Andrzej Lewandowski: Pan zegarek4 min czytania

()


22.09.2023

ECHA WYDARZEŃ: Wiadomo- temat jest jeden.

MICHAŁ Probierz i reprezentacyjna piłka. Dyskurs- w różnych odcieniach. Nie same brawka. Wspólnym mianownikiem nadzieja, że teraz będzie lepiej. No, zacznie być lepiej…

Selekcjonerowi życzę, by działo się inaczej niż za jego poprzedników. Sobie też tego winszuję- bo jednak piłka to wciąż piłka- czyli największy teatr świata i przez to, dla całego sportu, swego rodzaju kamerton. Ton nadaje, mody i aspiracje kształtuje.

Średnio interesuje mnie dotychczasowe cv Pana Michała. Odpowiednie dyplomy- ma, swoją markę w środowisku – też; na koncie sportowych dokonań zapisał cnoty, ale też potknięcia. Ważne jednak, co TU i TERAZ, nie pamiętnik. I nie obchodzi mnie z kim jest na ty, a z kim na pan; kto zadzwonił, w jakiej restauracji gadali, lecz, co z tego wyniknie. Dla piłki, dla naszych wyobrażeń o sporcie, dla układu tabel i nastrojów… Co było, a nie jest… i tak dalej. Charyzm a la Pan Kazimierz nie szukam. Nie te czasy, nie ten obraz, inne boisko, inna szatnia. Wszystko jest inne.

Włącznie z już pojawiającą się teoryjką, że ponieważ selekcjoner dobrze się pokazał jako szef kadry młodzieżowej, to można oczekiwać personalnego trzęsienia ziemi i przyspieszonej wymiany boiskowych pokoleń.

Takie hasełka już były, i … przegrały z życiem. Przypomina mi się czas barcelońsko-olimpijski, kiedy to srebrem i stylem błysnęła drużyna Wójcika ( hasło pijarowskie czasu: „pocałujta w dupę Wójta”), był to zaś zespół wybitnie młodzieżowy, i z miejsca pojawiły się postulaty. Że czas wymienić „starą drużynę”, którą prowadził wtedy chyba Strejlau, na młodziaków- olimpijczyków. Jakoś tak było- albo podobnie, prawda Andrzeju- Przyjacielu? I co? Owszem, kilku z barcelońskiej drużyny zrobiło międzynarodową karierę, kilku ma szlify słusznie zasłużonych szkoleniowców, ktoś się zadomowił w komentowaniu, ale żeby WTEDY tak ławą szybkiej odnowy przez boisko… Jakoś się nie zechciało sprawdzić. Bo chciejstwo zawarte w wierze, że wystarczy jednych usunąć a świeżą krew w odpowiedniej porcji wstrzyknąć nie zdało egzaminu życia. Piętra bez parteru?

Rozpisałem się o czasie tak dawnym, że … przez wielu zapomnianym.

Czytam , w ramach tzw. modnie ciekawostek, że selekcjoner lubi fraszki Jana Izydora Sztaudyngera. I to nas łączy… Nie da ci ojciec, nie da się matka tego, co może dać ci sąsiadka…”

Umowna –teraz „sąsiadka”, to symbol reprezentacji polskiej piłki. Ponieważ jednak sytuacja wymaga zawołania – wszystkie ręce ( plus nogi i głowy) na pokład, skład przedbarażowy już sobie wyobrażam. Sąsiadka będzie- jak dawniej- oby jednak po kąpieli i makijażu…

A – na marginesie, podziw dla kolegów w zawodzie. W swej dociekliwości już zauważyli, że Pan Trener ma zegarek kosztujący znaczną kasę. Taki czas- takie dziennikarstwo. Kupił, widać stać go na to; dostał w prezencie- co za sprawa? A że Panna Iga oraz Pan Robert demonstrują jeszcze droższe czasomierze, bo sponsor dał i pewnie wymaga…

Panatrenerski zegarek biorę za symbol, że dobrze odmierza czas urzeczywistniania zobowiązań, i ewentualnie ma budzik, jak należy…

To tyle, po nominacji. Bez uniesień, bez wróżenia z fusów. Ocenę wystawią wydarzenia. Boisko i szatnia, którą- moim zdaniem bezsensownie, aż w takim wymiarze zatrudniono w kampanii udającej wyborczą. A ta mi nie przypada do gustu. Może powiela zasadę czasów, że orkiestra jest od grania, ale o wszystkim decyduje „dyrygent” . Może taka zasada jest biznesową cnotą, lecz…

PREZESA PZPN nie znam. Poza lekturą internetowego wydania „Przeglądu Sportowego”, a ten ochoczo towarzyszy wydarzeniom. Dyskusje w sieci też nie milkną.

Nie podważam władczych- solowo- uprawnień prezesa, ale pozwalam sobie rzucić to na tło tzw. samorządności.

Taki sobie panowie ( paniom daję spokój, bo za baronów w futbolu raczej nie stają), to taki statut macie.

Takiego prezesa wybraliście – głosując, takiego macie.

Pozwoliliście, by w obrachunkach z przeszłością choćby słowo „PRZEPRASZAM”- za knoty personalne było nieobecne – nie dziwcie się, iż społeczne i medialne komplementy w deficycie…

Słowem- decyzji nie kwestionuję, dobre życzenia dzielę ( dotyczyłoby to każdego z wybranych przez prezesa), takiemu stylowi rządzenia klaskać nie będę, a kampanią czuję się ciut zniesmaczony…

A jakie echa da SZATNIA?

Andrzej Lewandowski


Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

Więcej w Wikipedii

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.