaugurowana przez owego pana wymiana zdań, specjalnie zaś jego własne wypowiedzi raczej nie nadaje się do publicznego cytowania in extenso ze względów obyczajowych – ale rozwija się w mediach bardzo intensywnie i nawet narasta.

Zaś pan prezes Jacek Kurski – i to jest dopiero śliczne – odciął się zgrabnie od afery, ograniczając się do stwierdzenia, że to są „sprawy prywatne”, no i celebryci tak podobno mają z natury.

Śledzę tę sprawę z mieszaniną rozbawienia z obrzydzeniem i chichoczę wewnętrznie na myśl co by się działo, gdyby na miejscu Kurskiego był słynny Maciej Szczepański a samo wydarzenie nastąpiło w czasach „słusznie minionych”. Wiem co mówię: pierze z bohatera leciałoby na krańce Polski. Bo choć sam MS nie był nijak purytaninem, to dobre imię „firmy” było u niego wysoko w hierarchii wartości.

Druga sprawa jest daleko bardziej poważna, choć zawiera również elementy komiczne. Pisze o niej oko.press i tam państwa odsyłam po szczegóły. Z grubsza rzecz ma się tak: pewien ważny ksiądz (ważny, bo sam „szlachetnego” herbowego rodu, ale i oficjalny kapelan polskich ziemian) skrzywdził niegdyś w wiadomy sposób pewnego chłopca, powierzonego swej opiece. Wydało się i nastąpił proces; sąd zaś do tego stopnia nie miał wątpliwości co do winy katabasa, że wymierzył bardzo surową karę, znacznie przekraczającą wniosek prokuratora: m.in. 3 lata paki „bez zawiasów”.

Wyrok jest jednak nieprawomocny. A księżulo ma przyjaciół. Arystokratów z najwyższej półki i z ważnymi powiązaniami z miłościwie nam panującą władzą. Oraz ludzi z „Ordo Iuris”. Związany z tą organizacją adwokat wnosi apelację. Żąda uniewinnienia: główny świadek i w jednej osobie pokrzywdzony chłopak … zwlekał z ujawnieniem przestępstwa 5 lat, na rozprawie zaś okazał niestabilność psychiczną. Czyli się rozpłakał.

W całej tej sprawie zabawne – choć właściwiej byłoby powiedzieć: godne szyderstwa i obrzydliwe – jest tylko jedno: ta solidarność wysoko urodzonych, tych wszystkich „książąt” i „hrabiów” (nazwiska w oko.press) oraz ich powiązania z dzisiejszą władzą, wydawałoby się od nich najdalszą, także genetycznie. Taki paradoks: sojusz pałacu z czworakami i oborą.

Chociaż bo ja wiem? Może to wcale nie paradoks?

A mały zły człowiek nadal siedzi w dziurze. Zaczyna mi już brakować tej jego improwizowanej nowoczesnej prozy, tych jego mów strzelistych i przenośni z nóg powalających oraz wymyślnych efektów dźwiękowych, jakimi wszystko okrasza. Może da głos na rocznicę Sierpnia i znów nam dostarczy jakichś rewelacji historycznych o swojej i brata sprawczości dziejowej?

25 sierpnia

Zacznę dziś od (uprzedzam: kontrowersyjnego!) upustu w sprawie bez znaczenia, choć dla mnie dość ważnej i irytującej. Mianowicie: czy zwróciliście uwagę jak ONI się ruszają, jak gestykulują, jak chodzą?

Modelowy jest Orban, u którego widać to w całej krasie. Chód na rozstawionych nogach, prostackie kolebanie prawo-lewo, absolutna nieumiejętność ułożenia głowy i szyi przy witaniu kogoś. U nas takim egzemplarzem jest przede wszystkim Ziobro, ale cała reszta – z tym małym włącznie – różni się od niego bardzo mało. Maniery z obory.

Nie ma to jednak nic wspólnego (lub: bardzo niewiele) z pochodzeniem społecznym czy środowiskiem, w których człowiek się wychował: spójrzcie na Wałęsę. Różne rzeczy można o nim powiedzieć niekoniecznie pełne uwielbienia, ale w ruchu jest idealny. Jego schylenie głowy przed królową Elżbietą czy Wojciechem Jaruzelskim było bezbłędne, pełne szacunku ale i własnej godności. No i gdy był młody – chodził jak sprężyna. Cienia łajzy nie było nigdy w tym człowieku.

Zwróćcie na to uwagę, proszę. To naprawdę sporo mówi. Może nie są to – powtórzę – rzeczy jakoś specjalnie ważne, ale gdybym miał wypadkiem znaleźć się w pobliżu któregoś z tych fagasów, obawiałbym się, że czknie mi w nos wczorajszą kolacją, puści bąka albo zacznie wydłubywać sobie gluty z nosa. A ja za tym jakoś nie przepadam.

Na szczęście mnie to już absolutnie nie zagraża, ale przed wami, drodzy czytelnicy – wszystkie możliwości są niestety otwarte, więc bądźcie czujni.

Drugie kontrowersyjne spojrzenie na dzisiejszy świat. Proszę, doczytajcie ten fragment do końca, bo na początku cholera wami bez wątpienia zatrzęsie; może na koniec wam jednak przejdzie.

Chodzi mi o robiącą ostatnio szaloną karierę medialną wypowiedź europosła i profesora – pana Krasnodębskiego. Przypomnę: rzekł ów mąż uczony, że „zagrożenie dla naszej suwerenności ze strony Zachodu jest większe niż ze strony Wschodu”.

Co wywołało atak furii u wielu świetnych i sympatycznych ludzi.

Tymczasem ja … zgadzam się z panem Krasnodębskim. Ma rację!

Tylko to JEGO Polska jest właśnie z tej strony bardziej zagrożona.

Bo wszystko się zaczyna i kończy od modelu Polski, jaki uważamy za pożądany. I tak, faktycznie: autorytarna, niedemokratyczna, zapyziała, ciemna, bigoteryjna Polska jest bez wątpienia bardziej zagrożona w istnieniu przez ów mityczny Zachód, niż przez Wschód. Bo ów Wschód (czy raczej to, co pod tym słowem rozumie ów pan profesor) jest z grubsza właśnie taki: ciemny, zaściankowy, talibski. Więc witam to zagrożenie z radością. I życzę tym wrażym zachodnim siłom sukcesu.

Coś bardzo śmiesznego. Niejaka Jadźka Emilewicz, była wicepremierka, odnalazła się … w radzie Teatru Muzycznego w Poznaniu. Oczekuję tedy z niecierpliwością na powołanie Ziobry na wiceprezesa Akademii Kopernikańskiej, jaką montuje Czarnek, zaś panny Pawłowicz na koncertmistrza orkiestry kościelnej w Górce Dolnej. Poza wszystkim będzie to oznaczało, że przestaną straszyć gdzie indziej.

A z tego małego złego i niechlujnego chętnie zrobiłbym kosmonautę. Może nawet byłoby nieźle zrobić go pierwszym człowiekiem na Marsie? Przeszedłby w końcu do historii, przecież o tym właśnie marzy…

24 sierpnia

Franciszek – ten irytujący staruszek z Rzymu – kompromituje siebie i swoją instytucję coraz bardziej. – Myślę o tej biednej dziewczynie, wysadzonej w powietrze z powodu bomby pod siedzeniem samochodu w Moskwie – powiedział podczas audiencji generalnej. Odniósł się w ten sposób do śmierci Darii Duginy. Niewinni płacą za wojnę, niewinni! Pomyślmy o tej rzeczywistości i powiedzmy sobie: wojna to szaleństwo – mówił.

Nieźle się zapowiadał. Budził w wielu nadzieję, że myśli. Miał uosabiać „kościół otwarty”. Okazuje się – otwarty, zamknięty – jedna cholera. Ja tam nigdy w tej sprawie nie miałem wątpliwości. Odkąd pojąłem tabliczkę mnożenia, czyli dość dawno.

Dosłownie tak powiedziano (podobno – wiadomość z drugiej ręki, w gówno nosa dobrowolnie nie pcham) w TVP: „Dziś z rządu popłynęły SAME DOBRE INFORMACJE. Podwyżka za ogrzewanie i ciepłą wodę dla odbiorców indywidualnych NIE BĘDZIE WYŻSZA NIŻ 40 PROCENT”. Faktycznie, same dobre. Przy zarobkach powyżej 20 tysi niemal nieodczuwalne.

Tymczasem puławskie Azoty wstrzymują produkcję bo gaz drożeje. Puławianom może być ciężko: to główny pracodawca. Ale nie tylko im: skończyły się możliwości przerzucania wzrostu cen gazu i tym samym wzrostu kosztów produkcji na rolników. Rolnicy na wiosnę nie kupią nawozów. Produkcja rolna w przyszłym roku jest zagrożona. A to tylko wycinek rzeczywistości – czytam. Bez mała połowa przemysłu jedzie na gazie. Wliczając łańcuchy dostaw – praktycznie cały.

Komentator powiada dosadnie: Ale spoko. Rząd uratuje wszystkich. Nadrukował kasy w chuj. I nie zawaha się jej użyć.

Sam bym tak powiedział, dlatego kradnę.

Parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej przeprowadzili 40 kontroli w instytucjach zaangażowanych w katastrofę na Odrze. Była transmisja ze stosownej konferencji prasowej. Była pierwsza od dawna, do której nie mam zastrzeżeń formalnych: kilkunastu mówców, po 3-4 trafiające w punkt zdania; bez ględzenia i banałów.

Właściwie wykonano na rządzie i całym kaczystowskim systemie na zimno egzekucję. Niby wszystko o ich kolesiostwie, partactwie, braku kwalifikacji, prostactwie i lepkich łapach od dawna wiemy; ale te informacje – choć bardzo w końcu specjalistyczne, bo dotyczące gospodarki wodnej – zebrane w jeden pakiet robiły wrażanie druzgocące.

Tylko że do jednej ósmej ćwierćinteligenta-suwerena ta wiedza – nawet podsunięta pod nos – nie dotrze. Więc pozostałe jedne ósme ćwierćinteligentów rządzących mogą spać spokojnie. Przynajmniej dopóki w wyrze suwerena powyżej zera i małpki w biedrze w zasięgu ręki.

A sprawie tego … no, wiecie – nadal cisza. Moja automatyczna przeglądarka głównych źródeł medialnych pokazuje jakieś nędzne nieaktualne wiadomości i cytaty sprzed kilku dni. Nima publicity, poszła się bujać. Nie dziwne: nie było ostatnio okazji do wygłoszenia żadnego kazania ani nawet do naplucia na kogoś. Inna sprawa, że takie okazje on sam stwarza. Ale widać wena nie dopisała. A może za mało pije i się odwodnił? W tym wieku to już wpływa także na jasność myśli…

23 sierpnia

1. Trzeszczy mi za plecami z telewizora Morawiecki. Jak słyszę tę ciągle śpiewaną przez niego piosenkę o „naszych poprzednikach”, to mi się zwyczajnie chce rzygać. Ilekroć to powie, mam ochotę wrzasnąć – a gdzie ty wtedy, palancie, byłeś? Komu doradzałeś, swojemu obecnemu właścicielowi, czy może komuś innemu? I wyrobił mi się odruch jak psu Pawłowa: gdy słyszę ten przesłodzony i przejąkany (do złotoustych ten pan nijak nie należy) słowotok, zaczyna mi piana spływać z pyska.

2. Usiłują przykryć Odrę dotacjami dla samorządów i rzekomą troską o ogrzanie nas w zimie. Coś mi się zdaje, że bez względu na klimat gorąco może się zrobić na ulicach za parę miesięcy niejako samoczynnie.

3. Czarnek wyraźnie spuszcza z tonu. Orzekł dziś, że przepisy prawa są jednoznaczne i mówią, że nauczyciel nie ma obowiązku stosowania tego czy innego podręcznika, a resort „dopuszcza podręczniki do używania, a nie nakazuje ich używanie”. Zaznaczył, że to nauczyciel decyduje, czy w ogóle korzysta z podręcznika, bo równie dobrze może korzystać ze swoich materiałów. Bąknął nawet, że coś mu się w arcydziele Roszkowskiego nie podoba: mianowicie, wymienianie nazw zespołów muzycznych w negatywnym kontekście…

Chyba daliśmy łajzie po uszach. Gdyby miał w sobie trochę pokory i instynktu samozachowawczego – podałby się do dymisji. Ale do czegoś takiego trzeba jeszcze jednego: klasy.

4. Coś dziwnego: Klub Jagielloński im. L. Kaczyńskiego … partnerem imprezy Trzaskowskiego, czyli „Campusu”. Przyznam, że niezupełnie to rozumiem, ale rzecz w sumie oceniam pozytywnie: jeśli nawet Jagiellończycy przyjadą z bronią maszynową i napalmem, to i tak na prawicy są spaleni i spopieleni. Zajrzyjcie do Sieci: już ich rozszarpali. Wygląda na to, że ktoś miał pomysł.

5. A para prezydencka zaprasza na Narodowe Czytanie „Ballad i romansów”. „Romantyzm to sama istota polskości, serce naszej kultury”. Impreza odbędzie się 3 września. Głowy propagandystów myślą, myślą … W upały mózg się lasuje, to i wymyślili, co wymyślili. Gdyby nie te wspomniane na wstępie mdłości, to może bym się nawet uśmiał.

O tym panu, co wiecie – dziś z ulgą ani słowa.

22 sierpnia

Dziś nie będzie specjalnego lania żółcią. Nie, żeby nie było powodów; wystarczy otworzyć na ten przykład TVP i już nie tylko żółć się leje, ale i scyzoryk w kieszeni samoczynnie otwiera. Ale po prostu: kiedyś – zwłaszcza w taki upał cholerny – trzeba sobie zrobić przyjemność w postaci poświęcenia większej ilości czasu na LB (leżenie bykiem, jeśli kto nie wie) oraz lektury; a trochę się zaległości nazbierało.

No, może jednak raz chlusnę. Druh Dworczyk, skądinąd znany z dość gruntownego studiowania historii, które mu zajęło lat 7, był łaskaw odnieść się ostatnio do afery z wyciekami maili z jego konta pocztowego. Przyjął ciekawą taktykę: niczego nie potwierdza, niczemu nie zaprzecza; mówi tylko, że „część materiałów publikowanych w różnych miejscach jest prawdziwa, część jest zmanipulowana, a część jest wprost fałszywa”. Ale całość jest publikowana z myślą o „destabilizacji państwa”…

No więc na skromność typas nie umrze z pewnością. Swoją drogą, ich wszystkich łatwość utożsamiania własnego interesu z interesem państwa (a nawet wręcz siebie samego z państwem) jest zdumiewająco bezczelna.

A w kwestii tych tekstów jedno jest pewne. Mianowicie, mając do dyspozycji silnie szyfrowaną i na różne sposoby zabezpieczoną kontrwywiadowczo pocztę rządową – pan druh i jego kumple wybierają potencjalnie znacznie mniej odporne na włam serwery firm prywatnych. Czy ktoś ma wątpliwości, że wolą, by wykwity ich intelektów były – być może – czytane przez hakerów, czy na pewno przez obsługujących „rządówkę” chłopaków Kamińskiego?

Nie ma to, jak zaufanie swoich do swoich.

Swoją drogą ciekawe, czy ten nieduży niechlujny dostaje co rano wyciągi z podsłuchów własnych ludzi i raporty z ich zachowań? Z jednej strony by mnie to nie zdziwiło, z drugiej jednak uważam tego faceta za takiego lenia (m.in. dlatego, że innych z lubością o to właśnie oskarża), że może mu się nie chcieć. Co byłoby o tyle zasadne, że on z pewnością wie, z kim pracuje. W końcu sam typów dobiera.

No i jednak trochę strzyknąłem. Ech te przyzwyczajenia…

21 sierpnia

No to będzie pasztet, w dodatku mocno drugiej świeżości. Przygotowywany do publikacji 1 września raport o stratach Polski w wyniku działań niemieckich w czasie II Wojny, mający stanowić podstawę do zgłaszania jakichś roszczeń odszkodowawczych, zawiera coś, co absolutnie bez wątpliwości wywoła smrodliwy skandal międzynarodowy. I co spowodowało zwolnienie ze stanowiska szefa Instytutu Strat Wojennych prof. Bogdana Musiała, który zgłosił zastrzeżenia merytoryczne do przygotowanego tekstu i został natychmiast wywalony. W raporcie m.in. nie zostało zawarte rozgraniczenie dotyczące morderstw na Polakach oraz polskich obywatelach pochodzenia żydowskiego – opowiada jeden z informatorów dziennikarzy, którzy sprawę upublicznili. – Jeśli raport zostanie zaprezentowany w ten sposób, będziemy mieli aferę podobną do tej z ustawą o IPN dodaje ponoć. A rzecz całą ujawniają źródła bynajmniej nie opozycyjne: Salon24 i DoRzeczy.

Jeszcze nam tego było trzeba. Jednak deficytu komórek mózgowych nie da się nijak nareperować: bałwan pozostanie bałwanem i niczego się nie nauczy.

Druga ciekawostka jest taka. Pewien dziennikarz TVN nazwał jednego z głównych „publicystów” prawicy, Samuela Pereirę „półpolakiem”, bo ma on silne korzenie portugalskie. Wybuchła dzika awantura; m.in. w obronę oficjalnie wzięło Pereirę Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Kto ma obywatelstwo polskie – ten ci jest Polak i szlus; a wypominanie Pereirze tatusia to rasizm i nacjonalizm.

Jak ładnie! Doprawdy – jestem zachwycony. Rozumiem, że oznacza to, że nazywanie jednego znanego pana Niemcem i wytykanie mu dziadka z Wehrmachtu – to już coś zupełnie nieaktualnego i nigdy w instytucji zatrudniającej dzielnego Samuela już się nie zdarzy, podobnie jak grzebanie w rozporkach niemiłych nam polityków i żądania wykazania się świadectwem chrztu od czterech pokoleń. Bo to chamstwo, nacjonalizm i te takie różne paskudztwa. Prawda?

Jak to było powiedziane? Chyba coś tak: po przyjaciołach ich poznacie je… No i poznajmy bliżej Akademicki Klub Obywatelski im. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu. Opublikował on stanowisko w sprawie tzw. podręcznika tzw. profesora Roszkowskiego do nauczania (s)HiT-u. Klub stwierdza, że „zarzuty typu, że »za dużo mówi się o roli Kościoła« lub niepotrzebnie wspomina się o katastrofie smoleńskiej jako »największej tragedii, jaka spotkała naród polski po II wojnie światowej«, są dowodem zacietrzewienia ideologicznego i partyjnego tych, którzy wypowiadają tego typu opinie”.

No i już wiemy, co mamy myśleć o rzeczonym Klubie. Zresztą nie jest to rewelacyjnie nowe myślenie, przynajmniej w moim wypadku. Albowiem wszystko, co ma w jakimś odwołaniu nazwisko tego małego eleganta, choćby nie jego osobiście dotyczyło, jest…

Właśnie.

20 sierpnia

Króciutko i węzłowiatowiuteńko, bo nadupał. Po pierwsze, w sprawie zgrozy, jaką wzbudziła w prawodziadersach hasająca pani premier Finlandii: młoda kobieta ma prawo pić co chce i tańczyć z kim chce bez wstawiania żadnej miarki między brzuszkiem swoim i partnera. Co więcej, może pójść do łóżka z kim chce i jak chce, jeśli jej się tak podoba – nawet będąc zaobrączkowaną. Żadne seks-prawo jazdy nie istnieje. Status premiera też tego nie zakazuje. Nie ma prawa natomiast nikogo mobbingować ani molestować. A tego właśnie – zdaje się – nie robi. W związku z czym dyskusję w tej sprawie uznaję za zakończoną i uprzejmie proszę nie pieprzyć więcej. Aha: jeśli ktoś chce funkcjonować w kwestii zabawy inaczej, niż pani premier – też mu wolno. Choć współczuję.

Po drugie: straszny oburz na Tuska, że myśli z lekką zgrozą o możliwości znalezienia się ponownie na Wiejskiej z uwagi na marne towarzystwo wybrańców narodu. Oświadczam, że go w pełni rozumiem. Też do zgromadzonych tam dostojników mam stosunek – łagodnie mówiąc – ambiwalentny. Ale mam też bardzo zły stosunek do panujących upałów; i jednego i drugiego trudno jednak uniknąć (choć można, ale mniejsza z tym). W obu wypadkach – taka to jest specyfika terenów między Bugiem a Odrą. Zatem nie ma wątpliwości – Tusk się przystosuje. Oby się tylko nie upodobnił, ale o to chyba można być spokojnym: państwo Szydło, Suski, Kaczyński, Kowalski, Ziobro et caetera są wszak w osobowościach swoich niepowtarzalni, więc jak znikną, to trudno będzie podobne egzemplarze na targu dostać.

Mam nadzieję.

Po trzecie: pani ministerka Moskwa wykręca się dość nachalnie i nieumiejętnie od odpowiedzi na szczegółowe pytania o katastrofę z Odrą. Tymczasem powinna ta świetnie przecież wykształcona przyrodniczo absolwentka wybitnej uczelni KUL wiedzieć, że nazwy i adresy instytutów, którym powierzono badanie próbek pobranych z rzeki – a także nazwiska i tytuły naukowe (poproszę uprzejmie, żeby osoby bez habilitacji w porządnej niekatolickiej placówce się tu nie pchały) specjalistów przy tym pracujących – ma bieguśkiem podać i nie margać. Muszą być ogólnie dostępne i weryfikowalne. Bo bez tego, widzi pani, pani Moskwa, będziemy uprawnieni mówić, że pani i panin rząd łżecie i kantujecie. Chce pani tego?

Obawiam się jednak, że to ostatnie pytanie pozostanie bez odpowiedzi. Pewno zły malec sobie by jej nie życzył. On bowiem, podobnie jak najwyraźniej pani, uważa nas za idiotów.

I co gorsza, mniej więcej w 30% ma rację.

19 sierpnia

Upał. Mózg się lasuje, co w przedziwny sposób wpływa na wydzielanie żółci. Nie to, że jest mniejsze: o tym decyduje świat zewnętrzny. Ale jakoś mniej się chce je uzewnętrzniać. Tym bardziej że nie jest przesadnie skuteczne: jakoś powodów do tych upustów wcale nie robi się mniej…

Ale czasem nasze zbiorowe irytacje dają jednak jakieś skutki; to się liczy, mimo że owe skutki nie są imponujące ani nawet takie, jakie byśmy chętnie widzieli. Jeden z wartych wymienienia, to pewne spuszczenie z tonu Czarnka w związku z podręcznikiem do (s)Hit-u; okazuje się, że akapit poświęcony „nienormalnie poczętym dzieciom” wyrzuci się, najlepiej – zaklei. To już coś; ale to dużo za mało. Minimum minimorum to oddanie całego nakładu na przemiał; tylko kto ma za to zapłacić? A tak naprawdę, to afera powinna ponadto skutkować całkowitym ostracyzmem społeczności akademickiej wobec autora i zupełnym zejściem ze sceny Czarnka wraz z całą jego ekipą.

Poczekajmy. „Przyjdzie pora i na bachora”, mawiała wielokrotnie tu wspominana moja babcia. Miała co prawda inną sytuację na myśli, ale nie mogę się oprzeć chęci kolejnego wspomnienia tej doprawdy niezwykłej kobiety. Jak sobie pomyślę, co ona by powiedziała obejrzawszy sobie dokładniej i w kolorze tego małego, to już ryczę ze śmiechu. Zobaczyła kiedyś w telewizorze marki „Belweder” Breżniewa. Jej wypowiedź w języku rosyjskim (który znała wybornie, bo do szkół uczęszczała „za cara”), poświęcona tej postaci nie nadaje się niestety do powtórzenia. Choć była parominutowa i bardzo kwiecista.

Swoją drogą – ciekawym, czy nasz ulubieniec ma robione jakieś prasówki albo sam przegląda „co ludzie mówią”. W szczególności, czy trafiają do niego wyciągi z maili Dworczyka, które znowu stają się coraz ciekawsze. Ostatnio poznaliśmy jego przemyślenia o ministrze infrastruktury; poszukajcie, warto. Nie myślałem, że kiedykolwiek będę z panem D. zgodny w opinii; a tu … No, proszę.

A jeśli ten mały to czytał, to dwudniowe zatwardzenie murowane.

18 sierpnia

Ogólnie rzecz biorąc, normala.

Przedstawiciele rządu nie pojawili się na czwartkowym posiedzeniu senackiej komisji ds. klimatu ws. sytuacji w Odrze. Znaleźli pretekst: „skandaliczny wpis” szefa komisji Stanisława Gawłowskiego na Twitterze.

Wpis był taki:

PiS krzyczy: Polacy nic się nie stało!! Tylko Odra martwa. Morawiecki, Moskwa, Adamczyk, Ozdoba, Gróbarczyk i inna PiSowska swołocz nie zamieciecie katastrofy ekologicznej na Odrze pod dywan. Wszystko wyjaśnimy.

No i ta „swołocz” właśnie to powód takiego wzmożenia honorowego jak wyżej. A ja sądzę, że jakby tego wpisu nie było, to znakomitym powodem byłby na przykład czyjś przekrzywiony krawat lub niewłaściwe spojrzenie w lewo. Czyjekolwiek. Po prostu: chcieli uniknąć bęcków i pokazywania ich reakcji na nie w telewizji.

A co do samej rzeki… Jest zanieczyszczana regularnie – wskazują pierwsze wyniki kontroli prowadzonych przez Wody Polskie, która to instytucja chyba zaczyna pomalutku być może rozumieć swoje zadania. Błyskawicznie wykryto setki nielegalnych wylotów ścieków – czytamy w czwartkowym wydaniu „Rzeczpospolitej”. „Inspektorzy zidentyfikowali już ponad 17 tys. urządzeń, które nie miały uregulowanego stanu formalnoprawnego lub nieznany był ich właściciel”. Zupełna niespodzianka, prawda? Być może – trzeba będzie poświęcić niejednego szwagra lub – co gorzej – towarzysza partyjnego, żeby ochronić własny odwłok…

A poza tym – skandal towarzyski, monstrualne faux-pas i w ogóle klęska moralna Platformy Obywatelskiej. Otóż córka Tuska umieściła w Sieci zdjęcie swojej sypialni; i na tym zdjęciu – imaginujcie sobie! – widać łóżko. W dodatku – nieposłane. No niemoralna fleja – komentują jakieś gigantyczne liczby oburzonych obywateli. Ale spalenie pani Katarzyny na stosie planowane jest dopiero na przyszły tydzień, zaraz po tym, jak specjalnie wezwany przez lokalne kółko różańcowe egzorcysta odczyni uroki. No bo faktycznie: baba wyra nie ściele, a w dodatku cholera wi, co w nim robiła.

Dziwny jest ten kraj. Niewykluczone, że trzeba będzie powołać do życia urząd Naczelnego Psychiatry Narodowego. Jeśli mały zły kurdupelek znowu wygra wybory, to kandydatów na tę posadę z odpowiednim wykształceniem – tj. absolwentów teologii, bo oni się nadają na wszystkie posady, a zarabiać lubią – nie zabraknie.

17 sierpnia

Stało się coś absolutnie irracjonalnego. Po szumnych komunikatach, że o 14.30 prezes PiS wygłosi ważne oświadczenie i zapowiedziach przerwania programów telewizyjnych, by to wiekopomne wydarzenie transmitować – z kilkuminutowym opóźnieniem Kaczyński pokazał się na ekranie, by … powiedzieć, że poprze kogoś całkowicie bez znaczenia, kandydującego gdzieś w Polsce na jakąś funkcję też bez znaczenia. Po czym zniknął, mlasnąwszy tradycyjne „dzienkuje”.

Obejrzawszy ten spektakl i zastanowiwszy się chwilę, doszedłem do wniosku, że możliwe są trzy w miarę logiczne wyjaśnienia tego wydarzenia.

Pierwsze: ja zwariowałem i mam omamy.

Wykluczone: wszystko u mnie działa normalnie, zgodnie z normą wiekową i wysokością emerytury.

Drugie: Kaczyński zwariował.

Tego już nie wykluczam, ale mimo wszystko uznaję za stosunkowo mało prawdopodobne.

Trzecie: lecąca już komuś na łeb szabla została w ostatniej chwili skręcona i walnęła na płask.

W myśl tej hipotezy Wuc miał faktycznie coś do powiedzenia, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie – z własnej woli, ale niekoniecznie. Może jakaś przygotowana mu przez sługusów bomba okazała się nagle zrobiona z jakiegoś gówna tak oczywistego, że odpalenie jej byłoby totalną kompromitacją. Tak wielką, że nawet dla tych idiotów nie do przełknięcia.

I to jest najpewniej prawdziwe.

A przekaz przerwał sprawozdanie z dyskusji w komisji sejmowej nad katastrofą klimatyczną w „rzece Odrze”, jak z zapałem mówią wszystkie piczki myślące, że publika będzie myślała o nieistniejącej wytwórni krajowych dżinsów, więc trzeba jej wytłumaczyć, że jednak o rzece.

I tam rząd dostał straszliwe bęcki; i, jak zawsze, pokazał miejsce, w którym ma posłów oraz opinię publiczną: większość jego geniuszy – ministrów po prostu nie przyszła Nie nazwę tego miejsca, bo słowo to za szlachetne. Splunę tylko.

16 sierpnia

Dzień po święcie Wojska Polskiego wypadnie chyba nazwać dniem zgrozy i obrzydzenia.

Dwie rzeczy z tego święta utkwią nam chyba w pamięci na długo: nazwanie przez Dudę ludzi, pomagających na granicy z Białorusią imigrantom „durniami i zdrajcami” i usunięcie z Grobu Nieznanego Żołnierza położonych tam rano wieńców opozycji i samorządu. Które wzięto i rzucono gdzieś na bok, jak śmiecie.

Chciałem napisać, że to się mi w głowie nie mieści; ale przecież byłaby to nieprawda. Po tylu latach rządzenia przez tych ludzi powinno się nam mieścić w głowach absolutnie wszystko. Widać wyraźnie: nie ma świństwa, którego ta zgraja nie zrobi; a co najmniej nie powie jednym tchem z towarzyszącym bogoojczyźnianym pieprzeniem w charakterze alibi.

Różne rzeczy w ciągu długiego życia widziałem, różnych ludzi słuchałem. Niekiedy budzili oni pogardę zmieszaną z rozbawieniem – jak ten działacz z dawnych lat, który zwrócił się do nas (byłem wówczas nastolatkiem) słowami „Młoda polska degeneracjo” i zupełnie nie mógł pojąć, za co otrzymał „burzliwe oklaski, przechodzące w owacje”, jak to wówczas pisała oficjalna prasa. Czasami mówili słowa przerażające i wywołujące strach, fakt. Często byli ludźmi marnej klasy.

Ale bardzo rzadko budzili czysty, najczystszy wstręt i obrzydzenie.

A ci – co jeden, to koszmarniejszy, sztuka w sztukę, baba w babę, chłop w chłopa. Ludzie bez moralności, bez żadnej klasy, bez elementarnego wychowania. Prymitywy i nieuki, choć czasami z tytułami doktorów i profesorów, czasami w sutannach. Motłoch nuworyszy, dorwanych do koryta.

Nie do pojęcia, że tę ludzką mierzwę wypromował w gruncie rzeczy jeden mały zły i pod każdym względem nieciekawy facet, który dwóch zdań po polsku nie umie poprawnie sformułować. Zresztą może odwrotnie: może to ta fala chamstwa i prymitywizmu wyniosła na swym grzbiecie akurat jego, a on tylko umiał wyczuć okazję i z niej skorzystać. Nieważne.

Są jak przenoszące dżumę szczury. Nie ma wyjścia, wiadomo, co należy robić w takich okolicznościach. Byle szybko. Bo dżuma nacjonalizmu, rasizmu i bigoterii to najpaskudniejsza choroba, z jaką może się zetknąć cywilizacja. Dużo groźniejsza niż byle syf czy inny covid.

15 sierpnia

Święto Wojska Polskiego. W związku z tym dużo tupania i stukania obcasami, chwalenia się „18. co do ważności bitwą w dziejach świata” itp. Czyli sytuację można w zasadzie określić zdaniem „huk duży, szkody żadne”; ale z drugiej strony: czy rzeczywiście żadne? Sporo forsy na ten hałas medialny jednak wywalono, paru ludziom w głowach zmącono, wielu zirytowano…

Opłaciło się? Dało choć jeden głos więcej?

Obawiam się, że rządzący tego rodzaju argumentów nie biorą pod uwagę. Święto dało im jeden dzień więcej na załatwianie sprawy z Odrą; ale z tym będzie ciężko, bo tu zaklęcia i slogany nie starczą. Przyzwyczajeni do entuzjastycznych ocen swoich działań ze strony mendiów państwowych, źle wykształceni, leniwi i pyszni, bez cienia kindersztuby – po prostu nie dają rady, problem ich przerasta.

Coraz więcej ludzi dostrzega, że to w znacznej mierze głupie buce.

Wczoraj jeden z tych mądrali tłumaczył na przykład, że nic dziwnego, że woda z Odry parzy: ma w sobie dużo tlenu, czyli jest to woda utleniona. Środek bardzo aktywny chemicznie, więc…

Ręce i piersi opadają, kiedy się takich bredni słucha.

A sam najprzegłówniejszy mały zły homunkulus na wszelki wypadek nie ma nic do powiedzenia. Może się boi kompromitacji, bo chyba zna poziom swojej wiedzy ogólnej i swojej „drużyny” – i nie chce ryzykować? Ale o to chodzić nie może, bo mógłby wszak kazać sobie odpowiednią mowę napisać; wychodzi zatem na to, że jest po prostu totalnie pogubiony i przestraszony. Strategia strusia: schować głowę w piasek. Czasem się uda; ale na ogół ktoś może się dobrać do wystawionego przy okazji kupra.

14 sierpnia

Bluzg. Tajfun bluzgu w związku z katastrofą ekologiczną na Odrze w prawicowych mendiach.

Ale nie, nie dotyczy ani sprawy, ani nieznanych jeszcze sprawców, ani – naturalnie – bezczynności i kompletnego pogubienia rządu. Głównym obiektem niewiarygodnie chamskiego i prostackiego ataku jest … Tusk. Jego – okazuje się – da się podpiąć do każdej sprawy; gdyby gdzieś na krańcach Polski lis zagryzł komuś kurę, to też winien byłby Tusk. Rudy Niemiec, zdrajca, zaprzaniec i pewno syfilityk.

Inny motyw tej rzeki inwektyw to rzucanie „do rozważenia” rozmaitych podejrzeń, które ewidentnie mają stać się zalążkiem jakiejś teorii spiskowej. Taka teoria potem się sama rozejdzie i paru setkom durniów zawsze zamiesza w głupim łbie, odwracając uwagę od istoty sprawy. Takiego właśnie smroda puściła jedna z pisowskich damulek udających dziennikarki, pytając „niewinnie” czy to nie jest, aby zamach terrorystyczny, co zostało natychmiast ochoczo podchwycone przez dyżurnych debili.

W sumie NARUT uważa, że jeśli nie Tusk, to na pewno Niemcy; a w ostateczności Putin. Czekam teraz na podpięcie pod katastrofę ideologii gender i walki z chrześcijaństwem. I prawie na pewno się doczekam.

Nie sądzę natomiast, bym się doczekał przyznania, że wszyscy ci lenie i nieuki, rzeczywiście odpowiedzialni za skrajne partactwo w reagowaniu na nieszczęście – to sztuka w sztukę wybrańcy rządzących. To ich crème de la crème, czysta śmietanka, elita.

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że oni posuną się do każdej podłości i użyją każdego kłamstwa, byle tylko zohydzić opozycję?

Na okładce pisemka „Sieci” tytuł „Bitwa o węgiel”. W środku pan Sasin zapewnia, że go nie zabraknie. Biorąc pod uwagę wynik wszystkich dotychczasowych bitew Sasina, najwyższa pora na panikę. Co ciekawe: wszystkie kampanie przegrane – a dowodzący „generał” nie tylko wychodzi bez szwanku, ale jeszcze awansuje. Takie cuda tylko u nas.

„Widzisz tę p*dę na zdjęciu, miej Boga w sercu”, „ciota w czystej postaci”, „frajer”, „ryj cwela i frajera, pederasta”. „Imigranci to brud. Multikulti doprowadził do upadku chrześcijaństwa i białej rasy”. „Jeżeli ty nie widzisz różnicy między Polakami a brudami i tym po co wyjeżdżają – uczciwa ciężka praca a kombinacje na socjalu – to ja Ci tego nie wytłumaczę”. Któż jest tak subtelny i wytworny w wypowiedziach?

Nie, nie żaden bandzior. Gwiazda. Uosobienie męskiego seksapilu, nocne marzenie nastolatek ze szkoły zakonnej. Ociekający testosteronem „dziennikarz” TVP, Jarosław Jakimowicz. Będzie miał o te „opinie” (oni z reguły chamstwo i wyzwiska tak określają) proces.

No i tyle cytowań na dziś. Kurdupla nie cytuję, bo nie uznał za stosowne przerwać urlop z takiej błahej okazji jak katastrofa ekologiczna i nic godnego uwagi nie powiedział. Niegodnego chyba też, bo żadne radyjo nic nie doniosło.

13 sierpnia

Ładnie się rozwija afera z zatruciem Odry. Już nawet ten z długim nosem uznał, że nie da się tego przekłamać i dwóch panów poleciało na pysk; czy zbity – to się okaże. Będę się przyglądał ich dalszym losom: jeśli to będzie jakaś rada nadzorcza albo inne stanowisko kierownicze, nie będę zdumiony. Podobno mają też pożegnać się ze stanowiskami dwaj wiceministrowie; sęk w tym, że oni od Ziobry, a tam już nie ma nowych kandydatów: wszyscy członkowie tej partii mają posady jak trzeba. A te ministerstwa „należą” do Solidarnej Polski…

„Wiadomości” TVP wreszcie odnotowały skażenie Odry i poświęciły więcej niż 55 sekund katastrofie ekologicznej na drugiej najdłuższej rzece w Polsce. Sytuacja na Odrze posłużyła jednak jako pretekst – rzecz jasna – do… ataku na Donalda Tuska i Rafała Trzaskowskiego. I gładko nawiązano do „największej katastrofy ekologicznej w Europie”, jaką była … nie, nie ta w Czernobylu, a skąd. Awaria oczyszczalni ścieków „Czajka” w Warszawie. Oczywiście.

Jeszcze wnuki tych z Kurwizji będą się wstydzić za swoich dziadków i babcie.

Jeden z najobrzydliwszych wśród obrzydliwych, Przemysław Radzik, zwany „egzekutorem” Ziobry, uderzył w sędziów apelacyjnych z Warszawy. Żąda potwierdzenia, że to oni podpisali list w obronie represjonowanych przez niego koleżanek. Opublikowanie w Internecie nazwisk mu nie starcza; chce zobaczyć własnoręczne podpisy. Bez wątpienia zdziwi się: do momentu pisania tych słów jest już podpisów 856. Raczej sporo. Wśród dżentelmenów taka sytuacja zaowocowałaby podaniem się do dymisji (a kilkadziesiąt lat wcześniej – strzeleniem sobie w łeb…). Ale to wśród dżentelmenów, a mówimy zdaje się o kimś innym.

Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej złagodziło swoje stanowisko po sprzeciwie wielu związków oraz wobec reakcji dziennikarzy. Zmienili zdanie co do strajku solidarnościowego, którego planowano zakazać i resort obecnie „jest otwarty na dalsze negocjacje”. I w ogóle sprawa będzie aktualna w przyszłym roku. Zdecydowana i solidarna postawa związków zawodowych zrobiła swoje. A ja sądziłem, że bez palenia opon się tym razem nie obejdzie. To krzepiące, że czasami jeszcze wystarczy rozdarcie mordy; i to wcale nie przesadnie brutalne. Stosujmy tę metodę konsekwentnie.

Aha: na granicy powiatów poddębickiego i łęczyckiego w województwie łódzkim znaleziono znaczną liczbę śniętych ryb w rzece Ner. Wojewoda łódzki Tobiasz Bocheński zwołał posiedzenie sztabu kryzysowego. Coś mi się widzi, że jednak „Solidarna Polska” poniesie straty personalne.

A może nawet ten nieciekawy zły pan z wielkim brzuszyskiem przerwie urlop? W końcu podobno bawi gdzieś w okolicach Szczecina a tam woda już chyba śmierdzi i kot może być niezadowolony.

12 sierpnia

Dziś właściwie jest tylko jeden temat do skomentowania; no, może dwa. Ten pierwszy to oczywiście katastrofa ekologiczna na Odrze. Wyjaśnia się tu coraz więcej, ale absolutnie nie wszystko. A sprawa coraz poważniejsza.

Wiadomo już z całą pewnością, że zatrucie rzeki wystąpiło na terenie Polski, co wyklucza zwalenie odpowiedzialności na Niemcy; a to byłby niewątpliwie jeden z głównych wątków obrony pisuarów. Nie da się też – wbrew nędznym próbom rozmaitych ćwierćinteligentów na stanowiskach – obciążyć samorządów: wszak za Odrę odpowiada instytucja o nazwie Wody Polskie, powołana właśnie po to, by samorządy osłabić. Wiadomo też, że władze miały informacje o incydencie na wiele dni przed jego upublicznieniem; i milczały, pozwoliły mieszkańcom na korzystanie z zatrutej wody.

W tej sytuacji dzisiejsze żądanie samorządowców podania się natychmiast do dymisji paru odpowiedzialnych osób wydaje się całkowicie uzasadnione; powiem więcej, to nie powinny być żadne dymisje dobrowolne, ale zwykłe dyscyplinarne wywalenie na zbitą mordę ze skierowaniem sprawy do prokuratora.

No ale to są ludzie PiS… No ale to są różne szwagry i teście różnych ważnych osób…

Zrobią co się da, by ich bronić, to jasne jak słońce. Ale my powinniśmy pilnować i sprawę upubliczniać, wszelkimi sposobami. Tego przepuścić nie wolno. Nawiasem mówiąc, mam nadzieję, że kilka zespołów dziennikarzy śledczych już dostało odpowiednie delegacje. Wszystkie uczciwe tytuły powinny podjąć ten temat i walić, ile wlezie. Czekam: nazwiska, stanowiska, powiązania rodzinne, adresy i fotografie osób odpowiedzialnych będą mile widziane. Jak Kuba Bogu. Bez litości.

Drugi temat dziś narastający to haniebny podręcznik pana Roszkowskiego do nauki osławionego „HIT-u”. Zgadzam się z wybitnym polskim kryptologiem, prof. Stefanem Dziembowskim, że przyzwoity człowiek nie poda ręki Roszkowskiemu; to indywiduum powinno boleśnie odczuć najostrzejszy ostracyzm środowiska. Przyzwoici ludzie mający cokolwiek wspólnego z Roszkowskim – na przykład zasiadający wraz z nim w jakichkolwiek gremiach naukowych – powinni natychmiast na znak protestu podać się do dymisji, tak jak uczyniła prof. Anna Landau.

Oczywiście pełen bojkot towarzyski i środowiskowy powinien też dotyczyć Czarnka, jednej z najobrzydliwszych postaci polskiej sceny politycznej.

Tego nie wolno zostawić na później: sprawa dotyczy edukacji i wychowania młodzieży, czyli materii nie tylko ogromnie ważnej, ale także ogromnie wrażliwej.

Tylko czy naszej wspólnocie starczy pomysłowości i wytrwałości?

Nasz mały wredny niechluj będzie rzecz jasna usiłował wszystko przemilczeć albo „przykryć” jakimś uderzeniem w kolejną grupę społeczną; to stały jego sposób. Tyle że tym razem będzie skrajnie trudno: sprawa Odry staje się problemem międzynarodowym a krytyki poczynań Czarnka też już się nie da zatrzymać. Co prawda w oszukiwaniu publiki wskazywaniem fałszywych wrogów i podpuszczaniem do brutalnych rozwiązań ma facet spore doświadczenie, ale tu mu się chyba nie uda.

11 sierpnia

A to Polska właśnie… Dzień jak co dzień.

Ujawnił się publicznie jakiś dziwny pan, który okazał się wiceministrem infrastruktury. Mówiąc bardzo delikatnie – nie wyglądał. A mówił… Oczy mi się robiły wielkości filiżanek. Okazuje się otóż, że zatrucie Odry (swoją drogą: naprawdę duża katastrofa ekologiczna) spowodowali państwo Dulkiewicz i Tusk. Bo tak rozbestwili samorządy, że im się nie chce dbać o przyrodę. Co jeszcze te pisowskie bęcwały wymyślą, żeby przypiąć łatkę Tuskowi? Kryzys w stosunkach amerykańsko-chińskich to też on?

Już możemy się domyślać, dlaczego Nasza Ukochana władza tak szparko i energicznie wzięła się za ratowanie ofiar katastrofy w Chorwacji. Pomijając fakt, że można było na tym zbić jakiś interes propagandowy, to jeszcze publika by miała pretensje do organizatorów. A to przecież święci ludzie… Nawet się tak po świętemu nazywają „U brata Józefa”. Tylko działało to biuro bez wpisu do rejestru organizatorów turystyki – i pewno byłyby jakieś kłopoty z odszkodowaniami. Ale sprawę ujawnił wredny mazowiecki urząd marszałkowski i oddał organom ścigania. Podpowiadam formułę załatwienia: niska szkodliwość społeczna. Wszakże to była pielgrzymka, nie wycieczka handlowa. No i nie da się katastrofą raczej obciążyć Tuska.

À propos wycieczek i wypraw. Cytacik:

Ks. dr Roman Piwowarczyk, filozof, organizator czterech konferencji z udziałem światowych ekspertów i uczestników wypraw do Arki na Ararat, autor artykułów naukowych i popularnonaukowych, a także książki „Arka Noego odnaleziona” opisującej dzieje Potopu oraz wyprawę, która dokonała odkrycia Arki Noego w paśmie górskim Ararat, szykuje kolejną wyprawę, tym razem z ekipą filmową.

Ciekawe, o żadnym takim odkryciu nie słyszałem – a tu konferencje, książka, teraz film… Ciemna masa jestem. Jak znajdą laskę Mojżesza i błonę dziewiczą matki Ewy – proszę o sygnał, nie można tak odstawać od cywilizacji.

Media prorządowe się cieszą i dziękują swoim odbiorcom. W jakimś raporcie napisano, że „Sieci” są najbardziej opiniotwórczym tygodnikiem. Z kolei wPolityce.pl widzimy w czołówce najczęściej cytowanych portali.

Sukces. Tylko nie wiemy, z jakiego powodu te media były tak licznie cytowane. Bo może ktoś napisał, że gadzinówka „Sieci” znów zełgała a portal wPolityce.pl to czyste szambo? To się wszak też liczy do statystyki…

A przy okazji: ów znamienity portal w tej statystyce ustępuje o dwa miejsca portalowi „Pudelek”, zajmującemu się – jak kto nie wie – głównie majtkami gwiazd i ich życiem płciowym. Więc – tyż piknie.

Głowy myślą. Trwają „zaawansowane analizy skutków zwiększenia liczby okręgów sejmowych z 41 do 100. Decyzje mogą zapaść w najbliższych tygodniach” – donosi czwartkowy Dziennik Gazeta Prawna. Plan zakłada, że w każdym ze 100 okręgów do zdobycia byłoby od 3 do 8 mandatów, a celem zmian jest podniesienie tzw. realnego progu wyborczego (czyli wysokości poparcia, jakie trzeba byłoby uzyskać w okręgu, by objąć mandat). PiS liczy na to, że zmiany w ordynacji zapewnią mu przewagę mandatową nad opozycją.

Nie oceniam jednak tego niebezpieczeństwa jako coś realnego. Duda już mówił kiedyś, że takie gmeranie w ordynacji mu się nie podoba, ziobryści i konfederaci też chyba rozumieją, że oto plecie się sznurek, na którym zawisną. Ale małego wyraźnie korci, żeby się jakoś zabezpieczyć.

Wczoraj napisałem, że nie dał głosu. Tak, ale się pokazał: była przecież miesięcznica. To naprawdę zdumiewająca uroczystość – z tymi setkami policjantów w dziesiątkach wozów, oddziałami konnymi, snajperami na dachach okolicznych kamienic… Czy znajdzie się ktoś, kto policzy ile ta bezczelna i całkowicie bezprawna hucpa kosztuje? I czy kiedyś wyegzekwujemy te wyrzucane w błoto pieniądze?

10 sierpnia

Pewno okażę się za chwilę niemiły i małostkowy, a także pozbawiony empatii; ale trudno – jak Marcin Luter „tak myślę i inaczej nie mogę”.

Mam otóż takie pytanie: czy Nasz Ukochany Rząd będzie wysyłał ministrów i zespoły ratowników, a potem specjalne samoloty transportowe do wszystkich ofiar wszystkich wypadków drogowych, czy też takie dobrodziejstwa są zastrzeżone dla wypadków powyżej pewnej liczby ofiar? A może cel podróży jest tu ważny i na przykład po pielgrzymów wysyłamy, a po uczestników np. jakiegoś kongresu nudystów – to już nie?

Chciałbym poznać kryteria; prywatnie zaś sądzę, że z katastrofą w Chorwacji chodzi wyłącznie o propagandę. Za którą rząd jest gotów z kieszeni podatników zapłacić każde pieniądze.

Drugi ważny temat dnia. Mamy mieć zakaz strajków solidarnościowych i ograniczenie prawa do wszczęcia sporu w pracy. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, takie zmiany chce nam zafundować i wprowadzić kaczy team na jesień. I – paradoksalnie – to jest bardzo dobra wiadomość, bo znaczy ona, że pisuarom zaczynają trząść się gacie.

Sprawa trzecia – wyjątkowo bez jakiejkolwiek żółci, wręcz przeciwnie. Otóż KOD wpadł na świetny pomysł w związku z zagrożeniem intelektualnym dla młodzieży, stworzonym przez Czarnka przez wprowadzenie do szkół przedmiotu „Historia i teraźniejszość” z jednym tylko podręcznikiem. No i uczyć się zatwierdzonego przedmiotu niestety trzeba, rodzice nie mają tu nic do gadania. Ale już w sprawie podręcznika – owszem. Stąd prośba, aby masowo wysyłać do dyrekcji szkół list treści następującej:

Uprzejmie informuję, że nie dokonam zakupu podręcznika do przedmiotu HIT wydawnictwa Biały Kruk autorstwa Wojciecha Roszkowskiego dla mojego dziecka i proszę o wzięcie tego pod uwagę przy tworzeniu wykazu podręczników na rok 2022/2023.

Bardzo popieram tę inicjatywę. Mówiąc dosadnie: gniot Roszkowskiego/Czarnka musimy udupić. Musimy.

Wracamy do lania żółci. O tym, że jako naród głupiejemy – nie trzeba przekonywać. Wyniki paru ostatnich wyborów coś mówią. Ale nie tylko one: dużo wiedzy niosą informacje o czytelnictwie, także prasy. I tak w drugim kwartale 2022 roku średnia sprzedaż „Faktu” wyniosła 140 529 egz. – pokazują dane Polskich Badań Czytelnictwa „Audyt PBC”, opracowane przez portal Wirtualnemedia.pl. Drugą lokatę z wynikiem wynoszącym 81 659 egz. zajął „Super Express”. Trzecia jest „Gazeta Wyborcza”; średnia sprzedaż wydania wyniosła 48 328 egz. Pierwszą piątkę zestawienia uzupełniają „Rzeczpospolita” (34 022 egz.) oraz „Dziennik Gazeta Prawna” (30 636 egz.).

Tabloidy przodują; to oczywiste. Ale z jakże nędznym wynikiem! Przypomnę, że w czasach słusznie minionych katowicka „Trybuna Robotnicza” tłukła MILION egzemplarzy – i nie pakowano w nią śledzi bynajmniej. A i „Gazecie Wyborczej” nie tak dawno jeszcze nakład półmilionowy nie wydawał się marzeniem…

Wiem, wiem. Telewizja, Internet. Ale jednak to, że pięć największych dzienników w sumie ma około 300 tys. egzemplarzy nakładu – to jest zgroza.

Teraz zacytuję dokładnie portal Wirtualnemedia.pl:

„Tacą grunt pod nogami”, „rodziny z dziećmi, którzy kupowali dom”, „jest to realizowane w ciężar bardzo wysokich zysków banków”, brak przecinka przed spójnikiem „a” – co najmniej tyle błędów znalazło się w krótkim, składającym się z trzech akapitów, newsletterze Kancelarii Prezesa Rady Ministrów rozesłanym w sobotę 6 sierpnia. Dwa pierwsze akapity uzasadniają wprowadzenie rządowych Wakacji Kredytowych. W ostatnim pojawia się sprawa wypadku polskiego autokaru w Chorwacji, w którym zginęło kilkanaście osób. „Chcę przekazać moje najgłębsze wyrazy współczucia dla rodzin ofiar” – tymi słowami kończy się newsletter. Pod słowami widnieje podpis Mateusza Morawieckiego.

Tyle cytat. Redakcja opatruje to jednym krótkim słowem: DRAMAT. Dodałbym jeszcze parę słów, ale kiedyś mi bardzo zakazywano ich używania jako chamskich, więc nic nie powiem.

O małym złym niechlujnym panu z Żoliborza też nic nie powiem: siedział cicho. Chyba mi brak ejakulacji jego intelektu nie przeszkadza.

9 sierpnia

Bardzo była rozbawiona i rozchachana dzisiaj pani Manowska, losując kandydatury sędziów na członków gremium, które ma zastąpić zlikwidowaną formalnie Izbę Odpowiedzialności Dyscyplinarnej. Spektakl był odrobinę żenujący, ale to już i tak bardzo dobrze: na ogół czynności urzędowe wykonywane przez Naszą Ukochaną Władzę są po prostu obrzydliwe. Z wylosowanych 33 sędziów Duda ma wybrać wedle woli 11. Też będzie cyrk, o ile się znam na ich rozumieniu komunikacji ze społeczeństwem.

79 cudzoziemców próbowało minionej doby przedostać się z Białorusi do Polski – podała we wtorek rano Straż Graniczna. Większość zatrzymanych próbowała przedostać się przez rzeki i rozlewiska rzek. Jak widać, nasz mur graniczny, zbudowany wielkim nakładem sił i kasy – niespecjalnie przeszkadza chętnym. No to ich lejemy i wyrzucamy.

Nigdy nie pojmę, dlaczego ponad 3 mln Ukraińców przyjęliśmy i polski świat się nie zawalił, a tych kilkudziesięciu – to dla państwa śmiertelne zagrożenie. Co decyduje w popapranych mózgach decydentów? Kolor skóry, wyznanie? Zaprawdę, ostro to idiotyczne i zwykłym umysłem nie do ogarnięcia.

Prawie połowa (47,4 proc.) respondentów chce, by głównym tematem wyborczych zmagań była sytuacja gospodarcza i walka z inflacją – wynika z sondażu United Surveys dla „DGP” i RMF FM. Sprawy światopoglądowe (prawa mniejszości seksualnych, dostęp do legalnej aborcji itp.), które wcześniej potrafiły ustawiać kampanie, teraz wskazało zaledwie 1,4 proc. respondentów. Nie jest to dobry prognostyk dla kaczystów. Strasznie trudno będzie ustawić sprawcę inflacji jako wroga.

Aha: raz jeszcze dość uważnie przeczytałem książkę życzeń i zażaleń małego, publikowaną przez jego służebne media. Chciałem znaleźć – nie taję – coś smakowitego, żeby państwo sylwetkę tego złego człowieka jakoś uwydatnić. Niestety, nie da się. Czyste bredzenie i insynuacje.

I są dwie możliwości: albo on jest niezbyt sprytny i nie zdaje sobie sprawy z własnego bełkotu, albo – przeciwnie – jest bardzo sprytny i myśli, że to najlepszy sposób na dotarcie do swoich wyborców; w tym drugim przypadku natychmiast narzuca się pytanie, co on o tych wyborcach myśli? Sądzę, że w wypadku prawdziwości tej drugiej ewentualności należy to odczytać jako coś bardzo niepochlebnego i obraźliwego.

Tak że państwo pisostwo: proszę sobie wybrać spośród tych prawd dowolnie. I będziecie mieli do czynienia z czymś, co w latach moich studiów na wydziale matematyki nazywaliśmy alternatywą akademika Kurcenki (nie jest jasne, kto zacz). Brzmi ona: i tak chuj, i tak chuj.

8 sierpnia

Tego rozwoju sytuacji, jaki stał się udziałem sędziego Tulei, nie przewidziałem; ale chyba nikt się nie okazał taki mądry, żeby się domyślić, że jedną ręką władza anuluje swoje durne orzeczenie – a drugą je natomiast z powrotem zastosuje. Jak to odczytać?

Moim zdaniem tylko w ten sposób, że jesteśmy oto świadkami poważnego pęknięcia w jej obozie. Podtrzymuję tezę, że szefowa Sądu Okręgowego przywracając sędziego do orzekania nie działała z własnej inicjatywy; ona najwyraźniej nie z takich. Oczywiście Schab i ten drugi też nie wyskoczyli przed szereg w ataku ostrej samodzielności. Czyli obie strony działały na jakieś polecenie. Że zaś decyzje ich są sprzeczne – to jak na dłoni widać, że coś się pochrzaniło. Ciąg dalszy będzie niewątpliwie.

Na marginesie: jaka szkoda, że w Polsce nie mamy Johna Grishama, którego kryminały sądowe czytam od lat z lubością. Co to za materiał źródłowy pcha się takiemu pisarzowi w ręce!

Co istotne: u Grishama z reguły na końcu ktoś mniej lub bardziej gwałtownie kończy karierę; a bywa, że i życie. Miałbym kilka pomysłów dla ewentualnego autora…

Druga sprawa pachnąca dziś kryminałem to sytuacja z budynkiem, zwanym „Szpiegowo”, w którym niegdyś mieszkali zatrudnieni w Polsce obywatele ZSRR, a potem Rosji. Budynek ten opustoszał, podupadł i został Rosjanom z niejaką awanturą odebrany – z myślą o ulokowaniu tam uchodźców ukraińskich. No i teraz okazuje się, że to niegdyś okazałe i całkiem dobrze wyglądające ogromne gmaszysko zostało w swoim czasie przez mieszkańców tak zdewastowane, że jego remont może się okazać nieopłacalny: taniej będzie wyburzyć.

No i jak myślicie, jaki stąd wniosek płynie? Że może warto zrobić jeszcze jedną komisję albo zorganizować przetarg? Jakiś konkurs może?

Nic z tych rzeczy, przynajmniej dla prawicząt. Wniosek z sytuacji jest ich zdaniem taki, że oto mamy dowód na nadużycia … Trzaskowskiego, który „z pewnością” już się za ciężką łapówę dogadał z kim trzeba i sprzeda bezcenny plac jakimś zaprzyjaźnionym deweloperom…

Ale właściwie nic w tym zaskakującego. To przecież proste przeniesienie na przeciwnika własnych norm i zasad postępowania. Oni by przecież takiej okazji do zrobienia jakiejś lewizny nie przepuścili.

Różne gremia pisuarowych p.o. intelektualistów usiłują dokonać egzegezy ostatnich wynurzeń swojego szefa, tego złego malca na K. Jego „dość tego dobrego” jest szeroko komentowane, na ogół – z żywym uznaniem.

Jest w otoczeniu Wodza taki grubasek, nazywa się Sobolewski i ostatnio jest tam jednym z ważniejszych. Ten to pan wypuścił z siebie tekst taki oto: będzie „ząb za ząb, ale jeśli KE będzie sobie dalej tak pogrywać” to „postawimy ogień zaporowy”.

No i cud się stał pewnego razu: nie muszę się wysilać na objaśnianie tej wypowiedzi, bo wystarczy zacytować coś, co doradził na portalu b-ci Kremlowskich jakiś anonimowy komentator (pewno już tego nie widać, ale cholera ich wie): salwę grochówką. Rzeczywiście, po grochówce ogień zaporowy powinien być siarczysty. Więcej bez polexitu będzie trudno zrobić.

A swoją drogą, to wszystko razem staje się już dość nudne. Oni są beznadziejnie tępi i nienaprawialni. Żeby nie byli w sumie tak szkodliwi, to po prostu nie wypadłoby tym dziwnym stworkom poświęcać żadnej uwagi.

7 sierpnia

Niby nic się nie dzieje. Miły letni dzień…

Błąd. Oto dowiaduję się, że zawieszony bezprawnie od blisko dwóch lat sędzia Tuleya został nagle przywrócony do pracy. Sensacja.

O co chodzi?

Albo nowa prezes sądu, która sędziego „odwiesiła” ma na tyle oleju w głowie, że pojęła nielegalność dotychczasowego stanu i przestraszyła się odpowiedzialności, albo jej to nakazano. Po co? Pewno po to, by mieć argument w rozmowach z Unią. Nominaci Ziobry – a taką jest pani prezes – rzadko robią coś samodzielnie i na ogół bardziej boją się szefa niż jakichś tam kodeksów, więc stawiam na to drugie.

Rzecz zaś ma jeszcze ciekawe okoliczności towarzyszące. Otóż o sprawie jako pierwszy poinformował… portal TVP.Info w sobotę 6 sierpnia wieczorem. Portal miał szczegółowe informacje, mimo że w sobotę sąd nie pracuje. Taka ciekawostka przyrodnicza. Czyli jednak to jakiś szykowany starannie myk. Tylko – jak zwykle u pisuarów – cokolwiek spartaczony w wykonaniu.

Na wszelki wypadek nie należy wierzyć w żadne informacje podawane przez rządowe mendia. To strategia bezpieczna, chroniąca przed pomyłkami. To tak na marginesie.

Poza tym – po raz pierwszy chyba zgadzam się z mieszkańcem pewnego pałacu na Krakowskim Przedmieściu, choć zapewne pod tymi samymi słowami rozumiemy obaj coś cokolwiek innego. Rzekł on był „Radio Maryja i wspólnota skupiona wokół stacji to fenomen duchowy, medialny i społeczny”. Jak ocenił, bez stacji nie sposób wyobrazić sobie polskiego życia publicznego.

No faktycznie, fenomen. Zgoda też, że dzisiejszą sytuację bez tego fenomenu trudno pojąć. Tak samo, jak trudno zrozumieć, że można w coś wdepnąć, jeśli to nie leży na drodze.

Przypomina mi się stary kawał fizyków o teorii względności: jeśli wetknę komuś nos w dupę, to obaj mamy nos w dupie. Tylko dla każdego z nas znaczy to cokolwiek innego a śmierdzi tylko jednemu.

Mały zły człowiek – a raczej jego mundroty – są nam serwowane przez media wiadomych braci nadal w kawałkach. W trzecim odcinku mówi on o krytyce polskich pseudorozwiązań sporu prawnego z Unią: „Powiedziałem w połowie lipca to samo: »No, koniec tego dobrego«. I to podtrzymuję. Wykazaliśmy maksimum dobrej woli, poszliśmy na duże kompromisy”. I dalej grozi: „… nie mamy powodów wykonywać swoich zobowiązań wobec Unii Europejskiej. To były jednak umowy i uzgodnienia działające w obie strony. Przy czym nie chodzi tu o niepłacenie składki członkowskiej, ale o inne działania i przedsięwzięcia”. I złowrogo wyjaśnia „O szczegółach przyjdzie czas mówić”.

Więc wyślemy do Brukseli „Grom”, czy raczej rozstrzelamy ich śmiechem, wysyłając z jakiejś okazji z przemówieniem pana Suskiego?

Moja babcia, o której PT. Czytelnicy już wiedzą, że buźkę miała raczej niewyparzoną, mawiała w takich okazjach „Nie strasz, nie strasz”. I czasami kończyła tę mądrą lokucję. Panu K. wybrzmiałaby owa lokucja do samiutkiego końca – bez wątpliwości.

6 sierpnia

Pierwsza sprawa dziś to oczywiście katastrofa w Chorwacji polskiego autokaru, wiozącego pielgrzymów. Wypadek potężny: co najmniej 13 trupów, koło 40 rannych. Poważne podejrzenie, że kierowca po nocnej jeździe mógł być po prostu zmęczony i zasnąć. Niewątpliwy dramat. Ale … czy naprawdę trzeba robić z tego „wydanie specjalne” i kilkadziesiąt razy powtórzyć w różnych wersjach tę samą pięciowierszową wiadomość?

Mam poważną wątpliwość warsztatową. Obawiam się, że jest to syndrom WTC; wtedy wydanie specjalne było absolutnie na miejscu i – powiedzmy sobie prawdę – zbudowało pewne kariery dziennikarskie. Teraz kolejne ekipy chcą tamten sukces powielić przy każdej okazji. Jednakże „znaj proporcje, mocium panie”. Można do wydarzenia kilkakrotnie wracać, ale nie ciurkiem w kółko Macieju to samo przez godzinę!

A już wysyłanie z tej okazji na miejsce wypadku kilku ministrów, to horrendum. Przecież ci ludzie będą tam tylko przeszkadzać i w niczym nie pomogą nikomu.

Druga sprawa. Polski „system ludowej sprawiedliwości” (dokładniej zaś: sitwę Ziobry) czeka bez wątpienia następny poważny kłopot. Kolejni neosędziowie zostaną poddani testowi na niezależność zupełnie nie tak, jak sobie to chłopcy wymarzyli. Nie zauważyli, że modyfikacja stosownej ustawy dokonana pod marką Dudy (która miała tylko upudrować brak jakichkolwiek zmian) stwarza jednak duże możliwości działań od rządzących niezależnych. Jeden neosędzia już zaliczył w związku z tym „tango down”; w kolejce mamy teraz dwójkę, w tym osławionego i wyjątkowo wrednego pana Schaba. Stosowne rozstrzygnięcie planuje Sąd Najwyższy na wrzesień i raczej nie ma wątpliwości, jakie ono będzie. Nie ma też wątpliwości, że absolutnie każdy proces z udziałem neosędziów spowoduje teraz identyczny kłopot; może to być rozprawa o przysłowiową pietruszkę, a natychmiast zostanie zgłoszone żądanie testu niezależności: adwokaci uczą się szybko i nie będą mieli cienia litości.

I bardzo dobrze.

Przy okazji: zwracam uwagę, że neosędzia, który raz nie przejdzie testu niezależności w dowolnej sprawie – może w zasadzie szukać innej pracy: jako sędzia jest skończony. Na miejscu tych ludzi już teraz pomyślałbym o przyszłości i dobrowolnej zmianie zawodu: przecież sztuka po sztuce zostaną na zimno wyłuskani i odstrzeleni. I nikt ich nie „ułaskawi”, bo nie ma takiej procedury.

Coś mi się zdaje, że ktoś tu wdepnął w niezłe gówno.

Trzecia rzecz. Ponieważ jestem stary złośliwy zgred, więc uradowałem się maksymalnie taką oto informacją, która dziś grzeje Sieć swoją sytuacyjną urodą. Otóż w mieście Olkusz żona lokalnego aktora zleciła detektywowi śledzenie swojego męża, gdyż podejrzewała, że ów mąż ją zdradza. Potwierdziło się. Ale rywalką okazał się … starosta. Płci całkiem męskiej w sensie budowy anatomicznej. I do tego miejsca w gruncie rzeczy nie ma nic specjalnie zabawnego: de gustibus – jak wiadomo – i tak dalej. Zabawne jest dopiero to, że ów starosta, to ceniony działacz przenajświętszej i przecnotliwej oraz absolutnie seksualnie wzorcowej partii PiS.

Jak ja lubię, jak się kolejny hipokryta nadziewa na własny narząd…

W sprawie małego złego na koniec – jak zwykle. Media braci Kremlowskich opublikowały kolejny fragment wywiadu, jakiego udzielił on tygodnikowi „Sieci” (swoją drogą – wywiad w odcinkach to dość nowy chyba gatunek dziennikarski). Zeznał on otóż, że „jedna część Polski 1 sierpnia śpiewała na pl. Piłsudskiego powstańcze piosenki”, a druga „nuciła sobie straszliwe słowa: ‘gdyby była wojna, nie oddałabym ci, Polsko, ani kropli krwi’, wysyła bojówki, urządza prowokacje, organizuje wielkie kampanie kłamstwa przez swoje media”.

Ale to nie koniec, najlepsze dopiero będzie.

„Coraz bardziej to wszystko przypomina mi 1989 rok” – podsumowuje mały i spytany, na czym dokładniej polega owo podobieństwo powiada „w kampanii 1989 r. też wysyłano przeciw nam esbecję”.

Czy to znaczy, że pana prezesa łotoszą służby pana Kamińskiego, czy raczej tę sensacyjną wypowiedź należy rozumieć tak, że aktualny premier nazywa się Tusk?

Najprawdopodobniej znaczy to jednak coś banalnego: że w pewnym wieku niektórym ludziom w mózgu zajączki uprawiają seks. Miejmy nadzieję, że nie homo.

5 sierpnia

1. Jednak uważam, że Hiszpanie schrzanili intronizacje pana L. w tej Barcelonie. Król Hiszpanii powinien złożyć piłkarzowi hołd, klękając przed nim. 500 nagich dziewic powinno odtańczyć taniec brzucha. Pułk pancerny armii hiszpańskiej powinien przed nim przedefilować. 101 salw armatnich z 200 dział powinno rozedrzeć powietrze. Biskup Barcelony powinien wszystko pobłogosławić, a następnie odśpiewać solo „We are the champions”. To bym rozumiał. A tak – nędza była i w gruncie rzeczy obraza dla Największego Z Polaków W Historii.

2. Frasyniuk uznany za winnego obrazy żołnierzy, ale skazany „w zawiasach”. Panna Krycha odpluła się z tej okazji ile wlezie. Ziobro nazwało oskarżonego śmieciem. Normala. Typowy pisdyzm.

3. Mimo wydania raportu końcowego z prac podkomisji smoleńskiej (czy ktoś go widział?), grupa kierowana przez Antoniego Macierewicza wciąż nie zakończyła działalności. Od 11 kwietnia do 11 lipca na swoje wydatki przeznaczyła nawet 541 tys. złotych. Informacje uzyskał senator Krzysztof Brejza, który po sądowej batalii uzyskał dostęp do rachunków komisji. I co? I dżówno.

4. Zmieni się maturalny arkusz egzaminacyjny z matematyki. Nie pojawią się na nim zadania, za których rozwiązanie przyznawano 5 lub 6 pkt. To znaczy nie będzie się wymagać nawet pozorów myślenia; w końcu – konsekwentnie: na grzyba myślenie w Wolsce? Paciorek, rączki na kołderkę i być grzecznym.

5. Radny PiS z Sosnowca złożył zeznania w procesie, który wytoczyła jego klubowej koleżance przewodnicząca rady miasta. – Gdy zobaczyłem panią przewodniczącą, jak częstowała ciastem, to uznałem, że zamierza dokonać coming outu – powiedział, gdy sąd zapytał go o to, czy ma wiedzę na temat orientacji seksualnej oskarżycielki, którą zidentyfikował jako elgiebetówę. Jeden pan mi powiedział, że jak ktoś puści wyjątkowo smrodliwego bąka w towarzystwie, to jest to z pewnością pisowiec.

6. Sejm miał w piątek odrzucić weto Senatu i przyjąć nowelizację prawa karnego, która zaostrza kary za liczne przestępstwa i wprowadza m.in. bezwzględne dożywocie. Głosowanie spadło z porządku obrad tuż po rozpoczęciu posiedzenia Sejmu. Taką decyzję podjęła madame Elżbieta Reasumpcja Witek. Nie było bowiem pewne, że tym razem pisuarom pomoże nawet wielokrotne ponawianie głosowania; a oni wszak nie ryzykują.

7. Ten zły mały na K. jedzie na urlop. „Będzie trochę pieszych wędrówek i trochę pływania po wodzie” – powiedział jeden z jego zaufanych. Spacery po wodzie i lewitacja nie są przewidziane. Na razie.

4 sierpnia

„Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz) uznał, że nowa Izba Odpowiedzialności Zawodowej, która powstanie w Sądzie Najwyższym na miejsce zlikwidowanej Izby Dyscyplinarnej, nie ma prawa zająć się sprawą częstochowskiego sędziego Adama Synakiewicza, jeśli na trzy dni wcześniej nie poinformuje tak jego, jak trybunału w Strasburgu o wyznaczeniu rozprawy” – pisze Onet.pl. Wynika stąd, że ETPCz podchodzi do „nowej” Izby z – nazwijmy to tak – mocno ograniczonym zaufaniem. Rządowe cwaniaczki będą zapewne chciały wsadzić tam swoich zaufanych, którzy przedłużą różne sankcje nałożone na niepokornych sędziów; tak to było pomyślane. A tu kicha. Jak w składzie orzekającym pojawi się jakiś wadliwie powołany neo-sędzia – to w świetle przytoczonego orzeczenia będzie dość czasu, by takim machlojom zapobiec.

Ulubiona metoda pisuarów, czyli „na rympał i z zaskoczenia” właśnie poszła w tym wypadku na drzewo.

A teraz splunę w lewo. Maja Staśko, najsłynniejsza rzekomo polska aktywistka na rzecz praw kobiet oraz „głos polskiej lewicy” (zwana także przez niektórych ze względu na niebanalną urodę inkarnacją Nadieżdy Krupskiej) zadebiutuje … w MMA, czyli legalnym laniu się po ryju, kopaniu w krocze i podobnych temu pieszczotach. Zobaczymy ją (kto nie zwymiotuje i zachowa przytomność) na „gali” 17 września w Arenie Gliwice.

Co ciekawe, owa Staśko w swoim debiucie zmierzy się z „Najlepszą Polską Dziennikarką”, czyli niejaką Moniką Laskowską. Za cholerę nie wiem, kto zacz, ale Internet podpowiada, że znana ona jest „powszechnie” m.in. z serialu „M jak Miłość” czy też serii wywiadów na YouTube – najpierw dla TV Reklama, a obecnie na własnym kanale.

To, co napisałem powyżej, to nieznacznie tylko okraszona moimi złośliwościami autentyczna informacja z Sieci; i to wcale nie z jakiejś niszowej witrynki, prowadzonej przez jednego szurniętego maniaka. „Głos polskiej lewicy”. „Aktywistka”. „Najlepsza Polska Dziennikarka”, rozumiecie.

Tak nawiasem mówiąc, zaczynam rozumieć pozycję lewicy w sondażach opinii publicznej.

A skoro już jesteśmy przy żurnalistach. W TVP podobno pokazano jako „ekspertkę od psychoterapii”, czy jakoś tak, panią, która zasłynęła najpierw jako tzw. blogerka modowa (czyli autorka esejów o kiecach i majtkach) i „influencerka” (co mnie się kojarzy jednak głównie z grypą…), ale potem się przekwalifikowała i teraz leczy ludzi będących w trudnej sytuacji grą na bębenku. Podobno występował tam także jakiś jasnowidz.

No więc jednak naprawdę chyba pora umierać. Dom wariatów się rozrasta; rzekłbym – wręcz eksploduje. Co stwierdza wasz Stary Dziaders.

W tej sytuacji rzeczywiście ten zły mały facet może uchodzić w pewnych kręgach za intelektualistę i wizjonera.

3 sierpnia

Podrzuca mi przyjaciel informację: zrobiono w Rosji sondaż i okazało się, że jedna trzecia Rosjan uważa, że to Słońce krąży wokół Ziemi, zaś co piąty sądzi, że pierwsi ludzie żyli w tym samym okresie, co dinozaury.

Czy GMO powoduje raka? Z sondażu wynika, że uważa tak 44 proc. Rosjan, przeciwnego zdania jest 35 proc., a 21 proc. nie potrafi wyrazić opinii. Na pytanie, czy żywność GMO może pokonać głód na Ziemi większość (55 proc.) pytanych odpowiedziała przecząco, 32 proc. – twierdząco, a 13 proc. miało trudności z odpowiedzią.

Bardzo ciekawe. Ale … Może byśmy zrobili taki sondaż w Naszym Ukochanym Kraju? Z rozbiciem na dwie populacje: zwolenników i przeciwników PiS. Mam swoją hipotezę co do wyników. Czy muszę mówić – jaką?

W ogóle robiłbym taki sondaż co roku. I od wyników uzależniał premię dla ministra oświaty…

Ostatnio czepiają się ludziska (ja też: nie lubię takich wiecznie niedogolonych, od których tryska testosteron) niejakiego Obajtka, który coś tam ma zamiar podpisać – czy już to uczynił – z pewnym dżentelmenem mającym wydany na siebie Europejski Nakaz Aresztowania. No, ale w Gdańsku odprawiono mszę za fuzję Orlenu z Lotosem, więc pan Obajtek może być chyba spokojny. Tym bardziej że przemawiał z tej okazji do wiernych w kościele, i to nie byle jakim: w bazylice św. Brygidy w Gdańsku; a to już prawie jak wyświęcenie przecież. W razie czego – myk w komżę i jakoś to będzie.

Teraz nieco poważniej będzie. Rządzący fundują nam takie mnóstwo afer i zwykłych głupot, że powinno to wystarczyć na kilka upadków każdego średnio skorumpowanego rządu. A tu – niemal nic. Coś tam „drgnęło w rajstopach”, jak mawiali niegdyś ludowi ekonomiści, ale ogólnie to kicha. Tusk, Hołownia, Czarzasty stają na głowach – i kicha.

Ale chyba widzę światełko w tunelu. Zapaliły je dwie dzielne sędziwe kobiety, nieżyjąca już pani „Paulinka” i – zwłaszcza – „Pączek”, czyli Wanda Stawska, żołnierz Powstania; i to nie byle jaki, tylko taki, który – gdyby hołdował temu zwyczajowi – mógłby na kolbie swojego pistoletu naciąć parę karbów za osobiście odstrzelonych nazistów.

„Paulinka” uzyskała przed śmiercią za swoje cierpienia przyznane przez sąd spore odszkodowanie; no i Ziobro się wkurzyło, że za dużo; być może dlatego, że pani „Paulinka” – łagodnie mówiąc – nie była jego fanką i dawała temu wyraz.

No i wychodzi mi na to, że z tego pozornie mało istotnego powodu Ziobro będzie miało duże nieprzyjemności; a i nie tylko ono. Bo wściekła się „Pączek” i zagroziła, że wezwie do działania całą istniejącą jeszcze na świecie społeczność kombatancką.

Powie ktoś: starzy, słabi, schorowani ludzie. Tak. Ale już w życiu pokazali, co potrafią. Sądzę, że mogą jeszcze nielicho narozrabiać. Co najmniej obudzić śpiącą dotychczas część opinii publicznej. Co najmniej. Albo coś wykopać w ogródku…

Jeżeli mały zły ma chociaż kroplę oleju w czerepie, to spacyfikuje Ziobrę natychmiast. Jeśli tego nie zrobi, to i jego już też nie ma. Amen.

2 sierpnia

Emocje wczorajszego dnia pomału opadają. Dziś dowiadujemy się jedynie paru nowych faktów, związanych z tematem. Oto na przykład jeden z naszych ulubionych działaczy, Bąkiewicz, powiedział był – okazuje się – we wczorajszym wystąpieniu, że Polacy wcale nie walczyli z nazistami. Tacy jak on – chyba rzeczywiście nie; ale czy on naprawdę chciał się do tego tak publicznie przyznać?

Może jednak pojął, że zapędził się o jeden most za daleko, skoro tak mu się język w pewnym momencie poplątał, że na dłuższą chwilę zaniemówił. A może tylko i on chciał się podlizać temu prezesowi, któremu słowo „sztokholmski” nie chciało przejść przez gardło…

Przejrzałem prawicze media. Jedno uderza we wszystkich: przeoczyli doniosłe wystąpienie pani Wandy Stawskiej. Nie ma relacji, nie było pewno w ogóle pani Wandy. W każdym razie TVP Info i media Kremlowskie oślepły i ogłuchły. Ale za to mamy tam obfite i pochlebne omówienia wystąpienia pana premiera. Nie powiem, też godnego uwagi: po wysłuchaniu wielkiej przemowy pani Stawskiej powiedzieć coś takiego, jak Morawiecki – imponujące. Jak kiedyś mawiał jedne z moich źle wychowanych przyjaciół: z taką odwagą, to boso po polu minowym zapierdalać, a nie pchać się do przemawiania.

Ale wziął i się wepchnął. Jakoś tak głupio wyrywać mikrofon, ale pewno nadejdzie taki moment, że ktoś nie wytrzyma.

Z innych ciekawostek przyrodniczych: niejaki Krasnodębski, podobno profesor i to niemiecki, onże europoseł, wydzielił z siebie otworem gębowym myśl taką: czas przeciąć te negocjacje i powiedzieć, że rezygnujemy ze środków na KPO.

Jasne: wyjścia w kwestii tej forsy z Unii są dwa. Właśnie zrezygnować albo się zastosować: przywrócić praworządność i niezależność sądów od polityki. No ale to drugie nie wchodzi w rachubę, bo przecież wtedy pisuary przegrają 9 na każde 10 procesów i madame Reasumpcja będzie sobie mogła reasumować ewentualnie spuszczanie wody w sejmowej toalecie. Suweren na to pójść nie może.

Druga ciekawostka: prezes węgierskiego koncernu MOL nie pojawi się w Polsce na uroczystym podpisaniu umowy z PKN Orlen. Powód? Wirtualna Polska potwierdziła, że Zsolt Hernádi wciąż jest … ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania.

Ale przecież Orlen powiedział, że jest w ogóle niewinny i jak ta lelija. A w końcu Orlen to u nas w kwestiach spornych prawie jak Trybunał Konstytucyjny. W gruncie rzeczy między panem Obajtkiem a panią Julią P. różnica jest funkcjonalnie tylko taka, że Obajtek gorzej robi sznycel po wiedeńsku. Natomiast zgaduje życzenia tego małego złego z równym talentem.

Co zaś tyczy tego ostatniego, to wczorajszy przekaz z uroczystości obchodów rocznicy Powstania był dla niego wybitnie życzliwy. Gdybym ja realizował to sprawozdanie, to w trakcie przemówienia pani Stawskiej mieliby państwo ekran podzielony na połówki i na tej drugiej połowie cały czas zbliżenie prezesowej buzi z dojazdem do detalu. Musiał to być zaiste widok piękny i sprawiedliwie byłoby go oglądać.

1 sierpnia

Bardzo jest trudno coś napisać – zwłaszcza prześmiewczego i szyderczego – w taki dzień jak dziś. Zbyt wiele emocji wchodzi w rachubę; rozmaitych.

Od dwóch dni przemówienia, sygnały trąbek, wysyp sztandarów i flag… Hałas.

A to dla mnie nie jest żadne święto do tupania i wrzasku. To dzień żałoby. Zgadzam się z tymi nielicznymi, którzy chcieliby obchodzić go w ciszy i skupieniu.

Dlatego w tym dniu szczególnie mnie rażą spozowane wręcz do autoparodii teatralne okrzyki, dramatyczne pauzy i zadumane toczenia wzrokiem w wykonaniu mieszkańca Pałacu na Krakowskim Przedmieściu. Są tak oczywiście nieszczere i tak oczywiście źle zagrane przez aktora bez krzty talentu, że po prostu żenują.

Towarzyszą temu różne wypowiedzi innych ludzi, którzy nie chcą pojąć, że najlepszą strategią w ich sytuacji życiowej i przy ich biografiach byłoby – zwłaszcza w takim dniu – siedzieć cicho. Bo jak coś powiedzą, to słuchaczowi słabo się niekiedy robi.

Ot, pani Julia Przyłębska raczy nas taką złotą myślą: „Powstanie warszawskie to wielkie cywilizacyjne zwycięstwo dobra nad złem”. Powtórzę: wielkie cywilizacyjne zwycięstwo dobra nad złem. Zwycięstwo. Dobra nad złem. Wielkie w dodatku. I cywilizacyjne.

Kobieto!!!

Z kolei pan Gliński rzecze: „Bez Powstania Warszawskiego nie byłoby wolnej Polski, pewnie nie byłoby tego pięknego poranka w wolnej Warszawie, w demokratycznym wolnym kraju. Nie byłoby bowiem „Solidarności” i nie byłoby zmian w Europie Środkowo-Wschodniej”. Czyli, o ile chwytam logikę pana wicepremiera, gdyby tych 300 000 poległych przeżyło, to by do powstania „Solidarności” nie dopuścili?

Skądinąd ciekawa myśl.

To samo mniej więcej powiedział pan Morawiecki w innym miejscu stolicy. Mają tego samego ghost writera? To bym go zwolnił. Tylko czekałem, jak powiedzą, że „Pastę” zdobywał Lech Kaczyński; byłby komplet.

Pan Mularczyk – z tej samej paki – też myśli, co samo w sobie jest pewnym ewenementem, gdy o nich wszystkich chodzi. Myśli mianowicie, co prawicowe media wybijają w tytule, że „są bardzo duże szanse na reparacje od Niemiec”. Daje nam w tym smutnym dniu cień nadziei… Przynajmniej tak się mu wydaje, ale moim zdaniem on tylko mówi to, co chce słyszeć ten…

A pan Bąkiewicz w patriotycznym uniesieniu puszcza swoje gazy.

O panu Kaczyńskim Jarosławie dziś lepiej ani słowa.

Print Friendly, PDF & Email
 

5 komentarzy

  1. slawek 03.08.2022 Odpowiedz
  2. AnGor 06.08.2022 Odpowiedz
  3. slawek 07.08.2022 Odpowiedz
  4. Mr E 22.08.2022 Odpowiedz
  5. Mr E 01.09.2022 Odpowiedz

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo