Aneta Wybieralska: Odważne kobiety w Kielcach11 min czytania

()

11.12.2022

Cz. 2. AKCEPTACJA SIEBIE

Do udziału w drugiej konferencji międzynarodowego ruchu o nazwie „ODWAŻNE KOBIETY” zaprosiła mnie Dorota, polonijna dziennikarka mieszkająca na stałe w Austrii. Ruch stworzony został przez Polki z Kalabrii – pięknego ale biednego i opanowanego przez kalabryjską mafię południowego regionu Włoch. Do Kielc przyleciało ich stamtąd aż dziewięć. Oprócz nich pojawiły się długoletnie mieszkanki Austrii, Belgii, Słowacji oraz działające na rzecz kobiet i środowisk polonijnych społecznice z Polski.

.

„Życie trwa tak długo, jak długo trwają nasze wzruszenia. Bez nich staje się tylko kurzem”.
(Emil Cioran – Brewiarz zwyciężonych)

Te panie mają autentyczną moc. Są silne, zdeterminowane, odważne. Codziennie borykają się z dyskryminacją, przemocą, nietolerancją. I problemami swoimi, jak też nieswoimi. Nie chowają głowy w piasek, nie boją się walczyć o prawa kobiet, o należny kobietom szacunek, o godność i szczęście. O prawo do normalnego, wolnego od przemocy i strachu życia, bycia matką, bycia spełnioną kobietą. Bycia Człowiekiem.

Wszystkie one włączyły się w działalność charytatywnie na rzecz innych kobiet. Podnoszą swoje kwalifikacje, by móc dawać przykład siły oraz odwagi. Angażują w akcje charytatywne, zbierają fundusze.

Każda z Odważnych Kobiet – Polek zamieszkałych na obczyźnie sama wywalczyła swoją pozycję w obcej społeczności. Nie tylko nauczyła się żyć wśród obcych, ale także pomagać innym. Czyni to z uśmiechem na ustach, poświęcając własny czas i środki.

I każda z nich jest piękna, zadbana. Jedyna w swoim rodzaju.

Kilka kobiet opowiedziało swoje historie. Na tyle tragiczne, że jeszcze bardzo długo skutkować będą traumą i smutkiem. Ale uśmiechały się, uwolniły od strachu. W Kielcach doznały przyjaźni. Przyznam, że wiele z nich zaraziło mnie optymizmem, determinacją i wolą walki o siebie i o kogoś. Spełnienie znajdują natomiast we wspieraniu innych kobiet. I to właśnie jest w nich najpiękniejsze.

Przebywając w towarzystwie przybyłych z całej Europy kilkudziesięciu dziewczyn pokochałam je jak własne siostry. Przejęłam od nich ich dobrą energię, karmiłam się ich szczerym uśmiechem i radością z bycia razem. Możliwością czynienia dobra.

Podejrzewam, że uznano mnie za kobietę odważną, a to za moją odwagę pisarską. A może za coś innego?

Spotkanie w przepięknej Sali Lustrzanej Wojewódzkiego Domu Kultury w Kielcach poprzedziły warsztaty psychologiczne zatytułowane AUTENTYCZNOŚĆ- ODWAGA BYCIA – AKCEPTACJA SIEBIE. 

Przyglądałam się tam paniom, słuchałam co mówiły, jak to robiły. Widziałam łzy wzruszenia, uśmiechy, wyrazy wsparcia, uściski. Doszłam do wniosku, że większość uczestniczek ma już za sobą ten bodaj najważniejszy etap terapii grupowej. Nie była im potrzebna. Może kiedyś, na pewno nie teraz, przed publiczną prezentacją siebie, swojej historii.

One przyjechały do Kielc będąc autentycznymi, odważnymi, zdeterminowanymi. Zaakceptowały nie tylko siebie, ale także akceptują wypracowaną przez odważne kobiety formę działalności na rzecz innych. Że teraz to one są przygotowane do roli terapeutów. I świetnie im to wychodzi.

Podczas konferencji wystąpiła także zaproszona w ostatniej chwili młoda kobieta z Ukrainy. Nie zna polskiego, kilka miesięcy temu uciekła do Polski z kraju ogarniętego wojną. Opowiedziała smutną i tragiczną historię, która skończyła się dobrze dzięki wsparciu i serdecznej pomocy dobrych ludzi. Teraz jest w Kielcach. Ma przy sobie dzieci, nowych przyjaciół, pracę i wsparcie. Po zakończeniu działań wojennych wróci do zburzonego domu i do bliskich. I wdzięczna będzie kielczanom za okazane serce.

Wszystkie opowiedziane historie są tragiczne, traumatyczne. Kobiety doznają pasma upokorzeń, są maltretowane, gwałcone, zabiera się im dzieci. Mężczyźni znęcają się nad nimi psychicznie i fizycznie.

Wzruszyłam się.

Opowiem Państwu o nich, o ich działalności, walce. O ich smutnych oczach, bo to oczy są zwierciadłem duszy.

O tym trzeba krzyczeć! Ne można przemilczać aktów zbrodni i okrucieństwa. Trzeba napiętnować krzywdę wyrządzaną innym.

Moje wystąpienie zaplanowane zostało na sam koniec konferencji.

Moją historię organizatorki zakwalifikowały do grupy przemocy instytucjonalnej. W tej samej kategorii były dwie dziewczyny, którym sąd zabrał dzieci, potem z czystym niezawisłym sumieniem, w majestacie polskiego prawa, oddał ojcom psychopatom.

Nie do końca właściwie trafiłam, albowiem historia Wybieralskiej jest zupełnie inna. Jednakowoż z polskim wymiarem nie-sprawiedliwości w tle.

Pojechałam tam jednak oraz uczestniczyłam w konferencji również w innej roli. Jako pisarka – autorka trylogii o kobietach wykonujących ciężki, niewdzięczny i wyczerpujący, zupełnie niekobiecy zawód, oraz jako dziennikarka – korespondentka Studia Opinii.

Usiłując sprostać zadaniu zaczynam wyliczankę od siebie. Nieskromnie.

Prowadząca oraz moderująca spotkanie, zarazem odpowiedzialna za projekt „Odważne Kobiety. Opowiem ci moją historię” Magdalena (Kalabria) przedstawiła mnie następująco:

– Są różne sposoby dla kobiet na odreagowanie stresu. Dla naszej odważnej, która trafiła do nas ze swoją historią, pisanie książek to forma terapii. Ludzie, z którymi pracowała, postępowali antykobieco. I pomimo tego, że już od dawna tam nie pracuje, do dziś dręczą ją koszmary. Swoją historię opowie pani Aneta Wybieralska.

Nie czytałam z kartki. Nawet takiej nie przygotowałam. Pierwotnie chciałam powiedzieć coś zupełnie innego. Na wystąpienie przyznano mi 10 minut, ale referujące przede mną panie znacznie przeciągnęły „czas antenowy”. Widownia była już najwyraźniej zmęczona, niecierpliwiła się, nie bardzo chciała wysłuchiwać kolejnej przygnębiającej historii. Za rogiem czekał poczęstunek. Paru panów już dawno dało dyla. Do pierwszego rzędu, na puste miejsce po lokalnym VIP-ie, przesiadła się zaproszona na konferencję senatorka z PiS-u. (Jedyna z kilkunastu zaproszonych kobiet przedstawicielek polski polityki: posłanek oraz kobiet stojących na czele krajowych organizacji prokobiecych). Uprzednio kupiła kilka moich książek. Nie wypadało mi lżyć publicznie jej ani jej partyjnych chlebodawców. Nie tam i nie wtedy.

Paradowałam przed widownią z mikrofonem w dłoni. Z przemową szłam na żywioł. Zajęła mi siedem minut.

Oto ona:

– Dzień dobry państwu. Dziękuję za zaproszenie organizatorom, Panu Marszałkowi.

Moja historia jest, w sumie, banalna. Jestem wrocławianką. Moją pracę zawodową zaczęłam w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Za starego ustroju. Pracowałam w tym starym ustroju jak inni, tylko że to był resort spraw wewnętrznych. Cóż. To była służba dla kraju. To była służba dla ojczyzny. Ojczyzny takiej, jaka wtedy była. Popracowałam sobie także w nowym ustroju, potem poszłam na emeryturę. Na tej emeryturze zaczęłam pracować gdzieś indziej, bo pracować chciałam.

Oto co się stało. W 2016 roku, 16 grudnia w godzinach wieczornych Sejm Rzeczpospolitej bezprawnie i przewagą głosów obecnych rządzących wprowadził ustawę, która zabrała emerytury funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa za to, że służyli systemowi totalitarnemu. W myśl tej ustawy ja służyłam systemowi totalitarnemu i dlatego pozbawiono mnie lwiej części emerytury. Mnie i kilkaset tysięcy innych osób. Zabrano ją nie tylko funkcjonariuszom SB, ale wdowom po funkcjonariuszach, sierotom, sportowcom, którzy byli podwieszeni na etatach SB, sekretarkom… Ci ludzie nie mają za co żyć.

Proszę państwa!

Wrzucono nas do jednego wora. Zastosowano odpowiedzialność zbiorową. Ja poszłam do sądu. Nie wszyscy tam poszli, nie wszyscy mają siłę walczyć. Ja mogę jeszcze pracować, bo jestem w miarę na chodzie, w miarę zdrowa i, przepraszam za kolokwializm, w miarę młoda. Bo jestem w wieku, wprawdzie i teoretycznie, poprodukcyjnym, ale mogę przydać się jeszcze komuś do czegoś. Mam, po prostu, siłę i determinację.

Prezydentem Kielc jest byłym Gwardzistą, który, jak państwo wiecie, bo o tym także było dosyć głośno, pozbawiony został emerytury resortowej dlatego, że był uprzejmy być Mistrzem Europy, Mistrzem Świata, i przez pewien moment być podwieszonym na etacie SB. Przecież jakaś instytucja musiała tych sportowców utrzymywać i dbać o to, by zdobywali dla nas medale.

– Zastosowano wobec nas odpowiedzialność zbiorową.

– Spowodowano ludzkie tragedie. Tragedie wielu tysięcy rodzin, które teraz żyją na granicy materialnego ubóstwa.

– Upodlono nas. Niestety, to jest fakt.

Wielu z naszych kolegów i koleżanek, starszych, nie wytrzymało. Skończyło się ciężkimi chorobami, zawałami, nawet próbami samobójczymi. Nie wytrzymali presji.

Teraz tak:

Czy ja jestem kobietą odważną? Nie wiem. Ale odważyłam się o tym napisać. Odważyłam się napisać o moich emocjach. Odważyłam się napisać, jak to się stało, jaka była pozycja, jakby rola kobiet w służbach specjalnych, w służbach bezpieczeństwa. Tam było całe mnóstwo kobiet, które, oprócz tego, że służyły, a służba nie wyglądała jak w tej chwili, to znaczy praca od ósmej do szesnastej, potem adieu’, miały życie rodzinne. My służyłyśmy na okrągło. Tak jak służy się w wojsku, w straży pożarnej, s służbie więziennej. To były dyżury, a my miałyśmy rodziny.

Kochane panie!

Trzeba było pogodzić życie rodzinne ze służbą. A służba to nie bułka z masłem. To jest rozkaz, to jest tajemnica. To jest czasami trzy, pięć dni w jednych majtkach, i gdzieś poza miejscem zamieszkania. To jest stres, to jest męski świat. I mężczyźni, którzy uważają, że kobiety powinny służyć wyłącznie do łagodzenia obyczajów.

Czy to jest moja historia?

Nie tylko moja. Jest historią mnóstwa kobiet, które trafiły do resortów mundurowych. Ja o tym napisałam. Piszę powieści obyczajowe, napisałam o kobietach w służbach specjalnych. Napisałam, co czuję. To są emocję, są moje tajne blizny, które cały czas nie są zupełnie zabliźnione.

Tytuł mojej trylogii brzmi: Tajne blizny. Podtytuł: O czym milczę od lat. Odważyłam się o tym napisać, to jest moja historia.

Kochane panie, powiem wam tylko tak: Jesteście piękne, odważne, mądre. Wszystkie jesteśmy tutaj odważne. Nie tylko dlatego, że się tutaj znalazłyśmy, ale także, bo zechciałyśmy wyjść z zaszufladkowanej o nas opinii, że jesteśmy tylko babami, a służymy do łagodzenia obyczajów.

Jeżeli chcecie sobie z tym poradzić, to piszcie. Opiszcie swoją historię, ja zredaguję ją bardzo chętnie. I postaram się, żeby książka ujrzała światło dzienne.

Po tej deklaracji otrzymałam gromkie brawa. Podziękowano mi za nią, uznano za ważną i za świetne podsumowanie konferencji.

A ja? Poczułam się głupio. Nie byłam kontenta z mojego wystąpienia. Wydało mi się ono takie płytkie, takie nieważne, banalne. Poza tym chaotyczne i niespójne. Kogo bowiem obchodzi, że stare komunistyczne esbeki zostały gromadnie skrzywdzone i cierpią? Do ludzi bardziej przemawia los krzywdzonych dzieci, zwierząt, młodych kobiet. Nie marna egzystencja jakiś parszywych emerytów. Poza tym obecna narracja polityczna uczyniła z nas morderców i zbirów. Ludzi niegodnych dostatniego życia, stabilizacji finansowej, dumy z wykonywanego niegdyś zawodu oraz z noszonego munduru. Nawet niegodnych godnej śmierci.

Ja wtedy nikogo nie skrzywdziłam. Nie pracowałam dla systemu totalitarnego, tylko służyłam Polsce. Jak wielu innych: nauczycieli, lekarzy, dziennikarzy, żołnierzy.

O ironio! Paradoksalnie, mordercom Popiełuszki nie zabrano ich wypracowanych esbeckich emerytur. Ba, z powodu cywilnego przelicznika za lata pracy w PRL, mają je większe niż wielu z nas kontynuujących służbę w „nowej” ojczyźnie po transformacji ustrojowej.

Ja bynajmniej nie akceptuję siebie takiej, jaką jestem teraz. Czyli kobietą znerwicowaną, starzejącą się szybciej niż inni, pozbawioną przyjemności z normalności życia codziennego, cierpiącą na bezsenność. Piszącą powieści, przeczytaniem których prawie nikt nie jest zainteresowany.

Mówiłam do ludzi, którzy zaszczycili mnie obecnością i wytrwali do końca spotkania. Kilka razy spojrzałam na twarz siedzącej przede mną pisowskiej senatorki.

Jej mina? Odnotowałam. Bezcenna. Tylko tyle było mojej satysfakcji.

Aneta Wybieralska

Aneta Wybieralska

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.