
ECHA WYDARZEŃ:
Prof. Bralczyk tak opisuje prastare powiedzenie:
Czyli: mówienie bez głębszego sensu i celu, nieważne, próżne, niewarte uwagi. Kiedyś gadać znaczyło tyle, co wróżyć.
W Krakowie ukazywały się już w XV wieku kalendarze, zawierające właśnie wróżby. To, co kiedyś nazywano krakowskim, z czasem zaczęto nazywać austriackim…
Skąd skojarzenie? Obecny trener skoczków narciarskich jest Austriakiem. A właśnie osobiście zawiadomił o decyzji: Przerywamy starty, nie za dobrze nam wychodzą… Jedziemy do domu. Tam popracujemy…
Czyli – zmiana na szkoleniowej drodze ku mistrzostwom świata. Wyczyścić głowy, odświeżyć głód rywalizacji, wykonać porządne BPS – Bezpośrednie Przygotowanie Startowe.
Cel – mistrzostwa świata, w Planicy. Bez rozdrabniania energii po drodze, i tak jej w dostatku nie ma… A taki G. skacze jak nakręcony…
Jako wielbiciel sportu oraz analityk – optymista, wierzę, że ta trenerska doktryna okaże się nie „austriackim gadaniem” – w sensie wróżenia z fusów, lecz naturalną, logiczną reakcją na istniejący obraz. I że skutki objawią się w Planicy powrotem do pełnej dyspozycji…
Grupowej, w stylu takim, jaki bywał, i być powinien. A pokazał się choćby w dwóch drugich skokach pana Kubackiego, wyraźnie podrażnionego tym, że pierwsze były do luftu… A liderowi z Norwegii, który mnie też klasą i ukochaniem wygrywania urzeka – też może kurka przestać złote jajka znosić. Przecież ON – też człowiek, a apogeum nie bywa wieczne.
Na marginesie konkursów poprzedzających trenerskie postanowienie:
a) W Stanach był debiut kolejnej specjalności – konkurs męskich duetów. Wygrali – Żyła z Kubackim. Wścibska sieć zajrzała do portfela. Po z górą 50 tysiaków premii na głowę…
W przełożeniu na złotówki. Ze dwie dobre emerytury rodaka, ale … w tym, co w PIT-owym bilansie rocznym… Wprawdzie nie do porównania z dochodem „średnio-piłkarskim”, czy tenisowym, ale…
b) Narciarstwo … powariowało. Skacze się przez cały rok – śnieg nie jest niezbędny – a konkurencje mnożą się jak króliki.
Męskie i damskie solówki – na skoczniach o różnych rozmiarach; konkursy drużynowe; miksty – czyli układ męsko-damski… Teraz jeszcze duety… Jasne – oferta programowo-reklamowa: telewizje, sponsorzy, kasa…
Ze zrozumieniem patrzę na owe „słupy reklamowe”, którymi są skoczkowie, ale też prezesi, trenerzy, w ogóle ekipy… Tyle, że jądro reklamy mają nieść w świat asy skakania, choć „karty płatnicze” użytkuje też otoczenie. Nie pędzący setką na rozbiegu, starający się przynajmniej „zremisować” z matką-naturą, z lądowaniem za każdym razem jak po skoku z któregoś piętra. I jeszcze elegancko, z telemarkiem…
c) Nie akceptuję komentatorskich określeń, że pan Dawid „uratował honor polskich skoków”. Zostawmy „honor” na właściwe okazje; nawet kryzys nie jest przecież dyshonorem…
Kto to i po co to wymyślił? Jak ową „honorową bramkę” w futbolu: przegrasz 0:10 – tracisz tzw. zdolność honorową, strzelisz gola na 1:10 i już plamy nie ma, gol – wywabiacz?
Inne ECHA – już ledwie sygnałowo:
- Urzeka mnie dociekliwość medialna w śledzeniu każdego kroku i każdego słowa portugalskiego trenera, który bierze pieczę nad elitą futbolistów. „W robocie” – wciąż jeszcze w tle, w mediach… Jako zawieziony na mecz ligowy średniej jakości, a tam teraz kandydatów na reprezentantów nie uświadczysz… Albo uczynienie publicznego z roboczego pytania, czy pan Robert ma swojego masażystę; z komentarzem, że Ronaldo miał, i to nie było dobre…
- Zmartwiła mnie wieść, że wspaniała panna Pia ma kłopot z mięśniem czy ścięgnem i musi zawiesić starty. Taki to los współczesnego mistrza sportu, że musi czasem wymagać od siebie więcej niż można wziąć bez ryzyka. Informacja już mnie zabolała, ale zostaję przy nadziei, że szybko straci świeżość. I pani, o której tata – trener mówi, ze ukochała wgrywanie, znów zacznie fruwać nad płotkami oraz spointować…

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
