WaszeR coraz mniej londyński: Człek małpokształtny5 min czytania

()

04.02.2023


„Słowa nie są po to, by gęba miała zajęcie”

— Marek Jastrząb

Podobno na początku było, zaczynające się dużą literą, Słowo. Ale nie wydaje się to logiczne, gdyż skąd wtedy w tej nabitej nieistnieniem pustce – ni z gruszki, ni z pietruszki – jakiekolwiek słowo! Poza tym nawet z szacunkiem potraktowane gigantyczną pierwszą literą słowo nie byłoby w stanie wywołać aż takiego galimatiasu. Musiał to być, ani chybi również uszanowany wielką literą, choć właściwie do tej pory przez służby niezidentyfikowany, Ktoś, kto zaczął niebezpiecznie majdrować przy skądś wytrzaśniętych (pisanych-oczywiście-z-dużej-litery) Rzeczach Niestworzonych, doprowadzając przypadkowo do – tu wielkoliterowe wyróżnienia naskoczyły automatycznie – Wielkiego Wybuchu, z niewiadomych powodów już wtedy nazywanego Big Bangiem. No i dalej potoczyło się z szybkością błyskawicy.

Niektórzy uwierzyli w to bez zastrzeżeń. Inni, zależnie od punktu i rodzaju ziemskiego zalegania, w część owszem – oficjalnie, ukradkiem w resztę powątpiewając. Jeszcze inni całkowicie koncepcję odrzucili zadowalając się mózgową próżnią z pogranicza fanatyzmu religijnego – to ci zbyt naiwni i leniwi, wszędzie występujący kontestatorzy. Dla odmiany zaś najrozmaitszej maści twórczy aktywiści zintensyfikowali prace nad produkcją własnych scenariuszy.

I tak oto do dziś w obiegu rywalizują przeróżne koncepcje. Najdziwniejsza jest ta, która zakłada, że Wszechświat, bo tak obrazoburczo nazwano powybuchową kotłowaninę swądu, dymu i pyłu, do tej pory się rozszerza pędząc cały czas, we wszystkich kierunkach, nie wiadomo dokąd. Czyli donikąd, na logikę.

Argumenty za rozszerzaniem podawano przeróżne. A to, że w tej chwili oprócz udomowionego swojskiego smogu nie widać i nie czuć żadnego wyjątkowego nagromadzenia wizualnych i zapachowych zjawisk towarzyszących wielkiej detonacji. To znowu, że potęgujący się, wysoko decybelowy szum cywilizacyjny, to nie to samo co łoskot, łomot, trzaski i grzmoty charakterystyczne dla big walnięcia. Czyli jednak… uleciało! Tfu! – na szczęście.

Mało tego! Akceptując dla świętego spokoju rzeczoną rozszerzalność, zaczęto z czasem powątpiewać w nieskończoność owego donikądowego pędzenia. No bo jak to – bezgraniczny proces? Nie odbije się od jakiejś bariery, nie naciągnie do granic wytrzymałości i jak bumerang nie powróci? Niełatwo pojąć.

Ale z drugiej strony może to i dobrze, bo gdyby tak nagle wszystko zaczęło się kurczyć, zwijać i odwracać dążąc do stanu wyjściowego, to powstałby niezły bajzel artystyczny w cywilizacyjnie uładzonym bałaganie. Jakaś taka samoprzenicowująca się, samokurcząca czasoprzestrzeń.

Ludzie przestaliby się starzeć, a nawet wprost przeciwnie. I to pomimo nieestetycznego pozbywania się przyjętych pokarmów i płynów. Głowy zgilotynowanych w czasie Rewolucji Francuskiej markizów wskakiwałyby z westchnieniem ulgi na właściwe im miejsca, a noworodki z radosnym wrzaskiem do brzuchów swych matek. Pociski wracałyby z wizgiem do zaskoczonych kanonierów, z dna mórz podnosiły się wypełnione skarbami korabie, a sprawy zamiecione pod dywan, wymiatałyby się spod niego bezczelnie. Dzieje na wstecznym kursie odkryłyby tym samym, ku rozpaczy niezainteresowanej, wręcz zniesmaczonej nowościami, coraz bardziej siermiężnej nauki, niejedno dotąd niewyjaśnione lub brakujące ogniwo.

Czyżby objawić się miał również, mało w procesie zanikania inteligentnego życia chwalebny epizod uwsteczniania w postaci nadrzewnego człeka małpokształtnego?

Nie do śmiechu…

Niedośmiech pierwszy.

Jak wójtek został straszakiem

Łotrzyk z niego nie lada. A kombinował już od nieopierzonej dorosłości. Na własnym terenie zrazu, gdzie oficjalnie to wójtował, a cichaczem – „pcimił” prowadząc szemrane interesy i próbując wykosić konkurencję w łonie własnej rodziny.

Jednak prawdziwy, pozazdroszczenia godny skok poziomu życia los zafundował mu wejściem w struktury politycznej formalnie, ale działającej według paramafijnych reguł organizacji o zasięgu krajowym i zdobyciem zaufania jej capo di tutti capi. I namaszczeniem za bezgraniczne posłuszeństwo. Skok nie na jego możliwości intelektualne, ale poszturchiwany w moralny bezkręgosłup miał sobie dać radę. Nie pozbył się co prawda sztubackiego nadrabiania elokwencji podnieconą nadaktywnością oraz popiskiwania mutacyjnym falsetem w chwilach zenitalnych emocji, ale zapuszczony z czasem i karnie utrzymywany krótki, ciemny zarost dodawał jego facjacie pewnej karykaturalnej powagi.

Dystans od pucybuta do milionera dzięki wszechmocnemu patronatowi przeskoczył błyskawicznie, lądując na głębokiej wodzie strategicznych branż energetycznej i paliwowej. Zaczynał wszędzie jak to on, od zastraszania posunięciami personalnymi i ryzykownymi zagraniami. Niedługo potem, zbałamucony przez partyjnych animatorów, położył łapę na rynku lokalnej, acz opiniotwórczej w swej masie, niezależnej prasy, pacyfikując w konsekwencji i ładując kolejno te gałęzie w zespół rur ssąco-tłoczących przychodów i rozchodów, procesów nie całkiem ewidencjonowanych i moralnie akceptowalnych. Dzięki temu stać go było na odprowadzanie niezłych haraczy na konto solidnie rozgałęzionej Familii Don Jaroslao. Hojnością ową oraz demonstracyjną przychylnością bossa ostatecznie zdobył w środowisku opinię szczodrego, wszechmocnego i nietykalnego, nawet dla najwyższych konstytucyjnych organów kontrolnych. O swojej kabzie nie zapominając, kosmiczne profity rozważnie lokował i rozrzucał przezornie po bliższych i dalszych znajomych królika. Zajęty tak energochłonną robotą na wysokim pułapie, nie zamyślił się, nawet przez sekundę, nad przyziemnym losem już obarczonego przyszłą odpowiedzialnością karną jelenia.

Ale jakoś popsuła się ostatnio owa sielskość-anielskość. Mowa ciała delikwenta wskazuje na nadmiar nerwowości, prawdopodobnie z powodu niepanowania nad rozwojem przerastających go sytuacji, eksponowana gdzie się da pewność siebie stała się bardziej niewiarygodna, teatralna, a w rozbieganym wzroku zagościło coś na kształt lęku. Czyżby mafijny beniaminek czegoś się wreszcie wystraszył?

WaszeR coraz mniej londyński

PP Komentatorów prosimy, by uwzględnili fakt, że wszystkie komentarze są czytane przez moderatora. Niektóre są publikowane natychmiast, inne nie; reguluje to system automatycznie zgodnie ze swoimi regułami. Wielokrotne wpisanie tego samego komentarza nic nie daje: musi on tak czy tak poczekać na zatwierdzenie. Może to oznaczać oczekiwanie na efekt nawet 24 godziny.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

źródła obrazu

  • jastrzab: BM

2 komentarze

  1. Andrzej 05.02.2023
  2. Stary outsider 08.02.2023