Bogdan Miś: Upusty żółci (wrzesień)91 min czytania

01.09.2022

Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.

Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.

30.09.2022

1. Trzeba przyznać – „oni” mają nerwy ze stali. Od tylu miesięcy publikowane są maile Dworczyka i dopiero teraz go szurnęli. A może to nie nerwy ze stali, tylko mózgi z kartofla uważały, że sprawa przyschnie? Otóż nie przyschła i rozwinęła się znakomicie. Pozostawanie druha na posadzie okazało się wizerunkowo bardzo kosztowne. Więc chwilowo jednego mniej; chwilowo – bo swoim przecież krzywdy nie będziemy robili…

Warto przypomnieć parę szczegółów z kartoteki druha. W maju 2019 portal Oko.press ujawnił, że 12 razy (!) nie podał on w swoich oświadczeniach majątkowych – składanych jako poseł, minister i samorządowiec – że posiada warte 18 tys. zł udziały w spółce „Rodzice dla Szkoły”. Spółka ma finansowo wspierać szkoły prowadzone konserwatywną organizację katolicką Opus Dei, gdzie uczą się jego dzieci. Później portal ustalił też, że w 2012 r., choć Dworczyk miał taki obowiązek jako samorządowiec, nie wykazał w oświadczeniu majątkowym przychodu ze sprzedaży posiadanego przez siebie domu pod Warszawą, ani udziałów, jakie posiadał w innej działce i domu. Przypomnijmy: gdy Sławomir Nowak z PO nie wykazał w oświadczeniu majątkowym zegarka wartego ponad 10 tys. zł, PiS systematycznie go za to atakowano. Do dziś jest to dla pisuarów argument, że Nowak to zbrodzień. Trudno o lepszy przykład przywiązania kaczystów do powiedzenia „co wolno wojewodzie…”.

Naturalnie, wojewoda (co najmniej) to każdy z nich. Paniskami nam latoś obrodziło…

Na marginesie pozwolę sobie na uwagę zapewne dla wielu Czytelników mocno kontrowersyjną. Otóż w młodości byłem wielkim zwolennikiem harcerstwa. Uważałem, że wtedy nieźle wychowywało swoich członków. Dziś, po latach, myślę, że to już kompletny anachronizm pedagogiczny. Paramilitarna – choćby częściowo – i silnie hierarchiczna organizacja jest w XXI stuleciu obiektem muzealnym. A ta, w której działał Dworczyk, czyli ściśle związany z katolicyzmem ZHR, jest już dla mnie całkowicie nie do przyjęcia od samego początku jej istnienia.

2. Na twitterowym profilu Radosława Sikorskiego nie ma już wpisu, w którym sugerował on, że za uszkodzeniem Nord Streamu mogą stać USA. I bardzo słusznie, bo wygłupił się z tym pomysłem maksymalnie. Świadczy o tym choćby to, że historia obiegła cały świat i – niestety – bardzo się przydała ruskim. Tego wpisu po prostu nigdy nie powinno być, bo albo jest fałszywy, albo idiotyczny. Ale robienie i mówienie głupot przez gościa, który poważnie niegdyś chciał burzyć warszawski Pałac Kultury i Nauki nie zaskakuje. Jedyne, co mnie w tym kontekście dziwi, to jego związek z mądrą dziennikarką, która go intelektualnie przerasta o kilka klas. Ale … de gustibus i tak dalej.

3. Bankiera Czarneckiego zdrowo walnęli. 20 baniek kary piechotą nie chodzi. A było posłuchać przyjaciół Glapy, zamiast ich nagrywać i pakować do mamra i żyłoby się spokojnie. Musi pan tak naiwnie wierzyć w zwycięstwo praworządności, panie – przepraszam za familiarność – Leszku? Nie zna pan psuaru, czy co?

4. W związku z odejściem na boczny tor Mikkego podobno nie mogą się w Konfederacji dogadać kto ma być teraz kim i nie wykluczone, że się rozlecą. Zapalę świeczkę na parapecie na tę intencję. Ta paka jest u mnie na drabinie obrzydliwości zaraz po pisuarach.

5. Mały podobno na czwartkowym spędzie, o którym pewien nieoceniony perukarz powiedział, że były na nim tylko „wino i śpiewy” nieźle towarzycho opipształ. Zauważył znane przyrodzie zjawisko, że tłusty kot ma dupę ciężką i pogonił swoją kociarnię do roboty.

Skądinąd pamiętam wezwania po skończonym kolejnym plenum „a teraz, towarzysze, w teren, do roboty!”; nic przeto dla mnie nowego. Skutek też będzie podobny tych wezwań, bo od osiągnięcia pewnego poziomu tłuszczu odwłok jest już w zasadzie nieruchliwy całkowicie. W sumie wygląda na to jednak, że z tym spędem to huk był wielki a szkody nieduże. W każdym razie ławka kandydatów na stanowiska okazała się króciutka…

29.09.2022

1. Czas leci obrzydliwie szybko. Mam w oczach korytarz na IX piętrze Pałacu Kultury; mieścił się tam niegdyś Wydział Matematyki UW. We wczesnych latach sześćdziesiątych prowadziłem tam zajęcia – i trzeba przyznać, że wśród moich studentów co najmniej kilkoro zasługuje na miano oryginałów. Jeden nawet zrobił pewną karierę polityczną poza Polską; być może, opowiem kiedyś o nim, bo historyjka jest smakowita.

Ale pewien był super-oryginałem.

Długi, chudy i kościsty facet z charakterystyczną wadą wymowy: w trakcie mówienia przyspieszał i momentami trudno go było zrozumieć. Jego poglądy na gospodarkę i politykę były tak zabawne, że na ogół uznawaliśmy je za dowcip. Zakładał żartobliwy „zakon geldystów”, którego znakiem rozpoznawczym był kreślony ręką w powietrzu symbol dolara… Był inteligentny, ale do matematyki raczej średnio uzdolniony; nic dziwnego, że dość szybko sam uznał, że to nie jego miejsce i nikt nie płakał z tego powodu. Zajął się wtedy zawodowo grą w brydża; i w tym był dobry. Nawet bardzo dobry. A potem jakoś zniknął na pewien czas z horyzontu.

Niestety, odnalazł się w ćwierć wieku później.

Dziś ukończył lat 80 i rezygnuje z przywództwa swojej partii. Jeden z najbardziej szkodliwych polityków „odrodzonej RP”, którego popularności wśród młodzieży nie pojmę do końca dni swoich. Janusz Korwin-Mikke. Zacytuję tylko jego ostatnią wypowiedź: „demokracja to najgłupszy ustrój świata i w niej rządzą idioci”…

2. Centralny Port Komunikacyjny będzie lotniskiem, które w razie potrzeby będzie można wykorzystać w celach militarnych – wskazał w radiowej Jedynce główny macher od tego przedsięwzięcia, Marcin Horała.

Podsunę kolejny argument: w razie potrzeby można będzie z niego też zrobić kosmodrom. A najlepiej dużą ślizgawkę, to ostatnie uda się na pewno.

3. Minister rozwoju Waldemar Buda (jeden z olśniewających intelektualnie pisuarów) był gościem Radia ZET. Wymulił się o kasie z Unii. – Dzisiaj trwa bardziej analiza czy robić to po wyborach, czy przed, ale sytuacja włoska pokazała, że blokowanie tych pieniędzy nam ułatwi wygranie wyborów – wyznał.

Czytaj: rząd może celowo wstrzymać walkę o miliardy, bo to pomoże PiS w wygranej w wyborach. Będziemy obciążali opozycję o blokowanie, po ewentualnej wygranej w wyborach myk – i okaże się, jacy jesteśmy dobrzy. Polityka. Z Koziej Wólki, ale zawsze.

4. Druh Dworczyk prawie na pewno leci na zieloną trawkę. Nadepnął na odcisk Błaszczakowi i Kamińskiemu, jeśli chodzi o bezpieczeństwo – mówi ktoś z obozu władzy.

Afera mailowa niby jest skutecznie przemilczana, ale swoje robi. A ostatnio umoczył tyłek jeszcze inną historią. Chodzi o wysypiska śmieci na Dolnym Śląsku. Jak wynika z reportażu TVN Dworczyk i niejaki K. Kubów mieli dążyć do zablokowania kontroli na składowisku. Oskarżeni zarzucają oczywiście stacji kłamstwo, ale mały już tego ponoć nie zdzierżył. Z tym że druh po karencji ma zostać europosłem. Nikt zasłużony krzywdy mieć nie będzie.

5. A mały ma kolejny problem. Kukiz podobno wytrzeźwiał i się zbiesił: ponieważ nie ma sędziów pokoju, więc on i jego poplecznicy już nie będą głosowali razem z PiS-em. Podobno dla samej zasady zagłosują już od teraz przeciw.

Nie ma wyjścia, trzeba będzie muzykanta wprowadzić w odpowiedni stan. Ciekawe tylko, czy mały da radę? A swoją drogą takie zawody – ty kielicha, ja kielicha – w wykonaniu obu panów chętnie bym poobserwował. „Polsat” by zrobił imprezę telewizyjną „pay-per-view” i pewno by się dało na tym zarobić. Hę?

28.09.2022

Nie chce mi się szeregować dzisiaj odnotowanych wydarzeń wedle wagi, więc popluję trochę na rzeczywistość wedle kolejności, w jakiej do mnie docierały informacje.

Pierwsza. Awantura na sesji Sejmiku Województwa Małopolskiego, której przewodniczył ojciec prezydenta. Gdy poseł PO Aleksander Miszalski chciał odnieść się do jego wypowiedzi bagatelizujących problem smogu i zgonów z powodu zanieczyszczenia powietrza, wrzasnął: — Jest pan bezczelny, chamski i demagogiczny i… odebrał Miszalskiemu głos. Na próbę dyskusji ze strony posła odparł: — To jest moja decyzja, bo ja prowadzę rozmowę.

Książę Duda. Władca, co nie? Ale to wydarzenie mówi raczej tylko jak wyniesiony nadmiernie plebejusz wyobraża sobie zachowanie księcia.

Opisana historia nasuwa mi pomysł, który pisuarom powinien przypaść do gustu. Otóż należy wreszcie te cholerne tytuły szlacheckie przywrócić oficjalnie. I tak o posadach decyduje pokrewieństwo, więc w ten sposób odrodzi się po prostu tradycję.

A oto inny przykład, pierwszy z brzegu: w Ministerstwie Aktywów Państwowych ekspertem był przez jakiś czas Mateusz Kuźmiuk (rocznik 1992), syn europosła Zbigniewa Kuźmiuka. Niedawno zdobył dyplom MBA, który uprawnia go do zasiadania w radach nadzorczych spółek skarbu państwa. A to mniej więcej tak, jakby został hrabią, prawda? Ktoś ma wątpliwości, że młody człowiek będzie (przynajmniej do wyborów) miał się jak pączek w maśle? To po co się szczypać z tymi studiami, przywróćmy przywileje rodowe, będzie gites.

Odradzanie tradycji, cd. Przed laty w PRL absolutną zmorą ludzi przedsiębiorczych był tzw. domiar. Jak ktoś zakapował, że komuś drugiemu żyje się podejrzanie dobrze – po prostu mu ten dobrobyt zabierano, to się właśnie nazywało domiarem. No i teraz pan Sasin proponuje nam 50-procentowy podatek od tzw. nadzwyczajnych zysków. Zapłacą wszystkie duże firmy w Polsce, które skorzystały na zawirowaniach w światowej gospodarce i których tegoroczne marże są wyższe od średniej z lat 2018-19 oraz 2021 (rok 2020 ze względu na pandemiczny charakter ma nie być brany pod uwagę). Wszystkie firmy, zarówno państwowe, jak i prywatne z kraju i zagranicy, które nie mieszczą się w definicji mikro-, małego lub średniego przedsiębiorcy (zatrudniają co najmniej 250 osób i osiągają roczne obroty w wysokości powyżej 50 mln euro lub posiadają aktywa o wartości powyżej 43 mln euro). Wpływy do budżetu mają sięgać 13,5 mld zł.

Oburzają się strasznie na to porównanie z domiarem, bo przecież oni nie wymagają żadnego donosu. Po prostu skasują jak leci. Przy okazji: czy ktoś ma wątpliwości, że ogromnie wzrośnie u nas liczba firm, zatrudniających dokładnie 249 osób?

Miodzio. Wczytajcie się w ten kawał zaczerpniętej z Twittera cieszącej literatury:

Ja niżej podpisany Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki, wycofuję się ze swoich słów, które padły 13 czerwca 2020 roku na antenie TVP Info oraz 3 sierpnia 2020 roku na antenie Radia Maryja, pozostając jednocześnie przy swoich poglądach. Moją intencją nie było urażenie kogokolwiek, w tym także osób ze społeczności LGBT+, w szczególności Pana prof. Jakuba Urbanika. Uznaję, że sposób sformułowania wypowiedzi spowodował, że Pan prof. Jakub Urbanik odebrał je osobiście, co nie było moją intencją, za co Pana prof. Jakuba Urbanika bardzo przepraszam.

A za co mianowicie zgrzytając zębami Czarnek przeprasza? Chodzi o wypowiedź z czerwca 2020 r. w TVP Info, w której ta kreatura, mówiąc o mniejszościach seksualnych, powiedziała: „skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy wreszcie z tą dyskusją”. Ale nie tylko o to: przedmiotem procesu była także wypowiedź troglodyty dla Radia Maryja z sierpnia 2020 r. Przypomnijmy ją:

Nie ma wątpliwości, że cała ta ideologia LGBT, wyrastająca z neomarksizmu, pochodzi z tego samego korzenia co niemiecki narodowy socjalizm hitlerowski, który jest odpowiedzialny za wszelkie zło II wojny światowej, zniszczenie Warszawy i zamordowanie powstańców. Korzeń jest ten sam.

Ku mojemu zachwytowi małemu złemu też się wreszcie dostało. Mało, bardzo mało, ale zawsze coś. Otóż sejmowa Komisja Etyki wrąbała mu naganę (nic więcej nie mogła)za to, że w trakcie spotkania z mieszkańcami i działaczami PiS we Włocławku 25 czerwca przekonywał, że trzeba doprowadzić do tego, „żeby powróciła prawda”. Cytuję ten bełkot:

Oczywiście, ktoś się może z nami nie zgadzać: ma lewicowe poglądy, uważa, że każdy z nas może w pewnym momencie powiedzieć, że do tej pory… do godziny – teraz jest wpół do szóstej – byłem mężczyzną, a teraz jestem kobietą. No przecież lewica uważa, że tak powinno być, i należy tego przestrzegać: mój szef w pracy, moja koleżanka, mój kolega powinni się do mnie zwracać już tym razem w formie żeńskiej – mówił i brnął dalej: „Można mieć takie poglądy. Dziwne co prawda – ja bym to badał – ale można”.

27.09.2022

Były szef Biura Ochrony Rządu gen. Marian Janicki wygrał sprawę w sądzie dotyczącą emerytury. Świadczenie zostało mu obniżone na podstawie tzw. ustawy dezubekizacyjnej. O rozstrzygnięciu sądu informuje „Rzeczpospolita”.

Pomału wygrają wszyscy. Ta ustawa o odpowiedzialności zbiorowej była czymś haniebnym.

Gen. Marian Janicki przez pięć lat walczył z MSWiA o niesłuszne obniżenie mu emerytury do 2 tys. zł brutto na podstawie ustawy dezubekizacyjnej. Świadczenie w wysokości ponad 12 tys. zł zostało mu już przywrócone, ale bez odsetek. Oczywiście, odsetki też dostanie.

Nie byłoby źle, gdyby autorzy tej ustawy musieli z własnych majątków zapłacić wszystkie bezprawnie zabrane ludziom kwoty. A tak – to my wszyscy robimy zrzutkę na łajdactwo.

Duda (ten z Pałacu, nie ten od popłuczyn po „Pannie S”) odniósł się do słów europejskich przywódców i opozycji, którzy komentują wyniki wyborów we Włoszech. Ile trzeba mieć w sobie poczucia wyższości, buty, arogancji i pogardy, żeby powiedzieć: Źle wybrali? – zapytał prezydent.

Raczej, panie D., tak: ile trzeba mieć w sobie niczym nieuzasadnionego poczucia wyższości, buty, arogancji i pogardy, żeby powiedzieć to, co pan powiedział? Uwentualnie wymienione cechy można zastąpić zwykłą głupotą i brakiem charakteru.

Zły człowiek znowu błysnął intelektem. O wydarzeniach w latach 90. na Bałkanach powiedział „ta wojna była taka, że tu chwilę postrzelali, tam tańczyli”. Szczególnie wesołe zabawy zorganizowano przy okazji bombardowania Dubrownika, a już masakra w Srebrenicy – to był taki ubaw, że boki zrywać…

Wiele lat temu było modne w języku młodzieżowym takie pytanie „kto to skrobał?”, gdy młodzi napotykali jakiegoś wyjątkowo wrednego i niespecjalnie lotnego osobnika. Teraz się chyba już tak nie mówi, ale ja dość często je sobie ostatnio powtarzam, gdy któregoś z Nich widzę lub słyszę.

26.09.2022

Dziś nie będę specjalnie tłumaczył dlaczego mnie to wszystko wkurza ani popisywał się złośliwościami. Niech mówią fakty:

ONET: Agencja R4S, której partnerem był eksrzecznik Prawa i Sprawiedliwości Adam Hofman, pracowała dla węgierskiego koncernu MOL przy przejmowaniu majątku polskiego Lotosu — ustalił Onet. Firma zawarła z MOL tajną umowę na przekonanie rządu PiS do tej transakcji. Doniesienia komentował w „Onet Opinie” były wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński. — To są szczegóły dla prokuratury i służb specjalnych. Dziennikarze ujawnili niepokojące fakty — stwierdził.

Poczytajcie. To bardzo delikatna opinia.

ONET: W Świątyni Opatrzności Bożej na warszawskim Wilanowie powstanie Mauzoleum Prezydentów RP na Uchodźstwie. – Tam będą groby – prawdziwe bądź symboliczne – naszych prezydentów – zapowiedział Jan Dziedziczak, pełnomocnik rządu ds. Polonii i Polaków za granicą, podczas konferencji na Zamku Królewskim w Warszawie.

Jednak mój komentarz: nieboszczyk to ulubiona zabawka tej zgrai. Pewno dlatego, że nie może się odciąć, nie zgodzić, ani w ogóle cokolwiek powiedzieć.

WPROST.pl: W Rudzie Śląskiej, uznawanej za Polskę w pigułce, w walce opozycji z opozycją wygrał Michał Pierończyk. Jak to zwycięstwo przełoży się na polityczne układy i stosunki w skali kraju? Pierończyka od początku wspierały rudzkie struktury Nowoczesnej i PO wraz z jej kilkoma śląskimi posłami. Za Mejerem stanął Ruch Samorządowy „Tak! Dla Polski”, Polska 2050 Szymona Hołowni i część śląskiej PO. Stąd można mówić o walce bratobójczej.

Panu Hołowni powinno to coś mówić. Ale czy powie?

RMF FM: „TSUE jest od tego, by zmusić Komisję do przestrzegania prawa europejskiego. Nad tym pracują nasi prawnicy. Jeśli okaże się, że wnioski do trybunału będą miały rację bytu, to będziemy je składać” – powiedział w rozmowie z RFM FM wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz. Jednocześnie polityk zapewnił, że jeśli Prawo i Sprawiedliwość wygra kolejne wybory, to Polska i tak otrzyma pieniądze z KPO.

Dumał, dumał i wydumał. Podsunę jeszcze jeden pomysł: modlitwa do św. Dyzmy. Wikipedia: Święty Dyzma jest patronem więźniów, skazańców, kapelanów więziennych, umierających, pokutujących i nawróconych grzeszników oraz – co wyjątkowo tu pasuje – skruszonych złodziei. Stanowi wzór doskonałego żalu za grzechy.

Prognoza o małym złym. Rzepa: Z najnowszego sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że partie opozycyjne w sumie mogą liczyć na 52 proc. głosów. Wyniki badania komentował w „Onet Rano.” wicemarszałek Sejmu z PSL Piotr Zgorzelski. — Jeżeli Kaczyński obejrzał ten sondaż, to wie, że pozostaje mu już tylko ostra polaryzacja. Będzie ostra jazda — stwierdził.

Ano będzie. Mały zły człowiek ma to, jak w banku. Ale po kaczkach spływa podobnie jak po gęsi.

25.09.2022

Z reguły nie zajmuję się w tym miejscu sprawami międzynarodowymi, ale ta informacja jest tak sensacyjna, że muszę tę regułę złamać. Otóż – podaje Salon24 – „już wczoraj w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się plotki i spekulacje, że chiński prezydent Xi Jinping został obalony w wyniku zamachu stanu. Miało do tego dojść, gdy przywódca Chin przebywał w Samarkandzie podczas szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy, który rozpoczął się 14 września. Według niezweryfikowanych wpisów na Twitterze chiński prezydent opuścił Samarkandę przed oficjalną ceremonią zamknięcia, by po wylądowaniu w Pekinie 16 września zostać umieszczonym w areszcie domowym”.

Na Twitterze sporo sprzecznych wiadomości: jakoby lotnisko w Pekinie odwołało 6 tys. lotów międzynarodowych i krajowych, a sprzedaż biletów kolejowych została wstrzymana, są też opisy pojazdów chińskiej armii poruszających się w kierunku Pekinu 22 września. „Niektóre wpisy na Twitterze wyświetlały zdjęcia z aplikacji radarów lotniczych, które pokazywały zerową aktywność samolotów nad Pekinem, podczas gdy inne kontrargumentowały to zdjęciami z radarów aplikacji, które pokazywały normalną aktywność lotniczą”.

Do tego dwóch chińskich ministrów posłano do piachu pod pozorem korupcji, ale to byli podobno przeciwnicy Xi.

Informacja sensacyjna (choć mocno jednak niepewna) wskazuje, że w Chinach zapewne coś się dzieje. Co to ma jednak wspólnego z moją żółcią? A no to mianowicie, że w bieżącej sytuacji zarówno w Polsce, jak i na świecie, każde zawirowanie w dowolnym ważnym miejscu globu jest wysoce niepożądane. Choćby dlatego, że odwraca uwagę od tego, co już się dzieje. A moje zasoby irytacji też nie są nieograniczone.

Wracamy do naszego kurnika.

PO główny kogut, czyli wuc, nie szczędził w Nysie – gdzie go cholera zaniosła – ciepłych słów pod adresem Czarnka. „To, że minister edukacji jest atakowany, to nie jest przypadek. Walczy, by polskiej oświacie przywrócić charakter służby narodowi. Jej zadaniem jest kształcenie nowoczesnych polskich patriotów i ludzi, którzy nie dadzą się ogłupić. Dzisiaj w świecie jest ofensywa głupoty i szaleństwa” – wymlaskał swoim obrzydliwym starczym głosikiem. Wedle niego dzieje się „wielka ofensywa ideologiczna, która ma zupełnie zmienić charakter człowieka” i „w jakiejś mierze odrzucić bagaż kultury, który został zgromadzony w ciągu ostatnich tysiącleci”. Zaś „to, co jest fundamentem, skałą, to chrześcijaństwo. To prawda, którą musi przyjąć każdy człowiek roztropny” – deklarował mały, dziękując jeszcze raz Czarnkowi.

Ze swej strony mogę tylko oświadczyć, że również z roztropnością nie mam i nie chce mieć nic wspólnego.

Dlaczego napisałem „również”? Oto jedna z moich ulubionych historyjek. Zaraz po wojnie do zatrudnienia w służbie państwowej trzeba było mieć zaświadczenie o moralności. Moja mama dostała taki dokument, w którym jakiś lokalny urzędnik stwierdzał, że „Obywatelka Misiowa Stanisława nic wspólnego z moralnością nie ma”.

I tak nam już rodzinnie zostało. A teraz doszła roztropność.

Nasz ulubieniec w swoich wymlaskach nie tylko chwalił Czarnka. Powiedział coś takiego, że mi oczy na wierzch wyszły i na pewien czas zawisły na szypułkach. Mianowicie oświadczył bez cienia uśmiechu, że nie zna wielu ludzi inteligentniejszych od siebie.

Po chwili oszołomienia tą enuncjacją doszedłem jednak do wniosku, że to może być prawda. Sam w końcu świadomie dobiera sobie współpracowników (tych zna na pewno), a ci inteligentniejsi od niego nie muszą pragnąć tej znajomości. Z moich przyjaciół zdaje się nikt nie zna go osobiście i nie łka wieczorami z tego powodu.

24.09.2022

Idą ploty, że po spięciu Morawiecki – Sasin ten pierwszy już znudził się małemu i ma pójść w odstawkę. Jakby co, bidy nie będzie miał: uruchomienie posiadanych dóbr zapewni mu bytowanie w luksusie wraz z rodziną do końca dni. No chyba, żeby coś prokurator…

Podobno następca ma się wywodzić z pary Witek – Błaszczak. Nie podnieca mnie specjalnie jak się będzie wabić kolejna tuba prezesa, więc zostawiam ten temat.

À propos. Jak „oni” (szeroko pojmując to pojęcie) radzą sobie w życiu?

Niechaj mówi samo życie. Oto dwa przykłady.

Pierwszy. Konrad Kaczmarczyk, brat byłego wiceministra rolnictwa Norberta Kaczmarczyka, jeździł na spotkania z rolnikami i przekonywał, że reprezentuje jeden z zespołów parlamentarnych. Z informacji Onetu wynika, że nie miał do tego prawa, co potwierdza Kancelaria Sejmu. Ale co go włościanie uszanowali, to jego.

Drugi. W konkursie na opracowanie platformy o nazwie Multimedialna Edukacja Młodzieży najwięcej punktów uzyskała Fundacja Wspierania Historii Kinematografii Polskiej. Jej prezesem jest Piotr Mikołajczak, muzyk i producent związany z telewizją rządową oraz wspólnik Jana Marii Tomaszewskiego – kuzyna prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Zatrzymajmy się na tym na chwilę, bo to kolejna ejakulacja intelektualna Czarnka. Otóż zauważył on był, że polska młodzież ulega miazmatom, sączonym przez różne YouTuby czy Tik-Toki i postanowił stanąć w szranki ideowe, przy okazji dając zarobić komu trzeba. Wyprodukuje się więc kilkaset króciutkich filmików patriotycznych i pobożnych, zbuduje i uruchomi platformę streamingową i tą metodą młode dusze będą nasze. Bo przecież tak się zachwycą, że im jakiś (pisowski oczywiście) „influencer” coś zarekomenduje, że natychmiast przestaną się masturbować, pójdą do spowiedzi, a potem zaczną się uczyć, strzelać Na wszystko to Czarnek wysupłał 29 baniek i szafa gra, szwagier zarabia. Zwłaszcza jak to szwagier albo chociaż pociotek tego, co wiecie.

Zaprawdę powiadam wam – prawe to jest i sprawiedliwe.

Zmiana tematu. Profesor Matczak zarabia u mnie kolejnego plusa ujemnego. Pierwszy dotyczył jego niedawnego zachwytu dla zapieprzu osiemnaście godzin na dobę, żeby się tylko dorobić – co wydało mi się lekko anachronicznym spojrzeniem na cywilizację – dziś zaś kręcę nosem na opinię pana profesora w sprawie uniewinnienia Dody za jej „obrazę uczuć religijnych” Polaków przez okazanie lekceważenia Biblii. Bo profesor dostrzega, że wielbienie Pisma, rozumiecie, tkwi głęboko w naszej tradycji kulturowej i ktoś wierzący może to zrozumieć jako obrazę jakiejś prababci. Czego oczywiście nie należy utożsamiać z bluźnierstwem, zapewne. Pan profesor łaskawie uważa też, że karać za to wprawdzie nie należy, ale sama rzecz jest naganna.

A niby czemu? Jeśli ktoś miał niemądrego i niewykształconego przodka, no to miał; powiedzenie o tym ani to ujma, ani obraza. Jak się sięgnie dostatecznie głęboko w genealogię, to każdemu znajdziemy analfabetę, czyż nie? A nawet takiego, który ogryzał kości z mięsa. I co z tego?

A stwierdzenie, że jakiś starożytny pasterz kózek „był napruty winem” tworząc – nie przeczę, ważny – artefakt kultury, też nikogo nie ma prawa „boleśnie dotknąć”. Ileż ważnych dzieł kultury i nauki powstało „pod wpływem”. Że zatem prorok – a może nawet święty – napił się czegoś poza wodą i skutki tego da się określić jako nachlanie? I znów: co z tego?

Przyznaję, że jakiś czas temu byłem wielkim fanem Matczaka. Wydawał mi się człowiekiem racjonalnym, pewnie stąpającym po ziemi. Gdyby kandydował na jakieś ważne stanowisko, miałby moje poparcie. Dziś powiem tak: z pewnością nadal wolę go od pani Julii. Ale co do reszty, to jeszcze pomyślę.

Wuc beknął w Oleśnicy: „Polski patriota, który zaszedł bardzo wysoko, służy Polsce, a nie innemu państwu na zachód od naszych granic”. Waszu tionkuju aluzju poniał, towariszcz predsiedatiel. Ale weź pan wymyśl coś innego, bo już mdli od tego refrenu.

23.09.2022

Niespodziewanie ogłoszony został przez p. Dudę ogólnopolski konkurs o tytuł Człowieka Przyzwoitego. Tytuły te otrzymają automatycznie ci z dotychczasowych kawalerów Orderu Orła Białego nadanych przez obecnego prezydenta, którzy w ciągu najbliższych siedmiu dni odeślą swoje odznaczenia p. Dudzie i poinformują o tym opinię publiczną. Jest to jedyna możliwa reakcja na wręczenie dziś OOB Antoniemu Macierewiczowi.

Warto zresztą rozważyć zwrot wszystkich odznaczeń nadanych przez tego pana. Będzie to mile widziane.

Pozostali kawalerowie ryzykują tym, że nie poda się im ręki. Tak, żadnemu z nich.

Pan Gowin był niezmiernie łaskaw oświadczyć, że „nie wyobraża sobie siebie na listach wyborczych PO”.

Proponuję, by partie polityczne, które wyobrażają sobie pana Gowina na swoich listach lub listach ewentualnych bloków, w których zamierzają uczestniczyć, były łaskawe wyraźnie to z góry powiedzieć. To będzie bardzo duże ułatwienie dla głosujących: nie będą musieli na listach poszukiwać nazwiska „znanego konserwatywnego katolickiego polityka z Krakowa”, żeby taką listę wyrzucić do śmieci.

Pan Janusz Namiętne Usta Kowalski nam się rozwija politycznie w wielkim stylu. Zapewne planuje bycie ozdobą salonów żoliborskich. Był łaskaw – odnosząc się do słów przewodniczącej Komisji Europejskiej, która powiedziała, że nie Polsce nie mogą zostać wypłacone pieniądze – napisać na Twitterze: „Przyjdzie czas, gdy za każde przekroczenie uprawnień, za każdy szantaż i za każde ukradzione Polsce euro odpowie. Politycznie i karnie”. I tak się niewątpliwie stanie zaraz po tym, jak tylko ugrupowanie p. Kowalskiego obejmie władzę dyktatorską w Europie. W przeciwnym wypadku uszczerbki umysłowe autora tej cennej lokucji będą stanowiły dla niego okoliczność łagodzącą; właśnie po raz kolejny je uwidocznił.

Dominikanin Paweł M., twórca i przywódca głośnej sekty, wielokrotny gwałciciel swoich wyznawczyń, sadysta i erotoman, po długim procesie został skazany (w pierwszej instancji) na zaskakująco niską karę czterech lat mamra. To już wprawdzie coś, że sukienkowego w ogóle targają po sądach, ale mało. Podobno niektóre czyny się zboczeńcowi przedawniły, ale wątpliwości zostały. Może jednak sądowi wystarczyła świadomość, że osadzeni w więzieniach raczej za tego rodzaju nowymi kolegami nie przepadają? W sprzyjających warunkach jakiś miesiąc powinien wystarczyć, by zakonnik przestał grzeszyć ostatecznie.

Mały zły konsekwentnie pojawił się na uroczystości wywinięcia orła z Antonim M. Zdaje się, że nawet miał wyczyszczone buty. Niewątpliwie coś nam tym sposobem powiedział; nic nowego zresztą: że stanie na uszach, by podtrzymać wiarę w bajdę o zamachu smoleńskim. Choćby jednak w tej trudnej pozycji pozostał, nic z tego nie będzie. Ta „narracja” (uwielbiam to słowo) jest już skompromitowana do spodu i niebawem jej wiernych wyznawców da się łatwo zgromadzić w jednym tylko pawilonie znanego podwarszawskiego szpitala w Tworkach. Tego dla tzw. bujnych.

22.09.2022

Czwartek jest podobno ważny. „Kierownictwo” się zebrało na Nowogrodzkiej: mają nadzwyczajną pilną naradę ścisłej czołówki pisuaru. Ciekawe – w czym rzecz? Takie wiadomości zawsze wypłyną, ale nagłość jest trochę niepokojąca. Biorąc pod uwagę liczbę głupot zrobionych przez nich na zimno i po głębokim namyśle, dodanie do tego braku refleksji może dać skutki piorunujące. Na razie jednak nic nie wycieka.

Wobec tego przechodzimy do rozważań o wydarzeniach pewnych lub przynajmniej silnie prawdopodobnych.

Najpierw informacja o wydarzeniu pozytywnym, które oczywiście spowodowało wybuch wściekłości kaczoidów. Otóż Sąd Okręgowy w Bydgoszczy prawomocnie przywrócił sędziego Pawła Juszczyszyna do orzekania. Jest to kolejne jednobrzmiące orzeczenie w tej sprawie. W maju podobną decyzję wydała Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, która uchyliła własną uchwałę o jego zawieszeniu. Sąd odrzucił apelację Sądu Rejonowego w Olsztynie oraz Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Wschód. Wczorajsze orzeczenie oznacza, że sędzia Juszczyszyn wygrał sprawę ostatecznie.

Tylko że wyrok wyrokiem a sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Pan Maciej Nawacki, formalny szef Juszczyszyna, nie może dopuścić do takiej hańby. Będzie kasacja do Sądu Najwyższego. Czy pan N. po kolejnej przegranej strzeli sobie wreszcie w łeb?

Wątpię. Cyrk jedzie dalej.

Wyjaśnia się chyba pomału afera z Kurskim. Otóż podobno zwolnił on z pracy kogoś z tzw. terenu, kto akurat był protegowanym pani Gross, szarej eminencji na Nowogrodzkiej. Ta szybciutko doniosła Jareczkowi, że Kurski powiedział rzecz straszliwą i całkowicie w PiS niedopuszczalną: że dopóki on będzie szefem na Woronicza, decyzji swojej nie zmieni i nikt go do tego nie może zmusić ani odwołać, nawet sam Jarosław Kaczyński.

To zaś brzmi mniej więcej tak, jakby powiedział, że sam Pan Bóg może mu naskoczyć na warkocz. Dekapitacja w tej sytuacji była nie do uniknięcia. Dobrze, że to nie był stos i oskórowanie.

Skoro już jesteśmy przy małym ważniaku. Rzekł on był w sprawie węgla co następuje: „Jedna prośba: nie niepokójcie się. Jeśli ktoś potrzebuje trzy tony, to niech kupi półtora, a potem kolejne półtora. Węgla do końca sezonu grzewczego, mogę to powiedzieć z całym przekonaniem, wystarczy”.

Przeczytajcie to jeszcze raz, uważnie. To (ten?) „półtora” to coś niebywale charakterystycznego. Tak mówi z reguły ktoś, kto albo pochodzi z rodziny zapijaczonych analfabetów, albo chodził do bardzo złej szkoły, albo wreszcie jest tumanem i tępakiem. Pierwsze dwie ewentualności – o ile wiem – odpadają.

Dalej w tym samym kręgu. Niespodziewanie muszę się z małym zgodzić. Tak jest, jak on mówi, dokładnie. Przynajmniej dotyczy to takiego – też z wczoraj – sformułowania: „Mamy w Polsce niebywałą wręcz ofensywę kłamstwa”.

No nie sposób się z panem prezesem nie zgodzić. Jest jak mówi i nie liczyłbym na to, że sytuacja ulegnie zmianie po wrzuceniu Kurskiego do zasobnika na mielonkę. Taki smuteczek na ostatni dzień lata.

21.09.2022

Powraca na wokandę lament nad wymieraniem Narodu Polskiego. Przez dziesięć lat ubyło nas około 0,5 mln, powiada GUS. Co to będzie, co to będzie!

A z drugiej strony jest nas jednak około 41 mln, około 3 mln więcej, bo przyjechali Ukraińcy. Ale to dla rodaka z Górki Dolnej co innego. Co prawda niespecjalnie go interesuje, kto faktycznie pracuje na jego emeryturę, ale zawsze – bozia nie ta, kluski jakieś inne… I co, piwo mam pić z jakimś ciapatym?

Z rzadka się już ruszam po mieście, ale widuję wyraźnie więcej ludzi z niekoniecznie białą cerą; w mojej klatce schodowej mieszka na przykład od pewnego czasu przesympatyczna para młodych inteligentów: on czarny jak smoła, wybitny lekarz zresztą, naukowiec. Naprzeciwko jacyś Kurdowie z fajnymi, dobrze wychowanymi dzieciakami, zawsze uśmiechniętymi i witającymi sąsiadów czystą polszczyzną…

Tak. „Rdzennych” Polaków jest coraz mniej. Rośnie nam bowiem wykształcenie nawet mimo różnych Czarnków – a jak rośnie wykształcenie, to spada przyrost naturalny. Prawidłowość, choć niektórzy łkają, że się babom poprzewracało we łbach i chcą karier zamiast dzieci i prania mężowych gaci. Z drugiej strony coraz większej liczbie osób przestaje także się podobać pisuar, więc wyjeżdżają… Jest ruch.

Przybywają przecież inni. Innego koloru skóry, innej wiary – fakt.

Szybko się uczą języka, dostosowują się do miejscowych zwyczajów, uzyskują obywatelstwo, nasycają kulturą. Stają się pełnoprawnymi Polakami oni sami, a już z pewnością będą takimi ich dzieci; ale tuman uważa, że to groźne (choć z drugiej strony emigrację do takiej Anglii czy Niemiec uważa za całkowicie w porządku i wścieka się, gdy „rodaka” spotka tam jakaś dyskryminacja).

Co więcej: zawsze tak było, choć może nie było to zjawisko tak dostrzegalne i na taką skalę. Ale wtedy nie było takich zabawek jak wielkie samoloty pasażerskie i globalna łączność…

A w dodatku owa tak opłakiwana „rdzenność”, tak wielbiona „polska krew” to pojęcia zupełnie puste z naukowego punktu widzenia. Nic te terminy nie znaczą, dokładnie nic.

Przy okazji: kto chce, może sobie dziś zrobić za nieduże pieniądze badania genetyczne. Założę się, że jak zobaczy wyniki i swoje genetyczne drzewo genealogiczne, to padnie. I niekoniecznie mu się to spodoba. Tyle że nie ma po co robić takich badań – chyba , że kogoś to bawi – bo wszyscy jesteśmy mieszańcami. Co ma za znaczenie – kogo z kim?

Tyle że Bąkiewicz, Międlar, Braun, Jędraszewski i różne takie… A także ich główny protektor; wiecie, o kim myślę.

No tak. Ale co się robi z zadrą w dupie?

Zdaje się, że w tej sprawie zaczęliśmy się wczoraj ciut dogadywać.

20.09.2022

No to po spędzie opozycji. Już widzę oznaki niezadowolenia lub rozczarowania. Moim zdaniem – niesłuszne.

Wykonany został chyba dość zręczny myk: pod pozorem rozmów o bezpieczeństwie gadano też o czym innym; i to gadano RAZEM. Pokazano, że jest to możliwe i niczego nie wykluczono; nawet Hołownia się nie odciął; przeciwnie, powiedział „użyłbym czegoś, co określę, jako czas »przyszły przekonany«: tzn. dogadamy się, natomiast jeszcze nie się dogadaliśmy, bo po prostu nie było takich rozmów dotyczących wspólnego czy osobnego startu”. Jeden Kosiniak coś tam miauknął o „kulturze chrześcijańskiej”, czym głównie wpędził mnie w dyskusję o rozumieniu tego terminu. Dyskusję, zakończoną stwierdzeniem: pojęcie tak ogólne, że aż puste. No ale dyskutował matematyk z matematykiem. Akurat mam pod ręką.

Pewna część publisi nadęła się z powodu obecności Brzezińskiego. Ta część to zajadli „niepodległościowcy”, takie Zosie-samosie. Ani Ruska, ani Uska. Za Chrystuska.

Panie, panowie: jesteście w swoim niezrozumieniu świata i reguł różnych gier i gierek zabawni. Obecność ambasadora USA na spędzie opozycji to pewien sygnał, całkiem dla mnie czytelny. I nie taję, że ten sygnał mi się podoba. Nie przypadkiem Brzeziński był tu, a nie na jakiś spędzie dziewic pisuaru, tzw. pisuardess. Chciał – nie chciał, średni kraik musi się do kogoś przytulić. Bo inaczej ktoś niemiły zrobi mu kuku. A uważam, że inni kandydaci na przytulanie są niemili albo BARDZO niemili.

Powracając jeszcze na chwilę do Hołowni. Czytam: dopytywany, czy jego warunkiem jest stanowisko wicepremiera, jak niedawno donosiły media, Hołownia przyznał, że w Polsce powinien być wreszcie „zielony” wicepremier, bo sprawy klimatu i energii są kluczowe. – Nie wyobrażam sobie innego rozdania, innego układu, niż to, żeby w następnym rządzie ten minister był kimś, kto naprawdę współdecyduje o drodze, w której idzie Polska – powiedział.

No i w porządku.-Ma chłop z tym rację. A że myśli pewno o sobie?

Jestem natomiast lekko zdumiony obecnością w tym gronie pana Gowina. Chyba on tu nie pasuje. Może jednak są jakieś badania, że może się przydać, powiedzmy do pozamiatania sali?

Teraz będzie o dwóch paniach, które umówiły się same ze sobą, że zajmą się żurnalistyką, korzystając ze swoich powiązań rodzinnych – a raczej ich popularności. Nic złego ani nadzwyczajnego, każdy dziś może założyć sobie portal czy kanał na YT. Jego rzymskie prawo. Co ciekawe, obie panie obrały tę samą taktykę: wywiadują swoich gości, dobierając ich możliwie kontrowersyjnie i starannie chowając w przepaściach garderoby własne zdanie.

Że to obiektywnie, rozumiecie.

A to nie obiektywnie, tylko NAJŁATWIEJ. Leżę i pachnę, a gość mi robi program. Czasem samą obecnością.

No więc – też tak można, choć Pulitzera ani nawet Grand Press za to z pewnością nie będzie. Natomiast dobór gości jednak nie może być zupełnie dowolny, bo on czasami ten taktyczny obiektywizm całkowicie przekreśla – i człowiek (być może nienaumyślnie) staje się po prostu głośnikiem dla łajdaka.

Jedna z tych pań, to „wyemancypowana” małżonka jednego z pisuarowych dostojników, pani Marianna Schreiber. Dzięki jej obiektywizmowi dowiedzieliśmy się z ust samego Korwina Mikkego, że z ośmiolatką ten-tego to nic nadzwyczajnego i nie ma tu czego karać za pedofilię, jeśli tylko dziecię już menstruuje. Druga dama, Monika Jaruzelska, postanowiła wysłuchać najgłówniejszego nacjonalisty i antysemity, pana Olszańskiego vel Jabłonowskiego i ponoć mocno się zdziwiła, kiedy „jej ekipa” wyraziła protest.

Rozumiem. W życiu ludzi, którzy są nikim lub długo żyli w cieniu kogoś innego nadchodzi taki moment, że zaczynają marzyć, by jakoś zabłysnąć. Lata lecą a tu kicha była.

Informacja, która zapewne nieco zniesmaczy nawet tych, którzy uważają się za zwolenników postępu (dzisiejsi media workerzy użyliby zapewne słowa „progres”, co mnie zresztą wpienia do białości…). Mianowicie od niedawna w Belgii prostytucja nie jest przestępstwem. Od czerwca 2022 r. usług świadczonych dobrowolnie nie ma w kodeksie karnym, a tego typu działalność reguluje obowiązujący kodeks pracy. To pierwsze takie rozwiązanie w Europie i trzecie na świecie – po Nowej Zelandii i dwóch stanach Australii. Pracownicy seksualni mogą swobodnie prowadzić księgowość lub wystąpić o kredyt. Wcześniej zarówno księgowy, jak i pożyczający bank lub np. administrator reklamującej usługi strony internetowej ryzykowali sprawą karną.

Jak widać, Belgia obrała inną drogę niż Holandia czy Niemcy, gdzie prostytucję tylko zalegalizowano i stworzono dla tego sektora oddzielne przepisy. I całkiem inną niż Szwecja czy Francja, gdzie korzystanie z usług seksualnych jest dziś karalne (świadczenie nie jest). Belgowie powiedzieli: praca jak praca. Jeden zamiata ulice, inny programuje, ktoś uczy. Inny sprawia drugiemu za pieniądze przyjemność, nikomu przy tym nie szkodząc.

Ja uważam to posunięcie Belgów za logiczne i konsekwentne. Oczywiście nie muszę mówić, że nie oburza mnie to w najmniejszym stopniu.

Małego znów odpuszczam. Zły człowiek i tyle. Zresztą nie lubię o nim nawet pisać.

19.09.2022

Dziś dzień niezbyt bogaty w wydarzenia warte skomentowania: zdominowany przez transmisję ceremoniału pogrzebowego Elżbiety II. Bardzo to było ciekawe, ale mogło być jeszcze ciekawsze i dostarczyć nam sporo wiedzy historycznej; niestety, delikatnie mówiąc, w telewizji dał się odczuć wyraźny brak znawców przedmiotu, który potrafiliby wyjaśnić choćby to, kto w jakim mundurze występuje i kim są ci panowie w różnych dziwnych nakryciach głowy…

Nie jest to oczywiście najważniejsza sprawa na świecie, ale sztuka cierpi, gdy pani prowadząca popisuje się głęboką niewiedzą o tym wszystkim. Mówię to bez złośliwości w stosunku do niej akurat; 10 dni od śmierci królowej to było jednak dostatecznie dużo czasu, by ją przygotować. Kierownictwo stacji nawaliło, to wszystko. Ale być może dzisiejsze media mają być właśnie takie: niezbyt odbiegające intelektualnie od masowego widza. Pewno taki towar sprzedaje się nie gorzej niż brylanty erudycji; a zapewne sporo lepiej. Więc westchnąwszy, dajmy spokój.

Na dużo eksperckiej wiedzy liczę w związku z nadchodzącym wydarzeniem krajowym. Otóż prezes NIK Marian Banaś potwierdził, że kierowana przez niego instytucja serdecznie i wnikliwie zajmie się działaniami państwa w związku z zanieczyszczeniem Odry. Wielu z PT. Czytelników jest zapewne lekko rozczarowanych pewnym osłabnięciem aktywności prezesa wraz z upływem czasu, ale ja – znając prawdziwość powiedzenia „co nagle, to po diable” – jestem niemal pewien, że cały czas struga on ten kołek osinowy, który z wyrafinowaną przyjemnością wbije w serce wampira.

W tym dość smętnym dniu wyczytałem świetny dowcip. Otóż jak informuje Radio Zet, Kurski ma dołączyć do rządu; i to nie jest akurat specjalnie śmieszne, ale zupełnym dowcipem jest szykowana dlań posada. Mianowicie, ma być reaktywowane specjalnie dla niego… Ministerstwo Cyfryzacji. Potwierdza to moje poważne podejrzenie, że dla mojego małego ulubieńca fachowość lub jej brak nie mają najmniejszego znaczenia. Wybraniec z równym powodzeniem może być najprzegłówniejszym szefem wszystkich kurników, admirałem floty rzecznej, arcybiskupem albo właśnie szefem informatyki. I to jest właśnie śmieszne, więc nie złośćcie się. Raczej cieszcie, bo taka polityka prowadzi najkrótszą drogą do takiej pięknej katastrofy, jakiej nikt z nas w życiu nie widział.

Szkoda tylko, że możemy w niej wziąć udział nie tylko jako obserwatorzy.

Ucieszyliśmy się wszyscy jutrzejszym spotkaniem wszystkich opozycji, o którym poinformował Włodzimierz Czarzasty. Miało być tak, że opozycja się wreszcie dogadała w sprawie wspólnego działania (to jeszcze nie oznacza jednego bloku!) w przyszłych wyborach. Kilkoro komentatorów wykazało jednak w tej kwestii pewien sceptycyzm; ktoś nawet przypomniał historię słynnego „konwentu św. Katarzyny” sprzed lat.

No i kubełeczek zimnej wody wylał nam pan Hołownia. Napisał on otóż „jesteśmy dogadani, że będziemy we wtorek na konferencji o bezpieczeństwie”. I tyle. A z kolei wiceprzewodnicząca jego Partii Ministrantów Paulina Hennig-Kloska dodała, że „tego typu charakter ma to spotkanie. Nic mi nie wiadomo, żeby miały się tam toczyć rozmowy na inne tematy”.

Tia.

Nie będę tego dalej komentował, bo zapewne musiałbym naruszyć czyjeś najświętsze uczucia. I jeszcze by mnie kto posądził o dyskryminację kogoś ze względu na jego stosunek do Najważniejszych Wszak Spraw Duchowych. Więc znacząco zamilknę.

Sądzę tylko, że mały zły człowiek w bardzo specyficznym obuwiu zatarł z tej okazji tłuste paluszki.

18.09.2022

Miał szansę, nie skorzystał. Mógł wybrać sędziów, których kandydatury nie wzbudzą wątpliwości – wybrał większość jawnie swoich neosędziów; a ponoć w pozostałej piątce dalszych trzech jest kryptopisuarami. Mógł pokazać, że jest, choć troszkę, kimś; wolał powiedzieć „jestem nikim”. Jego wybór.

Czyli dupa blada: idziemy na wojnę z Komisją Europejską a unijne miliardy poszły się bujać na drzewo. W przyszłości prawnicy zapewne będą się zastanawiać, czy został wykonany delikt konstytucyjny, czy też zwykłe świństwo. Przyznam, że nic mnie to nie obchodzi, dla mnie ten człowiek przestał istnieć ostatecznie.

Zmiana tematu. Uwiera mnie „młoda lewica”; i to dwojako, choć idzie o przypadki dość szczególne.

Pierwszy – to dyskusja o ewentualnej przyszłości ustrojowej; marginalna, ale zadziwiająca. Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek usłyszę o wyższości gospodarki planowej nad rynkiem (bo „nie ma marnotrawstwa”; ale za to wytwarza się warstwa państwowych dysponentów, ulegająca natychmiastowej korupcji i demoralizacji…) i o „konieczności eliminacji konkurencji” oraz likwidacji własności prywatnej.

Usłyszałem, a właściwie przeczytałem. Tu, na Facebooku.

Ale nie wierzę własnym oczom, że w XXI wieku ktoś jeszcze może głosić takie rzeczy z przekonaniem i nie widzi, że wprowadzenie czegoś takiego w jednym kraju natychmiast wyeliminuje ten kraj z postępu cywilizacyjnego i zrujnuje; wprowadzenie zaś globalne, to wezwanie do rewolucji światowej. Która nie byłaby możliwa bez straszliwego przelewu krwi.

Uprzejmie dziękuję, postoję.

A zatem: ludzie, nie idiociejmy. Powiedzmy sobie, że towarzyszowi Włodzimierzowi syf się na mózg niegdyś rzucił i skończmy na tym z bzdurami.

A i jeszcze przeczytałem, że „robotnicy będą sobie angażować dyrektora i ustalać jego zarobki”. Aha. Nawet w Sojuzie w najpierwszych latach jego istnienia to nie wyszło. I z wybierania dowódcy w wojsku też szybko towarzysze zrezygnowali.

Żeby była jasność: nie nawołuję do zakazu głoszenia takich poglądów. Ale uprzejmie proszę nie gniewać się, gdy mówię, że uważam je za kretyńskie. I to bez względu na rozmaite obiektywnie szlachetne i piękne czyny, jakie niezależnie od takich poglądów można przypisać głosicielom. Jedno nie usprawiedliwia drugiego, drugie nie przekreśla pierwszego.

Ta ostatnia uwaga odnosi się szczególnie do pewnej młodej (mówią, że wręcz „gwiazdy” lewicy) osoby płci podobno nadobnej, która była łaskawa wystąpić w tzw. oktagonie w walce MMA, czyli najgorszym legalnym mordobiciu, jakie można sobie wyobrazić. No i skuła ryj przeciwniczce, po czym rozpłakała się nad jej i własnym losem i zadeklarowała kilkadziesiąt tysi ze swego honorarium na cele charytatywne. Ku ogólnemu zachwytowi stada baranów, które solidnie zapłaciło organizatorom tej koszmarnej hucpy (zapewne wrednym kapitalistom, proszę lewicy…) za możliwość jej oglądania.

No więc uprzejmie donoszę, że to postępowanie – bardzo łagodnie mówiąc – nie budzi mojego zachwytu i pozwolę sobie określić je podobnie jak wyżej cytowane poglądy komunistycznej (nieco przejrzałej chyba jednak) młodzieży. Kretyństwo.

A już kretyństwem szczególnym jest opisywanie czegoś takiego jako godnego uwagi wydarzenia; przepraszam, „eventu”, oczywiście – i analizowanie „techniczne” zastosowanych przez obie okładające się kułakami damy uderzeń, kopnięć z półobrotu czy miażdżeń grdyki. Fuj. Szef redakcji portalu, który coś takiego puszcza jest zwykłym palantem.

Modelowym.

Dokładnie takim, jakiemu ze względów ideowych wspomniana tu lewica powinna natychmiast zrobić srogie kęsim – bo to przecież kwintesencja działania na rzecz tego wrażego kapitalizmu, n’est ce pas?

A mały sobie na ten wczorajszy cyrk nad wodą zaprosił Głodzia… To już jest dowód ostatniego stadium kariery: zaniku instynktu samozachowawczego. No i dobra. Sam chciałeś, Grzegorzu Dyndało.

17.09.2022

O jakże przepięknie mówi Nasz Ukochany Pan Prezydent! A jak wzruszająco i jak mądrze!

Dziś skomentował otwarcie nowego koryta… przepraszam, przekopu Mierzei. Koryto może się wszak kojarzyć z różnymi prawymi i lewymi dochodami dla swoich, a tu chodzi – zapewne – o coś innego.

Mniejsza o to.

Mówił „Polska zwycięża dziś tutaj, na Mierzei Wiślanej. Otwarcie tej inwestycji, uruchomienie jej i przekazanie do użytkowania to wielkie zwycięstwo Polski, patriotów, tych, którzy rozumieją słowo suwerenność. „Nie chodzi o to – kontynuował – czy tutaj będą mogły przepływać największe statki. Od tego, by odbierać towar z największych statków, mamy inne porty. Od tego, by ładować największe statki, mamy inne miejsca na wybrzeżu Rzeczypospolitej. Chodziło o to także, by symbolicznie ta droga była otwarta”.

Powtórzmy: mądre to i piękne.

Oraz zabójczo szczere. Nie chodzi o to, by pływały statki. Chodzi o to, że kogoś zwyciężyliśmy. A kogo, to już obywatelu wiedzieć nie musisz. Zresztą zwycięża się w zasadzie wyłącznie wroga, co nie? No i o suwerenność. A może nawet dwusuwerenność, cokolwiek by to piękne słowo znaczyło.

Ciąg dalszy szczerości. U spowiedzi byli, czy co?

– Dojście do władzy bloku, w skład którego wchodzą Szwedzcy Demokraci może pozytywnie wpłynąć na stosunki bilateralne pomiędzy Polską i Szwecją – powiedział obatel Czarnecki z PiS, komentując wyniki wyborów parlamentarnych w Szwecji. Jasne, faszysta z faszystą zawsze się jakoś dogada.

Nasz modelowy samiec i intelektualista, jego ekscelencja wiceminister rolnictwa Janusz Namiętne Usta Kowalski został ślicznie spuentowany w programie Mazura w TVN24. W ogóle poświęcony mu materiał panegirykiem raczej nie był; ale zakończenie, to prawdziwy malinowy cycuś. Otóż w końcówce pokazano, jak Kowalski wsiada do służbowego auta, a ruszając pojazd potrąca plastikowy słupek ostrzegawczy. – Klamka zapadła i tylko pachołek znów stanął w niewłaściwym miejscu – postawił kropkę nad „i” dziennikarz.

Kolego Mazur: ostra pochwała ze wpisaniem do jadłospisu – jak mawiał mój dowódca plutonu na Studium Wojskowym, gdy był wyjątkowo usatysfakcjonowany.

Na zakończenie pozytywnie. Skoro od s(HiT)-u nie ma ucieczki, to trzeba się jakoś ratować przed skretynieniem. Warszawa organizuje szkolenia dla nauczycieli tego wymiotu… przepraszam, przedmiotu. Zajęcia z historii najnowszej oraz wiedzy o społeczeństwie poprowadzą wykładowcy Uniwersytetu Warszawskiego. Chodzi o to, żeby przygotować nauczycieli do uczenia nowego przedmiotu. Na korzystanie z podręcznika Roszkowskiego nie zdecydowała się żadna stołeczna szkoła…

I na grzyba to wam było, Czarnek?

A o złym małym na literę K. znowu pomilczymy. Ciągłe komentowanie poczynań jegomościa bardzo źle wpływa na trawienie.

16.09.2022

Czarnek to jednak choroba nieuleczalna. Ostatnio kierowanie przez niego ministerium opracowało dla młodzieży w wieku 13-14 lat pewną ankietę. Padają w niej (sięgające daleko w sferę intymną) pytania o praktykowane zachowania seksualne, dopuszczalność aborcji i eutanazji, stosunek do homoseksualizmu, religii i Kościoła katolickiego czy o poglądy polityczne. W dodatku drętwy język ankiety jest absolutnie niedopasowany do przyzwyczajeń młodzieży – delikatnie mówiąc. Osobiście podejrzewam, że opracowała ją jakaś niewyżyta seksualnie zakonnica o bardzo konserwatywnych poglądach politycznych.

Jak się okazało, kuratoria zadziałały metodą „ruki po szwam” i walnęły ankietę na swoje witryny bez czytania czy zastanowienia. „Do wypełnienia”. Wybuchł oczywiście skandal. No i teraz to arcydzieło znika… Ale jest. TUTAJ: http://doc.rmf.pl/rmf_fm/store/ankieta.pdf.

Ogłoszono laureatów IG Nobli, prześmiewczej nagrody za osiągnięcia naukowe. Kiedyś nagrody te otrzymywały głównie prace jawnie idiotyczne, dziś raczej zabawne i zaskakujące pomysłem, ale przy tym sensowne. Mnie zainteresowała jedna tylko (nie, nie ta dla Polaków; o tym napiszą z pewnością niemal wszyscy, bo wszak „lepsze polskie gówno w polu niż fiołki z Neapolu”). Myślę o nagrodzie z ekonomii, którą otrzymali Włosi – Pluchino, Biondo i Rapisarda. Otóż stosując metody matematyczne wyjaśnili oni, dlaczego sukces częściej odnoszą nie osoby najbardziej utalentowane, ale mające najwięcej szczęścia. Moje intuicje uzyskały więc potwierdzenie i uzasadnienie naukowe. Oczywiście, dotyczy to zapewne także polityki.

To już zresztą drugi Ig Nobel, jakiego otrzymali Pluchino i Rapisarda – w roku 2010 wraz z Cesare Garofalo mieli szczęście otrzymać Ig Nobla w dziedzinie zarządzania, dowodząc, że awansowanie przypadkowych osób zwiększa efektywność działania.

I to ostatnie trzeba w naszym kraju cenić.

Chociaż… co to znaczy przypadkowość w tym wypadku? Czy na przykład mianowanie Janusza Otwarta Japa Kowalskiego wiceministrem – było przypadkowe, czy nie?

Powraca sprawa idiotycznych „ławeczek patriotycznych”, co to się rozpieprzyły po pierwszym deszczyku. Przypomnę, że autorką pomysłu ich stworzenia była pani Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes banku BGK. Stwierdziła ona dumnie, że nie są to żadne ławeczki, lecz „instalacje”. A instalacja – wiadomo. Nowoczesna Sztuka przez największe S. No i teraz ławeczki … znikną z przestrzeni publicznej wraz z końcem listopada. Cóż – sztuka nie zawsze rodzi sukces. Czasem artysta się po prostu sfajda. 100 tysi sztuka… Jak psu w odwłok.

Jeszcze raz Czarnek. Chce on „rozwinąć platformę multimedialną z krótkimi filmikami dla młodzieży”. MeduM, bo tak się nazywa, ma łączyć w sobie cechy serwisu streamingowego (jak Netfliks) z właściwościami medium społecznościowego, jak np. TikTok. Zamówiono już kilkaset patriotycznych i umoralniających filmików dla młodych widzów.

Już widzę ten oszałamiający sukces.

Ostatnia wypowiedź małego złego człowieka – chodzi mi o głośne już stwierdzenie „wiedziałem, że jest w Sejmie agentura Putina, ale nie wiedziałem, że tak liczna” zostało trafnie (choć w sposób dość oczywisty) spuentowane przez jedną z moich sympatii, prof. Joannę Senyszyn. . „No jak nie wiedział, że liczna? Przecież klub PiS jest najliczniejszy! No to świetnie wiedział!” — powiedziała w „Onet Rano”. W związku z czym uważam sprawę za zamkniętą.

15.09.2022

Wracamy do naszej przaśnej parszywiutkiej normalności. A w każdym razie pisuary się o to usilnie starają.

  • Ujawniono przekręty i oszustwa Macierewicza przy sporządzaniu osławionego raportu smoleńskiego? A co to ma za znaczenie? Zaprzeczymy i powiemy, że to „kontrrzeczywistość”.
  • W parlamencie europejskim zmasakrowano służby specjalne za nielegalne i przestępcze posługiwanie się oprogramowaniem śledzącym „Pegasus”? No i dobra, chcieliśmy – to zrobiliśmy.
  • Doda wygrywa przed europejskim sądem proces o bezzasadne skazanie za „obrazę uczuć religijnych” jakiegoś dupka? No wygrywa, bo ta cała Unia, to jedno lewactwo.
  • Pan byleJaki kompromituje się bezsensownym pseudoangielskim bełkotem w PE? Ale mi mecyje. I tak zrobił doktorat.
  • Kaczor w duecie z premierem wyplata na konferencji pasowej stek bzdur? Dla jednego bzdury, dla drugiego objawienie.
  • Nowa Izba Odpowiedzialności seryjnie uchyla poprzednie orzeczenia? Ależ świetnie, widzicie jacyśmy praworządni.
  • Pani Marta Kaczyńska ma willę nad jeziorem i nielegalnie wykopała sobie kanalik i zrobiła przystań? A co, miała stale latać helikopterem na weekendy?

Mieszanka faktów ważnych i nieważnych. Wszędzie to samo. Mur samozachwytu i nienawiści do wszelkiej inności: zdania, obyczaju, ubioru, upodobań. Typowa samoobrona parweniusza.

Odnoszę wrażenie, że nawet gdy rzeczywistość narzyga im na łby, do czego wyraźnie już bardzo blisko, będą udawali, że są nieprzemakalni.

Ale nie są.

Myślę, że nawet takie indywidua, jak pan Tarczyński coś niemiłego czują, kiedy w transmitowanym na cały świat przesłuchaniu w sprawie „Pegasusa’ po swoim głupim i agresywnym wystąpieniu zostaje przywołany do porządku przez prowadzących obrady w sposób tak pogardliwy, że aż mnie, widzowi, robi się głupio. Myślę, że nawet osoba o wrażliwości pani Kempy zaczyna czuć, że jest w towarzystwie w miarę kulturalnych ludzi obcym ciałem.

Może się zresztą mylę, może przeceniam poziom wrażliwości prostaka i pętaka. Może oni rzeczywiście słusznie uważają się za nadludzi, bo idealnie trafiają w upodobania ludu pracującego miast i wsi?

W końcu głupota nie ma granic.

Ważne, że zaprezentowano nowe koszulki biało-czerwonych. Rodacy, nic się nie stało! Do boju, Polsko! Goń lesby, Żyda i masona! A w ogóle górą nasi: plebiscyt na najlepszą księgarnię Warszawy wygrała księgarnia antysemitów i nacjonalistów…

A co w sprawie Kaczyńskiego? Cóż, wszyscy się cieszą: wrócił do aktywności. Działa i co usteczka otworzy, to lepsze perełki się sypią – i gdyby do urn wyborczych szła wyłącznie inteligencja, to byłoby już po nim, więc ci mądrzejsi cieszą się, że sam się załatwi. Pozostali też się cieszą, bo mówi ich językiem i mniej więcej to, co oni myślą.

Czyli wszystko gra.

14.09.2022

Pokłosie programu TVN24 o oszustwach Macierewicza przy sporządzaniu osławionego „raportu smoleńskiego”: zaczęło się dość przykrym spektaklem w sejmie. Pisuary dostały bęcki, których się należało spodziewać; przyjęły taktykę „na przemilczanie”, czego się też należało spodziewać.

A spektakl nazywam przykrym, bo widok tłustego niechlujnego starego człowieka, który bez zwracania uwagi na ogłoszoną przed chwilą przerwę wtargnął na mównicę i wypuścił z siebie pełne jadu powiedzenie bez sensu i dowcipu, już sam w sobie był żenujący. To zaś, co nastąpiło potem… Ten wybuch entuzjazmu, krzyk, skandowanie „Jarosław, Jarosław” – to było coś niewiarygodnie obrzydliwego.

Doprawdy, słów brakuje, by opisać to odczucie. Kilkudziesięciu parobków, leżących w zachwycie plackiem przed oddającym im mocz na głowę ekonomem i zlizujących mu kurz z butów – mniej więcej tak to wyglądało. Kwintesencja masturbacji politycznej.

A tymczasem ekonom zarządza. „Zabronimy w tym roku ludziom, którzy kierują spółkami Skarbu Państwa brania premii”. Szef partii politycznej bez żadnej żenady oświadcza, że będzie ustalał zarobki ich zarządów, do czego nie ma najmniejszego prawa!

Zapowiada, że „banki państwowe oprocentują wszystkie wkłady, nowe i te stare, przynajmniej na poziomie 7-8 proc.”. I znów: te banki mają swoje władze, co go najwyraźniej nie obchodzi; jak również nie obchodzi go to, że taka operacja może doprowadzić do rozregulowania całego systemu kredytowania gospodarki.

„Świadomie odrzuca najprostszą” metodę walki z inflacją, jaką jest schładzanie gospodarki. Prąd „dla każdej rodziny ma być po cenie stałej”, by zachować „dorobek”. Znowu w domyśle „bo JA tak chcę, a JA wiem wszystko najlepiej”.

Oczywiście wali w Unię Europejską. „Musimy, szanowni państwo, obronić naszą suwerenność. To jest nasza godność. Ja chciałbym, żebyśmy wszyscy razem zrozumieli, że ta suwerenność to spory o sądy … chodzi o reformę wymiaru sprawiedliwości, który działa skandalicznie. My tej suwerenności nie oddamy”. Żadnego kompromisu w sprawie sądów nie będzie. Miliardów wsparcia z Unii też nie. Suwerenność w jego rozumieniu to zwykła dyktatura.

Kuriozalna jest też odpowiedź na pytanie, czemu Polska domaga się reparacji tylko od Niemiec, ale już nie od Rosji. Otóż „kwestia reparacji od Niemiec to jest sprawa trudna, ale realna … a od Rosji już nie, przynajmniej w sytuacji, kiedy ona taka jest”.

Wczytajcie się dobrze w to zdanie, tę niemoralną kwintesencję hipokryzji.

Uff. Dosyć. I te wszystkie populistyczne brednie (plus stały punkt programu: judzenie w sprawach tożsamości płciowej i rodziny) wymlaskał jednego dnia. A specjalnie dobrana publisia miała seryjne orgazmy.

Rzyg.

Na koniec coś z prawa. Wczoraj Wojewódzki Sąd Administracyjny zajmował się skargą TVN SA na bezczynność KRRiT (chodzi o pamiętne niebywałe przedłużanie bez żadnych podstaw procesu koncesyjnego). I otóż sąd stwierdził, iż „doszło do bezczynności organu, która miała charakter rażącego naruszenia prawa”.

Co z tego wynika? A no nic, poza tym, że kurdupel jeszcze nie ma suwerenności rozumianej jak wyżej. Więc czego ta Unia się czepia, co nie?

13.09.2022

Temat Nr 1 od wczorajszego wieczora: reportaż Piotra Świerczka w programie TVN24 „Czarno na białym”.

Otrzymaliśmy dowody, że słynna „podkomisja” Macierewicza do zbadania katastrofy smoleńskiej dysponowała wynikami badań, zaprzeczającymi tezie o wybuchu w skrzydle prezydenckiego Tu-154 lecącego do Smoleńska. Zamach – co niby wszyscy wiedzieli, ale jednoznacznych dowodów nie było – okazał się obrzydliwą kłamliwą manipulacją.

I na marginesie tego jedno tylko pytanie: jak sądzicie, kto w bieżącym roku zbierze absolutnie wszystkie nagrody dziennikarskie za publicystykę polityczną? Bo ja wątpliwości nie mam; choć nie jestem pewien, czy emisja tego reportażu pociągnie za sobą takie skutki, jakich należałoby się spodziewać w normalnym cywilizowanym państwie.

Na serię aresztowań i procesów będziemy musieli zapewne trochę poczekać. Nikt też sobie nie strzeli w łeb.

Jego wysokość ekscelencja pan wiceminister rolnictwa, graf von Kaczmarczyk (te wszystkie tytuły chyba przysługują Osobistości tak dostojnej i tak wystawnie się prezentującej) otrzymał był kopa w zadek i został zmuszony do udania się w polityczny niebyt. Troszkę mnie to zaskoczyło, bo nasza ukochana władza z reguły w takich okolicznościach idzie w zaparte…

Ale nie będzie z tym tak prosto. Nasz rząd bowiem to nie jest normalny rząd europejskiego państwa, tylko taka sztywna niemerytoryczna układanka; resortami kierują nie fachowcy, ale nominaci partii koalicyjnych. No i Ziobro będzie miał trudności z obsadzeniem „należnego Solidarnej Polsce” stanowiska. Zatem jego partia „nie widzi podstaw do dymisji” delikwenta. „Jeśli Kaczmarczyk zostanie zdymisjonowany, Solidarna Polska zacznie publicznie domagać się wyjaśnień w sprawie działań Dworczyka i szefa Gabinetu Politycznego premiera Krzysztofa Kubowa” — zostało powiedziane.

Znaczy – może być ciekawie, a nawet miło i zabawnie.

Kolejny smrodek: firmy wynajęte do budowy kortu im. Lecha Kaczyńskiego w Kozerkach nie otrzymały pieniędzy za dużą część przeprowadzonych przez siebie prac budowlanych. Wspierany oficjalnie przez Ministerstwo Sportu inwestor nie tylko nie wypłacił im ogromnych kwot, ale też w sposób nielegalny zorganizował w Kozerkach głośny turniej firmowany przez ministra sportu Kamila Bortniczuka (też ze stajni pana Zbynia) i niczego nieświadomą byłą polską tenisistkę Agnieszkę Radwańską. — Boimy się, że nadanie temu kortowi imienia Lecha Kaczyńskiego było po prostu próbą politycznego „ustawienia się”, żeby nigdy nie zapłacić nam za wykonaną pracę — powiadają wyrolowane firmy.

Ja tam bym na wszelki wypadek wszystko noszące imię któregoś z Kaczyńskich z miejsca poddał gruntownej kontroli.

Prawdopodobieństwo zwykłego kantu pod taką przykrywką jest wysokie.

Mój mały antyfaworyt dał głos, udzielając wywiadu rzeszowskim „Nowinom”. Rzekł był on mianowicie, grożąc w razie przegrania wyborów likwidacją swoich Wielkich Budów Kaczyzmu:

Cały plan, który my realizujemy za środki europejskie, ale głównie za środki własne, jest ściśle związany z naszą władzą. Nie będzie naszej władzy, nie będzie realizacji planu – trzeba sobie zdawać z tego sprawę. Po ewentualnej zmianie władzy może będzie jakieś krótkie udawanie, a później tego nie będzie. Z dwóch powodów: po pierwsze, ich poglądów, a po drugie, oni nie potrafią zapobiegać nadużyciom, w związku z czym te pieniądze, które powinny być w budżecie państwa, zaczną się znów rozpływać – powiedział, przyznając mimochodkiem, na co sam doi kasę z Unii.

Z tym że do tego „oni nie potrafią zapobiegać nadużyciom” dodałbym, że chyba nie potrafią ich też dokonywać na taką skalę i tak bezczelnie.

Ale o oczywiście tylko moja subiektywna opinia. Być może większość kaczystów to anioły, tylko skrzydła cholery pochowały pod prochowcami.

12.09.2022

W Rudzie Śląskiej prezes dostał niezłe manto, to już wiemy. Poparty przez niego osobiście kandydat na prezydenta nie wszedł nawet do II rundy wyborów, co trzeba nazwać otwarcie: to policzek. Dodajmy – bardzo obiecujący; bo wygląda na to, że niechęć do pisuarów jest już większa, niż sympatie do tego czy innego kandydata opozycji.

Co mnie przy tej okazji uwiera, to reakcja mediów. Dla których – nawet tych w miarę profesjonalnych – ględzenie o meczu siatkarzy jest ważniejsze od tego wydarzenia. Nie śmiem myśleć ile czasu zająłby w mediach jakiś pikantny skandalik z udziałem niektórych celebrytek…

Jeśli idzie o mendia prawicowe i rządowe, to kłopotu nie było. Dobrym przykładem ich taktyki jest TVP, której widzowie zrazu wręcz nie usłyszeli i nie przeczytali o wynikach wyborów prezydenckich. Nie było o czym informować, rozumiecie. Lokalny oddział telewizji z Katowic wielokrotnie zapowiadał wybory, ale wyniki to przecież inna sprawa.

Tegoż dnia, czyli wczoraj do Kalwarii Zebrzydowskiej zawitali pielgrzymi z rodziny Archidiecezji Krakowskiej. Na mszy świętej abp Marek Jędraszewski mówił o ideologii gender, LGBT i „przemyśle produkującym dzieci”. Poumawiali się z tym debilizmem, czy co?

Tymczasem dowiadujemy się, że brat wiceministra rolnictwa Norberta Kaczmarczyka (tego od prezentu ślubnego w postaci traktora za półtorej dużej bańki i 500 gości weselnych) złożył wniosek o odszkodowanie po wystąpieniu gradobicia na jego polu uprawnym. Tyle że do gradobicia nie doszło… Co jednogłośnie stwierdziła odpowiednia komisja i okoliczni rolnicy.

Chłop żywemu nie przepuści. Tym łatwiej, jeśli się ma krewniaka na stanowisku…

W każdym razie chytruski tak kombinują. Niestety, może się znaleźć jakaś świnia dziennikarska, która narobi w brew. No i się rypło. I jak się tu dziwić, że pan marszałek Terlecki na pytanie dziennikarza o idiotyczne objazdy premiera po kraju za pieniądze podatników odparł po męsku: „Niechże się pan odwali”.

Skaranie boskie z tymi pismakami, co nie?

Zanotowali oni także reakcję Szalonego Antoniego na śmierć Elżbiety II. Skomentował on to w mediach społecznościowych mianowicie tak:

Zmarła Królowa Elżbieta II pozostanie zawsze w pamięci Polaków jako symbol świata, dla którego wiara, naród i tradycja są najważniejsze. Nigdy nie zapomnimy słów Królowej o związkach Jej przodków z Bolesławem Chrobrym, wdzięczności za walkę Polaków o niepodległość Wielkiej Brytanii w czasie II Wojny Światowej i podziwu dla Lecha Kaczyńskiego poległego nad Smoleńskiem.

Słowem, każda okazja dobra, żeby zaśpiewać swoją piosenkę.

Fałszując as usual.

I jeszcze jedno wydarzenie, tym razem zagraniczne. Bardzo jednak znamienne i dla naszej Ukochanej Władzy, choć tu kompletnie od niej niezależne. Otóż Władimir Putin brał w sobotę udział w wielkim otwarciu koła widokowego Słońce Moskwy, przedstawianego jako największy tego typu obiekt w Europie. Jednak już w niedzielę przestano wpuszczać na nie publiczność. Wzięło się i spieprzyło. Dokładnie jak słynne jarosławeczki, tylko w większej skali – proporcjonalnie do wielkości kraju.

Przypomina mi się hasło sprzed lat: przyjaźń, przykład i pomoc ZSRR – oto źródło naszych zwycięstw.

Rządy pewnego gatunku ludzi z bardzo podobnymi poglądami na świat mają – widzicie kochani – wspólne cechy niezależnie od geografii. W tym przypadku chodzi mi o partactwo. Ale i sporo innych by się znalazło.

Co do małego złego – nie mam nic nowego dziś do powiedzenia. Poza takim skojarzeniem: otóż wiele lat temu towarzysz Lenin uczył nas, że w przyszłym ustroju każda kucharka powinna umieć rządzić państwem. Nie do końca się to udało, ale próby trwają.

Nie mam właściwie pojęcia skąd mi to skojarzenie przyszło do głowy. Cóż, wiek, skleroza – te rzeczy.

11.09.2022

O najciekawszym wydarzeniu (dla mnie naturalnie) niedzieli dopiero chyba jutro: piszę przed rozstrzygnięciem wyborów w Rudzie, gdzie opozycja nie skorzystała z możliwości wyboru jednego kandydata – i jest duże prawdopodobieństwo, że facet poparty przez małego niechluja wygra. Ale może cud jakiś…

Tymczasem w Elblągu otwarto wystawę poświęconą historii przekopu przez Mierzeję Wiślaną. Jeszcze nieotwartego. Wystawę przygotował Instytut Pamięci Narodowej. Co mnie dosyć śmieszy, ale ja mam porządnie zboczone poczucie humoru, więc nie wiem, czy PT. Czytelnicy się ze mną zgodzą. Cała ta impreza byłaby dla mnie pełnym abstrakcyjnego rozmachu „iwentem” typu kabaretowego, gdyby nie jej koszt. Jak się o tym pomyśli, to tytułowa żółć bulgoce w przełyku.

Mnóstwo ludzi dostało oczopląsu czytając wywiad gen. Pytla, udzielony „Wyborczej”. Przyznam, że ja mam natomiast klasyczne uczucia mieszane. Tekst jest bez wątpienia poruszający a zawarte w nim oskarżenia wyglądają na poważne i wiarygodne; co więc będzie dalej? Kto się poda do dymisji, kto zostanie zatrzymany, kto przesłuchany przez prokuratora?

Założę się, że na wszystkie trzy pytania odpowiedź będzie identyczna: nikt. Być może, za ileś lat zajmą się tym – historycy. Taki już kraj, ta Polska. I taka władza, która niewygodne sprawy po prostu konsekwentnie przemilcza, pozwalając co najwyżej na internetowe komentarze idiotom, widzącym wszędzie spiski masońsko-żydowskie.

I tak to jakoś poleci. Budząca niechęć tego małego kultura zachodu takiej reakcji nie przewiduje. Nic dziwnego, że ją musimy odrzucić.

À propos. Markowy intelektualista pisuaru, pan Krasnodębski, wymyślił sobie nowe pojęcie. Jest nim, jak mówi, „tak zwany »unijny nacjonalizm« czy też »unijny szowinizm«, zawsze gotowy zmiażdżyć każdego, kto próbuje się przeciwstawiać. […] Pętla się zaciska, o czym wiemy już od dawna. A jednak zgodziliśmy się na mechanizm warunkowości, na cele klimatyczne, na plan odbudowy, a niedawno na zmiany w sądownictwie. Ani razu nie zastosowaliśmy weta. Pieniędzy jednak nie dostaliśmy i wątpliwe, czy dostaniemy. […] Pytanie jest szersze: jak to jest, że jedzie się na negocjacje, mówiąc, że nie ulegniemy, a ostatecznie składa się podpis, daje się zgodę? Na pewno Unia umie urabiać opinię, wie, jak to się robi. Przewlekanie rozmów do białego rana to także metoda łamania woli oporu”.

Tak na oko to na razie z tego obszernego cytatu wynika to jedynie, że Morawiecki jest be. Nasi domorośli kremlinolodzy (może mówmy pisoznawcy) potwierdzają: „Jak co miesiąc Jarosław Kaczyński w towarzystwie ministrów i posłów PiS modlił się pod pomnikiem brata Lecha i przy »smoleńskich schodach«. Zawsze w pierwszym szeregu stara się być premier Morawiecki, tym razem dostał miejsce dopiero w trzecim rzędzie, za Ryszardem Czarnecki i Markiem Suskim”.

Mnie tam najbardziej się podoba ten drugi rząd. Obaj wymienieni panowie są zachwycający. Mają niewątpliwie coś charakterologicznie wspólnego, tylko nie chciałbym tego nazywać z ostrożności procesowej. Swoją drogą, musiałem się porządnie naszukać, zanim znalazłem jakąś notkę o kolejnej miesięcznicy. To tez o czymś świadczy.

No i obu niewątpliwie usadził w tym zaszczytnym drugim rzędzie sam Wuc, co o nim też coś mówi. Czy potwierdza, że nazywanie go złym jest słusznie, czy może…

Sami dokończcie.

10.09.2022

Określenie narzuca się samo. Skojarzenie jest tak banalne, że aż muszę PT. Czytelników przeprosić: Polska z dykty. Ale czyż można inaczej skojarzyć taki oto fakt: słynna ławeczka pisuarów z polską flagą po 10 dniach od jej ustawienia w Poznaniu została zniszczona przez … nie, nie przez chuligańską opozycję.

Przez deszcz.

Uszkodzeniu uległy drewniane elementy instalacji. Z konstrukcji otaczającej samą ławkę schodzi farba…

Mam nadzieję, że to wszystko razem oznacza raczej przepowiednię przyszłości samego PiS-u, niż całego państwa. Ale na wszelki wypadek dołóżmy starań, żeby tak się właśnie stało. Żeby to dotknęło tylko ich.

Polska albo będzie chrześcijańska, albo jej nie będzie tak po prostu jest – powiedział Czarnek, uczestnicząc w X diecezjalnej pielgrzymce mężczyzn do sanktuarium Pierwszych Męczenników Polski w Międzyrzeczu na Ziemi Lubuskiej. Już jeden taki był, który mówił, że nieważne – biedna czy bogata, ma być katolicka. Nikt go chyba dziś nie pamięta. Może dlatego, że poza tą idiotyczną wypowiedzią specjalnie nam szkód nie narobił, nie miał okazji ani możliwości. O Czarnku jednak nie zapomnimy: rachunek się pisze a inkasent już czyści buty…

Przyczynek do metod działania mendiów. Portal braci Kremlowskich zamieszcza „artykuł” o takiej treści (daję słowo, poza wielkim tytułem i podpisem „zespół” oraz cytatem tweeta Sikorskiego o brzmieniu „zasłużyła” nie ma tam nic więcej):

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odznaczył dziennikarkę Anne Applebaum orderem Księżnej Olgi II stopnia. Jedna z internautek podaje też, że podobne odznaczenie otrzymała reżyser Agnieszka Holland.

No i zagadka: po co się publikuje taki tekst jako odrębną całość – i to nie w jakimś kąciku informacji, ale na głównej stronie? Chyba zgadliście bez trudu: wyłącznie po to, by sprowokować do pisania komentarzy. A jakie te komentarze będą? Oczywiście: w znakomitej większość antysemickie i w dużej mierze jednocześnie antyukraińskie. Intencja czytelna: my podajemy tylko fakty, sami widzicie co z tego wynika… Ale my nic takiego, my tylko informujemy…

Obrzydliwość.

Wirtualne Media podają: „Blisko 40 dziennikarzy – członków Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – zostało w czwartek uhonorowanych przez prezydenta Andrzeja Dudę odznaczeniami różnego stopnia za »walkę o wolność słowa i pluralizm mediów«. Szef SDP, Krzysztof Skowroński, został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczono także kilku członków zarządu SDP, Teresę Bochwic z KRRiT i byłego szefa radiowej Trójki – Wiktora Świetlika.

Dawno mnie nic nie rozśmieszyło. To ostatnie też raczej skłania do pokiwania głową. I wspomnienia starego szmoncesu, który na wszelki wypadek przytoczę. Otóż w żydowskiej szkole rabin zadaje młodzieży pytanie – jakie rodzaje miłości są wam znane?

– Ona z nim – mówi jeden z uczniów. – Bardzo dobrze – chwali rabin.

– On z nim – mówi nieśmiało drugi. – Tak jest – powiada rabin – ale to jest bardzo paskudne.

– Ona z nią – ryzykuje trzeci chłopak. – Też racja – mówi rabin – ale to jest już okropnie paskudne i z tego nigdy nie ma dzieci.

Zapada cisza i wówczas wstaje jeszcze jeden chłopiec.

– Jest jeszcze jeden rodzaj miłości, czwarty – mówi cichutko. – Tyż paskudny. Ja go nazwę „ja z mną”…

No i właśnie stosunki między SDP a Pałacem na Krakowskim (a właściwie całym PiS-em) to jest dokładnie ten czwarty rodzaj związku miłosnego.

A co z małym? Po demonstracji butów (wielki sukces medialny!) i wyrażeniu obrzydzenia kulturą Zachodu (co mnie osobiście zupełnie nie dziwi; byłbym bardzo zaskoczony, gdyby powiedział coś innego, bo on przecież rzeczywiście tkwi w kulturze drastycznie innej) – znów zamilkł. Publicznie, bo na Nowogrodzkiej udzielił długiej ponoć audycji instruktażowej nowemu prezesowi TVP; szczegółów nie podano.

09.09.2022

Wszystko się dziś – od wczorajszego wieczoru – kręci wokół śmierci Elżbiety II. I muszę powiedzieć, że to, co dzieje się w polskim Internecie jest zasmucające. I nieprzyzwoite.

Mam na myśli przede wszystkim obrzydliwe lansowanie się z tej okazji przez ludzi, nazywających się „lewicą”. Niestety, w moim rozumieniu tego słowa – nie pasuje ono nijak do ich zachowań. Nagle otóż namnożyło się antymonarchistów i równościowców, którzy uważają za stosowne podzielić się tą opinią z całym światem – jakby to kogoś obchodziło, co Zenobia Kupść myśli o tym, czy innym – i to w sposób możliwie chamski.

Sobie tylko świadectwo wystawiają – podobnie jak (z drugiej strony) świętoszkowate pańcie obu płci, łamiące ręce nad faktem, że „ta stara baba, która rozbiła małżeństwo pięknej i świętej Diany” będzie teraz nosiła tytuł królowej małżonki, łojezu. Nie pamiętając zupełnie, że związek z nią Karola powstał przed małżeństwem z Dianą, a zdaje się, że nawet przed jej poznaniem. I nie miał na celu żadnej miłości, tylko wyprodukowanie zdrowego i możliwie nieobciążonego genetycznie potomka, bo takie są reguły gry w monarchię. I że – przy wszystkich tzw. okolicznościach łagodzących – Diana była dość daleko od świętości. Co zresztą wszystko razem nie ma najmniejszego znaczenia i jest po prostu w bardzo złym tonie.

Swoją drogą – ciekawy jest problem monarchii jako systemu sprawowania władzy. Spojrzawszy bowiem na jego skutki dla funkcjonowania państwa – nie sposób zauważyć, że nie są one wcale gorsze od demokracji; zwłaszcza tej w polskim wydaniu. Rezultaty wyborów głów państwa wcale nie są tu przecież lepsze; na ogół wydają mi się wręcz gorsze, a w wiadomym przypadku (może nawet warto użyć liczby mnogiej…) wynik jest wręcz fatalny.

Więc może przyjmiemy do wiadomości, że „zwykły Kowalski” niekoniecznie musi mieć szanse zostania głową państwa (a nawet – zgorszę was – zwykłym „reprezentantem narodu”). Tak, z punktu widzenia masy Kowalskich to niesprawiedliwe. Ale z punktu widzenia dobra państwa i ogółu społeczeństwa może być zupełnie inaczej.

Tak tylko mówię, chcąc pobudzić myślenie PT. Czytelników. I troszkę niektórych podrażnić.

A skoro już ten proces uruchomiliśmy, to warto chwilę zadumy poświęcić też roli przypadku w dziejach. Ci wszyscy, którzy twierdzą, że sprawowanie władzy przez Elżbietę II przez lat 70 i jej wczorajsza śmierć – to z punktu widzenia historii (i, oczywiście, „materializmu historycznego”, he he) fakty bez znaczenia, niech się na moment zadumają – co mogłoby się stać, gdyby taka pani Simpson była mniej chętna w latach trzydziestych do pewnych figli? Otóż najpewniej król Edward VIII wtedy by nie abdykował; i nie o to chodzi, że życie Elżbiety potoczyłoby się wówczas zupełnie inaczej, ale o jego pronazistowskie sympatie. Jak pomyślę, że głową ważnego i potężnego państwa mógłby być sympatyk niejakiego Adolfa, to robi mi się troszkę słabo: zapewne świat wyglądałby dziś dużo mniej przyjemnie.

Chociaż jeśli powiedzą państwo, że i bez tego jest mało fajnie, to nie będę się sprzeczał.

Ciekaw jestem – kończąc tę część rozważań – kto będzie reprezentował Polskę na pogrzebie królowej? I czy będzie tam niejaki sir Lech, kawaler Orderu Łaźni? Obejrzenie skwaśniałych min naszej oficjalnej delegacji warte byłoby poświęcenia czasu na oglądanie transmisji telewizyjnej.

A zresztą, przyznam się: i tak obejrzę. Lubię te niczemu niesłużące ceremoniały. Jak w ogóle urodę zdarzeń i przedmiotów, które mają sens symboliczny. Nawet wtedy, gdy nie mają żadnego innego.

Niestety, małego złego tam na pewno nie będzie, choć akurat jego w żakiecie i sztuczkowych spodniach chętnie bym obejrzał bez względu na dobór obuwia. Nie tylko dlatego go nie będzie, że on się boi wrażej kultury Zachodu, jak nam niedawno wyznał. Po prostu nie wszystkich się wszędzie zaprasza.

08.09.2022

Mendia po prostu kwiczą z zachwytu nad refleksem Czarnka. Otóż zapytany przez Justynę Dobrosz–Oracz czy by chciał ustawowo zakazać seksu dla przyjemności, odrzekł: – czy pani jest głupia, czy pani po prostu tak tylko mówi? No, a kiedy usłyszał „proszę mnie nie obrażać. To pan plecie takie głupoty publicznie, panie ministrze, to trzeba za to brać później odpowiedzialność” – to nadął się i zaczął żądać przeprosin.

Błyskotliwe. Zaorał – powiadają na prawicy…

I nawet mnie ta reakcja nie dziwi. Prostak zawsze pochwali drugiego prostaka. Pewne zasady współżycia społecznego i kindersztuby są mu po prostu organicznie obce; więc nawet nie chce mi się tłumaczyć, na czym polega w tym wypadku piętrowe chamstwo. PT. Czytelnicy i tak wiedzą, a tamci – gdyby nawet to przeczytali – i tak nie zrozumieją.

Młody pracownik TVP został w swoim czasie zwolniony z pracy (wieloletniej) zaraz po tym, jak dokonał coming–outu. Odwołał się, uznając to za dyskryminację ze względu na orientację seksualną. Ponieważ jednak nie miał etatu, tylko kontrakt jako firma jednoosobowa – TVP uznała, że odpowiednie przepisy antydyskryminacyjne nie obowiązują: według polskiego rządu w przypadku samozatrudnienia pracodawca ma całkowitą swobodę wyboru, z kim chce podpisać umowę, a z kim rozwiązać.

No i to trafiło do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Wyrok ma być znany pod koniec roku. Ale – co ogromnie ważne – opinię w tej sprawie już wydała rzeczniczka generalna TSUE, Tamara Capeta. Zupa się wylała: pani rzeczniczka wyjaśniała, że w kontekście dyrektywy unijnej chodzi o osobiste świadczenie pracy przez jednostkę, bez względu na formę zatrudnienia. Według niej polski sąd powinien odstąpić od stosowania rodzimych przepisów, które są po prostu jawnie sprzeczne z prawem unijnym.

Mała przykrość dla rządzących – a cieszy.

Jeden z czołowych prawiczkowych bublicystów (nazwiska nie wymieniam, bo i po co) oburzył się: “w sytuacji, gdy czołowi polscy politycy i intelektualiści dyskutują o całym szeregu ważnych dla przyszłości tego kraju spraw, pierwszą reakcją mediów opozycyjnych nie jest polemika z ideami prezentowanymi na panelu, ale wyśmiewanie starych butów szefa PiS”.

To o panelu w Krynicy, który zapowiadałem wczoraj. Skomentuje to tak: widzi pan, kiedy naprawdę to było jedyne, na co warto było zwrócić uwagę. A buty faktycznie były … no, jakie były. Cała zaś dyskusja panów Kaczyńskiego, Legutki i Krasnodębskiego była – sorry – napuszonym pseudointelektualnym bełkotem bez sensu i treści. Oto dwa cytaty z wypowiedzi małego; przepraszam, że dość długie, ale bez tego utracilibyśmy uroki niepowtarzalnego stylu mędrca:

„Realizm polityczny odnosi się do celów i metod, ale wszędzie jest współczynnik aksjologiczny. Cele są określane w oparciu o wartości. Nie można określić celów politycznych państwa czy formacji, która rządzi, czy chce rządzić, w oderwaniu od wartości. […] To są wartości wynikłe z naszej tradycji, która ma tradycję chrześcijańską. Jednocześnie jest to tradycja wolnościowa.”

I drugi:

„Przy dzisiejszej agresji kulturowej ze strony części państw unijnych, ale także i Stanów Zjednoczonych, ale przede wszystkim chodzi o relacje między cywilizacjami. To sprawa trudniejsza do uchwycenia. W naszej polityce jasno formujemy ideę następującą, którą kiedyś mój brat sformułował w Gnieźnie: Ta cywilizacja, w której żyjemy, cywilizacja chrześcijańska, choć dzisiaj możemy już mówić po części, że postchrześcijańska, ale w tej swojej chrześcijańskiej części, to jest najbardziej życzliwa człowiekowi cywilizacja świata i warto jej bronić. To jest przesłanka naszej polityki, przynajmniej w sferze wartości”.

Tia.

Moja koszmarnie brutalna w języku ukochana babcia rewolucjonistka (a nawet wedle dzisiejszych norm chyba terrorystka), wielokrotnie tu przeze mnie cytowana, powiedziałaby bez wątpienia „pierdol, pierdol, a walizki na drugim peronie” – cytując starą opowieść o ognistym rendez–vous pewnej służki z lokajem na dworcu kolejowym.

Uprzejmie prosząc o wybaczenie powyższej kontrowersyjnej zapewne lokucji, kreślę się z należytym szacunkiem.

07.09.2022

Dzisiaj nie mam na czym się wyzłośliwiać.

Inaczej: dziś dzień normalny, czyli wyzłośliwiać się można właściwie na wszystko, bo już nam tę Polskę spieprzyli prawie do imentu. Ale na wszystko – nie ma sensu, bo ciekawe jest – zgodnie z teorią informacji – tylko to, co wyjątkowe.

Wobec tego kilka uwag po kasacji Kurskiego. Chyba jednak oznacza ona pewne zmiany w TVP. Jedną z pierwszych decyzji personalnych nowego prezesa Mateusza Matyszkowicza było wtorkowe odwołanie dyrektora TVP3 – Gajewskiego, który był bliskim współpracownikiem Kurskiego.

To już coś mówi.

Z kolei w środę Matyszkowicz spotkał się z szefem TAI, Jarosławem Olechowskim i z innymi osobami z kierownictwa Agencji, by podsumować działanie m.in. TVP Info. No i ponoć zażądał kilku poważnych natychmiastowych zmian; jedną z nim ma być „nieco inny” ton mówienia o polskiej polityce; rozumiem, że oznacza to chyba zmniejszenie siły potoku kłamstw i nienawiści. Ponadto co godzina emitowany będzie rozbudowany serwis zagraniczny; na antenę ma też wejść codzienny serwis kulturalny.

Brzmi to sensownie, ale nie sądzę, by pudrowanie trupa go jakoś ożywiło… Moim zdaniem rację ma Borys Budka i musi dojść do „opcji zero”, zostawiającej w użyciu – jeśli w ogóle coś – tylko tytuł. Podejrzewam bowiem, że wszystkie dzisiejsze modyfikacje dotyczą wyłącznie tego „jak”, a nie „co”.

Mam wyjątkowo niezły humor, więc powiem: też dobrze; lepiej niż nic.

W lubianej przeze mnie Krynicy Górskiej, w której niegdyś byłem stałym bywalcem i niezmiennie irytowałem się organizowanym tam we wrześniu „Forum Ekonomicznym” jako imprezą psującą atmosferę kurortu i zupełnie zbędną politycznie – owo „Forum” jest i działa nadal, dowodząc trwałości nonsensu. “Polskie Davos”… Pęknąć ze śmiechu.

No i teraz ma w ramach tego spędu odbędzie się zapowiadany ze sporym hałasem panel dyskusyjny, którego uczestnicy zastanowią się, czy polityka podporządkowana wartościom to naiwność, czy konieczność w sytuacjach granicznych, a także porozmawiają o relacjach pomiędzy polityką realną a tzw. „machiawelizmem”, zakładającym, że „cel uświęca środki”.

Czyli będzie tzw. pieprzenie na okrągło.

Ciekawostką jest jedynie skład panelistów, sugerujący konkurencję z kabaretem. Otóż dyskutować na ten wzniosły temat mają Jarosław Kaczyński oraz filozof i poseł do Parlamentu Europejskiego Ryszard Legutko, zaś całość poprowadzi Zdzisław Krasnodębski, poseł do Parlamentu Europejskiego.

Jak pt. Czytelnicy sądzą: czy dyskutanci owi będą się różnić zdaniami? I czy to, co powiedzą, będzie tylko śmieszne, czy także szlag nas trafi nagły?

Osobiście obstawiam drugą ewentualność. Udział małego złego to gwarantuje. Ale brakuje mi w tym panelu jakiegoś biskupa, dowolnego zresztą.

06.09.2022

Takie tam różne.

1. CBOS: W sierpniu liczba przeciwników rządu Morawieckiego wzrosła w porównaniu do lipca o 7 punktów procentowych. Liczba zwolenników spadła z kolei o trzy punkty procentowe i wynosi 29 proc. 23 proc. respondentów deklaruje obojętność wobec rządu. 3 proc. ankietowanych wybrało odpowiedź „trudno powiedzieć”.

Nieźle. Ale NARUT otwiera oczy strasznie opieszale.

2. Należące do Agory radio TOK FM „zakończyło współpracę” z Piotrem Najsztubem. Były już pracownik stacji twierdzi, że to represje za jego słowa o Morawieckim i Tusku, które oceniono jako nawoływanie do przemocy fizycznej. Chodzi o to, że Najsztub przed kilkoma miesiącami powiedział, że będąc na miejscu Tuska przy ewentualnym spotkani z Morawieckim dałby premierowi w pysk.

Śmieszą mnie te wykwintne zwroty typu „zakończyło współpracę”. Ale mniejsza o to, w końcu cham mówiący językiem salonu pozostaje chamem i każdy wie, kto jest kim, n’est ce pas? Smutne jest to, że to najwyraźniej bardzo głupia reakcja bardzo wystraszonych menadżerów Agory na zastępczy atak (bo przecież redaktorka naczelna TOK nie obudziła się nagle po kwartale od rzekomego „incydentu” z pomysłem na zmianę ramówki…), przypuszczony na Najsztuba przez prawicowe mendia po pojechaniu po bandzie przez przenajświętszego Tekielego, który wezwał do odstrzelenia Tuska przed wyborami.

Nic lepszego od tego zdania Najsztuba nie znaleźli. Trochę to wszystko skomplikowane, wiem; ale bardziej po prostu obrzydliwe. Jak w ogóle cały proces zmiany mediów w kolejny dzyngs do tłuczenia forsy i nic nadto. A nic bardziej nie szkodzi robieniu kasy niż narażanie się władzy, prawda?

3. Święty oburz po prawej, kolejny. „Lepiej dzieci potopić, aniżeli uczyć je w obecnych szkołach” – zdjęcie plakatu o takiej treści umieściły na swoim koncie w mediach społecznościowych znane feministki Plakaciary.

Proliferstwo zawyło. No – wyrodne matki po prostu. Zbrodniarki, ateistki i rozpustnice.

Tylko że to … cytat. Autorką tego zdania jest mianowicie Maria Skłodowska-Curie, która tak właśnie napisała do siostry Heleny, mając na myśli dziewiętnastowieczną szkołę francuską. I dzieci swoich – jak ogólnie wiadomo – nie potopiła, tylko całkiem nieźle wychowała i różnych rzeczy nauczyła w zorganizowanym wraz z innymi uczonymi kółku samokształceniowym. Do tego stopnia nieźle, że jedna z córek też dostała Nobla.

I ja też uważam, że inteligenckie prywatne kursy kształcące dzieci to rozwiązanie dziś całkiem dobre, a jeśli mielibyśmy nadal oglądać mordę Czarnka jako ministra, to zapewne jedyne.

4. Kolejna doświadczona sędzia przymusowo przeniesiona do innego wydziału. Sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie Marzanna Piekarska-Drążek, orzekająca od 30 lat w wydziale karym, została wbrew swojej woli przeniesiona do wydziału pracy – podaje Onet.

To trzeci sędzia usunięty z wydziału karnego sądu, którego prezesem jest Piotr Schab, sędziowski rzecznik dyscyplinarny. I to zaraz po tym, jak rzeczony Schab dostał po uszach od sądu dyscyplinarnego w Białymstoku, który wtarł go glebę uniewinniającym wyrokiem na inną a przez niego oskarżoną niepokorną sędzię.

Za bardzo się chłopcy pana Zbynia nasłuchali songu Starszych Panów „my jesteśmy tanie dranie”; ale tam przecież była mowa o cynaderkach, nie o schabie: „Obrzydzanie cynaderką, usuwanie śladów ścierką, całą listę takich dań, oferuje tani drań”.

A ten mały – szkoda słów. Krąży od niedawna po sieci duże zbliżenie jego butów, w których wystąpił na jednym z ostatnich spędów pisuarowych czarownic. Nie chcecie tego oglądać: mdli. Czyste menelstwo.

Zresztą nie tylko na widok butów.

A dzisiaj jego proces z Pińskim, ale na razie nie mam żadnych ciekawych informacji. Tylko tyle, że proces został po nerwowych 55 minutach odroczony.

05.09.2022

Kurski poleciał!

Część naiwnych się cieszy; myślę: bez sensu. Nie odwołano go z powodu jakichś popełnionych głupot czy nadużyć, ale dlatego, że zrobił swoje: przerobił telewizję w sprawnego producenta kłamstwa i nienawiści. Który już może działać nawet sam, to też nie zdziwię się, jeśli miejsce Kurskiego zajmie na przykład pani Holecka albo pan Jakimowicz. Wszystko możliwe.

No to o co chodzi?

To banał. Zaczyna się kampania wyborcza. Cokolwiek powiedzieć o Kurskim – jest to fachowiec od robienia ludziom wody z mózgu. Z całą pewnością ten mały zły zrobi go szefem partyjnej propagandy w tym kluczowym okresie. Bo któż by inny mógł to robić? Madame Kania? Któryś smarkacz od Ziobry? Wprawdzie Obajtek „wszystko może”, ale jednak lepiej, żeby dostarczał kasy, bo na tym polu się wyraźnie sprawdza.

Więc kandydatem na Goebbelsa mógł być tylko ten jeden, Kurski.

Inna sprawa – i o tym też gadają – że Kaczyński w trakcie swojej wycieczki po Polsce podobno nasłuchał się krytyki pod adresem Kurskiego, co jakoby miało się przyczynić do przyjęcia dzisiejszego rozwiązania. Może… Ale nie sądzę: z drugiej strony słychać, że Kurski jest przymierzany do stołka wicepremiera.

Jego miejsce zajmie postać w światku dziennikarskim (tym prawdziwym) mało znana i mało szanowana: niejaki Matyszkiewicz. Jest on absolwentem filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiował także teologię, co dużo wyjaśnia. W latach 2005-2007 współpracował ze znanym z agresji ideowej Ryszardem Legutką, który w tym czasie był senatorem VI kadencji. Następnie działał w marketingu marki Allianz, jednocześnie pisząc dla „Teologii Politycznej” i kwartalnika „Fronda”, którego w późniejszych latach został redaktorem naczelnym. Wraz z Dawidem Wildsteinem, Piotrem Pałką i Samuelem Pereirą należał do ruchu „Hipster Prawicy”, którego zadaniem miało być nowe przedstawienie wizerunku młodej prawicy.

Czyli mamy jasność: kolejny katotalib. Ogólny kierunek polityki informacyjnej TVP nie ulegnie zmianie. Może wytrą do spodu wszelką goliznę i jakiekolwiek kolizje z 6. przykazaniem, choć też wątpię: oni są świętoszkowaci głównie w pysku.

No i w tej sprawie to tyle. Ciekawostka z innej mańki: znany intelektualista pisuaru (nie kpię; nie znam człowieka, ale jak był w 1981 r. sekretarzem redakcji „Tygodnika Solidarność” nie mając średniego wykształcenia i teraz działa w mediach, to musi być przecież bardzo inteligentny i masę wiedzieć…), Krzysztof Wyszkowski przekazał w TVP Info rewelację. O… kulisach próby zamachu na „Solidarność” sprzed 42 lat. Otóż Jacek Kuroń i Bogdan Borusewicz mieli… ogłosić Lecha Wałęsę agentem Służby Bezpieczeństwa, członków Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego odesłać do pracy zawodowej, obsadzić „kuroniadą” (to termin p. Wyszkowskiego) wszystkie instytucje i w ten sposób opanować związek i podporządkować go PZPR.

Jedno trzeba przyznać Wyszkowskiemu: wyobraźnię to on ma; niestety, ona nie zastępuje innych funkcji mózgu całkowicie. Pomyśleć, że nic mu nie przeszkadza fakt, że Wałęsę agentem „Bolkiem” uczynili ostatecznie… jego kumple. Czy więc to oni – z pewnym opóźnieniem – zrealizowali diaboliczny plan komunistycznych służb specjalnych?

Swoją drogą, tak po ludzku to mi trochę tego małego żal: z kim on musi pracować… Ale koniec końców sam sobie tych podręcznych ssaczy odwłoku dobrał.

04.09.2022

Temperatura spadła – a w kraju rzec można: polityczna kanikuła. Niby w polityce gorąco, ale niemal nic nowego; bo co miałoby nas zaskoczyć – powiedzmy – w związku z wizytą Kaczyńskiego na Podhalu? Chyba tylko to, że do kilkudziesięciu kontrmanifestantów, którzy chcieli mu przekazać swoje specjalne powinszowania, zgromadzona i starannie uprzednio dobrana tłuszcza wrzeszczała bez większego sensu „Deutsche patrioten”. Nie jest to jednak aż tak idiotyczne, by mogło mnie (a sądzę, że i PT. Czytelników) rozśmieszyć, a nawet poruszyć. No, są to głupki, i tyle. Żadna nowina. A on sam nic nowego nie powiedział, powtarzał tylko stare brednie. Choć z towarzyszeniem góralskiego aplauzu.

Jakaś nowina jednak dzisiaj jest, choć nie gwarantuję za jej prawdziwość – a nie mam jak zweryfikować. Nie mogę się jednak powstrzymać przed jej przytoczeniem, bo jeśli jest prawdziwa – to byłaby to wiadomość niezwykle ważna. Otóż jak wiadomo – każda partia robi sobie własne badania opinii, nie zadowalając się tymi oficjalnymi. No i mamy podobno przeciek z badań robionych dla pisuarów, taki oto:

  • PO 31,9%
  • PiS 24,1%
  • PL2050 15,2%
  • PSL 8,7%
  • Lewica 8,4%
  • Konfederacja 5,6%
  • Agrounia 5,5%
  • SP 0,5%

– i to jest bardzo krzepiący prognostyk. Dobrze skonstruowana koalicja może przy takich wynikach dać bardzo ciekawe możliwości szybkiego odkręcenia wielu pisowskich idiotyzmów bez względu na Dudę.

Ale jeśli to prawda i te statystyki się utrzymają – to, jak znam życie, gangsterzy nie dopuszczą do żadnych wyborów. Tak, że tak.

A poza tym to oglądam US Open. Dość to ciekawe; kontuzja nosa Nadala przy użyciu własnej rakiety przejdzie niewątpliwie do historii jako wydarzenie o prawdopodobieństwie zerowym, które jednak nastąpiło. A do białej gorączki doprowadza mnie para komentatorów – pani Schett, która bełkocąc z zapałem, nieustająco robi taką minę, jakby żuła bardzo kwaśną cytrynę, pokazując imponującej wielkości uzębienie oraz różne dość nieforemne fragmenty anatomii – i pan Wilander, o którego się z kolei poważnie niepokoję, żeby się nie rozsypał wskutek zużycia organizmu. Oboje byli kiedyś niezłymi tenisistami, ale jak dotychczas ich prognozy sportowe rozmijają się na ogół z rzeczywistością w stu procentach. Co w zasadzie powinno śmieszyć, ale złości. Przy tym bozia nie dała talentu krasomówczego.

Nawiasem mówiąc, stale jakiś kolejny matołek z dowolnie wybranego kanału telewizyjnego wpada na pomysł zatrudniania sportowców jako komentatorów; na ogół z niezmiennym rezultatem, czyli pełną zgrozą.

Bo w komentatorstwie (nie tylko sportowym zresztą) doświadczenie i znajomość na pamięć jakichś durnych statystyk są jednak dużo, dużo, dużo mniej ważne od inteligencji, biegłości językowej i kultury osobistej. Ech, jaka szkoda Bohdana Tomaszewskiego…

No ale wiem: tzw. fachowców u nas ci sporo więcej niż inteligentów. Tak w ogóle.

03.09.2022

Na początek dwie dobre (to znaczy dla niektórych – tych, co trzeba – fatalne) wiadomości z dziedziny edukacji.

Po pierwsze, najwyraźniej do tego stopnia nie dało się już chronić przed kontrolą osławionego Collegium Tumanum, że musiało tam wjechać z bronią CBA; powód: podobno podejrzenie o handel dyplomami. Nie jest wykluczone, że kilka, kilkanaście lub może nawet kilkadziesiąt dyplomów MBA trzeba będzie unieważnić. A to oznacza, że odpowiednia liczba Zasłużonych Towarzyszy stracić może posady w spółkach skarbu państwa i innych ważnych instytucjach.

Po drugie: Collegium Intermarium (jak oni kochają te dęte nazwy!), uczelnia założona przez Ordo Iuris, aspirująca do kształcenia środkowoeuropejskich elit… świeci pustkami. Uczy się w niej zaledwie 15 studentów, na których przypada licząca 38 wykładowców kadra nauczycielska. Wszyscy studenci wybrali prawo; na pozostałych ośmiu kierunkach studiów liczba chętnych wyniosła zero.

Coś mi się zdaje, że towarzysze pismeni zapomnieli, który mamy rok; przypomnę zatem: 2022. To już nie są lata przełomu ustrojowego, kiedy każdy, kto miał prawą czy lewą dyplominę z jakiejś szemranej Wyższej Szkole Katolickiego Gotowania Potraw z Kartofli załapywał się od razu na kierownicze stanowisko w prywatyzowanych akurat firmach. Te posady są już dawno obsadzone i teraz, proszę towarzyszy, jak sobie towarzysze kupią nawet doktorat, to będzie kicha – bez wsparcia jakiegoś działacza.

No choćby bez listu od pani Marty niegdyś Kaczyńskiej (naprawdę, absolutnie nie lekceważę Damy ani jej aktualnego partnera, tylko już mi się kićkają jej małżeństwa i nazwiska) do pana Obajtka…

Swoją drogą z tym listem, opublikowanym ostatnio przez serwis Telegram, ciekawa sprawa: pani Marta otóż wysłała do pana prezesa list bez nagłówka i bez treści, zawierający tylko w załączniku jakieś CV. Wygląda to tak, jakby księżna niedbałym ruchem cisnęła papierek lokajowi, mówiąc „załatwcie mi to biegusiem, mój dobry człowieku”…

Kto wie, może tak właśnie należy to rozumieć?

Dziś o 18.00 mały zły człowiek ma coś wystękać w Nowym Sączu. Nie chce mi się czekać ani wysłuchiwać tego mlaskania, więc planuję opluć je dopiero jutro, kiedy o tym poczytam. Z dużo większym jednak zaciekawieniem poczekam do 6 września, kiedy to ma się zacząć proces z jego powództwa przeciw niejakiemu Pińskiemu, pełniącemu obowiązki dziennikarza, a nawet redaktora naczelnego czegoś tam z liczbą 24 w tytule.

Otóż ów Piński przejechał się był po Jego Wspaniałości różnorako; było to parę miesięcy temu na YouTube. No i wśród rozmaitych ciekawych określeń i szczegółów podano tam informacje o upodobaniach seksualnych małego, wymieniając z nazwiska obiekty jego uczuć (i podobno innej aktywności). Co małego nieco zdenerwowało i właśnie spowodowało ów proces.

No i może być ciekawie. Po pierwsze, będą zeznawali świadkowie. Pod przysięgą. Po drugie, może sam Wuc zostanie poproszony o odpowiedź na kilka kłopotliwych pytań…

A nie jest jasne, czy udało się zapewnić mało ciekawego wydarzeń i prawdy sędziego. Jeśli zresztą paluchy mieszał w tym jakiś nieprzychylny małemu dostojnik, to raczej i w tym wypadku należy się spodziewać miłych niespodzianek.

No to jeszcze 3 dni. Osobiście z niejakim żalem stawiam na to, że odroczą. Za niebezpieczne.

02.09.2022

Mój rarytny modelowy pisman Czarnek na rozpoczęcie roku szkolnego pojechał w czwartek do Kościerzyny. Spotkał się z serdecznym i długotrwałym powitaniem: przed szkołą, oddzieleni kordonem policji, czekali na niego rodzice licealistów, którzy mieli ze sobą m.in. tęczowe parasole oraz transparenty z hasłami: „Wszystkie dzieci nasze są”.

Miło, ale bardzo łagodnie. Do niczego nie namawiam, oczywiście – ale jakiś dokumencik, potwierdzający mały stosik podręczników Roszkowskiego oddany na makulaturę… Jakieś jajeczko, niekoniecznie pierwszej świeżości – nie, nie rzucane, a fe! – wręczone w poczęstunku z życzeniem „szczęść Boże”…

Hę?

Tusk się zadeklarował! Znam takich, którzy się łapią za głowę: odtrącił wierną gwardię, zniechęcił konserwatywnych ideologicznie katolickich wyborców… Nawet modelowy dziaders (z całym szacunkiem do funkcji byłego prezydenta) Bronisław Komorowski zabrał głos: — odbieram wypowiedź Donalda Tuska jako odejście, zamysł odejścia od tego, co Platformę Obywatelską czyniło wielką swego czasu, kiedy miała, także za moją przyczyną, kształt partii konserwatywno-liberalnej. Chodzi mi o tolerancję i szacunek do różnorodności światopoglądowej — powiedział w „Onet Rano”.

Ciekawa rzecz: owa „różnorodność” wedle tego obozu polega na paciorku co wieczór, całowaniu biskupa w pierścień oraz polowaniu wraz z wąsatym wujem na zające jako modelu wychowawczym.

Ja za tę różnorodność najuprzejmiej dziękuję. Postoję.

Nie namawiam do lansowania od razu np. modelu wielopłciowego małżeństwa otwartego, ale do przyjęcia do wiadomości istnienia tego typu zjawisk – i paru innych. To jest różnorodność.

Z kolei poseł PO Bogusław Sonik sam zrezygnował z kandydowania do Sejmu, nie chcąc, by Tusk go miał okazję nie umieścić na listach; to reakcja na słowa Tuska, że posłowie jego ugrupowania, którzy nie poprą liberalizacji prawa aborcyjnego, nie wystartują z list Platformy Obywatelskiej w wyborach do Sejmu.

No i fajnie. Jeszcze pożegnam bez lania łez madame Fabisiak, Poncyliusza i paru podobnych „konserwatystów” i będzie całkiem miło.

Być może faktycznie część obywateli z grupy 70+ się nadmie, ale mnie – choć w tej grupie jestem od dawna – to wisi. Młodych, którzy to zaakceptują, jest więcej. Poza tym więcej umieją i mają więcej odwagi. I – w odróżnieniu od państwa konserwatystów i weteranów „walki z komuchami” – niczego jeszcze nie spieprzyli.

Inna sprawa, że teraz już trzeba przyznać rację prof. Domańskiemu, który powiedział, że deklaracjami na Campusie Tusk zamknął drogę do wspólnej listy opozycyjnej. Chyba rzeczywiście włościanie Kamysza i ministranci Hołowni na to nie pójdą. I ich Bóg z nimi. Trudno.

Przy tym wszystkim droga do powyborczej koalicji czyszczącej Polskę zamknięta nie jest; a sytuacja stała się czytelna.

Wracam do bzdurnej historii nieszczęsnych „ławeczek patriotycznych” po 100 czy też 125 tysi (różnie mówią) sztuka. Zaczęli to-to uzasadniać; i te uzasadnienia są tak samo kretyńskie, jak sam pomysł.

„Nie są to ławki, to jest instalacja, cała konstrukcja. W środku jest postawiona ławka. Jeżeli ona byłaby typową ławką do siedzenia, to byłaby zainstalowana na ziemi” — tłumaczyła na antenie TOK FM Beata Daszyńska-Muzyczka, szefowa Banku Gospodarstwa Krajowego, który przyznał się do dobrowolnego (?) sfinansowania tej hecy. Na pytanie, jaki był jej cel, odpowiedziała: „Promocja polskich inwestycji. A może to właśnie taki symbol, można usiąść, zostań w Polsce, bo tutaj inwestujemy”. „To instalacja, która wymaga też regulaminu BHP i nie jest to ławeczka, jest to duża konstrukcja, która waży chyba półtorej tony” – oświadczyła.

Jeszcze więc tylko musimy się dowiedzieć czyim szwagrem jest prezes firmy, która to wyprodukowała.

Zaś po czymś takim, to ja bym z banku GBK wycofał na wszelki wypadek wszystkie pieniądze, bo nie można wykluczyć, że wydadzą je na jakiś nocnik chrześcijański albo „cóś w podobie”, jak mawiają ichni dostojnicy.

A pani prezes serdecznie podziękujmy za wkład intelektualny w rozwój polskiej gospodarki. Na stosowny dokument dziękczynny będzie jeszcze musiała trochę poczekać, ale ten czas przyjdzie.

O reparacjach doniosę tylko, że nasz finalny bohater na literę K. był łaskaw poinformować ogół, że „zapadła decyzja o wystąpieniu o reparacje od Niemiec”.

Znaczy – mamy już decyzję rządu albo jeszcze lepiej – jakąś ustawę czy choćby uchwałę sejmu? Jakiś dokument, może być nawet elektroniczny, byle urzędowy? Referendum jakieś było, albo choćby wysłuchanie publiczne?

Ach, nie. „Decyzja” to przecież znaczy, że On tak chce.

Jakoś jestem dziwnie pewny, że w tej kwestii może się co najwyżej ugryźć we własny tyłek. Co niewątpliwie byłoby wyczynem gimnastycznym, który chętnie bym obejrzał.

01.09.2022

Dał głos wcześniej niż sądziłem; jak widać, wszedł nowy (?) temat przedwyborczy, który w sobotę zostanie najpewniej ostro pociągnięty: reparacje. Znaczy to, że sięgnął po broń ostateczną: liczy, że wyraźnie podzieli nas w związku ze stosunkiem do Niemiec – i że opozycja da się nadziać na haczyk jak dzieci. Plan jest taki: my za kasą “co nam się należy”, oni – przeciw, więc NARUT, dla którego kasa to świętość – będzie nasz.

Bo, oczywiście, opozycja reprezentuje tu nad Wisłą obóz rozsądku. Może nie tak do końca, ale jednak wyraźnie inaczej niż pisuar. A zdrowy rozsądek powiada, że jakiekolwiek reparacje są nie do uzyskania a sama sprawa merytorycznie bez cienia szans. No i teraz opozycja może pójść za rozsądkiem i od reparacji się wyraziście odżegnać – i wtedy mamy elektorat bardzo wyraziście podzielony – albo się z małym złym facetem zgodzić; a wtedy – po co zmieniać konie w trakcie pokonywania brodu?

Ten prosty i klarowny plan ma jednak jedną słabą stronę: z ostatnich badań opinii wynika, że opcja „proreparacyjna” nie ma zdecydowanej większości; wręcz przeciwnie, mamy tu podział niemal równo „fifty-fifty”. Czyli tak łatwo nie ma w tej sprawie.

Jak zatem opozycja ma postąpić? Jeśli chcecie znać moje zdanie, to jest ono takie: powiedzieć, że temat prawnie jest nie do podjęcia – i na tym skończyć. Ani jednego słowa więcej, żadnych dyskusji. Nie podejmować rozmów, nie uzasadniać, nie szukać argumentów. Uznać, że o bzdurach nie gadamy.

Niech się pieklą, niech obrzucają błotem kogo zechcą. Doradzam: żadnej reakcji poza ewentualnym szyderstwem. Ale w tej akurat sprawie i z tym proszę oszczędnie. Sami się wykończą.

Ciekawi mnie stanowisko Kościoła. Jest tu jednak cieniutko. Gdy tu purpuraci i Rydzyk nie trafią w gusta opinii publicznej, to możemy mieć Irlandię szybciej niż sądzą optymiści. A stawiam, że staną po stronie kaczystów.

W każdym razie wiemy już, że to będzie z pewnością główny temat nadchodzącej kampanii. Co ma swoje dobre strony: ludzie LGBT i uchodźcy zyskają trochę spokoju. Nie zejdą z wokandy, ale już nie będą głównym tematem.

No a teraz zobaczymy, czy mam rację. Bo logika jednak czasami zawodzi w polityce. Nie zapominajmy, że wielki strateg okazuje się niekiedy nieprzewidywalnym szaleńcem. Wodzowie pozbawieni zaplecza intelektualnego – a wszak ten pozbawił się go świadomie – bywają wtedy bezsilni.

Bogdan Miś

Urodzony w roku 1936. Matematyk, dziennikarz. Członek Towarzystwa Dziennikarskiego,
Polskiego Towarzystwa Matematycznego, Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

Print Friendly, PDF & Email
 

8 komentarzy

  1. Mr E 02.09.2022
  2. PIRS 02.09.2022
  3. Mr E 08.09.2022
  4. Jacek 10.09.2022
  5. PIRS 17.09.2022
  6. AnGor 18.09.2022
  7. PIRS 24.09.2022
  8. AnGor 30.09.2022