09.09.2022
Mamy trudny czas. W wymiarze materialnym mamy wysoką i stale rosnącą inflacje i towarzyszącą jej drożyznę, braki węgla i szybujące ceny pozostałych nośników energii – prądu i gazu. Nawet zabiegani ludzie muszą zmierzyć się z najważniejszym, wręcz egzystencjalnym pytaniem – jak przeżyć zbliżającą się zimę. To jest wymiar podstawowy, w konfrontacji z nim żadne inne sprawy nie są ważne.
.
To prosta konsekwencja hierarchii potrzeb, gdzie potrzeby fizjologiczne są podstawą całej piramidy. Po ponad trzydziestu latach stałego wzrostu poziomu życia Polki i Polacy znaleźli się w miejscu, przez niektórych jeszcze pamiętanym – permanentnego braku podstawowych artykułów, wyłączania prądu i słuchania komunikatów o przewidywanym stopniu zasilania. To był taki czas, w którym wszystko trzeba sobie było „załatwić”, „zdobyć”; bo państwo nie działało. Wiele wskazuje na to, że pokolenie, które wyrosło w czasach transformacji i rozwoju, będzie miało okazję przejść tę samą szkołę życia co ich rodzice.
Do zagrożeń wewnętrznych dodać trzeba zagrożenie wojną, jaka toczy się bezpośrednio za naszą wschodnią granicą. Ta wojna trwa i nie widać jej końca. Car Rosji – Putin jest nieobliczalnym władcą i zrobi wszystko by tym carem być, by zrealizować wizję wielkiej Rosji, której świat ma się bać i słuchać. Mimo braku sukcesu na froncie nie słychać o masowych protestach mieszkańców tego wielkiego kraju. Oznacza to, że Rosja nawet bez Putina, może nadal uprawiać jego politykę. Polska jest w strefie postradzieckiej, PRL był państwem niesuwerennym połączonym sojuszem militarnym, politycznym i gospodarczym z ZSRR. Trwało to ponad czterdzieści lat i skończyło się za rządów prezydenta Gorbaczowa. Był to człowiek – właśnie odbył się jego pogrzeb – który odbiegał od poprzedników i następców. Był tylko jeden Gorbaczow. Udało mu się jedynie zmienić sytuację międzynarodową, nie udało mu się zmienić sytuacji wewnętrznej w Rosji. Jego następcy: Jelcyn, a zwłaszcza Putin realizują model rosyjskiej satrapii.
Mówiąc te oczywistości nie mogę oprzeć się ponurej refleksji dotyczącej Polski. Polska jako państwo powstała po stuleciach niebytu w 1918 roku, po wielkiej wojnie światowej i trwała tylko do 1939 roku. To tylko dwadzieścia lat, czas nawet niewystarczająco długi, by wyrosło choć jedno pokolenie obywateli. Potem była druga wielka wojna, okrutna okupacja i wyzwolenie od Niemców, ale takie, które sformatowało nas jako kraj w radzieckiej strefie wpływów, na której powstanie zgodzili się w Jałcie przywódcy zachodniego świata. Trzeba było czterdziestu lat, aby zdarzył się cud i powstała III RP.
Jeżeli historia czegoś uczy (a nie jest to takie pewne) to z faktu, że III RP ma już za sobą ponad trzydzieści lat, patrząc na to, co robi i mówi jej prezes można postawić tezę, że może już starczy. Że może czas, aby Polacy znowu stracili swoje państwo.
Siła polskiego państwa rządzącego ponad już siedem lat przez Jarosława Kaczyńskiego jest widoczna. To państwo nie odnotowało żadnego znaczącego sukcesu tak w polityce wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Jedyne co prezesowi się udało, to stworzyć taki system władzy, w którym jego panowanie jest całkowite.
Jarosław Kaczyński jest szeregowym posłem (wprawdzie czasem robił z siebie członka rządu ale tylko na chwilę). Poseł Kaczyński jako prezes Prawa I Sprawiedliwości, dominującej partii w Zjednoczonej Prawicy, rządzi wszystkim i wszystkimi najważniejszymi osobami w państwie. Wyjątek stanowi Senat, gdzie PiS nie ma większości ale rola Senatu jest taka, jaka została zapisana w Konstytucji – niewielka.
Po siedmiu latach każdy choć trochę myślący człowiek wie, że państwo budowane przez PiS ma jedną cechę – nie jest sprawcze, nie przewiduje zdarzeń i nie podejmuje adekwatnych decyzji. Najliczniejszy w historii III RP rząd nie załatwia i nie rozwiązuje żadnego z dużych problemów, jakie pojawiają się wewnątrz kraju i jego otoczeniu. Polityka zagraniczna jest całkowicie podporządkowana polityce wewnętrznej a konkretnie potrzebom rządzącej partii, która zrobi wszystko tylko w jednej sprawie – utrzymania władzy. System klientowski zbudował zaplecze nie tyle polityczne ile oparte na zwykłym interesie polegającym na tym, że ci ludzie wiedzą, że ich pozycja i pieniądze zależą od tego, kto rządzi Polską.
Jesteśmy w „czarnej dziurze” jak mniej więcej mówił Stefan Kisielewski a najgorsze, że niektórzy się w niej moszczą.
Do tych wszystkich gorzkich refleksji dodajmy to, co mówił parę dni temu Jarosław Kaczyński i jego drużyna: profesorowie Legutko i Krasnodębski oraz Bronisław Wildstein na spotkaniu w Karpaczu, na Forum Ekonomicznym – „Polskim Davos”. Panowie ci odbyli debatę „Realizm i wartości w polityce” i to dopiero jest hit. Prezes Polski wyłożył wprost jak rozumie świat, co dla niego jest ważne, dlaczego robił to, co robił, gdy Polska wchodziła do Unii, kto jest największym mężem stanu współczesnej Polski, dlaczego nie zgodzimy się na dominację Niemców i dlaczego nie przyjmiemy zachodniej kultury.
Tego, co tam się działo, co mówili ci zgorzkniali starsi panowie nie można było wymyślić na trzeźwo. A oni byli trzeźwi i mówili to na Forum Ekonomicznym. Po czymś takim nikt poważny na to Forum nie powinien się już wybierać.
Można wyśmiać te wszystkie brednie prezesa ale póki to on ma władzę – a ma – to raczej trzeba zapłakać.
Jedyne pozytywy z tego, co w Karpaczu to to, że teraz już nikt nie będzie mógł powiedzieć, że nie wiedział na kogo głosuje. I to jest wartość.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.


Juz po pierwszych rzadach Kaczynskiego bylo wiadomo, kim on jest. A osiem lat pozniej jednak wyborcy na niego zaglosowali. Najpierw na Dude, a potem na Szydlo z Kaczynskim w klapie. No, to teraz zaglosuja na Morawieckiego albo na Kurskiego z Szydlem w jednej klapie, a Kaczynskim w drugiej. Tak wiec Karpacz niewiele zmieni. Nie liczy sie, co Kaczynski mowi. Licza sie emocje.
Zobaczymy zimą czy tymi emocjami suweren się naje i ogrzeje zimną izbę.
Emocje są ważne ale nie najważniejsze. Moim zdaniem ważniejsze są sprawy podstawowe, te które określają to czy i jak się żyje. Nadchodząca zima to czas w którym teoretyczne państwo PIS, nawet nie z tektury a z papieru okaże całą niemoc i niekompetencje jego ludzi z odlotowym prezesem na czele. Wtedy mogą pojawić się emocje ale takie jakie zawsze widać podczas ulicznych kryteriów. Bedzie bolało…
Gorzki i mocny tekst o tym, że może już czas byśmy znów stracili państwo, że już wystarczy niszczenia Polski. Obawiam się, że nie potrzebujemy tu żadnego najeźdźcy. W ostatnich latach tracimy i straciliśmy to państwo dla wielu ludzi. Każdego dnia rozmawiam z kimś, kto właśnie wyjeżdża. Jadą najczęściej do Berlina. Wyjeżdżają nie dlatego, że chodnik nierówny i dziura w asfalcie, ale dlatego, że nie są w stanie żyć w tym państwie, w którym nie ma podstawowego poczucia bezpieczeństwa (we wszystkich wymiarach), relacje i atmosfera między ludźmi jest nie do wytrzymania, a do tego pogarda i rechot tego państwa z ludzi najsłabszych. Oburzamy się jak młodzi mówią wprost, że peron im odjechał i mają wy… (uprzejmie prosimy uciekać prędziutko ;). To słowo – klucz jest jak najbardziej adekwatne do sytuacji. To się stanie. Ten rząd runie. Podobnie jak Kościół w takiej postaci i jego daleka kraina episkopatu, w której panowie uwierzyli we własną nieśmiertelność. Ten świat runie. Szkoda tylko tych wszystkich ofiar, straconych żyć i ogromu nieszczęść, które przechodzimy i jeszcze nas czekają…
Niech młodzi nie tracą nadziei. Przyszłość jest nieprzewidywalna a nie zdeterminowana. To od was zależy jak będzie a ja tylko w oparciu o intuicję ( to bardzo nieprecyzyjne narzędzie ale nie mam lepszego) powiem tylko – będzie dobrze
Żywi niech nie tracą nadziei.