27.09.2022

Jak jest w „dużej polityce” każdy widzi. Trwa kampania wyborcza, mimo że nadal nieznany jest termin wyborów. Tu wszystko zależy od kalkulacji prezesa Kaczyńskiego, który zdecyduje o terminie, o ordynacji, o sposobach liczenia głosów, o wszystkim, co ważne, od czego zależy, kto te wybory wygra.
Prezes wie jedno – on musi wygrać.
W tym zdaniu najważniejsze jest to „musi”. I tu nie ma innej opcji, przegrana to nie tylko oddanie władzy (w demokracji to normalne) ale też utrata stanowisk, pieniędzy, pozycji i wpływów… wszystkiego. Nie bez znaczenia jest też obawa przed karą, jaka czeka na wszystkich, którzy łamali konstytucję, za nic mieli praworządność i robili te wszystkie ciemne interesy z respiratorami i czym tam jeszcze.
To naprawdę poważna sprawa, wybory trzeba wygrać bo jeśli się je przegra to będzie koniec świata; nie tyle szwoleżerów, ile żołnierzy Kaczyńskiego.
Na te i im podobne tematy jest wiele analiz, raportów i tekstów w mediach. Ich liczba i temperatura będą rosły, w miarę jak będą się pogarszać warunki życia Polaków, jak nastaną mrozy i przyjdzie zima, jak wszyscy zobaczą, że Polska nie dostanie pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Polska nie dostanie zaś tych dużych pieniędzy tylko dlatego, że nie chce zatrzymać – a tym bardziej cofnąć – niszczących wymiar sprawiedliwości reform pana Zbyszka, który je robi na wyraźne zlecenie prezesa wszystkich prezesów. Reformy, jakie wprowadza Ziobro mają przecież tylko jeden cel – zapewnić, że PiS władzy raz zdobytej nie odda nigdy. Taki cel uzasadnia każde szaleństwo…
Na tle tych dużych spraw chciałbym zająć się sprawą znacznie mniejszą; ale taką, która pozwoli spojrzeć na politykę i polityków w wymiarze nie tylko jednostek, ale i całego systemu. Chciałbym pochylić się nad przypadkiem Jarosława Gowina, krakowskiego inteligenta (jeżeli to jeszcze coś znaczy), człowieka od lat obecnego w polskiej polityce, tak po stronie Platformy, jak i Prawa i Sprawiedliwości. Jarosław Gowin był ministrem w rządzie i tamtej, i tej partii, więcej, był nawet wicepremierem.
To ważne – Jarosław Gowin ma prawo powiedzieć, że osiągnął sukces w polityce. A co się teraz dzieje z nim i jego partyjką Porozumienie, na którą chce głosować śladowa liczba wyborców?
Teraz Jarosław Gowin zabiega, aby zostać przygarnięty przez kogokolwiek, kto da mu na listach wyborczych miejsce, dające szanse na ponowne znalezienie się w Sejmie. Widzieliśmy jak pojawił się na konferencji organizowanej przez Tuska, jak stara się przykleić do Kosiniaka Kamysza, jak robi wszystko, aby utrzymać się w polityce, to znaczy w Sejmie.
I tu dochodzimy do sedna sprawy.
Jak to jest, że mimo tylu lat w polityce, mimo takich formalnych sukcesów jak bycie ministrami czy wicepremierem nie pojawia się w głowie takiego człowieka prosta myśl – może już czas wycofać się, zająć się czymś innym niż polityka?
Jarosław Gowin nie jest człowiekiem starym, może odnaleźć się w wielu innych dziedzinach życia społecznego. Jego postawa jest jeszcze jednym dowodem na to, jak chory jest cały system polityczny. Może na początek warto pomyśleć o kadencyjności dla posłów i senatorów – jak ma to miejsce w przypadku prezydenta; może pozwoliłoby to na eliminacje tych „wiecznych” polityków, którzy od dziesięcioleci są posłami i senatorami zapominając o realnym świecie i żyjąc w zamkniętej bańce parlamentarnej.
Sądzę, że byłoby to dobre – tak dla tych polityków, jak i dla nas wszystkich.
Jeżeli zostanie tak jak jest, to problem Jarosławów (a mamy ich dwóch) jest dużym kłopotem dla nas wszystkich. Ktoś, kto przez dziesięć i więcej lat nie dotyka rzeczywistości innej niż ta z ław sejmowych, ma zapewniony „wikt i opierunek”, ma immunitet, darmowe podróże i rządową klinikę, ktoś, kto z ludźmi spotyka się na takich „ustawkach”, jakie widzimy w wykonaniu prezesa rządzącej partii, ktoś, kto debatuje nad ustawami, których kształt i przyjęte normy prawne wyznaczają warunki życia milionów (a często decydują o życiu lub śmierci wielu ludzi), musi mieć kontakt z rzeczywistością.
System, w którym krajem może rządzić człowiek żyjący w sztucznej bańce informacyjnej wytwarzanej przez zależnych od niego funkcjonariuszy jest skazany na klęskę. I to klęskę nie tylko tego jednego człowieka, ale całego społeczeństwa, które taki system toleruje.
Jarosław Gowin jest przykładem znacznie większego problemu niż on sam. Jarosław Gowin może i powinien wrócić do normalnego życia, a jeżeli za jakiś czas, bogatszy o doświadczenie związane z tym normalnym życiem zechce wrócić do polityki i ludzie go wybiorą, to będzie wszystko w porządku. Ale czy go wybiorą – tego on ani nikt nie wie.
A jak może być w przypadku drugiego Jarosława ?
To bardzo dobre pytanie.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Z wielkim zainteresowaniem przyglądam się reakcjom polityków na umizgi Gowina. Wygląda na to, że w końcu ktoś go przytuli. Takiego kogoś skazałbym na nieobecność w polityce, bo podanie ręki takim Gowinom to zwykła zdrada.
Po tych latach Zjednoczonej Prawicy nie ma innej możliwości jak sąd, surowy sąd na przestępcach (bo tak tylko można określić bandę Jarosława). Jeśli ktoś zechce pomagać złodziejom, bandytom i agentom Putina – proszę bardzo, ale należy go dołączyć do nich w trybie natychmiastowym.
I bez głupawych tłumaczeń jak 7 lat temu, że „nie chcemy się mścić bo …”
P.S. Krakowski inteligent? Po Ziobrach, Rokitach i innych to brzmi jak wulgaryzm.
Przypadek Gowina jest osobliwy. Ten, pożal się boże, „konserwatysta” jest zwyczajnym oportunistą i hipokrytą. Nie miał żadnych zahamowań, aby blokować nieśmiałe próby reform Tuska (in vitro, wymiar sprawiedliwości) oraz żadnych skrupułów, aby ręka w rękę z JK niszczyć praworządność, wymiar sprawiedliwości, deptać konstytucję i z właściwym sobie „nabożeństwem” wychwalać Dudę, Morawieckiego i JK. Nie miał nawet odrobiny odwagi, aby z podniesionym czołem odejść z parszywej zmiany a czekał aż go wyrzucą, co nie przynosi mu chwały. Sam mając olbrzymi kompleks habilitacji, której nie chciało mu się zrobić albo sobie, co gorsza, z nią nie poradził, przeprowadził w ramach pisowskich antyreformę nauki i szkolnictwa wyższego, która te jego kompleksy naukowe tylko obnażyła i udokumentowała. Czego się nie dotknie to spier.oli. W tej sytuacji wejście tego gościa w alians z jakąkolwiek demokratyczną formacją polityczną będzie dla takiej formacji blamażem. Zgadzam się z Autorem, że przez JK i Gowina i wielu, wielu innych zawody posła, radnego, senatora i wiele innych okołopolitycznych powinny być ograniczone do dwóch kadencji. Inaczej będziemy wciąż ofiarami recydywy nieudaczników, hipokrytów i szkodników.
Do tego…wielu innych. To naprawdę ciekawe co mógłby robić na przyklad Marek Suski czy Zbigniew Ziobro (praca jako prawni prawnika jest przecież poza wyobraźnią). Takich osób jest legion, w każdym obozie politycznym. To jest skutek a nie przyczyna naszych kłopotów, zresztą nie tylko naszych. Powiem raz jeszcze – tylko SI, taka jaka będzie za 30 lat rozwiąże ten problem władzy rozumianej jako proces podejmowania decyzji.