Bogdan Miś: Upusty żółci (listopad)81 min czytania

()

01.11.2022

Od pewnego czasu publikuję na Facebooku swoje codzienne zapiski, cieszące się tam niejakim powodzeniem. Bezczelnie postanowiłem je Państwu udostępnić również i tutaj, mając nadzieję, że zdopinguje mnie to ostatecznie do systematycznej pracy. W ciągu całego długotrwałego życia próbowałem czegoś takiego wielokrotnie i zawsze mnie znudziło.

Może teraz. Czytajcie codziennie po południu.

30.11.2022

Naprawdę, wczoraj byłem zaharowany ponad miarę i zupełnie nie miałem ochoty nawet siadać do komputera, nie mówiąc już o upuszczaniu z klawiatury na ekran czegokolwiek. Przepraszam zawiedzionych, ale – po prostu – bywa.

Zatem dziś. Pisuarom się nie wiedzie — nie dość, że wczoraj sędzia Tuleya został oczyszczony z zarzutów, to dziś sejmowa komisja etyki ukarała gen(iusza) Janusza Kowalskiego naganą za naruszenie zasady dbałości o dobre imię Sejmu — poinformowała przewodnicząca tej komisji Monika Falej (Lewica). Chodzi o wpisy Kowalskiego na Twitterze dotyczące dzieci i „ofiar tęczowej ideologii”. Nie ma co przypominać szczegółów, bo ten minister ma tak ogólnie to do siebie, że warto nim co jakiś czas zdrowo potrząsnąć. Właściwie co zdanie.

Swoją drogą nachodzi mnie pewna refleksja. Otóż choć wielu tych panów, zwłaszcza od Ziobry, piastuje różne godności i używa różnych tytułów – to o żadnym z nich nie przychodzi nam do głowy powiedzieć albo tylko myśleć „minister”, „prezes”, czy „sekretarz stanu”. Czy to Kanthak, czy to Ozdoba, czy Wójcik, czy jakiś inny Pipsztak – myśli się o nich po nazwisku. Nawet imienia używamy tylko wtedy, gdy nazwisko jest tak pospolite, że trzeba jakoś jednego od drugiego odróżniać. Czy ktoś o ministrze sportu myśli inaczej niż „ten Bortniczak”?

To chyba coś o nich mówi. No i oczywiście o naszym do nich stosunku.

Bliżej tej sprawy przez ostrożność procesową nie wyjaśnię.

Dziś dzień grozy. „Mecz stulecia”. W telewizorni ryk skretyniałych kibiców już od rana. Na dwie godziny przed właściwym spotkaniem ruszają jakieś idiotyczne „strefy kibica”, w których „eksperci” będą cmokać z zachwytu (lub wręcz przeciwnie) nad prawą nogą Lewandowskiego, „trzymać kciuki” i wyczyniać rozmaite zwyczajowe brewerie, tocząc bezsensowne rozmowy z jakimiś panami Nikt. I to będzie miało widownię!

Tymczasem mamy niewielki przewrót po lewej stronie sceny politycznej. Rządziło tam dotychczas grono „trzech tenorów” – Czarzasty, Biedroń i Zandberg – a teraz dołączyła (jako cozandberg) Magdalena Biejat.

I bardzo dobrze; lewica jest bowiem jakby stworzona dla kobiet. Więcej: lewica jest dla mnie kobietą, w dodatku piękną (może właśnie dlatego darzę ją sympatią…) i im dobitniej to sobie uświadomimy, tym lepiej.

Bo powiedzmy sobie szczerze: wszystkie poważniejsze akcje polityczne ostatnich lat były bądź wręcz przez kobiety inaugurowane, bądź bez ich znaczącego udziału by ich po prostu nie było. A w „profesjonalnej” polityce znajduje to jak dotychczas odbicie nader nikłe, właśnie głównie lewicowe. Pokażcie mi prawdziwie silną kobietę w PSL, u Hołowni, czy nawet w KO, gdzie z tym jest jeszcze stosunkowo najlepiej i kilka znaczących damskich nazwisk bym jednak wymienił.

A pisuary robią sobie dobrze jak tylko mogą.

Rzekłbym: oburzająco dobrze.

Przegłosowali na posiedzeniu sejmowej komisji finansów poprawkę do ustawy budżetowej, która zwiększa finansowanie TVP z 1 mld 995 mln na … 2 mld 700 mln. To suma kolosalna; a przecież kurwizja jeszcze zarabia na reklamach! Sprawa jest jednak dość oczywista: w przyszłym roku wybory, a strumienie obelg i nienawiści, jakie się będą lać z małego ekranu są kosztowne. Kłamstwo jest zawsze droższe od prawdy, wymaga bowiem wymyślenia – a prawda leci własnym scenariuszem.

I to może być jakaś nasza szansa, bo z myśleniem po prawej stronie dość ciężko.

Na zakończenie – coś o charakterze dowcipu. Zorganizowano konkurs szachowy. Udział w zawodach mogli brać obecni i emerytowani pracownicy tzw. WORD-ów z całej Polski, a warunkiem uczestnictwa było jedynie wpłacenie 50 zł. Szło o tytuł szachowego mistrza Polski tychże WORD-ów. Organizatorem, jedynym uczestnikiem i tym samym zwycięzcą był Andrzej Matusiak, radny PiS w Jastrzębiu-Zdroju. Jaka szkoda, że Bareja nie żyje…

O Kaczyńskim milczę nadal bez przykrości. Choć nie ulega wątpliwości, że niebawem coś takiego zasunie, że znów się nam słabo zrobi albo ktoś popuści ze śmiechu.

29.11.2022

Dziś nieczynne; z powodu, że zamknięte.

28.11.2022

Lewandowski zjadł śniadanie.

Dr Patryk Jaki oświadczył, że „Solidarna Polska opuści rząd, jeśli premier przyjmie kapitulanckie warunki. UE stosuje rasistowskie kryterium. Nie będzie nas uczyć kultury i tradycji”.

Chyba rzeczywiście nie, jeśli ma na myśli siebie i swoich kumpli. Tu potrzebna byłaby szkoła dla dzieci specjalnej troski, a takiej roli Unia nie pełni.

Szczęsny był na spacerze.

— Przywozić z Niemiec miliony ton śmieci, to tak, nie ma problemu, ale postawić patrioty, żeby zabezpieczyć obywateli Polski, to już nie, bo niemieckie. Jeździć niemieckimi służbowymi samochodami — jak najbardziej, ale chronić ludzi niemieckim sprzętem przed bombami, to już nie. Hipokryzja i skrajna niekompetencja tych ludzi jest porażająca — mówił w „Onet Opinie” europoseł Platformy Obywatelskiej Bartosz Arłukowicz, komentując zwrot w sprawie niemieckich patriotów dla Polski.

Rację ma pan doktor stuprocentową, ale masażysta reprezentacji złamał paznokieć.

„Nie rozumiem, dlaczego w rocznicę uzyskania przez Polki praw obywatelskich mają się odbywać demonstracje pod moim domem” – powiedział Kaczyński, pytany o manifestacje zaplanowane przez Strajk Kobiet.

Dodajmy: nie tylko tego ten człowiek nie rozumie, ale po co się tym chwalić?

No i przecież dietetyczka piłkarzy ma okres.

Bardzo był piękny dziś kadr ze wspólnej konferencji MM i JK. Rozrzewniłem się: naszły mnie wspomnienia z dzieciństwa. Lubiłem te komiksy z Patem i Patachonem – a tu, masz pan, ożywione i w kolorze. „Przedstawiamy projekt ustawy ws. powstania komisji do spraw badania polityki energetycznej w latach 2007-2015” – zapowiedział Kaczyński. Krzywousty wyjaśnił, że miałaby to być „komisja weryfikująca wpływy rosyjskie na bezpieczeństwo wewnętrzne w Polsce”.

Jednym słowem panowie powiedzieli dwie rzeczy: że będą grali razem (co pewne wcale nie było) oraz że głównym tematem kampanii wyborczej będzie jednak atak personalny na Tuska, za wszelką cenę. Opakuje się go w elgiebetów, przyprawi niemieckie korzenie, wyciągnie na jaw jego podejrzane zabawy z dzieciństwa – po co się raz jako ośmiolatek przebrał za dziewczynkę, hę? – i będzie gites. Dołożymy mu przynależność do ZMP; potem przeprosimy za nieumyślny anachronizm, ale kto trzeba – zapamięta.

Jeden z asystentów trenera reprezentacji dostał czkawki.

Nie, mili moi: nie zwariowałem. Wpisuję się tylko – bardzo zgrubnie – w obraz polskich mediów w okresie narodowego zidiocenia na punkcie piłki kopanej. Tylko – jeszcze – odwróciłem proporcje: u mnie jednak o „naszych narodowych skarbach” jest mniej niż o czym innym.

Zastanawiam się, czy by coś dało szybkie wyeliminowanie polskiej drużyny. Wychodzi mi, że nie: będą wtedy pieprzyć o przyczynach i śpiewać pijackie „Polacy, nic się nie stało”. Tak że nie ma rady, trzeba przecierpieć.

A ponadto w tej sytuacji Wuc będzie musiał w pewnym momencie coś powiedzieć i z pewnością pomyli idiotycznie nazwiska albo tak zinterpretuje jakieś przepisy, że wszystkim szczęki opadną. Więc liczmy na to, że choć spokoju nie będzie, to chociaż będzie śmiesznie.

27.11.2022

Oglądam z zainteresowaniem duński serial „Rząd” („Bergen”) na Netfliksie.

To naprawdę udana opowieść o polityce i jej brudnych kulisach – a także o mediach, reprezentowanych w serialu przez brukowy szmatławiec i wielką stację telewizyjną. Zwłaszcza ten ostatni wątek zainteresował mnie szczególnie; okazuje się, że pewne problemy mamy z Duńczykami wspólne.

Jeden z tych problemów, to pogoń za oglądalnością. Po objęciu rządów w serialowej TV1 przez biznesmenów i młodych „filmoznawców” staje się ona – ta oglądalność – prawdziwym bożkiem. No i w pewnym momencie młody nowy dyrektor programowy zarządza, by przedwyborcza dyskusja przywódców politycznych stała się widowiskiem rozrywkowo-sportowym. Bo – powiada – ci, którzy chcą poważnego dziennikarstwa i tak będą oglądali, zaś „złapani” zostaną ci, którzy wolą czystą rozrywkę. Prezenterzy zostają ubrani w błyszczące cekinami i niemiłosiernie kolorowe stroje, wszystko w scenografii błyska i wiruje, wypowiedzi programowe ograniczone do 20 sekund a najważniejszym problemem warsztatowym staje się … donośność dzwonka, sygnalizującego koniec wypowiedzi. Kończy się to buntem dziennikarzy i groźbą strajku.

Przepraszam za to streszczenie. Nie byłoby go, gdyby nie dzisiejsza konferencja polityków ugrupowania LEWICA-RAZEM. Nie było prowadzących w cyrkowych strojach. Nie było dzwonków ani gongów. Jeszcze nie było.

Ale agresywna scenografia i błyskające światełka bezpośrednio skojarzyły mi się z wykpionym bezlitośnie przez Duńczyków „widowiskiem politycznym”, określonym tam w końcu nie bez racji mianem jarmarku. Tak sobie myślę, że gdyby pan Zandberg potknął się i walnął tyłkiem o podłogę, to oglądalność skoczyłaby o jakieś 700%.

Czyż nie o to chodzi?

„Rozpoczynamy zbieranie podpisów pod wnioskiem o powołanie komisji śledczej w sprawie polityki energetycznej Polski od 2007 do 2022 r. Chcemy postawić Donalda Tuska przed Trybunałem Stanu” – oświadczył w niedzielę nasz ulubiony intelektualista Janusz Kowalski. Inny aktywista Solidarnej Polski, wiceminister klimatu (!) Jacek Ozdoba zwracał uwagę, że Tusk jako szef Rady Europejskiej nie potrafił zatrzymać „szalejącej, ideologicznej polityki klimatycznej” oraz „jest autorem zabijania polskiego górnictwa, zabijania polskiej energetyki węglowej”.

Geniusze. Trafiają każdym strzałem w samo sedno, prawda?

Trwa trzecia edycja konferencji „Zderzenie Kulturowe w UE”. „To jedna z najważniejszych platform dyskusji o przyszłości i wyzwaniach jakie stoją przed Polską w Unii Europejskiej” twierdzą prawiczki. A co mają mówić, jeśli pomysłodawcą przedsięwzięcia jest dr Patryk Jaki? Zaciekawili mnie tym zachwalaniem.

Poczytałem. Bełkot. Groza. Najmniej utalentowani autorzy pamiętnego „Poradnika Agitatora” robili to samo dużo lepiej.

Nawiązując do ejakulacji patriotyzmu na wzmiankowanej konferencji: ci, którzy chcieliby skorzystać z możliwości siedzenia na osławionych ławeczkach patriotycznych, muszą się pospieszyć. Powoli znikają. Nie ma już lubelskiej, poznańskiej …

Sztuka w sztukę kosztowały po sto tysięcy polskich złotych. Sypać się zaczęły po tygodniu, bo poza paskudną formą były spartaczone wykonawczo. Było ich tyle, co województw. Jak mawiała moja wspominana tu kilkakrotnie babcia „No i kasa poszła jak psu w dupę”. To zdaje się pisia specjalność.

O Kaczyńskim tym razem pośrednio, przez pewien wpis internetowy. „Na pytanie: czy powinien on być pochowany na Wawelu —99% Polaków odpowiedziało pozytywnie. Pod warunkiem, że natychmiast”.

26.11.2022

Onet: Sąd Rejonowy dla Warszawy Praga-Południe skazał właśnie Macieja R. na: dwa lata ograniczenia wolności, 30 godzin nieodpłatnych prac społecznych miesięcznie i przeprosiny dziennikarki Polsatu, Agnieszki Gozdyry.. Maciej R. groził dziennikarce na Twitterze ogoleniem głowy. Powodem miały być wypowiedzi Gozdyry nakłaniające do szczepień.

I z tego powodu ulewam żółci?

Ależ skąd. Ulewam żółci na fakt, że nadal jest tylu tumanów, którzy do dziś uważają pandemię za niebyłą. Ciekawe, że nikt nie zbadał tego środowiska socjologicznie. Postawię hipotezę, że nieproporcjonalnie dużo w tym zbiorze nacjonalistów i prawicowców. Lepiej tego nie wiedzieć, czy przeciwnie?

Po wymyślonych przez Daukszewicza „dowożencach” (czyli nazwie na stale tę samą publikę Kaczyńskiego) zachwyciło mnie kolejne słowo: „degamonizacja”. Użyła go Urszula Pasławska z PSL w radzie dla Dudy: — Zachęcam pana prezydenta do degamonizacji swojej kancelarii. Pozbycia się wszystkich gamoni z PiS-u i zachęcenia ich do tego, aby poszli na wolny rynek i obstawienia się fachowcami – powiedziała mianowicie, komentując dwukrotne wkręcenie prezydenta Dudy przez pranksterów z Rosji.

Również z Onetu:– Ani ja, ani żadna z osób, z którymi jestem w kontakcie, a które również doznały krzywd ze strony Mirosława Skrzypczyńskiego, nie zamierzamy stawić się przed powołaną przez PZT komisją – mówi Onetowi posłanka Katarzyna Kotula. — Nie interesuje nas osąd towarzystwa wzajemnej adoracji. Jesteśmy do dyspozycji prokuratury, sądu i Państwowej Komisji ds. Pedofilii. Posłanka Lewicy chce również, by działalności PZT przyjrzała się NIK, a także Ministerstwo Sportu i Turystyki”.

No i racja. Cwaniactwo tych kolesi jest tak czytelne, że poraża. Precz z tym całym zarządem. Natychmiast niech idą do diabła, co do jednego. Żadnych „wewnętrznych komisji” w żadnej sprawie. Prokurator i co tam jeszcze może wejść z kontrolą. Bez gadania.

25.11.2022

Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek w czymkolwiek zgodzę się z konfederatami. A tu – weź się i zabij: Krzysztof Bosak zadeklarował w „Onet Opinie”, że zagłosuje za odwołaniem Zbigniewa Ziobry z funkcji ministra sprawiedliwości. — Powiem więcej, zagłosowałbym w tej chwili za odwołaniem każdego ministra z tego rządu. Uważamy ten rząd za drastycznie zły, w sposób absolutnie niemający porównania do niczego innego w III RP, zwodzący wyborców, udający zupełnie inną politykę niż realizuje — dodał podobno.

No racje ma chłopiec i co tu będziemy dużo gadać. W każdym razie w tej sprawie. Rząd pod sąd jest takie hasełko uliczne, bardzo sympatyczne w swej zwięzłości. W tej kwestii jesteśmy razem.

Tymczasem rozwija się ponury idiotyczny spektakl z niemieckimi „Patriotami” w roli głównego rekwizytu. Dał głos Duda; tenże – bardzo delikatnie, trzeba przyznać – odciął się od ostatniego stanowiska Morawieckiego i Błaszczaka, którzy (wyraźnie otrzymawszy OPR od Kaczyńskiego) zmienili niechlubnie front w tej sprawie – z akceptacji na sceptycyzm. Swoją drogą, praca w dyplomacji i w ogóle polityka międzynarodowa, to ciężki kawałek chleba. Ja na miejscu przedstawicieli Niemiec już dawno powiedział coś w rodzaju „nie podoba się, to najuprzejmiej proszę o cmok w najbardziej niewymowne miejsce”. A oni w uśmiechach…

W antyniemiecką grę Kaczyńskiego włączyli się za to chłopcy od Ziobry. Poinformowali dziś o złożeniu projektu ustawy, który ma zlikwidować… przywileje mniejszości niemieckiej w Polsce. Twarzą tego nowego pomysłu ma być, zdaje się, osławiony Janusz Kowalski. Słusznie: jedna głupota więcej w wykonaniu tego „polityka” od siedmiu boleści i ósmego skrętu kiszek różnicy żadnej nie robi: nikt się nie skompromituje, on też się bardziej już nie pogrąży, a będzie z siebie bardzo rad. No i rzecz jasna będzie zabawnie.

Jego książęca wysokość, łaskawie nam wojewodujący na Stolicy pan Konstanty Radziwiłł wyrzucił był z posady panią Monikę Strzępkę, znaną twórczynię teatru, która w swoim czasie wygrała konkurs na szefa warszawskiego Teatru Dramatycznego, skądinąd jednej z ważniejszych scen w Polsce. No i jego światłość książę wojewoda uznał, iż Strzępka jest „radykalną feministką”, więc tego. I poza tym pizdzie złocony pomnik wystawiła, więc niewinne dziatki muszą w foyer teatru walić gruchę, bo nie wytrzymują i nawet do kibla nie dolecą.

Szkoda jednak, że jaśnie pan nie powołał się w swej decyzji na jakieś prawo, zabraniające w Polsce radykalnego feminizmu (albo gdziekolwiek poza światem Islamu). Dobrze, że nie zarządził biczowania ani nawet pławienia Strzępki, bo to – myślę – mogłoby nie być mile widziane przez pewną liczbę degeneratów. I tak książę pan zapewne usłyszy małe co nieco, jak się pokaże na ulicy. Krąży plotka, że ma opuścić swoje stanowisko i udać się gdzieś w Obce Kraje; nie zdziwiłbym się, gdyby mu tam zgotowano gorące i głośne powitanie…

A Kaczyńskie go mam po dziurki w nosie.

24.11.2022

Dziś obraduje Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości. Mają wybrać nowego niedorzecznika partii, a także rozważyć sprawy regionalne i ocenić negocjacje w sprawie KPO (to ostatnie, to chyba najważniejsze – ale u nich rzecz jasna na ostatnim miejscu). Spotkanie odbędzie się kilka dni ciężkim laniu w woj. śląskim, gdzie partia straciła większość w sejmiku wojewódzkim. Pewno miny będą skwaśniałe.

Zapewne poruszą też „kwestię niemiecką”. Jeśli o to chodzi, to mam do odnotowania przede wszystkim coś, co uważam nie tylko za niebywały skandal, ale wręcz takie działanie na szkodę państwa, które się kiedyś nazywało zdradą główną. Po tym, jak Niemcy zaoferowały nam ochronę swoimi bateriami „Patriot” pan Błaszczak najpierw zareagował przyzwoicie i pozytywnie, by po trzech dniach zmienić zdanie i zakomunikować, że lepiej by było, gdyby ta broń trafiła na Ukrainę.

Co jest niemożliwe, bo obsługa wyrzutni musi być niemiecka (długie szkolenie), więc proponowane rozwiązanie byłoby bezpośrednim wysłaniem wojsk NATO na Ukrainę – czyli otwartym wejściem w wojnę. Nie mówiąc o tym, że podobno wymagałoby to odrębnej zgody USA jako producenta.

Cóż się więc stało? Nie ulega wątpliwości: stary załupieżony paranoik wezwał pana B. na dywanik i opipształ. Bo jakże to tak? Niemieckie mundury miałyby się pokazać w Polsce podczas trwania ostrej kampanii przeciw nim?

Ale, powtarzam, to jest zdrada i współdziałanie z Putinem. Oraz coś, za co nie karzą, jeśli tylko na tym się kończy: bezbrzeżna głupota.

Przypomnę przy okazji: na ostatnim spotkaniu ze swoimi „dowożeńcami” (genialne słowo, wymyślone przez Daukszewicza!) ten załupieżony otrzymał kretyńskie pytanie „z sali” (cudzysłów, bo wszystkie te pytania są oczywiście pisane przez jakichś niezdolnych przydupasów): „kiedy niemieckie media i sklepy wyjadą z Polski?”. I odparł: „w Unii Europejskiej jesteśmy, no i sklepów to nie wyprowadzimy, chyba że same się wyprowadzą, jeśli nie będziemy w nich kupować. Innego wyjścia nie ma”.

No to, jak mamy przyjąć „Patrioty” czy eurofightery na naszym niebie? Nie da się.

Przejdźmy na chwilę do spraw duchowych, które zresztą wiążą się częściowo z poprzednim tematem. Oto niejaki ksiądz Daniel Wachowiak miał wytrysk patriotyzmu i napisał na Tweeterze taki oto tekst: „Dziękuję Japonii za chwile radości sprawione sporej części Polaków”…

Kto nie wie: chodzi o to, że Japonia wygrała w jakąś kopaną piłkę z tymi, których załupieżony nie trawi. No i teraz już wiemy, jak sukienkowi rozumieją patriotyzm. Nie jest ważne, że kibice japońscy zadziwili cały świat … posprzątaniem po sobie w szatni. To takie płaskie, prawda, i za grosz w tym transcendencji nie ma. Ale „bij Niemca”…

Pozostajemy w sferze wzniosłości. Ksiądz Wiesław (delikatni dziennikarze nie podają nazwiska; pewno boją się ekskomuniki…) z Trzcinicy, którego nagie zdjęcia ktoś wysłał do kurii, aby poinformować o jego wybrykach, postanowił odnaleźć „winowajcę”. Katabas zgłosił więc to policji, która ochoczo wzywa na przesłuchania podejrzanych o niecny anonim parafian. Co, oczywiście, jest całkowicie bezprawne. Sprawę opisała „Gazeta Wyborcza”.

No i czy ci chrześcijanie nie są prześladowani? Sami powiedzcie: nic świętego nikomu pokazać nie można nawet na zdjęciu.

Katolickie patriotyczne państwo i jego (za przeproszeniem) organy gospodarcze są też prześladowane tak samo, jak ludzie Kościoła. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nakazał spółce PGNiG Termika ujawnić, ile pieniędzy przekazała na antyunijną kampanię dotyczącą cen prądu. Była to kampania billboardowa wymierzona w Unię Europejską i politykę klimatyczną. Kosztowała mianowicie ponad 12 mln zł. Opierała się manipulacji, dezinformowała o faktycznych problemach polskiej energetyki.

No i co, to już nawet sobie nie można za publiczną kasę troszkę pokłamać w słusznej patriotycznej sprawie? Szykany! No i oczywiście kasta musiała się antypolsko włączyć.

23.11.2022

Duda powołał Radę ds. Szkolnictwa Wyższego, Nauki i Innowacji. Jak czytamy na stronie Kancelarii Prezydenta, jest to dziewiąta rada powstała w ramach Narodowej Rady Rozwoju.

No i czego się tu Miś czepiacie?

A tego, że w żaden sposób nie da się prosto dowiedzieć, kto w skład tej rady personalnie wchodzi. Wicie, rozumicie: imię, nazwisko, stopień służbowy i takie tam różne, indeks cytowań na ten przykład albo inny Hirsch. Pewno gdzieś to można znaleźć, ale żeby tak prosto, to nie. Jest tylko pamiątkowe zdjęcie.

No i z niego bez znajomości szczegółów też da się cokolwiek niestety wyczytać. Otóż są tam same chłopy, na ogół mocno dojrzałe. Kobity żadnej. A coś mi się zdaje, że pań z całkiem pokaźnym dorobkiem naukowym znalazłoby się w Polsce sztuk kilkanaście bez większego kłopotu.

Ale one jakieś takie… Wiadomo, baby. Nieprezydenckie. Żeby chociaż któraś była jak to Ruchadło Leśne…

Skucha, panie Duda. Coś panu ostatnio źle doradzają.

„Afera tenisowa” mocno grzeje opinię publiczną – a nasza rządząca elita polityczna jakby zakłopotana. A to „nie mam prawa ingerować”, a to „sprawy prywatne”, a to „związek sportowy jest autonomiczny”…

Ku mojemu zdumieniu Sasin się zachował i zapowiedział wstrzymanie dotowana PZT przez spółki skarbu państwa. Zwłaszcza jedna, ta na O chyba, robi za głównego sponsora. Ale przecież tam już dawno w tym PZT powinno siedzieć paru prokuratorów i na wszelki wypadek jakaś solidna kontrola skarbowa, bo przecież z reguły za absolutnie pewnym siebie drapieżnikiem seksualnym można w księgach rachunkowych znaleźć różne ciekawe informacje.

Niczego nikomu nie zarzucam, broń cienisty borze, tylko doradzam…

Prokuratura jest za to sroga dla rapera Maty. Nie jest to artysta z mojej bajki, nie znam się na tym gatunku rozrywki i – prawdę mówiąc – mało mnie on kręci, ale chłopaka w styczniu tego roku zatrzymano za manie przy sobie 1,5 grama marychy. Grozi mu podobno do 3 lat paki i prokurator zapowiada brak litości.

Nie chcę rzucać niczego na nikogo, ale czy pan prokurator byłby tak samo surowy, gdyby onże raper sławił w swych produkcjach pewnego żoliborzanina, zamiast go sekować? A gdyby tatusiem onego nie był niemiły władzy profesor prawa, tylko na ten przykład jakiś spolegliwy neosędzia, albo miłujący władzę kopacz piłki (jeśli taki istnieje)?

Tak tylko pytam.

„Parlament Europejski odwraca się plecami do milionów ludzi i służy interesom jednej orientacji politycznej. Stał się narzędziem lewicy do narzucania przez nią swojego monopolu” orzekł publicznie podczas debaty w Parlamencie Europejskim jeden z naszych nieocenionych Rysiów, Legutko. Mówił podsumowując: „Parlament Europejski reprezentuje demos, które nie istnieje, pracuje nad projektem, który jest całkowicie nierealny, unika odpowiedzialności, odwraca się plecami do milionów ludzi i służy interesom jednej orientacji politycznej. A to tylko wierzchołek góry lodowej”.

Demos, rozumiecie. Intelektualnie ma mi być. Ja bym przy takiej opinii o swoim miejscu pracy jednak się chyba zwolnił. Bo tak, to troszkę pachnie rozdwojeniem jaźni. Ale pewno się nie znam, a w ogóle jestem stary złośliwy zgred.

Straszna wiadomość: Wirtualnemedia.pl „dotarły do informacji” (zawsze ten zwrot przywołuje mi obraz zamaskowanego żurnalisty, wpełzającego gdzieś w przebraniu żaby), z których wynika, że na tegorocznym kurwizyjnym „Sylwestrze Marzeń” nie usłyszymy Maryli Rodowicz. No to cios, zwłaszcza dla artystki, która podobno niezbyt odkładała na emeryturę i teraz bez koncertowania u niej może być krucho. Ale będą za to prawie na pewno: Golec uOrkiestra, Sara James i Zenek Martyniuk z zespołem Akcent. Do zabawy przygrywać ma także Staszek Karpiel-Bułecka, Boysi i Sławomir z Kajrą — czytamy. Słowem, odpowiedni poziom artystyczny jednak będzie.

W tej całej aferze tak naprawdę nie rozumiem jednego: to-to podobno oglądają jakieś liczone w milionach tłumy. Ja bym sobie marzył na Sylwka zupełnie co innego, ale – znowu – trzeba się przyznać do zaawansowanego zgredyzmu…

Choć moim zdaniem troszkę to wyjaśnia również popularność polityczną pewnego skrzekliwego mlaszczącego emeryta, która jest dla mnie do dziś fenomenem nie do pojęcia.

22.11.2022

Początek końca okupacji Śląska. Na Facebooku świetne zdjęcie: osławiony pan Kałuża stoi samotnie pod oknem z głową spuszczoną; patrzy w zadumie na swój potężny brzuch. Może zrozumiał, że jego dostatnie – choć z uwagi na otaczający go smród marne – życie jest już na nic. Wicemarszałkiem Wojciech Kałuża przestaje być, ale myślę, że tym symbolem zdrady pozostanie na zawsze – powiedział Borys Budka.

Może kreaturze ktoś współczuje. Ja nie. Jestem pewien, że coś tam sobie z pensji odłożył. Na jakąś chałupkę starczy. Ale zastanawiałbym się nad materiałem na furtkę: będzie stale opluta.

Ale… „Problemów PiS ciąg dalszy. Poseł Anna Pieczarka rozwiązała struktury tej partii w Tarnowie. Co może doprowadzić do dymisji wicewojewody małopolskiego, Ryszarda Pagacza, który dotąd kierował w Tarnowie PiS”.

Lawina rusza? W sieci złośliwy – ale trafny – komentarz: „Ukryta opcja. Będzie nowy temat dla pijanego wuja”.

Na razie jego przyboczni ruszyli z bluzgami i inwektywami. Przegrać też nie umieją, partacze.

Pan prezydent był łaskaw po raz kolejny udowodnić, że obecna władza to niedojdy i patałachy. Otóż pewien cwany ruski youtuber podał się za prezydenta Francji Emmanuela Macrona i porozmawiał sobie z Dudą telefonicznie … głupie siedem minutek. Kancelaria prezydenta potwierdziła, że doszło do takiej rozmowy – informują media.

A nie powiedziała przypadkiem, czemu zatrudnia starszych przedszkolaków na etatach informatyków i babcię teściowej jakiegoś ważniaka jako oficera ochrony? Bo każdy fachowiec zorientowałby się w sytuacji góra w trzydziestej sekundzie rozmowy wstępnej i do połączenia w ogóle by nie doszło. Bo nie miało prawa.

Kompromitacja. Ale to nic nowego. Cała ta szajka to jedna wielka kompromitacja.

Jakiś nawiedzony dureń napisał o nim, że to „ostatni żołnierz niezłomny”. Niejaki Waluś, morderca czarnoskórego polityka po 30 latach zasłużonej odsiadki wychodzi na wolność.

Co za morderca? Jak porządny człowiek, Polak i katolik, mógł znieść niedaleko siebie komucha i w dodatku czarnego, prawda? Prawicowi komentatorzy bluzgają zupełnie zrozumiałym nieprzytomnym rasizmem i zachwytem.

Jak stawiamy, kto nowego bohatera prawiczków utuli najczulej: Bąkiewicz, czy Winnicki? A może zostanie honorowym Wojownikiem Maryi?

Już go widzę w przyszłorocznym Marszu Niepodległości, jak idzie z dumnie podniesioną głową, chroniony przez pułk policji przed zionącą ogniem i siarką krwawą Elką Podleśną…

A Kaczyński swoje. Ostatnio ciągły bluzg antyniemiecki. Może to nawet niegłupie? Im bardziej on drze ryja, tym ciekawsze propozycje z Niemiec płyną. Ostatnio oferują ochronę polskiego nieba eurofighterami i bateriami „Patriotów”. Jeszcze im trochę podeśle zniewag i dostaniemy Bawarię…

21.11.2022

Zacznę nietypowo: nie od upustu żółci, ale jego poważnej zapowiedzi. Sprawa dotyczy cenionego przeze mnie do niedawna tygodnika „Newsweek”, w którym – po odwołaniu Lisa i mianowaniu na jego miejsce Sekielskiego – dzieją się rzeczy niepokojące. Mianowicie, po pierwszej fazie zwolnień – dobrych! – felietonistów (Gretkowska i Materna) idzie druga: miejsce stracił Hołdys i nie ma już w ogóle pracowników w dziale kulturalnym. Rozumiem, że naczelny ma swoje uprawnienia; ale ja jako czytelnik – też, jeszcze większe: mam prawo zaprzestać kupowania pisma. Zostali mi jeszcze Varga i Ćwiklak; jeśli któregokolwiek Sekielski ruszy – rezygnuję. Szkoda.

No to do bieżączki.

10 października 2019 r. kurwizja wyemitowała reportaż „Inwazja”, zapowiedziany jako film dokumentalny o środowiskach LGBT. Nie wchodząc w szczegóły: była to manipulacja czystej wody. Kampania Przeciw Homofobii złożyła następnie pozew przeciwko TVP do Sądu Okręgowego w Warszawie. W czerwcu 2020 roku sąd wydał postanowienie o zabezpieczeniu, zakazując TVP dystrybucji „Inwazji”. Sprawa wróciła do sądu w wyniku złożenia przez KPH pozwu o naruszenie dóbr osobistych. Na liście żądań znalazła się kwota 10 tys. zł na działalność stowarzyszenia Lambda Warszawa oraz emisja przeprosin w głównym wydaniu „Wiadomości”. Żądania zostały dzisiaj w całości uznane przez sąd.

Zapewne zmartwi to pana wiceziobrę – nomen-omen – Warchoła, który twierdzi, że obowiązujące prawo jest narzędziem ułatwiającym dyskryminowanie chrześcijan. Jego zdaniem w Polsce trwa „rewolucja neobolszewicka” przeciwko wierzącym, której trzeba przeciwstawić się poprzez zaostrzenie przepisów. Wymyślili taki myk: dotychczas, żeby uznać coś za „obrazę uczuć religijnych” trzeba było znaleźć konkretną osobę, która czułaby się urażona; no i teraz chcą z tego zrezygnować, to prokurator ma uznać, że ktoś mógłby się źle poczuć…

Następny krok to zapewne będzie wprowadzenie za ten rodzaj zbrodni sprawdzonych w historii kar łamania kołem i spalenia na stosie.

Może być radość: wyłazimy z kałuży. A ściślej z Kałuży. Pisuary zapewne tracą władzę w woj. śląskim. Z PiS odchodzi bowiem marszałek Jakub Chełstowski i jeszcze jacyś ludzie, dając tym samym większość opozycji. W czwartą rocznicę uzyskania przez szajkę większości, po „nagłym olśnieniu” pisuaryzmem osławionego radnego KO Wojciecha Kałuży, który stał się ikoną kombinatorstwa politycznego (żeby nie użyć jaśniejszego sformułowania). Podobno jedzie tam Morawiecki, żeby ratować sytuację. Pewno ma coś w kieszeni.

Zagęszcza się atmosfera wokół prezesa polskiego Związku Tenisowego Mirosława Skrzypczyńskiego. Jako kolejna oskarżyła go o atak seksualny posłanka Lewicy Katarzyna Kotula, która w rozmowie z Onetem wyznała, że w wieku 14 lat padła ofiarą molestowania seksualnego ze strony tego dżentelmena. Jak na razie – nic się w związku z tym nie wydarzyło. Ciekawe: czemu?

Kaczyński znów bredził. Zgodnie z podjętą decyzją nie wyjaśniam, o co chodzi. Jak wykazuje smutne doświadczenie, zawsze się znajdzie bałwan, który chętnie uwierzy w każde kłamstwo, bo lubi czuć się ofiarą. Najprostsze wyjaśnienie swoich niepowodzeń – że jest niedojda i matołem – oczywiście jest nie do przyjęcia. Więc nie ułatwiam. Bredzi konus i już.

20.11.2022

Część (boję się określić jej wielkość) rodaków to kretyni. Nie, tym razem mowa nie o wyborcach – to na inną okazję – ale o korzystających z mediów społecznościowych. Otóż okazało się, że po stworzeniu znakomitej roli w świetnym serialu „Wielka woda”, która to rola wymagała bardzo intensywnej charakteryzacji i zniekształcenia sylwetki – świetna aktorka Anita Dymna została zalana oceanem hejtu. No bo rzeczywiście: jak można tak się zapuścić? Jaki to wzór dla młodzieży?

Prymitywy najwyraźniej nie rozróżniają kreacji aktorskiej i fikcji literackiej od rzeczywistości. Zgroza. A sama aktorka pisze szlachetnie tak:

„Po roli w „Wielkiej wodzie” wylewają się na mnie ścieki ohydnych słów. Jestem przecież publiczną osobą. Służymy też do tego, by różni biedni frustraci, zakompleksieni nieudacznicy, samotni, uszkodzeni mieli się na kim się wyżyć. Może to im pomaga? Jeśli tak, to dobrze. Może przez chwilę chociaż czują się lepiej”.

Może wreszcie zrozumiemy czym się zasadniczo różnią między sobą ludzie? Nie kolorem skóry, nie wyznaniem, nie kształtem nosa ani niczym podobnym. Funkcjonowaniem mózgu.

I nikt mnie nie namówi na zaniechanie wartościowania wedle tej cechy. Żadna poprawność polityczna nie wchodzi w tym wypadku w rachubę.

Inny temat: