nathan gurfinkiel: jan4 min czytania

()

2012-12-16. rocznica wprowadzenia stanu wojennego przywołała wspomnienie o zmarłym w 2003 roku janie stage – poecie, pisarzu, korespondencie wojennym – jednej z najbarwniejszych postaci dziennikarstwa duńskiego.

jan był zaprzyjaźniony z moją rodzina. kurka (moja córka naomi) go uwielbiała, a jej mama, joanna chyba nawet się w nim podkochiwała.

jan, syn podpułkownika armii duńskiej, przeznaczony przez ojca do kariery militarnej, na złość tatusiowi przystał do komunistów. pobyt na kubie, gdzie był korespondentem komunistycznej gazety land og folk wyleczył go definitywnie z tego zaczadzenia. podczas swego kilkuletniego pobytu w havanie zaprzyjaźnił się z  kapuścińskim, naonczas korespondentem polskiej agencji prasowej (pap) w ameryce łacińskiej…

przez kilka lat pracowałem z janem w tej samej gazecie information – małonakładowym, lewicującym dzienniku, niezwykle opiniotwórczym, bo czytanym przez polityków, środowiska uniwersyteckie i wszelkiego autoramentu  intelektualnych snobów.

kiedys zrobilem wywiad z  andriejem amalrikiem, na krótko przed jego śmiertelna kraksą w hiszpanii, bo był on w kopenhadze . umowilem się że przyniose tekst poznym popoludniem czy wczesnym wieczorem(w owych czasach komputery nie były jeszcze przedmiotem powszechnego użytku). jan mial dyżur w dziale i jak zawsze był na rauszu. ledwo spojrzal na to, co mu dałem i odesłał  do sekretariatu redacji. spytalem go: diga me, que se hace para aprender español rapidamente? jan, który w wolnych chwilach tłumaczył na duński prozę marqueza spojrzał na mnie kaprawymi ślepkami i wybełkotał: vá por cuba, coño! (jedź chuju na kubȩ- just in case, gdyby ktoś nie zrozumiał znaczenia tego klejnotu mowy hiszpanskiej).

wkrótce po ogłoszeniu stanu wojennego odbył SIȩ w kopenhadze kongres pokoju, na który z polski przyjechał doradca jaruzelskiego, niegdysiejszy znany dziennikarz wieslaw górnicki, w towarzystwie ekspremiera cyrankiewicza. tutejsi polacy, razem z duńskimi sympatykami solidarnosci zorganizowali demonstracjȩ przed sala, chronioną przez bojówke z komunistycznej młodzieżówki i wynajetych (chyba) osiłkow z tȩpymi twarzami. jan robil zdjęcia, wiȩc mu rotrzaskali o bruk aparat i nieco go poturbowali, bo go rozwcieczyli tym pastwieniem się nad redakcyjnym sprzętem i sprowokowali  do bójki. miał jakies 190 cm wzrostu, był silny i niezwykle zwinny, wiȩc musieli  sporo  się napracować , nim zdołali spuscić mu manto, ale mieli liczebną przewage. polscy przyjaciele przezornie nie wdawali sie w starcie  – byli wśrod nich  ludzie, których przytrzasnął tu stan wojenny, niektórzy wystąpili o azyl i udział w rozróbie nie przemawiałby na ich korzyść przy rozpatrywaniu wniosku…

reportaż jana w jednym z głównych duńskich dzienników politiken ukazał się bez zdjęć , ale incydent z aparatem został opisany, a ponadto w całostronicowym całostronicowym wywiadzie z wiesławem górnickim jan przerobił go na mydło i ten sprawny niegdyś dziennikarz wypadł żałośnie.

po mniej więcej roku bylem na „trasie śmierci  – dzielnicy pubów w śródmieściu  był piątek i przed niektórymi knajpkami ustawiały się kolejki. kiedy tak stałem i zastanawiałem się czy czekać na miejsce, zobaczyłem mocno zamroczonego jana, podtrzymywanego przez dwie słynne kopenhaskie pieknosci. – natanie, powiedział ze zwykłą dla siebie emfazą – właśnie wróciłem z gdańska. polska jest krwawiącą raną w moim sercu…

jan przetłumaczył „wojnę futbolową” na duński, bo kapuściński wolał – jak mi potem powiedział – żeby to on tłumaczył nawet  z angielskiego wydania, niż miała by to robić jakaś polska z urodzenia tłumaczka, która nie wie  o czym książka traktuje.

kiedy w kopenhadze  odbywały się targi książki, kurka wręczyła mi egzemplarz i powiedziała: idź tam i powiedz janowi, że  ma mi napisać dedykację. dostałem ją  też od siedzącego obok na schodku  kapuścińskiego.  – a czy twoja córka nie chce dedykacji ode mnie?-zapytał.  poznał mnie,choć nie starałem się  przypomnieć mu, że znaliśmy się w czasach  uniwersyteckich, a potem był przez jakiś czas moim sąsiadem z osiedla na woli, gdzie wtedy mieszkał i widywałem go niemal codziennie podczas spacerów z psem. mieliśmy też wielu wspólnych przyjaciół. spędziłem z nim wówczas w kopenhadze cały dzień, momentami we trojkę – z janem…

potem jeszcze widziałem się z kapuścinskim na zjeździe absolwentów mego roku, gdzie był honorowym gościem i miał  z nami spotkanie – a przedtem jeszcze na pogrzebie naszego wspólnego przyjaciela stefana m.

potem już nie żył i myślałem  że będę miotał granatami, bo krytyk literacki „rzepy”, krzysztof m*** napisał wspomnienie, które było prawie donosem  na temat domniemanej współpracy z tajnymi służbami prl – tuż niemal nad grobem,  ale taka była już wówczas gazeta, z którą byłem związany przez dwanaście lat.

nathan gurfinkiel

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.