21.10.2022

Po dziewięciu miesiącach trwania wojny w Ukrainie Straż Pożarna w Częstochowie została czynnie włączona w przygotowanie naszego systemu obrony narodowej. Chodzą nasi dzielni strażacy po miejscach, gdzie zwykły człowiek na trzeźwo nie wejdzie; chodzą i poszukują schronów przeciwlotniczych.
One gdzieś są; w prawie każdym naszym mieście znaleźć można jakiś schron jak nie z okresu „zimnej wojny”, to z czasów mody na „linię Maginota”. Jakby ktoś się uparł, to lochy pod twierdzą w Przemyślu też się jeszcze nadają do wykorzystania; podobnie krakowska Smocza Jama. Frustracja częstochowskich strażaków nie wynika z braku miejsc do zwiedzania, lecz z tradycyjnego pytania: „kto tym wszystkim, k…a, rządzi”. Dla wyjaśnienia tym, którym jest obca tradycja narodowa: gdy się napotyka klasyczny „ruski bardach”, tony śniętych ryb w brudnej rzece, rozpoczętą i porzuconą budowę, zwał papierzysk po zlikwidowanym urzędzie, to pytanie o rządzenie, wraz z przecinkowym „k”, nasuwa się samoistnie.
Doświadczenia pobierane z telewizora podpowiadają: bez schronu nie da rady. Sądząc po datach produkcji odnajdywanych ruin, zainteresowanie militarne skończyło się w epoce Gomułki. Teraz nie wymusza się na inwestorach nawet kopania podziemnych garaży, w których, od biedy, można by przetrwać bombardowanie. To, że niektóre schrony przetrwały, też nie rozwiązuje problemu. Ogół nie wie, gdzie one są, a tym bardziej, kto ma do nich klucz. Właściciel schronu też nie wie, dawno się zwolnił z obowiązku troski o bezpieczeństwo. Nie ma więc rzeczy niezbędnych: agregatu prądotwórczego z zapasem paliwa, „żelaznej” rezerwy picia, żywności, lekarstw, podstawowych narzędzi umożliwiających wykopania się z gruzów. O środkach łączności nie wspominam, bo jakby co, u ludzi, zwłaszcza starszych, znaleźć można gołębie pocztowe, trąbki sygnałówki, gwizdki i tam-tamy.
Nie mamy schronów, ale za to jest zatwierdzona przez Prezydenta RP 12 maja 2020 r. na wniosek Premiera RP Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczpospolitej Polskiej. Dokument ten dostępny jest wszystkim, zawieszono go na stronie internetowej Biura Bezpieczeństwa Narodowego w Kancelarii Prezydenta RP. Poznanie treści nie wymaga dużego wysiłku intelektualnego: to 38 stron pisanych dużymi literami, w słowach tak okrągłych, że każdego zadowolą.
Wstęp zachwyca stylistyką prof. Zybertowicza: „Współczesne środowisko bezpieczeństwa jest coraz bardziej złożone i niepewne. Rosną interakcje polityczne, militarne, gospodarcze i społeczne w skali krajowej, regionalnej i globalnej. Wywiera to znaczący wpływ zarówno na strategię, jak i główne kierunki transformacji systemu bezpieczeństwa narodowego. Opracowanie i realizacja niniejszej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej wynika z potrzeby zapewnienia zdolności państwa do przeciwdziałania zagrożeniom i sprostania wyzwaniom, wynikającym ze zmieniających się uwarunkowań bezpieczeństwa Polski”
I już wszystko jasne: na złożoność trzeba odpowiedzieć prostotą, na niepewność pewnością, na interakcje – transformacjami. Bo jak nie to: „Postępująca dekompozycja porządku międzynarodowego w sposób niekorzystny wpływa na środowisko bezpieczeństwa Polski, utrudniając realizację interesów narodowych i osiąganie celów strategicznych”. Okrągłe słowa mają tę zaletę, że trudno się z nimi nie zgadzać.
Rzeczpospolita Polska tworzy warunki do realizacji interesów narodowych i osiągania celów strategicznych w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego w zgodzie z wartościami, które obejmują: niepodległość i suwerenność państwa, bezpieczeństwo obywateli, wolności i prawa człowieka i obywatela, godność człowieka, sprawiedliwość, tożsamość i dziedzictwo narodowe, demokratyczne państwo prawa, solidarność, ład międzynarodowy oparty na zasadach prawa międzynarodowego oraz ochronę środowiska.
Strażacy szukają w Częstochowie schronów, a ja szukam konkretów w Strategii. Przytakując głową, czytam:
Budować system obrony powszechnej w pełni wykorzystujący potencjał instytucji państwowych i samorządowych, podmiotów systemu edukacji i szkolnictwa wyższego, społeczności lokalnych, podmiotów gospodarczych, organizacji pozarządowych oraz obywateli, który będzie stanowił kompleksową odporność państwa na zagrożenia niemilitarne i militarne. […] Budować odporność państwa na zagrożenia, w tym o charakterze hybrydowym, zapewniać powszechny charakter obrony cywilnej i ochrony ludności oraz gromadzić i utrzymywać zdolności do odtwarzania niezbędnych zasobów. […] Rozwijać zdolności systemu ochrony zdrowia oraz struktur administracji publicznej do zwalczania zagrożeń epidemicznych, zwłaszcza chorób wysoce zakaźnych i szczególnie niebezpiecznych. Należy podjąć działania ukierunkowane na rozbudowę zaplecza diagnostycznego, w tym zwłaszcza budowę zdolności do szybkiego wykrywania zagrożeń epidemicznych, a także analizy i prognozy ich rozprzestrzeniania w czasie rzeczywistym. Odpowiednie środki ochrony i sprzęt medyczny powinny zostać włączone do programu rezerw strategicznych. Państwo powinno wspierać rozwój usytuowanych w Polsce zdolności produkcyjnych branży medycznej.
Wystarczy. Pisane to było wiosną 2020 r. Potem przeżyliśmy chaos niby-stanu wyjątkowego w czasie pandemii COVID; śledziliśmy „złoto polityczne”, „zwycięską wojenkę” z uchodźcami na granicy z Białorusią; po tej niby-wojnie przyszła rzeczywista u bliskiego sąsiada. Odpowiedzią była ustawa o obronie Ojczyzny, silna słowami i zapowiedziami. Po siedmiu latach rozmontowywania armii zaczęto inwestować w zakup czołgów od Koreańczyków. Wzmocniliśmy się tak bardzo, że możemy powrócić do międzywojennej doktryny dwóch wrogów, walcząc jednocześnie z Putinem i Schulzem.
OK, jesteśmy suwerenni i mamy 1000-letnią kulturę oraz dumę z tego, że jesteśmy dumni. OK, pokażemy światu, że się nie boimy i posiadamy potencjał odstraszania wrogów. OK, ogólnie zawsze przyjemniej prezentować się jako Ktoś, niż przyznać, że jesteśmy Nikt.
Wszystko jest OK, tylko, gdzie te schrony i kto ma do nich klucz?
Jarosław Kapsa
