01.10.2022

Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.
Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.
31.10.2022
Takie różne.
Szykują nam nową ochronę przed złem i upadkiem moralnym. Pomysł jest taki: pewne miejsca w Internecie (konkretnie: zawierające treści pornograficzne) mają być z góry zablokowane przez dostawców usług internetowych. Kto mimo to będzie miał ochotę coś takiego pooglądać – będzie musiał poprosić o odblokowanie. Prośba zostanie spełniona, tylko dane zainteresowanego trafią do specjalnego rejestru. I już kto trzeba będzie wiedział co trzeba.
Pomijam fakt, że pornografia jest niesłychanie trudna do zdefiniowania; dla wielu pobudzonych moralnie jest nią na przykład goły sutek albo pokazanie jakiegoś owłosienia; kto więc miałby – i na jakiej podstawie – orzekać o zablokowaniu czegokolwiek? Pomijam, bo taką blokadę jest dość łatwo obejść, co czyni proponowane rozwiązanie prawne bezsensownym. Pomijam również i to, że sam kierunek myślenia – o robieniu jakichś baz danych z informacjami silnie związanymi z prywatnością – jest jawnym krokiem w kierunku paskudnego totalitaryzmu.
To, co mnie autentycznie wpienia, to fakt, że prawica tej propozycji broni … w imię ochrony dzieci przed demoralizacją. I dlatego chce zakazać figli dorosłym. Jeżeli nie jest to krańcowa hipokryzja i odwracanie kota ogonem, to zmienię nazwisko na Mysz.
Przejdźmy do tegorocznego Święta Zmarłych. Jak co roku obserwuję z tej okazji w mediach wzmożenie religijno-duchowe (i jak co roku mnie to przyprawia o mdłości). Pojawił się na przykład temat czyśćca. Jakiś zakon uruchomił ostatnio stronę internetową (adresu nie podam), na której klikasz wizerunek jakiegoś kuferka i ukazuje ci się losowo wybrany obrazek świętego wraz z krótką o nim informacją i wskazany zostaje cel modlitwy, w której ów święty ma pośredniczyć; celem jest pewna grupa – zostaje też wskazana – „dusz cierpiących w czyśćcu”. Dalej jest tekst stosownej modlitwy o uwolnienie owej grupy od mąk. Przeczytasz – i tyle. Mnie wylosowało św. Jacka Odrowąża, z którym miałem błagać o zbawienie dusz … marynarzy.
No i fajnie. Tak na marginesie tylko wspomnę, że dogmat o istnieniu czyśćca obowiązuje od Soboru Florenckiego (1439-1442) a w wiekach poprzednich nie było o czymś takim w ogóle mowy, w Biblii też o tym ani słowa. A w Internecie – myk i mamy.
Wpłatomaty kościelne, w których „na tacę” można dać kartą płatniczą albo zbliżeniowo telefonem – też już mamy.
Kiedyś mieliśmy w telewizji taki cykl programów dla włościan „Nowoczesność w domu i zagrodzie”. Właśnie.
Z okazji wspomnianego święta cytacik kandydatki zapewne na co najmniej błogosławioną, słynnej kuratorki Barbary Nowak. Otóż wypuściła ona przed nim tekst taki: „Niedługo Święto Wszystkich Świętych. Zaprośmy ich do domów, na polskie ulice. Niech oczyszczą je z niewoli ekologizmów, haseł mordowania najsłabszych, demoralizowania ludzi. Wyrzućmy do kosza bzdury o klimacie, eksperymenty z płciami. Wolność, a nie niewola jest nam dana od Boga”.
Komentarza nie będzie, niespecjalnie lubię się wyrażać.
Wspomnę więc jeszcze tylko o czymś, co spowodowało u mnie parsknięcie śmiechem. Proszę jednakże wziąć pod uwagę, że moje poczucie humoru jest zdaniem wielu tzw. zasadniczków mocno zwichnięte i czasami niektóre bawiące mnie zbitki słowne kogoś innego mogą wręcz przyprawić o całkiem smutną refleksję. To coś, co mnie ubawiło tym razem, to pewna nazwa skweru. Więc – bawi czy smuci informacja jak niżej?
„W niedzielę 30 października władze Strzegomia wraz z przybyłymi gośćmi symbolicznie odsłoniły monument poświęcony 96 ofiarom katastrofy pod Smoleńskiem. Kilkutonowy monument stanął na skwerze nazwanym imieniem Śp. Pary Prezydenckiej”.
A Kaczyński doczekał się na łamach „GW” alfabetycznego wykazu co piękniejszych swoich wypowiedzi. Jak ktoś ma niskie ciśnienie – jak znalazł.
30.10.2022
Prawica łka: „Ukarzą Kaję Godek za… projekt ustawy i wypowiedzi? Warszawski sąd nakazał prokuraturze wszcząć postępowanie”. Jakże to tak? Nie wolno mieć własnego zdania? „Ja poczekam aż władzę w Polsce przejmie ERDOGAN bis, i połowę kasty zamknie, pozbawi emerytury. Jak można tak wyrafinowany sposób walczyć z narodem?” – pisze komentator w szmatławcu…
Hipokryzja tych ludzi jest porażająca i przerażająca. Jakakolwiek krytyka ze strony opozycji, jakikolwiek niepomyślny dla nich wyrok sądu – i już mamy wodospad nienawiści, hejtu i wezwań do zakazu i karania. Im samym wolno natomiast oczywiście wszystko.
Przeczytałem ostatnio rozważania o obsadzaniu najrozmaitszych posad „swoimi ludźmi” i ich rodzinami. W tym kontekście ze zgrozą wspominany jest jako absolutnie negatywny przykład i zło funkcjonujący w minionym okresie system, zwany „nomenklaturą”. Jakoby to, co oglądamy obecnie nie było może najlepsze, ale w porównaniu z tamtym…
No to porównajmy.
Rzeczywiście, system nomenklaturowy był niedemokratyczny, bo głos decydujący o obsadzie funkcji i stanowisk miała jedna partia, ta rządząca. Ale był to system silnie sformalizowany: o obsadzie najniższych funkcji w zakładzie pracy decydowała najniższa instancja, czyli tzw. egzekutywa lokalnej organizacji; musiała ona wyrazić zgodę na odpowiednią propozycję dyrekcji. O wyższych stanowiskach decydowały analogicznie wyższe w hierarchii ciała partyjne, aż do najwyższych gremiów – takich jak sekretariat Komitetu Centralnego czy nawet w wypadku najwyższych stanowisk państwowych – Biuro Polityczne (przykład: mianowanie kogoś zastępcą redaktora naczelnego w telewizji opiniował właśnie sekretariat KC).
Paskudnie to było niewątpliwie; żadne ugrupowanie nie powinno mieć takich uprawnień w demokratycznym kraju – ale do stanowisk dopuszczano nie wyłącznie członków PZPR; a ponadto wszystkie te decyzje były protokołowane i podlegały kontroli. Co więcej, jak się ktoś na stanowisku „nie sprawdził” – natychmiast wiadomo było kto podejmował w jego sprawie jakiekolwiek decyzje i bywało, że popierający ciężko swojej decyzji żałował.
A u nas teraz – męt i zamęt. Posady rozdaje się wyłącznie swoim ludziom lub ich rodzinom w sposób w najwyższym stopniu nieformalny – i nie sądzę, by w przypadku średnich stanowisk dało się dziś ustalić, kto proponował, kto poparł, kto decydował – i co uzyskał w zamian.
Słowem: „tamten” system był wredny, „ten” zaś – jest po prostu czysto mafijny.
Jeden tedy lubi zapach sera szwajcarskiego – drugi jak mu się nogi pocą. Czyż nie?
Rzecz prosta – system, w którym o posadzie i stanowisku decydowałyby wyłącznie kwalifikacje, umiejętności i wykształcenie nie ma większych szans na zagnieżdżenie się w naszym ukochanym kraju, a już specjalnie w jego wersji Wolskiej.
O Kaczyńskim z przyjemnością milczę. Jak miłe są dni, w którym nie słychać tego drewnianego głosiku…
29.10.2022
Za minionych niesłusznych czasów istniała nieformalna – bo nigdy nieupubliczniona – lista najróżniejszych restrykcji, nakładanych na dziennikarzy. Niektórzy mieli całkowity zakaż publikacji, inni mogli publikować tylko pod pseudonimem, jeszcze inni tylko w określonych mediach. Skomplikowane to wszystko było i w oczywisty sposób głupie i antydemokratyczne. Wydawało się, że należy do bardzo niechlubnej przeszłości.
Ale… wraca. Do biura rzecznika praw obywatelskich trafia coraz więcej skarg dziennikarzy, którzy po prostu nie są wpuszczani na oficjalne imprezy. Jako przykład może posłużyć majowy zjazd „Solidarności” w Zakopanem, gdzie niektórzy dziennikarze usłyszeli, że na wydarzenie nie wejdą i będą mogli tylko skorzystać z materiałów TVP i Polskiego Radia. Okazało się, że Służba Ochrony Państwa ma swoje listy akceptowalnych (lub nie) żurnalistów. Ale ich nie ujawni, bo to sprawa „bezpieczeństwa państwa”. Kryteria umieszczenia w takim spisie też są tajemnicą z tego samego powodu.
Nie sposób nie przyznać, że nasza nowa władza ludowa jest dość pomysłowa w dostosowywaniu dawnych rozwiązań do nowych czasów. Tyle tylko zatem dodam, że liczę na pełną analogię i szybki koniec również i tych przedstawicieli ludu pracującego. Nie będę płakał, jeśli nie będzie elegancki i miły.
W Wałbrzychu dzieci obrały księżną Daisy von Pless patronem szkoły. Przegrali w urządzonym wśród dzieci głosowaniu JaPa Dwójka i św. Faustyna Kowalska. „Czujecie Państwo żenadę?” – pyta portal braci Kremlowskich.
Nie. Ni cholery nie czujemy. Księżna była dobrym człowiekiem, wielce dla miasta zasłużonym. Do dziś otaczana jest powszechnym szacunkiem. Natomiast po kokardę mamy wszelkich świętości, cnót niewieścich i różnych takich.
Kaczyński popuścił – wyraźnie eksperymentalnie – uwagą, że „być może trzeba będzie wrócić do rozmów z Komisją Europejską, że trzeba się starać, by konflikt z Brukselą zamknąć”. Wywołało to wśród prawiczków lekki popłoch. Ich ulubiony bublicysta Semka powiada więc „Pytanie, jaka może być dopuszczalna przez PiS skala strat, ale może jest tak, że bez tych pieniędzy pomocowych naprawdę będzie ciężko przetrwać zimę”. Oczywiście, komentariat zawył. Wszyscy doskonale rozumieją, że chodzi o praworządność i spełnienie obietnic realizacji osławionych „kamieni milowych” – co oznacza jakieś wyraźne i prawdziwe cofnięcie się na drodze niszczenia niezależnej władzy sądowniczej. A to z kolei oznacza koniec Ziobry i jego drużyny.
Pożywiom, uwidim – jak to się mówi w okolicach Nowego Jorku, czy gdzieś w pobliżu. Ale brzmi nieźle.
28.10.2022
Na pewno „tęczowy piątek” nie odbędzie się w całej Polsce i na pewno nie we wszystkich szkołach – uważa Czarnek. Zainicjowana przez Kampanię Przeciw Homofobii cykliczna akcja ma – w zamyśle pomysłodawców – pokazywać młodzieży LGBT, że w szkole jest miejsce również dla niej. A tymczasem nie ma tego miejsca – uważa Czarnek i jego zgraja niszczycieli edukacji.
Oczywiście nie może tego powiedzieć wprost, więc tylko złowrogo zgrzyta zębami.
Pisałem to wielokrotnie, ale powtórzę: z całej pisuarowej zgrai ten typas jest jednym z najbardziej szkodliwych, bo działa w obszarze o szczególnej doniosłości. I nie można powiedzieć, że nie wie, co robi; przeciwnie, wie doskonale.
Suplementem do tej działalności – homofobicznej, antydemokratycznej, obrzydliwie klerykalnej – jest „Strategia Demograficzna” pisuaru ujawniona przez Oko.press. To druga wersja tego dokumentu; pierwsza uznana została za kompromitująco głupią, ale obecna okazuje się nie wiele lepsza. Nadal mylone są podstawowe pojęcia, nadal w polu zainteresowań autorów mamy jedynie dzieci poczęte „po bożemu”, w sakramentalnym małżeństwie.
Przy czytaniu elukubracji, zapewne pisanej przez jakąś zakonnicę, niemal słychać starą kpiarską piosenkę „nic bez ślubu, nic bez sukni z długim trenem”…
Byłoby to bardzo śmieszne, gdyby nie to, że za takim dokumentem pójdą najpewniej jakieś pieniądze. I zostaną oczywiście zmarnowane. Albo trafią do kieszeni jakichś wydrwigroszy w sutannach, każących regulować płodność badaniem śluzu z pochwy – tyleż bezsensownym, co pięknie i „naukowo” nazwanym naprotechnologią…
Żart dnia: Arkadiusz Mularczyk jednak mianowany wiceministrem spraw zagranicznych. Zapowiada, że „nie będziemy czekali na odpowiedź na naszą notę w sprawie reparacji”. Ciekawe: weźmiemy Berlin zagonem pancernym, czy ograniczymy się do nalotów terrorystycznych? A na marginesie: czekam na unieważnienie pod byle jakim pozorem wyborów prezesa PAN i wprowadzenie tam w roli komisarza Marka Suskiego.
Ambasador Watykanu w Warszawie wydał przyjęcie, na które zaprosił m.in. ambasadora Rosji. A potem niektórzy się dziwią, że kościoły im pustoszeją.
Kaczyński wyjątkowo nic wrednego ani głupiego dziś nie powiedział. Nie jest jednak przez to ani trochę lepszy niż wczoraj.
27.10.2022
1. Sensacja! Duda zrobił coś zgodnego z prawem: powołał Wiesława Kozielewicza na stanowisko prezesa SN kierującego pracą Izby Odpowiedzialności Zawodowej. Postawił tym samym na kandydata, który jako jedyny z wyłonionej trójki należał do grupy tzw. starych sędziów w Sądzie Najwyższym. Pozostała dwójka jest określana mianem neo-sędziów, których wybór jest zdaniem opozycji nielegalny.
Coś to na pewno znaczy. Tylko nie bardzo wiadomo, co. Czy to decyzja koncyliacyjna, czy „maskirowka”? Pokazanie środkowego palca Kaczyńskiemu, czy dbałość o własny odwłok?
2. Tego jeszcze nie było: przewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych został nieprzyzwoicie młody człowiek nie tylko bez przeszłości w dyplomacji, ale także bez jakiegokolwiek wyższego wykształcenia: absolwent Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. św. Filipa Neri w Radomiu i … dyplomowany czeladnik piekarniczy, brodaty pan Radosław Fogiel – rzecznik niemiłosiernie nam rządzącej partii. Pierwszy pospieszył mu z gratulacjami wiceminister spaw zagranicznych Wawrzyk – ten sam, który chciał być Rzecznikiem Praw Obywatelskich i dopiero po przegranej ujawnił, że nie jest taki neutralny politycznie, za jakiego chciał uchodzić.
Wszystko to razem byłoby przeraźliwie śmieszne, gdyby nie było potwornie smutne.
3. No to lecimy z wiadomością optymistyczną. Hura, hura! Asystent na wyższej uczelni już nie będzie miał pensji niższej od ustawowego minimum, ale dokładnie taką. Wreszcie będą mieli młodzi kasę na te swoje kajety i okładki do książek – bo na same książki to hola, hola! W jajowatych łbach by się sukinsynom poprzewracało! Na prywatne książki to zarobi dopiero profesor, któremu niestety trzeba było również dosypać kasy, bo pensja powiązana z asystencką. Przez to trzeba będzie na każdego dziada wydać całe sześć stów miesięcznie więcej, w sumie 7200.
No ale nie ma wyjścia. Wolska dba o swoich intelektualistów. Jest szlachetna i ma gest. Ale nie może być rozrzutna: pilniejsze są potrzeby duchowe, na przykład kapelani dla leśników. A ci przecież za jakieś grosze tych swoich zdrowasiek nie będą odklepywać, co nie? Jak by to wyglądało…
Dziad wszystkich dziadów, zły i szalony człowiek (proszę zgadywać o kim to tak mile…) sprowokowany przez niebacznie przepuszczoną przez ochronę panią – uniósł cię był na jakimś spotkaniu co nieco i wypuścił między rzadkim uzębieniem własną charakterystykę widzów TVN24. Powiedział mianowicie, że są oni nienormalni, czy jakoś tak. Nie wyjaśnił, ile trzeba pokutować oglądając Telewizję Trwam i Telewizję Republika, żeby ową normalność odzyskać – jeżeli to w ogóle możliwe.
26.10.2022
Jakoś tak ostatnio wydaje się iść pomalutku ku lepszemu. Odzywki Kaczyńskiego śmieszą lub złoszczą wyraźnie coraz więcej komentatorów, Zjednoczona Prawica zalicza potknięcia (jeszcze nie porażki, ale potknięcia właśnie), sondaże zaczynają wskazywać niepokojące trendy…
Nic dziwnego, że chcieli przeforsować „Lex koryto”, które to nowe prawo miało uniemożliwić pozbawienie – w razie przegranej w wyborach – bardzo ciepłych posad, zajmowanych przez pisuarów w spółkach skarbu państwa. No i ku ogólnemu zdumieniu – ustawa, która miała zabetonować ludzi PiS we władzach spółek jeszcze przed procedowaniem trafiła do kosza. Podobno dlatego, że ziobryści poczuli się urażeni pominięciem swojej koterii w toku przygotowań; tę samą pretensję miał też zgłosić Pałac.
I ktoś się zorientował, że tak nachalne czepianie się cycka z gotówką może się ostatecznie nie opłacać.
Czyli: ustawy nie ma, smród pozostał. Znamienne jest to, że do autorstwa projektu ustawy nikt się nie przyznaje. Nic, tylko natchnienie Ducha Świętego.
À propos transcendencji. Dawid Podsiadło, podobno obecnie najpopularniejszy muzyk w kraju (skądinąd sympatyczny i inteligentny człowiek, bardzo pozytywnie wyróżniający się spośród innych celebrytów) publicznie oświadczył, że zamierza wystąpić z Kościoła katolickiego, czyli dokonać tzw. apostazji. Rozpętało się piekło. Ubawił mnie pewien pan, który się zatroskał o to, do jakiego boga będzie się modlił artysta w momencie śmierci. Nie przyszło mu do głowy, że może do żadnego? Już więcej sensu – choć też bardzo niewiele – ma uzasadnianie potrzeby płodzenie dzieci troską o otrzymanie od kogoś w momencie kończenia życia szklanki wody.
Trochę mnie tylko zmartwiło, że ten pan zamierza kogoś tam PROSIĆ o wypisanie z Kościoła. Jeśli już w ogóle, to wyłącznie POINFORMOWAĆ o wyjściu, panie DP. Łachy nie robią.
W każdym razie szczęśliwy naród, który nie ma większych problemów.
Nasz niestety ma, tylko ich notorycznie nie dostrzega.
I tu znów skojarzenie w związku z tymi innymi problemami. Muszę stwierdzić, że podziwiam przywódców opozycji; tak jest, wszystkich – oczywiście ze szczególnym uwzględnieniem Tuska. Za to mianowicie ich podziwiam, że brną w walkę polityczną i chcą przyjąć na klatę ewentualne zwycięstwo wyborcze. A przecież jeśli tak się stanie obejmą kierownictwo niewyobrażalnego wręcz burdelu, w którym zostało prawie do tzw. imentu spieprzone przez półgłówków niemal wszystko, co się dało spieprzyć: od praworządności przez gospodarkę do edukacji oraz kultury i sztuki. Czyszczenie tej stajni, przy której Augiaszowa jest wysterylizowanym laboratorium, będzie zadaniem na miarę olbrzymów.
Satysfakcja ze sprawowania władzy – jeśli w ogóle się ją miewa – w żaden sposób nie może zrównoważyć szykujących się tu coraz wyraźniej kłopotów.
Oczywiście – żeby to pojąć, trzeba mieć odrobinę wyobraźni. I sporo wiedzy. Gdybym był pewny, że oni wszyscy to pojmują i wiedzą co robią – pewno spałbym dzisiaj lepiej.
Tu mała anegdota dla rozładowania nastroju. Miałem niegdyś cudownego przyjaciela. Pochodził z tzw. świetnej rodziny, która go szczerze od młodości irytowała i którą on sam uwielbiał drażnić. Ciotkę – antysemitkę katował na przykład przy każdym spotkaniu informacjami o świeżo ustalonym żydowskim pochodzeniu najwybitniejszych arystokratów i z dziką radością obserwował jej rozpacz. No i tenże przyjaciel przez kolejną ciotkę-patriotkę został kiedyś spytany kim by chciał w życiu być.
Odpowiedź była powalająca: młodszym synem króla. Bo to same przyjemności i żadnych obowiązków.
A tu się szykuje obowiązków od groma, panie Hołownia, panie Kosiniak, panie Biedroń i tak dalej. Nie da się być w dzisiejszej Polsce młodszym synem króla. Trzeba będzie wziąć się za łopatę…
Taki układ się rysuje.
25.10.2022
W TVN24 pokazano modus operandi Macierewicza: zapłacił kupę kasy za wykonanie w USA badań, z których wybrał kilka neutralnych zdań, starannie pomijając to, co nie zgadza się z propagowaną przez niego wersją katastrofy smoleńskiej. To jest dość odkrywcza metoda korzystania z ekspertów; i byłaby bezbłędna, gdyby nie można było dotrzeć do oryginalnego dokumentu. Ale można było.
Z tym że to też mu nie przeszkadza.
Minął już czas – pisze ONET – gdy w sondażach Konfederacja oscylowała w granicach 10 proc. poparcia. Teraz jej wyniki balansują na poziomie progu wyborczego i realny jest scenariusz, w którym w przyszłej kadencji partia nie wprowadzi do Sejmu żadnego posła. Na rok przed wyborami Konfederaci próbują się mobilizować, ale sporo czasu zabierają im wewnętrzne walki. Szczególnie mocno kłócą się tzw. środowiska wolnościowe, które wcześniej — przynajmniej w teorii — działały pod skrzydłami Janusza Korwin-Mikkego. Ale on się wycofał. Wyszedł zdrowy bajzel.
Nie powiem, żebym z tego powodu łkał zbyt rozgłośnie.
Pamiętacie Collegium Intermarium — „uczelnię” założoną przez Ordo Iuris, która miała seryjnie produkować liderów katoprawicy? Działa ona dzielnie, godziwe pensje tzw. profesorom płaci, tylko … jakoś mało chętnych do nauki. Stacjonarnych studentów mają mianowicie w owym Collegium … czterech. To naprawdę w najwyższym stopniu elitarna placówka. Podobno mają w tej sytuacji dla zachęty dawać absolwentom od razu habilitację z teologii, bez względu na kierunek studiów. To zresztą chyba jedyna uczelnia na świecie, która ma więcej kierunków studiów niż słuchaczy. Do Księgi Guinessa.
Pani Górniak poinformowała opinię, że bawi na tym naszym łez padole już 4000 lat. Nie sposób jej odmówić pomysłowości. Rok temu ostrzegała NARUT przed świętowaniem Halloween, tłumacząc, że nazwa tego dnia oznacza po angielsku „piekło zwycięża”. Potem ostrzegała przed butelkowaną wodą. Ale i tak więcej w tym wszystkim sensu, niż w mowach Antoniego M. No i w końcu nie mówi o tych, którzy jej nie wierzą, że to prymitywy czy jakoś tak, jak ostatnio orzekł o opozycji Kaczyński. Więc niech sobie będzie.
24.10.2022
Pani Godek nie odpuszcza. Jej fundacja „Życie i Rodzina” ruszyła ze zbiórką podpisów pod projektem nowej (rzecz jasna – zaostrzonej) ustawy antyaborcyjnej. Elżbieta Witek zatwierdziła już powstanie komitetu w tej sprawie — podaje „Rzeczpospolita”. Teraz ma on trzy miesiące, by złożyć projekt wraz z podpisami do parlamentu. Chodzi tym razem o to, by nawet samo propagowanie możliwości przerywania ciąży, nakłanianie do zabiegu, czy choćby informowanie o sposobach aborcji było zagrożone karą do dwóch lat więzienia.
Następnym pomysłem będzie zapewne karanie za stwierdzenie, że pewne narządy służą nie tylko do oddawania moczu. Powinno to zostać objęte klauzulą tajemnicy państwowej, zdradzanej młodzieży dopiero po bierzmowaniu.
Rishi Sunak, urodzony w Afryce Hindus, multimilioner, będzie kolejnym premierem Wielkiej Brytanii po rezygnacji głupawej pani Liz Truss. Warto poczytać dotyczące tej sprawy komentarze na portalu braci Kremlowskich: tajfun rasizmu i nietolerancji religijnej. Pamiętam, jakie oburzenie wywołał niegdyś pewien bałwan, który wybór Obamy na prezydenta USA określił w sejmie z ubolewaniem jako „koniec epoki białego człowieka”. Otóż dzisiejsze reakcje pozwalają tamto kretyństwo uznać za delikatną niezręczność. Cóż za miły kraj ta Polska i w jak słusznym kierunku się rozwija…
Życie pokazuje, że zidiocieć można w każdą stronę, w prawo lub w lewo. W poczdamskim muzeum Barberini dwoje „ekologów” rzuciło rozlane ziemniaki purée w obraz Claude’a Moneta w ramach protestu przeciwko paliwom kopalnym. Wcześniej w Londynie inna grupa oblała farbą „Słoneczniki” Van Gogha. Ktoś proletariuszom umysłowym wmówił, że trafianie do mediów za wszelką cenę „służy sprawie”. Żenująca kompromitacja słusznej sprawy.
Oni, ci „aktywiści”, nie są więc mądrzy, ale pewne poczynania i powiedzenia niektórych ludzi biją już wszelkie rekordy absurdu. Otóż Kaczyński – podobno poważnie – stwierdził, że przebiegłby maraton szybciej od Tuska. Mogę to skomentować tylko tak: chętnie taki bieg zobaczę, nawet bez porównywania wyniku z czyimkolwiek. Zwłaszcza wiele bym sobie obiecywał po obejrzeniu Kaczyńskiego po zaprzestaniu biegu, niekoniecznie nawet po pełnym dystansie. Byłby to zapewne widok godny uwagi i cieszący oko, choć niekoniecznie estetyczny. No ale turpizm jest kierunkiem w sztuce…
Dałbym za ten widok stówę.
Aha: część ludu zaczyna jakby trzeźwieć. Koalicja Obywatelska jest na szczycie październikowego sondażu preferencji partyjnych, zrealizowanego przez Kantar Public. Uzyskała 31 procent poparcia wśród respondentów. Prawo i Sprawiedliwość dostało w nim 28 procent. Na trzecim miejscu, z 10-procentowym poparciem, znalazła się Polska 2050. Kolejne miejsca zajęły Lewica (7 procent) i Konfederacja (5 procent). Do Sejmu nie dostałyby się: PSL osiągające poparcie wyborcze na poziomie 4%, a także Kukiz’15 oraz AgroUnia uzyskujące po 1% głosów. Porozumienie Jarosława Gowina wskazało mniej niż 1% Polaków. Zatem łącznie ok. 40% rodaków jest nadal w stanie mocno wskazującym.
23.10.2022
Zacznijmy od samego dołu. Dużo poniżej poziomu gruntu. Będzie mianowicie o „braci górniczej” i polskim węglu. Jak pisze Euroactiv: „W ciągu miesiąca polski węgiel sprzedawany ciepłowniom podrożał o niemal 200% i znacznie przebił ceny węgla w portach ARA. Jest dziś najdroższy w historii, choć na Zachodzie tanieje. W miesiąc kopalnie podwoiły też ceny dla elektrowni. To szczyt hipokryzji, bo jeszcze niedawno górnicy przekonywali, że ceny rynkowe nie mogą dotyczyć węgla. Równolegle wypłacili sobie już drugą nagrodę w tym roku i rozmawiają o wysokości trzeciej”.
Tak że tak. Niektórzy mówią – rynek, to rynek. I czemu nie zarobić, kiedy można. Prawda?
Co jest dziś najważniejsze do zrobienia? Nie próbujcie zgadnąć, za trudne. Sam wam powiem: zdekomunizowanie Pomnika Czynu Powstańczego na Górze Św. Anny. Dostrzeżono mianowicie, że „na jednej z kolumn jest umieszczony wizerunek sierpa i młota. Co prawda znajduje się on na tylnej części monumentu, widocznej od strony amfiteatru, jednak jesteśmy zdecydowani na jego modernizację, tak by odpowiadał on obowiązującemu w Polsce prawu oraz prawdzie historycznej” – powiedział wiceminister ON, Ociepa.
Pomnik jest autorstwa Xawerego Dunikowskiego. Ciekawe – co o tym pomyśle mówi prawo autorskie? Tego chyba nie wiemy, ale wiemy ile w związku z tym wydamy: 40 mln złotych. Kiedy kilka lat temu ogłaszano przetarg na rewitalizację, władze lokalne przeznaczyły na ten cel 12 mln; ogłoszony przetarg odwołano, bo wykonawcy chcieli 26 mln. No to sprawę wziął w swoje ręce pan Błaszczak.
Jesteśmy szczęśliwi.
Mój rarytny negatywny bohater Czarnek pojawił się niedawno w Gorzyczkach (wieś w woj. śląskim), w których odwiedził Zespół Szkolno-Przedszkolny. Jego wizyta nie spodobała się jednak niektórym mieszańcom. Przyszli pod placówkę, a wyraz swojemu niezadowoleniu dali za pośrednictwem transparentów i okrzyków. Minister szybko im odpowiedział, zwracając się do jednej z protestujących „Skąd w pani tyle agresji? Ja za państwa też się będę modlić!” Odpowiedź brzmiała „Nie chcemy, żeby pan się za nas modlił, my chcemy mieć spokój od modłów!”. I czy nie mają racji ci, którzy mówią o prześladowaniu katolików?
Inna sprawa, że lepiej chyba, kiedy Czarnek się modli, a nie myśli. Modły mu lepiej wychodzą. Zdecydowanie.
„Polska traci finansowo na członkostwie w UE rządzonej przez eurokratów, którzy wywołali kryzys energetyczny. Jego koszty dla Polski liczone są w dziesiątkach miliardów!” – napisał w mediach społecznościowych Janusz Rozwarta Japa Kowalski, poseł ziobrystów i minister czegoś tam (nieważne czego, bo on i tak nic nie kapuje).
Swoją drogą wygibasy logiczne tego typa robią wrażenie. Kiedy myślisz, że już nic bardziej absurdalnego nie da się powiedzieć…
Co do Kaczyńskiego: niestety znakomita większość mediów powtórzyła jego bełkot z ostatnich dni. Jedni krytycznie, inni z zachwytem. No i tak Słowo gładko dotarło do ludu. Wszyscy mają swoje zdanie.
Czy kiedykolwiek w Polsce psychopata – albo nawet normalny polityk – miał taki luksus? Cała prasa drukowała niegdyś niektóre tasiemcowe przemówienia, ale przecież czytali to tylko ci, którzy musieli, dla przytłaczającej większości była to makulatura.
No i popatrzcie: wystarczy bredzić i obrzucać kogoś błotem, a NARUT łyka to, jak pelikan. A gdyby jeszcze Wuc to odśpiewał, dowolnie zresztą fałszując, to i międzynarodowe media by mu pomogły. Byłby scoop.
E tam, nie będę podpowiadał.
22.10.2022
Będzie dziś króciutko – a zaraz wytłumaczę dlaczego. Otóż dzień został zdominowany wystąpieniem Kaczyńskiego gdzieś na południu Polski, kolejnym pod nadętym hasztagiem #DobryRządNaTrudneCzasy. Dość długim i bardzo nieciekawym, dokładniej zaś mówiąc mętnym i wrednym, wygłoszonym drewnianym starczym głosem. Inne wydarzenia zostały tą kolejną mową tronową przytłoczone, będzie więc tylko o tym.
A ta mowa … cóż, powtórzę niedawną propozycję: przemilczmy szczegóły. Z grubsza zatem. Nasze „dobro narodowe” – jak je nazwał pewien wyjątkowy liżydup – zapłakało m.in., że nie ma jeszcze do dyspozycji całej prasy; uznawszy problemy ludzi z własną płciowością za temat marginalny zaraz po tym uczyniło z tego centralną sprawę współczesnej cywilizacji i poświęciło opowieściom o przemianie Władka w Marysię (czy jakoś tak…) kilka minut bełkotania. Następnie dobro powiedziało, że czuje się kiwnięte, bo uznało niegdyś, że prawa europejskie będą działać inaczej niż działają faktycznie (co jest, rzecz jasna, sprawką Niemców i na co my się absolutnie nie zgadzamy). Wreszcie dobro zapowiedziało, że w sprawie praworządności i sądów nie ustąpi za Chiny.
W sumie dobro ukradło mi sporo czasu na ostateczną konkluzję, która brzmi po prostu tak: wszystkie propozycje i stwierdzenia tego typa należy bez zastanowienia uznać za swoje, z jedną jedyną zmianą: przed tym uznaniem nadać im wartość przeciwną. Wtedy będzie jak należy i program dla opozycji mamy gotowy.
Tylko że – kończąc z szyderstwem – dobro narodowe zapowiedziało nam bardzo trudne czasy. A starannie przygotowane przez miejscowy motłoch (pardon: miejscową elitę) bukiety kwiecia i żywy entuzjazm sali też nie napawają entuzjazmem. Bo nasze dobro narodowe jest w istocie emanacją zła, głupoty i podłości w stanie czystym i skondensowanym.
21.10.2022
Najwyraźniej pogoda robi się barowa. Czarnecki junior nawalił się jak Messerschmitt i zmożony legł na ulicy, a następnie wylądował w „żłobku”. Nie napiszę, że ośmieszył sejm, w którym zasiada; choćby z tego powodu, że i bez tego jest tam niezły cyrk, jeden błazen więcej – jeden mniej, co za różnica? Ograniczę się tylko do uczulenia państwa, że zajmowanie się polityką przez kolejne pokolenia tej samej rodziny wydaje się cokolwiek niewspółczesne. Ale może się mylę…
W każdym razie Czarnecki jr już miał garba. Prokuratura skłoniła go w 2020 roku do zrzeczenia się immunitetu „w związku z czynem określonym w art. 157 paragraf 1 kodeksu karnego — czyli naruszeniem czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia zagrożonego karą więzienia od 3 miesięcy do 5 lat”, czyli jakimś mordobiciem. Nie wiem, czy z tego coś dalej wynikło, odnotowuję dla porządku. Tym razem Kaczor juniora zawiesił. Chyba nie było wyjścia.
Tajemnicza sprawa. Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego składa rezygnację. „W dniu 20 października 2022 roku podjąłem decyzję o zakończeniu służby i na ręce Prezesa Rady Ministrów złożyłem rezygnację z funkcji Szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego” — napisał gen. bryg. Maciej Materka. Bardzo ciekawe.
„Agresja lobby homoseksualnego”, „ataki na rodzinę, na Kościół, na&nb
