Andrzej Lewandowski: Numer 454 min czytania

23.01.2023

ECHA WYDARZEŃ:

Tenis, Australian Open.

Polski udział. Panna Iga nie dotarła do ćwierćfinału, pan Hubert – po twardej walce, pani Magda Linette dzielnie przejęła pałeczkę. Wciąż jest w grze, a wrażenie już zrobiła znakomite. Twarda, waleczna, spokój olimpijski – określenie pasuje do kariery, za nią przecież dwakroć Igrzyska.

Takie rewelacyjne „wyjście z cienia”, bo przecież los sprawił, że latami wprawdzie aktywna na korcie, ale był to dla nas – kibiców – plan drugi. Najpierw za panią Radwańską, teraz za panną Świątek. No i numer ledwie 45 na rankingowej liście przed australijską próbą… Dziś…

Niektórzy komentatorzy łatwo dali sobie przypiąć skrzydła. Znajduję już określenia, że pani Magda „ratuje w Australii honor polskiego tenisa”. Prawda, okazała się solą i pieprzem tenisowej społeczności z Polski, i chwała jej za to. Oraz brawa, aż dłonie zabolą. Ale z tym „ratowaniem honoru”, to nie przesadzajmy. On nie był zagrożony, pani Świątek i pan Hurkacz nim odpadli – dowodów, że polski tenis „grupowo” ma się nieźle też dostarczyli.

O czym jeszcze tu będzie… A przypomnienie prawdy, że w sporcie można wygrać albo przegrać (tenis remis wyklucza), i nawet najwybitniejszy solista ma konkurentów – zawsze się przyda…

Niech brzmią oklaski. Magda Linette. Z Poznania rodem. Urodzona 12 lutego 1992. Życiowy sukces sportowy w 2023 roku! Porównanie dat niesie refleksję, że upór wciąż jest ponad metryką. Teoretyczny weteran wciąż może być juniorem, głodnym sukcesów.

Jakże długa droga przez korty – juniorskie, młodzieżowe, seniorskie; jaki upór. Pierwszym trenerem – tata; potwierdzenie wartości rodzinnych podpowiedzi. Pierwsze treningi – jako pięciolatka – coś z dopingu dla sportu dziecięcego, nie mówiąc już o komplementach z racji wytrwałości. To nie sama kalkulacja, pewnie nawet nie tylko sposób na styl życia; jeszcze coś z uczucia…

Szczególik o osobowości. Związek życiowy – ukształtowany przez kort, z chorwackim trenerem; i decyzja obojga, że kierowanie szkoleniem trzeba przekazać innemu – układ życiowy to jedno, porządna praca, wymagająca poświęceń innego rodzaju – drugie…

Panna Iga. Czytam opinie. Jedne pełne współczucia, inne obrazujące nastrój zawodu.

Przepraszam, ale moim zdaniem za łatwo uznaliśmy, że młodziutka wciąż dama – a już arcymistrzyni – jest naszą własnością. I ma obowiązek nam, kanapowcom przedtelewizorowym, których trapi coraz trudniejszy dzień, dostarczać satysfakcję oraz optymizm. Dużo zarabia, niech nas raduje…

Nawet autorzy – zawodowcy poddają się nastrojowi, gdy piszą przed takim pojedynkiem jak przegrany, że faworytką jest dama z Raszyna. Bez fachowego spojrzenia na drugą stronę kortu. I łaskawego zauważenia, kto TAM. Że mistrzyni olimpijska – a takiego tytułu nie dają na kredyt. Że też młodziutka pnąca się w sporcie ku górze. Że równie biegła w sztuce, a np. serwująca tak, iż piłki prawie nie widać…

Kazaszka z Rosji rodem nie była autsajderką przed startem, lecz rywalką z tej samej półki. Do tego – jakby szybciej znalazła klucz do grania o inicjatywę. A nasza mistrzyni była wyraźnie ciut gorzej dysponowana niż zazwyczaj. Owo „ciut” z czasem przekształciło się aż w przegrane oba sety. Za łatwo – prawda, ale ile w tym własnej słabości w tym akurat meczu, a ile wspanialej dyspozycji rywalki, którą było stać na agresywność – nie sprzed telewizora opiniować.

Panna Iga wie, że była w tym pojedynku poza szczytem swej normalnej dyspozycji; trener opisuje słabe punkty, ale – czy tym razem zawiodły nogi, czy głowa – też nie mnie sprzed telewizora oceniać. Może jedno i drugie… A może wcześniejsze koncertowe zwycięstwa zabrały więcej sił, trzeba było oszczędniej… Może…

Słuchałem uważnie, co mówi nasza mistrzyni. I szczególe zapamiętałem „samowskazówkę” – że trzeba będzie ostro popracować nad pełnym powrotem do nastroju przedstartowego, ze się chce wygrać, a nie tylko – nie przegrać…

Jeśli prawidłowo odczytuję te słowa, znajduję w nich coś z osobistej recenzji oraz deklarację. Której wartości jestem pewien. Bo panna Iga kocha wygrywać… A my Ją też wielbimy, bo pięknie nam ten szary dzień rozbarwia…

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego “Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
 

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo