20.08.2022
1.
No i znów normalnego wydania D.O. nie będzie. Będzie za to za jakiś czas kilka filmów.

À propos: D.O. pracował z dwójką fantastycznych młodych ludzi, którzy nie tylko robili świetną robotę, ale wykazali się nadzwyczajną kondycją i wytrzymałością. Podejrzewam, że są kosmitami.
Robienie filmów dokumentalnych to wyczerpująca praca. Chyba, że się jest w BBC, ma się tyle czasu, tyle współpracowników i tyle środków, ile trzeba. Mniejsze media robią to trochę chałupniczo. Ale jeśli się przyłożą, połączą talenty i szwunk do roboty, to mogą wyjść cudeńka.
D.O. liczy, że z naszej pracy wyjdzie takie właśnie cudeńko.

2.
Robota wymagała złażenia i zjeżdżenia obszernych połaci Rzymu. Robiliśmy to z tłumem turystów z całego świata, wśród chmar hulajnóg, elektrycznych rowerów na minuty i melexów. Tak, melexów, tych z Mielca: wyparły z ulic Rzymu niemal całą konkurencję. Można z kierowcą, można samemu, ale samemu tylko po określonych trasach, głównie po wielkim parku Villa Borghese i okolicach, zamkniętych dla normalnego ruchu ulicznego.

Turyści mówili różnymi językami, byli różnych kolorów, byli bardzo różnie ubrani, od burek do strojów, które ten fanatyczny wielbiciel burek Roszkowski, uznałby za prowadzące ludzkość do upadku.
I przy całej tej różnorodności, było parę rzeczy takich samych dla wszystkich. By długo nie gadać: na tych melexach, siedzący z przodu rodzice byli w ekstazie. Siedzące z tyłu dzieci, a zwłaszcza nastolatki, miały na twarzach wypisane śmiertelne znudzenie i irytację. Zwłaszcza, gdy rodzice zabraniali im gapić się w smarfony.

Widzisz, to, co wiesz.
A one NIE WIEDZĄ NIC! I w związku z tym nic nie widzą.
Nieszczęśnicy.
3.
Jest noc. Od ziewania D.O. lecą łzy po policzkach. Zaraz rzuci się do łóżka i spróbuje wyspać. A na ekranie mimochodem włączonego telewizora powtórka z mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce. D.O. kiedyś to uwielbiał. Miał w nosie futbol, ma w nosie żużel, ale uwielbiał tych herosów i te boginie.
I do dzisiaj sprawia mu żywą przyjemność popatrzeć na jakiś bieg, skok czy rzut.
Ale to jednak zawsze wyzwala w końcu złość i irytację: w Polsce, w wiadomościach, mówią tylko o Polakach. Tak, jakby inni nie istnieli. Lepsi, gorsi, nie ma znaczenia: ważne, że nie są Polakami, więc zasługują na niebyt.
A idźcie wy wszyscy, drodzy Koledzy dziennikarze sportowi, na drzewo, gdzie wasze miejsce!
4.

Hasta mañana, P.T. Czytelnicy!
W tłumaczeniu: A domani!

Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

Ten Szwunk, bym raczej widział jako Schwung (rozmach). Wszak nie ? Cześ ! AG
U nas w klubie mówiło się też, że rzut należy wykonać z „gwizdem”. co oznaczało pełne uruchomienie energii od pierwszego momentu. Bo inaczej przeciwnik miał szansę skontrować.
w moim tłumaczeniu też Bukra! albo Baczer! ( w zależności od dialektu)
Mogę tylko jak zwykle, serdecznym uśmiechem skomentować pana cudowne felietony. Ukłony. Proszę o więcej:)