Jarosław Kapsa: W kręgu zainteresowania służb7 min czytania

()

28.10.2022

Pan Sasin, z zawodu wicepremier, zażądał od prezesów 23 spółek Skarbu Państwa uzyskania certyfikatu dostępu do informacji niejawnych. Kilka dni wcześniej 5 z tych prezesów, bez względu na posiadany przez nich certyfikat, chciał przyspawać do stołków, uniemożliwiając odwołanie w zwykłym trybie. W obu wypadkach pan Sasin powołuje się na bezpieczeństwo narodowe… I pewnie ma racje, jeśli pod słowem „naród” rozumie się partyjną klikę trzymającą władzę.

W obliczu groźby utraty władzy coraz jaskrawiej ujawnia się obraz tzw. Zjednoczonej Prawicy, jako sojuszu grup mafijnych opartego na zmiennym interesie: prawach łupienia wyznaczonego terytorium. Nowy pomysł pana Sasina to kupowanie wsparcia mafii służb specjalnych w zamian za „głębsze zanurzenie dzioba” w konfiturach „państwowych czeboli”. ABW musiało niedawno żenująco żebrać w Sejmie o zwiększenie środków budżetowych na zakup papieru, przyborów biurowych i paliwa do samochodów. Po zmianach zyska możliwość wymuszania takich środków od prezesa Obajtka i innych bossów. Pal licho, zresztą taką łataninę, tu bardziej chodzi o dobrze płatne posady dla „swoich”, o nieewidencjonowane wpływy „prane” przez fundusz operacyjny, o realną władzę nad podmiotami obracającymi miliardami złotych. Przede wszystkim zaś o umocnienie władzy dyskrecjonalnej.

Określenie „władza dyskrecjonalna” trąci dziś meszkiem, jest pozostałością po czasach kształtowania się systemów demokracji liberalnej. Władza dyskrecjonalna była możliwością podejmowania decyzji przez władzę w sposób nieskrępowany prawem i opinią publiczną. Tyran mógł osadzić każdego w Bastylii, nie potrzebował do tego wyroku sądu, ani też nie musiał tłumaczyć ludowi przyczyn takiego postępowania. Bastylię zburzono, ale nie zmieniło to tęsknot rządzących do rozszerzania zakresu swej władzy. Władza ta rosła wraz z zakresem kompetencji i uznaniowości urzędniczej. Ochroną przed samowolą rządzących stała się klasyczna reguła: obywatel może czynić wszystko, co nie jest zabronione przez prawo; władza może działać jedynie w ramach kompetencji i w granicach prawem określonych.

Prawo administracyjne „rodziło się z idei ochrony jednostki przed arbitralnością i samowolą władzy administracyjnej państwa policyjnego. Dlatego konstrukcje prawa administracyjnego tej epoki nastawione były na ideę pewności i przewidywalności działań władzy administracyjnej w jej stosunkach z jednostką. W logice prawa administracyjnego tworzonego wówczas zrozumiałe więc było ograniczenie uznaniowości (dyskrecjonalności), eliminowanie dowolności i niczym nieskrępowanej swobody władz administracyjnych”.

Każda władza demoralizuje, każda – w sprzyjających warunkach – broniąc własnego interesu dążyć może do rozszerzania zakresu władzy dyskrecjonalnej, lekceważąc Konstytucję i podstawowe unormowania prawne. Szermowanie słowami o bezpieczeństwie państwa, domniemywanie patriotyzmu u rządzących polityków, bywa często zasłoną dymną wobec egoistycznych pragnień. Państwo jest po to, by służyć ludziom, a nie ich niewolić; państwo ma chronić naszą wolność i własność, a nie być zagrożeniem.

Ponieważ skuteczna ochrona obywateli wymaga właściwych narzędzi, godzimy się na przyznanie instytucjom państwowym nie tylko monopolu na przemoc, ale też – w szczególnych wypadkach – działania „ponad prawem”. Nawet idealne państwo demokratyczno-liberalne musi dysponować służbami specjalnymi, uprawnionymi do stosowania specjalnych środków. Innymi słowy, chroniąc własne bezpieczeństwo, przyznajemy służbom specjalnym określone kompetencje władzy dyskrecjonalnej. Ponieważ każda władza demoralizuje, w każdym państwie; tak w Rosji Putina, jak i w USA Bidena, dochodzić może do naruszenia równowagi: zakres władzy dyskrecjonalnej prowadzi do przejmowania przez służby rzeczywistej władzy nad różnymi sferami życia publicznego. W USA możliwości takiego naruszania równowagi ograniczane są sprawdzonymi metodami kontroli służb. W Rosji, gdzie brak takowej, to służby kontrolują konstytucyjne organa władzy. W Polsce… warto odpowiedzieć sobie na to podstawowe pytanie.

Przypomniana została ostatnio „afera podsłuchowa” skutkująca przegraną PO w wyborach parlamentarnych, tym samym zmianą rządu i instalacją władzy PiS. Sprawa znów zrobiła się głośna, dzięki ujawnieniu związków pana Falenty z rosyjskimi mocodawcami. Czy jednak to było najgroźniejsze ? Nie można bagatelizować udziału w aferze funkcjonariuszy „naszych” służb specjalnych. Oni „prowadzili” i „zadaniowali” pana Falentę, oni stworzyli warunki dla politycznego wykorzystania zdobytych materiałów. Świadomie złamali normy lojalności wobec swoich przełożonych; inspirowali do podsłuchiwania swoich zwierzchników. Nie można tego usprawiedliwiać względem na dobro ogólne; był to świadomie zawiązany spisek, uczestniczący w nim kierowali się egoistycznymi pobudkami: uzyskaniem awansu lub materialnych korzyści od nowej, wykreowanej w wyniku spisku, władzy. Być może, na co wskazują ostatnio ujawnione rewelacje, w jakiś sposób współpracowali w tej sprawie ze służbami rosyjskimi.

Nie jest to zwykły skandal, lecz uderzenie w podstawy państwa prawa. Co gorsze, ten antypaństwowy spisek został zaakceptowany, przez wyłonioną po wyborach władzę. Nagrodzony przez nią; uczestnik, a być może inspirator spisku, został mianowany nadzorcą i koordynatorem służb specjalnych; owieczki powierzyły swoje bezpieczeństwo wilkowi.

Nie mamy więc żadnych podstaw, by darzyć nasze służby specjalne zaufaniem. Nie ma także żadnych faktycznych mechanizmów kontroli nad nimi. Jest jak w Rosji, tej Putina i tej Stalina, służby mogą kontrolować wszystkich, nie przejmując się ograniczeniami prawa; służb zaś nikt kontrolować nie może.

Przyznawanie uprawnień dostępu do informacji niejawnych jest w obecnych realiach formą umocnienia władzy dyskrecjonalnej służb. Bezpieczeństwo państwa, niewątpliwie wymaga, by obowiązywała ustawa o ochronie informacji niejawnych i określone w niej procedury postępowania. Ale przy braku rzeczywistej kontroli nad służbami wszelkie niesprecyzowane ogólności tej ustawy mogą działać przeciw nam. Zaufanie do organów władzy wynika z jawności ich działań. Powinniśmy mieć prawo nie tylko poznać podjęte decyzje, ale i proces ich wytwarzania: kto był ich inicjatorem, z jakich względów, jaki był sposób procedowania, jakie opinie i wnioski w tej sprawie przekładano itd. Wspomnę tu o jednym z „kamieni milowych” związanych z uzyskaniem unijnych środków; rząd zobowiązał się do zmian w regulaminie Sejmu w sposób przywracający ową zasadę jawności procedury poprzedzającej podjęcie decyzji.

W tę zasadę jawności uderza niesprecyzowany zapis z ustawy o ochronie informacji niejawnych; są takowymi takie: „których nieuprawnione ujawnienie spowodowałoby lub mogłoby spowodować szkody dla Rzeczypospolitej Polskiej”. Guma jest mniej rozciągliwa od tego przepisu. Ponieważ można dowolnie rozciągnąć definicję „tajemnicy państwowej”, to i nieograniczony jest zakres stanowisk wiążących się z uzyskaniem certyfikatu ABW lub SKW z prawem dostępu do informacji niejawnych. Pan Sasin teraz sięga po ustawę, by sprawdzić 23 swoich prezesów; ale przecież od dawna mógł to robić, bo art. 1 ust 2 pkt 6 wskazuje na konieczność sprawdzania: „przedsiębiorców zamierzających ubiegać się albo ubiegających się o zawarcie umów związanych z dostępem do informacji niejawnych lub wykonujących takie umowy, albo wykonujących na podstawie przepisów prawa zadania związane z dostępem do informacji niejawnych”. Nawet szewc szyjący władzy buty powinien być sprawdzony, bo dysponuje informacjami (np. wielkością stopy decydenta) po ujawnieniu mogącymi spowodować szkody Rzeczpospolitej.

Rękojmią zachowania tajemnicy „jest zdolność osoby do spełnienia ustawowych wymogów dla zapewnienia ochrony informacji niejawnych przed ich nieuprawnionym ujawnieniem, stwierdzona w wyniku przeprowadzenia postępowania sprawdzającego”. Procedura sprawdzająca opiera się na uznaniowości funkcjonariusza; może on dowolnie uznać, że dana osoba jest podatna na szantaż, bo widziano ją, jak pije piwo w podejrzanym towarzystwie. Innymi słowy, objęcie nieograniczonej liczby stanowisk zawodowych zależne jest od humoru funkcjonariuszy s.s. (służb specjalnych).

Korupcja jest balsamem łagodzącym udręki tyrańskiej władzy. Trudno jednak pocieszać się wizją Polski, w której jak się da to i da się żyć. Trzeba więc odgrzebać z mchu stare wartości i ponownie głosić, że władza dyskrecjonalna jest bastionem despotyzmu. Nasza wolność zależna jest od maksymalnego jej ograniczenia.

Jarosław Kapsa

Przypis: przywołany cytat: A.Błaś, Czynniki niepewności sytuacji prawnej jednostki w prawie administracyjnym Warszawa 2014 cytat za: Zofia Duniewska Władza dyskrecjonalna administracji publicznej a sytuacja prawna jednostki – kilka refleksji

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.