11.10.2022

Chodzą słuchy, że znajdujemy się blisko porozumienia. Tyle że słuchy milczą, kto z kim chce się wiązać na „chwilowe stałe”, a kogo nie bardzo wiadomo, jak namówić do zgody. Raz wieść gminna głosi, że partie ustaliły, co łączy, a co je dzieli. W trakcie mityngów i międzypartyjnych konferencji doszło do pogodzenia, zbratania, chóralnych śpiewów z przytupami, po chwili jednak okazało się, że aplauz był przedwczesny, bardzo wstępny i obwarowany dużymi obiekcjami, a za następną chwilę wyszło, że porozumienie zostało odwołane, bo część opozycji zrobiła sobie niedobrze: zabrała szpadelki i poszła lepić babki do piaskownicy obok.
Nie od dziś wiadomo, że pobieranie mojej, twojej, naszej forsy i wydawanie jej bez sensu, jest głównym obowiązkiem partii. Oczywiście, oprócz pilnowania krzeseł i zwoływania telewizyjnych konferencji po to, by mogły oznajmić, że nie mają nic do powiedzenia. I tu rodzi się pytanie: dlaczego nie mogą się dogadać? Odpowiadam: gdyż istnieje wesoły kociołek do tarzania się w smole; obyczajowy śmietnik stał się ich naturalnym, partyjnym środowiskiem. No i z tego powodu, że ich przedstawiciele chcą być naczelnymi wodzami, a żaden z nich nie pragnie być statystą dźwigającym halabardę przywódcy ugrupowania leżącego najbliżej.
Żadna z obwąchujących się stron nie rozumie tej podstawowej idei, że służy narodowi, a nie sobie. Nie została powołana do obrony swoich interesów, ale uzasadnieniem jej bytu jest dbanie o kraj. Żadna z nich nie bierze pod uwagę, że kryzysowa sytuacja, nieustanna bijatyka na nierozważne słowa, zaostrzanie wymiany oskarżeń, może przybrać postać niekontrolowanego wybuchu, którego już nikt nie powstrzyma.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
